Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pelagonija Eternum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pelagonija Eternum. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 października 2018

Mam sprawę [6]

Ciszę po moich słowach przerywały tylko delikatne stukoty i brzęki porcelany. Chrzaniłam dyskrecję i wpatrywałam się w Mińska, próbując rozszyfrować jego zamyśloną minę, żeby zorientować się, czy szala przechylała się na moją korzyść, czy wręcz przeciwnie. Vladdy podkradł parę ciastek z tacy i z obojętną mordką zerkał to na mnie, to na dyrektora, jakby cała sprawa go nie obchodziła, chociaż wiedziałam, że całkowicie wspierał mój plan, za co byłam mu wdzięczna. Byłam mu też wdzięczna za to, że na razie nie bluzgał, tylko pochłaniał ciastka, przysłuchując nam się z anielską, jak na niego, cierpliwością.
— Będę potrzebować gotowego planu rozpisanego, zanim udzielę oficjalną zgodę, ale podoba mi się, w jakim kierunku zmierzasz, Eternum. — Przez kilka chwil miałam wrażenie, że moje serce się zatrzymało, żeby zabić po paru sekundach z kilkukrotnie większą siłą oraz szybkością. Chyba nawet oczy zaczęły mi się błyszczeć i patrzyłam na dyrektora z wdzięcznością, czcią i uwielbieniem przesadzam, ale w tamtej chwili się czułam, jakbym była w stanie postawić mu pomnik. — Szanuję to, dlatego masz ode mnie wstępną zgodę. Nie spierdol jednak tego, Eternum, przysięgam, mam dość bałaganu i bez twoich herbacianych mrzonek.
Nie piszcz. Nie piszcz. Nie piszcz.
— Oczywiście, dostarczę go jak najszybciej. I obiecam nie sprowadzić apokalipsy. — Wyszczerzyłam się szeroko do mężczyzny, czując jak poziom ekscytacji gwałtownie wzrósł, przerastając możliwą skalę.
— Błagam cię, oddychaj, bo zemdlejesz — fuknął Vladdy.

niedziela, 14 października 2018

Mam sprawę [4]

Przez chwilę mężczyzna trawił moje słowa i póki pstryczek nie skoczył, nalałam mu kawy do filiżanki, a do swojej oczywiście herbaty, bo co innego mogłabym pić? Prawie widziałam i słyszałam, jak mu trybiki przeskakują, gdy z jego ust padały kolejne pytania związane z moim planem i jakoś w moim serduchu ciepło się rozlało oraz ulżyło, bo dyrektor nie posłał mnie do diabła. Czyli jakaś szansa była.
— Jakiego rodzaju herbaciarnię? Jakiś budynek, ziemia na oku? Brak alkoholu dla dzieciaków pewnikiem? Uprawnienia i resztę sobie wyrobisz? — Zmrużył oczy, mierząc uważnym wzrokiem moją osobę, a ja się rozluźniłam, bo udało mi się zaciekawić Mińska.
— Co ma pan na myśli, pytając jakiego rodzaju? Z wyborem miejsca wolałam poczekać, aż otrzymam pańską odpowiedź. — Chociaż musiałam przyznać, że kawałek ziemi na moją wymarzoną herbaciarnię miałam upatrzoną, jednak wolałam się nie zapędzać za daleko z nadziejami i marzeniami, coby nie czuć rozczarowania ani irytującego niedosytu. Przy pytaniu z alkoholem moje usta drgnęły, a uśmiech stał się bardziej rozbawiony. — Gdybym lubowała się w rozpijaniu ludzi, których porywam na herbatki i przystawała na prośby podania czegoś mocniejszego, wierzę, że więcej osób chciałoby pijać u mnie herbatę. Wszystkie formalności, uprawnienia, et cetera załatwię — powiedziałam i upiłam łyk ciepłego naparu, nie bardzo wiedząc, co zrobić z dłońmi. Niby plan rozpisany punkt po punkcie w notatniku miałam, jednak nadal wrażenie, że czegoś ciągle brakuje, mnie nie opuszczało i nawet w tym momencie moje myśli krążyły wokół tego tematu.

wtorek, 9 października 2018

Mam sprawę [2]

Nie zdejmowałam z twarzy szerokiego uśmiechu, nawet gdy widziałam, że dyrektor po moich następnych słowach wyglądał na mniej przystępnego. Jednak czego ciastka, herbata i kawa nie załatwią? Mińsk westchnął, mamrocząc krótkie, a jak miłe dla mego serca pomimo chłodu "właź", po czym uchylił szerzej drzwi, żebym mogła wejść. Pierwszy krok ku zwycięstwu zaliczony, teraz będzie trudniejsza sprawa.
— Co was do mnie sprowadza? Problemy z zaliczeniem? Chęć wcześniejszego wypłacenia stypendium? Zmiana czegoś w menu? Od razu zaznaczam, że nie mam wpływu na to, co wyprawiają kucharki w stołówce, ich nerwy, wasza sprawa. —  Położyłam tacę na biurku i rozkładałam filiżanki, łyżeczki i inne takie pierdółki, jednocześnie zbierając słowa. Z zaliczeniem problemów nie miałam. Może moje wyniki wybitne nie były, ale nie przysparzały wstydu, gdy się na nie patrzyło. Ostatni semestr, więc na stołówkowym jedzeniu jeszcze mogłam przeżyć, ja się bić z kucharkami nie zamierzałam. Zwłaszcza, że kończyłam edukacje w uczelni, a żaden z Eternumów się nie rwał do placówki, bo wiek jeszcze nie ten.
— Herbata czy kawa? — spytałam i czułam, jak Vladdy wywiercał we mnie dziurę spojrzeniem, niemo przekazując mi, żebym się nie ociągała, tylko waliła prosto z mostu. Po co pośpiech? Przecie mamy czas. — Chciałam się dowiedzieć, czy jest możliwość, żebym otworzyła w pobliżu uczelni herbaciarnię. — Uśmiech nadal gościł na ustach, jednak dłonie nerwowo mi drżały, więc splotłam je na kolanach. Spokojnie, Jaśmin, będzie oke

sobota, 6 października 2018

Mam sprawę [0]

— Ja pierdolę, to naprawdę w twoim stylu.
— Ale to dobry pomysł… Prawda?
— Dla ciebie boski. Nikt w tej waszej popieprzonej rodzinie nie nadaje się do tego bardziej niż ty — powiedział Vladdy, parskając śmiechem i poprawił się na moim ramieniu, ciągnąc za włosy, przez co musiałam się zatrzymać, bo się bałam, że opuszczę tacę ze wszystkimi rzeczami, które przygotowałam. Fuknęłam cicho, jednak zaraz zaczęłam iść dalej. W końcu nie bez przyczyny wzięłam miśka ze sobą. Mińsk miał swego rodzaju słabość do pluszowego alkoholika i jego rozbrajającej, wulgarnego bycia [kto nie miał?].
Wzięłam głębszy wdech przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu dyrektora i sterczałam przed nimi kilka, ładnych minut, zastanawiając się, czy jednak lepiej nie zrobić parę kroków do tyłu i się taktycznie wycofać. Ale Vladdy klepnął mnie w plecy swoją pluszową łapką i się rozdarł „Głowa do góry i do przodu, młoda!”, więc dyskretny odwrót mogłam wykreślić z ewentualnych planów.
Zapukałam ostrożnie do drzwi i kiedy dostałam pozwolenie na wejście, z pomocą Amiga otworzyłam drzwi, układając automatycznie usta w uśmiechu.
— Zanim zacznie pan krzyczeć, mam herbatę i ciastka, dużo ciastek. Zrobiłam też imbryk kawy — powiedziałam, pokazując tacę z różnościami. Co prawda zakaz cukru gdzieś wisiał sobie i mógł sobie wisieć, ale nikt go raczej już nie przestrzegał. W szczególności ja i moje małe herbatki. — Mam pewną sprawę — dodałam, poszerzając uśmiech, bo jak przekonywać to z uśmiechem. 

środa, 19 września 2018

Ćpanie herbaty to nie przestępstwo [2]

Chłopak wzruszył ramionami, acz temu gestowi towarzyszyło cichutkie westchnięcie pod nosem.
— Jest ok? — Ton jego głosu oraz grymas malujący się na twarzy mojego pochmurnego towarzysza nie brzmiały zbyt szczerze. Jego późniejsze zreflektowanie się, gdy się zorientował, że nie wyszedł przekonująco, oraz powtórzenie, że „chyba jest ok”, tylko sprawiło, że przewróciłam oczami i mrużąc oczy, wykrzywiłam usta niezadowolona.
— Tak, tak. — Ponoć nie można było zaprzeczyć podwójnym potwierdzeniem. Ponoć. — A ja jestem złotą rybką, Kwiatku — dodałam, splatając palce na kolanach i westchnąwszy w duchu, bo wystarczyło, żeby tylko jedno z nas było w nie sosie, powróciłam do lekkiego uśmiechu.
— Może nie wyglądam na najbardziej godną zaufania osobę i siłą wcisnęłam ci wianek na głowę, naruszając twoją przestrzeń osobistą, ale jeżeli mogę jakoś pomóc, to mów. I dla formalności, i żeby tradycji stało się zadość, zapraszam na herbatę.
Herbata rozwiązywała wszystko. No, prawie wszystko. I chyba dotyczyły to tylko mnie, ale shh. Jak już wspominałam, to dla formalności i tradycji. Poza tym to był jedyny sposób, w jaki umiałam odciągać ludzi. Ewentualnie jak ktoś był wampirem energetycznym, to mogłam się podłożyć. W końcu zdarzali się ludzie, którzy lubią być otaczani przez nieszczęśliwe osoby. Ale on nie wyglądał na wampira energetycznego. Na pewno nie w wianku i z tą naburmuszonym, ponurym grymasem. 

Bo wszystkie kaczki lubią herbatę i ciasteczka jeść [4]

Mruknął, przyznając mi rację i wziął pod ramię, po czym ruszyliśmy na tak dobrze już znane nam czwarte piętro. Posmutniałam na myśl, że miałam przed sobą jeszcze tylko półtora semestru, żeby spędzić czas z innymi w uczelni, a potem kij wiedział. Kijem nie byłam, więc nie wiedziałam. Pewnie będę starała się odwiedzać placówkę jak najczęściej, acz moje małe, złowieszcze plany same się nie ziszczą, więc trzeba będzie sobie podzielić czas. Nigdy nie byłam zorganizowaną osobą.
— Wiesz może, co chcesz robić po uczelni? — spytałam, gdy wspinaliśmy się po schodach i żwawym krokiem zbliżaliśmy się ku tradycyjnemu miejscu naszych spotkań. Vladdy pewnie wywiało do jego oper mydlanych, a zwierzęta w tym roku postanowiłam zostawić w Azylu [Dropsik się wydawał bardzo wymęczony, a Walliego nie chciałam zostawiać samego w towarzystwie miśka-alkoholika. Ich relacje bardzo przypominały relacje Mona Lisy II oraz Gremlina].
W pokoju oczywiście zaczęło się zwyczajowe wyciąganie filiżanek, imbryczka, czajnika elektrycznego oraz tych wszystkich herbatek, słoiczków z różnymi zawartościami, mniej, bądź bardziej barwnymi. Przeważnie pytałam Hortensję, na jaki smak naparu miał ochotę, dzisiaj miałam próbówki. Próbówki z różnymi mieszankami zablokowane korkami, żeby nic nie wypadło.
— Którą niespodziankę wybierasz? — W rączkach miałam cztery szklane pojemniczki i z enigmatycznym uśmieszkiem, czekałam aż wybierze pomiędzy niebieską, czerwoną, zieloną oraz białą mieszanką. 

niedziela, 9 września 2018

Bo wszystkie kaczki lubią herbatę i ciasteczka jeść [2]

Odwzajemnił uścisk, garbiąc się przy tym, ponieważ był grubo wyższy ode mnie i prawdopodobnie skończyłabym, wisząc nad ziemią, gdyby się nagle wyprostował. Powinnam zainwestować w jakiś taboret albo eliksir wzrostu czy coś. Pewnie dziadek by coś miał, ale powiedziałby, że po cholerę mi.
— Też się cieszę, że cię widzę. Też cię naprawdę długo nie przytulałem i co to za głupie pytanie? Oczywiście, że się napiję. — Roześmiałam się radośnie i klasnęłabym w dłonie z uciechy, ale miałam je zajęte.
— Formalności. Jakbyś odmówił, to pewnie i tak bym przytaszczyła ze sobą całą zastawę porcelanową albo termosik z dwoma kubkami. Wiesz przecież, że jestem bardzo ciężkim przypadkiem herbatolizmu, wręcz nieuleczalnym — powiedziałam poważnym tonem z iście poważnym wyrazem twarzy, jednak nie wytrwałam w tym zbyt długo, bo zaraz uśmiechnęłam się od ucha do ucha. — I choć chętnie bym z tobą tak poszła, to boję się, że byśmy się wywrócili po drodze i połamali sobie kości, roztrzaskali nos albo zdarli skórę jak Yevgeni. Chyba że znasz jakiś niezawodny sposób, jak przejść na czwarte piętro akademika w tej pozycji — dodałam rozbawionym tonem, delikatnie się odsuwając, bo jednak go plecy będą boleć, mnie szyja i się jeszcze poprzewracamy, jak spróbujemy zrobić kroczek. Zwłaszcza, że długość jego kroków była zdecydowanie większa od moich. 

poniedziałek, 3 września 2018

Bo wszystkie kaczki lubią herbatę i ciasteczka jeść [0]

Choćby dziadek rzucał na mnie ogrom klątw, kwiaty kwitły mi za uszami, a Vladdy wrzeszczał, nie szczędząc rosyjskich i nierosyjskich przekleństw oraz machaniem swoją pluszową łapką, nie umiałam trzymać się szlabanów dotyczących herbaty. Miałam zbyt słabą wolę, jeżeli chodziło o nektar bogów. No i ciastka. I kwiatki. I króliki. I truskawki... No, po prostu byłam słabą osobą, jeżeli chodziło o odmawianie sobie rzeczy, które bardzo lubiłam.
Dlatego kiedy na horyzoncie pojawił się Aurelek, to oczywiście nie podeszłam do niego jak człowiek i się z nim nie przywitałam normalnie, bez zbędnego hałasu oraz uwagi. Nie, wystrzeliłam z otwartymi ramionami, krzycząc „Hortensja” i się rzuciłam na niego, przytulając oraz wyrzucając z siebie wodospad słów, jak za nim tęskniłam, że długo go nie widziałam, jak mu minęły wakacje, czy dobrze się czuje, et cetera, coby nie wymieniać więcej.
— ...I napijesz się ze mną herbatki? — spytałam, zadzierając głowę i zdmuchnęłam kosmyk włosów, przez które wyglądałam jak owca, bo nie chciało mi się ich ścinać ani odpowiednio czesać, więc zostałam owcą w żółtym sweterku, bo cieplutko było, ale sweterki to moja kolejna słabość, co poradzić? Ja nic nie chciałam na to radzić. Objęłam go mocniej, śmiejąc się pod nosem, bo brakowało mi tego, a choć Phila łatwiej się przytulało to, to nie było to samo. — Dawno cię nie przytulałam — mruknęłam, uśmiechając się szeroko.

niedziela, 2 września 2018

Ćpanie herbaty to nie przestępstwo [0]

Nigdy w swoim życiu nie zrobiłam tak krzywego i pokracznego wianka jak ten, który sobie założyłam na głowę, ale cóż, przeklęte, drżące dłonie. Co nie zmieniło faktu, że zrobiłam więcej, a szkoda było je porzucać na zwiędnięcie na trawie, więc wkładałam je na głowę wszystkim, których spotkałam. Izel się przestraszyła, Yevgeni potknął się o własne nogi zaskoczony [chyba to nie było dobrym pomysłem], jego siostra podziękowała i zgarnęła go z podłogi, Vene wzięła dwa, ktoś jeden wyrzucił i tak jakoś szło, dopóki nie została mi jedna korona z kwiatów. Rozejrzałam się, żeby poszukać osoby, która dostąpi zaszczytu założenia ostatniego wianka. Zwycięzcą okazał się być zielonowłosy chłopak, który nie wyglądał na najbardziej zadowolonego z życia, więc zasłużył przynajmniej na wianek. Poza tym ładnie mu było. 
— Hej. — Po tym jak mu wcisnęłam koronę na głowę, klapnęłam obok niego, unikając powiedzenia „dzień dobry”, skoro jego mina ewidentnie mówiła, że ten dzień dobry dla niego nie był. — Coś się stało? — spytałam, mimo że to nie powinna być moja sprawa, ale w ostatni rok powinnam się przynajmniej obudzić, zagadać, poznać ludzi [nie przez wciskanie im imbryków oraz filiżanek z herbatą, bo raz chyba ktoś uciekł. Nie pamiętam, ktoś inny się ze mną napił], ogólnie żyć. A jak mogłam przy tym porozdawać kwiatki, to czemu by nie? Niektóre rzeczy się po prostu nie zmieniały.

sobota, 11 sierpnia 2018

Uwaga na wodę [0]

— Wyglądasz jak zmokła owca — powiedział Mordechaj, kiedy beztrosko skakałam sobie po kałużach w deszczu z Philem przed uczelnią. Mały oczywiście miał kaloszki, uroczy płaszczyk przeciwdeszczowy z motywem wilka i piszczał radośnie, gdy rozchlapywał wszędzie wodę. A ja… Miałam tylko kalosze i nadal miałam na sobie letnią sukienkę, zero płaszcza czy parasola. Przynajmniej ciepło było, a deszcz nie był na tyle zimny, żebym chciała zaraz lecieć do środka.
— Jestem szczęśliwą, zmokłą owcą — wyburczałam w stronę kuzyna, tuląc na pożegnanie małego Phila i pomachałam im, zanim ostatecznie skierowałam się w stronę uczelni. Skocznym krokiem szłam z walizką oraz plecakiem, nucąc pod nosem jakąś wesołą melodyjkę. Miałam nadzieję, że żadna woźna mnie nie zauważy, bo prawdopodobnie zostałabym zabita za te kałuże, które zostawiałam za sobą [później je zmyję, przysięgam, chyba]. Oby nikt się nie poślizgnął na schodach… Jakby nie patrzeć mój pokój był na ostatnim piętrze, siłą rzeczy musiałam [nie lubię wind, nope]. Przynajmniej zdjęłam kalosze i wzięłam w dłonie, żeby nie roznosić błota. Wystarczyły kałuże, za błoto definitywnie zostałabym zabita.
Po paru potknięciach, burczeniu na walizkę, która nie chciała ze mną współpracować, udało mi się w końcu dotrzeć na samą górę. Zwycięstwo! Na korytarzu zamajaczyła mi znajoma [chociaż zawsze mogłam się pomylić] osóbka i bez większego zastanowienia podbiegłam do niej z szerokim uśmiechem.
— Dzień dobry, jak humorek? — spytałam, zgarniając mokre kosmyki włosów za ucho.

wtorek, 31 lipca 2018

Kompleks starszego brata [7]

— Lubię mrożoną, chociaż niekoniecznie w takie dni, jak ten. Kawa, czy herbata, mi to obojętne, oba napoje zdecydowanie lubię, a dzisiaj mogę napić się herbaty, jeśli na kawę specjalnie szykować trzeba inny imbryczek. I dyniowe albo słonecznikowe, bardzo lubię słonecznikowe. — Mrożona zależy od dnia. Lubi i kawę, i herbatę. Ciastka dyniowe oraz słonecznikowe, bardziej te drugie. Zanotować, zapamiętać. Być może, jak trafi się okazja ponownego herbatkowania, to się przydadzą te informacje. W pewnym momencie chłopak zaczął iść, więc ostrożnie podążyłam za nim, żeby się nie wywrócić. Co prawda nie miałam takiego pecha jak Yevgeni na moje szczęście, ale z imbrykiem wywrotka mogłaby być niezbyt ciekawa. Kawałki porcelany w ciele nie były zbyt przyjemne, mogę potwierdzić. Przynajmniej mrożona, więc bym się nie oparzyła. — Do której klasy chodzisz?
— Do klasy słońca, rok piąty — odpowiedziałam, uśmiechając się lekko, po czym dodałam: — A ty? — Stawiałam na pierwszy rok albo drugi, klasa mogła być którakolwiek, niczym się w sumie od siebie się nie różniły, nie licząc planu lekcji i nauczycieli. Najnowsze roczniki zawsze najwolniej ogarniałam i nigdy nie wiedziałam, nie orientowałam się w towarzystwie, co się działo, czasami coś mi się obiło o uszy, ale były to skrawki, które łączyłam po czasie.
— Gdzie właściwie chcesz iść herbatkować?

sobota, 28 lipca 2018

Kompleks starszego brata [5]

Miał ten znajomy, zdezorientowany wyraz twarzy, który gościł zawsze u osób nieprzyzwyczajonych do mojego bełkotu. To chyba był znak, że powinnam wrócić na ziemię i zostać, żeby chłopak nie mrugał tak zdziwiony.
— Uznajmy, że nie. — Krótkie wzruszenie ramionami. — Sam też jestem beznadziejny, poszukać możemy, ale proponowałbym coś innego, niż nieosiągalny pierwiastek czegoś tam — dodał cichszym tonem, na co chciałam już skrzywić oburzona wargi, zmrużyć oczy i powiedzieć, że wcale nie jest beznadziejny [chyba podchodziło to pod hipokryzję], jednak mnie uprzedził. — Kawka? Herbatka?
Przypomniałam sobie o biednym, porcelanowym imbryku, który szczelnie obejmowałam, oraz jego zawartości, która tylko czekała, aż ją wypiję. Kiwnęłam głową z szerszym uśmiechem, bo herbacie nigdy nie odmówię. To moja niezaprzeczalna słabość i nie miałam zamiaru się jej wyzbywać, ponieważ przegrałabym, zanim bym zaczęła.
— Przeważnie to ja proponuję upijanie się herbatą — zaśmiałam się cicho. — Lubisz mrożoną? Chociaż w sumie nie ma za bardzo pogody na mrożoną... Czy wolisz kawę? Czy ja mam drugi imbryk? — Raz to normalnie pytałam się i zwracałam się do Gabriela, raz to mój głos zniżał się do mruczenia pod nosem oraz zadawania pytań retorycznych, bo tak, miałam drugi imbryk, chyba w narcyzy. Mój wzrok latał pomiędzy twarzą chłopaka, a podłogą, jakbym nie umiała się zdecydować. Podrapałam się za uchem, zastanawiając się, czy Vladdy wybył z kimś się napić czegoś mocniejszego lub oglądał opery mydlane w świetlicy. — Lubisz ciastka? Jeśli tak, to jakie? — Kolejne pytania padły z moich ust i finalnie zatrzymałam nieco oczekujące spojrzenie na Gabrielu.

środa, 25 lipca 2018

Kompleks starszego brata [3]

— Dalej tego nie kupuję — mruknął, na co wzruszyłam ramionami, bo raczej byłam ostatnią osobą w cesarstwie, która znała się na ludziach. Ja przepraszam, ja jestem od częstowania herbatą i tańczenia kaczuch z dzieciakami. — Gabriel, cała przyjemność po mojej stronie — powiedział, uśmiechając się delikatnie, ładnie, wręcz bardzo ładnie. Bardziej pasował mu ten uśmiech niż skrzywiony grymas. — Czy mogę zapytać o dokładnie to samo, co panienka?
Wygięłam usta w nieco dziwnym półuśmiechu. Powinnam była dygnąć czy coś koło tego? Nie wiedziałam, słowo „panienka” nadawało strasznie oficjalny wydźwięk temu pytaniu. Właściwie to całe pytanie miało oficjalny wydźwięk.
— Nie musisz, bo czy to aż tak ważne? — Wzruszyłam ramionami, zerkając przelotnie na Nivana, potem znowu na Gabriela i jakaś lampka mi się zapaliła wśród mgieł, ale machnęłam na nią dłonią. — Pel, nie „panienka”, czy ja wyglądam na panienkę? Tak poza tym miło mi. — Koniec końców wykonując jakiś nieporadny ukłon, bardzo lekki, ponieważ nie chciałam wylać herbaty. Dzisiaj mrożona, a piłam naprawdę rzadko mrożoną herbatkę.
Zmarszczyłam delikatnie brwi i spojrzałam w sufit, zastanawiając się.
— Czy to ważne? — powtórzyłam, patrząc na Gabriela, ale jednak na niego nie patrząc, bo w sumie go nie widziałam. No, może te jego oczy tak bardzo rzucały się, że na moment troszkę oprzytomniałam. — Czy to takie ważne, czym jest to coś? Bo możemy o tym porozmawiać, mimo że jestem beznadziejna w szukaniu odpowiedzi. Pewnie dlatego, że rzadko się budzę — wyburczałam do siebie.

Kompleks starszego brata [1]

Niby dziadek znowu strzelił mi odwyk, kwiaty w jasnych, pastelowych kolorach rozlazły się po skórze, głównie gnieżdżąc się na dłoniach oraz za uszami, kwitnąc sobie w najlepsze, ale mój wewnętrzny herbatoholik wariował z braku boskiego nektaru bogów, więc przemykałam się z imbrykiem przez korytarz, podśpiewując sobie wesoło pod nosem piosenkę z kreskówek. Dźwięki perkusji w tle odrobinę mnie myliły, jednak jakoś tragicznych pomyłek w melodii nie robiłam, poza tym kimże ja byłam, żeby komukolwiek mówić, żeby przestał walić w bębny? A tylko takim tam kapelusznikiem w kwiatkach, proszę sobie nie przeszkadzać.
— Co ludzie w nim widzą? — Zatrzymałam się zaintrygowana, chociaż nie wiedziałam, czy powinnam jakkolwiek się wypowiadać, skoro moje uczestnictwo w społeczności i moja świadomość, co się działo dookoła mnie, była wręcz na poziomie zerowym. Mimo wszystko nie powstrzymało mnie to przed podejściem do bruneta i powędrowanie za jego wzrokiem, żeby spojrzeniem zatrzymać się na Nivanie.
— Jest całkiem miły — powiedziałam, mając z tyłu głowy wspomnienie walentynkowej zabawy, jednak zaraz się skrzywiłam i nawet bez wymownego wyrazu twarzy chłopaka wiedziałam, że popełniłam gafę. Według ciebie wszyscy są mili, Pel. — Znaczy się… Jeżeli chce, umie być miły. Jest też bezczelny, przystojny, niezłym kompanem do kłótni – przynajmniej tak mi się obiło o uszy – i przeważnie, jak coś się dzieje, to on tam jest. Chyba ludzie lubią taki typ osób… Nie wiem, nie znam się — dodałam, drapiąc się po policzku i wygięłam usta w niezadowolonym grymasie, gdy poczułam stadko stokrotek, łaskoczących mnie w palec. Czyli tym razem nie tylko uszy i dłonie, cudownie.
— Tak właściwie, to jak się nazywasz? — spytałam go, przekrzywiając głowę i objęłam szczelniej imbryk.

środa, 20 czerwca 2018

Nasza zima zła [13]

Z każdą chwilą coraz bardziej się rozluźniałam i pozwoliłam sobie brnąć w wierze, że, póki miałam herbatkę w łapkach, organizmie i to przyjemne ciepło nie pozwalało mi zamarznąć, wszystko było w porządku.
— Kto pyta, nie błądzi, prawda? Pytaj śmiało, nie krępuj się. — Wyszczerzyłam się najszerzej, jak umiałam i zgarbiłam się odrobinę, przyciskając kubek do piersi obydwiema dłońmi. Powoli, Pel, powoli. Nigdzie się nie pali, nikt się nie topi, nikt nie spada, to herbatka. Może nie w Krainie Czarów, ale herbatka. Kurczę, przydałby się mój cylinder.
Wzięłam głęboki wdech, myśli gdzieś się zawieruszyły, a moje „powoli” szlag trafił, gdy z moich ust poleciały pierwsze słowa.
— To zaczynając od tych klasycznych, jak ci się podoba w szkole? Nauka nie daje w kość? Wszyscy mili? Jakie masz zainteresowania? Masz rodzeństwo? Albo zwierzaka? Chyba, że zaliczasz rodzeństwo do kategorii zwierząt jak niektórzy. Nie będzie ci przeszkadzać, jeżeli zostaniesz Wawrzynkiem? Troszkę mi przypominasz wawrzynka, ale te miłe wawrzynki, nie te szkodliwe. Kim chciałbyś zostać w przyszłości? Albo inaczej. Co chciałbyś robić w przyszłości? Coś powtórzyć? — Zdania płynnie wylatywały z moich ust, które nadal układały się w radosnym uśmiechu i gdyby nie to, że krzesło było za niskie na machanie nogami nad ziemią, to by pewnie moje stopy już dawno szybowały w powietrzu.
Zero zimna, zero duszącego zapachu, zero topienia się i spadania. Czysty spokój.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Nasza zima zła [11]

— Nie, po prostu czysta ciekawość. Na taką ilość to by raczej i życia nam nie starczyło, o wieczorku nie mówiąc. — Ładny, krótki śmiech wydostał się z trzewi chłopaka, a ja znowu mrugnęłam, jednak żeby bardziej się oprzytomnić i poszerzyłam swój wyszczerz, z powrotem dzierżąc ukochany, ciepły kubek z naparem. Tym razem od razu upiłam łyk, mrucząc cicho z zadowoleniem. — Nie łapiesz się przypadkiem na jakiś rekord? Sporo tego.
Wzruszyłam ramionami, przyglądając się chłopakowi spod przymkniętych powiek i zastanowiłam się nad odpowiedzią, sącząc herbatkę i mrucząc niczym kot.
— Zawsze można próbować wszystko wypić, dla chcącego nic trudnego — mruknęłam, siadając na krześle, uprzednio je przygarnąwszy bliżej siebie. — A czy się łapię na rekord, to nie wiem. Może. Chociaż z tego co wiem, to nie tylko ja jestem, byłam kolekcjonerem herbat. Może ktoś, kiedyś, gdzieś zrobi książeczkę awuską z rekordami i mnie wpisze jako tą, co robi najwięcej herbatek i zgarnia przypadkowe osoby. Kto wie? — spytałam z rozbawieniem, ponownie unosząc ramiona, żeby zaraz je opuścić.
— Powiedz mi, Wawrzynku, jeżeli będę przesadzać, bo mam do tego tendencje, a najlepiej krzyczeć, bo możliwe, że gdzieś umknę i nie usłyszę, ale chciałabym cię spytać, a w sumie to zasypać pytaniami. Mogę? Mogę? — Uśmiechnęłam się, a z moich ust poleciał potok słów zdecydowanie mniej składnych niż poprzednio, gdy uczucie błogości mnie ogarnęło.

Nasza zima zła [9]

W pierwszej chwili spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem, acz zaraz złapał kubek, kiwając głową. Czyli mniej więcej tak wyglądałam, gdy odpływałam myślami, ale jakaś część mnie nadal znajdowała się na ziemi.
— Nie, nie, nie mam, wręcz przeciwnie, w takiej kompozycji mogę pochłaniać całymi masami. Dziękuję pięknie. — Odwzajemniłam uśmiech Hope, po czym sama zajęłam się swoim kubkiem, tuląc go do policzka, czekając, aż ostygnie na tyle, żebym mogła upić łyk. — Czy mogę zapytać, ile masz rodzajów herbaty?
— Hm? — Mrugnęłam parokrotnie zdezorientowana, unosząc wzrok na chłopaka. ”Ile ja miałam rodzajów herbaty?” — ...To jest dobre pytanie — odpowiedziałam po dłuższym namyśle z rozbawieniem w głosie i odłożyłam kubek, żeby nachylić się nad plecakiem i zacząć w nim grzebać, i liczyć, i przeglądać, co w nim tak właściwie miałam. Powinnam chyba zrobić jakiś spis czy coś. A potem każdemu, kogo zapraszam na posiedzenia z herbatką podsuwać spis niczym menu i poczekać aż gość wybierze to, co przypadnie mu do gustu. Właściwie to nie jest taki zły pomysł.
— Nie doliczysz się, Jaśmin. — Zmrużyłam oczy, kierując spojrzenie na głowę misia wychylającą się z koców i pokazałam mu język, na co pluszak prychnął, coś mamrocząc po rosyjsku pod nosem. Westchnęłam ciężko, odkładając plecak i stuknęłam palcami o kolano.
— Powiedzmy, że bardzo dużo. A co? Chcesz je wszystkie wypróbować? Nie wiem, czy starczyłoby nam czasu. I miodu. I kombinacji mieszanek, bo jeżeli chcesz wszystkie wypróbować, to dużo połączeń jest dość obrzydliwe w smaku.

niedziela, 10 czerwca 2018

Nasza zima zła [7]

Wallie skoczył do Vladdy’ego i wlazł mu pod koce ku jego oburzeniu, ale go nie wypędził. Uśmiechnęłam się lekko, po czym zaczęłam zdejmować kurtkę oraz czapkę, Amigo sam się ześlizgnął z moich ramion i podpełzł do krzesła, żeby zaraz się na nim znaleźć.
— W sumie lubię imbirowe, ale uwielbiam próbować czegoś nowego. — Imbirowe, dobrze wiedzieć. Kucnęłam przy łóżku, żeby wyciągnąć swój ukochany plecak pełen szczęścia, zastanawiając się, jaką mieszankę wziąć. — Jeszcze raz dziękuje, Pelagonijo.
Mrugnęłam zdezorientowana, obracając głowę w stronę Hope’a. Moje usta ułożyły się w ciepły uśmiech.
— Naprawdę nie masz za co. Tylko proszę cię, następnym razem weź kogoś ze sobą, Wawrzynku. Nie chcemy, żebyś zamarzł nam na śmierć — powiedziałam z troską i zanim właściwie pomyślałam, już z moich ust wyleciała nazwa kwiatka. No i masz, Pel, mało ci kwiatów? Toś sobie ochrzciła następną osobę.
Usłyszałam głośne, stłumione parsknięcie śmiechem Vladdy’ego, jednak postanowiłam, że będę się zachowywała, jakbym nic nie zrobiła. Poza tym wawrzynki są ładne. Wygrzebałam z plecaka dwa kubki z królikami i wybrałam herbatę imbirową z malinami, cytryną, goździkami i miodem [niby ten zakaz był, ale wszyscy raczej już go olali, więc sama przestałam pić nektar z kwiatów. I to nie tak, że po prostu jeszcze nie rozkwitły].
Podałam kubek z gorącym naparem chłopakowi.
— Mam nadzieję, że nie masz uczulenia na maliny, cytrynę albo goździki.

czwartek, 7 czerwca 2018

Nasza zima zła [5]

Zadowolona z Amiga pogładziłam szaliczek i ścisnęłam frędzle, które w odpowiedzi również zacisnęły się na moich palcach. Wallie kręcił się, ocierając się o moją skórę i łaskocząc mnie, na co dźgnęłam kręcącego się smoczka. Może powinnam cyrk założyć? Albo jakieś występy uliczne urządzać? Zanotować, kiedyś rozważyć, a teraz wrócić do rzeczywistości.
— Dziękuję pięknie — powiedział, obracając się w moją stronę, a jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Dygnęłam, owijając ponownie ramiona szalikiem i naciągnęłam czapkę na uszy, odwzajemniając wyszczerz. — A skusić się skuszę na wszystkie propozycje, o ile problemu nie sprawię, oczywiście. Herbata brzmi pokrzepiająco, szczególnie że i ręce w pewnym momencie przestałem czuć. — Zmarszczyłam zmartwiona brwi, a moje usta mimowolnie ułożyły się w niezadowolonym grymasie.
— Naprawdę nikt cię nie zauważył? Ile tu siedziałeś na mrozie? — spytałam, nie umiejąc powstrzymać niezadowolenia w swoim głosie i powoli ruszyłam w stronę akademika. Swoją drogą chyba powinnam zacząć urządzać cotygodniowe herbatki w swoim i zapraszać wszystkich. Brzmi jak dobry plan. Zobaczymy, jak będzie z wykonaniem.
Skorzystawszy z windy, na szczęście tym razem działała prawidłowo i nie trzeba było latać do pana woźnego, znaleźliśmy się na ostatnim piętrze, a potem w Pokoju Promienia. Gdy weszliśmy, z góry koców wychyliła się głowa Vladdy’ego, którego wzrok automatycznie poleciał do Hope’a, a potem przeniósł go na mnie, delikatnie mrużąc swoje szklane ślepia.
— Poszerzasz swoje Stowarzyszenie Szalonego Kapelusznika? — Wzruszyłam ramionami, rozkładając je, jakby miało to powiedzieć: „Jestem niewinna, nie wiem, o czym mówisz?”
— Rozgość się. Masz jakiś ulubiony rodzaj herbaty? — rzuciłam w stronę jasnowłosego, a Vladdy prychnął głośno, na powrót zanurzając się w swoim ciepłym królestwie.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Nasza zima zła [3]

Chłopak odetchnął z ulgą widocznie ucieszony moim przybyciem. Przyjrzałam się mu zmartwiona, zauważając, że jasnowłosy przemarzł. Ile on tutaj już siedział?
— Błagałbym na kolanach, gdybym posiadał taką możliwość — parsknął śmiechem, na co uśmiechnęłam się delikatnie. — Ale nie masz jakiegoś czujnika, który mówi ci, kiedy wpadam w tarapaty, żeby znaleźć się obok, prawda?
— Nie, drogi towarzyszu. To akurat przypadki. Chociaż kto wie? Może jestem twym aniołem stróżem, który ma cię wyciągać z tarapatów? — spytałam teatralnie poważnym tonem, podchodząc bliżej i zastanawiając się, jak chłopaka wyciągnąć ze śniegu. Czułam, jak Wallie wślizgiwał mi się pod szalik i wtulał w szyję. Tak właściwie będzie lepiej. Nie będzie przeszkadzał. Rozwinęłam Amiga, wiedząc, że sama raczej nie wyciągnę Hope’a z zaspy. — Co powiesz na herbatę? Wyglądasz na zmarzniętego, a o tej porze roku łatwo o przeziębienie, więc lepiej się rozgrzać. A potem zapraszam do ulepienia bałwana, jeżeli masz ochotę, bo mój pluszowy przyjaciel mnie zbluzgał. Acz myślę, że swój wkład w tym miało rzucenie w niego śnieżką. — Roześmiałam się, orientując, że znowu zaczęłam swój potok słów. Musiałam przestać, wrócić do mniejszej ilości słów, a większej milczenia oraz słuchania.
Szalik chwycił za wózek, a ja cofnęłam się o parę kroków, żeby nie wjechał na mnie. Parę mocniejszych pociągnięć Amiga i chłopak mógł już swobodnie jeździć.
— Może nie dostałam mięśni, ale mam żywy szalik — wymamrotałam, śmiejąc się i wtuliłam nos w materiał, czując, jak ponownie oplata się wokół moich ramion.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis