Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dexter Davon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dexter Davon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 30 września 2018

Skrzaty ich nienawidzą, odkryli metodę... [X]

— Houston, chyba mamy problem! — Zanim się obejrzałem, nowy chłopak praktycznie zniknął pod naporem małych cholerstw, które wiły się wokół niego jak pierdolone robaki. Do tej pory nie zdawałem sobie sprawy z tego, jak bardzo irytujące potrafiły być wkurwione chochliki, zwłąszcza, gdy zdążyłeś wykurzyć (znaczy kulturalnie uśpić), członka ich stada. Cała ta dzika, zwierzęta hierarchia i inne rzeczy przyprawiały mój jedynie logicznie-niehumanistyczny umysł o migrenę, normalnie jak w jakiejś średniowiecznej, kiepskiej nowelce, w których uwielbiały się zaczytywać moje starsze i młodsze siostry. 
Heather ruszyła na pomoc nowemu, gdy ja zająłem się dobijaniem resztek z naszego niedoszłego pola walki. Odrzuciła najpierw jednego, potem drugiego stworka, a kolejne Asu był w stanie sam strząsnąć z siebie, mimo faktu, że małe diabelstwa piszczały, jakbyśmy jakkolwiek ich mordowali.
Na co zaczynałem mieć ochotę, gdy kolejny uczepił się mojej nogi, zębami rozpruwając ponownie materiał. Nie zdziwiłbym się, gdyby Mińsk po usłyszeniu naszego późniejszego raportu, kazałby nam dodatkowo zapłacić za zniszczenie kostiumów przeciwchochliczych, tutaj przecież na uczzelni już nie takie cyrki się działy. Znaczy, to w całości był jeden wielki cyrk. 
Jeszcze tylko nie rozgryzłem, czy byliśmy jako brać studencka widzami, czy raczej zajmowaliśmy się tą stroną zabawiającą pozostałą gawiedź. 
Całe szczęście, dwie godziny później całe stado chochlików znalazło się w szczelnie zamkniętych workach, które zostawiliśmy nauczycielom już do ogarnięcia, nasza robota się skończyła. Ubabrani krwią, smarem i łzami chochlików wracaliśmy normalnie jak zwycięzcy. Powiedzmy. 

poniedziałek, 24 września 2018

Skrzaty ich nienawidzą, odkryli metodę... [8]

— Kurwa, kto w ogóle wpadł na tak pierdolnięty pomysł usypiania skrzatów — burknął pod nosem chłopak, naciągając rękawice na dłonie. Przewróciłem oczami, uśmiechając się cierpko, co raczej nie było zbytnio widoczne przez osłaniający twarz hełm. Jedna pozytywna rzecz w tym wszystkim, Heat nie może mnie opierdolić za dodatkowe wkurwianie nowego dzieciaka. Któremu ani trochę nie ufałem, ale to już inna, całkowicie odbiegająca od aktualnie toczącej się sprawy kwestia. — Jakby, halo, nie wymyślono strzałek do usypiania czy innego cholerstwa?
— Mają zbyt twardą skórę, strzałki musiałyby być chyba z vibranium, żeby się przez to przebić — poinformowałem go, zerkając kątem oka jak Heather łapie kolejnego stworka, któremu zaraz wepchnąłem rękawiczkę do gardła. Zakrztusił się kilkukrotnie, pomarudził, próbował zacisnąć zębiska, ale dzięki materiałowi niczego nie poczułem, aż w końcu wydał z siebie niezidentyfikowany pisk i zwiotczał w ciągu kilku sekund. Plus dla nas, jednego mniej, jak dobrze pójdzie, to powinniśmy uwinąć się w ciągu kilku godzin.
— Au, kurwa — jęknąłem, widząc jak kolejne stworzenie rzuca się na nas, tym razem zaciskając zębiska na mojej nodze. Materiał nie był tak gruby jak przy rękawicach, więc paskudnie ostre zęby przebiły skórę, a wątpliwa woń krwi jedynie zachęcała kolejne skrzaty do wdania się w bójkę. To jednak będzie nieco trudniejsze, niż przewidywaliśmy. 

piątek, 17 sierpnia 2018

Wprowadzenie: Asu [2]

— Cześć, Asu jestem i chciałbym się dopytać, gdzie mam się zgłosić czy udać, bo w sumie to jestem nowy i no. Podsumowując, nie wiem kompletnie nic — oświadczył, parskając śmiechem. Zmrużyłem nerwowo oczy, wpatrując się w chłopaka, a raczej obscenicznie oceniając go od stóp do głów. Dobra, Dexter, nie bądź głupim ksenofobem, radykałem czy cokolwiek. I nie oceniaj ludzi po okładce, bo to potem źle się skończy i założę się, że dostanę jeszcze od smarkacza parę razy po dupie. Albo głównie przez niego. Jakoś ten szaleńczy błysk w oku (pewnie wyobrażony sobie przeze mnie), głupawy śmiech (a raczej jego wymowność dopowiedziana w mojej wersji zdarzeń) i miliony innych mikroskopijnych rzeczy sprawiały, że nie byłem zbyt przychylnie do młokosa nastawiony. No cóż. A zapowiadało się tak pięknie, próbować przecież chciałem.  
— Cześć, jestem Dexter. Mam ciebie wprowadzić ogólnie do tego całego burdelu, więc oficjalnie mogę powiedzieć: "Witaj w nowym domu!" — Dobra, to nie zabrzmiało zbyt sensowniej, a jeszcze mniej optymistycznie. — W każdym bądź razie, podaj torbę, walizę czy co ty tam masz i możemy zacząć oprowadzanie. Czym się interesujesz? Mamy całkiem nieźle zaopatrzoną bibliotekę, nawet aż za bardzo, bo dodatkowo ducha nam dorobili do kompletu, parę klubów, w których można się wyszaleć, chociaż osobiście polecam kółko alchemiczne. Sekretarki nie wnerwiamy, bo Heather jest od nas, z naszej krwi wyrosła i gotowa wypielęgnowanymi tipsami rozszarpać ci gardło, jak będziesz donosił źle wypełnione formularze. Alkoholowe libacje dozwolone tylko na weekendy, staraj się nie ćpać za bardzo, bo zbyt dużo ludzi wpadło już w to gówno. Coś jeszcze chcesz wiedzieć?

środa, 15 sierpnia 2018

Wprowadzenie: Asu [0]

Foma odszedł. Z uśmiechem, przekrzywionymi okularami i wyglądając przy tym jak jakieś cesarskie nieszczęście, które przypadkiem przetoczyło się przez szkolne korytarze, żeby wylecieć za główną bramę z walizka. Zostało tylko to brzydkie ukłucie w sercu, że cała sprawa mogłą zakończyć się inaczej, idea obscenicznej radości umiejscowionej gdzieś w przyszłości zamiast w przeszłości. James szykował się też do odejścia, w trakcie lata rzucając się na tajemniczą wyprawę z Nivanem, z której powróciło jedynie kilka listów. Z samym Oakley`em też jeszcze przyjemności w tym roku szkolnym porozmawiać nie miałem, więc trudno mi było powiedzieć, czy sam z siebie uciekł ze szkoły, czy jednak szweda się gdzieś tam po świecie z Jamesem. Wolałem nie poruszać tego rodzaju spraw przez listowny kontakt z przyjacielem, a kto go tam wie, czy nie nadepnąłbym przy tym na minę. Przynajmniej więcej czasu spędzałem tutaj z Heather, wracając do nieco bliższej przyjaźni. Po zakończeniu nauki zamierzałem złożyć papiery o przyjęcie mnie do nauczania alchemii, Heat już teraz została oficjalnie sekretarką Mińska, więc wzajemnie mogliśmy jedynie się wspierać. Ona zagracona w formularzach, ja w notatkach do egzaminów końcowych, wzajemnie posiłkujący się butelką dobrego miodu pitnego, który skołowała ostatnio Jane. 
Zaczynałem się otwierać. Byłem mniej sarkastyczny, mniej warczałem, chętniej pomagałem, w ogólnym rozrachunku mając wrażenie, że poprzednio zachowywałem się niczym rozwydrzony szczeniak, na prawo i lewo kłapiąc zębiskami, które nie były w stanie wyrządzić żadnej krzywdy. 
Do akademii przychodziło coraz mniej osób, z urwanych rozmów między Mińskiem i resztą nauczycieli dało się wyczuć, że coś święciło się na rzeczy. Nadchodząca wojna między  Cesarstwem a elfami miała najprawdopodobniej stać się faktem i to już niedługo. Sądząc, oczywiście, po szumnych plotkach dotyczących buntów, walk i starć, głównie na granicach między traktami handlowymi a leśnymi bezdrożami. 
Życie trwało dalej, dlatego ze słabym uśmiechem oczekiwałem na nowego ucznia. 

niedziela, 22 lipca 2018

Alchemia [4]

— Naprawdę bym chciał — zaczął, bawiąc się palcami, wydając się, nie wiem, nieco nerwowy? Tego rodzaju gesty zawsze kojrzyłem z rozpowszechnianiem wątpliwości, poczuciem braku stabilizacji, tej nepewności, która przesycała każego od środka, uniemożliwiająć odnalezienie tej delikatnej iskierki nadziei w całej beznadziejności każdej możliwe sytuacji. — Ale nie wiem, czy jest już sens — dodał, tym razem nieco ciszej, a ja poczułem jak zapala się nad moją głową wyimaginowana żarówka. Do czego to doszło, żeby od normalnej nudy alchemicznej przeniosłem się na rozmyślania dotyczące czyjegoś wózka, prawie że widłowego. Wiekowo to pewnie odpowiadało ostatnim żyjącycm dinozaurom, mentalnie przetrząśniętej na wśkroś i zamarzniętej surykatce. W dodatku takiej totalnie wygłodzonej.
— Co jak co, ale ta błyskawica jest już wiekowa, to trzeba przyznać i chyba nie chcę jej aż tak bardzo reanimować, zdając sobie sprawę, że znowu za bardzo się do tego rzęchu przywiążę. Już ponad rok się zbieram i chyba trzeba sobie powiedzieć dość. Wystarczająco długo mi już służyła, powinna była już dawno zdechnąć, więc naoliwienie wystarczy. Delikatnie udaremnijmy jej cierpienia. Dobra, co za gadanina, zaraz się rozpłaczę — zaśmiał się głośno, machając rękami na prawo i lewo, wyglądając jak zciemniający kojot, któremu zaraz rozrypie się tama na wszystkie strony świata i, Dexter, o chuj ty pierdolisz. 
— Masz na oku jakiś konkretny, inny model? — spytałem, podbierając z pobliskiego blatu ściereczkę, któą nasączyłem delikatnie płytem z butelki i zacząłem przemywać odpowiednie elementy tego straszliwego wechikułu tajemnic. Mogłem przysiąść, że część śrubeczk oraz szczególnie wygiętych kawałków zaczynała skrzypieć pod samym ciężarem mojego spojrzenia. — Swoją drogą, jak długo masz ten? — dodałem, stukając opuszkiem palca w kilka zarysowań. — Z całym szacunkiem, ogarem i innymi możliwymi do wymienienia rzeczami, wygląda jakby przeszedł przez pole minowe, dostał się do służby pod wojnę atomową, a na koniec pozwolono go poskładać studentom, którzy do dyspozycji mieli tylko taśmę klejącą. 

niedziela, 15 lipca 2018

Alchemia [2]

I wtedy do sali przyszedł Hope. Chociaż przyszedł, to w końcu było niedomówienie, wjechał na tym swoim nowoczesnym wózeczku, jakby dupę trzymał na najnowszym BMWu czy innym cholerstwie, w jakie wpatrywać się należało w atmosferze dosłownie sakralnej. A tutaj kija tam, klekotało, trzeszczało, jak za Wehikułu Tajemnic, normalnie ten pies z kreskówki dla dzieci by się nie powstydził. 
— Przepraszam, że zawracam mości dupę — zamrugałem nerwowo, zastanawiając się, po co tutaj przylazł, przyjechał czy w sumie cokolwiek — ale nie macie na zbyciu oleju z turkutka? Albo czegokolwiek, co mi się do usprawnienia funkcji mechanicznych tego złomu nada. — A potem zamrugałem ponownie, przez kilka dłuższych chwil, wpatrując się w chłopaka jak debil, przyglądając się odciśniętym elementom, porysowanej ramie z jednej strony i kilku zagłębień, które wyraźnie wskazywały, że wózek swoje przeszedł. W końcu podniosłem się, ruszając prosto do jednej z pobliskich szafek, zaczynając mruczeć sam do siebie niezrozumiałe nazwy, zczytując je z dawno zapomnianych etykietek. W końcu dostrzegłem właściwą fiolkę, podrzucając ją w dłoni, wstrzymując się przed rzuceniem jej w stronę niepełnosprawnego. Zamiast tego zrobiłem kilka kroków w jego kierunku, przyklękając przy kółku.
— Bez obrazy, ale na tym dłużej nie pociągniesz — oceniłem bacznym, krytycznym wzrokiem leciwą konstrukcję. — A jak poczekasz trochę czasu, to wynajdę coś lepszego od turkutka. Eksperymentowałem z wpływem substancji pod względem sposobu tłoczenia i temperatury na dodatkowe usprawnienia, jak dodasz do tego kilka liści dehladu... — rozpędziłem się, zanim w końcu ugryzłem się w język i machnąłem dłonią.— W każdym razie jak ci się ślizgają, ścierają za mocno albo nie nadąża z amortyzacją, to jak zostawisz mi to na parę nocek, mogę coś tam popróbować — zaproponowałem, bo i tak nic lepszego do roboty nie miałem, a ja i moja ukochana alchemia najwyraźniej się ostatnio nie dogadywaliśmy. 

wtorek, 3 lipca 2018

Alchemia [0]

Chyba zaczynałem powoli szaleć, ale w rzeczywistości to wszystko była wina niewystarczająco dobrze dobranych składników do eliksirów. Przekląłem głośno, trzaskając dłońmi o stół, przy okazji prawie nabijając sobie palce na kilka szpikulców ułożonych wzdłuż krawędzi do odcinania i odbierania mikroskopijnych elementów substancji. 
Każdy kolejny eliksir zdawał się być po prostu kolejnym niewypałem, coraz bardziej irytującą iluminacją tego, że cała moja fantazja gdzieś tam sobie zniknęła. Uciekła, nawet pewnie nie myślała o powrocie, a ja tutaj błagałem samotnie o inspirację, tą samą iskrę, która jeszcze niedawno otwarcie sugerowała mi, że powinienem połączyć to z tym, to z tamtym, uwarzyć w ten sposób, bo to może dać ciekawy efekt. Zaczynałem myśleć, że ktoś ukradł mi całą moją fascynację tak ukochaną przeze mnie dziedziną. 
Alchemia była cudowna i zasługiwała wyłącznie na najlepszych. A ja powoli zaczynałem wierzyć, że plugawię jej świętość. Z warknięciem osunąłem się na stojący nieopodal, opasły i wkurzająco niewygodny fotel, żeby ukryć twarz w dłoniach i zawarczeć ponownie.
— Jestem skończony — wymamrotałem sam do siebie. — Jestem głupcem, bez jakichkolwiek możliwości na sensowne dalsze prowadzenie sztuki alchemicznej, co ja w ogóle tutaj robię jeszcze, w tej zrypanej szkole — kontynuowałem, odsuwając głowę od ubrudzonych po ostatnim, nieudanym eksperymencie dłoni. Właśnie wtedy ktoś zapukał do drzwi. — Proszę i tak nic chuja nie wymyślę, można przeszkadzać do woli. — Miało to zabrzmieć jak kolejne warknięcie, ale aktualnie raczej nie było mnie na nie stać mentalnie.

niedziela, 27 maja 2018

Motyle mogą poczekać [1]

Oczywiste, że życie nie było łatwe, po tym jak Foma zwiał. Zwyczajnie uciekł z podkulonym ogonem, nie chcąc dopuścić samego siebie do tej pierdolonej wiedzy, że coś ewidentnie skrewiliśmy. Teraz musiałem to przyznać sam przed sobą, nawet jeżeli wiedziałem, że przemawia przeze mnie złość. Niczego nie mówiłem głośno, bo choć nikomu nic nie byłem winien, to Foma zasługiwał jednak na dyskrecję. Nie chciałem wszem i wobec tłumaczyć się, że to była dobra decyzja, który z nas którego zostawił i co się w ogóle wydarzyło w tym całym naszym pokojowym burdelu. Chodziły plotki, że się potłukliśmy. Że Foma wyszedł stamtąd z przetrąconymi okularami. Że zdradziłem go z Walshem (Pierdolony Plotkarz...), w co całkiem sporo osób też zdawało się wierzyć. Inne opcje twierdziły, że w końcu Foma wyszedł parować się z kimś tam, bo został wezwany przez ojca, a ja radośnie przyjąłem propozycję mariażu z Hildą, skoro mój chłopak nie widniał już na horyzoncie. Nie wiedziałem, która z opcji była bardziej odrażająca.
Jednak. Fomy nie było, więc ktoś musiał przejąć jego obowiązki w samorządzie i padło na mnie. Potrzebowałem tego, zająć czymś ręce, umysł. Prace w eksperymentach powoli posuwały się do przodu, chociaż nadal byłem daleko od jakiekolwiek przełomu w dziedzinie alchemii, to kolejny konkurs jawił się w oddali.
I byłem na niego gotowy, prawda?
Heather powiedziałem, że nic mi nie jest, gdy tylko położyła troskliwie dłoń na moim ramieniu, jak tylko pojawiłem się w pokoju rady i z uśmiechem wytłumaczyła, że idzie po resztę papierów. Hopecraft miał się zjawić dopiero za parę godzin, uczył kogoś tam czarować czy coś tam. Dlatego zastygłem sam między sobą w papierzyskach.
— W czymś mogę pomóc? — spytałem, słysząc skrzypiące drzwi. 
— Ja… W sumie… Bo widzę, że przeszkadzam… Może przyjdę później?  Albo nie wiem… Pomóc? — Och. Zamrugałem, przez moment starając się dopasować twarz do imienia.
— Izel, prawda? — Uśmiechnąłem się słabo, spoglądając na rosnące tylko kupy papierzysk. — Nie ma tego złego, Heat zaraz przyjdzie i potem James nam tutaj pomoże. Po co przyszłaś? — spytałem, podnosząc tyłek i podsuwając inne krzesło dziewczynie, żeby mogła się dosiąść, w tracie czego przyuważyłem formularze w jej dłoni.
— Och, chcesz zbudować motylarnie? — spytałem, otwierając z zaciekawieniem usta. Kolejny projekt, który pomoże zająć czymś umysł. 

niedziela, 20 maja 2018

Zaślepiony [9]

— Wierzyłeś kiedykolwiek w to cholerne przeznaczenie? — zapytał, zaczynając krążyć po pokoju, chyba nawet coś przestawiać, poprawiać, ale mój umysł nie do końca jeszcze wszedł ponownie do fazy rejestrowania prostych faktów i na razie zajmował się przetworzeniem poprzednio uzyskanych danych. Które najchętniej skasowałbym w odmętach pamięci, ale to już przecież swoją drogą.  — Bo jeżeli mam być szczery, to ja nie. W sensie wszyscy lubią powtarzać, jak to ludzie nie są dla siebie przeznaczeni, a później wychodzi to, co wychodzi i no — oświadczył. — Albo po prostu przeznaczenie jest kurwą, sądząc po mojej uszkodzonej nodze, bo chyba chodzi o to, żebym nie miał, co ze sobą począć w życiu — dodał szybko, usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Przełknąłem głośno ślinę, bojąc się odwrócić wzrok, żeby nie stracić chłopaka z oczu. Już prawdopodobnie na zawsze, bo szczerze zaczynałem wątpić w jego powrót do akademii, co tylko dodatkowo rozłamywało mi serce, bo tak nie powinno przecież się dziać. 
— Powiedz mi, jak to jest, że nasza ostatnia tego typu rozmowa prawdopodobnie będzie tą najlepszą. — Parsknąłem śmiechem. 
— Bo najwyraźniej potrzebowaliśmy mocnego wstrząsu, żeby nauczyć się ze sobą rozmawiać — odparłem w końcu, podchodząc nieco bliżej. Chciałem już wyciągnąć dłoń ponownie, zapytać się o przyjaźń, ale zamiast tego usiadłem obok niego, przytulając go ten ostatni już raz. — Miej dobre życie, Foma — podsumowałem miękko.

sobota, 19 maja 2018

Zaślepiony [7]

Coś ścisnęło mnie w gardle, zwłaszcza gdy się zbliżył i po prostu mnie przytulił, twarz wtulając w moją szyję. Przez moment miałem wątpliwości, gdy objąłem go i ścisnąłem trzęsącymi się (tylko nieco) dłońmi, czy będę w stanie go puścić i zwyczajnie pozwolić odejść, ale to raczej przedstawiało się jako najlepsze wyjście z tej całej sytuacji. Utknęliśmy w związku, w którym byliśmy ze sobą bazując na trywialnych fundamentów, częściej orientując się w jego sferze seksualnej niż emocjonalnej. Cesarz świadkiem, że to była w szczególności moja wina, może w ogóle nie byłem gotowy, żeby rozważać jakąkolwiek relacje na takim poziomie.
A potem wyciągnął z mojej dłoni pudełeczko z pierścionkiem.
— Wykorzystaj to na kogoś wartego zachodu, błagam. — Przytaknąłem posłusznie głową, będąc pewien, że przypominam teraz (całkiem, kurwa, niepotrzebnie) skopanego szczeniaka. Wyciągnąłem tylko dłoń, kładąc ją na ramieniu Fomy i ściskając je, sam nie wiedziałem, co chciałem tym przekazać.
— Okey. — Uśmiechnąłem się słabo, nie wiedząc, kiedy mój umysł zredukował się do powtarzania w kółko tego słowa. Okey, okey, okey. Pierdolę, nic nie było okey. — Spróbuję. Miłego życia, Foma, zasługujesz na nie. Sensownego chłopaka, który będzie umiał rozmawiać. — Poszerzyłem nieco słaby uśmiech. W końcu on na to zasługiwał w szczególności.

Zaślepiony [5]

— Nie wiem — mruknął, uśmiechając się poprzez łzy. — Możliwe, nie przeczę, możliwe też, że się gdzieś przeniosę, może na Latający. Okaże się, gdy nadejdzie odpowiedni czas — stwierdził, jak zwykle nerwowo przeczesując włosy. Dziwiłem się w tym momencie, że nie zaczął wystukiwać swoich legendarnych melodii, skubiąc paznokciami o kolana, co zazwyczaj wyprawiał w stresie. Wszystko wskazywało na to, że tym razem to coś naprawdę wielkiego. Jakoś nie potrafiłem się z tego cieszyć, kurwa. — Nie, poradzę sobie, i tak nie mam za dużo rzeczy, więc nie musisz mi pomagać. I tak, już wie.
— Okey — odparłem miękko, w sumie wciąż nie wiedząc co zrobić. Co powiedzieć. Jak powiedzieć. Jak się teraz zachować. Po prostu parłem zazwyczaj w życiu przed siebie jak taran, nie przejmując się tym, co spotka mnie za moment, a teraz czułem się pusty. Mógłbym w sumie streścić, że zmarnowałem dobre kilka lat mojego życia na związek, który od początku nie zapowiadał się na nic dobrego, ale chyba coś z tego wyniosłem, a przynajmniej w to chciałem wierzyć. Nie wiedziałem, co teraz powinienem zrobić. Skoro chłopak już decydował się pakować, to wyjazd był raczej bliżej niż dalej. Powinienem go przytulić? Po prostu odejść bez słowa?
— Jesteś cudownym człowiekiem, Foma — mruknąłem, wyciągając w jego kierunku dłoń na pożegnanie.

czwartek, 17 maja 2018

Zaślepiony [3]

— Czy to wszystko miało kiedykolwiek sens — wydukał, a ja zbladlem na raz, bo dokładnie o to chodziło. Nawet jakbym wyciągnął pierścionek, wytłumaczył, przeprosił, niczego by to nie dało. My się chyba nawet w ogóle nie znaliśmy. Ulubiona muzyka. Kolory. Potrafiłem wymienić każdy pieprzyk na jego ciele z osobna, ale miałem wątpliwości, który kolor lubi najbardziej.
Kurwa.
— Jak bardzo się pospieszyliśmy, Dexter. Jak bardzo byliśmy pijani, że to wszystko jakoś zadziałało i się utrzymywało.
— Pijani szczęściem, Foma — odpowiedziałem z przekąsem, zanim westchnąłem, targając włosy. To nie była niczyja wina, więc nie powinien warczeć teraz i atakować w jakikolwiek sposób Fomę.
— Nie umiem rozmawiać — przypomniałem mu głucho, jakby doskonale sam nie doświadczył moich szkaradnych umiejętności toczenia rozmów o emocjach — ale jeżeli chcesz...
Tylko co? Nie mogłem z nim pojechać, moje miejsce było tutaj. Chyba Foma tego nawet nie chciał.
— Poczekam. Ile będzie trzeba. Może jeszcze nam się udać — powiedziałem głośno, wyraźnie, przerywając ciężką ciszę.  Jeżeli tego chciał, nie mogłem zrobić czegokolwiek innego, jak tylko chłopaka wesprzeć. Cesarz świadkiem, że nigdy nie otrzymywał ode mnie wsparcia w wystarczającej ilości. Ani uwagi. Ani w sumie niczego, a Foma był wyjątkowy, jego śmiech lamał serca, oczy przypominały gwiazdy i nawet dusza wydawała się lśnić, jego umysł stawiałem na równi z własnym.
— Wrócisz? — wydukałem, zaraz kląc w myślach, bo brzmiałem zbyt żałośnie, patetycznie. — Znaczy, weź tyle czasu dla siebie, ile potrzebujesz. Odpoczynek ci się przyda po ciężkim roku pracy w samorządzie. Jestem pewien, że Mińsk ma jakąś wersję urlopu dziekańskiego, Heather coś wspominała. Potrzebujesz pomocy z pakowaniem się? Rozmawiałeś z Wandą? — paplałem bez przerwy, zająłem się byciem dawnym Davonem, decyzyjnym, konkretnym, chciałem wspierać decyzję chłopaka, ale prawda była taka, że w razie nastanie ciszy mógłbym się już tylko z żalu rozpłakać

wtorek, 15 maja 2018

Zaślepiony [1]

Staliśmy tak naprzeciwko siebie w prawie pustym pokoju i już wtedy wiedziałem, że pewien rozdział naszego życia bezapelacyjnie pędzi w kierunku kosza na śmieci. Może się zbytnio pospieszyliśmy? Może to nie do końca było to, czego szukaliśmy od życia? Wiedziałem jedynie to, że malutkie pudełeczko z pierścionkiem w środku pali mnie w kieszeni.
Foma wyglądał jak siedem nieszczęść, z pobrudzonymi okularami, źle zapiętą koszulą, worami pod oczami. Nawet się nie ogolił czy uczesał, jedynie popadł kolejny raz w okres swojej przejściowej chandry. No, tym razem nie wiedziałem już, czy na pewno przejściowej.
— Chcę wrócić do domu. — Płakał, oczywiście, że płakał, a wypowiedziane przez niego słowa szumiały mi w uszach. Może już wcześniej się wahaliśmy, ale publikacja ostatniego artykułu w gazetce chyba w nas obu zasiała parszywe ziarna wątpliwości.
— Okey — odparłem w końcu sucho, nie wiedząc, co mam powiedzieć. Ręce mi się pociły, nogi bolały, w głowie szumiało. Zrobiłem krok naprzód, ale nie wiedziałem, czy powinienem objąć Przewalskiego.
— To wszystko bujdy — wydukałem w końcu. — Nie sypiam z Walshem, z Heat tym bardziej, o Jamesie nie wspominając, ale... — przełknąłem głośno ślinę — to nie o to chodzi, prawda? — Uśmiechnąłem się krzywo, nie wierząc, jakim cudem mój głos brzmiał teraz tak spokojnie, mechanicznie. Widziałem to w oczach chłopaka.

sobota, 14 kwietnia 2018

Heather znaczy Sarah [1]

Słońce co prawda prażyło cieplutko, ptaszki ćwierkały, rośliny kwitły, ale powietrze było przeraźliwie duszące, pokoi nie dało się wywietrzyć, a ja aktualnie znajdowałem się na dworze, starając się zebrać pomniejsze kwiatki i prostsze do znalezienia rośliny do najlepszego eksperymentu. Dostałem pracę, staż, gwarancję studiów? Jakby to właściwie powiedzieć? Dostałem szansę i zamierzałem ją wykorzystać, a gdzie mnie to zaprowadzi, to inna kwestia. Na razie jeden wygrany konkurs alchemiczny za mną uzmysłowił mi, że powinienem na poważniej zająć się tą dziedziną i skończyć z dziecięcymi wygłupami.
A to oznaczało jeszcze więcej teorii niż praktyki, bo do tej pory moje eksperymenty bazowały na luźnym łączeniu składników o podobnych właściwościach w celu wzmocnienia lub osłabienia efektu. Utrwalacze robiły swoje, ale chciałem stworzyć coś własnego, przerabianie cudzych mikstur nie było ani trochę już zajmującą dziedziną. A tak? Dobrać składniki, zdecydować o przeznaczeniu eliksiru, powoli dobierać poprawki, aby uzyskać jak najodpowiedniejszy skład. To wszystko było przede mną i nie mogłem się doczekać, żeby w spokoju spróbować. A może nawet dać się ponieść i jednak nadchodzący sukces pozostawić wyłącznie ślepemu losowi?
Kto wie. 
I właśnie wtedy lunął deszcz. Wychyliłem się zza drzewa, spoglądając na rozglądającą się znajomą twarz, która jeszcze niedawno prawie nie miała nigdy wrócić. Mieliśmy jednak pewne niedokończone sprawy, zwłaszcza po akcji z przerzucaniem do ściany, więc tylko podniosłem się, złapałem ją za rękę i zaciągnąłem w stronę pracowni alchemicznej.
— Musimy pogadać. — Tak, wtedy użyliśmy tych samych słów, co aż bolało. 

środa, 28 marca 2018

Konfrontacja grupowa [X]

— Kurwa, mnożyli się ci starzy jak króliki, czy jak? — wypaliłem w końcu, bo zdecydowanie ten stres nie był niczym przyjemnym i potrzebowałem drobnej odskoczni, a przy okazji serio nie byłem w stanie pojąć, skąd wyskakiwało nagle tyle rodzeństwa Heather. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle wyskoczyłby cały dziki klan, tańcząc przy okazji kankana. No, może z wyjątkiem Miraclesa, on bardziej wyglądał na ten typ, który spiorunuje cię wzrokiem, zanim jak Foma wykona kilka kształtnych piruetów. — Serio, Heat. Najpierw nie masz żadnego rodzeństwa. Potem Sky. Pojawił się James, pierdolony, Miracles, a teraz w końcu masz kolejną siostrę? Nie zapomniałaś wspomnieć nam może o jakichś jeszcze szczególnie ważnych informacjach? — Parsknąłem pod koniec pod nosem, zaczynając zastanawiać się na głos, przy akompaniamencie mruczenia Jamesa, odnośnie tego, na czym świat stoi.
— To co, próbujemy od nowa? — rzucił ktoś, już chyba sam nie wiedziałem czy to ja, czy to samo się wymsknęło, ale sądząc po zdziwionym wzroku pozostałej dwójki to mnie musiało jebnąć. Niepewne skinięcie głową dziewczyny, chyba potwierdzające mruknięcie chłopaka.
A może było warto? Spróbować, zapomnieć, udać, że się rozumie, może w końcu nam wszystkim wyjdzie?
— Chodź, zrobisz nam czekoladę — rzucam i dłonią macham w kierunku drzwi, bo gorący napój jest chyba własnie tym, czego nam potrzeba w tym momencie. 

piątek, 23 marca 2018

Konfrontacja grupowa [5]

— Heather, to nie tak. — Miałem ochotę samemu odwarknąć, a jak, kurwa? Powstrzymałem się, udając, że nie słyszę ani tego mało wybrednego komentarza, ani irytującego szlochu, który już chwilę później rozbrzmiał w pomieszczeniu. Zacisnąłem mocniej wargi, wciąż starając się nie patrzeć na rozgrywającą się wokoło nas scenę, aż w końcu przeciągnąłem się jak drapieżny kot, zanim skapitulowałem i zrobiłem krok w stronę płaczącej. Położyłem dłoń na jej ramieniu, próbując odszukać słowa, które miałyby wyjaśnić, ale takich nie było. 
Więc Williams płakała, zanim w końcu otarła oczy, wydmuchała nos w podaną przez mnie chusteczkę i nagle sińce pod oczami stały się jakoś bardziej zauważalne. Zaczerwieniony fragment skóry na szyi, widoczny przez odsłonięty kołnierzyk koszuli od mundurka.
Takie małe detale, ale chyba w końcu zdałem sobie sprawę, że Heather nie była głupia i zazwyczaj nie ukrywała rzeczy, które nie musiała trzymać dla siebie. Nie rozumiałem tylko jeszcze dlaczego, po co, co się takiego działo, że zawirowała po raz kolejny.
Gdzieś tam kryło się wspomnienie straty, gorzki posmak w ustach, gdy dłonie nawet przy podaniu chusteczki uniknęły otarcia się, jakby instynktownie dziewczyna próbowała uciec od kontaktu fizycznego, nawet najmniejszego.
— Musimy pogadać — powiedziałem w końcu, żeby przerwać tą irytującą ciszę, bo krzywe spojrzenie Jamesa, pociąganie nosem Heather nie stanowiło dobrych znaków. 

środa, 21 marca 2018

Konfrontacja grupowa [5]

— Heather, to nie tak. — Miałem ochotę samemu odwarknąć, a jak, kurwa? Powstrzymałem się, udając, że nie słyszę ani tego mało wybrednego komentarza, ani irytującego szlochu, który już chwilę później rozbrzmiał w pomieszczeniu. Zacisnąłem mocniej wargi, wciąż starając się nie patrzeć na rozgrywającą się wokoło nas scenę, aż w końcu przeciągnąłem się jak drapieżny kot, zanim skapitulowałem i zrobiłem krok w stronę płaczącej. Położyłem dłoń na jej ramieniu, próbując odszukać słowa, które miałyby wyjaśnić, ale takich nie było. 
Więc Williams płakała, zanim w końcu otarła oczy, wydmuchała nos w podaną przez mnie chusteczkę i nagle sińce pod oczami stały się jakoś bardziej zauważalne. Zaczerwieniony fragment skóry na szyi, widoczny przez odsłonięty kołnierzyk koszuli od mundurka.
Takie małe detale, ale chyba w końcu zdałem sobie sprawę, że Heather nie była głupia i zazwyczaj nie ukrywała rzeczy, które nie musiała trzymać dla siebie. Nie rozumiałem tylko jeszcze dlaczego, po co, co się takiego działo, że zawirowała po raz kolejny.
Gdzieś tam kryło się wspomnienie straty, gorzki posmak w ustach, gdy dłonie nawet przy podaniu chusteczki uniknęły otarcia się, jakby instynktownie dziewczyna próbowała uciec od kontaktu fizycznego, nawet najmniejszego.
— Musimy pogadać — powiedziałem w końcu, żeby przerwać tą irytującą ciszę, bo krzywe spojrzenie Jamesa, pociąganie nosem Heather nie stanowiło dobrych znaków. 

wtorek, 20 marca 2018

Przyjaciele z dzieciństwa [1]

— Czyli co, to jakieś chlubne dodawanie odwagi czy słaby wieczór kawalerski? — Odmruknąłem coś niezrozumiałego, dopijając pozostały kieliszek wódki. Raz się tylko coś mi omskło, że w sumie to chciałbym ponownie się Fomie oświadczyć. Porozmawiać. Po prostu skonsultować naszą wizję wspólnej przyszłości i sprawdzić, czy oboje oczekujemy tych samych rezultatów, tylko gdzieś w głowie jakiś cichy głosik wciąż powtarzał, że przecież nie występuje idealny moment. Właściwa chwila, żeby ponownie użyć tego pierdolonego pierścionka, który został schowany w najgłębszych czeluściach komody, gdzieś owinięty w groszkowy krawat, którego nienawidziłem z całego serca. Co mogłem więcej powiedzieć, nie byłem nawet pewny, czy ponownie mogę liczyć na pozytywną odpowiedź.
— Mieliśmy moją pracę opijać — fuknąłem z oburzeniem, słysząc w głosie chłopaka rozbawienie, zanim upiłem kolejne łyki gorzkiego piwa. 
— Tak, tak, powiedzmy — odpowiedział mętnie, domawiając kolejne piwa. Prychnąłem coś niezrozumiałego pod nosem, podbierając od niego kolejny kieliszek wódki.
— Lepiej ty mi powiedz, od kiedy ty z Nan kręcisz? — Uniosłem lewą brew w górę, obserwując jak twarz chłopaka zaczyna przypominać dojrzałego pomidora. Jednocześnie James zakrztusił się pitym napojem, więc parsknąłem śmiechem, obserwując jak się dusi i próbuje jednocześnie coś odwarknąć w trakcie kaszlu. — No, taka reakcja zdecydowanie mówi mi wszystko. 

niedziela, 18 marca 2018

Konfrontacja grupowa [2]

— Popierdoliło cię? — ciche warknięcie od tej osoby, od której najmniej się mimo wszystko tego spodziewałem. Heather zdarzało się wybuchać, zdarzało się wrzeszczeć, krzyczeć, mieć te swoje dziwne i dziwniejsze humorki, ale zawsze uważałem Jamesa za taką oazę spokoju, przynajmniej w większości sytuacji. Zazwyczaj to on stopował nas przed zbytnim angażowaniem się w jakąś kwestię, stanowił przeciwwagę dla mojej agresji, emocjonalności Heat. Ta jego racjonalność, dziwne obycie ze światem, niby miałem świadomość, że to tylko marne pozory, ale nadal Hopecraft stanowił przyjaciela. Takiego starszego braciaka z dzieciństwa, który zawsze gdzieś tam się trzymał obok, jakby był potrzebny. Zawsze można było podbiec, podpytać się, a niestety ostatnimi czasy rozluźniliśmy nieco naszą relację. Ja się zająłem Fomą, on resztą świata, gdy w końcu wyszedł do ludzi. W sumie nie wiedziałem co robił w Nervill, ale byłem pewny, że dopiero w tłumie zaczynał rozkwitać.  — Chcesz z niej zrobić roślinkę? Pakowanie się do czyjegoś umysłu, Dex? Myślałem, że znałem cię lepiej — Odwróciłem wzrok, bo maił rację. Powinienem wiedzieć lepiej, a aktualnie zastanawiałem się, kiedy zatraciłem hamulce. Nie chciałem nawet patrzeć na kulącą się pod ścianą Heather, która w końcu spróbowała się podnieść, odtrącając wyciągniętą do pomocy dłoń Jamesa. 
Zjebałem, chyba nigdy aż tak bardzo. 

poniedziałek, 12 marca 2018

Konfrontacja grupowa [0]

Wpatrywaliśmy się w siebie jak stado cieląt, które cały czas gapi się na (kiepsko) namalowane wrota. Co mogliśmy zrobić, od czego zacząć, co konkretnie powiedzieć, gdy cały grunt walił się nam pod nogami, nie wiedzieliśmy, co chcemy zrobić. Co konkretnie osiągnąć, czy w ogóle jest, co odbudowywać, mieliśmy za dużo sekretów, niepewności.
— Aha — odparłem kpiąco, wpatrując się w dziewczynę z uniesionymi brwiami. — Czyli nie możesz nam powiedzieć, gdzie byłaś. Co robiłaś. Dlaczego wróciłaś dopiero teraz... — wyliczałem na palcach kolejne zdania wypowiedziane jeszcze chwilę temu przez blondynkę, patrząc, jak dalej uparcie krąży wzrokiem koło czubków swoich butów. — Dzięki, będę o tego rodzaju wymówkach pamiętać na następnym szkoleniu jak przekonująco kłamać. — Prychnąłem pod nosem tylko głośniej, gdy James również odwrócił wzrok. I może to był właśnie czynnik zapalny, przez który dziewczyna wylądowała na ścianie, dociśnięta do niej przez dłonie, trzymające fałdy niebieskiej bluzy. 
— Nie możesz, kurwa, po prostu powiedzieć prawdy? — warknąłem, odtrącając ramieniem Jamesa, który niepotrzebnie próbował się wtrącić, gdy sam nie umiał wyartykułować, o co nam chodziło. — Co się dzieje, Heat? — dodałem tym samym tonem, czując jak zaciska własne dłonie na moich pięściach, próbuje rozewrzeć ściśnięte do granic możliwości palce, ta wściekłość tylko się potęgowała. Jedno szarpnięcia wyżej, w końcu spotkanie oko w oko. 
I tylko jeden krótki impuls wystarczył do zanurzenia się w tym umyśle. 
.
.
.
.
.
.
template by oreuis