Polecany post

Nabór: Październik

Nabór na pierwszaki otwarty! Na razie mamy zarezerwowane 5 miejsc na 10 możliwych , wstępnie pewne są trzy osoby, jeżeli pojawiłyby się...

niedziela, 22 października 2017

Od Wandy, CD Renee

Ja naprawdę nie lubię uciekać przed ludźmi. Kryć się po kątach i modlić, żeby mnie nie znaleźli. Ale również bardzo nie lubię, gdy jestem śledzona przez cały dzień, obserwowana przez pewną tajemniczą personę, której udowodniłam już kilka razy, że zainteresowana nie jestem. No cóż, marzyć nie zabroni mi nikt. A zniknąć prześladowcy z oczu trudno nie było, kilka razy odpowiedni zakręt w odpowiedni korytarz i ta dam, dosyć nieprzyjemny chłopak zgubiony. Teraz tylko być ostrożnym... 
Wyszłam powoli zza rogu, rozglądając się nerwowo wokół siebie. Pusto, nic, null, non. Odetchnęłam głośno, przeciągnęłam się i ruszyłam dosyć spokojnym krokiem przed siebie. Idealnie. W końcu spokój, w końcu można napić się herbaty, uśmiechnąć się i zapleść nieszczęsny warkocz, bo napewno włosy zaraz się poplączą. Źle, źle, źle. Powinnam to zrobić rano, dlaczego jeszcze tego nie zrobiłam, Foma, gdzie ty uciekłeś, miałeś mi dzisiaj pomóc z historią, dlaczego ostatnio jesteś taki zagubiony, braciszku co się dziej... Z galopujących myśli wyrwał mnie głos. Kobiecy, dosyć melodyjny, choć ostrawy jak nóż, mocno przybarwiony ewidentną dominacją. I nowy, bo usłyszałam go po raz pierwszy.
— O ciebie chodziło? — zapytała, wskazując za siebie.
Podniosłam głowę do góry, zamrugałam kilka razy, przetwarzając informację i spojrzałam w zielone, ale nie takie jak moje, oczy. Blada skóra, farbowane włosy, kolczyki. I mocne brwi, które automatycznie podkreślały jeszcze mocniejszą szczękę. Zdecydowanie niezbyt delikatna. Zadziorna. Ciekawa.
Pokiwałam głową.
—Tak, tak, zgaduję, że o mnie — mruknęłam, nerwowo zakręcając włosy wokół mojego palca. Wanda, gdzie twoje opanowanie? — Wanda Anastazja Przewalska, miło mi poznać. — Uśmiechnęłam się i skinęłam głową. — Jesteś tu nowa, prawda? Przyjechałaś na kolejny rocznik? Dosyć wcześnie, jeszcze nawet egzaminów nie było... Ale to może dobrze, zdążysz rozgarnąć całą szkołę. Tak, tak, zdecydowanie lepiej i wygodniej... Jeżeli mogę o to zapytać, jak się nazywasz?

Od Wandy, CD Van

— Muszę napisać pracę na temat uprawiania różnych rodzai kwiatów. Rzecz w tym, że ja nie za bardzo jestem dobra z takich rzeczy, zielarstwo wybrałam jakoś przypadkiem, pod wpływem stresu i myślałam, że będziemy robili fajne rzeczy w terenie, a nie siedzieli w ławkach. A może, że ktoś mi zaliczy obrazek z kwiatem jako praca? — zapytała dziewczyna z burzą loków na głowie. Posłałam jej szeroki uśmiech i pokręciłam przepraszająco głową. Nie, obrazek raczej nie może zostać zaliczeniem u nauczycielki zielarstwa, ale kto wie, może jakieś dodatkowe punkty? — Wiesz co, właściwie nie mam ochoty tego teraz pisać, może zechciałabyś się przejść na spacer? — dodała jeszcze po chwili, przekręcając tak zabawnie głowie.
— A dlaczego miałabyś pisać? — zauważyłam, parskając czystym śmiechem. — Spacer to idealny sposób na naukę zielarstwa. W końcu łatwiej zdobyć jest niektóre informacje, patrząc i obserwując, niż siedząc w ławce i kiwając głową bez zrozumienia — prychnęłam i zadarłam nos do góry. Szkoda, że tak mało osób to pojmowało, przez co wiele nauk kojarzyło się ze ślęczeniem nad nudnymi tekstami.
Podniosłam się gwałtownie z fotela, przy okazji zwinnie odkładając swoją książkę na stolik przede mną. Oczywiście, cały czas utrzymując przyjacielski uśmiech na twarzy.
— To co, idziemy?



Od Renee, CD Wanda

Wielka, parszywa szkoła, mordercza biblioteka, mizdrzące się po kątach zakochane gołąbeczki. Ludzie, niektórzy dziwniejsi ode mnie, wiecznie ućpany do granic możliwości pedagog, którego widocznie kutas swędział, bo wręcz zjadał spojrzeniem naszą kochaną członkinię samorządu. No i oczywiście, wielki, potężny, obejmujący całą szkołę, wyścig szczurów. Kto pierwszy zdobędzie serce pierdolonego lalusia, lafiryndy, miss złotych loczków z fetyszem rękawiczek. No chyba, że nosił je nie przez własne zachcianki, a mizofobię, czy inną straaaszną tajemnicę.
Spodziewałam się wszystkiego po tej placówce, ale to, co się tutaj odjaniepawla przechodzi ludzkie pojęcie. No w końcu coś się dzieje w tym moim nudnym żywocie!
Niedbale skończyłam pleść warkocz, poprawiłam wyciągnięty sweter i żwawym krokiem ruszyłam na zwiady, pragnąc dowiedzieć się czegoś więcej o nowym miejscu. Jak dotąd nie poznałam nikogo oprócz oprowadzającego mnie Żejmsa i pani od stołówki, która uważnie przyglądała się temu, co nakładasz, co jakiś czas obdarowując cię obrzydliwym uśmiechem. Ciekawe, dodała tam trutki, wrzuciła sierść jakiegoś szczura, czy może najzwyczajniej nacharała, zastanawiając się, który ze szczęśliwców pożre dzisiaj gluta. Wciąż lepsze niż rozcięty ropień u nosokrowy.
Ilość osób z dodatkową częścią ciała, jak ogon, lisie uszy, czy może całe dupsko jakiegoś jelenia, mnie zadziwiała. W sensie, wow, ta szkoła serio dogadzała wszystkim, podobno zamontowali tu nawet myjki do kopyt. Ciekawe, czy centaury zezwalają na wycieczki konne do lasu, byłoby ciekawie, nie powiem.
— Widziałaś taką małą blondynkę? Zielone oczy, pachnie kwiatami. — Kotowate coś zagrodziło mi drogę, błądziło rozbieganym, godnym szaleńca wzrokiem, po korytarzach, niuchał jak oszalały. Dane jakie mi podał, tak bardzo mi pomagały, w końcu w całej szkole jest przecież tylko jedna jedyna blondynka, przecież blond włosy to jakiś wyjątek, spotykany raz na milion! No, a kwiatowych perfum nie używa absolutnie nikt. Nim zdążyłam odpowiedzieć, ten pognał dalej, pozostawiając po sobie tylko niesmak i odór popsutej ryby. Obrzydlistwo.
Wtedy zza rogu wyskoczyła słoneczna główka, rozejrzała się, a gdy dostrzegła, że zwierzołak zniknął za zakrętem, z cichym odetchnięciem wpłynęła gładkim ruchem na korytarz. Stawiam dziesięć rubli, że to jej szukał.
— O ciebie chodziło? — Wskazałam kciukiem za siebie. Oszołomy. Wszędzie oszołomy. Jak nie narcyzy, to jebiące dorszem koty. Jak to się mówi, jak nie urok, to sraczka.

Od Renee, CD James

Jagna od rana darła mordę, Sophie mówiła coś o niewyprasowanym kołnierzyku w jej bardzobardzobardzo ważnej sukience na bardzobardzobardzo ważny dzień, przy okazji Dorotha uczepiła się mojej nogi, jak rzep psiego ogona, a ciotka Juliet nie robiła sobie z tego większego problemu. Mi zostało tylko kląć cicho, próbując przeciągnąć szatynkę po podłodze, mopując przy okazji zabytkowy parkiet. Cholerne bachory.
To był kolejny powód, dla którego zdecydowałam się wybrać na uczelnię z internatem. Brak tej cholernej rodziny, która doprowadzała mnie do białej gorączki, bo, do kurwy nędzy, ileż lat można użerać się z rodziną większą, niż królicza po okresie rozrodczym.
Wpakowałam się do taksówki, wcześniej zrzucając dziecko z nogi krótkim pstryczkiem. Nikt nie wyszedł, nikt się nie zainteresował, głównie ze względu na wigilię wyjazdu, która dość huczna, była już moim pożegnaniem i pomachaniem cudownym środkowym palcem w moją stronę. "No w końcu wyjeżdżasz, Renee, już myślałyśmy, że nie ruszysz na poszukiwania godnego naczynia z genami". Podejście familii do rozmnażania i rozwijania drzewa genealogicznego było cudne, nie powiem.
Wcisnęłam słuchawki do uszu.
Pokażę im, że da się inaczej.

xXx

Nerwowo zagryzłam wargę, zerkając na potężny budynek. Poprawka, na trzy potężne budynki z bonusem w postaci kolejnego w oddali. No kto by się tego spodziewał. Im bliżej placówki się znajdowałam, tym bardziej robiłam pod siebie, jeśli mam być szczera. Może trzeba było zostać w tej Katowni? Leczyć gagatków i na zawsze zostać na Zapyziałych Bagnach? Żeby nie było, to nazwa miejscowości, uroczo, prawda? Jak to się mówi? Raz się żyje? Kotem nie jestem, niestety.
Wdech, wydech, śmiały krok, zadarta głowa.
Tak właściwie, to źle, że zadarta. Ponieważ od razu mogłam trafić na jakże obrzydliwy widok, jakim były pojedyncze, cienkie jak sieć pająka, włoski, które miały chyba nazywać się brodą. Co to ma być? Rozpiżdżona w drobny mak zmiotka, czy wyciśnięte, długie syfy, których nie ściągnął chusteczką? Nigdy się nie dowiemy.
— Renee, prawda?
— Ogoliłbyś się.

Od Van, CD Wanda

— Trafiłaś idealne, wręcz lepiej trafić nie mogłaś! — krzyknęła wesoło, poszerzając i tak już duży uśmiech na swojej twarzy — W czym masz problem? Gdzie pomóc? Tkanki, nawozy, sposoby hodowli i opieki? Łączenie różnych gatunków? Mów śmiało, raczej nic mnie nie zagnie. — Teraz również i ja zaczęłam się śmiać. Była taka urocza, ze swoimi złotymi lokami, które podskakiwały na wszystkie strony, gdy energicznie kręciła główką. Zielone oczy błądziły po bibliotece, rozglądając się na różne strony, lecz głównie skupiając uwagę na mnie. Widziałam jak gdy wypowiedziałam słowo zielarstwo, coś w niej pstryknęło. Być może tego jeszcze nie odkryła, ale miała niesamowitą pasję do roślin. Widać było, że wie, co mówi i spokojnie mogłam jej zaufać w kwestii pomocy z pracą domową.
— Muszę napisać pracę na temat uprawiania różnych rodzai kwiatów. Rzecz w tym, że ja nie za bardzo jestem dobra z takich rzeczy, zielarstwo wybrałam jakoś przypadkiem, pod wpływem stresu i myślałam, że będziemy robili fajne rzeczy w terenie, a nie siedzieli w ławkach. A może, że ktoś mi zaliczy obrazek z kwiatem jako praca? — Dziewczyna zdecydowanie dobrze na mnie działała. Wszelki zły humor i troski przeszły, a ja miałam ochotę porwać ją za rękę, wybiec na dwór i pomimo jeszcze nie najcieplejszej pogody spacerować po łące i zbierać kwiaty. Spędziłam z nią ledwo pięć minut, a czułam się, jakbym znała ją całe życie. — Wiesz co, właściwie nie mam ochoty tego teraz pisać, może zechciałabyś się przejść na spacer?