Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Meleus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Meleus. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2018

Wprowadzenie: Meleus [2]

I właśnie tak nadszedł mój zbawiciel, jegomość Meleus Saldivar w osobie własnej. Nie ukrywając, chłopak, a właściwie raczej mężczyzna, bo nawet wiekiem odbiegał od standardów uczniowskich, stanowił rzadki okaz kogoś, kto dużo przeżył. Dodatkowo miał przy tym siłę, hard ducha, pozwalający zakładać, że jeszcze więcej dopiero przeżyje. Byłem wyjątkowo dobrej myśli, miałem ogromną nadzieję, że nie zostanie zjedzony czy stłamszony przez szkolne kanalie. Hera zapowiedziała, że zamierza zrobić mały rekonesans w kwestii nowych świeżynek, zwłaszcza tych, które posiadają w sobie niestłumioną dotąd iskierką buntu.
Nie muszę raczej dodawać, że im więcej nowych uczniów, tym lista robiła się coraz dłuższa. 
Wróciłem myślami do mężczyzny, który szybkim, żołnierskim, tak nawykłym do marszu, krokiem przemieszczał się w moim kierunku.. 
— Meleus Saldivar — odezwał się w końcu, a ja mogłem ledwie zamrugać, wsłuchując się w ciężką barwę głosu. Twarda, chrypnięta, ale przy tym posiadała w sobie nutkę tajemnicy, która kusiła i zapraszała do dłuższej pogawędki z jegomościem. 
— Miałem się złapać z kimś z samorządu. — Skinąłem głową, wpatrując się w lekko skośne oczy chłopaka. Z jego dokumentów dowiedziałem się nie za wiele, ilość informacji była ograniczona, ale ta śniada, nieco ciemniejsza barwa skóry dawała do myślenia. 
— James Hopecraft, tutejszy przewodniczący, miło mi cię poznać. Mam za zadanie wprowadzić cię w tajniki ogarniania, szukania odpowiednich pomieszczeń i upewnić się, że nie zabijesz się po drodze — pominę milczeniem fakt, że Mel wyglądał na kogoś, kto umiał o siebie zadbać — masz na początek jakieś pytania, wątpliwości? 

środa, 7 lutego 2018

Wprowadzenie: Meleus [1]

„Gdzie jesteś Meleusie?” Bardzo dobre pytanie! Gdzie był Meleus? Problem polegał na tym, że sam nie do końca wiedział. Koniec końców nigdy nie był specjalnie lotny w nawigację. Trzy budynki, przynajmniej trzy drogi – wicie, rozumicie, można się zgubić!
Jednak wedle zasady, że wszystkie drogi prowadzą do AWU – jakoś samo poszło. Idąc dziarsko, skutecznie zagłuszał wszystkie swoje myśli szurając podeszwami butów o asfalt. Może to i lepiej – ostatnimi czasy miewał w głowie straszliwy bajzel. Ale przecież dlatego tu trafił, prawda…? Aż mimowolnie przycisnął palce do nasady nosa i przymknął na chwilę oczy. Chaos w myślach powodował ból głowy i skutecznie doprowadzał go do szaleństwa. W myślach przeklął wszystkie stojące równo rządkami na półkach w domu rodzinnym eliksiry przeciwbólowe. Zmarszczył śmiesznie nos, zaciskając mocniej wargi i rozejrzał się po sporym szkolnym dziedzińcu nieobecnym wzrokiem. Był tutaj jakimś cudem umówiony z człowiekiem-samorządem; kimś kto pomoże mu się ogarnąć w rzeczywistości. Przed budynkiem stała tylko jedna osoba – odrobinę od niego wyższy, postawny blondyn z przydługimi kłakami. Wymienił z nim spojrzenia, podchodząc bliżej. Przez chwilę jakby zawahał się w pół kroku, ale miał nadzieje że nie było to zbyt widoczne. W trakcie ostatnich trzech dni spędził pośród obcych ludzi więcej czasu, niż przez kilka ładnych tygodni. Było to dla niego odrobinę frustrujące.
 Meleus Saldivar  odezwał się do chłopaka, zupełnie jakby miało to coś wyjaśniać. Barwa i tonacja głosu z jakimi to wypowiedział były specyficzne – twarde, nieco zachrypnięte, raczej przyjemne dla ucha, ale zupełnie inne od tych, które James sobie wyobrażał. Dopiero po kilku sekundach milczenia zdał sobie sprawę z tego, że powinien prawdopodobnie powiedzieć coś jeszcze.
 Miałem się złapać z kimś z samorządu  dodał gwoli żołnierskiej ścisłości, machinalnie się prostując i przenosząc wzrok z przypadkowo napotkanego elementu otoczenia na swojego rozmówcę. Wcisnął dłonie w kieszenie bluzy, zupełnie nad tym nie panując.
Graty, Meleusie. Znowu wyszedłeś na mruka i milczka. Do tego dziwaka. Trudno o lepsze pierwsze wrażenie.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Wprowadzenie: Meleus [0]

Miewałem w tej szkole oszołomów, psychopatów, którzy tylko oczekiwali na swoja okazję, żeby zgwałcić niczego nieświadomego, wciąż śmiejące się do rzekomych adoratorów, dziewczątka. Choćby w postaci panny Przewalskiej, której niechybna afera z pewnym kotołakiem dawała sporo do zrozumienia w kwestii granic towarzyskich. Gdzie się zaczynają lekkie obyczaje, a gdzie normalne zachowania panienki z dobrego domu z plebsem. 
Miałem w tej szkole arystokratów, Dexter przecież z Herą świadkami, którzy potrafili wymienić całe swoje drzewo genealogiczne do ośmiu pokoleń wstecz. Ognistowłosą królową szkoły podejrzewałem, że nawet powiedzenie wszystkiego wspak nie uczyniłoby zadania wystarczająco trudnym. 
Były elfy, byli czarodzieje, byli mądrzy, byli głupsi, byli ci, od których nielegalnymi substancjami typu sproszkowany vernyl czy lotnik dla ubogich czuć było na kilometry kwadratowe i byli ci, którzy zasługiwali na uśmiech, spokojne zawieszenie wzroku na wyprasowanym mundurku. 
I pomiędzy nimi wszystkimi był osobnik, na którego imieniu wraz z nazwiskiem zdążyłem połamać sobie język. 
— Meleus. Saldivar  — wymówiłem na głos z nieskrywaną dumą, cały poranek próbowałem znaleźć odpowiednią barwę i tonację głosu, nadać mojej wypowiedzi nieco charakteru, a przede wszystkim: Zrobić to poprawnie. Aktualnie stałem na głównym placu, oczekując nowego ucznia. Co prawda był starszy niż przeciętny tutejszy świeżak, ale to tylko robiło całą sprawę nieco bardziej interesującą. Gdzie jesteś, Meleusie? 

.
.
.
.
.
.
template by oreuis