Polecany post

Konkurs - #1

Zgodnie z zapowiedzią mamy dla was pierwszy (podwójny) oficjalny konkurs organizowany przez AWU. Najpierw jednak pragniemy serdecznie pod...

piątek, 15 grudnia 2017

Gdzie jest Gienio? [3]

— Jak najszybciej, nie chcę, żeby coś mu się stało — odpowiedział z rozmarzonym uśmiechem. A ja doskonale go rozumiałam. W końcu ten, kto kiedykolwiek nie miał swojej ukochanej pluszowej zabawki, niech pierwszy rzuci kamieniem. Mogę się przyznać, ja miałam ich ponad dziesięć, bo wszystkie były wspaniałe i kochane. — Ale zanim to — dodał po chwili, mrucząc i opierając głowę z niebieską czupryną na moim ramieniu. — Tylko chwilkę. — Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
Siedzieliśmy. Nie chwilkę, nie chwilę, nie dwie, ani trzy. Tylko dobre, kilkanaście minut. A może kilkadziesiąt? Kto by to liczył, gdy otacza go spokój oraz przyjemna atmosfera, a obok niego siedzi lubiana osoba? Przymknęłam powieki i opuściłam głowę na tę jego, po czym odetchnęłam głęboko. Było miło.
Po czym wystrzelił jak z procy, dostał zastrzyk energii, zeskoczył zwinnie z parapetu, otrzepał spodnie z wyimaginowanego pyłu, uśmiechnął się szeroko i z błyskiem w oku stanął pomiędzy moimi nogami, a ja podniosłam brew zdekoncentrowana, bo w końcu dopiero co w pomieszczeniu panowała rozleniwiająca cisza. Chwycił mnie w talii, co trochę połaskotało, nie zaprzeczę, i opuścił mnie delikatnie na nogi, a ja parsknęłam śmiechem. Czyżby dżentelmen?
— To jak? Mój pokój? — zapytał, przekrzywiając głowę.
— Bardzo chętnie — odpowiedziałam, cały czas utrzymując szeroki uśmiech na twarzy i musnęłam czubek nosa chłopaka swoim palcem. — Ale nie masz przerażającego bałaganu, prawda? Bo wtedy prawdopodobnie po prostu będzie trzeba posprzątać — oświadczyłam, podnosząc brew.

Diabeł ucieka zachodem [6]

Zastukał palcem o mój brzuch. Drgnęłam zaskoczona niespodziewanym ruchem. 
— Leż. — Parsknął śmiechem, po czym, przenosząc dłoń wyżej, stuknął po raz kolejny, dwa razy, a ja ponownie odskoczyłam przez łaskotki.
Postukał po raz trzeci, a ja odetchnęłam głęboko, czując ulgę i przyjemne ciepło unoszące się z klatki piersiowej. Jednak nie trwało to zbyt długo, wręcz kilka, może kilkanaście sekund, bo po tym po prostu znowu powrócił przytłumiony ból, a chłopak odskoczył od łóżka. Otworzyłam oczy i podniosłam brew, nie do końca wiedząc, o co chodzi. Podniosłam się do góry i przekręciłam głowę.
— Zidiociałaś do reszty? Wiesz jak niebezpieczne jest nadużywanie jakiejkolwiek mocy, a co dopiero upiększania? — prychnął, marszcząc czoło. Ewidentnie był zły. Bardzo. — Wracaj do leżenia, nie spodziewałem się, że jesteś tak bardzo rypnięta. Muszę się głębiej podłączyć, jeżeli nie chcesz dalej sobie tak zdychać przez jeszcze kilka tygodni.
Ponownie położyłam się na łóżku, opuściłam powieki, odetchnęłam głęboko i przekręciłam głowę, nie chcąc patrzeć mu w oczy czy poruszać tego tematu. Zapadła cisza. Nieprzyjemna cisza. Bo co miałam powiedzieć? Że nie chciałam? Że żałowałam? Że mi wstyd? Że jestem cholernie głupia? Czy że zrobiłam to, doskonale wiedząc, co mnie czeka? 
Zastukałam rytmicznie palcem o pościel. Tylko dla siebie, bo dźwięk i tak się nie wydobył.
— Wiem, naprawdę nie musisz mi tego uświadamiać. W pełni zdaję sobie sprawę z mojej decyzji — mruknęłam cicho, przekręcając głowę, by spojrzeć na blondyna. — Jak długo? — dodałam po chwili, spoglądając na jedną dłoń bez rękawiczki. 
Zniszczoną, zmęczoną dłoń z ropiejącymi ranami, pęknięciami, bąblami i wszelkim paskudztwem tego typu, które na skórze pojawić się może. Podniosłam się ponownie do góry, krzywiąc się nieznacznie, i przeniosłam wzrok na twarz Jamesa.  

Diabeł ucieka zachodem [5]

Miałem wrażenie, że dziewczyna ledwo jest w stanie oddychać. Powolna, niekontaktowa, z trudem odnajdująca się w sytuacji, jakby cały świat oglądała przez setki szyb, obraz musiał być rozmazany i w dużej mierze fałszywy. Wzdrygnęła się i przysiągłbym, że odskoczyłaby, gdyby miała taką możliwość, ale w praktyce doskonale wiedziałem, że była na to za słaba.
I chyba miałem swoje podejrzenia. 
— Masz nowe rękawiczki... — mruknęła nieporadnie, przymykając oczy. To była taka krótka chwila ciszy, zanim zorientowałem się, że nie powie nic więcej, ale leżała i wyraźnie na coś czekała. Dlatego odpiąłem całkowicie szlufki jednej rękawiczki, ściągając ją. Drugą dłonią, wciąż przykrytą skórzanym materiałem, zakryłem oczy dziewczyny, na wszelki wypadek.
— Nie patrz. To może być nieco dziwne uczucie, powiedz, gdy zacznie boleć. — Jeszcze mocniej niż teraz, ale tego raczej nie potrzebowałem dodawać. Wymruczałem zmaklęcie dezynfekujące, nawet jeżeli nie planowałem bezpośrednio dotykać dziewczyny skażoną chorobą skórą, to wolałem nie zostawiać żadnych śladów na schludnym mundurku Przewalskiej.
Zastukałem palcem wskazującym o jej brzuch, wyraźnie widziałem, jak drgnęła pod dotykiem, ale to jeszcze nie było to.
— Leż — parsknąłem, nieco nazbyt miękko, ale ostatecznie to i tak była już wystarczająco dziwna sytuacja. Drugie stuknięcie, tym razem nieco wyżej, potem dwa kolejne koło podbrzusza, wibracje i linie były wyczuwalne, ale zbyt słabe, żeby się do nich podłączyć.
Mostek, trzy stuknięcia i zduszone, zadowolone mruknięcie, gdy od punktu zaczepienia zaczęły wychodzić delikatne, wielobarwne, świetliste linie, uciekające i badające kolejne fragmenty ciała. Mogło nieco mrowić, mogło nieco drapać, ale praktycznie czułem, jak magia śpiewała
Przynajmniej zanim znalazłem, co szukałem. Wszystko urwało się na moment, a ja odskoczyłem od dziewczyny, widząc, jak linie najpierw stają się brzydkie, szare i znoszone, a potem całkowicie gasną. Przewalska otworzyła oczy, a ja powstrzymywałem się, żeby nie zacząć kurwić na prawo i lewo.
— Zidiociałaś do reszty? Wiesz jak niebezpieczne jest nadużywanie jakiejkolwiek mocy, a co dopiero upiększania? — prychnąłem. — Wracaj do leżenia, nie spodziewałem się, że jesteś tak bardzo rypnięta — nawet jak na Przewalską — muszę się głębiej podłączyć, jeżeli nie chcesz dalej sobie tak zdychać przez jeszcze kilka tygodni.

czwartek, 14 grudnia 2017

Cisza przed burzą [6]

Przeciągnąłem się, prostując ramiona. Podrapałem się po szyi, chcąc ukryć zmieszanie, dziewczyna obserwowała mnie bacznym wzrokiem i choć nie dało się w tym wyczuć żadnego kontekstu, to czułem się jak mysz wystawiona na polowanie kotu, który tylko czekał, żeby kłapnąć zębiskami i pożreć ją w całości.
A do tego nie byłem przyzwyczajony. Zazwyczaj wystarczył miły uśmiech, wzruszenie ramionami, zwyczajowa rozmówka o pogodzie, jakiś tekst lub dwa, które pozwolą dalej toczyć się pogawędce i proszę, przepis na idealnie spędzony czas. Na razie nie wiedziałem nawet czego się spodziewać i czy czego się spodziewać. Zapisane, zanotowane, dyskretnie podpytać się Dextera o informacje na temat Jocelyn. 
— Nie ma problemu. — Skinąłem głową. — Spotkania nie są problemem, zanim zapisałam się na wybory wiedziałam, że to nie będzie takie łatwe. I wybacz moje zachowanie. Postaram się być milsza, żeby dało się ze mną przebywać. — Nie żeby to było potrzebne, dziewczyna w gruncie rzeczy nie była zła, to ja bardziej odzwyczaiłem się od mniej rozmownych i bardziej skrytych typów z odzywkami, wyłączając grono moich przyjaciół. — To wszystko z kwestii formalnych czy mamy coś jeszcze do omówienia?
— Nic bardziej szczególnego, ale możemy od razu pójść i wprowadzić cię do systemu. Podać plakietkę, zaktualizować Kartę Atlancką... No i, nie ukrywając, stos papierkowej roboty już czeka, pani premier. — Skłoniłem się lekko i teatralnie, z zawadiackim uśmiechem, choć wcale nie kłamałem. Mińsk nas nie oszczędzał, a papierologia tylko czekała.

Gdzie jest Gienio? [2]

— Oh. — Taka forma odpowiedzi jakoś za bardzo mnie satysfakcjonowała, a ja byłem już bardziej niż pewny tego, że dziewczyna w środku już się zbija, bo jak to, że Nivan i zabawka? Że co? No, może nie zbijała, bo to nie w jej stylu, ale mogło ją to rozbawić. Mnie by rozbawiło. Każdego chyba. — To kiedy zaczynamy szukać? — dodała po chwili, szczerząc się od ucha do ucha. Zerknąłem na nią z lekkim zdziwieniem, bo nie zarzuciła uszczypliwym komentarzem, nawet na jej twarzy nie było widać grymasu ironii. Czysta chęć pomocy, radość i coś, czego nie potrafiłem zdefiniować, zrozumieć, odkryć. Jednak zielone oczy pięknie się błyszczały. Naprawdę pięknie.
— Jak najszybciej, nie chcę, żeby coś mu się stało — odparłem z delikatnym uśmiechem. Sprawa Gienia od zawsze była śmieszna, a wobec niego zachowywałem się jak największe dziecko. Co poradzić, taka moja natura. Odnosiłem wrażenie, że do przytulanki na stałe przypisana była moja pięcioletnia dusza. — Ale zanim to — wymruczałem tylko i ułożyłem głowę na ramieniu Wandy. Poczułem drgnięcie spowodowane śmiechem. — Tylko chwilkę.
No i przesiedzieliśmy tak chwilę, czy może dwie. Trzy. Piętnaście. Blondynka w tym czasie oparła swoją głowę o moją, a ja miałem absolutnie głęboko w poważaniu, że przekraczałem niektóre bariery zbyt prędko, zbyt nagle, niespodziewanie.
Szybko zeskoczyłem z parapetu, bez większych trudności, tak właściwie, otrzepałem tyłek i ustawiłem się między nogami dziewczyny. Ująłem dłońmi jej wąską talię i odstawiłem delikatnie na ziemię, bo dalej, z tego, co widziałem, chybotała się na swoich chudziutkich nóżkach. Patyczkach wręcz.
— To jak? Mój pokój? — Przekrzywiłem głowę.