Nie trzeba było być Sherlockiem, żeby zrozumieć, jak nieszczery był uśmiech nastolatki, która mnie nim darzyła najwidoczniej tylko po to, żeby nie zostawiać mnie z niczym, a może i tylko dla własnego poczucia, że wyszła na miłą i kulturalną, jak to ją uczyli od dzieciaka, w co nie śmiem wątpić.
— Tak, sala jest bardzo dobrze wyposażona, znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz. Jeżeli chcesz, to możesz się zapisać do klubu młodych alchemików Davona, wtedy na spokojnie mogą korzystać z całego sprzętu poza lekcjami i nie muszą się martwić, że ktoś się do tego przyczepi i tak dalej. Dexter aktualnie mieszka w pokoju samorządu, ale częściej znajdziesz go właśnie w sali alchemicznej. W prawo po wejściu do głównego budynku, cały czas prosto aż nie zobaczysz tabliczki. Ewentualnie możesz znaleźć nauczyciela, ci raczej cieszą się, gdy dowiadują się, że komuś zależy również po lekcjach. Gdyby było cieplej, to zaprowadziłabym ciebie do altanki, ale będąc szczerą, nie wiem, czy chce ci się iść przez las w taką pogodę.
Przyjmowałem wszystkie wiadomości, wolno kiwając głową i dokładnie obserwując otoczenie, tak całkowicie korzystając z okazji i znowu wyłapując te bardziej interesujące okazy, którymi można było się później zająć.
— Dziękuję ślicznie, ale nie trzeba, z resztą poradzę już sobie sam. Jeszcze raz dziękuję za oprowadzenie i wytłumaczenie wszystkiego w tak piękny sposób.
A tymczasem trzeba było zacząć szperać i działać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Gabriel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Gabriel. Pokaż wszystkie posty
sobota, 19 maja 2018
czwartek, 17 maja 2018
Wprowadzenie: Gabriel [14]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
Wzruszył niedbale, a przy okazji tak idealnie i perfekcyjnie, ramionami, jakby nie obchodziło go nic, co przed chwilą powiedziałam. Westchnęłam w myślach, przenosząc swój wzrok przed siebie i dalej zmierzając drogą pewnym krokiem, choć zdecydowanie się tak nie czułam w towarzystwie pierwszoroczniaka.
Niby szesnaście lat, niby byłam starsza, a jednak czułam się zdecydowanie przybita i przygaszona przez całe jego "ja". Może po prostu był to wampir energetyczny? Kto to wie.
— Chyba tak właściwie nic, sam z czasem to ogarnę. Tylko, czy macie tutaj jakąś pracownię alchemiczną? Albo coś, co chociaż ją przypomina? — zapytał, zerkając na mnie kątem oka, a ja odpowiedziałam mu tym samym, posyłając ciepły, choć udawany, uśmiech.
— Tak, sala jest bardzo dobrze wyposażona, znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz — odpowiedziałam i skinęłam przy okazji głową. — Jeżeli chcesz, to możesz się zapisać do klubu młodych alchemików Davona, wtedy na spokojnie mogą korzystać z całego sprzętu poza lekcjami i nie muszą się martwić, że ktoś się do tego przyczepi i tak dalej — dodałam. — Dexter aktualnie mieszka w pokoju samorządu, ale częściej znajdziesz go właśnie w sali alchemicznej. W prawo po wejściu do głównego budynku, cały czas prosto aż nie zobaczysz tabliczki. Ewentualnie możesz znaleźć nauczyciela, ci raczej cieszą się, gdy dowiadują się, że komuś zależy również po lekcjach — mruknęłam i parsknęłam cichym śmiechem. — Gdyby było cieplej, to zaprowadziłabym ciebie do altanki, ale będąc szczerą, nie wiem, czy chce ci się iść przez las w taką pogodę.
Niby szesnaście lat, niby byłam starsza, a jednak czułam się zdecydowanie przybita i przygaszona przez całe jego "ja". Może po prostu był to wampir energetyczny? Kto to wie.
— Chyba tak właściwie nic, sam z czasem to ogarnę. Tylko, czy macie tutaj jakąś pracownię alchemiczną? Albo coś, co chociaż ją przypomina? — zapytał, zerkając na mnie kątem oka, a ja odpowiedziałam mu tym samym, posyłając ciepły, choć udawany, uśmiech.
— Tak, sala jest bardzo dobrze wyposażona, znajdziesz wszystko, czego potrzebujesz — odpowiedziałam i skinęłam przy okazji głową. — Jeżeli chcesz, to możesz się zapisać do klubu młodych alchemików Davona, wtedy na spokojnie mogą korzystać z całego sprzętu poza lekcjami i nie muszą się martwić, że ktoś się do tego przyczepi i tak dalej — dodałam. — Dexter aktualnie mieszka w pokoju samorządu, ale częściej znajdziesz go właśnie w sali alchemicznej. W prawo po wejściu do głównego budynku, cały czas prosto aż nie zobaczysz tabliczki. Ewentualnie możesz znaleźć nauczyciela, ci raczej cieszą się, gdy dowiadują się, że komuś zależy również po lekcjach — mruknęłam i parsknęłam cichym śmiechem. — Gdyby było cieplej, to zaprowadziłabym ciebie do altanki, ale będąc szczerą, nie wiem, czy chce ci się iść przez las w taką pogodę.
sobota, 12 maja 2018
Wprowadzenie: Gabriel [13]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
Udawałem, że nie zauważyłem jej nerwowych, nieco chaotycznych, ale pełnych prób ogarniania, ruchów, zaczesywania włosów za ucho i tych posyłanych ukradkiem, nietypowych łypnięć zielonymi oczętami.
Przewalska czegoś szukała.
Tylko jakoś znaleźć tego nie mogła, więc dalej spoglądała na moją osobę bez zrozumienia.
— Prawdopodobnie, dużo osób pali, więc pewnie byś coś znalazł. Co prawda ja się na tym nie znam, więc raczej ci nie doradzę, przepraszam — dopowiedziała jeszcze, patrząc na mnie tym razem z wyrazami przeprosin w zielonych szkiełkach, czego tym razem ja całkiem nie rozumiałem. Wystarczyła odpowiedź. Po co takie zachowania? Uśmiechnąłem się mimo wszystko. — Wracając, w lesie, przy jeziorku mamy altankę, tam najczęściej spędzamy czas wolny, oczywiście jak jest ciepło i ładnie. Do sekretariatu nie zbliżaj się bez kawy dla Est, czyli naszej biednej sekretarki, która musi znosić całymi dniami Mińska. Gdybyś na przykład zgubił swoją kartę atlancką, lepiej na początku zajrzyj do pokoju samorządu, ostatnie piętro akademika, tam nikt nie powinien ciebie zjeść. Oprócz Dextera. No. Jeszcze chcesz się czegoś dowiedzieć? Może gdzie jest najlepsza kawiarnia w mieście, park, jakiś klub czy kino i tak dalej? — Wysłuchałem uważnie jej wywodu, zignorowałem podniesiony palec i niby pouczający ton. A gdy skończyła, wzruszyłem szybko ramionami.
— Chyba tak właściwie nic, sam z czasem to ogarnę. Tylko, czy macie tutaj jakąś pracownię alchemiczną? Albo coś, co chociaż ją przypomina?
Przewalska czegoś szukała.
Tylko jakoś znaleźć tego nie mogła, więc dalej spoglądała na moją osobę bez zrozumienia.
— Prawdopodobnie, dużo osób pali, więc pewnie byś coś znalazł. Co prawda ja się na tym nie znam, więc raczej ci nie doradzę, przepraszam — dopowiedziała jeszcze, patrząc na mnie tym razem z wyrazami przeprosin w zielonych szkiełkach, czego tym razem ja całkiem nie rozumiałem. Wystarczyła odpowiedź. Po co takie zachowania? Uśmiechnąłem się mimo wszystko. — Wracając, w lesie, przy jeziorku mamy altankę, tam najczęściej spędzamy czas wolny, oczywiście jak jest ciepło i ładnie. Do sekretariatu nie zbliżaj się bez kawy dla Est, czyli naszej biednej sekretarki, która musi znosić całymi dniami Mińska. Gdybyś na przykład zgubił swoją kartę atlancką, lepiej na początku zajrzyj do pokoju samorządu, ostatnie piętro akademika, tam nikt nie powinien ciebie zjeść. Oprócz Dextera. No. Jeszcze chcesz się czegoś dowiedzieć? Może gdzie jest najlepsza kawiarnia w mieście, park, jakiś klub czy kino i tak dalej? — Wysłuchałem uważnie jej wywodu, zignorowałem podniesiony palec i niby pouczający ton. A gdy skończyła, wzruszyłem szybko ramionami.
— Chyba tak właściwie nic, sam z czasem to ogarnę. Tylko, czy macie tutaj jakąś pracownię alchemiczną? Albo coś, co chociaż ją przypomina?
Wprowadzenie: Gabriel [12]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
— Czy w mieście mają dobre papierosy? — zapytał się, a ja zerknęłam na niego kątem oka ze zdziwieniem, bo czy aż tak źle wyglądałam? — Jakiekolwiek, byle nie były ruskie — dodał, odwzajemniając spojrzenie, a ja prychnęłam, bo na pewno nie były takie złe.
No może troszkę.
I co z tego, że Nivan Oakley mówił dokładnie tak samo.
Odchrząknęłam, nerwowo przeczesując włosy.
— Prawdopodobnie, dużo osób pali, więc pewnie byś coś znalazł — stwierdziłam, uśmiechając się. — Co prawda ja się na tym nie znam, więc raczej ci nie doradzę, przepraszam — dodałam i posłałam chłopakowi przepraszające spojrzenie zielonych oczu. — Wracając, w lesie, przy jeziorku mamy altankę, tam najczęściej spędzamy czas wolny, oczywiście jak jest ciepło i ładnie. Do sekretariatu nie zbliżaj się bez kawy dla Est, czyli naszej biednej sekretarki, która musi znosić całymi dniami Mińska. Gdybyś na przykład zgubił swoją kartę atlancką, lepiej na początku zajrzyj do pokoju samorządu, ostatnie piętro akademika, tam nikt nie powinien ciebie zjeść. Oprócz Dextera. No — powiedziałam, podnosząc jeden palec do góry, jakbym go pouczała. Wszystko przyprawione odrobiną nieporadności i niepewności. —Jeszcze chcesz się czegoś dowiedzieć? Może gdzie jest najlepsza kawiarnia w mieście, park, jakiś klub czy kino i tak dalej?
No może troszkę.
I co z tego, że Nivan Oakley mówił dokładnie tak samo.
Odchrząknęłam, nerwowo przeczesując włosy.
— Prawdopodobnie, dużo osób pali, więc pewnie byś coś znalazł — stwierdziłam, uśmiechając się. — Co prawda ja się na tym nie znam, więc raczej ci nie doradzę, przepraszam — dodałam i posłałam chłopakowi przepraszające spojrzenie zielonych oczu. — Wracając, w lesie, przy jeziorku mamy altankę, tam najczęściej spędzamy czas wolny, oczywiście jak jest ciepło i ładnie. Do sekretariatu nie zbliżaj się bez kawy dla Est, czyli naszej biednej sekretarki, która musi znosić całymi dniami Mińska. Gdybyś na przykład zgubił swoją kartę atlancką, lepiej na początku zajrzyj do pokoju samorządu, ostatnie piętro akademika, tam nikt nie powinien ciebie zjeść. Oprócz Dextera. No — powiedziałam, podnosząc jeden palec do góry, jakbym go pouczała. Wszystko przyprawione odrobiną nieporadności i niepewności. —Jeszcze chcesz się czegoś dowiedzieć? Może gdzie jest najlepsza kawiarnia w mieście, park, jakiś klub czy kino i tak dalej?
piątek, 11 maja 2018
Wprowadzenie: Gabriel [11]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
— Do czwartej, przyszłam tu rok po otwarciu — odparła, gdy schodziliśmy po schodach, na sam dół, no, może nie na sam, na parter konkretniej, a kto wie, może mają tu piwnice. Jeśli tak, to miejsce też przyda się odwiedzić, na własną rękę, ale jednak. — Na prawo od wyjścia z akademika znajdziesz główny budynek, czyli tam wszystkie lekcje, apele, za nim znajduje się budynek mieszkalny nauczycieli, tam raczej się nie zbliżaj, chyba że chcesz i lubisz przysparzać sobie niepotrzebnych kłopotów, wtedy droga otwarta. Jeżeli jeszcze bardziej lubisz, a nawet kochasz kłopoty to zajrzyj do biblioteki, budynek z czerwonej cegły, wygląda na stary. Osobiście odradzam zaglądanie tam w związku z duchem nie przepadającym za uczniami, jeżeli czegoś będziesz bardzo potrzebować, to zatrudnij kogoś, kto nie zostanie zamordowany od razu po wejściu do niej. Jakieś pytania?
Kiwałem miarowo głową, wsłuchując się dokładnie w łagodny głos, kodując wszystko i przy okazji dokładnie lustrując okolicę uważnym spojrzeniem. Zapamiętywałem, a przynajmniej starałem się, na tyle, na ile potrafiłem i na ile mogłem.
A mogłem wiele.
Naprawdę wiele.
— Czy w mieście mają dobre papierosy? — spytałem, tak, jak oczekiwała. — Jakiekolwiek, byle nie były ruskie — dodałem po chwili, łypiąc na nią kątem oka. Krwistoczerwone usta wyginały się w nieśmiałym, niepewnym uśmiechu, kitka lekko podskakiwała.
Wanda Przewalska była naprawdę atrakcyjną kobietą.
Kiwałem miarowo głową, wsłuchując się dokładnie w łagodny głos, kodując wszystko i przy okazji dokładnie lustrując okolicę uważnym spojrzeniem. Zapamiętywałem, a przynajmniej starałem się, na tyle, na ile potrafiłem i na ile mogłem.
A mogłem wiele.
Naprawdę wiele.
— Czy w mieście mają dobre papierosy? — spytałem, tak, jak oczekiwała. — Jakiekolwiek, byle nie były ruskie — dodałem po chwili, łypiąc na nią kątem oka. Krwistoczerwone usta wyginały się w nieśmiałym, niepewnym uśmiechu, kitka lekko podskakiwała.
Wanda Przewalska była naprawdę atrakcyjną kobietą.
Wprowadzenie: Gabriel [10]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
Jego spojrzenie przez chwilę wydawało się chłodne, kalkulujące, a przeze mnie przeszedł dziwny dreszcz, bo naprawdę — należało do tych przerażających, wzbudzających ciarki i strach.
Chwilę później powrócił jednak do tego dziwnego rozluźnienia i pewności siebie, pokiwał głową i posłał mi szelmowski uśmiech. Przełknęłam ślinę, dalej się uśmiechając, bo przecież nic strasznego się nie działo.
Jeszcze.
— Od urodzenia — mruknął, podchodząc bliżej mnie i machając dłonią na drzwi. — Panie przodem, nie ociągajmy się.
Skinęłam głową, uśmiechając się delikatnie i wychodząc jako pierwsza. Ruszyliśmy do przodu, a gdzieś tam mignął mi Nivan, ale stwierdziłam, że będę atakować go o tę tajemniczą personę później.
Bo musiałam to zrobić, sądząc po reakcji złotego chłopca.
— Czy mogę spytać, do której klasy panienka uczęszcza? — zapytał i spojrzał się na mnie kątem błękitnego oka.
Ludzie z tak błękitnymi oczami zazwyczaj należeli do niebezpiecznych, nawet jeżeli był to tylko mój głupi stereotyp.
— Do czwartej, przyszłam tu rok po otwarciu — odpowiedziałam prędko, posyłając mu uśmiech, a chwilę później znaleźliśmy się na parterze akademika. — Na prawo od wyjścia z akademika znajdziesz główny budynek, czyli tam wszystkie lekcje, apele, za nim znajduje się budynek mieszkalny nauczycieli, tam raczej się nie zbliżaj, chyba że chcesz i lubisz przysparzać sobie niepotrzebnych kłopotów, wtedy droga otwarta. Jeżeli jeszcze bardziej lubisz, a nawet kochasz kłopoty to zajrzyj do biblioteki, budynek z czerwonej cegły, wygląda na stary. Osobiście odradzam zaglądanie tam w związku z duchem nie przepadającym za uczniami, jeżeli czegoś będziesz bardzo potrzebować, to zatrudnij kogoś, kto nie zostanie zamordowany od razu po wejściu do niej. Jakieś pytania?
Chwilę później powrócił jednak do tego dziwnego rozluźnienia i pewności siebie, pokiwał głową i posłał mi szelmowski uśmiech. Przełknęłam ślinę, dalej się uśmiechając, bo przecież nic strasznego się nie działo.
Jeszcze.
— Od urodzenia — mruknął, podchodząc bliżej mnie i machając dłonią na drzwi. — Panie przodem, nie ociągajmy się.
Skinęłam głową, uśmiechając się delikatnie i wychodząc jako pierwsza. Ruszyliśmy do przodu, a gdzieś tam mignął mi Nivan, ale stwierdziłam, że będę atakować go o tę tajemniczą personę później.
Bo musiałam to zrobić, sądząc po reakcji złotego chłopca.
— Czy mogę spytać, do której klasy panienka uczęszcza? — zapytał i spojrzał się na mnie kątem błękitnego oka.
Ludzie z tak błękitnymi oczami zazwyczaj należeli do niebezpiecznych, nawet jeżeli był to tylko mój głupi stereotyp.
— Do czwartej, przyszłam tu rok po otwarciu — odpowiedziałam prędko, posyłając mu uśmiech, a chwilę później znaleźliśmy się na parterze akademika. — Na prawo od wyjścia z akademika znajdziesz główny budynek, czyli tam wszystkie lekcje, apele, za nim znajduje się budynek mieszkalny nauczycieli, tam raczej się nie zbliżaj, chyba że chcesz i lubisz przysparzać sobie niepotrzebnych kłopotów, wtedy droga otwarta. Jeżeli jeszcze bardziej lubisz, a nawet kochasz kłopoty to zajrzyj do biblioteki, budynek z czerwonej cegły, wygląda na stary. Osobiście odradzam zaglądanie tam w związku z duchem nie przepadającym za uczniami, jeżeli czegoś będziesz bardzo potrzebować, to zatrudnij kogoś, kto nie zostanie zamordowany od razu po wejściu do niej. Jakieś pytania?
czwartek, 10 maja 2018
Wprowadzenie: Gabriel [9]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
Strzeliłem karkiem, raz, drugi, nastawiłem palce, nawet się przeciągnąłem, bo podróż zdążyła dać mi o sobie się we znaki. Wszystko napieprzało jak cholera, bo oczywiście korki, nie korki i się wydłużyła wycieczka.
Westchnąłem cicho i wyciągnąłem telefon, a żeby napisać do znajomych, że już jestem na tym wypizdowie, upewnić się, że mama nie dzwoniła i może spojrzeć tęskno na zdjęcie Wertera. Zostawienie tego kundla bolało jednak najbardziej ze wszystkiego.
Za chwilę rozległo się pukanie. Wściubiłem komórkę do tylnej kieszeni i otworzyłem drzwi, jak się okazało, Wandzie, która stała już z kuraletem i kartą w dłoni, uśmiechając się od ucha do ucha.
— Przekazuję kuralet, znajdziesz tu swój plan lekcji, godziny dzwonków, wyrywki z podręczników też tam znajdziesz, no i możesz również dostać się do naszej sieci uczniowskiej, ale o to musisz dopytać się Nivana Oakleya — mówiła ciągle, a ja drgnąłem, napiąłem się, spojrzałem na nią lodowato, przyjmując przy okazji swoje nowo nabyte przedmioty. Sieć uczniowska. Nivan Oakley. Czyżby skurwysyn angażował się i wdrażał w szkolne życie? Prawdopodobnie bym warknął, gdyby nie fakt, że wyglądałbym jak jakiś opętaniec. — A to twoja karta atlancka, zapewnia ci dostęp do akademika, pokoju i tak dalej, to takie potwierdzenie, że jesteś z uczelni. No i tym również za wszystko zapłacisz. Jesteś już gotowy?
Zakodowałem szybko wszystkie informacje i pokiwałem głową.
— Od urodzenia — mruknąłem, uśmiechając się lisio. Podszedłem do dziewczyny i wskazałem drzwi. — Panie przodem, nie ociągajmy się.
Zamknięcie drzwi, odwrócenie się i mignięcie gdzieś jakiejś niebieskiej czupryny. Ale dosłownie przez jakąś tam setną sekundy.
Zignorowałem oczojebny kolor i zwróciłem się do nastolatki.
— Czy mogę spytać, do której klasy panienka uczęszcza?
Westchnąłem cicho i wyciągnąłem telefon, a żeby napisać do znajomych, że już jestem na tym wypizdowie, upewnić się, że mama nie dzwoniła i może spojrzeć tęskno na zdjęcie Wertera. Zostawienie tego kundla bolało jednak najbardziej ze wszystkiego.
Za chwilę rozległo się pukanie. Wściubiłem komórkę do tylnej kieszeni i otworzyłem drzwi, jak się okazało, Wandzie, która stała już z kuraletem i kartą w dłoni, uśmiechając się od ucha do ucha.
— Przekazuję kuralet, znajdziesz tu swój plan lekcji, godziny dzwonków, wyrywki z podręczników też tam znajdziesz, no i możesz również dostać się do naszej sieci uczniowskiej, ale o to musisz dopytać się Nivana Oakleya — mówiła ciągle, a ja drgnąłem, napiąłem się, spojrzałem na nią lodowato, przyjmując przy okazji swoje nowo nabyte przedmioty. Sieć uczniowska. Nivan Oakley. Czyżby skurwysyn angażował się i wdrażał w szkolne życie? Prawdopodobnie bym warknął, gdyby nie fakt, że wyglądałbym jak jakiś opętaniec. — A to twoja karta atlancka, zapewnia ci dostęp do akademika, pokoju i tak dalej, to takie potwierdzenie, że jesteś z uczelni. No i tym również za wszystko zapłacisz. Jesteś już gotowy?
Zakodowałem szybko wszystkie informacje i pokiwałem głową.
— Od urodzenia — mruknąłem, uśmiechając się lisio. Podszedłem do dziewczyny i wskazałem drzwi. — Panie przodem, nie ociągajmy się.
Zamknięcie drzwi, odwrócenie się i mignięcie gdzieś jakiejś niebieskiej czupryny. Ale dosłownie przez jakąś tam setną sekundy.
Zignorowałem oczojebny kolor i zwróciłem się do nastolatki.
— Czy mogę spytać, do której klasy panienka uczęszcza?
Wprowadzenie: Gabriel [8]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
Odchrząknął, wyrywając mnie z chwilowego zamyślenia, przez co to niesforne pasemko znowu przysłoniło mi twarz.
— Poprosiłbym czarny, jeśli łaska — odparł z uśmiechem, a ja skinęłam głową, również odwzajemniłam wesoły wyraz twarzy, a następnie odwróciła się na pięcie, by czym prędzej zniknąć sprzed tego niebieskiego, krępującego i wymagającego spojrzenia.
Westchnęłam głośno, rozluźniając się od razu, gdy tylko zamknęłam drzwi. Wzięłam kilka głębszych oddechów, policzyłam do pięciu, a następnie ruszyłam do przodu z nosem zadartym do góry i piersią wypchniętą do przodu, bo wszystko było dobrze.
Szybkie wskoczenie do pokoju samorządu, posłanie szerokiego uśmiechu Fomie, który nadal złorzeczył na te wszystkie liczby i uderzał się długopisem w czoło (miał już nawet czerwony ślad na prawej skroni, biedny), chwycenie za czarny kuralet, zgodnie z życzeniem, kartę atlancką, a następnie zbiegnięcie po schodach, przy okazji prawie się zabijając.
Wzięłam głęboki oddech i zapukałam, a chwilę później chłopak otworzył mi drzwi. Na twarzy znowu pojawił się uśmiech.
— Przekazuję kuralet, znajdziesz tu swój plan lekcji, godziny dzwonków, wyrywki z podręczników też tam znajdziesz, no i możesz również dostać się do naszej sieci uczniowskiej, ale o to musisz dopytać się Nivana Oakleya — oświadczyłam, przekazując mu urządzonko, a przy okazji, kartę. — A to twoja karta atlancka, zapewnia ci dostęp do akademika, pokoju i tak dalej, to takie potwierdzenie, że jesteś z uczelni. No i tym również za wszystko zapłacisz — dodałam. — Jesteś już gotowy?
— Poprosiłbym czarny, jeśli łaska — odparł z uśmiechem, a ja skinęłam głową, również odwzajemniłam wesoły wyraz twarzy, a następnie odwróciła się na pięcie, by czym prędzej zniknąć sprzed tego niebieskiego, krępującego i wymagającego spojrzenia.
Westchnęłam głośno, rozluźniając się od razu, gdy tylko zamknęłam drzwi. Wzięłam kilka głębszych oddechów, policzyłam do pięciu, a następnie ruszyłam do przodu z nosem zadartym do góry i piersią wypchniętą do przodu, bo wszystko było dobrze.
Szybkie wskoczenie do pokoju samorządu, posłanie szerokiego uśmiechu Fomie, który nadal złorzeczył na te wszystkie liczby i uderzał się długopisem w czoło (miał już nawet czerwony ślad na prawej skroni, biedny), chwycenie za czarny kuralet, zgodnie z życzeniem, kartę atlancką, a następnie zbiegnięcie po schodach, przy okazji prawie się zabijając.
Wzięłam głęboki oddech i zapukałam, a chwilę później chłopak otworzył mi drzwi. Na twarzy znowu pojawił się uśmiech.
— Przekazuję kuralet, znajdziesz tu swój plan lekcji, godziny dzwonków, wyrywki z podręczników też tam znajdziesz, no i możesz również dostać się do naszej sieci uczniowskiej, ale o to musisz dopytać się Nivana Oakleya — oświadczyłam, przekazując mu urządzonko, a przy okazji, kartę. — A to twoja karta atlancka, zapewnia ci dostęp do akademika, pokoju i tak dalej, to takie potwierdzenie, że jesteś z uczelni. No i tym również za wszystko zapłacisz — dodałam. — Jesteś już gotowy?
Wprowadzenie: Gabriel [7]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
Frajer z afro szybko zniknął z mojego pola widzenia, a ja mogłem znowu wrócić do spokojnego przeglądania towarzystwa, notując i wyłapując coraz to ciekawsze przypadki. No, robiłem to do momentu, gdy znaleźliśmy się w pokoju, do którego nastolatka wpuściła mnie przodem. Rozglądnąłem się szybko po pomieszczeniu, odstawiłem bagaże i zerknąłem na blondynkę.
— Jak pewnie się już domyślasz, to twój pokój — mruknęła, na co ledwo powstrzymałem prychnięcie pełne kpiny, bo niby gdzie indziej mielibyśmy dotrzeć? — Rozpakuj się na spokojnie, ja pójdę po twój kuralet i kartę atlancką. Masz jakieś specjalne życzenia, co do koloru? Do wyboru jest czarny, biały, écru, wydaje mi się, że zostały też niebieskie i różowe — kontynuowała, nie przekraczając progu, a dalej stercząc we framudze i przyglądając się mojej osobie. Tym razem to ja cicho chrząknąłem i przeniosłem ciężar ciała na prawą nogę.
— Poprosiłbym czarny, jeśli łaska — odparłem z uśmiechem, bo czarny jednak wyglądał najlepiej ze wszystkich propozycji, które szybko by się pobrudziły, a kobieta za chwilę opuściła moje nowe, małe królestwo.
Brud i smród.
Tylko tu nasrać na środku.
Westchnąłem ciężko i ustawiłem równo walizki, tuż przed łóżkiem, za chwilę podchodząc do okna i je otwierając, bo szczerze mówiąc, lekko tu capiło, sam nie wiedziałem czemu.
Spokojnie dostałbym się na Latający, to, czego wysłali mnie tutaj, jeszcze dodatkowo z przyrodnim, oh, cofnie mi się, bratem w drzwiach obok?
— Jak pewnie się już domyślasz, to twój pokój — mruknęła, na co ledwo powstrzymałem prychnięcie pełne kpiny, bo niby gdzie indziej mielibyśmy dotrzeć? — Rozpakuj się na spokojnie, ja pójdę po twój kuralet i kartę atlancką. Masz jakieś specjalne życzenia, co do koloru? Do wyboru jest czarny, biały, écru, wydaje mi się, że zostały też niebieskie i różowe — kontynuowała, nie przekraczając progu, a dalej stercząc we framudze i przyglądając się mojej osobie. Tym razem to ja cicho chrząknąłem i przeniosłem ciężar ciała na prawą nogę.
— Poprosiłbym czarny, jeśli łaska — odparłem z uśmiechem, bo czarny jednak wyglądał najlepiej ze wszystkich propozycji, które szybko by się pobrudziły, a kobieta za chwilę opuściła moje nowe, małe królestwo.
Brud i smród.
Tylko tu nasrać na środku.
Westchnąłem ciężko i ustawiłem równo walizki, tuż przed łóżkiem, za chwilę podchodząc do okna i je otwierając, bo szczerze mówiąc, lekko tu capiło, sam nie wiedziałem czemu.
Spokojnie dostałbym się na Latający, to, czego wysłali mnie tutaj, jeszcze dodatkowo z przyrodnim, oh, cofnie mi się, bratem w drzwiach obok?
Wprowadzenie: Gabriel [6]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
Tak. Z Gabrielem Lavillenie było coś nie tak, a ja przecież nie mogłam trafić na cichą, szarą myszkę, która nikogo by nie obchodziła, bo po co. Szedł bezzupełnego pośpiechu za mną, rozglądając się dookoła, podziwiając wymijających nas uczniów, a raczej puszczając w ich kierunku nieprzyjemne spojrzenia. No cóż.
Minęliśmy Yamira, który posłał mi ciepły uśmiech, co bardzo chętnie odwdzięczyłam, by chwilę później zauważyć na jego twarzy malujący się powoli grymas, a raczej ten charakterystyczny szok i niedowierzanie. Moje podejrzenia stawały się coraz bardziej realne, ale ignorowałam to, dalej uśmiechając się ładnie, chichocząc, gdy było to potrzebne i kiwając głową ze zrozumieniem, podczas gdy trybiki w głowie przeskakiwały na odpowiednie miejsca.
Otworzyłam drzwi do pokoju chłopaka, stając przy tym z boku, by wszedł do pomieszczenia pierwszy. Odchrząknęłam, podnosząc dłoń zaciśniętą w piąstkę do ust.
— Jak pewnie się już domyślasz, to twój pokój — stwierdziłam, niezbyt gładko czy płynnie, no cóż, ale przynajmniej powiedziałam cokolwiek. — Rozpakuj się na spokojnie, ja pójdę po twój kuralet i kartę atlancką. Masz jakieś specjalne życzenia, co do koloru? Do wyboru jest czarny, biały, écru, wydaje mi się, że zostały też niebieskie i różowe — oświadczyłam, dalej stojąc w progu pokoju i spoglądając w te niebieskie, dziwnie znajome oczy.
Minęliśmy Yamira, który posłał mi ciepły uśmiech, co bardzo chętnie odwdzięczyłam, by chwilę później zauważyć na jego twarzy malujący się powoli grymas, a raczej ten charakterystyczny szok i niedowierzanie. Moje podejrzenia stawały się coraz bardziej realne, ale ignorowałam to, dalej uśmiechając się ładnie, chichocząc, gdy było to potrzebne i kiwając głową ze zrozumieniem, podczas gdy trybiki w głowie przeskakiwały na odpowiednie miejsca.
Otworzyłam drzwi do pokoju chłopaka, stając przy tym z boku, by wszedł do pomieszczenia pierwszy. Odchrząknęłam, podnosząc dłoń zaciśniętą w piąstkę do ust.
— Jak pewnie się już domyślasz, to twój pokój — stwierdziłam, niezbyt gładko czy płynnie, no cóż, ale przynajmniej powiedziałam cokolwiek. — Rozpakuj się na spokojnie, ja pójdę po twój kuralet i kartę atlancką. Masz jakieś specjalne życzenia, co do koloru? Do wyboru jest czarny, biały, écru, wydaje mi się, że zostały też niebieskie i różowe — oświadczyłam, dalej stojąc w progu pokoju i spoglądając w te niebieskie, dziwnie znajome oczy.
Wprowadzenie: Gabriel [5]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
Ku mojej radości pokiwała głową. Naprawdę, nie miałem ochoty sterczeć w tym chłodzie ani sekundy dłużej.
— Tak, oczywiście — odparła szybko, a ja odetchnąłem z ulgą. — Proponuję na początku przejście się do pokoju, zostawienie swoich rzeczy i odświeżenie się, a ja w tym czasie przyniosę potrzebne rzeczy, które musisz ode mnie odebrać — kontynuowała, poprawiając włosy i zaciągają jeden, zagubiony, złocisty kosmyk za ucho. Uśmiechała się rzeczywiście bardzo ładnie, a przy okazji rozprowadzała wokół siebie atmosferę, aurę, które tylko mówiły, że będzie dobrze, a świat mimo tego jak zatruty był, ma jeszcze jakieś szanse na odpokutowanie.
Poprawiłem więc jeszcze raz torbę na ramieniu, wzmocniłem uścisk na rączce walizki i ruszyłem za nastolatką, która zaprawdę kroczyła niezwykle lekko.
I każdy normalny pewnie pogapiłby się na jej atuty, kształty, et cetera, ale ja nie mogłem powstrzymać wodzenia wzrokiem po korytarzu, zapamiętywania twarzy, szukania niuansów i tej jednej, jedynej, którą tak bardzo chciałem dojrzeć, przekonać się, czy mieli rację.
Ale widziałem tylko tępe spojrzenia jakichś zielonowłosych osobników, którzy przesadzili z towarem, ostrych zerknięć czerwonowłosych szmat, czy pierdzielone anomalie w postaci chłopaka o niebieskiej skórze, który pewnie też zaliczał się do tego niższego pułapu. Nikt nie był interesujący, każdy oklepany, zwykły, typowy.
Oprócz kilku perełek, ale to tak wyjątkowych i niezwykłych perełek.
Bo jedna odstrojona jak szczur na otwarcie kanału, pyszniąca się jak mało kto, kolejny, który nażarł się somatotropiny za bachora i widocznie łaził co tydzień do fryzjerki, bo nie ma opcji, żeby naturalnie mieć aż tak hebanowe kłaki.
I ten Hindus, który najpierw uśmiechnął się do Wandy, a później spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, rozdziawioną mordą i przerażonym wzrokiem.
Kolejna z jakimś pierdzielonym robakiem, cholera wie co. Trzeba będzie znaleźć jakiś spray na takie bydlęcia.
— Tak, oczywiście — odparła szybko, a ja odetchnąłem z ulgą. — Proponuję na początku przejście się do pokoju, zostawienie swoich rzeczy i odświeżenie się, a ja w tym czasie przyniosę potrzebne rzeczy, które musisz ode mnie odebrać — kontynuowała, poprawiając włosy i zaciągają jeden, zagubiony, złocisty kosmyk za ucho. Uśmiechała się rzeczywiście bardzo ładnie, a przy okazji rozprowadzała wokół siebie atmosferę, aurę, które tylko mówiły, że będzie dobrze, a świat mimo tego jak zatruty był, ma jeszcze jakieś szanse na odpokutowanie.
Poprawiłem więc jeszcze raz torbę na ramieniu, wzmocniłem uścisk na rączce walizki i ruszyłem za nastolatką, która zaprawdę kroczyła niezwykle lekko.
I każdy normalny pewnie pogapiłby się na jej atuty, kształty, et cetera, ale ja nie mogłem powstrzymać wodzenia wzrokiem po korytarzu, zapamiętywania twarzy, szukania niuansów i tej jednej, jedynej, którą tak bardzo chciałem dojrzeć, przekonać się, czy mieli rację.
Ale widziałem tylko tępe spojrzenia jakichś zielonowłosych osobników, którzy przesadzili z towarem, ostrych zerknięć czerwonowłosych szmat, czy pierdzielone anomalie w postaci chłopaka o niebieskiej skórze, który pewnie też zaliczał się do tego niższego pułapu. Nikt nie był interesujący, każdy oklepany, zwykły, typowy.
Oprócz kilku perełek, ale to tak wyjątkowych i niezwykłych perełek.
Bo jedna odstrojona jak szczur na otwarcie kanału, pyszniąca się jak mało kto, kolejny, który nażarł się somatotropiny za bachora i widocznie łaził co tydzień do fryzjerki, bo nie ma opcji, żeby naturalnie mieć aż tak hebanowe kłaki.
I ten Hindus, który najpierw uśmiechnął się do Wandy, a później spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami, rozdziawioną mordą i przerażonym wzrokiem.
Kolejna z jakimś pierdzielonym robakiem, cholera wie co. Trzeba będzie znaleźć jakiś spray na takie bydlęcia.
środa, 9 maja 2018
Wprowadzenie: Gabriel [4]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
Skrzywił się, a ja jakoś z tyłu głowy doskonale już zdawałam sobie sprawę z tego, że to właśnie ten typ, niebezpieczny i kuszący, jak światło kusi ćmy, by te następnie opadły na podłogę bez życia. Spalone i choć trwa to moment, to miałam wrażenie, że u ludzi wygląda to trochę inaczej.
I czy ja już od razu byłam postawiona na przegranej pozycji?
— Och, czyli jeszcze nie wydali pani za mąż, aż dziwy człowieka biorą, ale mimo wszystko nie śmiem narzekać — oświadczył śmiało, a mi pozostawało przewrócić oczami i machnąć ręką przelotnie, bo przecież doskonale zrozumiałam, co miał na myśli. — I zgadza się, cała przyjemność po mojej stronie. Czy moglibyśmy więc rozpocząć cały obrządek i przejść do konkretów? — zapytał, ładnie się uśmiechając i poprawiając włosy, które opadły na jego czoło.
Łagodny i delikatny, ale przecież już doskonale znałam takich ludzi i zdecydowanie mogłabym porównać ich do obrzydliwych, hipnotyzujących węży.
Ale jak mogłabym nazwać go obrzydliwym?
Pokiwałam głową.
— Tak, oczywiście — stwierdziłam. — Proponuję na początku przejście się do pokoju, zostawienie swoich rzeczy i odświeżenie się, a ja w tym czasie przyniosę potrzebne rzeczy, które musisz ode mnie odebrać — oświadczyłam, odwzajemniając ten jakże ciepły uśmiech, przy okazji zahaczając pasemko włosów o ucho.
I czy ja już od razu byłam postawiona na przegranej pozycji?
— Och, czyli jeszcze nie wydali pani za mąż, aż dziwy człowieka biorą, ale mimo wszystko nie śmiem narzekać — oświadczył śmiało, a mi pozostawało przewrócić oczami i machnąć ręką przelotnie, bo przecież doskonale zrozumiałam, co miał na myśli. — I zgadza się, cała przyjemność po mojej stronie. Czy moglibyśmy więc rozpocząć cały obrządek i przejść do konkretów? — zapytał, ładnie się uśmiechając i poprawiając włosy, które opadły na jego czoło.
Łagodny i delikatny, ale przecież już doskonale znałam takich ludzi i zdecydowanie mogłabym porównać ich do obrzydliwych, hipnotyzujących węży.
Ale jak mogłabym nazwać go obrzydliwym?
Pokiwałam głową.
— Tak, oczywiście — stwierdziłam. — Proponuję na początku przejście się do pokoju, zostawienie swoich rzeczy i odświeżenie się, a ja w tym czasie przyniosę potrzebne rzeczy, które musisz ode mnie odebrać — oświadczyłam, odwzajemniając ten jakże ciepły uśmiech, przy okazji zahaczając pasemko włosów o ucho.
Wprowadzenie: Gabriel [3]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
Kobieta zatrzepotała rzęsiskami, ukłoniła się w sposób stosowny dla kobiet i uśmiechnęła się promiennie, ładnym, ale to naprawdę ładnym uśmiechem.
— Mademoiselle — odparła po chwili, poprawiając mnie przy okazji, na co zareagowałem jedynie uśmiechem. Przynajmniej wiedziała i nie musiałem przylepiać jej łatki „Durnej blondyny z którejś tam”. Oczywiście, czy w mam rację w stu procentach, dopiero się okaże. — Przepraszam, ja również witam, Monsieur. Wanda Przewalska, miło mi poznać — dodała po chwili, wystawiając w moją stronę drobną rękę, którą uścisnąłem, nie zdejmując z ust uśmiechu. — Jak mniemam, Gabriel Lavillenie, prawda? Trafiłeś doskonale, to ja mam ciebie wprowadzić.
Może nieco się skrzywiłem, słysząc nieszczęsne „ciebie”, które znalazło się tam niby dla uwypuklenia, ale i tak nieprzyjemnie kłuło w uszy.
— Och, czyli jeszcze nie wydali pani za mąż, aż dziwy człowieka biorą, ale mimo wszystko nie śmiem narzekać — rzuciłem śmiało, poprawiając się w miejscu. Rzeczywiście, człowiek spodziewałby się, że wokół dziewczyny będzie czaić się kółko adoratorów, a ręka już dawno oddana. — I zgadza się, cała przyjemność po mojej stronie. Czy moglibyśmy więc rozpocząć cały obrządek i przejść do konkretów? — spytałem łagodnie, uśmiechając się firmowym uśmieszkiem. Poprawiłem przy okazji włosy, odgarnąłem je nieco do tyłu i rozglądnąłem się po dziedzińcu.
Bo mógł być wszędzie, a jak bardzo nie przepadałbym za jego imieniem i nazwiskiem, to mimo wszystko chciałem się przekonać, czy moje oczekiwania były prawidłowe.
— Mademoiselle — odparła po chwili, poprawiając mnie przy okazji, na co zareagowałem jedynie uśmiechem. Przynajmniej wiedziała i nie musiałem przylepiać jej łatki „Durnej blondyny z którejś tam”. Oczywiście, czy w mam rację w stu procentach, dopiero się okaże. — Przepraszam, ja również witam, Monsieur. Wanda Przewalska, miło mi poznać — dodała po chwili, wystawiając w moją stronę drobną rękę, którą uścisnąłem, nie zdejmując z ust uśmiechu. — Jak mniemam, Gabriel Lavillenie, prawda? Trafiłeś doskonale, to ja mam ciebie wprowadzić.
Może nieco się skrzywiłem, słysząc nieszczęsne „ciebie”, które znalazło się tam niby dla uwypuklenia, ale i tak nieprzyjemnie kłuło w uszy.
— Och, czyli jeszcze nie wydali pani za mąż, aż dziwy człowieka biorą, ale mimo wszystko nie śmiem narzekać — rzuciłem śmiało, poprawiając się w miejscu. Rzeczywiście, człowiek spodziewałby się, że wokół dziewczyny będzie czaić się kółko adoratorów, a ręka już dawno oddana. — I zgadza się, cała przyjemność po mojej stronie. Czy moglibyśmy więc rozpocząć cały obrządek i przejść do konkretów? — spytałem łagodnie, uśmiechając się firmowym uśmieszkiem. Poprawiłem przy okazji włosy, odgarnąłem je nieco do tyłu i rozglądnąłem się po dziedzińcu.
Bo mógł być wszędzie, a jak bardzo nie przepadałbym za jego imieniem i nazwiskiem, to mimo wszystko chciałem się przekonać, czy moje oczekiwania były prawidłowe.
Wprowadzenie: Gabriel [2]
Etykiety:
Wanda Anastazja Przewalska,
Wprowadzenie: Gabriel
I w końcu przybył. Gabriel Lavillenie, niebieskooki chłopak i przysięgam, doskonale kojarzyłam te oczy, ale jednak brakowało mi jakiegoś puzzla w całej tej układance, więc wszelakie komentarze wolałam zachować dla siebie.
Bo jeszcze zdążę z nim porozmawiać o całej tej sytuacji i może to on rozwieje moje wątpliwości.
I nawet nie zauważyłam, jak zadrżałam, gdy przeniósł na mnie wzrok.
Ale przecież te oczy były jaśniejsze.
— Witam, Madame. — Zamrugałam kilka razy zdekoncentrowana, bo chyba jeszcze nie miałam męża, a i aż tak staro nie wyglądałam. Kolejny, który nie zna się na francuskim. —Czy wie panienka, gdzie znajdę kogoś, kto ma mnie wprowadzić? — zapytał, uśmiechając się czarująco, na co odwzajemniłam się tym samym, bo, och, ten uśmiech musiał powalić niejedną dziewczynę na kolana.
Prawdopodobnie mógł powalić też i mnie.
Zatrzepotałam rzęsami, dygnęłam i spojrzałam prosto w niebieskie oczy.
— Mademoiselle — poprawiłam szybko chłopaka, prawie automatycznie, ale po chwili zreflektowałam się, że przecież to nie był mój znajomy, a to co zrobiłam zdecydowanie nie należało do rzeczy taktownym. Zasłoniłam usta dłonią, opuszczając wzrok i możliwe, że się zarumieniłam, ale kto by na to zwracał uwagę, prawda? — Przepraszam, ja również witam, Monsieur. Wanda Przewalska, miło mi poznać — przedstawiłam się i wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, czekając na jego ruch. — Jak mniemam, Gabriel Lavillenie, prawda? Trafiłeś doskonale, to ja mam ciebie wprowadzić.
Bo jeszcze zdążę z nim porozmawiać o całej tej sytuacji i może to on rozwieje moje wątpliwości.
I nawet nie zauważyłam, jak zadrżałam, gdy przeniósł na mnie wzrok.
Ale przecież te oczy były jaśniejsze.
— Witam, Madame. — Zamrugałam kilka razy zdekoncentrowana, bo chyba jeszcze nie miałam męża, a i aż tak staro nie wyglądałam. Kolejny, który nie zna się na francuskim. —Czy wie panienka, gdzie znajdę kogoś, kto ma mnie wprowadzić? — zapytał, uśmiechając się czarująco, na co odwzajemniłam się tym samym, bo, och, ten uśmiech musiał powalić niejedną dziewczynę na kolana.
Prawdopodobnie mógł powalić też i mnie.
Zatrzepotałam rzęsami, dygnęłam i spojrzałam prosto w niebieskie oczy.
— Mademoiselle — poprawiłam szybko chłopaka, prawie automatycznie, ale po chwili zreflektowałam się, że przecież to nie był mój znajomy, a to co zrobiłam zdecydowanie nie należało do rzeczy taktownym. Zasłoniłam usta dłonią, opuszczając wzrok i możliwe, że się zarumieniłam, ale kto by na to zwracał uwagę, prawda? — Przepraszam, ja również witam, Monsieur. Wanda Przewalska, miło mi poznać — przedstawiłam się i wyciągnęłam w jego kierunku dłoń, czekając na jego ruch. — Jak mniemam, Gabriel Lavillenie, prawda? Trafiłeś doskonale, to ja mam ciebie wprowadzić.
Wprowadzenie: Gabriel [1]
Etykiety:
Gabriel Lavillenie,
Wprowadzenie: Gabriel
Droga była wyboista, długa i ciągnęła się jak flaki z olejem, nawet jeśli wcisnąłem w uszy słuchawki i starałem się skupić na doznaniach muzycznych, ignorując przy okazji nadającą matkę. Rodzice zdawali się bardziej spanikowani ode mnie, ba, sam wcale się nie martwiłem, jakby wszystko to, co powinno stresować moją osobę, spłynęło na nich i osiadło.
W końcu zirytowany wzrok matki zmusił mnie do wyciągnięcia słuchawek i wysłuchania, co mają mi do powiedzenia.
— Na pewno wszystko spakowałeś? — spytała z troską w głosie, na co pokiwałem głową.
— Chciałbym — zaczął ojciec, a ja mogłem już przewracać oczami, bo wiadomo było, o czym będzie gadka — żebyś poznał Nivana i spróbował spędzić z nim trochę czasu, pogadał. — Przewróciłem oczami. Ostatnią rzeczą, po jaką tu przyjechałem, było poznanie bachora z pierwszego związku mojego ojca. Założyłem nogę na nogę i wydąłem usta, spoglądając w lusterko. W oczy rodziciela. Podobno w większej części wyglądał jak On.
Dalsza część drogi przebiegła w podobny, pierdołowaty i irytujący sposób, bo wszystko nagle zaczęło kręcić się wokół Oakleya, o którego nawet matka zaczęła się dopytywać, chociaż jego osoba nie powinna jakkolwiek włazić z butami w nasze życie.
Odetchnąłem z ulgą, gdy mogłem wreszcie wysiąść, zabrać walizki i uciec z rodzinnego motłochu, na dziedziniec, rzucając wcześniej ciche, zbywające pożegnanie.
Szkoła, w której zmarnuję najbliższe miesiące życia. Wspaniale.
— Witam, Madame. Czy wie panienka, gdzie znajdę kogoś, kto ma mnie wprowadzić? — spytałem z czarującym uśmieszkiem, gdy znalazłem się już przy jakże uroczej blondynce.
W końcu zirytowany wzrok matki zmusił mnie do wyciągnięcia słuchawek i wysłuchania, co mają mi do powiedzenia.
— Na pewno wszystko spakowałeś? — spytała z troską w głosie, na co pokiwałem głową.
— Chciałbym — zaczął ojciec, a ja mogłem już przewracać oczami, bo wiadomo było, o czym będzie gadka — żebyś poznał Nivana i spróbował spędzić z nim trochę czasu, pogadał. — Przewróciłem oczami. Ostatnią rzeczą, po jaką tu przyjechałem, było poznanie bachora z pierwszego związku mojego ojca. Założyłem nogę na nogę i wydąłem usta, spoglądając w lusterko. W oczy rodziciela. Podobno w większej części wyglądał jak On.
Dalsza część drogi przebiegła w podobny, pierdołowaty i irytujący sposób, bo wszystko nagle zaczęło kręcić się wokół Oakleya, o którego nawet matka zaczęła się dopytywać, chociaż jego osoba nie powinna jakkolwiek włazić z butami w nasze życie.
Odetchnąłem z ulgą, gdy mogłem wreszcie wysiąść, zabrać walizki i uciec z rodzinnego motłochu, na dziedziniec, rzucając wcześniej ciche, zbywające pożegnanie.
Szkoła, w której zmarnuję najbliższe miesiące życia. Wspaniale.
— Witam, Madame. Czy wie panienka, gdzie znajdę kogoś, kto ma mnie wprowadzić? — spytałem z czarującym uśmieszkiem, gdy znalazłem się już przy jakże uroczej blondynce.
Wprowadzenie: Gabriel [0]
A więc mój brat wykorzystał mnie w bardzo niemiły sposób.
Albo to raczej ja dałam się wrobić.
Po prostu pewnego dnia zapukał do pokoju, spojrzał się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i oświadczył, że muszę mu pomóc. I co ja biedna mogłam zrobić, no tylko się zgodzić, bez przemyślenia całej sprawy, bo przecież mój biedny braciszek, Foma Przewalski, tak bardzo cierpiał, widać to było w wyrazie jego twarzy i malujących się na niej emocjach.
Szkoda, że nie wspomniał wcześniej o tym, że będę musiała wypełniać tysiące dokumentów samorządu (i to było chyba i tak dwa razy mniej od jego ilości), liczyć jakieś horrendalne sumy, myląc się przy okazji po kilkanaście razy.
Ale na moje szczęście, w końcu trafiła się ta jedyna okazja, z której bardzo chętnie skorzystałam, by wyrwać się z dusznego pokoju, rozprostować trochę nogi, czyli wprowadzić nowego ucznia. I co z tego, że papiery zabrałam tuż sprzed nosa Fomy, przecież mógł się szybciej orientować, prawda? W końcu prosił o pomoc.
Szybkie przekartkowanie dokumentów, ogarnięcie wszystkich potrzebnych rzeczy, a następnie pospieszne zarzucenie na siebie płaszcza i zawinięcie szalika wokół szyi, bo przysięgam, w ciągu ostatnich dni zrobiło się wyjątkowo zimno, a na sam koniec zbiegnięcie po schodach w panice, będąc już spóźnioną (nie pytajcie, jak do tego doszło).
W końcu stanęłam wesoło przed drzwiami akademika, wyczekując nowego ucznia z bardzo pozytywnym humorem i szerokim uśmiechem na twarzy.
Po prostu pewnego dnia zapukał do pokoju, spojrzał się na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i oświadczył, że muszę mu pomóc. I co ja biedna mogłam zrobić, no tylko się zgodzić, bez przemyślenia całej sprawy, bo przecież mój biedny braciszek, Foma Przewalski, tak bardzo cierpiał, widać to było w wyrazie jego twarzy i malujących się na niej emocjach.
Szkoda, że nie wspomniał wcześniej o tym, że będę musiała wypełniać tysiące dokumentów samorządu (i to było chyba i tak dwa razy mniej od jego ilości), liczyć jakieś horrendalne sumy, myląc się przy okazji po kilkanaście razy.
Ale na moje szczęście, w końcu trafiła się ta jedyna okazja, z której bardzo chętnie skorzystałam, by wyrwać się z dusznego pokoju, rozprostować trochę nogi, czyli wprowadzić nowego ucznia. I co z tego, że papiery zabrałam tuż sprzed nosa Fomy, przecież mógł się szybciej orientować, prawda? W końcu prosił o pomoc.
Szybkie przekartkowanie dokumentów, ogarnięcie wszystkich potrzebnych rzeczy, a następnie pospieszne zarzucenie na siebie płaszcza i zawinięcie szalika wokół szyi, bo przysięgam, w ciągu ostatnich dni zrobiło się wyjątkowo zimno, a na sam koniec zbiegnięcie po schodach w panice, będąc już spóźnioną (nie pytajcie, jak do tego doszło).
W końcu stanęłam wesoło przed drzwiami akademika, wyczekując nowego ucznia z bardzo pozytywnym humorem i szerokim uśmiechem na twarzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)