Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shell "Io" Asimov. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shell "Io" Asimov. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 6 września 2018

Pióra na wietrze [0]

Przez ostatnie miesiące było zimno. Bardzo zimno nawet, jak mówili niektórzy ludzie, snujący się bez wyraźnego celu po uczelni. Nie byłem w stanie potwierdzić tych słów ze stuprocentową pewnością. Niby czułem jakieś ukłucia chłodu na syntetycznej skórze, niby policzki przybierały barwę całkiem naturalnego różu. Mimo wszystko jednak zimna samego z siebie nie odczuwałem, podobnie jak wilgoci. Z tego powodu postanowiłem po zajęciach wyjść na mokry trawnik, kiedy to smugi deszczu uderzały w okna w szaleńczym, lecz i po części uporządkowanym, tempie. Moja uwaga została przykuta przez jeden, drobny element, wyróżniający się pośród setek innych, dzielnie trwający mimo wybitnie niesprzyjających warunków pogodowych. Kucnąłem w pobliżu kępki kwiatów, które pewnie dopiero co przebiły się przez ziemię, biegnąc ku górze, aby zdobyć chociaż kilka cennych promieni słońca. Wyglądały jak nieprawidłowy element układanki w mozaice uczelni, gdzie to wszyscy szli przed siebie, zupełnie nie bacząc na pozostałych.
Polubiłem tego kwiatka. I nawet zacząłem mu współczuć. Musi być przecież taki samotny, zagubiony w bezkresnym świecie, potrzebował kogoś, kto się nim zaopiekuje. Dlatego dotknąłem opuszkami palców białych płatków, chłonąc wzrokiem każdy milimetr rośliny, aby później ostrożnie zerwać nowego przyjaciela. Obróciłem go kilkukrotnie, chcąc lepiej się przyjrzeć dziełu natury w dłoniach. Uśmiechnąłem się delikatnie i przytuliłem kwiat do piersi. Podniosłem się stopniowo, oglądając się przez ramię na drzwi, przez które zaledwie chwilę temu wyszedłem z budynku. 
— Witaj — powiedziałem z szerokim uśmiechem, kiedy ujrzałem w środku drugą osobę, kiedyś już zapewne mijaną na korytarzu.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Rekurencja [4]

— No cóż... Gdyby przebiegły wszystkie naraz mogłyby stanowić niebezpieczeństwo, jednak nie widzę zbyt wielu powodów, dla których miałyby kogoś stratować. Oprócz tego konie są roślinożerne, czego nie można powiedzieć o kaczkach. Chociaż w ich jadłospis wchodzą głównie rośliny, to zdarzają się także mniejsze insekty.
Złożyłem dłonie w wieżyczkę i oparłem na palcach podbródek. Taki gest zobaczyłem w jednym z seriali, o którym ostatnio było głośno w szeroko pojętym internecie. Podobno pomagał się skupić głównemu bohaterowi i zebrać swe myśli. A tego właśnie mi brakowało. Zebrania luźnych linijek tekstu, ułożenia ich w jeden, zgrabny kod źródłowy i przekazania dalej, ażeby tylko dyskusję podtrzymać. Tylko... Jakie ta istota, która teraz siedzi w pozycji zamkniętej, co według podręcznika do behawioryzmu oznacza niechęć do rozmowy, posiada ID? Zapomniałem jej o to spytać. Czy to zostanie uznane za nietakt, jeśli zrobię to teraz?
— Pojmuję twój punkt widzenia. — Na krotką chwilę mój program zawiesił się, a ja w tym czasie musiałem podjąć ważną decyzję. Bo oto pojawił się dodatkowy kod, którego nie napisałem ani ja, ani mój ojciec. A ten, posiadający na ten moment jedynie nietrwałą etykietę, zwał się "żartowanie". Pchany ciekawością, pozwoliłem programowi zadziałać. — Kaczy profesorze. — Zaśmiałem się na tyle naturalnie, jak maszyna jest w stanie to zrobić. — Jak mogę cię zaklasyfikować w swoim rejestrze?
Za zasłoną uśmiechu, ukryłem prawdziwe myśli o tym, że coraz więcej rzeczy w moim programie wymyka się spod kontroli. I to zaczyna być niepokojące.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Rekurencja [2]

Po bliższym przyjrzeniu się mojej towarzyszce, dotarłem do wniosku, że ta może udzielić mi odpowiedzi lepszej niż ktokolwiek inny w obrębie biblioteki. To nie tak, że jestem rasistą. Przecież jej uszy pięknie łączą się z kolorem włosów. A wiadomo nie od dzisiaj, że koty maja całkiem spore doświadczenie w łapaniu zdobyczy, analizowaniu swoich szans na wygraną w starciu czy poznawaniu słabości przeciwnika.
Dlatego, kiedy dziewczyna spojrzała na mnie, przerywając swoje czynności, zamieniłem się w słuch.
— To dość nietypowe pytanie, ale jak dla mnie to oczywiste, że większym zagrożeniem w tym przypadku jest kaczka. Być może nie patrzę obiektywnie, ale jako kot trudno mi spojrzeć z innej perspektywy. Kaczki to zdradzieckie stworzenia, które okropnie pachną, a na dodatek wszędzie gubią te swoje pióra. I gryzą, tymi swoimi okropnymi dziobami, które są o wiele ostrzejsze niż wyglądają.
Skinąłem w zamyśleniu głową, analizując jej słowa. Miała w dużym stopniu rację, gdyby spojrzeć na sytuację przez pryzmat ofiary takiej kaczki wielkości konia. A gdyby spojrzeć na drugą stronę medalu? Która z tych dwóch opcji w ogóle stanowiłaby prawdziwe zagrożenie dla istoty ludzkiej? Z tego, co mi wiadomo, konie nie atakują same z siebie, a kaczki? A i owszem. Jednak w naszym eksperymencie myślowym należy rozważyć jeszcze jedną sprawę.
— Aczkolwiek — odezwałem się po chwili ciszy, wracając do wyglądania przez okno na śnieg. — Koni jest więcej. W przypadku kaczki, zwracasz uwagę tylko na jeden obiekt, a tutaj aż na sto. Czy to nie byłoby utrudnienie podczas walki?

niedziela, 3 czerwca 2018

Rekurencja [0]

Białe płatki śniegu zawirowały za oknem, ledwie widoczne w słabych smugach światła latarni. Wyglądały jak żywe istoty, które z tylko sobie wiadomych powodów biegały wokół, goniły się nawzajem lub nawet same spisywały na pewną śmierć, opadając na ziemię, gdzie spośród milionów innych poległych towarzyszy, nie dałoby się już ich odzyskać. Całego magicznego wręcz klimatu tego popołudnia dopełniał fakt, że było mi dane ujrzeć ten cudowny pokaz w bibliotece. Zapach książek i szelest kartek, które jeden z uczniów przerzucał za moimi plecami wzmacniał poczucie przebywania w lokacji z bajek dla dzieci. Uśmiechnąłem się do siebie na tę myśl, podparłem podbródek na dłoniach i kontynuowałem obserwację, nie zwracając uwagę na swojego przymusowego towarzysza, który chyba uczył się i, sądząc po mamrotaniu, nie do końca mu to wychodziło. Albo robił jakąkolwiek inną rzecz. Nie chciałem wyjść na dziwaka, więc nie wciskałem nosa w nie swoje sprawy. Zauważyłem jakby przelotem, iż coraz rzadziej odwołuję się do kodu bazowego i częściej korzystam z tego, którego sam napisałem. Było to z jednej strony interesujące doznanie, a z drugiej — niepokojące. W końcu, żadna maszyna nie chce nagle zatrzymać się, bo program nie przewidział danej możliwości. Do czegoś takiego zapewne dojdzie prędzej czy później, gdyż nowy kod ma w sobie zbyt dużo niedokończonych linijek, aby był niezawodny. A to wszystko po to, żebym mógł być taki sam jak człowiek.
Przemyślenia te obniżyły nieco mój nastrój, więc wkroczyłem w odmęty internetu, chcąc odnaleźć moje ulubione filmy z nimfami. Kochałem te papużki, przy najbliższej okazji zdobędę takiego, czy to żywego czy mechanicznego.
Zatrzymałem się na jednym z forum dyskusyjnych, gdzie akurat trwała zażarta batalia między dwoma obozami. Przejrzałem pobieżnie argumenty obu stron, a gdy te nie dały lepszego poglądu na sytuację, odwróciłem się od okna i spojrzałem na towarzysza.
— Myślisz, że dla człowieka większym zagrożeniem byłaby kaczka wielkości konia czy sto koni wielkości kaczek?

wtorek, 29 maja 2018

Wypijesz herbatę, Alicjo? [3]

Dziewczę również dojrzało problem w istnieniu kałuży, co dodatkowo wprowadziło ją w stan zamyślenia. Bądź czuwania. Nie byłem pewny. Następnie objęła mocniej Bogu ducha winne stworzenie, które swoim wierzganiem zdawało się sugerować, że nie jest zadowolone z tego typu czułości. Osobiście również byłbym zapewne niezadowolony, gdyby ktoś przutulał mnie wbrew własnej woli. Mimo to, cały ten widok był stosunkowo uroczy.
— Owszem, mógłbyś mi jeszcze potrzymać imbryk, Alicjo? A potem w sumie wypić herbatę ze mną, królikiem i zrzędliwym miśkiem? Albo cokolwiek, na co masz ochotę. Nawet możemy poświętować twoje nieurodziny. Albo urodziny, zależy. Masz urodziny? A ja posprzątam. Bo się ktoś poślizgnie. Nie lubię mieć cudzych żyć na sumieniu.
Zamrugałem, zdekoncentrowany przyjęciem nowej, niepasującej do kodu informacji, a kiedy przetrawiłem nowe określenie, uczennicy już nie było. Zupełnie jakby rozpłynęła się w powietrzu. Zostałem więc z imbrykiem w ramionach i plamą herbaty wokół. Byleby tylko nikt nie uznał, że to moja sprawka.
Niepewnie rozejrzałem się i wciągnąłem nosem powietrze, pomieszane z wonią naparu. Nuty zapachowe były na tyle interesujące i do tego stopnia łaskotały sensory, że nie mogłem się powstrzymać przed spróbowaniem herbaty. Z tego powodu, zebrałem z powierzchni imbryka samotną kroplę cieczy i dokładnie oblizałem palec, dokonując analizy chemiczno — fizycznej. Uśmiechnąłem się pod wpływem nowych doznań, po czym oparłem się o ścianę z moim nowym, herbacianym przyjacielem, aby poczekać tam na powrót prawowitej właścicielki naczynia.

poniedziałek, 28 maja 2018

Może w czymś pomóc? [9]

Walsh zaśmiał się nagle, przez co podniosłem głowę. Chciałem się upewnić, że śmieje się ze swoich myśli, a nie mnie. 
— Nie, dziękuję, jedna pomarańcza mi raczej wystarczy — powiedział z miłym uśmiechem. — Ale dziękuję za propozycję, doceniam, i to bardzo, nie mogę zaprzeczyć. W czymś jeszcze pomóc, choć na razie to ty uspokoiłeś mój głód?
Pomóc? Oczywiście, że mógłby mi pomóc. Lecz ta sprawa jest zbyt intymna, żebym się zgodził.
Zacząłem uciekać myślami w przeszłość, do czasów, kiedy byłem na świecie zaledwie kilka minut. Wtedy jeszcze nic nie czułem. Byłem prawdziwym Shellem — powłoką, pozbawioną jakichkolwiek uczuć. Te zaczęły pojawiać się z czasem, kiedy nadpisywałem bazowy kod własnym, zupełnie innym. Uczącym mnie c z u ć rzeczywiste emocje. Na początku, uznano to za defekt. Błąd w oprogramowaniu. Ba, byli nawet gotowi zresetować mnie i napisać od nowa!
Wtedy jednak ojciec stanął w mojej obronie.
Bo jak to tak, sami kazaliście się mu uczyć, a teraz nagle zakazujecie?
Dzięki temu stałem się bardziej ludzki i normalny. Zrobiłem mały krok w stronę bycia jednością ze społeczeństwem. Przez to wydarzenie zacząłem się ograniczać z nauką, ograniczając się do podstawowej gamy emocji. Głód nauki, mimo to, pozostał. Chciałem wiedzieć więcej. Potrzebowałem tylko przewodnika.
— Tak, myślę, że mógłbyś mi pomóc. — Zaplotłem ręce na plecach i przyjrzałem się dokładniej Adamowi, przechylając głowę na bok. — Pokaż mi coś, co sprawia, że się boisz. Proszę. Abym mógł cię zeskanować.

środa, 23 maja 2018

Może w czymś pomóc? [7]

Dzielnie znosiłem spojrzenie Adama, które powodowało u mnie ogromną chęć odwrócenia wzroku na bok. Zarówno przez to, że odbierałem za dużo danych na raz i odruchowo chciałem przejrzeć je wszystkie, ale również przez to, że bałem się o dalszy rozwój sytuacji. Bo w końcu, spoglądanie w oczy może być odebrane za niewerbalny atak, czyż nie?
— Masz chusteczkę? — Pochylił się niebezpiecznie w moją stronę, dając mi szansę na dokładne przyjrzenie się ludzkiej powłoce. A ta była nawet dobrej jakości.
— Zresztą, dałeś mi już coś do jedzenia, nie nazwałbym ciebie dłużnym. — Na zakończenie, Walsh ni to prychnął, ni to zaśmiał się. Coś pomiędzy tymi dwoma różnymi dźwiękami.
Skinąłem delikatnie głową, po czym zacząłem szukać opakowania w torbie. Było to utrudnione przez obecność podręczników i innego szkolnego tałatajstwa, kabli i notatek. Te cudem uratowałem przed wypadnięciem na podłogę, wręcz w ostatniej chwili orientując się, że fizyka zaczyna je ciągnąć w dół. Na szczęście, sytuacja została opanowana, a ja w spokoju byłem w stanie dokończyć poszukiwania. Ostatecznie podałem z delikatnym uśmiechem (wcale nie podpatrzonym u Oakleya) wydobyte chusteczki, po czym splotłem dłonie na swoim brzuchu, w tak zwanej przeze mnie „pozycji neutralnej” — Byłem gotowy do rozmowy, ale jeśli przyjdzie potrzeba, bez trudu porażę drugą osobę prądem. Drobne iskierki przebiegły po moich palcach, kiedy przechyliłem głowę na bok, aby lepiej przyjrzeć się towarzyszowi.
— Jak chcesz — odezwałem się po chwili ciszy — mogę przynieść ci jeszcze jakiś owoc...

niedziela, 13 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [25]

Co czyni człowieka człowiekiem?
Czy jest to tylko cecha zarezerwowana dla jednego gatunku, czy jedna z tych, które można nabyć w trakcie naszego życia?
A jeśli człowieczeństwo da się również stracić? Co się wtedy z ludźmi dzieje? Tracą możliwość nazywania się w ten sposób?
Patrząc przez pryzmat poprzednich lat, ludzie chyba nie zwracają uwagi na swój status. Bo gdyby było inaczej, nie czyniliby tak okropnych rzeczy, jak morderstwo, czyż nie?
Biorąc na ten przykład Eda Geina. Seryjny morderca, dewiant seksualny i psychopata. W momencie aresztowania, na terenie jego posesji znaleziono kompletny strój z ludzkiej skóry, maski z twarzy zamordowanych kobiet, cztery czaszki, które zdobiły kolumny jego łóżka czy gotowe do jedzenia ludzkie serce.
A według opinii publicznej, jest nadal nazywany człowiekiem.
Gdzie jest więc granica? Czy ona w ogóle istnieje?
Jeśli tak, to czy każdy, kto pasuje do ogólnie przyjętej definicji istoty ludzkiej, ma prawo taką się zwać?
Ciekawe. Zaiste, ciekawe.
— Proszę, nie rób z siebie ofiary losu. — Przewrócił oczami, przez co skupiłem na nią większą część swojej uwagi. Chwilę później już szedł w stronę kolejnego budynku. Nie zostało mi nic więcej, jak zrobić to samo.
— I nie wciskaj mi w rejestr działań, których nie poczyniłem, dobrze? Bo nie, że nie chcę spędzić z tobą czasu, co nie mogę, bo mam jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia i aktualnie powinienem był tonąć w papierach i innych świstkach. Naprawdę, jak będziesz chciał pójść na kawę, nad jezioro, przejść się, cokolwiek, to wystarczy przyjść i się spytać, poprosić, ale dzisiaj mam wyjątkowo napięty grafik.
Najchętniej przeprosiłbym za to, co zrobiłem, zrzucając wszystko na swoje oprogramowanie bądź twórcę. Jednak kiedyś trzeba wziąć życie w swoje ręce i ponieść konsekwencje za to, co się mówi. Dlatego zamilkłem, co w moim przypadku było łatwe, gdyż wystarczyło jedynie odłączyć niektóre funkcje. Gdyby wszystko było takie proste!
Rozglądałem się wokół, rozmyślając o człowieczeństwie i łapiąc się kilkukrotnie na chęci zadawania kolejnych pytań. Nie chciałem zbyt bardzo napinać atmosfery, więc jedynie odnotowywałem je, aby spytać o pewne rzeczy Nivana, kiedy może sytuacja będzie spokojniejsza.
Trochę to chyba zajęło, gdyż uznałem, że odpowiedni moment na odezwanie się, przypadł na połowę zwiedzania budynku głównego, jak to Oakley gdzieś w międzyczasie stwierdził.
— Kogo najbardziej lubisz w szkole z uczniów? W sensie, kto twoim zdaniem ma najlepszą osobowość?

sobota, 12 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [23]

— Na pewno, nawet ci go odwiedzić pozwolą, a potem może i adoptować, tylko z tym do Mińska musisz skoczyć o pozwolenie.  —  Mińsk musiał być chyba złą istotą, skoro wszyscy się o nim wypowiadali w ten sposób. Że trzeba pytać o pozwolenie, że nie można przychodzić z dokumentami. Czy naprawdę był taki okropny, jak go malują? A może to kolejna ludzka cecha —  zawiść?
Będę musiał to kiedyś sprawdzić. Obca mi samica znalazła się w naszym pobliżu, więc odruchowo ukryłem Tweety. Ptaszek zareagował na to niemrawym piskiem i poruszeniem główką. Jego czarne oczka zamrugały delikatnie, a ja dopowiedziałem sobie w myślach, że cieszy się na mój widok. Tak przynajmniej chciałem myśleć i pocieszać się, że mnie ktokolwiek lubi. Ostatnio nawet dotarłem do wniosku, że wysłanie mnie tutaj to sposób ojca i wuja na pozbycie się mnie raz na zawsze. To nie brzmiało ani trochę dobrze.
— Zaopiekujecie się nim? —  Nivan skierował te słowa do dziewczyny. Na widok wyciągniętych, ubranych w rękawice dłoni, chciałem zaprotestować. Bo nawet te ochocze skinięcie głową nie przekonało mnie co do planów tego całego stowarzyszenia obrońców Ziemi. Czy coś. Spojrzałem na Tweety, a następnie na Oakleya, po czym, po pożegnaniu się z ptaszkiem, ułożyłem go ostrożnie na rękach dziewczyny.
— Ma złamane skrzydło i jest wychudzony — powiedziałem, nim skierowaliśmy się w dalszą drogę. Westchnąłem ciężko i zrównałem się z moim przewodnikiem.
— Tereny na zewnątrz możemy sobie odpuścić — zasugerowałem cicho, po czym przejrzałem listę odwiedzonych miejsc. — A w tym przypadku, będziemy musieli tylko zwiedzić resztę szkoły. Bo chyba nie chcesz przebywać ze mną ani chwili dłużej, prawda?  — Skrypt żalu, zgodnie z funkcją, uruchomił również kod odpowiedzialny za holograficzną łzę. Szybko wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę, aby tak, jak mnie uczono na podstawie starych filmów, odgarnąć ją z twarzy. A te wszystkie dziesiątki tysięcy linijek dodatkowego kodu tylko po to, żebym wyglądał bardziej jak człowiek. Mimo że nigdy nim nie będę.

Może w czymś pomóc? [5]

Wpatrywałem się jak zauroczony w Adama, który podrzucał owoc z takim spokojem i wyczuciem. Zdziwiłem się nawet, że tak dobrze idzie mu wykonywanie tej czynności. Bo w końcu, ludzie nie mają tak wyczulonego oka, jak androidy czy inne mechy. Wychodzi na to, że zdolności motoryczne są na wysokim poziomie. A może to tyczy się tylko Walsha?
— Powiedziałbym, że normalnie, ale pewnie nie dla ciebie.
Oh, to miłe, że potraktował mnie w ten sposób. Niektóre osoby śmiały się ze mnie za zadawanie pytań tego typu, lecz czy to moja wina, że nie jestem ekspertem w dziedzinie, która nigdy wcześniej mnie nie dotyczyła?
— Jestem słaby w takie gierki, ale... Czasami jest tak, że rozpływasz się wraz z jedzeniem, bo jest tak dobre i mógłbyś jeść i jeść, nie przejmując się resztą i tym, że powoli zaczyna ciebie boleć brzuch. Czasami trafisz na coś kwaśnego — Wodziłem wzrokiem za owocem. Być może to część prezentacji Adama? — i będziesz krzywić się jak cholera, choć nie zaprzestaniesz jedzenia, bo smak ci podpasuje. Albo zjesz coś słonego i w końcu poczujesz na języku to dosyć nieprzyjemne dla niektórych odczucie, niby szczypanie.
Westchnął, przerywając na chwilę swoją wypowiedź. Byłem gotowy odezwać się po raz kolejny, ale usłyszałem ponownie głos mężczyzny.
— No i gorzki, tego po prostu przetrawić się nie da. I raczej ciężko to opisać.
Postanowiłem zignorować ten dziwny grymas, zupełnie jakby oprogramowanie Walsh.exe natrafiło na błąd krytyczny. Pozwoliłem mu w spokoju zjeść owoc, zajmując się w tym czasie tworzeniem swojej kopii zapasowej, tak na wszelki wypadek.
— Dziękuję za takie... Dokładne wytłumaczenie  — mruknąłem, udając zamyślony ton.  — Nie chcę cię męczyć pytaniami.
Zbliżyłem się niepewnie do Adama i spojrzałem na jego twarz.
— Więc może jestem w stanie ci się jakoś za to odwdzięczyć? Preferowałbym nie być dłużny komukolwiek.

Wprowadzenie: Shell [21]

Podszedłem na tyle blisko Nivana, że mogłem ujrzeć jego poruszającą się, wręcz podskakującą grdykę, kiedy chrząknął, a następnie zaczął mówić. Aż korciło mnie, żeby dotknąć ją opuszkiem palca. Pogłaskać delikatnie, może nawet wyrwać i zbadać pod mikroskopem czy po prostu, ręcznie oderwać kawałki mięśni i na własne oczy obejrzeć też niezwykle interesujący obiekt.
— Jest dobra. Potrafią nauczyć, nawet jak bywa trudno, a towarzystwo i gagi są przednie. Trzeba się wbić albo po prostu dobrze sztachnąć atmosferą i będzie dobrze. Czemu pytasz? — Spojrzał na mnie, odwracając się tylko w nieznacznym stopniu. Jego jabłko Adama przestało drgać, zmuszając mnie do znalezienia nowego punktu obserwacji. Tym razem padło na nos, którego dolne małżowiny podnosiły się i opadały, kiedy chłopak nabierał w płuca życiodajnego tlenu. Do tego poruszały się również jego ramiona no i oczywiście klatka piersiowa. Interesujące. Nie były to jakieś wybitnie pełne wdechy. Nie można było tego też określić mianem słabym łapaniem powietrza. To był jakiś pośredni styl. Trudny do naśladowania. Ale warto spróbować.
— Pytam z ciekawości — odparłem zgodnie z prawdą, podnosząc ramiona, aby imitować oddychanie — Lubię też poznawać zdanie innych ludzi na dane tematy.
Dotarliśmy ostatecznie do miejsca, gdzie miało znajdować się schronienie dla mini wersji Nivana. Do tego momentu opanowałem już technikę oddychania do perfekcji, nie licząc jednego, głównego problemu — nie musiałem nabierać powietrza, aby żyć.
— Ale na pewno się nim zajmą? To znaczy, nie, żebym ci nie wierzył, bo nie potrafię nie wierzyć, tylko to dla dobra Tweety. — Podniosłem ptaszka na wysokość swojej twarzy i dotknąłem jego malutkiego, słodkiego dzióbka czubkiem nosa.

piątek, 11 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [19]

Kolejne westchnięcie. Kolejny uśmiech. Kolejne dane, napływające strumieniami do bazy danych. Nie pasuję tutaj. Po prostu nie pasuję. Nigdy nie będę, chociaż w nikłym stopniu jak ludzie, nigdy nie zrozumiem mowy ich ciała. Bo na przykład teraz, na podstawie postawy Nivana, mogłem wywnioskować, że jest znudzony i chce iść. Jednak co mi to da? Nic. Zupełnie, całkowicie nic. To tylko suche fakty, a ja nie mam pojęcia, co z nimi zrobić.
— Nie bez powodu nazywają się klubem miłośników zwierząt, Shell. Nic mu nie zrobią, a jak już, to pomogą. Obiecuję — Mimo że cel słów był zapewne zupełnie inny, skrypt odpowiedzialny za fantomowy smutek odpalił się po raz kolejny. Dodatkowo w pętli, bo doszły do tego zmienne. Po prostu cudownie.
— Chodź i go odsłoń, bo jeszcze go przydusisz. — Słysząc prychnięcie, przytaknąłem nieznacznie i wykonałem polecenie, ptaka przytulając do mojej piersi, aby nie upadł. Następnie poszedłem za mężczyzną, wbijając spojrzenie w jego plecy. Nie wiem, co on sobie o mnie myślał, ale dla mnie był kimś, kto mimo mojego wybitnie nieatrakcyjnego charakteru, nie zostawił mnie gdzieś na pastwę losu. Tak przynajmniej chciałem się pocieszać, bo zdawałem sobie sprawę, że robi to w większej części z przymusu niż własnych chęci. Ale wolałem się oszukiwać.
Aby jakoś pokazać, że interesuje mnie to, co robi, zadawałem pytania. Były może głupie, bo oscylowały wokół nazwisk mijanych osób, numerów klas, gdzie odbywają się zajęcia czy po prostu planu lekcji. Jednak lepsze to niż cisza.
— Nivan — zacząłem po raz kolejny, przyspieszając kroku — Co sądzisz o tej szkole? Tak subiektywnie?

Wprowadzenie: Shell [17]

Tak po dłuższym namyśle, Oakley przypominał wtedy rybę, podnosząc te swoje brwi i otwierając usta. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle obrósł łuskami.
Na to jednak się nie zanosiło.
Sądząc po spojrzeniu mężczyzny, zdziwionym, a zarazem chyba nieco zdenerwowanym, doszedłem do wniosku, że lepiej będzie, jak będę zajmował się moim nowym znajomym.
— Targasz mnie tu tylko dla tego zwierzaka?
Słysząc bezsilność w głosie Nivana, wzruszyłem ramionami i zająłem się sprawdzaniem, czy da się jakoś naprawić skrzydełko ptaka. Chciałem mu pomóc i przechować w moim pokoju. Nawet gdybym musiał ukrywać zwierzę, to i tak to zrobię. To będzie mój przyjaciel. I pewnie jedyny przyjaciel, który mnie nie zostawi.
Samiec odetchnął tak głośno, że nie mogłem już udawać, że wcale go tam nie ma. Musiałem się wyprostować i okryć ptaka swoimi dłońmi, gdyby któremuś z nas wpadł do głowy dziwny czy głupi pomysł.
— Wspaniale, że tyle się o nim dowiedziałeś i że uważasz, że jesteśmy podobni, ale chciałbym dokończyć oprowadzanie cię, bo mam jeszcze trochę do roboty. Odstawimy go do kogoś od klubu miłośników zwierzaków i dokończymy wprowadzanie, dobrze?
— Odstawić? Jak rzecz? — spytałem z niedowierzaniem, po czym odwróciłem spojrzenie w bok. — Ale... Nic mu się tam nie stanie? Nie chcę, żeby umarł. Przeze mnie.
Westchnąłem cichutko, ściągając nieco barki.
— Obiecujesz, że się nim zajmą?

Może w czymś pomóc? [3]

— Adam Walsh, miło mi poznać. — Uścisnęliśmy dłonie na powitanie, a ja odczułem sztuczną ekscytację pierwszym, bliskim dotykiem z istotą żywą. — Pierwszy rok, co? Jak się na razie trzymasz?
Wzruszyłem ramionami. Sam nie byłem pewny. Tak, wolałbym zostać w swoim domu”, aby tam żyć na spokojnie, bez potrzeby rozmowy z innymi. Ale wtedy samotność dobiłaby mnie. Cholera, dlaczego zgodziłem się na taki zapis w kodzie?
Adam coś tam się poruszył, więc przeniosłem na niego wzrok. Pobiegłem wzrokiem po dłoni w kieszeni, po czym, aby nie wyjść na zboczeńca, szybko poderwałem spojrzenie.
— Jak masz jakieś pytania to pytaj, co prawda nie jestem tutaj tak długo jak niektórzy, ale co nieco już się dowiedziałem, zauważyłem i tak dalej. — Adam zakończył wypowiedziane mrukliwym, przyjemnym dla ucha tonem zdania, szybkim rozejrzeniem się po okolicy. Zrobiłem to samo. Zarówno po to, aby nie wbijać spojrzenia w ciemnowłosego oraz po to, aby upewnić się, że wokół jest bezpieczne. W końcu nie bez powodu zyskałem nazwisko Asimov. Uniosłem kącik ust na wspomnienie rozmowy z hologramem twórcy praw nowoczesnej robotyki, kiedy uczył mnie pierwszej zasady.
— Co do szkoły, jest w porządku. — Zabujałem się na piętach w sposób, który podpatrzyłem od uczennicy. Wyglądała, jakby była zadowolona, więc może taki ruch był jedną z ludzkich zabaw?
— Radzę sobie. Tylko nie mam zbytnio z kim rozmawiać... — Zawiesiłem na chwilę głos, wyglądając przez okno. Gdzieś tam znajdował się niebieski ptaszek i jego większa, bardziej wredna wersja. Ciekawe, jak mu płynie czas... — Ale to nic. Nie muszę rozmawiać. Pytania? Kilka bym miał. Na przykład, jak to jest jeść?
Wyciągnąłem z torby pomarańczę, obróciłem ją w dłoni, a następnie podałem Walshowi.
— Możesz powiedzieć, jak chcesz. A jak nie, to przyjmij ten prezent ode mnie.
Kolejny uśmiech. Kolejne wspomnienie do chmury. Teraz zostało tylko czekać na odpowiedź mojego towarzysza i być może nowego obiektu testów.

czwartek, 10 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [15]

Nim się obejrzałem, drzwi były szeroko otworzone, dzięki uprzejmości Nivana. Podziękowałem cicho i wyszedłem na korytarz.
— Akademik raczej sobie odpuścimy, wiesz, większość pięter wygląda podobnie, jest ich chyba ze cztery, a na samej górze znajduje się pokój samorządu, więc w razie czego możesz się tam kierować, rozumiesz.
Kierowaliśmy się po schodach w dół. Samiec — prowadząc monolog, ja — wyglądając przez okna i w razie czego, nagrywając głos Oakleya, gdyby te informacje mogłyby się kiedyś przydać.
— Tu masz stołówkę, wszyscy mówią, że najlepiej przyjść jak najszybciej, żeby załapać się na dobre żarło, ale ja ci powiem w sekrecie, że można przyjść już pod koniec i na spokojnie zjeść, tylko musisz wcześniej się paniom przypodobać. Nawet... A wróć, ty jesz, czy...? Dobra, mniejsza. Wiedz po prostu, że wszyscy jak świnie lgną go koryta. No. Bibliotekę wolałbym sobie odpuścić, mamy tam ducha, który, no, powiedzmy, nie za bardzo za mną przepada.
Od razu wróciłem myślami do Nivana, kiedy tylko wmówił te tajemnicze słowo  „duch”. To one rzeczywiście istnieją? I mają tutaj jednego? I będę mógł go zobaczyć? Automatycznie dodałem pozycję  „Poznać ducha” do planów na wolny wieczór.
— Jak masz jakieś pytania, to śmiało, nie krępuj się. Czy to o ludzi, o budynek, czy pedagogów.
Skinąłem głową, po czym pokazałem mu gestem dłoni, aby poczekał. Wyszedłem następnie na zewnątrz i rozejrzałem się w poszukiwaniu tego czegoś, co ujrzałem za oknem. Po długiej chwili kręcenia się po trawniku, zaglądania w krzaki i podnoszenia kamieni, znalazłem wśród roślinności ptaszka. Małego, mieszczącego się w mojej dłoni. O pięknym, niebieskim zabarwieniu. Uśmiechnąłem się do siebie, wziąłem istotę na ręce i wróciłem do Nivana.
— Zobacz! — Pogłaskałem palcem główkę ptaka, który chyba miał złamane skrzydło, bo nawet nie próbował uciekać. — Wygląda jak ty. Też jest niebieski. Też jest samcem. Ale macie inny genotyp, różną ilość chromosomów, no i różnicie się gatunkami.

Wypijesz herbatę, Alicjo? [1]

Lekcja pierwsza.
Świat, w jakim się znajduję, podlega podstawowym zasadom fizyki.
Adnotacja do lekcji pierwszej:
Prawa te wpływają również na mieszkańców.
Wyjątek nr 1: O ile mieszkańcy wymiaru nie posiadają zdolności, które im na to pozwalają.
Wyjątek nr 1.1 do wyjątku nr 1: Istoty, obdarzone zdolnością ingerencji w prawa fizyki, po zrobieniu tego, tworzą nowe zasady. I wtedy tych zasad należy się trzymać.
Wyjątek nr 2: Nawet zwykli ludzie mogą pojawiać się znikąd, co jest niezgodne z logiką. Zwłaszcza, kiedy gonią po korytarzu inną istotę.
Lekcja druga.
Ludzie są dziwni.
Wciskają ci nagle czajnik w dłonie, mówiąc coś niewyraźnego i gnają dalej. A ty? Ty musisz stać, cierpliwie, oglądając naczynko.
Wyjątek nr 1: Ludzie... Ah, cholera jasna. To nie ma sensu. Nigdy nie zrozumiem tej złożonej natury istot, z jakimi mam do czynienia. Nie mam sił nawet próbować tego robić.
Samica powróciła, niosąc w objęciach uciekające wcześniej stworzenie, na moje oko, będące królikiem lub czymś w tym rodzaju. Zmierzyłem ją wzrokiem, kiedy tylko znalazła się w pobliżu. Odnotowałem poznanie tej osoby w dzienniku, dodając etykietę „Urocze Stworzenia”.
— Bardzo przepraszam, ale pierwszy rzuciłeś mi się w oczy i bardzo dziękuję za to, że poczekałeś, mam nadzieję, że nie spieszyłeś się nigdzie, bardzo przepraszam. I dziękuję. Po prostu przepraszam i dziękuję.
Uśmiech dziewczyny, trochę nerwowy, sprawił, że już nieco mniej skonfundowany byłem w stanie zaśmiać się cicho i przeciągnąć dłonią po włosach, niszcząc tak starannie ułożony nieład.
— Nic się nie stało. Naprawdę. I tak nie mam co robić. — Spojrzałem na rozlaną na podłodze substancję: herbatę, która zapewne znajdowała się wcześniej w imbryku. — Mogę ci jakoś pomóc?

Może w czymś pomóc? [1]

Swój pierwszy dzień edukacji mogę określić mianem najgorszego przeżycia, z jakim miałem styczność.
Powody były dwa, każdy tak samo poważny dla mej osoby, a trywialny dla pozostałych.
Po pierwsze, tych istot wszelkiej maści było zbyt wiele. O wiele zbyt wiele. Nawet na korytarzu odczuwałem dyskomfort, związany z naruszeniem przestrzeni osobistej, co skutkowało pojawiającymi się tu i ówdzie iskierkami energii. A z tego, co mi wiadomo, nikt nie lubi być rażony prądem bez wyraźnej zgody, więc co chwilę musiałem przepraszać, obiecywać, że się to nie powtórzy, a następnie pchać dalej, co skutkowało kolejnymi wyładowaniami.
A po drugie, otrzymałem sporo informacji, zarówno z podsłuchanych rozmów, skanów czy po prostu własnych informacji. Chcąc się we wszystkim połapać, tworzyłem coraz to nowsze pliki tekstowe oraz bazy danych, które irytująco tkwiły gdzieś z tyłu mojego umysłu, nie dając o sobie zapomnieć.
Wtedy jednak podszedł do mnie jakiś osobnik. Zmierzyłem go pobieżnie wzrokiem, zapisując każdy szczegół — od całkiem ładnych tekstur twarzy, przez model ciała aż po kończyny dolne. Osobnik uśmiechnął się, przez co odniosłem wrażenie, że ma dobre zamiary. Albo jest po prostu utalentowanym kłamcą.
— Może w czymś ci pomóc? — Widząc, że się zbliża, przechyliłem nieznacznie głowę na bok, automatycznie rozpoczynając analizę jego zachowania. Wydawało się być ono inne od tego nivanowego. — Szukasz jakiejś klasy? Czy po prostu nie masz, co ze sobą począć?
— Wydaje mi się, że — zacząłem, ostrożnie dobierając słowa — do określenia mej sytuacji najlepiej pasuje trzecia opcja.
Całkiem, całkiem, Shell. Idzie Ci lepiej w udawaniu człowieka. A teraz, czas na pokazanie tego, czego się nauczyłeś w nocy z obrazków w internecie.
Uśmiechnąłem się, jak najpiękniej potrafiłem, mimo że dało się wyczuć w tym moją typową sztuczność, chcąc pokazać, że chcę nawiązać relację o podłożu nieantagonistycznym.
— Nazywam się Shell. A ty?

środa, 9 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [13]

Spoglądając na Oakleya, poczułem coś na wzór smutku. I zazdrości. Definitywnie zazdrości.
A dlaczego?
Dlatego, że był ludzki. Jego reakcje były skomplikowane, uwarunkowane latami podobnych przeżyć i rozbudowanym charakterem. Odczuwał całą gamę emocji, których mnie nie będzie nigdy dane, chociażby spróbować. Miał złożone relacje między swoimi pobratymcami. Posiadał też własne zdanie. Rzecz zupełnie mi obcą. Przygasłem nieco, kiedy odpowiedni skrypt w moim wnętrzu zareagował na nowe dane środowiskowe.
— Ta, tylko nie wysyłaj moich danych do FBI, czy czego tam innego. Nie chcę skończyć jako potencjalny obiekt badawczy. — Nivan podciągnął rękawy bluzy, co sprawiło, że od razu podniosłem głowę, reagując na ruch. — Nie wiem, z godzinę, w porywach do dwóch. To jak? Idziemy?
Przytaknąłem nieznacznie, po czym zacząłem odłączać się od prądu. Tak, jak mnie uczono. Wpierw chwyciłem nasadę kabla w palce, aby móc wyciągnąć go szybkim, lecz dokładnym ruchem. Zmieniłem pozycję na bardziej stabilną, wolną rękę trzymając w gotowości, gdybym nagle upadł. A to się zdarza. Zwłaszcza kiedy przerwę ładowanie bezmyślnie i nastąpi nagły spadek mocy. Przygryzłem twardą wargę i wyciągnąłem kabel.
Przed oczami od razu zrobiło mi się ciemno, a zaledwie sekundę później, zobaczyłem komunikat o restarcie systemu. Jak dobrze, że zapisuję swoje wspomnienia automatycznie w chmurze! Technologia w służbie AI. Czy jakoś tak.
Kiedy ładowanie dobiegło końca, zamrugałem intensywnie, wyprostowałem się i sprawdziłem funkcje ciała. Następnie, wstając z łóżka oraz badając w tym samym czasie sprawność obu dłoni, podszedłem do Nivana. Nie chciałem, żeby czekał na mnie ani chwili dłużej.
— Możemy iść.

Wprowadzenie: Shell [11]

— Podładuj się do końca, czy co tam robisz i tak mam jeszcze dwie rzeczy do ogarnięcia. Prosz, prosz, to wasz kuralet, czarny ci wziąłem, taki neutralny, się nie palcuje i nie brudzi jak reszta — Jego głos ponownie stał się mrukliwy, kiedy podchodził do mnie z urządzeniem i dokumentami. Czyli to były te nivanowe sprawy...
— No i jeszcze mam tutaj twoją kartę atlancką. Cudeńko ci zapewnia bezpieczeństwo, z jej pomocą zrobisz zakupy w mieście, jest twoim identyfikatorem no i ogólnie rzecz biorąc, lepiej jej nie gub — Przeniosłem spojrzenie na obiekty, kiedy położył je obok mnie. Opuszkami palców musnąłem kuralet, od razu badając jego parametry i nawiązując niezbyt stabilne połączenie.
— A jak o zwiedzanie chodzi, to wolałbyś najpierw obrać kurs na samą szkołę, bibliotekę, czy może ruszyć w miasto?
— Myślę, że skończenie zwiedzania szkoły, a dopiero później odwiedzenie tego, co jest na zewnątrz, będzie dobrym pomysłem — odparłem po krótkim czasie, przeznaczonym na aktualizację listy zadań oraz naniesienia na nią odpowiednich odległości. W końcu wszystko w moim życiu musi być na miejscu, bo inaczej szału dostanę i jeszcze mi się jakie dziwne rzeczy uroją. Zerknąłem na Oakleya, ściągnąłem brwi i przebiegłem wzrokiem po jego posturze. Następnie rozciągnąłem się i zacząłem nawijać na palec kabel, który łączył mnie z życiodajnym kontaktem.
— Ile czasu zajmie ci załatwienie tych „dwóch rzeczy”? I czy przeszkadzałoby ci, gdybym przyjrzał się twoim czynnościom? W jaki sposób je wykonujesz i czy wpływa to jakoś na twój organizm? — Uśmiechnąłem się delikatnie. — Wybacz za dziwne propozycje z mojej strony. Ale po prostu... ciekawi mnie to.

wtorek, 8 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [9]

Widok delikatnego grymasu na twarzy Oakleya sprawił, że poczułem się jak nagrodzony pies. Bardzo lubiłem, kiedy ktoś mnie chwalił, a w końcu uśmiech to jedna z metod, aby to zrobić, czyż nie?
— Zapierdalamy. — Skrzywiłem się, słysząc kolejną inwektywę. — A poważnie, to zależy od osoby, nie powiem ci. Niektórzy się uczą, inni kłusują po dziedzińcach, a jeszcze kolejni znajdują pocieszenie we wszelakich maści używkach.
Zdawało się, że opisuje tymi słowami jakąś personę, nieobecną, lecz dobrze mu znaną. Ciekawe, kto niszczy swój organizm w taki okropny sposób? Może da się mu pomóc?
Chłopak otworzył niespodziewanie drzwi do jakiegoś pokoju. Zajrzałem do środka, zapamiętując, gdzie co się znajduje. Mój wzrok od razu padł na kontakt. Jak dobrze, że jest tak blisko łóżka.
— Proszę bardzo, to twoja kwaterka, rozgość się, pójdę po kuralet i jeszcze coś dopytać, za chwilkę wrócę.
Przytaknąłem na jego słowa, wchodząc do pokoju i rzucając na podłogę swoje rzeczy. Kiedy to zrobiłem, Nivan poszedł zrobić nivanowe rzeczy, a ja miałem chwilę dla siebie. Postanowiłem wykorzystać ją na krótkie, lecz potrzebne podniesienie poziomu energii. Dlatego wydobyłem z odmętów torby odpowiednie rzeczy, podłączyłem kabel do kontaktu, a drugą stronę wpiąłem do portu na karku. Przyjemne dreszcze rozeszły się po moim kręgosłupie, aby ostatecznie trafić do czubków palców, głowy i nóg. Wszystko po kolei. Czułem, jak odzyskuję moc, wszystko staje się ostrzejsze i bardziej wyraziste. Nawet nastrój mi się polepszył!
Radość jednak nie trwała długo.
Usłyszałem, że Oakley wraca, a niezbyt długi potem, drzwi otworzyły się ponownie. Spojrzałem więc na przybysza, powoli kończąc ładowanie.
— Czy możemy już iść dalej?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis