Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriel Lavillenie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gabriel Lavillenie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 lipca 2018

Kompleks starszego brata [6]

I chyba trafiłem na całkiem ładnego oszołoma, który do końca nie wiedział, w którym świecie powinien aktualnie funkcjonować, tym na zewnątrz, czy może jednak tym kryjącym się gdzieś głęboko w jej głowie, delikatnie rzecz mówiąc, odciętym od tego naszego, realnego.
Ale miała imbryk i skinęła głową, uśmiechając się zdecydowanie szerzej, niż poprzednio, ba, nawet oczy jej zalśniły w radosnym wyrazie.
— Przeważnie to ja proponuję upijanie się herbatą. Lubisz mrożoną? Chociaż w sumie nie ma za bardzo pogody na mrożoną... Czy wolisz kawę? Czy ja mam drugi imbryk? — mruczała, szeptała, rzucała jakimś hasłem nieco głośniej, prowadząc dialog ze mną, ze sobą i chyba jeszcze przy okazji z podłogą, a ja tylko uśmiechałem się delikatnie, zastanawiając się przy okazji, czy nie powinienem był zadzwonić po jakieś służby specjalne, bo dziewczyna chyba zdecydowanie potrzebowała jakiejś pomocy z zewnątrz, czy coś. Ale kiwałem głową i nawet decydowałem się dać jej dalej szanse, bo może po prostu ma dziwniejszy moment, chwilę, która za chwilę przeminie. — Lubisz ciastka? Jeśli tak, to jakie?
— Lubię mrożoną, chociaż niekoniecznie w takie dni, jak ten — odpowiadałem po kolei, wściubiając ręce do kieszeni czarnej, rozpinanej bluzy. — Kawa, czy herbata, mi to obojętne, oba napoje zdecydowanie lubię, a dzisiaj mogę napić się herbaty, jeśli na kawę specjalnie szykować trzeba inny imbryczek. I dyniowe albo słonecznikowe, bardzo lubię słonecznikowe. — Zacząłem iść, mając nadzieję, że Pel pójdzie za mną i znajdziemy się w miejscu, gdzie nie będziemy narażeni na wzrok Oakleya. — Do której klasy chodzisz?

czwartek, 26 lipca 2018

Kompleks starszego brata [4]

Twarz dziewczyny wręcz natychmiastowo się zmieniła, a ja jedynie zmarszczyłem brwi, bo nie mogłem pojąć, w którą stronę przewaliłem sprawę.
— Nie musisz, bo czy to aż tak ważne? — odparła, wzruszając ramionami i zerkając na mój aktualny obiekt zainteresowania, który dalej plumkał na perkusji, nie zwracając uwagi na otaczający go świat. Pięknie potrafił się odciąć od rzeczywistości, nie ma co. — Pel, nie „panienka”, czy ja wyglądam na panienkę? Tak poza tym miło mi. — Nawet się ukłoniła, co prawda niezbyt dumnie i z gracją, jak na przykład wyćwiczona do granic możliwości [sztuczna] Przewalska, ale jakoś tak uroczo, z małą fajtłapowatością, którą zawsze ceniłem i lubiłem w ludziach.
— Czy to ważne? — mruknęła, z mętnym spojrzeniem, które raczej przeze mnie przelatywało, aniżeli na mnie padało. — Czy to takie ważne, czym jest to coś? Bo możemy o tym porozmawiać, mimo że jestem beznadziejna w szukaniu odpowiedzi. Pewnie dlatego, że rzadko się budzę.
Zamrugałem nieco zdezorientowany wypowiedzią dziewczyny i albo to ja już nie kontaktowałem, albo ona zaczynała leniwie bredzić, starając się jakkolwiek pozostać przy zmysłach.
— Uznajmy, że nie — odparłem, wzruszając ramionami. — Sam też jestem beznadziejny, poszukać możemy, ale proponowałbym coś innego, niż nieosiągalny pierwiastek czegoś tam — dorzuciłem ciszej. — Kawka? Herbatka?

środa, 25 lipca 2018

Kompleks starszego brata [2]

— Jest całkiem miły — rzuciła nieznajoma osóbka, którą, jak się okazało, była białowłosa dziewucha z imbrykiem, przemykająca się środkiem korytarza. Ale że imbryk? Ale że serio? Naprawdę ta szkoła urwała się z innej choinki, jeśli obłąkane dzieciaki chodzą, szukając zająca i Szalonego Kapelusznika. Nie jesteś Alicją, do cholery jasnej. DO tego zmarszczyłem brwi, bo kolejny fakt, miły i Nivan Oakley się nie łączyło, przynajmniej tak zaobserwowałem z interakcji, które jak dotąd miałem przyjemność z nim przeprowadzić. — Znaczy się… Jeżeli chce, umie być miły. Jest też bezczelny, przystojny, niezłym kompanem do kłótni – przynajmniej tak mi się obiło o uszy – i przeważnie, jak coś się dzieje, to on tam jest. Chyba ludzie lubią taki typ osób… Nie wiem, nie znam się — mruczała, drapiąc się po policzku, a ja tylko nieco się krzywiłem, bo niby pasowało mi to do opisu chłopaczka, ale i tak. Aż taka rozpoznawalność i zainteresowanie w społeczeństwie z powodu lubowania się w bitkach i kutasach? Serio?
— Tak właściwie, to jak się nazywasz? — zapytała, przytulając mocniej imbryk i nawet przechylając ten jasny łebek, udając, albo rzeczywiście będąc, zainteresowaną.
— Dalej tego nie kupuję — mruknąłem, podpierając biodro dłonią i odwracając się plecami do salki muzycznej. — Gabriel, cała przyjemność po mojej stronie — rzuciłem z delikatnym uśmiechem. — Czy mogę zapytać o dokładnie to samo, co panienka?

wtorek, 10 lipca 2018

Kompleks starszego brata [0]

Większość już albo widziała, albo się domyślała. Jeśli należało się do grupy pod tytułem „Nie miałem/am zielonego pojęcia”, znakiem, że jest się już skończonym debilem.
Bo zdecydowanie widać było coraz więcej podobieństw między mną, a Oakleyem. Na wyglądzie zaczynając, a zachowaniu kończąc. Tak, tak, Nivan zrobił się agresywny i opryskliwy, jeszcze bardziej nakreślając i uwydatniając w sobie mnie, a we mnie jego. Ojciec miał obrzydliwie dominujące geny.
Z jednej strony wychodziło mi to na korzyść. Ludzie go znali, wiedzieli, kim jest, co robi i po prostu jakoś to jego nazwisko się wzięło rozlazło po okolicy. Sam w sobie też robiłem sensację, starałem się zbierać ludzi, miałem jakąś śmietankę towarzyską, a gdy do tego wszystkiego dodało się pierwiastek Nivana Oakleya, skalę wybijało.
Raczej nikt nie zapomni akcji z seksem na biurku dyrektora i nauczaniem wychowania do życia w rodzinie, czy czegoś tam, które prowadził za karę.
Potrzebowałem kiedyś to przebić, potrzebowałem bardziej zabłysnąć, może nie w taki sposób, coś bardziej ludzkiego, mniej wyzywającego. Nie wiedziałem jeszcze co.
Nabawiałem się przy nim kompleksów.
Nie licząc tytułu Pedalskiej Ikony tej szkoły, którego zdążył dorobić się krótko po wyjściu z szafy, gdy zaczął oglądać się za dosłownie każdym męskim tyłkiem, zapiął podobno tego ze złotymi skrzydełkami, przelizał z tym od końskiego tyłka i krzywego roga, a to wszystko nie zważając na stojących obok Hopecrafta i Walsha, potrzebowałem wszystkiego, co miał.
Gabriel miał być lepszym Nivanem.
Kompleks starszego brata, kurwa, że się aż tak stoczyłem, żeby próbować się z nim prześcigać.
— Co ludzie w nim widzą? — spytałem sam siebie, obserwując, jak gra na perkusji, łupie w nią, napieprza jak dziki, bez ładu i składu. Albo z harmonią, której po prostu nie mogłem zrozumieć.
Zapytałem sam siebie, ale i ściągnąłem uwagę pierwszego lepszego ucznia, który przemykał się akurat korytarzem.

wtorek, 12 czerwca 2018

Tajemnic słodkie posmaki [6]

Niesamowity chłód łupnął we mnie z mocą rozpędzonego na A2 Tira, co z jednej strony było dość przyjemne, z drugiej prawie doprowadziło mnie do hipotermii i zazgrzytania zębami, bo mimo warstw odzieży było mi po prostu zimno. Ubierz się na cebulkę, mówili, jak to nic, a nic nie daje, oprócz trudności w poruszaniu się.
Ale gorzej to i tak miała chyba dziewczyna, którą telepnęło, jak mało kim.
— Szkołę zapewne już zwiedziłeś, więc nie muszę ci mówić, co to jest. Z tego miejsca szybko dostaniesz się poza teren AWU, a w dodatku będziesz mieć szerszy dostęp do wielu innych atrakcji, jeśli zechcesz pozwiedzać. Nie bywam tutaj często. — Rozglądałem się leniwie po okolicy, gdy ta nadawała jak katarynka. Nie przerywałem jej, może słuchałem, ale z pewnością podążałem za nią bez mrugnięcia okiem, tempem, który sama nadawała i o którym sama decydowała. Wyrywanie się było raczej bezsensowne, szczególnie że robiliśmy coś tylko i wyłącznie dla mojej korzyści. — Loretta Brown. — Spojrzałem na nastolatkę, która najwidoczniej zdecydowała się przedstawić, co brzmiało bardziej jak szybkie wypuszczenie powietrza z jakiejś zakorkowanej tuby.
— Gabriel Lavillenie — odparłem krótko, może nieco mrucząc, ale bardziej skupiając się na tym, żeby jak najszybciej i jak najtrafniej dopasować twarz do imienia, zakodować i zapamiętać, bo może kiedyś się przyda. — Miło poznać, Loretto.

niedziela, 3 czerwca 2018

Tajemnic słodkie posmaki [4]

Błagam, niech mi odpowie negatywnie i będę mógł sobie pójść, bo tylko czas marnuję, albo pozytywnie i zaprowadzi mnie tam bez zbędnego pieprzenia na temat szparagów, brokułów, innej włoszczyzny, chuj wie co w sumie. Nie spuszczałem z niej wzroku, gdy ta nerwowo przeskakiwała z nogi na nogę, namyślała się, czy po prostu mnie obserwowała i o losie, możemy już przejść do konkretów, proszę, chcę zagryźć gnijące resztki człowieczeństwa jakimś dobrym sernikiem, muffinem, czy naprawdę czymkolwiek.
— Mogę cię zaprowadzić do najbliższej cukierni. Jadłam w niej dwa razy, jedzenie dość smaczne, tylko nie wiem, czy jest „dobra”, jak to określiłeś... — W końcu zebrała się na odpowiedź, szybką, bardzo szybką, jak opróżnianie magazynku w karabinie maszynowym na zaraz teraz, bo trzeba za chwilę przeładować to wszystko.
Parsknąłem pod nosem, chociaż bliżej było temu do fuknięcia, ale pokiwałem głową.
— Niech będzie, chcę po prostu coś zjeść — odparłem beznamiętnie, wciskając ręce do kieszeni i poprawiając się w miejscu. — Prowadź, z łaski swojej.
Chuj, że było w opór zimno, chciałem dostać mojego sernika, więc miałem dostać mojego sernika. Potrzebowałem tylko pewnika, że nikt mi się pod nogi nie rzuci, gdy będziemy szli, aby jakkolwiek uczepić się dupska, a dziewczyna nie okaże się tym natrętnym typem, który będzie co chwila zarzucał jakimiś anegdotkami, starając się zagaić temat, czy zgłębić tajemnice znajomości.

Tajemnic słodkie posmaki [2]

Małe dziewczę. Zaniedbane dziewczę. Posiadające długie, białe [puste, albo równie dobrze czarne], rozpuszczone włosy sięgające prawie że kolan, och, ileż wody musiałaś marnować, aby chociaż przepłukać te kudły? Widocznie dla niektórych pojęcia oszczędność i posiadanie na uwadze natury nie istniały. Od razu wylejmy wszystkie szkodliwe baniaki z mydłem i szamponem na szerokie stepy, równiny i dżungle, niech wszystko tonie i niech wszystko gnije w zapachu martwej zwierzyny.
Mogłem tylko lustrować ją uważnym, nieco sceptycznym i zdecydowanie mówiącym, tak, tak, oceniam cię, nie przeszkadzaj sobie, wzrokiem.
— Coś by się znalazło, jednak zdrowszym wyborem będzie sklep warzywny. — Nieprzekonujący śmiech rozbrzmiał, dziewczyna oczekiwała reakcji z mojej strony, czegokolwiek, na czym mogłaby się zaczepić.
Skrzywiłem się, marszcząc brwi. Zdecydowanie, wuja miał rację, mogli co najwyżej lizać z dziewiczą nieśmiałością buty Latającemu.
Paskudne, proste stworzenia bez polotu i ambicji. Nie dziwiłem się, że swoje miejsce na ziemi znalazły tu takie beznadziejne jednostki jak, chociażby braciszek. Ta parszywa psowata z klasy wyżej, parszywa pseudometalówa, tak pilnie dopiekająca złotoskrzydłemu dupolizowi, który spoglądał ciekawskim okiem za kolejnym ikarem, z klasy niżej, równoległej do mojej. Złote loczki kręciły się na tym pustym czerepie.
Do tego ten pieprzony piratek, który popitalał po szkole na swojej powietrznej desce, wrzeszcząc ile się da i szeleszcząc tymi swoimi szarawarami.
A potem był jeszcze Zbychu i Fiona, miękkie ulepy bez polotu. Ten spał, ta piłowała mu ponadgryzane paznokcie, uśmiechając się do zielonych włosów, które rozsypywały się po ławce, bo na samą osobę nie miała co liczyć. Ale chyba lubili być w swoim towarzystwie.
— Gdybym chciał warzywniak, to pytałbym cię o warzywniak, tymczasem chcę zjeść słodkiego i tuczącego. Jeśli nie wiesz, gdzie to jest, to powiedz, że nie wiesz, chociaż wyglądasz na taką, która powinna mieć o tym dość spore pojęcie.
Kapryśny, szelmowski i zdecydowanie wredny uśmiech zatańczył na moich ustach, gdy posyłałem jej nieco kpiące spojrzenie.

sobota, 2 czerwca 2018

Tajemnic słodkie posmaki [0]

Przepadałem wręcz za unoszącym się o tej porze roku zapachem, który skutecznie przepełniał każdy milimetr sześcienny wszystkich pomieszczeń i każdy milimetr kwadratowy wszystkich powierzchni płaskich, które znajdowały się w obrębie szkoły.
Było zimno, piekielnie zimno, bo nadeszła pora najzimniejsza w roku. Krótkie dni, ciemno, ponuro i plucha, wszechobecna plucha, a jak nie plucha, to biało i pusto, bo przecież biel, jak i czerń kojarzyła się z nicością, umierając, widzimy rzekomy tunel w przestrzeni, rozświetlony tunel, śmierć równa się nicości, śmierć to rozświetlony tunel, biały, rozświetlony tunel.
Biel była niczym, podobnie jak czerń.
Czy znaczyłoby to, że biel równała się czerni?
Zawsze tak wywyższana, czczona, pieszczona w większości grup, w większości kultur. Czy ta barwa, o ile była to barwa, która od zawsze kojarzona była tylko i wyłącznie z dobrem mogła stać na równi z odcieniem przypisywanym złorzeczącym?
Pewnie.
Przecież ta cała równowaga świata, którą swoją drogą podchwyciłem od Hindusa, tak namiętnie przystającego przy moim domniemanym bracie, to wszystko musiało istnieć, a więc przypisane bezpośrednio dobru, jak i złu musiało stanąć na równi, żeby przypadkiem któraś z szal nie zdecydowała się przechylić.
Dlatego ludzie są szarościami.
Ciemniejszymi, bądź jaśniejszymi.
Może dlatego tak bardzo się zdziwiłem, gdy dostrzegłem, jak blady jest, och, parszywe nazwisko, Oakley.
Mawiano, że jestem często gęsto zbyt bezpośredni, ale ktoś musiał być, bo przecież wszyscy, w sumie, w tym i ja, ale zdecydowanie rzadziej, mamili swoich znajomych, przyjaciół, wrogów, pustymi, nic niewartymi słówkami, tak ślicznie szczebiotanymi na uszko, czy wypowiadanymi z odrobiną grozy i kpiny, za którą czaiło się oddanie i pożądanie, którego zaspokoić nie było szansy.
— Czy w mieście znajdę jakąś dobrą cukiernię? — Pytanie wypłynęło ode mnie, do pierwszej lepszej, widocznie znudzonej jednostki, która sterczała samotnie na korytarzu.

sobota, 19 maja 2018

Wprowadzenie: Gabriel [X]

Nie trzeba było być Sherlockiem, żeby zrozumieć, jak nieszczery był uśmiech nastolatki, która mnie nim darzyła najwidoczniej tylko po to, żeby nie zostawiać mnie z niczym, a może i tylko dla własnego poczucia, że wyszła na miłą i kulturalną, jak to ją uczyli od dzieciaka, w co nie śmiem wątpić.
— Tak, sala jest bardzo dobrze wyposażona, znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. Jeżeli chcesz, to możesz się zapisać do klubu młodych alchemików Davona, wtedy na spokojnie mogą korzystać z całego sprzętu poza lekcjami i nie muszą się martwić, że ktoś się do tego przyczepi i tak dalej. Dexter aktualnie mieszka w pokoju samorządu, ale częściej znajdziesz go właśnie w sali alchemicznej. W prawo po wejściu do głównego budynku, cały czas prosto aż nie zobaczysz tabliczki. Ewentualnie możesz znaleźć nauczyciela, ci raczej cieszą się, gdy dowiadują się, że komuś zależy również po lekcjach. Gdyby było cieplej, to zaprowadziłabym ciebie do altanki, ale będąc szczerą, nie wiem, czy chce ci się iść przez las w taką pogodę.
Przyjmowałem wszystkie wiadomości, wolno kiwając głową i dokładnie obserwując otoczenie, tak całkowicie korzystając z okazji i znowu wyłapując te bardziej interesujące okazy, którymi można było się później zająć.
— Dziękuję ślicznie, ale nie trzeba, z resztą poradzę już sobie sam. Jeszcze raz dziękuję za oprowadzenie i wytłumaczenie wszystkiego w tak piękny sposób.
A tymczasem trzeba było zacząć szperać i działać.

sobota, 12 maja 2018

Wprowadzenie: Gabriel [13]

Udawałem, że nie zauważyłem jej nerwowych, nieco chaotycznych, ale pełnych prób ogarniania, ruchów, zaczesywania włosów za ucho i tych posyłanych ukradkiem, nietypowych łypnięć zielonymi oczętami.
Przewalska czegoś szukała.
Tylko jakoś znaleźć tego nie mogła, więc dalej spoglądała na moją osobę bez zrozumienia.
— Prawdopodobnie, dużo osób pali, więc pewnie byś coś znalazł. Co prawda ja się na tym nie znam, więc raczej ci nie doradzę, przepraszam — dopowiedziała jeszcze, patrząc na mnie tym razem z wyrazami przeprosin w zielonych szkiełkach, czego tym razem ja całkiem nie rozumiałem. Wystarczyła odpowiedź. Po co takie zachowania? Uśmiechnąłem się mimo wszystko. — Wracając, w lesie, przy jeziorku mamy altankę, tam najczęściej spędzamy czas wolny, oczywiście jak jest ciepło i ładnie. Do sekretariatu nie zbliżaj się bez kawy dla Est, czyli naszej biednej sekretarki, która musi znosić całymi dniami Mińska. Gdybyś na przykład zgubił swoją kartę atlancką, lepiej na początku zajrzyj do pokoju samorządu, ostatnie piętro akademika, tam nikt nie powinien ciebie zjeść. Oprócz Dextera. No. Jeszcze chcesz się czegoś dowiedzieć? Może gdzie jest najlepsza kawiarnia w mieście, park, jakiś klub czy kino i tak dalej? — Wysłuchałem uważnie jej wywodu, zignorowałem podniesiony palec i niby pouczający ton. A gdy skończyła, wzruszyłem szybko ramionami.
— Chyba tak właściwie nic, sam z czasem to ogarnę. Tylko, czy macie tutaj jakąś pracownię alchemiczną? Albo coś, co chociaż ją przypomina?

piątek, 11 maja 2018

Wprowadzenie: Gabriel [11]

— Do czwartej, przyszłam tu rok po otwarciu — odparła, gdy schodziliśmy po schodach, na sam dół, no, może nie na sam, na parter konkretniej, a kto wie, może mają tu piwnice. Jeśli tak, to miejsce też przyda się odwiedzić, na własną rękę, ale jednak. — Na prawo od wyjścia z akademika znajdziesz główny budynek, czyli tam wszystkie lekcje, apele, za nim znajduje się budynek mieszkalny nauczycieli, tam raczej się nie zbliżaj, chyba że chcesz i lubisz przysparzać sobie niepotrzebnych kłopotów, wtedy droga otwarta. Jeżeli jeszcze bardziej lubisz, a nawet kochasz kłopoty to zajrzyj do biblioteki, budynek z czerwonej cegły, wygląda na stary. Osobiście odradzam zaglądanie tam w związku z duchem nie przepadającym za uczniami, jeżeli czegoś będziesz bardzo potrzebować, to zatrudnij kogoś, kto nie zostanie zamordowany od razu po wejściu do niej. Jakieś pytania?
Kiwałem miarowo głową, wsłuchując się dokładnie w łagodny głos, kodując wszystko i przy okazji dokładnie lustrując okolicę uważnym spojrzeniem. Zapamiętywałem, a przynajmniej starałem się, na tyle, na ile potrafiłem i na ile mogłem.
A mogłem wiele.
Naprawdę wiele.
— Czy w mieście mają dobre papierosy? — spytałem, tak, jak oczekiwała. — Jakiekolwiek, byle nie były ruskie — dodałem po chwili, łypiąc na nią kątem oka. Krwistoczerwone usta wyginały się w nieśmiałym, niepewnym uśmiechu, kitka lekko podskakiwała.
Wanda Przewalska była naprawdę atrakcyjną kobietą.

czwartek, 10 maja 2018

Wprowadzenie: Gabriel [9]

Strzeliłem karkiem, raz, drugi, nastawiłem palce, nawet się przeciągnąłem, bo podróż zdążyła dać mi o sobie się we znaki. Wszystko napieprzało jak cholera, bo oczywiście korki, nie korki i się wydłużyła wycieczka.
Westchnąłem cicho i wyciągnąłem telefon, a żeby napisać do znajomych, że już jestem na tym wypizdowie, upewnić się, że mama nie dzwoniła i może spojrzeć tęskno na zdjęcie Wertera. Zostawienie tego kundla bolało jednak najbardziej ze wszystkiego.
Za chwilę rozległo się pukanie. Wściubiłem komórkę do tylnej kieszeni i otworzyłem drzwi, jak się okazało, Wandzie, która stała już z kuraletem i kartą w dłoni, uśmiechając się od ucha do ucha.
— Przekazuję kuralet, znajdziesz tu swój plan lekcji, godziny dzwonków, wyrywki z podręczników też tam znajdziesz, no i możesz również dostać się do naszej sieci uczniowskiej, ale o to musisz dopytać się Nivana Oakleya — mówiła ciągle, a ja drgnąłem, napiąłem się, spojrzałem na nią lodowato, przyjmując przy okazji swoje nowo nabyte przedmioty. Sieć uczniowska. Nivan Oakley. Czyżby skurwysyn angażował się i wdrażał w szkolne życie? Prawdopodobnie bym warknął, gdyby nie fakt, że wyglądałbym jak jakiś opętaniec. — A to twoja karta atlancka, zapewnia ci dostęp do akademika, pokoju i tak dalej, to takie potwierdzenie, że jesteś z uczelni. No i tym również za wszystko zapłacisz. Jesteś już gotowy?
Zakodowałem szybko wszystkie informacje i pokiwałem głową.
— Od urodzenia — mruknąłem, uśmiechając się lisio. Podszedłem do dziewczyny i wskazałem drzwi. — Panie przodem, nie ociągajmy się.
Zamknięcie drzwi, odwrócenie się i mignięcie gdzieś jakiejś niebieskiej czupryny. Ale dosłownie przez jakąś tam setną sekundy.
Zignorowałem oczojebny kolor i zwróciłem się do nastolatki.
— Czy mogę spytać, do której klasy panienka uczęszcza?

Wprowadzenie: Gabriel [7]

Frajer z afro szybko zniknął z mojego pola widzenia, a ja mogłem znowu wrócić do spokojnego przeglądania towarzystwa, notując i wyłapując coraz to ciekawsze przypadki. No, robiłem to do momentu, gdy znaleźliśmy się w pokoju, do którego nastolatka wpuściła mnie przodem. Rozglądnąłem się szybko po pomieszczeniu, odstawiłem bagaże i zerknąłem na blondynkę.
— Jak pewnie się już domyślasz, to twój pokój — mruknęła, na co ledwo powstrzymałem prychnięcie pełne kpiny, bo niby gdzie indziej mielibyśmy dotrzeć? — Rozpakuj się na spokojnie, ja pójdę po twój kuralet i kartę atlancką. Masz jakieś specjalne życzenia, co do koloru? Do wyboru jest czarny, biały, écru, wydaje mi się, że zostały też niebieskie i różowe — kontynuowała, nie przekraczając progu, a dalej stercząc we framudze i przyglądając się mojej osobie. Tym razem to ja cicho chrząknąłem i przeniosłem ciężar ciała na prawą nogę.
— Poprosiłbym czarny, jeśli łaska — odparłem z uśmiechem, bo czarny jednak wyglądał najlepiej ze wszystkich propozycji, które szybko by się pobrudziły, a kobieta za chwilę opuściła moje nowe, małe królestwo.
Brud i smród.
Tylko tu nasrać na środku.
Westchnąłem ciężko i ustawiłem równo walizki, tuż przed łóżkiem, za chwilę podchodząc do okna i je otwierając, bo szczerze mówiąc, lekko tu capiło, sam nie wiedziałem czemu.
Spokojnie dostałbym się na Latający, to, czego wysłali mnie tutaj, jeszcze dodatkowo z przyrodnim, oh, cofnie mi się, bratem w drzwiach obok?

Wprowadzenie: Gabriel [5]

Ku mojej radości pokiwała głową. Naprawdę, nie miałem ochoty sterczeć w tym chłodzie ani sekundy dłużej.
— Tak, oczywiście — odparła szybko, a ja odetchnąłem z ulgą.  — Proponuję na początku przejście się do pokoju, zostawienie swoich rzeczy i odświeżenie się, a ja w tym czasie przyniosę potrzebne rzeczy, które musisz ode mnie odebrać — kontynuowała, poprawiając włosy i zaciągają jeden, zagubiony, złocisty kosmyk za ucho. Uśmiechała się rzeczywiście bardzo ładnie, a przy okazji rozprowadzała wokół siebie atmosferę, aurę, które tylko mówiły, że będzie dobrze, a świat mimo tego jak zatruty był, ma jeszcze jakieś szanse na odpokutowanie.
Poprawiłem więc jeszcze raz torbę na ramieniu, wzmocniłem uścisk na rączce walizki i ruszyłem za nastolatką, która zaprawdę kroczyła niezwykle lekko.
I każdy normalny pewnie pogapiłby się na jej atuty, kształty, et cetera, ale ja nie mogłem powstrzymać wodzenia wzrokiem po korytarzu, zapamiętywania twarzy, szukania niuansów i tej jednej, jedynej, którą tak bardzo chciałem dojrzeć, przekonać się, czy mieli rację.
Ale widziałem tylko tępe spojrzenia jakichś zielonowłosych osobników, którzy przesadzili z towarem, ostrych zerknięć czerwonowłosych szmat, czy pierdzielone anomalie w postaci chłopaka o niebieskiej skórze, który pewnie też zaliczał się do tego niższego pułapu. Nikt nie był interesujący, każdy oklepany, zwykły, typowy.
Oprócz kilku perełek, ale to tak wyjątkowych i niezwykłych perełek.
Bo jedna odstrojona jak szczur na otwarcie kanału, pyszniąca się jak mało kto, kolejny, który nażarł się somatotropiny za bachora i widocznie łaził co tydzień do fryzjerki, bo nie ma opcji, żeby naturalnie mieć aż tak hebanowe kłaki.
I ten Hindus, który najpierw uśmiechnął się do Wandy, a później spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, rozdziawioną mordą i przerażonym wzrokiem.
Kolejna z jakimś pierdzielonym robakiem, cholera wie co. Trzeba będzie znaleźć jakiś spray na takie bydlęcia.

środa, 9 maja 2018

Wprowadzenie: Gabriel [3]

Kobieta zatrzepotała rzęsiskami, ukłoniła się w sposób stosowny dla kobiet i uśmiechnęła się promiennie, ładnym, ale to naprawdę ładnym uśmiechem.
— Mademoiselle — odparła po chwili, poprawiając mnie przy okazji, na co zareagowałem jedynie uśmiechem. Przynajmniej wiedziała i nie musiałem przylepiać jej łatki „Durnej blondyny z którejś tam”. Oczywiście, czy w mam rację w stu procentach, dopiero się okaże. — Przepraszam, ja również witam, Monsieur. Wanda Przewalska, miło mi poznać — dodała po chwili, wystawiając w moją stronę drobną rękę, którą uścisnąłem, nie zdejmując z ust uśmiechu. — Jak mniemam, Gabriel Lavillenie, prawda? Trafiłeś doskonale, to ja mam ciebie wprowadzić.
Może nieco się skrzywiłem, słysząc nieszczęsne „ciebie”, które znalazło się tam niby dla uwypuklenia, ale i tak nieprzyjemnie kłuło w uszy.
— Och, czyli jeszcze nie wydali pani za mąż, aż dziwy człowieka biorą, ale mimo wszystko nie śmiem narzekać — rzuciłem śmiało, poprawiając się w miejscu. Rzeczywiście, człowiek spodziewałby się, że wokół dziewczyny będzie czaić się kółko adoratorów, a ręka już dawno oddana. — I zgadza się, cała przyjemność po mojej stronie. Czy moglibyśmy więc rozpocząć cały obrządek i przejść do konkretów? — spytałem łagodnie, uśmiechając się firmowym uśmieszkiem. Poprawiłem przy okazji włosy, odgarnąłem je nieco do tyłu i rozglądnąłem się po dziedzińcu.
Bo mógł być wszędzie, a jak bardzo nie przepadałbym za jego imieniem i nazwiskiem, to mimo wszystko chciałem się przekonać, czy moje oczekiwania były prawidłowe.

Wprowadzenie: Gabriel [1]

Droga była wyboista, długa i ciągnęła się jak flaki z olejem, nawet jeśli wcisnąłem w uszy słuchawki i starałem się skupić na doznaniach muzycznych, ignorując przy okazji nadającą matkę. Rodzice zdawali się bardziej spanikowani ode mnie, ba, sam wcale się nie martwiłem, jakby wszystko to, co powinno stresować moją osobę, spłynęło na nich i osiadło.
W końcu zirytowany wzrok matki zmusił mnie do wyciągnięcia słuchawek i wysłuchania, co mają mi do powiedzenia.
— Na pewno wszystko spakowałeś? — spytała z troską w głosie, na co pokiwałem głową.
— Chciałbym — zaczął ojciec, a ja mogłem już przewracać oczami, bo wiadomo było, o czym będzie gadka — żebyś poznał Nivana i spróbował spędzić z nim trochę czasu, pogadał. — Przewróciłem oczami. Ostatnią rzeczą, po jaką tu przyjechałem, było poznanie bachora z pierwszego związku mojego ojca. Założyłem nogę na nogę i wydąłem usta, spoglądając w lusterko. W oczy rodziciela. Podobno w większej części wyglądał jak On.
Dalsza część drogi przebiegła w podobny, pierdołowaty i irytujący sposób, bo wszystko nagle zaczęło kręcić się wokół Oakleya, o którego nawet matka zaczęła się dopytywać, chociaż jego osoba nie powinna jakkolwiek włazić z butami w nasze życie.
Odetchnąłem z ulgą, gdy mogłem wreszcie wysiąść, zabrać walizki i uciec z rodzinnego motłochu, na dziedziniec, rzucając wcześniej ciche, zbywające pożegnanie.
Szkoła, w której zmarnuję najbliższe miesiące życia. Wspaniale.
— Witam, Madame. Czy wie panienka, gdzie znajdę kogoś, kto ma mnie wprowadzić? — spytałem z czarującym uśmieszkiem, gdy znalazłem się już przy jakże uroczej blondynce.

KA: M.K.GL.2

Podstawowe informacje:
Imię: Gabriel
Nazwisko: Lavillenie
Wiek: 17 lat
Klasa: Księżyca
Miejsce Zamieszkania: Do uzupełnienia [Akademik]

Rozszerzone informacje:
Kluby: Klub młodych alchemików
Przyjaciele: Brak
Sympatia: Brak
Wrogowie: Brak

Tożsamość:
Wzrost: 173 cm
Waga: 66 kg
Kolor oczu: Błękitne/Morskie
Kolor włosów: Czarne
Cechy szczególne: „Ten nowy to fajny tyłek ma” — A.W
Rasa: Esper
Orientacja: Biseksualna

Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
.
.
.
.
.
.
template by oreuis