Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Nanette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Nanette. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 lutego 2018

Wprowadzenie: Nanette [X]

Dalsze przedstawianie Nanette ludziom upłynęło w spokojnej, miłej atmosferze. Hera odsunęła się nieco od całego towarzystwa, uważnie skanując nowy narybek wzrokiem, ale za to okoliczne chłopstwo w postaci gromady uczniowskiej szybko zgromadziło się wokół nieznajomej. Stwierdziłem, że jako dżentelmen, nie mogę zostawić damy na pastwę losu, a raczej wygłodniałych małp w mundurkach żądnych plotek, szybko zwinąłem dziewczynę, argumentując potrzebą wypełnienia ostatnich kruczków formalnych. Łatwo przyszło, łatwo poszło. 
— Cóż, mam nadzieję, że wpasujesz się w naszą szkołę i szybko się zaklimatyzujesz — zacząłem, odprowadzając dziewczynę do pokoju. — Na pierwszy raz wszystko może wydawać się straszne, ale jesteś ogarnięta, wierzę w ciebie i na pewno dasz radę — podsumowałem, przystając na moment przed drzwiami od jej pokoju. — Pamiętaj, jakbyś miała jakikolwiek kłopot zawsze możesz się do mnie zwrócić. — Błysnąłem na pożegnanie zębami i już wracałem do poprzednich prac, które nadal czekały niedokończone. Wszędzie robota papierkowa, dosłownie wszędzie, a nikomu nie chciało się jej oczywiście robić. 

Wracałem jednak z zapałem, prawie w podskokach, mając wciąż w pamięci tajemnicze, intrygujące, błękitne oczy Nanette. Równie interesujące, co ich właścicielka, zaczynając od imienia, kończąc na tym uśmiechu, w którym zdecydowanie można się było utopić.

Ale koniec tego dobrego, pora wracać do pracy. Prawda, James?

wtorek, 6 lutego 2018

Wprowadzenie: Nanette [17]

Rudowłosa, zanim odeszła, poklepała mnie jeszcze po ramieniu, uśmiechając się do tego przyjaźnie.
— Przepraszam za nią, Hera lubi zaznaczać terytorium, a ktoś już zdążyć podburzyć — powiedział, chyba trochę zmartwiony, albo przynajmniej mi się tak wydawało.
Coraz więcej ciekawych osób tutaj spotkałam. W duchu liczyłam, że nie zostanę przez niektórych pożarta, bo James mówił nie tylko o tych przyjemnych. Pokiwałam jedynie ze zrozumieniem głową, przez co poczułam się trochę jak te pieski machające głowami na tle samochodu. Jednak za chwilę miałam znowu kogoś poznać, co znaczyło tyle, że w razie potrzeby nie będzie zbędnego krzyczenia “Ej, ty!”, a zastąpię je zwykłym imieniem osoby, do której chcę się zwrócić. Oczywiście nie zapomniałam o fakcie, że przez ten rok będę miała łatkę “pierwszaka". Trzeba być jednak dobrej myśli. Rozejrzałam się po stołówce po raz kolejny. Tak jak zawsze albo ktoś siedział ze swoją paczką, albo sam gdzieś w kącie z ewentualną miną mówiącą, aby przypadkiem ktoś mu nie zabrał obiadu. W sumie zaczęłam się zastanawiać, kiedy poznam kogoś ze swojej klasy. Warto mieć kogoś, kto nie będzie patrzył na ciebie z góry i pluł na czubek głowy. No, a w klasie będzie z kim siedzieć, pogadać oraz od czasu do czasu narzekać na zbyt dużą ilość materiału lub na innych. Jednak tym zajmę się już sama. Kontakty z rówieśnikami i osobami niewiele starszymi przychodziły mi szybciej, a Jamesa męczyć też już nie będę. Znając życie, jako członek samorządu, ma wiele spraw na głowie. 

Wprowadzenie: Nanette [16]

— Mam taką nadzieję. Miło mi cię poznać — odparła z entuzjazmem dziewczyna, a ja nie mogłem jej mentalnie nie przyklasnąć. Oczy Hery na moment błysnęły zainteresowaniem, obrzuciła dziewczynę badawczym spojrzeniem, od stóp do głów starając się ją prześwietlić, nawet się z tym za bardzo nie kryjąc. W końcu ukontentowane skinęła głową, położyła dłoń na moim ramieniu, pochylając się w moim kierunku.
— Musimy pogadać, Nowi zaczynają gwiazdorzyć — rzuciła szeptem, raczej na tyle cicho, że biedna, nieco zdezorientowana Nanette na pewno nie mogła niczego usłyszeć. I Cesarz wie, co sobie aktualnie wyobrażała na temat całej sytuacji. — Ta twoja druga kserokopia lata i psuje mi wizerunek, a sekretarka mi szepnęła, że jednak ta suka Diaskro przyjeżdża. Lepiej dla ciebie, Hopecraft, żeby jej papiery zgubiły się gdzieś pomiędzy biblioteką, archiwum i gabinetem dyrektora, jasne? — Przełknąłem głośno ślinę, czując jak palce dziewczyny zaczynają mnie parzyć. Ścisnęła tylko mocniej moje ramię, uśmiechając się przyjaźnie do Nan, mrużąc oczy i odchodząc z powrotem do Vina, Varena i Vanili. 
— Mam nadzieję, że faktycznie się zaprzyjaźnimy — poklepała jeszcze Nanettę po ramieniu, a całe przedstawienie skwitowałem tylko nieporadnym podrapaniem się po szyi.
— Przepraszam za nią, Hera lubi zaznaczać terytorium, a ktoś już zdążyć podburzyć. — Samobójcy, przysięgam, wszędzie samobójcy. Nawet będąc starym dziadygą, sam czułem niekiedy strach przed nieobliczalną przewodniczką ognia. 

czwartek, 1 lutego 2018

Wprowadzenie: Nanette [15]

Po tym, co usłyszałam wcześniej, byłam już przygotowana na praktycznie wszystko. Jak mówią, najważniejsze jest pierwsze wrażenie. Ja na takowym wolałam nie wyglądać jak wystraszone kocię. Zabawne, bo przecież kotami nazywało się pierwszaków takich jak ja teraz, czyż nie? A więc jedyne, co musiałam zrobić, to dobrze się zaprezentować. Jednak kawałek przed drzwiami zaczynałam trochę zwalniać, może odrobinę tracąc pewność siebie sprzed chwili. James otworzył przede mną drzwi do stołówki i mrugnął.
— Na pocieszenie, normalnie jest jeszcze gorzej, ale przyzwyczaisz się — mruknął, puszczając mnie pierwszą.
Wzięłam głęboki oddech, po raz kolejny dzisiaj, i zbierając się w sobie, przekroczyłam próg pewnym krokiem. Stołówka była całkiem spora. Dosłownie chwilę później usłyszałam stukot pantofli. Zaraz pojawiła się ich właścicielka, nie dużo wyższa ode mnie dziewczyna o czerwonych włosach. Wyglądała na dużo pewniejszą siebie ode mnie, a na jej ustach widniał uśmiech. Całą swoją posturą i wyglądem mówiła już, że jest zdeterminowana, a więc ja też musiałam wypaść z jak najlepszej strony. Może to będzie rok zmian. Moich zmian.
— Nanette, to Hera. Hera, to Nanette. Obie z Alerai jesteście, powinnyście się dogadać — przedstawił nas sobie, a mnie od razu pocieszyła myśl, że jesteśmy z tego samego kraju.
— Nie martw się, Nan, jestem pewna, że zostaniemy przyjaciółkami. — Uśmiech wręcz nie schodził z jej twarzy, ale było w nim coś dziwnego albo mi się zdawało. Bądź co bądź, również się uśmiechnęłam.
— Mam taką nadzieję. Miło mi cię poznać — odparłam z entuzjazmem, bo jednak nie chciałam robić sobie wrogów na dzień dobry w nowej szkole.

wtorek, 30 stycznia 2018

Wprowadzenie: Nanette [14]

— Masz rację. Z tego, co mi właśnie powiedziałeś, słowo “dziwni”, dobrze ich opisuje. — Dziewczyna westchnęła ciężko i splotła ręce za plecami. Roześmiałem się dźwięcznie, słysząc zrezygnowanie w jej głosie. Chyba tak wyglądał "Syndrom świeżaka", gdy ludzie, a raczej świeże mięso, dowiadywało się o poukrywanych po korytarzach koligacjach, zasłyszało co nieco po podgrupkach, to naraz oczy same wyskakiwały z oczodołów.
Dostosuje się, szybko wpadnie w tryb ogarniania, Nanette zdawała się być silną dziewczyną, a przynajmniej na taką wyglądała. Wierzyłem, że sobie poradzi. Miała jakiś błysk w oku, coś się tam czaiło w tych pozornie normalnych ruchach, nieco przeplatana delikatność z, na co miałem nadzieję, determinacją. Wolałbym, żeby tak miła osoba nie została zjedzona przez szkolną gawiedź w ciągu kilku swoich pierwszych dni.
Otworzyłem przed dziewczyną drzwi stołówki, zapraszając ją do środka i mrugając, widząc, że zwalnia przed samymi drzwiami.
— Na pocieszenie, normalnie jest jeszcze gorzej, ale przyzwyczaisz się — mruknąłem, przepuszczając ją w drzwiach. Chwilę później złapałem kontakt wzrokowy z Herą, a Ivensówna od razu przybiegła, w roztrzepanej fryzurze, stukając pantofelkami i z zadziornym uśmiechem na twarzy, który dosyć wyraźnie sugerował, że jest ciekawa pozycji nowej uczennicy.
— Nanette, to Hera. Hera, to Nanette. Obie z Alerai jesteście, powinnyście się dogadać — zaakcentowałem celowo ostatnie słowo, patrząc znacząco na Herę, która tylko przewróciła w odpowiedzi oczami.
— Nie martw się, Nan, jestem pewna, że zostaniemy przyjaciółkami. — Ten złowieszczy uśmiech nie zwiastował niczego dobrego.

niedziela, 28 stycznia 2018

Wprowadzenie: Nanette [13]

Spodziewałam się raczej kilku słów, które mniej więcej określiłyby ogół, niż całego wywodu, który usłyszałam chwilę później.
— Dziwni — przyznał, zwalniając nieco kroku. — Z jednej strony masz grono studentów, którzy rodzinnymi korzeniami sięgają szlachty, arystokracji, z drugiej znajdziesz tu ze dwóch niewolników, którzy zostali posłani, bo właściciele uznali, że przyda się im wykształcony sługa. Na czele łańcucha pokarmowego stoi Hera, dobrze radzę, nie wnerwiaj jej, bo szkoda na start sobie nieprzyjemności załatwiać. Potem jest Dexter Davon i Foma Przewalski, też są członkami Rady Samorządu. Vanilia jest spoko, cały czas przesiaduje w sali artystycznej, Vincent to wampir zachwalający karty tarota, a Varena nie zobaczysz bez jego gitary. Yev cały czas łazi poobijany po randkach z podłogą, Nivan to szuja i menda, Renee miewa okresy sadystyczne, Pelagonija to błogosławieństwo narodu, Vene jest spoko, Joce zaatakuje cię pazurkami, jeżeli dotkniesz jej ogona, Przewalska prosi się o ścięcie głowy swoimi prowokacjami, Hannka jest urocza, Zośka niebezpiecznie miła. To wydaje się dużo, ale nie martw się, jak sama wszystkich zapoznasz, to szybko się połapiesz.
Dużo informacji, zdecydowanie dużo informacji. Na sekundę się zatrzymałam, żeby chwilkę potem znowu dotrzymać mu kroku. Wiele nazwisk oraz imion, które pewnie i tak na początku będę mylić. Starałam się jednak zapamiętać te bardziej przyjazne osoby. Jak spotkam kogoś innego, będę pamiętać, żeby uważać. Może. O ile nie pomieszam imion. Westchnęłam cicho. Zapowiadał się naprawdę ciekawy rok. Ba, najbliższe lata mojego życia. 
— Masz rację. Z tego, co mi właśnie powiedziałeś, słowo “dziwni”, dobrze ich opisuje. — Splotłam ręce za plecami. 
Może jednak nie będzie aż tak źle? Znaczy, źle nie będzie na pewno. Miałam tylko nadzieję, że uda mi się uniknąć kłopotów. Z drugiej strony, nigdy chyba nie dało się przejść obok nich cało. Zbliżaliśmy się do stołówki, skąd słychać było już głosy uczniów. Nie było czemu się dziwić, należała do jednych z najgłośniejszych miejsc w szkole, bijąc się o pierwsze miejsce w rankingu z korytarzem.

Wprowadzenie: Nanette [12]

— Z chęcią przystanę na twoją propozycję. Mam nadzieję, że nie jest to jednak żaden problem? — Machnąłem niedbale ręką, czysta przyjemność. Poza tym, Hera by mi nie wybaczyła, jakbym zaraz nie przedstawił jej nowej uczennicy. Czerwonowłosa zawsze wolała wiedzieć wszystko przed wszystkimi, żeby móc zastraszyć, zaprzyjaźnić się ze świeżym mięsem i, przede wszystkim, wywrzeć na nim odpowiednie wrażenie. Co tu dużo mówić, Królowa Szkoły raczej wolała mieć całą sytuację pod kontrolą. 
Rozpoczęliśmy krótką wędrówkę w kierunku stołówki, ponieważ aktualna pora obiadowa raczej zwabiłaby wszystkich okolicznych studentów. Nie zdziwiłbym się, jakbyśmy trafili na moment dziczy, gdzie każda z podgrupek starała się znaleźć swoje tacki jak najszybciej. I domyślnie z jak najmniejszym zaangażowaniem w trwające walki do najlepszych kąsków na stołach. 
— Opowiedz mi o osobach tutaj. Jacy są uczniowie? — zagadnęła mnie Nanette. Przez moment musiałem się zastanowić, od czego zacząć?
— Dziwni — przyznałem w końcu szczerze, zwalniając nieco tempo marszu, żeby dziewczyna nie musiała za mną biec. — Z jednej strony masz grono studentów, którzy rodzinnymi korzeniami sięgają szlachty, arystokracji, z drugiej znajdziesz tu ze dwóch niewolników, którzy zostali posłani, bo właściciele uznali, że przyda się im wykształcony sługa. Na czele łańcucha pokarmowego stoi Hera, dobrze radzę, nie wnerwiaj jej, bo szkoda na start sobie nieprzyjemności załatwiać. Potem jest Dexter Davon i Foma Przewalski, też są członkami Rady Samorządu. Vanilia jest spoko, cały czas przesiaduje w sali artystycznej, Vincent to wampir zachwalający karty tarota, a Varena nie zobaczysz bez jego gitary. Yev cały czas łazi poobijany po randkach z podłogą, Nivan to szuja i menda, Renee miewa okresy sadystyczne, Pelagonija to błogosławieństwo narodu, Vene jest spoko, Joce zaatakuje cię pazurkami, jeżeli dotkniesz jej ogona, Przewalska prosi się o ścięcie głowy swoimi prowokacjami, Hannka jest urocza, Zośka niebezpiecznie miła. To wydaje się dużo, ale nie martw się, jak sama wszystkich zapoznasz, to szybko się połapiesz.

Wprowadzenie: Nanette [11]

— Cześć, już jestem z powrotem. — Uśmiechnął się do mnie, podając mi kuralet. — Cudeńko do twojej dyspozycji przez cały rok szkolny, postaraj się nie zbić, w razie jakichkolwiek awarii, nie wahaj się poprosić o pomoc kogokolwiek z Rady Samorządu. — Chłopak podrapał się po szyi. — Masz jakieś pytania jeszcze? — spytał po chwili. — Albo miałabyś ochotę przejść się i poznać inne osoby z naszego rocznika? Mógłbym cię przedstawić — zaproponował, a jego entuzjazm był wręcz namacalny. 
Przyznam szczerze, że byłam naprawdę mile zaskoczona. Nie pamiętam kiedy ostatnio spotkałam się z taką serdecznością bijącą od drugiej osoby. Nie miałabym serca, gdybym odmówiła. 
— Z chęcią przystanę na twoją propozycję. Mam nadzieję, że nie jest to jednak żaden problem? — dopytałam, bo jednak wolałam się upewnić, na co James pokręcił tylko przecząco głową. 
Odłożyłam tylko kuralet na biurko i po upewnieniu się, że na pewno zamknęłam drzwi od pokoju, zaczęłam podążać tuż obok blondyna. Mimo iż szedł wolno, jego kroki były zdecydowanie większe w porównaniu do moich. Jego jeden krok był równy moim dwóm. Musiało to wyglądać zabawnie z punktu widzenia innej osoby. Samo wyobrażenie sobie tego spowodowało uśmiech na mojej twarzy. 
— Opowiedz mi o osobach tutaj. Jacy są uczniowie? — zagadnęłam, przerywając trwającą ciszę przerywaną jedynie naszymi krokami, która nie była w sumie jakoś szczególnie uciążliwa. Panująca wesoła aura sprawiała, że nie była niezręczna. 
Gdybym miała w tej chwili opisać Jamesa, określiłabym go jako kupkę szczęścia. Dosyć dużą kupkę szczęścia.

Wprowadzenie: Nanette [10]

Przeprosiłem na moment dziewczynę, zabierając się za poszukiwania sprzętu. Przebudowa całego kampusu sprawiła, że każdy pokój zmienił i swoje położenie, i swoją zawartość. Jeszcze nie orientowałem się do końca w nowym systemie, co za tym idzie, znikąd dowiadywałem się, że nagle mamy osobną garderobę przeznaczoną na przechowywanie zapasowych (i oczekujących na nowych uczniów) mundurków czy inne rzeczy tego typu.
Na całe szczęście sprzątaczka doskonale znała mój stosunek do zmian i już kilka minut później zostałem zaprowadzony pod drzwi nowego składziku. Prawo, lewo, zmiana korytarza, środkowe drzwi, trzeba zapamiętać, bo kolejni uczniowie mieli przybyć już niebawem. Wybrałem odpowiedni kolor i szybko wróciłem do dziewczyny.
Przystanąłem przed jej pokojem, biorąc głęboki oddech. Zapukałem delikatnie, zastanawiając się, czy cała wycieczka po kuralet nie zabrała mi przypadkiem nazbyt dużo czasu.
— Cześć, już jestem z powrotem. — Uśmiechnąłem się do dziewczyny, wpatrując się w jej oczy i podając kuralet. — Cudeńko do twojej dyspozycji przez cały rok szkolny, postaraj się nie zbić, w razie jakichkolwiek awarii, nie wahaj się poprosić o pomoc kogokolwiek z Rady Samorządu. — Podrapałem się po szyi, zastanawiając się, co dalej. W sumie wszystkie powitalne formułki zostały już odbębnione, ale nie chciałem jeszcze żegnać się z dziewczyną. — Masz jakieś pytania jeszcze? — spytałem. — Albo miałabyś ochotę przejść się i poznać inne osoby z naszego rocznika? Mógłbym cię przedstawić — zaproponowałem z entuzjazmem, mając nadzieję, że nie wyglądam na wyrośniętego szczeniaka, który merda ogonem.

Wprowadzenie: Nanette [9]

— Właśnie, mam jeszcze dla ciebie kuralet, tylko muszę skoczyć po odpowiedni kolor. Masz tęczowy, różowy, brązowy, biały, niebieski do wyboru. To coś w rodzaju tabletu, na całym kampusie jest dostęp do darmowego wi-fi, znajdziesz w nim dosłownie wszystko. Plan lekcji, szkolny czat i tak dalej, i tak dalej. Przepraszam, nie mówię za dużo? — Chyba trochę się speszył. 
— Nie, nie, nadążam. Myślę, że niebieski na pewno wygląda ładnie. Dziękuję. — Uśmiechnęłam się szeroko. 
James przytaknął i na chwilę zostawił mnie samą. Za kilka minut miał ponownie zawitać pod drzwiami mojego pokoju. Ja w tym czasie jeszcze raz obejrzałam swój przybytek. Widok pustych, idealnie pościelonych łóżek jakoś mnie nie zadowalał. Zdecydowanie wolałabym, żeby ktoś już się do mnie wprowadził. Byłam też ciekawa, z kim będę w klasie. Po cichu liczyłam na to, że trafię na osoby, z którymi dobrze będę się dogadywać. Jednak kto wie, jakie los ma co do mnie plany. Zostawało już coraz mniej dni do rozpoczęcia. Chociaż na razie wszystko wydawało mi się okej. Miałam chociaż nadzieję, że przynajmniej osoby ze starszych klas są mili. Przynajmniej odrobinkę. Złe wspomnienia ze starej szkoły, gdzie starsi zabierali młodszym kanapki lub ewentualnie drobniaki, co jakiś czas dawały o sobie znać. Jednak ta szkoła nie wyglądała na taką. Na pewno nie na taką, co miałaby takie osoby wśród swoich murów. Jedyne, co wiedziałam to to, że będzie ciekawie. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Natychmiast do nich podeszłam i otworzyłam je, widząc po drugiej stronie wysokiego blondyna.

Wprowadzenie: Nanette [8]

— Niee, skąd. Byłoby to moje pierwsze spotkanie z duchem, ale myślę, że bym sobie poradziła. — Hm, w sumie faktycznie. Gdy żyło się normalną średnią wieku, tego ludzkiego, raczej nie spotykało się zbyt wielu przedstawicieli Tej Drugiej Strony, ale jednocześnie, pewnie raczej się ich nie zauważało. Sam pamiętałem, jak dużo czasu zajęło zorientowanie mi się, że ta babcia przy leśnej kapliczce, parę dekad temu, w jakiejś spokojnej, malowniczej wiosce w rzeczywistości była martwa. Zawsze odpowiadała na dzień dobry, była miła, wdawała się w pogawędki o pogodzie i dopiero zasłyszana historia o duchu, który czeka na syna, który nigdy nie wrócił z wojny 
— Wybacz, zamyśliłam się. Możemy wrócić do oprowadzania po szkole. — Uśmiechnąłem się, widząc zdezorientowanie dziewczyny. Zaśmiałem się lekko, drapiąc się po szyi. 
— Nie martw się, na pierwszym roku też miałem wrażenie, że to wszystko jest duże, że wszystko szaleje, a nadmiar informacji rozsadza czaszkę. Wyglądasz na twardą i ogarniętą, wierzę, że dasz radę. — Mrugnąłem do niej, przeciągając się i podskakując. — Wracając do rzeczy, egzaminy mamy na koniec każdego semestru, w twoim pokoju znajduje się mundurek już przygotowany, jakby rozmiar się nie zgadzał, to wołaj, cała rada samorządu zawsze chętnie dopomoże. Niedługo wszystkie kółka i kluby zabiorą się za szukanie członków, co lubisz robić? Zawsze mogę cię od razu zakręcić wokół przewodniczącego lub przewodniczącej, łatwiejszy start. — W międzyczasie pokazałem dziewczynie szkołę, wszystkie klasy, omówiłem mniej-więcej zasady i zaprowadziłem ją z powrotem do pokoju. Dopiero wtedy pacnąłem się po głowie. — Właśnie, mam jeszcze dla ciebie kuralet, tylko muszę skoczyć po odpowiedni kolor. Masz tęczowy, różowy, brązowy, biały, niebieski do wyboru. To coś w rodzaju tabletu, na całym kampusie jest dostęp do darmowego wi-fi, znajdziesz w nim dosłownie wszystko. Plan lekcji, szkolny czat i tak dalej, i tak dalej. Przepraszam, nie mówię za dużo? — Zestresowałem się na moment.

Wprowadzenie: Nanette [7]

— Mam nadzieję, że nie boisz się duchów? — spytał, najwidoczniej nieco przestraszony.
Zastanowiłam się chwilę. Nigdy wcześniej nie miałam okazji spotkać żadnego ducha, ale wizja półki na mojej głowie wcale mi się nie podobała. 
— Niee, skąd. Byłoby to moje pierwsze spotkanie z duchem, ale myślę, że bym sobie poradziła — odparłam nieco zakłopotana.
Tak naprawdę, to sama nie byłam tego do końca pewna. Jednak czego nie robi się dla książek. Już zwłaszcza, jeśli będę potrzebowała ich do nauki. Przy odrobinie mobilizacji i determinacji zawsze jakoś da radę. Z mocnym naciskiem na “jakoś”. Gdzieś jednak w środku miałam nadzieję na dyplomowe rozwiązanie z duchem i ewentualny kompromis. Może też nie będzie aż tak źle, jak mi się wydaje. No bo, hej, grunt to pozytywne myślenie, prawda? Jednak myślenie o tym zostawię na później. Duch z biblioteki chyba nie był teraz najważniejszy. Aktualnie na pierwszym miejscu było zorientowanie się w terenie szkoły. Gdzie i jakie sale. Jedyne, co na razie pamiętałam, to jak wrócić do akademika. Te drobnostkowe w przyszłości rozmyślania sprawiły, że chyba na chwilę się wyłączyłam. Natychmiast wróciłam świadomością do tego, co działo się teraz.
— Wybacz, zamyśliłam się. Możemy wrócić do oprowadzania po szkole. — Schowałam ręce za sobą i delikatnie przechyliłam głowę.

Wprowadzenie: Nanette [6]

— Dyrektor przyjmuje łapówki w postaci alkoholi i ciastek. Nie mówić, że wygląda grubo. Sekretarka lubi mocną, czarną kawę. Od biblioteki trzymać się raczej z daleka. — Skinąłem z dumą głową, zaczęła łapać szybciej niż przeciętny przedstawiciel naszego tutejszego jazgotu, zwłaszcza jak na fakt, że dopiero próbowała wdrażać się w ten system. Większość uczniów do tej pory nie stosowała się do wskazówek, w rezultacie regularnie musieliśmy użerać się ze zirytowanym Mińskim, podburzoną Estrell oraz wnerwionego Ducha. Ten ostatni po wygranej bitwie pozwalał sobie na zdecydowanie więcej niż powinien, więc uczniowski dystrykt zdecydował jednogłośnie o nadchodzącej próbie wysłania delegacji. Z przeprosinami. I pytaniem czy potrzeba czegoś na wymianę, byle tylko zezwolono nam na korzystanie z przybytku nauki, inaczej ciężko widzielibyśmy koniec semestru. — Właściwie, to zaciekawiła mnie postać samozwańczego bibliotekarza — dodała po chwili dziewczyna. 
— Duch, duszek, postrach piekielny — zażartowałem. — Po cichu wierzymy, że on tam pewnie szatańskie modły odczynia, a biblioteka musiała powstać na starym, indiańskim cmentarzysku. Pewnie nie uwierzysz, ale to był nowiutki, śliczniutki budynek. A dwa dni później stało to. — Machnąłem dłonią w kierunku biblioteki. — Stare, czerwone, w wielu miejscach szczerniałe cegły. Masywne drzwi, które pojawiły się znikąd. Skrzypiąca podłoga. Spadające znikąd na uczniów półki — wyrecytowałem listę zażaleń naszego działu budowlanego. — Mam nadzieję, że nie boisz się duchów? — spytałem z przestrachem. Gdyby się bała, mielibyśmy nie lada orzech do zgryzienia, bo książek nie wolno było wynosić, a większość potrzebnych materiałów do egzaminów znajdowała się właśnie w bibliotece.

Wprowadzenie: Nanette [5]

— Dyrektorem jest Adam Mińsk, nie zadzierać, w razie potrzeby załatwiania jakichkolwiek spraw, to polecam zaopatrzyć się w łapówkę, drogie alkohole mile widziane. Ewentualnie słodkości w postacie ciastek. I komplementy, że wcale nie wygląda grubo, bo ma nieco małego świra na punkcie swojej wagi. — Blondyn wyliczał na palcach jakby starając się niczego nie pominąć. — Sekretarka to panna Estrell, błogosławieństwo tego narodu. Potrzebujesz dokumentów, to zabierz ze sobą od razu dla niej dobrą, mocną, czarną jak jej dusza kawę. Do biblioteki się nie zbliżać, to tamten stary budynek z czerwonej cegły. — Wskazał dłonią na budynek w oddali, który, szczerze mówiąc, nie wyglądał zbyt okazale. — Nie martw się, ma ledwie cztery lata, co magia z nim wyczynia, to nawet sami nie wiemy. Od razu nastaw się, że przy wypożyczeniu książki będziesz miała ciężką przeprawę z tutejszym duchem, uznał siebie za bibliotekarza i w sumie nic nie można zrobić. Nadążasz na razie? — Odwrócił się i zaczął iść tyłem.
Wszystko co mówił starałam się zapamiętać. Układałam i szufladkowałam informacje, które brzmiały i na pewno były przydatne.
— Dyrektor przyjmuje łapówki w postaci alkoholi i ciastek. Nie mówić, że wygląda grubo. Sekretarka lubi mocną, czarną kawę. Od biblioteki trzymać się raczej z daleka — wymieniłam z nadzieją, że niczego nie pominęłam. — Właściwie, to zaciekawiła mnie postać samozwańczego bibliotekarza — dodałam.
Ciekawe, czy ten duch naprawdę był taki straszny? Chociaż co, ja się tam znam. Jestem tu niewystarczająco długo, a James raczej wiedział, co mówi. 

Wprowadzenie: Nanette [4]

— Tak, jestem Nanette. Mi również miło cię poznać. — Odwzajemniła uśmiech, więc mogłem właściwie przyjrzeć się dziewczynie w całości. Nie na darmo mówią, że wyszczerz ząbków zalicza się do najpiękniejszych makijaży, używanych przez wszystkich. W tym wypadku to nawet w szczególności. — Podróż była trochę długa i męcząca. Jednak nie narzekam. Myślę że możemy zacząć od biblioteki, potem stołówka, a w międzyczasie możesz co nieco wspomnieć o regulaminie. — odparła, skinąłem głową, pochylając się nieco i szarmanckim ruchem dłoni zapraszając ją do przejścia dalej. 
— Dyrektorem jest Adam Mińsk, nie zadzierać, w razie potrzeby załatwiania jakichkolwiek spraw, to polecam zaopatrzyć się w łapówkę, drogie alkohole mile widziane. Ewentualnie słodkości w postacie ciastek. I komplementy, że wcale nie wygląda grubo, bo ma nieco małego świra na punkcie swojej wagi — wyliczyłem na palcach, przechadzając się ścieżką wraz z dziewczyną. Chyba o niczym nie zapomniałem. — Sekretarka to panna Estrell, błogosławieństwo tego narodu. Potrzebujesz dokumentów, to zabierz ze sobą od razu dla niej dobrą, mocną, czarną jak jej dusza kawę. Do biblioteki się nie zbliżać, to tamten stary budynek z czerwonej cegły. — Machnąłem dłonią w odpowiednim kierunku, wskazując zaniedbany i wyglądający na wyjęty z horroru obiekt. — Nie martw się, ma ledwie cztery lata, co magia z nim wyczynia, to nawet sami nie wiemy. Od razu nastaw się, że przy wypożyczeniu książki będziesz miała ciężką przeprawę z tutejszym duchem, uznał siebie za bibliotekarza i w sumie nic nie można zrobić. Nadążasz na razie? — Odwróciłem się, zaczynając iść tyłem i przyglądając się dziewczynie. Wyglądała na nieco zagubioną, a może to tylko moje wyobrażenia.

Wprowadzenie: Nanette [3]

Uścisnęłam jego dłoń, kiedy ją do mnie wyciągnął.
— Miło mi cię poznać, jestem przewodniczącym szkoły, mów mi James. Mam nadzieję, że szybko się zaklimatyzujesz, Nanette, prawda? — spytał. — Jesteś z Alerai, prawda? Jak minęła ci podróż? — Można by rzec, że wręcz spadła na mnie lawina pytań z jego strony. — Wolisz najpierw zobaczyć stołówkę, przejść się do biblioteki czy usłyszeć formułki regulaminowe? Jakbyś w jakimkolwiek momencie miała jakieś pytania, nie wahaj się mi przerwać i je zadać, wiem, trochę dużo gadam, ale jestem tu dla ciebie i mam ciebie wprowadzać.
Potrzebowałam chwili, żeby móc jeszcze raz dokładnie przeanalizować wszystko, co do mnie mówił. 
— Tak, jestem Nanette. Mi również miło cię poznać. — James się uśmiechał, więc uznałam za stosowne odwzajemnienie tego uśmiechu. — Podróż była trochę długa i męcząca. Jednak nie narzekam. Myślę, że możemy zacząć od biblioteki, potem stołówka, a w międzyczasie możesz co nieco wspomnieć o regulaminie — odparłam.
Miałam nadzieję, że uda mi się wszystko zapamiętać, a w przyszłości nie będę się gubić po salach. Być może będę należeć do tych osób w pierwszych klasach, które będą przewodzić grupie i jako jedyne będą orientować się gdzie co jest. Gdzieś moja podświadomość liczyła też po cichu na większą znajomość z Jamesem, niż tylko ta formalność. Wydawał mi się być sympatyczną osobą, a zawsze dobrze mieć do kogo się odezwać.

Wprowadzenie: Nanette [2]

— Bardzo przepraszam za spóźnienie. Naprawdę nie wiem jak mogłam tak zaspać. Mam nadzieję, że nie czekałeś jednak długo. — Zguba w końcu się pojawiła. Uśmiechnąłem się nieco bardziej, starając się wyglądać przyjaźnie. Nowe miejsce, nowe otoczenie, całkowicie nowi ludzie, pierwszaki za każdym razem próbowały wbić się w coraz bardziej zżytą uczniowską społeczność, trafiając na mentalny mur. Jeszcze nie doczekaliśmy się własnej tradycji kocenia świeżego mięsa, ale zdecydowanie potrzebowaliśmy takową wynaleźć. Zwłaszcza przy Nanette, która zdawała się wyglądać na idealny materiał do pownerwiania na początek roku, a późniejsze spokojne, rozwijanie znajomości. Drobna budowa ciała, nie za wysoka, ale ponad dwadzieścia centymetrów różnicy robiło swoje. Blada cera, zadarty nos, pełne usta, niebieskie oczy. Przez krótki moment miałem nawet wrażenie, że skądś ją znam, że ten błękit już widziałem, że nie pierwszy raz mnie całkowicie pochłonął, ale byłem w stanie tylko poszerzyć uśmiech i wyciągnąć na powitanie dłoń.
— Miło mi cię poznać, jestem przewodniczącym szkoły, mów mi James. Mam nadzieję, że szybko się zaklimatyzujesz, Nanette, prawda? — spytałem, upewniając się. Ostatecznie nie pierwszy raz pomyliłbym imię wprowadzanego ucznia, a wolałem raczej minimalizować ilość takowych wpadek. — Jesteś z Alerai, prawda? Jak minęła ci podróż? — zasypałem uprzejmie dziewczynę pytaniami, zastanawiając się, gdzie rzucić ją najpierw. — Wolisz najpierw zobaczyć stołówkę, przejść się do biblioteki czy usłyszeć formułki regulaminowe? Jakbyś w jakimkolwiek momencie miała jakieś pytania, nie wahaj się mi przerwać i je zadać, wiem, trochę dużo gadam, ale jestem tu dla ciebie i mam ciebie wprowadzać. — Mogłem zacząć się nieco plątać, pochłonięty przeszywającym spojrzeniem błękitnych oczu, ale kto by zwracał na to uwagę.

Wprowadzenie: Nanette [1]

Swoją naukę w Atlancie miałam zacząć już niedługo. Pierwsze kilka dni jest zawsze najgorsze. Ja jednak trafiłam tutaj nieco wcześniej, aby mieć czas na ogarnięcie wszystkiego. Mogłam na spokojnie rozgościć się i rozpakować w nowym pokoju w akademiku. Z tego co było mi wiadome, mieszkałam tam, jak na razie, sama. Miałam przynajmniej nadzieję, że ta pustka wieczorami nie będzie mnie przerażać. Chociaż z drugiej strony może uda mi się jakoś zagospodarować ten czas? Nie wiem. Zobaczymy, co czas przyniesie. Jakiś czas wcześniej dostałam kartkę od dyrektora ze wszystkimi ważnymi wytycznymi a propos szkoły. Miałam też umówione spotkanie z kimś z samorządu. Stwierdziłam, że skoro mam jeszcze trochę czasu, to zdążę uporać się z poukładaniem rzeczy w szafkach i na półkach. O dziwo szło mi to szybciej niż pakowanie tego wszystkiego. Zerknęłam na zegar. Równo godzina i pół. Zbyt długo by czekać. Bez zbędnych ceregieli zasnęłam z myślą, iż obudzę się chociaż te pół godziny przed czasem, żeby móc doprowadzić się do lepszego stanu. Tak też odpłynęłam z twarzą wciśniętą w poduszkę. Obudziłam się za późno. Miałam stawić się w miejsce spotkania za pięć minut. W pośpiechu założyłam mundurek, a włosy rozczesałam w biegu. Żeby tego było mało, na zewnątrz temperatura smażyła ludzi żywcem. Będąc już bliżej, zauważyłam wysokiego blondyna. To pewnie ta osoba z samorządu. 
— Bardzo przepraszam za spóźnienie. Naprawdę nie wiem, jak mogłam tak zaspać. Mam nadzieję, że nie czekałeś jednak długo — wydyszałam jednym tchem, starając się uspokoić oddech i złapać jak najwięcej powietrza.
Brawo, Nan, nie ma to jak spóźnić się na pierwsze spotkanie.

Wprowadzenie: Nanette [0]

Wszystko powoli mijało, rozwijało się, pomijając Nervill. Co prawda nie wyjechałem ze szkoły na długo, ledwie wakacje się rozpoczęły, zdecydowałem się ruszyć z powrotem do ośrodka, żeby się upewnić. A może tam była, a może jednak nie, na dobrą sprawę nie miało to już żadnego znaczenia, bo w Nervill nie było już nikogo. 
Puste pomieszczenia, gołe ściany, przetrząśnięte wszystkie schowki, szuflady, szafki. Na nic, w całym kampusie nie została nawet jedna żywa dusza, żeby opowiedzieć, co się tutaj wydarzyło. Szybki powrót do szkoły zapewnił tylko więcej pytań, Mińsk kręcił nosem i powtarzał, żebym lepiej się w to nie pakował, tylko zajął się obowiązkami szkolnego przewodniczącego.
Dlatego po przybyciu nowej uczennicy, niezwłocznie udałem się na miejsce spotkania. Pogoda nie dopisywała, ciepło jak w piekarniku, mundurek nieprzyjemnie przylegał do ciała, spocone kosmyki włosów kleiły się do czoła, a sam mogłem tylko marudzić i zrzędzić. Nawet informacja o możliwym powrocie mojej starej przyjaciółki w przyszłym semestrze nie poprawiła mi humoru. Zostawało tylko przywdziać na twarz wdzięczny uśmiech, rozejrzeć się dookoła, szukając wzrokiem... Nany? Nariety? Nanetty? Nanette, to chyba brzmiało w ten sposób. 
Gdzie jesteś, moja droga, gdzie jesteś, zaraz się tutaj dla ciebie usmażę i skończę jak źle przyrządzony na grillu kurczak, a wolałem pachnieć nieco ładniej niż spalenizną. Poprawiłem rękawiczki, dopiąłem szlufki i zacząłem gwizdać z nudów.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis