Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Wprowadzenie: Rosalie [0]

Rosalie Emerald miała bardzo ładne imię, bardzo ładną twarzyczkę, ale to niczego nie zmieniało, bo i tak byłem wkurwiony jak cholera, po kolejnej kłótni z Diaskro wypalając chyba już czwartego szluga ze świeżutkiej paczuszki. Jeszcze znajdę blondynkę, wcisnę jej te blond kudły do pieca i będę patrzeć, jak powoli zajmują się ogniem. Niech płonie, dosłownie, niech wszystko dzisiaj płonie. Byłem jebanym arystokratą, miałem możliwości, szanse i chęć, żeby w sumie praktycznie mieć świat u kolan, a zamiast tego siedziałem w jakiejś zasranej akademii, nie wiedząc jak, gdzie, co i dlaczego, a w dużej mierze szukałem tylko wolnej chwili, aby zwiać, zapalić i poudawać, że wszystko z powrotem gra. Do domu wrócić nie mogłem, matki i tak nie było, drzwi pewnie zostawiła zamknięte, klucza nie miałem, zresztą ten cholerny budynek zawsze był dziki i otwierał się w zależności od swojego humoru, a po moim ostatnim wybryku z mazaniem farbą po ścianach nie wątpiłem, że drzwi będą stały przede mną otworem.
— Na co mi to, kurwa, wszystko było — wymamrotałem sam do siebie, rzucając papierosa na ziemię i depcząc go czubkiem buta. Rozejrzałem się wokoło, wciskając zmarznięte dłonie w kieszenie, byle tylko odrobinę się ogrzać. Uwielbiałem ciepełko, a temperatury panujące na dworze nie należały do moich ulubionych. Rose, Rose, gdzie ty się podziewasz?

wtorek, 22 maja 2018

Wprowadzenie: Noah [0]

Noah Maria D'Artagnan. Kto by pomyślał, że i ten rok zaowocuje kimś ciekawym w szeregach naszej wspaniałej, prawie utopijnej placówki. Pomijając fakt, że większość osób topiła się we własnych łzach spowodowanych nadmiarem kartkówek czy niepełnych księgozbiorów. Ewentualnie dla szczególnie wytrawnych jednostek zawsze zostawał alkohol, który brać uczniowska przemycała z prawdziwym powołaniem, a profesor Remus czy dyrektor Mińsk zawsze mieli przy sobie butelkę czegoś na zapicie własnej marnej egzystencji. Gdy w szkole przebywała sekretarka, jeszcze dało się to w jakiś sposób kontrolować, całe towarzystwo znaczy, ale im dalej w las, tym co raz bardziej wszystko się kiełbasiło nam trzy przez czwarte. 
Heather została asystentką, Nivan w sumie sekretarką, Dexter rozstał się z Fomą, a Przewalski wrócił do domu. Wandzia zaciekle broniła honoru brata, w czasie gdy Renee swobodnie romansowała za jej plecami z Yamirem. Pel poiła wszystkich herbatką, ale wydawało się, że nawet Adam (Walsh już, nie Mińsk) tracił zapał do niszczenia przeciwników. Miracles nawet już tak ani nie ćpał, ani nie wnerwiał towarzystwa razem z Diaskro za bardzo. Zbliżał się jedynie wieczór kawalerski Vina (choć nikt nadal nie wiedział, jak wygląda cała impreza w wersji "po wampirzemu"), Hera wciąż uciskała ludzi gazetką, a Plotkarz mieszał dalej.
Innymi słowy potrzebowaliśmy nowości. Zajęcia czymś myśli, jakimś nowym interesującym materiałem, a Noah wydawała się być idealna. Może dlatego stałem aktualnie na dziedzińcu, oczekując przyjazdu nowej uczennicy. Związałem tylko włosy w kucyk, żeby natrętne kosmyki nie zasłaniały mi widoku. 
Noah, gdzie jesteś?

środa, 16 maja 2018

Wprowadzenie: Ante [0]

Życie trwało dalej. Nie było to przecież nic zaskakującego, ale przez tego całego "Plotkarza', którego tożsamość wciąż określano jako nieznaną, zaczynałem mieć ciarki. Foma rozszedł się w końcu z Dexterem, nawet jeżeli zapowiadało się na to od jakiegoś czasu, to kolejne wypady na piwo razem z alchemikiem cały się już tradycją. Przewalski wyjechał, podwinął ogon i zwiał ze szkoły, a Wanda stała na straży jego dobrego honoru, fukając i zaciekle broniąc każdą osobę, która raczyła rzucić komentarz w złym tonie w stronę jej brata.
Całkiem zastanawiające, co jeszcze nas czekało w kolejnym roku? Pomijając wielką kłótnię Diaskro z Herą, w czasie której obie pożarły się o plotkę, jakoby spółkowały ze sobą namiętnie pod radosnym światełkiem księżyca. Został jeszcze wieczór kawalerski Vina, ale Vincent już od dawna namotał w tej szkole swoim spokojnym, opanowanym sposobem bycia. Najpierw rozszedł się z Ivens, potem rozszedł się z Van i chyba już dla świętego spokoju od babskich interesów zdecydował się przestać narzekać na aranżowane małżeństwo z miłą wampirzycą z sąsiedztwa. 
Innymi słowy AWU potrzebowało odmiany. Świeżej krwi, która wyrwie nas ze skakania sobie wzajemnie do gardła, sprawi, że na powrót zainteresujemy się czymś konkretnym, a nie tylko będziemy kontynuować zapierdalanie się wzajemne na prawo i lewo.
Może własnie dlatego stałem na środku dziedzińca, czekając na nowego osobnika, chcąc ze szczerym, przyjacielskim uśmiechem wprowadzić go w arkana awuskich tajemnic.

środa, 9 maja 2018

Wprowadzenie: Gabriel [0]

A więc mój brat wykorzystał mnie w bardzo niemiły sposób.
Albo to raczej ja dałam się wrobić.
Po prostu pewnego dnia zapukał do pokoju, spojrzał się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i oświadczył, że muszę mu pomóc. I co ja biedna mogłam zrobić, no tylko się zgodzić, bez przemyślenia całej sprawy, bo przecież mój biedny braciszek, Foma Przewalski, tak bardzo cierpiał, widać to było w wyrazie jego twarzy i malujących się na niej emocjach.
Szkoda, że nie wspomniał wcześniej o tym, że będę musiała wypełniać tysiące dokumentów samorządu (i to było chyba i tak dwa razy mniej od jego ilości), liczyć jakieś horrendalne sumy, myląc się przy okazji po kilkanaście razy.
Ale na moje szczęście, w końcu trafiła się ta jedyna okazja, z której bardzo chętnie skorzystałam, by wyrwać się z dusznego pokoju, rozprostować trochę nogi, czyli wprowadzić nowego ucznia. I co z tego, że papiery zabrałam tuż sprzed nosa Fomy, przecież mógł się szybciej orientować, prawda? W końcu prosił o pomoc.
Szybkie przekartkowanie dokumentów, ogarnięcie wszystkich potrzebnych rzeczy, a następnie pospieszne zarzucenie na siebie płaszcza i zawinięcie szalika wokół szyi, bo przysięgam, w ciągu ostatnich dni zrobiło się wyjątkowo zimno, a na sam koniec zbiegnięcie po schodach w panice, będąc już spóźnioną (nie pytajcie, jak do tego doszło).
W końcu stanęłam wesoło przed drzwiami akademika, wyczekując nowego ucznia z bardzo pozytywnym humorem i szerokim uśmiechem na twarzy.

środa, 7 lutego 2018

Wprowadzenie: Gabriel [0]

W dni takie jak ten, miałem ochotę tylko poderżnąć sobie żyły i rzucić się z mostu. Nic szczególnego do roboty, a w praktyce cały czas biegałem z jednego pomieszczenia do drugiego, z sekretariatu do archiwum, z archiwum do gabinetu Mińska, z gabinetu Mińska do salki alchemicznej i z niej, w końcu, do biblioteki.
A tam duch zwykł mnie wyzywać od wszystkich bezeceństw tego świata z narodzinami mojej prababki włącznie. Nie rozumiałem, czemu w sumie się na mnie uwziął, widocznie szczególnie nie lubił osób, odwiedzających go tylko po zawrócenie umarłego, przezroczystego tyłka, ale co ja mogłem poradzić. Aplikacja na studia na Latającym Uniwersytecie wymagała ode mnie zdobycia kilku papierków, od których miała zależeć cała moja przyszłość.
Chyba nie muszę wspominać, że wszyscy z tej okazji zaczęli nagle robić problemy. Est mi tego nie skseruje, drukarka się zepsuła. Mińsk nie podpisze, on nie ma czasu. Nauczyciel alchemii nie tknie palcem rekomendacji, dopóki nie zacznę stosować się do jego poleceń na lekcji i przestać podważać jego umiejętności w dziedzinie eliksirów, niedoczekanie jego.
A na dodatek przydzielono mi wprowadzanie nowego ucznia, jakby James nie mógł z Fomą się tym zająć. Albo sam James, bo doskonale wiedziałem, że mój partner nadal hasa po łąkach zarypanej ilości pracy do wykonania i lepiej mu nie przeszkadzać. 
Kogo ja miałem wprowadzać...? A tak, Gabriel. Stałem na głównym placu szkolnym, oczekując przybycia jegomościa i licząc, że ruszy tyłek, aby w końcu się pojawić. 

poniedziałek, 5 lutego 2018

Wprowadzenie: Meleus [0]

Miewałem w tej szkole oszołomów, psychopatów, którzy tylko oczekiwali na swoja okazję, żeby zgwałcić niczego nieświadomego, wciąż śmiejące się do rzekomych adoratorów, dziewczątka. Choćby w postaci panny Przewalskiej, której niechybna afera z pewnym kotołakiem dawała sporo do zrozumienia w kwestii granic towarzyskich. Gdzie się zaczynają lekkie obyczaje, a gdzie normalne zachowania panienki z dobrego domu z plebsem. 
Miałem w tej szkole arystokratów, Dexter przecież z Herą świadkami, którzy potrafili wymienić całe swoje drzewo genealogiczne do ośmiu pokoleń wstecz. Ognistowłosą królową szkoły podejrzewałem, że nawet powiedzenie wszystkiego wspak nie uczyniłoby zadania wystarczająco trudnym. 
Były elfy, byli czarodzieje, byli mądrzy, byli głupsi, byli ci, od których nielegalnymi substancjami typu sproszkowany vernyl czy lotnik dla ubogich czuć było na kilometry kwadratowe i byli ci, którzy zasługiwali na uśmiech, spokojne zawieszenie wzroku na wyprasowanym mundurku. 
I pomiędzy nimi wszystkimi był osobnik, na którego imieniu wraz z nazwiskiem zdążyłem połamać sobie język. 
— Meleus. Saldivar  — wymówiłem na głos z nieskrywaną dumą, cały poranek próbowałem znaleźć odpowiednią barwę i tonację głosu, nadać mojej wypowiedzi nieco charakteru, a przede wszystkim: Zrobić to poprawnie. Aktualnie stałem na głównym placu, oczekując nowego ucznia. Co prawda był starszy niż przeciętny tutejszy świeżak, ale to tylko robiło całą sprawę nieco bardziej interesującą. Gdzie jesteś, Meleusie? 

niedziela, 28 stycznia 2018

Wprowadzenie: Nanette [0]

Wszystko powoli mijało, rozwijało się, pomijając Nervill. Co prawda nie wyjechałem ze szkoły na długo, ledwie wakacje się rozpoczęły, zdecydowałem się ruszyć z powrotem do ośrodka, żeby się upewnić. A może tam była, a może jednak nie, na dobrą sprawę nie miało to już żadnego znaczenia, bo w Nervill nie było już nikogo. 
Puste pomieszczenia, gołe ściany, przetrząśnięte wszystkie schowki, szuflady, szafki. Na nic, w całym kampusie nie została nawet jedna żywa dusza, żeby opowiedzieć, co się tutaj wydarzyło. Szybki powrót do szkoły zapewnił tylko więcej pytań, Mińsk kręcił nosem i powtarzał, żebym lepiej się w to nie pakował, tylko zajął się obowiązkami szkolnego przewodniczącego.
Dlatego po przybyciu nowej uczennicy, niezwłocznie udałem się na miejsce spotkania. Pogoda nie dopisywała, ciepło jak w piekarniku, mundurek nieprzyjemnie przylegał do ciała, spocone kosmyki włosów kleiły się do czoła, a sam mogłem tylko marudzić i zrzędzić. Nawet informacja o możliwym powrocie mojej starej przyjaciółki w przyszłym semestrze nie poprawiła mi humoru. Zostawało tylko przywdziać na twarz wdzięczny uśmiech, rozejrzeć się dookoła, szukając wzrokiem... Nany? Nariety? Nanetty? Nanette, to chyba brzmiało w ten sposób. 
Gdzie jesteś, moja droga, gdzie jesteś, zaraz się tutaj dla ciebie usmażę i skończę jak źle przyrządzony na grillu kurczak, a wolałem pachnieć nieco ładniej niż spalenizną. Poprawiłem rękawiczki, dopiąłem szlufki i zacząłem gwizdać z nudów.

niedziela, 3 grudnia 2017

Wprowadzenie: Anders [3]

Chłopak gwałtownie wstał z ławki, po czym delikatnie się uśmiechnął i cicho odchrząknął, najprawdopodobniej chcąc się pozbyć z gardła flegmy lub innej ludzkiej wydzieliny. Było to możliwe, zważywszy na porę roku. Ugh, niedługo to wszystko zacznie pylić, ciekawe ile jeszcze odkryję w sobie alergii. Pyłki, roztocza, sierść, grzyby, jedzenie... Szykuje się fenomenalny rok bez leków na odporność, nie ma co.
 — Dobrze trafiłeś, Anders Ulam jak mniemam? — Niepewnie pokiwałem głową, potwierdzając, że jestem tym, za kogo mnie ma.  — Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, to właśnie ja ciebie oprowadzę po szkole — przedstawił się.
Energicznie wyciągnął do mnie rękę, a ja dość niezręcznie przełożyłem wszystkie bagaże do drugiej dłoni i uścisnąłem wreszcie jego kończynę. Na szczęście chłopak, przynajmniej na razie, nie wydawał się jakoś szczególnie straszny czy odpychający. Ugh, ciekawe, jacy będę ludzie z mojego roku. Ciekawe czy w ogóle będą ludźmi.
— Ty-tylko jeszcze... Czy mogę gdzieś jeszcze zostawić te wszystkie torby? — zapytałem cicho, na szczęście mój głos już nie drżał jak u trzynastolatka z mutacją, tak jak to robił jeszcze chwilę wcześniej.
Może nie schrzaniłem tak do końca tego głupiego pierwszego wrażenia? Ugh, pewnie i tak troszeczkę już wyszedłem na taką leciutką ciotę. Ale tylko troszkę!

wtorek, 28 listopada 2017

Wprowadzenie: Anders [2]

— Um... Prze-Przepraszam... — Podniosłem oczy do góry. Oho, chyba właśnie pojawił się Anders Ulam. Nieśmiałe zwrócenie mojej uwagi, jąkanie się, wręcz brakowało telepiących się nóg. Czyżbym był aż tak straszny? Może przejmuję cechy pana "piękne szmaragdowe oczy"? W końcu doskonale mogę zrozumieć biednych pierwszaków, których to właśnie on miał wprowadzić (bo i spotkał mnie ten sam los, tylko ci teraz unikają nieprzyjemnych wtargnięć do umysłu). Straszny, dwumetrowy mężczyzna bez uśmiechu na twarzy. Jak się go nie bać, gdy jest się nowym? Ale drżeć przed panem Przewalskim? Tego jeszcze nie grano. — Gdzie ma-mam pójść, bo jestem tu nowy i nie wiem co zrobić — dokończył szybko i od razu opuścił wzrok, jakby zawstydzony. Na cesarza!
Gwałtownie podniosłem się z ławki, ledwo utrzymując przy tym równowagę, bo lewa noga oczywiście musiała stwierdzić, że jest to idealny moment na przyduszony ból, który niedługo zmienić się miał w ten trochę mniej przyjemny, paraliżujący. Odchrząknąłem, wyprostowałem się i uśmiechnąłem się.
— Dobrze trafiłeś, Anders Ulam jak mniemam? — dopytałem na wszelki wypadek, choć święcie przekonany byłem, że jednak trafiłem na odpowiedniego ucznia. — Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, to właśnie ja ciebie oprowadzę po szkole — przedstawiłem się, podając mu dłoń, podczas gdy w drugiej cały czas ściskałem potrzebne papiery.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Wprowadzenie: Alexandra [4]

— Pokazałbyś mi proszę pokój, w którym mam zamieszkać? Wolałabym nie zwiedzać wszystkiego z walizką — zapytała lekko zdezorientowana. Brawo Przewalski, wprowadzanie nowych uczniów idzie ci cudownie
Pokiwałem głową (bo co miałem zrobić?) i zacząłem mówić.
— Tak, oczywiście. Masz całkowitą rację. — Uśmiechnąłem się szeroko. I niezręcznie. — Twój pokój jest na... — szybie potwierdzenie informacji, bo w końcu lepiej się upewnić — na pierwszym piętrze. Przy okazji pokażę ci kilka ważnych miejsc, przekażę kuralet... — Ziemia do Przewalskiego, znowu odpływasz...

Znowu giniesz pochłaniany przez morskie fale...

Potrząsnąłem głową, próbując powrócić do rzeczywistości. Nowa dziewczyna znowu wyglądała na zdezorientowaną. Super.
— Przepraszam, mógłbyś powtórzyć jeszcze raz to, co przed chwilą powiedziałeś? Przepraszam bo zamyśliłam się trochę i... — zapytała, a jej język zaczął tańczyć, plątać się i potykać pomiędzy zębami. Ups. — I nie dosłyszałam, co mówiłeś. Więc przepraszam, czy proszę powtórzyłbyś... Poproszę. — Zerknięcie w moje oczy, nieporadny uśmiech i lekkie przekręcenie głowy w bok.
Podrapałem się po głowie, westchnąłem i zacząłem od początku. Lub nie.
—Tak, tak, oczywiście, ja też przepraszam, moja wina, pewnie trochę cię speszyłem — przyznałem, opuszczając wzrok. — Już prowadzę cię do pokoju, przy okazji pokażę ci kilka miejsc z daleka i przekażę kuralet. Nie wiem, czy nie będziesz potrzebować chwili dla siebie, jeżeli tak, to będę czekać w pokoju samorządu, ostatnie piętro — oświadczyłem, uśmiechając się szeroko. — To co, gotowa? — zapytałem. — Ah, i czy mógłbym poprosić panienkę o walizkę? — dodałem po chwili, kłaniając się przerysowanie.

niedziela, 26 listopada 2017

Wprowadzenie: Sofia [0]

Zwróć je, jeżeli uznasz to za słuszne, ale
Przyznam się szczerze, oni chyba myśleli, że ja nie mam co robić, tylko ludzi wprowadzać. Dexter latał za Fomą, próbował dostać się gdzieś tam na staż i kij go tam jeszcze, gdy jego chłopak obwieścił radosną nowinę, że zamierza startować do samorządu uczniowskiego. Tak zaczęło się właśnie piekło. Co prawda nie rozumiałem, skąd u nich pojawił się znikąd wątek jakiś wąsów, ale niech im dobrze będzie, lepiej razem, żeby przynajmniej się nie kłócili znowu.
chciałabym zakończyć to inaczej
A ja otrzymałem list i w sumie cały mój świat legł w gruzach. Wiadomość była krótka, treściwa, papeteria pachniała jabłkiem, litery były rozmazane, jakby ktoś nad nimi płakał, a poza tym listem przyszło kilka kolejnych. Aktualnie spoczywały pod moim materacem do momentu podjęcia decyzji. Nie było żadnego formalnego nakazu oddania ich właścicielem.
nie jest dobrze, ale jest okey.
Ale był ten jeden, cholerny, fałszywy, który sprawiał, że chciałem płakać. Koperta była cięższa, choć mniej wypukła, a ja nie potrafiłem się zmusić, żeby oddać ją właściwej osobie.
Brednie, to wszystko były brednie, które nie miały żadnego znaczenia, skoro, jak sama zauważyła, już prawdopodobnie nie wróci. I jakoś to bolała, ta mała cząstka, która aktualnie stała i marzła na dworze, czekając na nową, głupią dziewczynę, kolejną do wprowadzania w akademicki świat. 
nie martw się, przecież wiesz, że sobie poradzę.
Stałem i marzłem, złorzecząc pod nosem. Nie ukrywając, od dłuższego czasu to nie był mój najlepszy okres w życiu, dlatego byłem gotowy zaraz zacząć wrzeszczeć na pierwszą lepszą osobę. 

czwartek, 23 listopada 2017

Wprowadzenie: Alexandra [3]

Na moje szczęście chłopak okazał się być miły. Nie wyglądał też jakoś strasznie, nie miał kłów, ani pazurów, czy rogów. Problem leżał w tym, że mówił dużo, a w dodatku szybko, więc nie do końca rozumiałam, co takiego właściwie chciał mi przekazać.
— Ah, przepraszam, trochę za bardzo się rozgadałem... — O, chyba się zorientował, że potrzebuję chwilki na przyswojenie informacji. I mnie przeprosił, co jest dość ciekawe, bo zwykle to ja przepraszam wszystkich dookoła.
Moment.
Czyli teraz ja mam mu coś odpowiedzieć, tak? Świat nagle przestał być taki różowy, zaczęłam się trochę denerwować, bo co niby mam mu powiedzieć, najlepiej jeszcze z sensem i żeby mnie nie wyśmiał... Zaczęłam się delikatnie rozglądać, próbując znaleźć coś o co mogłabym się zapytać, żeby zyskać na czasie i wymyślić jakąś dłuższą wypowiedź. Mam — walizka! Przecież muszę coś z nią zrobić.
— Pokazałbyś mi proszę pokój, w którym mam zamieszkać? Wolałabym nie zwiedzać wszystkiego z walizką — to brzmiało trochę zbyt formalnie, ale chyba może być, przynajmniej powiedziałam coś co nie jest całkowitym bełkotem bez ładu i składu. Tak, jest naprawdę nieźle patrząc na to, że zwykle przy pierwszych kontaktach w ogóle się nie odzywam. Co ja mówię jakich pierwszych kontaktach, przecież przez całe moje życie nie poznałem właściwie nikogo. Właściwie? Nigdy nikogo nawet nie próbowałaś poznać. Uświadomiłam sobie, że Foma zdążył mi już odpowiedzieć i spoglądał teraz na mnie w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję.
— Przepraszam, mógłbyś powtórzyć jeszcze raz to, co przed chwilą powiedziałeś? Przepraszam bo zamyśliłam się trochę i... — zaczęłam się plątać, a to zdecydowanie nie był dobry znak. — I nie dosłyszałam, co mówiłeś. Więc przepraszam, czy proszę powtórzyłbyś... Poproszę — Oj, zaczęłam bełkotać, jest bardzo źle.

środa, 22 listopada 2017

Wprowadzenie: Anders

Kolejna osóbka do wprowadzenia, ewidentnie musiałem zacząć przygotowywać się do przyszłej roli. Bo do świętej trójcy dużo osób nie startowało, a widziałem te uśmiechy (i nie były to uśmiechy politowania!) puszczane w moją stronę na korytarzach, kilka razy zostałem nawet poklepany po plecach. I głównie tylko Dexter pomrukiwał, czy aby na pewno nie chciałbym zrezygnować z brania udziału, bo w końcu to tyle roboty, w końcu tyle papierków, a on wie, jak ja łatwo się przemęczam, po czym szybko biegnę po kawę (od której, mówiąc wprost, w pewnym momencie się uzależniłem, bo aktualnie piłem ją codziennie – mój układ krwionośny wraz z nerwowym się radują), a on nie chce, żebym leżał potem martwy i bez chęci do życia... No cóż, za późno, plakaty z jakże cudownym hasłem wyborczym wymyślonym przez moją siostrę zostały już porozwieszane, ja nie miałem ochoty biegać i ich ściągać, a Dexter, z którym zaczęliśmy myśleć na temat wynajmu wspólnego przytułku i znalezienia pracy, po prostu będzie musiał załatwić sobie dobry wosk. Zakład to zakład, nie miałem ochoty być przez dwadzieścia cztery godziny tylko na jego łasce i dobroci... Załóżmy, bo jednak myśl ta, gdzieś w czeluściach umysłu podniecała.
Wyszedłem przed budynek akademika, w końcu bez żadnego płaszcza czy bluzy, a po prostu w czarnej, obcisłej koszulce i usiadłem na najbliższej ławce, po czym na szybko przejrzałem dokumenty, bo jednak wypada coś wiedzieć o nowej osobie. Anders Ulam, szesnastoletni esper ze świata realnego. Zapowiada się interesująco.

niedziela, 19 listopada 2017

Wprowadzenie: Nivan [3]

Ale że serio? Mundurek? Za jakie grzechy, mamo, gdzieś ty mnie posłała? Cały urok prysł, a ja miałem ochotę w trybie natychmiastowym uciekać do samochodu rodzicielki, który chyba jeszcze nie odjechał za daleko. Bardzo prawdopodobne jest to, że nawet nie opuścił parkingu, a kobieta obserwowała mnie przez lornetkę, żeby upewnić się, że wszystko na tysiąc dwieście procent jest w absolutnym porządku.
Ponownie poprawiłem uwierającą mnie w ramię torbę i pokiwałem głową, na znak, że chłopak śmiało może przejść do rzeczy.
Wydawał się miły. Wydawał, to dobre słowo, bo wraz z początkiem recytacji majstersztyku powitalnego, coś nieprzyjemnego błysnęło w jego oku, a cała otoczka ciepłego, miłego chłopaka zniknęła wręcz natychmiastowo. Zamiast tego spotkałem się z uderzeniem równym temu, kiedy ktoś przydzwoni nam zimną patelnią.
Wydąłem wargi i posłusznie podążyłem za chłoptasiem, który paplał ciekawostki o szkole, z jakże potężnym i wyczuwalnym znużeniem.
No i ta pewność siebie, którą szło wyczuć nawet na dwa kilometry. Śmierdział nią, aż w głowie się przewracało. James Hopecraft, pan przewodniczący, Loczek, Złota Główka AWU, Władca... Rękawiczek? Czy on chodził w rękawiczkach? Panicz? Szlachcic? Psychol, który mnie udusi i potrzebuje braku dowodów? A może wszystko naraz? Błękitna krew często miała nieźle nasrane we łbie.
Potrząsnąłem delikatnie głową i ponownie przybrałem swój ulubiony, pełen znudzenia wyraz twarzy. Przydałoby się posłuchać tego, co ma do powiedzenia.
— Jakieś pytania? — Skończył monolog.
— Czy stołówkowe żarcie jest zjadliwe? — Dmuchnąłem delikatnie ku górze, pragnąc odgarnąć kosmyk, który, jak zawsze zresztą, opadł mi na czoło. Tak to się kończy, jak ma się obie ręce zajęte. Zacznę nosić spineczki, przysięgam.

Wprowadzenie: Julia

Co robić, co robić, gdy nie ma komu i wciąż brakuje rąk do pracy. Nadchodzące wybory zdawały się być ostatnią iskierką nadziei, która być może (i prawdopodobnie) okaże się płonna. Szczerze, to nawet nie wiedziałem po co robimy tak dużo papierkowej roboty, która jest całkowicie niepotrzebna, nie zdziwiłbym się, gdyby Mińsk po otrzymaniu kolejnych kartonów pełnych formularzy, zwyczajnie paliłby nimi w piecu. 
A prawda była taka, że zwyczajnie brakowało mi tej jednej osoby, która ostatnio pozaganiała nas wszystkich do pracy i daliśmy radę się wyrabiać we trójkę. Na razie jednak zostawało nam tylko wrzeszczeć na zamknięte drzwi od gabinetu, gdyż dyrektor odmawiał odpowiedzi na wszelki pytania. Jak zwykle zresztą. 
Zmęczony przetarłem oczy, wpatrując się w stertę wciąż nieskończonych rubryczek. Z westchnieniem podniosłem się, związałem niesforne włosy w kok, stwierdzając, że jest to zdecydowanie wygodniejsza fryzura. Nie leciały aż tak bardzo na oczy, nie musiałem się martwić, że zaraz zaczną żyć własnym życiem i gdzieś się zaplączą, a przy tym nie kręciły się. 
Ruszyłem na plac główny, gdzie oczekiwałem przybycia kolejnej uczennicy. Julia Smars, lat siedemnaście, kolejna księżycowa panienka. Co prawda, to prawda, na zdjęciu w dokumentach wyglądała ładnie, ale stanowiła kolejny nabytek do stada kurdupli. Naprawdę nie rozumiałem, dlaczego ludzie w akademii dzielili się na szczególnie niskich i szczególnie wysokich.
Rozejrzałem się wokoło, szukając wzrokiem dziewczyny. Cip cip, kurczaku nowy, gdzie jesteś? 

Wprowadzenie: Nivan [2]

Okey, to nie zapowiadało się na miłą znajomość. Smarkacz przypominał bardziej źle obrany owoc, który w dodatku obijał się o wszystkie możliwe skrzynki w drodze z sadu do sklepu, przez co nadawał się, ewentualnie i tylko ewentualnie, co najwyżej na zrobienie z niego papki dla dzieci. Tej wielokrotnie rozdrabnianej, przez co wytrzymać da się ją tylko w wersji płynnej i tylko dla tych, którzy nie mogą odmówić jej zjedzenia, bo, oczywiście, smakowała okropnie. Kolorowe włosy sprawiały, że przypominał bardziej Smerfa, nawet bardziej niż niebieskoskóry Aurelion, może dlatego, że brakowało mu tylko białej czapeczki i podpisu "Maurda", bo mina się zdecydowanie zgadzała. 
— Oto jestem. — Posłał mi przyjazny uśmiech, z którego na kilometry bił fałsz. Może to przez nadmiar kolczyków i tatuaży, byliśmy prawie równego wzrostu i, cóż, jeżeli nie nazwałbym go Smerfem, to należało odnieść się do mafijnego gangstera. 
— James Hopecraft, przewodniczący. Mam cię wprowadzić do akademii, na razie jesteś zakwaterowany w tymczasowym pokoju, mundurek znajdziesz w szafie, na łóżku będzie czekał kuralet, mobilny tablet do twojej dyspozycji. Na terenie całego ośrodka jest darmowy internet, o to się nie martw. Mów, jeżeli będziesz miał jakiekolwiek pytania. — Wyrecytowałem standardową formułkę. — Pozwolisz, że prowadząc cię do pokoju pokażę ci resztę ustrojstwa? Na pierwszy rzut oka wszystko wygląda zagmatwanie, ale nie martw się, łatwo wbijesz się w klimat.

piątek, 17 listopada 2017

Wprowadzenie: Nivan [1]

Kolejny całus w policzek, podczas którego mamusia musiała stanąć na palcach swoich malutkich stóp, aby być w stanie dosięgnąć mojej twarzy. Wymizianie kciukami moich lic, poprawienie włosów, których pojedyncze kosmyki opadały na oczy. Znowu zamknęła mnie w swoim słabym uścisku. Kto by pomyślał, że żegnanie się z nią będzie trwało dobre pół godziny.
— Ubieraj się odpowiednio do pogody, uważaj na siebie, nie szalej, bądź miły dla uczniów i pedagogów, szanuj wszystkich i siebie też, Nivuś — mruczała, ciągle smarcząc i gładząc mnie po buzi. Przewróciłem jedynie oczami, zerkając z uśmiechem na niższą kobietę, z którą przyszło mi spędzić osiemnaście lat swojej, jakże marnej, egzystencji.
— Przecież wiem, mamo, umiem o siebie zadbać, naprawdę. — Złapałem jej dłonie, ścisnąłem delikatnie i ucałowałem je, starając się dodać otuchy, a potem złapałem walizki i odszedłem, zanim doszłoby do sytuacji, gdzie kobieta się rozmyśla i zabiera mnie z placówki, zanim dobrze się w niej znalazłem.
Mama nie była przyzwyczajona do tego, że nie ma mnie w domu więcej niż dwa dni, a co dopiero cały rok. Po prostu nie przepadaliśmy za sypianiem poza rodzinnym gniazdkiem, tyle.
Poprawiłem przerzuconą przez ramię potężną torbę, gdzie było wszystko. Dosłownie. No, może nie dosłownie, bo druga część wszystkiego znajdowała się w walizce, którą ciągnąłem za sobą ze znudzeniem. Podobno miał być jakiś „komitet powitalny” w postaci jednej persony. Po co? Potrafię sam o siebie zadbać, podobnie jak większość osób... dobra, jednak nie, dzieci tych wszystkich panów i władców wszechświata miały zazwyczaj problem z podtarciem sobie tyłka czymś innym, niż wysadzany cyrkoniami złoty papier toaletowy.
Sam miałem ochotę westchnąć ciężko przez beznadziejność mojego poczucia humoru.
Plac przed szkołą, mizdrzące się za drzewkiem gołąbeczki, centaury kłusujące ze spokojem dookoła budynku, czy siedzące na ławkach, zatracone w świecie lektury persony, a w środku tego całego kotła — ja. Mały, szary człowiek.
— Nivan Oakley? — Miękki, aczkolwiek nieco przesiąknięty irytacją głos zabrzęczał mi nad uchem. Zerknąłem na stojącego obok chłopaka, wyższego ode mnie. Blondasek, przeciętny, z ledwo widocznym grymasem na twarzy, bo prawdopodobnie miał lepsze zajęcia, aniżeli witanie nowych studentów.
— Oto jestem. — Posłałem mu uśmiech jak najmilszy, jak najdelikatniejszy. Tylko mnie nie zjedz, Loczku.

czwartek, 16 listopada 2017

Wprowadzenie: Nivan [0]

Dłonie bolały, tym razem wyjątkowo ból był prawie nie do zniesienia, nie pomagały wszelkiego rodzaju leki, silniejsze lub lżejsze okłady, ani nawet wyładowywanie swojej złości na bezbronnych poduszkach, które ledwo przeżyły starcie z moją głową.
Heather nie wracała, nie wyglądało na to, że pojawi się podobnie. Nie odbierała telefonu, wiadomości, Sky wszystko zlała, stwierdzając, że nie powinniśmy się w to z Dexterem mieszać, Mińsk wyrzucił naszą dwójkę za drzwi po kilku niewygodnych pytaniach.
A poza tym Przewalska dalej kręciła się wokoło, jak rozbiegana kózka, natchniona owieczka, która tylko czeka, żeby mogła wpaść w wilcze łapska i zacząć beczeć (po owczemu i babskiemu) na pół wszechświata, byle tylko ugrać ofiarę. 
Nie zapędzaj się, James, nie zapędzaj się. I nie zwalaj swojej irytacji na młodszą od Fomy. 
Prawda była taka, że chodziłem podminowany, zirytowany, jak tykająca bomba zegarowa, która tylko czekała na wybuch. Zmiana pogody dodatkowo negatywnie wpływała na moje dłonie, stan skóry zaczął się jeszcze bardziej pogarszać, a rękawiczki przestawały być wystarczającą ostoją, gdy najmniejszy dotyk nie bolał mocno, a wykurwiście.
Przekląłem. 
Na Cesarza, to się musi skończyć, zanim zwariuję!
Dowlokłem się jakoś na środek placu, gdzie powinien czekać od kilku minut nasz najświeższy nabytek. Na horyzoncie chłopaka nadal nie było widać, a ja zgrzytałem zębami, pełen wewnętrznej irytacji dla reszty świata. 

środa, 15 listopada 2017

Wprowadzenie: Alexandra [2]

I oto ona, moja zguba, osóbka, którą to właśnie ja mam wprowadzić. Wyprostowałem się, na twarz przywdziałem uśmiech, stopy złączyłem razem. Wyciągnąłem dokumenty dziewczyny i wszelkie inne potrzebne rzeczy z (trochę już podniszczonej) skórzanej torby, po czym wypuściłem powietrze z płuc. Już to robiłeś, Przewalski.
— Przepraszam, jestem tu nowa wiesz może do kogo powinnam teraz pójść? — zapytała, a jej brązowe włosy zafalowały, gdy podniosła głowę, aby na mnie spojrzeć. Hm, wygląda na całkiem przyjazną. Tyle dobrego.
— Dobrze trafiłaś, bo właśnie do mnie powinnaś trafić. Alexandra Sullivan, prawda? — powiedziałem, utrzymując uśmiech na swojej twarzy. — Foma Dymitr Przewalski z dru... trzeciego już rocznika. — Drobna pomyłka, ale człowiek w ogóle nie orientuje się, jak ten czas szybko leci. — I to właśnie moim zadaniem będzie ciebie oprowadzić. Może zaczniemy od rzeczy najważniejszych, a dopiero później przystąpimy do zwiedzania? Jest ciepło, więc możemy to zrobić na dworze, jeżeli chcesz... Nie potrwa to długo, muszę ci tylko przekazać kilka rzeczy, coś opowiedzieć... — zastopowałem na chwilę potok słów, który opuścił moje usta. No tak. Brawo, Przewalski, jak dziewczę ma się wypowiedzieć, kiedy cały czas gadasz? Uspokój się, ogarnij i daj dojść jej do słowa. — Ah, przepraszam, trochę za bardzo się rozgadałem... — mruknąłem, przeczesując włosy.

wtorek, 14 listopada 2017

Wprowadzenie: Alexandra [1]

Wysiadłam z samochodu patrząc w kierunku uczelni. A więc to tutaj mam się uczyć, mieszkać i zawierać nowe znajomości (taa... na pewno) przez następne parę lat.
— Czy to już wszystko, panienko? — Spojrzałam na kierowcę, który właśnie podawał mi moją walizkę i westchnęłam w duchu. Właśnie takim mianem właściwie wszyscy mnie dotąd określali, nie mając na uwadze tego, że nie znoszę, gdy ktoś zwraca się do mnie w ten sposób. Panienka. Postanowiłam, że tym razem odpuszczę kierowcy i nawet nie będę próbowała mu tłumaczyć, jak bardzo jest to irytujące.
— Tak, to już wszystko, dziękuję — odparłam zamiast tego, biorąc od niego walizkę. — I do widzenia — dodałam, odwracając się w kierunku szkoły.
Przeszłam parę kroków i słysząc odgłosy odjeżdżającego samochodu, uświadomiłam sobie, że właściwie pierwszy raz w życiu jestem całkiem sama i nie mam pojęcia, co robić. Zachciało mi się płakać, ale jeśli mam przeżyć bez większych wpadek, to nie mogę zaczynać od płaczu. Doskonale Alex, weź się w garść i skoro już tu jesteś to spróbuj sobie jakoś poradzić. No dalej, przypomnij sobie tę mapkę, którą oglądałaś. Pewnie powinnam się kogoś zapytać, zanim gdzieś pójdę, bo w tej ulotce którą czytałam, było coś o wprowadzeniu.
Może ktoś na mnie czeka? Postanowiłam pójść w kierunku akademika, rozglądając się za kimś, kogo mogłabym zapytać o pomoc. Co dziwne po drodze nikogo nie spotkałam, może nie wszyscy jeszcze wrócili z wakacji? Właściwie to nieważne przy akademiku na pewno ktoś będzie. Rzeczywiście — przed budynkiem stał jasnowłosy chłopak. Teraz pozostaje tylko zapytać...
— Przepraszam, jestem tu nowa wiesz może do kogo powinnam teraz pójść? — Mam nadzieję, że jest miły...
.
.
.
.
.
.
template by oreuis