Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanilia O`reila. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vanilia O`reila. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 kwietnia 2018

Dofinansowanie na pędzle [3]

— Dziękuję za troskę, aczkolwiek zgryźliwości i przejścia na „ty” proszę sobie oszczędzić, panno O'reilo. — Przekręciłam tylko oczami i kontynuowałam swoje zajęcie, nie przejąwszy się marudzeniem nauczyciela. — Sprawy sercowe, sprawami sercowymi, ale naprawdę, czasem jednak lepiej zachować co nieco dla siebie — mruknął pod nosem, niby do siebie, a jednak do mnie, podczas gdy fretka zaczęła wspinać się po jego ramieniu. — Prawda, Fryta? — powiedział, gładząc zwierzaka, podczas gdy ja parsknęłam pod nosem śmiechem. Naprawdę? Nie dość, że w różowych szelkach to jeszcze ma na imię Frytka? Nauczyciel od sztuk artystycznych (i jego zwierzak) zdecydowanie nie byli normalni.
— Serio? Pan mnie będzie pouczał w sprawach sercowych? — rzuciłam, kładąc szczególny nacisk na formę grzecznościową, której tak bardzo potrzebował, żeby się czuć ważny, że niby jeszcze ma jakąś kontrolę nad uczniami w tej szkole. W rzeczywistości każdy wiedział, że tak nie jest, Dexter mu już nawet przywalił, nikt mi nie wmówi, że to się nazywa szacunek do nauczyciela. — Pan może powinien się raczej zająć własnymi sprawami, a nie zaburzać spokój innych? — dodałam tonem spokojnym jak jebany wagon pełen pierdolonych medytujących tybetańskich mnichów.
Może się w końcu odczepi i da mi posiedzieć w ciszy. Wątpię, ale zawsze jest szansa.

środa, 11 kwietnia 2018

Dofinansowanie na pędzle [1]

Czas mijał, a ja czułam się beznadziejnie. Z Vinem zerwaliśmy jakiś czas temu, a właściwie ja zerwałam, co nie oznaczało, że czułam się jakkolwiek lepiej. W sumie to szukałam tylko pocieszenia po Varenie, szczególnie że dalej kręcił się obok Hery. Nie miałam ochoty na nic i czułam, jak z każdym dniem bardziej nie chce mi się żyć. Zasypiałam, płacząc, często wręcz trzęsłam się i miałam duszności. Jak wstawałam, to było mi niedobrze, często wymiotowałam. Z głowy nie mogłam wyrzucić myśli o rodzicach, braciach, siostrach, którzy przecież gdzieś tam są, a ja nie wiem gdzie i nie mam z nimi kontaktu. Potrzebowałam rodziny, musiałam wiedzieć, skąd pochodzę. Nie było to jednak takie proste, bo kontaktu z nimi nie miałam żadnego od czasu, jak wyjechałam na uczelnię, a przecież nie mogłam tam się nagle pojawić znikąd. Nawet nie wiedziałam, gdzie. Oceny poleciały mi w dół, ale mnie to nie obchodziło. Już byleby dokończyć rok, szkołę, i zaszyć się gdzieś w jakimś zadupiu, malować i żywić owocami z lasu. Właśnie, malowanie, stało się praktycznie jedyną rzeczą, która mi została, a ćwiczenie od pana Remusa polegające na malowaniu co się czuje, stało się moim dziennym zajęciem. Bo na nic innego nie miałam siły.
Ale kiedy dzisiaj skończyły mi się farby w mieszkaniu, musiałam w końcu wyjść ze swojej nory i zmierzyć się ze światem. Założyłam pierwszą lepszą szarą, pomazaną farbami bluzę, kolorowe dresy i opaskę na włosy, nie przejmując się tym, że od iluś dni ich nie myłam. Ledwo usiadłam, a wszedł pan Remus, mamrocząc coś pod nosem i niosąc komiczną fretkę w różowych szelkach. Nie oszukujmy się, wyglądał idiotycznie, ale co kto lubi, jak chce sobie nosić fretkę to czemu nie, każdy miał jakieś swoje dziwactwa. W pierwszej klasie była ponoć jakaś dziewczyna, która uwielbiała wszelkie owady.
Ale cóż.
— Baw się, baw farbami, bo nam zaraz Mińsk wszelakiego rodzaju bonusy ukróci, kolejne diety, bójcie się boga, drodzy studenci — powiedział, podchodząc do mnie, ale ja tylko podniosłam pędzel i dalej kreśliłam. — Jak tam idą prace?
Nawet nie spojrzałam w górę, tylko westchnęłam cicho, zirytowana, że muszę prowadzić jakąś rozmowę, która i tak do niczego nie doprowadzi.
— Lepiej mi powiedz, jak ty się czujesz po tym opierdzielu, który ostatnio dostałeś od swojej koleżaneczki. Policzek już nie boli? — wyśmiałam go, dalej nie podnosząc wzroku. Nie obchodziło mnie już, jak bardzo się na mnie wkurzy, i tak mnie nie wywalą. A nawet jak tak, to trudno, i tak nie mam rodziców, którym by było przykro.
Niech wszyscy już się po prostu odczepią.

sobota, 24 lutego 2018

Czarownicy pies [13]

Stałam z boku, a dialog się ciągnął. Monologi kobiety, przerywane krótkimi jękami i zaprzeczeniami ze strony nauczyciela. Dla mnie nauczyciela, dla niej... przyjaciela? Kiedyś chyba, teraz już sama nie wiedziałam. Chociaż w sumie ja też już średnio go widziałam jako przykład, jako kogoś, na kogo się patrzy z podziwem. Trochę już nie był w moich oczach nauczycielem. Co nie znaczyło, że miałam zaraz lecieć do kogokolwiek im o tym wszystkim opowiadać. Bo po co? Mimo wszystko dość lubiłam pana Remusa, a ludzie zaczęliby tylko jeszcze bardziej gadać. Dlatego nie miałam zamiaru opowiadać nic, nawet Herze.
Kobieta gadała i gadała, aż powiedziała wszystko, co chciała i wyszła. Tak po prostu, zostawiając nas samych. A w sumie jego, bo ja dalej stałam z boku i pewnie nawet zapomniał, że tu jestem.
— Przepraszam. — Usłyszałam nagle, wypowiedziane cicho, za cicho, przez kogoś, kto ewidentnie znowu powstrzymywał się przed płaczem i padnięciem na ziemię z braku sił.
— Nie ma za co, raczej ja przepraszam, że musiałam być przy tej rozmowie — powiedziałam więc tylko, równie cicho i ostrożnie. Cała chęć zwykłego dogryzania nauczycielowi i śmiania się z niego zniknęła i było mi go po prostu żal.
Choć tak naprawdę to bardzo zasłużył.

piątek, 23 lutego 2018

Laurki z chusteczek [8]

— Tylko nikomu nie powtarzaj, chyba lepiej jest, jak moja miłość do seriali egzystuje sobie po cichu — rzucił cicho, a ja zaśmiałam się w duchu. Akurat. Niech on nie myśli, że obędzie się bez powtarzania Herze i nowych plotek w gazetce. Z pewnością każdy chce wiedzieć, że nasz szkolny gentlemen uwielbia oglądać serial, i to jeszcze jaki. Nagle zostanie obrzucony z wszystkich stron przez dziewczęta, które zapraszają go do oglądania Mody na Skrzydła. Swoją drogą, to może być całkiem śmieszne. Osobiście nigdy nie należałam do grona fanek Hopecrafta, raczej z Herą się z niego śmiałam, więc wszelkie starania zbliżenia się do niego przez dziewczyny zawsze nas bawiły. — I już lecę sprawdzić popcorn — dodał, i poderwał się z kanapy, jakby parzyła.
— To który odcinek wybrałaś? — spytał, kiedy wrócił z popcornem i podał mi miskę z mniejszą połową.
— Pierwszy, wiem, że pewnie już go widziałeś, ale ja jeszcze w ogóle nie oglądałam tego sezonu — powiedziałam, przechylając do końca rumiankową herbatę, która wcale nie była taka rumiankowa i wsadziłam sobie garść popcornu do buzi. — A co ty mówiłeś o tym origami? — Zaśmiałam się. Czyżby blondyn również umiał układać serduszka z papieru? Doprawdy, szkoda, że Hera nie rozstawiła tu gdzieś kamer. Chyba że znowu o czymś nie wiem, czerwonowłosa była zdolna do wszystkiego. Tylko następnym razem może by mnie zawczasu wtajemniczyła w swoje plany?

czwartek, 22 lutego 2018

Laurki z chusteczek [6]

— Masz chrypę — powiedział. — Chyba — dodał niepewnie, a ja się zaśmiałam. Po co miałabym udawać chrypę w walentynki? Albo w ogóle w jakikolwiek dzień? — Poza tym łagodzi nudności, złe samopoczucie, zwalcza bakterie, działa kojąco na nerki, łagodzi podrażnienia, obniża gorączkę, zwalcza katar i kaszel. Jak dla mnie wypisz wymaluj twoje objawy, przynajmniej te trzy ostatnie na pewno — powiedział szybko, a ja tylko przekręciłam oczami. Gdy tylko wspomniałam o serialu, jego usta otworzyły się w gwałtownym sprzeciwie. — Hej, nie oceniaj mnie! Mam wszystkie sezony razem z odcinkami specjalnymi — powiedział z dumą, a ja tylko jeszcze raz przewróciłam oczami i zaśmiałam się pod nosem. Czyżby nasz szkolny flirciarz po nocach oglądał Modę na Skrzydła? — Wystarczy, że zarzucisz, który chciałabyś obejrzeć. No i lepiej dopij herbatę, zaufaj mi. — Prychnęłam i podniosłam kubek do ust. O dziwo nie smakowała jak żaden rumianek, jaki w życiu piłam, a nawet smakowała podejrzanie bardzo jak herbata malinowa. Spojrzałam na blondyna, ale zdecydowałam się tego nie komentować.
— Masz nawet najnowszy? — spytałam z niedowierzaniem. Gdy chłopak ze śmiechem pokiwał głową i włożył płytę do telewizora, ułożyłam się wygodnie na kanapie i przykryłam kocem.
— Ej, a ten popcorn przypadkiem się jeszcze nie przypalił? — spytałam, gdy poczułam zapach dochodzący z kuchni.

niedziela, 18 lutego 2018

Laurki z chusteczek [4]

— Z góry przepraszam, bo artysta ze mnie marny — mruknął, podając mi rysunek. O, to nawet miłe, że próbował coś narysować, bo rzeczywiście mistrzem nie był, ale naprawdę powiedziałabym, że było nawet ładne. — Zaraz wracam z popcornem, co lubisz oglądać? — spytał, po czym od razu uciekł do kuchni, skąd usłyszałam, jak gotuje się woda. Co ja lubiłam oglądać? Kolejne odcinki Mody na Skrzydła, ale tego James raczej nie był fanem. Wciągnęłam mocniej kocyk, odsyłając ręką kosmyki ciemnych loków do tyłu, tylko po to, żeby zaraz spadły z powrotem w twarz. Westchnęłam, wiedząc, że i tak nie zostaną w jednym miejscu, dopóki nie będą mogły się same ułożyć. — Jak się czujesz? — spytał chłopak, który już wrócił i klapnął obok mnie na kanapie, z herbatą podejrzanie bardzo pachnącą rumiankiem w ręku.
— Czy to jest rumianek? — spytałam, pociągając mocniej zakatarzonym nosem. Tak, nawet ja czułam, że to było to niedobre zioło. Odsunęłam się, prawie wystawiając odruchowo język. — To jest rumianek — powiedziałam, podejrzliwie patrząc na blondyna, który chyba nie za bardzo łapał, o co mi może chodzić. — Rumianek jest ohydny, poza tym, rumianek na gardło, kto ciebie uczy zielarstwa? — skwitowałam, nie mając zamiaru tego pić. — Co do filmu, wszystko mi jedno, bo Mody na Skrzydła raczej nie chcesz. — Uśmiechnęłam się, wsłuchując się w popcorn, który eksplodował w kuchni. — A czuję się już odrobinkę lepiej, chociaż trochę mi się kręci w głowie i gardło boli, dzięki.

Laurki z chusteczek [2]

— Wiem, że Hera namieszała, a ty jesteś chora, ale mam podręczny bagaż ratunkowy — powiedział niepewnie, a ja wcale mu się nie dziwiłam po tym, co właśnie odwaliłam. Uśmiechnęłam się do chłopaka, otulając się ciaśniej kocykiem. — Mam ciastka, popcorn, stos seriali na DVD i nawet podręcznik jak się robi origami z chusteczek — dodał, jakby z dumą. Zaśmiałam się, ciesząc się, że jednak napisałam tę walentynkę. Najlepsza nie była, ale przynajmniej coś miałam.  — Więc co powiesz, Van, żeby jednak przeżyć walentynkową randkę? — spytał cichutko, jakby się bał, że odmówię. Jeszcze pięć minut temu bym tak zrobiła, ale patrząc w oczy Hopecrafta, który tak się postarał, i przytargał to wszystko tu ze sobą, i pomimo tego, że nie chciałam, żeby ktokolwiek mnie widział w tym stanie, to teraz nie można było już odmówić.
— Przepraszam za tę całą niefortunną sytuację — jęknęłam, dalej pamiętając minę blondyna, kiedy ujrzał mnie krzyczącą w drzwiach. — W sumie to nawet się cieszę, że będę miała kogoś, z kim będę mogła spędzić te walentynki, tak to bym pewnie siedziała sama i się nudziła. Proszę, to twoja walentynka — powiedziałam, podając mu wymiętą i złożoną parokrotnie kartkę, leżącą na stoliku obok.

piątek, 16 lutego 2018

Zdarta duma i kolana [3]

— Pomijając to, że trochę szczypie i piecze, da się przeżyć. Jestem Nanette, jednak nie przeszkadza mi zwykłe, krótkie Nan. — Uścisnęła moją dłoń, z uśmiechem na twarzy. Całkiem ogarnięta jak na pierwszaka. — Mam nadzieję, że któregoś dnia nie zostanę totalnie staranowana przez centaury i z odciskami podków na policzku. — Uśmiechnęłam się, słysząc słowa dziewczyny. Nie było to takie niemożliwe w tej szkole. Odeszłam, stając przy oknie. Tak bardzo nie miałam ochoty na ten rok. Usłyszałam za sobą syknięcie, które natychmiast ucichło. Domyśliłam się, że dziewczyna musiała wstać, a już chwilę później poczułam, że stanęła obok mnie.
— To twoje? Bardzo ładne — powiedziała, spoglądając na moją małą, nie za bardzo udaną, pracę, a następnie odwróciła się do mnie z kolejnym promiennym uśmiechem. Nie no, nie mogłam. Nawet jak kompletnie nie miałam humoru, to tej promiennej twarzyczce nie można było odmówić. Była jeszcze pozytywnie nastawiona do wszystkiego w tej szkole, pełna energii, zapału. — Podziwiam... Mi jakoś nie idzie z akwarelami, nie mam do nich talentu. Albo za mało ćwiczę. — Ledwie to wypowiedziała, a ja miałam ochotę ją objąć. W końcu ktoś to rozumie.
— Masz rację z tym, że pewnie za mało pracujesz, ale jak nie masz do nich siły i czujesz, że ci nie idą, to też bez sensu, żebyś na razie się z nimi męczyła. Na wszystko jest czas. — Uśmiechnęłam się. — A jaką formę sztuki najbardziej lubisz? — spytałam, rozglądając się ukradkiem po sali. Czyżbym miała nowego towarzysza?

Laurki z chusteczek [0]

— Czy ty jesteś kurwa normalna? — krzyczałam na Herę, a właściwie próbowałam krzyczeć, bo głos mój nie za bardzo wyrabiał. Miałam zdarte gardło, kaszlałam, prychałam, a do tego jeszcze ta cholerna gorączka. Zdecydowanie nie byłam w dobrym humorze. A Hera właśnie mi opowiedziała o swoim świetnym pomyśle sprzed tygodnia, kiedy jeszcze wszyscy byli zdrowi. Tak, byłam zapisana na losowane walentynki. Losowane przez Herę, Dextera i Fomę. Z czego czułam, że moja przyjaciółka najprawdopodobniej zadbała o to, żeby Dexter i Foma nie zapomnieli, że jest dzień zakochanych, a ona miała wolną rękę do ustalania par. Prychnęłam. Czerwonowłosa tylko uśmiechnęła się diabelsko, po czym uciekła gdzieś, zamykając za sobą drzwi. Tak więc zostałam sama, ale nie miałam najmniejszego zamiaru nigdzie wychodzić. Położyłam się na kanapie, z włosami rozwianymi na wszystkie strony i kaszlnęłam głośno.
Może by jednak ułożyć ten wierszyk? Tak dla siebie? Zaczęłam coś skrobać na wymiętej kartce, nie mając dzisiaj siły na cokolwiek innego.
Podskoczyłam wręcz, kiedy zadzwonił dzwonek do drzwi. Moja kochana współlokatorka musiała zapomnieć kluczy. Podniosłam się z westchnieniem i dalej zawinięta w kocyk podeszłam do drzwi.
— Hera, do jasnej cholery, czy człowiek może mieć sekundę spokoju bez twojego wiecznego wpychania wszędzie swojego wścibskiego nosa i ustawiania wszystkich dookoła siebie jak małe cholerne kukiełki, bo zgadnij co, może o tym nie wiesz, ale nie jesteś kurwa królową świata. — Na zakończenie swojego monologu kaszlnęłam i gwałtownie otworzyłam drzwi. — Oh, James. — Zarumieniłam się lekko, otwierając je szerzej. — Wchodź.
Cholerna czarownica.

środa, 14 lutego 2018

Czarownicy pies [11]

— Doskonale wiemy, że teraz postąpiłbyś dokładnie tak samo, a twoja ostatnia afera z playstation idealnie tego dowodzi i błagam, nie wymyślaj wymówek, bo wszyscy, dosłownie wszyscy, wiedzą, że już wtedy je ze sobą zabrałeś i potrzebowałeś zwykłego pretekstu, żeby go zobaczyć. Dlaczego po prostu mu wszystkiego nie wygarniesz i nie wytłumaczysz, jesteście gorsi, jak dzieci, borze wszechlistny. —  Wysłuchiwałam cierpliwie krzyków kobiety, przyglądając się z zaciekawieniem nauczycielowi. Kim on właściwie jest? Jaką ma przeszłość? Kim jest Will? Dlaczego ja tu muszę stać i słuchać i nikt nie chce mi nic wyjaśnić? Czy ja powinnam to słyszeć? Czy ja będę w stanie kiedykolwiek jeszcze spojrzeć na nauczyciela tak samo? Przełknęłam, oddychając głośno. Co ja tu jeszcze robię? Co powinnam zrobić? Uciec? Drzwi były zamknięte. Przez okno? Nie chce się zabić. Położyć się na ziemi i płakać? Nawet rozsądna opcja, ale chyba nic nie da, patrząc na miny na twarzach przede mną, nawet by na to nie zwrócili uwagi. Westchnęłam, rozglądając się ukradkiem po sali. A jak zaraz się na siebie rzucą? Albo tylko kobieta na biednego nauczyciela. I czyjej strony ja w ogóle trzymam? Na razie zostało mi tylko stanie, przywiercenie nóg do ziemi i krążenie oczami pomiędzy jedną postacią, a drugą, bacznie obserwując, co będzie się dalej działo.

środa, 7 lutego 2018

Zdarta duma i kolana [1]

Spokój, w końcu, tak bardzo wyczekiwany spokój. A przynajmniej cisza, bo głowa dalej była pełna myśli i to wcale nie tych spokojnych. Cisza, też nie do końca, bo zza drzwi słyszałam tłum ludzi, którzy wzięli się nie wiadomo skąd, szli nie wiadomo dokąd, ale każdemu się spieszyło równie bardzo i każdy musiał być pierwszy. Westchnęłam, zamykając akwarele. Opłukałam pędzel w szklance, a wodę wylałam do zlewu. Krytycznym okiem przyjrzałam się pracy. Gdzieś tam były niewyraźne kontury jeziora, drzew, jakiejś łódki. Miałam wrażenie, że w ogóle nie robię postępów, ba, wręcz wydawało się, że się cofam. Odłożyłam kartkę na parapet, by dać jej wyschnąć. Otworzyłam okno na całą szerokość i wychyliłam się na zewnątrz wdychając świeże, letnie powietrze. Niby wszyscy, łącznie ze mną, narzekali na to ciepło, a jednak będzie go brakowało jak przyjdzie deszcz. Ta brzydka, nieustająca chlapa.
Odwróciłam się, decydując jednak jeszcze coś zrobić. Złapałam kartkę i ołówek, po czym stanęłam znów przy parapecie, szkicując powoli krajobraz. Wtem ktoś wszedł do sali artystycznej, a ja skrzywiłam się, zanim nałożyłam uśmiech i obróciłam się. Przede mną stała dziewczyna z krwawiącym kolanem.
— Przepraszam, mogłabyś mi wskazać drogę do pokoju pielęgniarza? Miałam mały wypadek. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. — powiedziała, krzywiąc się, nie wiadomo czy z zawstydzenia, że musi prosić o pomoc, czy z bólu. Nie lubiłam pierwszaków. Nieogarnięte, łaziły po szkole, wiecznie się gubiły. Dopiero po roku stawały się jakieś możliwe do wytrzymania. A jednak dziewczyna, oprócz krwi cieknącej z kolana, wydawała się dość ogarnięta. Poza tym, kto nie pomoże rannemu.
— Jasne, choć, chociaż może ci to najpierw wytrę. — Urwałam kawałek papieru i namoczyłam w wodzie, po czym delikatnie wytarłam dziewczynie ranę. — Bardzo boli? — spytałam, wymieniając papier na kolejny. Jednak porządnie krwawiło. — Nie znamy się chyba jeszcze, Vanilia, w skrócie Van. — Uśmiechnęłam się, podając jej rękę, co, biorąc pod uwagę pozycję, w której się znajdowałyśmy, było trochę dziwne.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Czarownicy pies [9]

Nauczyciel na moje słowa przewrócił oczami, a kobieta wydawała się jeszcze bardziej zdenerwowana.
— Opierdalam twojego nauczyciela, jakbyś jeszcze nie zauważyła. — Ah, no tak, dzięki za wyjaśnienie. Dużo to pomaga. Aż tak głupia nie jestem. I już miałam się pytać, co on takiego zrobił, kiedy znowu usłyszałam głos —  Serio, Dusiek, haszysz jeszcze zrozumiem, na marihuanę to macham ręką. Nitrazepam, jeszcze nie dostałeś spazmów? A metadon? Heroina? Amfa? Może kaktusa też brałeś, co? Wiem, że Tera nie pokazał mi wszystkiego, powinieneś mu na kolanach dziękować, bo już byś leżał martwy, albo od towaru, którego ci nie dał, bo „nie miał”, albo z mojej ręki. Co jest z tobą, kurwa mać nie tak, nie nauczyłeś się jeszcze? — wydała z siebie monolog, a ja westchnęłam w końcu rozumiejąc, co tu się odwala. No bo skąd ja miałam wiedzieć, jak nikt mi nie tłumaczy? Zrobiłam krok w stronę kobiety, która nagle jakoś zmieniła się w moich oczach i wydała się mniej straszna, wredna, niż obcy mi człowiek, o którym myślałam, że choć trochę wiem. Spojrzałam na niego z drugiej strony, zastanawiając się, kto tak naprawdę przede mną stoi. A jednak nie znałam go nawet w jednej setnej tak dobrze, jak mi się wydawało.
Nauczyciel coś gadał, jak to mężczyzna, ni stąd, ni zowąd walnął coś o dziewczynkach.
Prychnęłam, zirytowana, jakby to było do mnie. Ręka, policzek, wszystko przyspieszyło. Moja głowa latała z jednej w drugą i z powrotem, obserwując całą akcję. Kolejne pytanie kobiety, które tak naprawdę chyba nie było pytaniem. Spojrzałam na nauczyciela, razem z nią wyczekując odpowiedzi, reakcji, wytłumaczenia, które i tak nigdy nie przychodzi.

Wypad na miasto leczy złamane serca [0]

Założyłam czerwoną sukienkę, wcale nie dlatego, że chciałam się dla kogoś dzisiaj wystroić. Czerwoną, powiewną, bo był ciepły letni wieczór, z cienkimi ramiączkami krzyżującymi się na plecach. Sięgała mi lekko za połowę uda. Przy każdym obrocie, zakręcie, przepięknie owiewała dookoła mnie, jednak pamiętając, że ma zostać na dole, jak to wiele letnich sukienek często zapominało.
Wybrałam czarne szpilki, wcale nie dlatego, że chciałam się wydać troszku wyższa i sięgać chociaż do ramion pewnego kogoś. W każdy inny wieczór, gdy szłyśmy z Herą do miasta założyłabym wygodne kozaki, lecz nie dzisiaj, dzisiaj było inaczej, dzisiaj założyłam szpilki.
Umalowałam się, wcale nie dlatego, że chciałam dzisiaj wyglądać idealnie i żeby pewien specjalny ktoś zwrócił na mnie uwagę. Nie nałożyłam za dużo makijażu, bo co za dużo, to niezdrowo, jedynie lekko podkreśliłam oczy czarną kreską i wysmarowałam usta czerwoną szminką.  No może jeszcze trochę mascary wylądowało na moich rzęsach, ale to już wina Hery! Która jedynie uśmiechała się pod nosem, przyglądając mi się, gdy trzeci raz nakładam szminkę i sprawdzam, czy na pewno nie zahaczyłam o żaden ząb.
W końcu jednak byłam gotowa, czas więc zainteresować się jak tam przygotowania przyjaciółki do tego specjalnego wieczóru, który miałyśmy spędzić w towarzystwie dwóch panów.

Z krwią smakuje lepiej [1]

Z Herą się już raczej dogadywałam, z Varenem dalej nie odbyłam potrzebnej rozmowy. Wiedziałam, że końcu będzie trzeba, ale jakoś nie mogłam się do tego zebrać. Bo łatwiej było udawać, że nic się nie dzieje, chodzić z wymuszonym uśmiechem i głośno się śmiać. A potem po nocy wypłakiwać to wszystko w poduszkę. Łatwiej było.  
Był jeden plus minus tej całej afery, bo nie chodziłam teraz do Varena, żeby kazać mu być cicho, a więc chcąc, nie chcąc musiałam malować z hałasem. No cóż, w końcu kiedyś trzeba było zacząć, chociaż przyznam, że większość czasu spędzałam na skupianiu ręki. Zadanie od pana Remusa szło mi nieźle, bardzo pomagało, musiałam mu pójść podziękować i zapytać się co u niego, bo ostatnio nie wyglądał dobrze. 
Hera ostatnio dużo czasu spędzała z Varenem, przez co mało ją widziałam, i czułam się trochę samotna. Dlatego zdecydowałam się pójść odwiedzić pewnego kogoś, zobaczyć co u niego. Przynajmniej nie będę siedzieć sama. Pospieszyłam więc pod drzwi pokoju, gdzie grzecznie zapukałam. Nie poczekawszy na odpowiedź weszłam do środka. Tak jak się spodziewałam w środku siedział Vin, popijając spokojnie czerwony napój. Czarne loki jak zwykle luźno opadały dookoła głowy, a czerwone oczy błyszczały. 
— Hej — powiedziałam pewnie, siadając na ziemi obok chłopaka — Co tam?

czwartek, 1 lutego 2018

Czarownicy pies [7]

— Mam do pogadania z szanownym panem profesorkiem — prychnęła kobieta, wyciągając nos możliwie jeszcze wyżej do góry, byleby pokazać, kto tu jest najważniejszy. Zaplotłam ręce na klatce piersiowej i prychnęłam. Niby była dwa raz starsza ode mnie, ale to nie znaczy, że może sobie pozwalać na takie traktowanie mnie. Co to, to nie. Odchyliłam głowę, słuchając wywodu Roweny. Nie wiedziałam, czy mówiła do mnie, czy do nauczyciela, ale to chyba było obojętne.
— Przepraszam bardzo — zaczęłam, ignorując cały jej monolog — ale jeżeli mam tu siedzieć i marnować popołudnie, to przynajmniej mi wyjaśnijcie, co tu się odwala. — Wyszło trochę niemilej, niż miało być. Trudno. Szczerze mówiąc, nawet zaczynałam ją lubić, przynajmniej miała w sobie jakąś krytykę, nie to co te wszystkie lizodupy. Uśmiechnęłam się lekko, dalej trzymając złączone ręce. Nie miałam zamiaru odpuszczać i siedzieć tu bezczynnie. Ciekawiło mnie zresztą, co ten nauczyciel mógł wymyślić tym razem. O całej aferze z Dexterem już słyszałam od Hery. No już naprawdę, żeby uczeń i nauczyciel się pobili. No cóż, integracja, jak to mówią, przynajmniej jesteśmy blisko naszych kochanych wiedzodawców. A raczej wiedzowmuszajców. Albo wiedzoitakcijejniedambospędzamcałedniwspominającuczennicęipatrzączaoknoniewiedząccozrobićzeswoimżyciem.
Przejechałam ręką po czubku głowy, odgarniając włosy do tyłu i lekko trzepnęłam głową. No panno Tate, co pani ma do powiedzenia.

Czarownicy pies [5]

Nauczyciel widocznie był zaskoczony moimi słowami, ale nadal nie miał zamiaru mi odpowiedzieć. Odsunęłam się i podskoczyłam na dźwięk nazwiska profesora wypowiadany przez nieznany głos. Odwróciłam się, by ujrzeć fioletowowłową kobietę, która weszła do sali z pewnością osoby, która wie, że jest najsilniejsza i panuje nad resztą. Odsunęłam się, aż poczułam za plecami parapet, obserwując, jak nauczyciel idzie we wręcz przeciwną stronę, jednak drzwi zatrzasnęły się przed jego nosem. Rozmowy. Jeszcze więcej rozmów, w których ewidentnie prowadziła kobieta. Skąd ona się w ogóle tu wzięła? Czy ten teren nie jest już jakkolwiek chroniony? Szumiało mi w głowie, a ręce kurczowo trzymały parapetu. Kobieta ewidentnie była Remusowi znana z przeszłości, a on z nią obecnie rozmawiał. Chciał, żeby mnie wypuściła, to miłe, ale kobieta nie miała zamiaru.
— Rowena Tate, nie masz co się martwić, skarbeńku, to tylko brzmi źle — przedstawiła się, a ja obróciłam się zaskoczona, że mówi do mnie. Chciałam jej odpowiedzieć, stanąć prosto i odzyskać pewność siebie, ale mogłam tylko kulić się w rogu. No ale hej, siedząc w kącie nic nigdy nie załatwiono.
— Vanilia O'reila. Możecie mi wytłumaczyć co się tu dzieje? — spytałam, spoglądając z nauczyciela na nieznajomą. — Kim ona jest? — dodałam, patrząc już tylko na Remusa, który stał ze schyloną głową.

Czarownicy pies [3]

Nauczyciel mnie centralnie olewał, a ja tylko się na niego patrzyłam. Bo ja naprawdę chciałam mu pomóc, żal mi go było, i no przykro mi, ale taka prawda, nie miał nikogo. No powiedzmy, że Heather się jakoś z nim kręciła, ale jakby to powiedzieć, niezupełnie była w tej chwili dostępna. Spojrzał na mnie kątem oka, a ja głośno westchnęłam.
— Patrz, przyniosłam tu te kartki. Też to zrobiłeś? — spytałam, w nadziei, że teraz, kiedy było to już pytanie, a nie stwierdzenie, nauczyciel mnie raczy darzyć odpowiedzią. Patrzyłam się za okno, nie chcąc go męczyć swoim spojrzeniem. Czekałam, lecz nic nie usłyszałam. Zaczęłam spacerować po sali, układając pędzle tu i tam i wyrzucając brudne szmaty i kawałki papieru do kosza. — Słuchaj, możesz mi też nie odpowiadać, a ja mogę sobie też pójść i z tobą nie rozmawiać —  prychnęłam. — Nawet nie masz ze mną lekcji. Ja chcę ci pomóc. I wiem, że to jest dziwne, jeżeli przychodzi od uczennicy, ale umówmy się, osobą, która bardziej tu potrzebuje pomocy, jesteś ty. I teraz już mi nie zaprzeczysz, tak jak mogłeś do tej pory. — Przekrzywiłam głowę i spojrzałam na niego, mrużąc oczy. — Po prostu powiedz. Nie bój się mówić. Nie będę cię oceniać, przecież nic ci nie zrobię, cokolwiek się stało, działo, nie pójdę tego powiedzieć Mińskowi. A gadanie pomaga przetrawić, przejść przez pewne... rzeczy — powiedziałam, gestykulując rękami. — Proszę, daj mi pomóc — dodałam po chwili, zdobywając się na trochę uprzejmości.

Czarownicy pies [1]

Zebrałam wszystkie kartki, które mogłam znaleźć i wybrałam się do szkoły. W czasie wakacji zawsze kiedy się poczułam źle, lub dobrze, lub jakkolwiek, opisywałam to za pomocą ołówka, kredek lub akwareli. Z czego tych ostatnich używałam najczęściej, bo nie trzeba była rysować wyraźnych konturów, granic, których moje emocje też nie miały. W szkole skierowałam się prosto do sali artystycznej, a przynajmniej taki był mój plan, w praktyce jednak zaprowadziłam jeszcze pierwszaka na stołówkę po drodze. Zapukałam do sali, ale nikt nie odpowiedział, więc otworzyłam powoli drzwi. Przy oknie stał nauczyciel, który wcale nie wyglądał lepiej niż ostatnim razem, gdy go widziałam. Schudł, pod oczami miał ciemne wory, włosy były długie i skołtunione, a ubrania nie były prane od co najmniej tygodnia. Podeszłam powoli, nie wiedząc, co zrobić. Ja czułam się lepiej, pogadałam z Herą, odpoczęłam w wakacje, obejrzałam cały sezon "Mody na skrzydła", a stan nauczyciela tylko się pogorszył. To był człowiek, który potrzebował pomocy, po prostu. Odłożyłam kartki na parapet i spojrzałam w kierunku, w którym patrzył.
— Wiem, że jest ciężko, i pewnie jeszcze trochę będzie, ale musisz powoli zacząć się wynurzać z dołu, w który wpadłeś. Niedługo zaczynają się lekcje, a sam wiesz, że nie możesz uczyć w tym stanie. Chce ci pomóc, ale sam musisz też chcieć — powiedziałam cicho, wyglądając za okno. Darowałam sobie wszelkie zwracanie się na pan i inne formalności, to był w tym momencie człowiek, który potrzebował pomocy, pogadać, a zwracanie się na pan raczej by mu nie pomogło. Poza tym, nawet mnie nie uczył.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

(Nie)Przyjemny wieczór na Klaryckiej 2a [X]

— Vaaan. Jeżeli pyta o to Cesarzowa Wdowa, to znaczy, że Cesarz nic o tym nie wie. Jego syn prawdopodobnie również. To mało dyskretne zapytanie, w dodatku mogę zostać wplątana w jakieś ichniejsze gierki o władzę, podziękuję bardzo. Królowa Marionetek niechaj zostanie bez jednej lalki więcej — prychnęła, a ja spojrzałam na nią zawiedziona. — Lepiej mi powiedz, jak się zapatrujesz na następne spotkanie we czwórkę, bo Vin zdawał się być... zainteresowany. — Mrugnęła do mnie, a ja natychmiast się zarumieniłam. No tak, zauważyłam, że Vin ostatnio tak jakoś na mnie spoglądał... ale nie myślałam, że czerwonowłosa też od razu to zauważy. No ale kto jak nie ona. — No, już, rozchmurz się, Varen to dupek, ale jest jeszcze o wiele więcej w tym morzu ładnych dupków, przebieraj do woli. — Uśmiechnęłam się na słowo ładny, czując przy tym bolesne ukłucie w klatce piersiowej. Tak, nie powinnam się już dalej przejmować. Odetchnęłam głęboko, zanim odpowiedziałam.
— Tak, znowu masz rację. — Uśmiechnęłam się do przyjaciółki, która tylko przewróciła oczami, obróciła na pięcie i poszła w kierunku kuchni. Podreptałam za nią, w końcu przydałoby się jeszcze coś zjeść.
Ale byłam zadowolona, przynajmniej mogłam znowu normalnie rozmawiać z Herą, wyglądało na to, że wszystko było już obgadane i naprawione. A przynajmniej tak się zdawało.

niedziela, 28 stycznia 2018

(Nie)Przyjemny wieczór na Klaryckiej 2a [10]

— Trzymaj, baw się dobrze — powiedziała, podając mi kopertę, a ja spojrzałam na nią krzywo. Serio? Nie będzie mi nawet w tym towarzyszyć w czytaniu? Odwróciłam się naburmuszona, zapominając zupełnie o obiedzie. Zastanowiłam się, czy powinnam go otwierać. Ale jak ja tego nie zrobię, to nie będzie zrobione, bo przecież Hera go prędzej spali. Pobiegłam po otwieracz do kopert, bo jednak nie mogłam brzydko rozerwać tak ważnej korespondencji. Pochłaniałam list wzrokiem, kompletnie ignorując czerwonowłosą, która stała ode mnie w pewnym oddaleniu, niby niezainteresowana, ale jednak zerkała w moją stronę.
— Heraaa — krzyknęłam, podbiegając do niej. — Miałaś rację, nie chcą cię zabić — odparłam ze śmiechem, przyglądając się twarzy dziewczyny, która raczej nie wyrażała nic oprócz kompletnego braku zainteresowania. — Pierwsze dwa akapity są nudne i o niczym... hm... pytają o to, jak się ma twoja matka. Hera, nie uwierzysz, matka Cesarza chce się z tobą spotkać. — Moja buzia cała się rozpromieniła, ale jedno spojrzenie na koleżankę i zaraz się ostudziłam. Nie mogła być bardziej znudzona listem. Pewnie dokładnie tego się spodziewała. — Ale odpiszesz im, prawda? Musisz pójść na to spotkanie. Absolutnie musisz. Jak ty im nie odpiszesz to ja to zrobię, a tego nie chcesz, bo ja nie umiem się bawić w te wszystkie oficjalne zwroty. No, to jak?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis