Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anders Ulam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Anders Ulam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 grudnia 2017

Klęska głodu [X]

Ubrany jak na stypę chłopiec również się uśmiechnął. Wyglądał jak upośledzony emo, dziwna grzywka, czerń, czerń i czerń, tylko cieni pod oczami, pióropusza z tyłu i napisanego wielkimi literami na czole „A kto umar ten nie rzyje” jakimś tanim markerem, albo co lepsze, żyletką.
Bawiąc się warkoczem, ruszyłam korytarzem, a zagubiony chłopiec podążył za mną. Nie mówił, nie wydawał się zbyt zadowolony z faktu, że musi gdziekolwiek iść, a uśmiech pojawiał się mało kiedy, najprawdopodobniej, kiedy myślał o jedzeniu, bo jego burczenie brzucha szło usłyszeć z drugiego końca korytarza.
Postanowiłam go nie zagadywać, miałam go tylko doinformować, gdzie jest stołówka. No i wydawał się bardzo nieogarnięty, o żadnych niuansach raczej się od niego nie dowiem.
Właściwie to, kto go oprowadzał i dlaczego zrobił to tak źle, że chłopina nie wie, gdzie jeść dają? No, a może to on sam nie uważał? Nie dowiem się, jeśli się nie zapytam, a tego czynić zamiaru nie miałam, powód podany jest wyżej, nie będę się powtarzać.
Koniec końców stanęliśmy przed drzwiami do raju każdego nastolatka, miejsca wydawania posiłków. Nie najlepszych, ale lepszy rydz niż nic, czyż nie? Tak brzmiało to przysłowie, prawda?
— Proszę bardzo, Śpiąca Królewno, oto i twoja sala balowa. Następnym razem staraj się nie gubić w szkole, a jak już się to wydarzy, to szukajta mnie, służę pomocą. — Odmachałam na odchodne. Co się będę pruć przy milczku.

niedziela, 24 grudnia 2017

Klęska głodu [2]

Czułem się straszliwie głupio, pytając po tak długim czasie od rozpoczęcia semestru o coś takiego, jak położenie stołówki. Po tylu dniach w tej szkole, akademii, um, w tym miejscu szkolenia młodych umysłów, nawet nie wiem, jak to się nazywa, mój zakres wiedzy jest naprawdę poniżający, nawet nie wiem, gdzie tu się je. Przynajmniej chodziłem od czasu do czasu na zajęcia, chociaż nie, to było coś więcej niż od czasu do czasu, bo ja uczęszczałem na nie często i w miarę regularnie. Niestety albo stety, po każdej lekcji oddalałem się na bezpieczną odległość od ludzi i innych stworzeń z mojego roku. Nie miałem najmniejszej ochoty na żadną integrację z nimi. Ugh, zdecydowanie dokładnie wypełniam wszystkie punkty z listy "rzeczy, których nie robić w innym świecie", ale co ja poradzę, że nikogo tu nie znam? Przeżyję jakoś edukację tutaj i wrócę do domku, jeszcze tylko jakieś pięć lat...
— Jasne, to na dole, ale z chęcią cię tam zaprowadzę — odparła dziewczyna z szerokim uśmiechem na twarzy.
W głowie odtańczyłem mały pląs zwycięstwa. Powtórzyłem jej gest i dodatkowo pokiwałem energicznie głową. Ugh, nareszcie coś zjem. Sam się zdziwiłem, że moje malutkie zapasy okazały się na tyle duże, że starczyły mi aż do dzisiaj. Kolorowowłosa ruszyła przed siebie, a ja za nią.

wtorek, 19 grudnia 2017

Klęska głodu [1]

Pierdolony Hopecraft, pierdolony Oakley, pierdolona Yasuraoka, pierdolona Namae, pierdoleni wszyscy, których do tej pory poznałam. Nie ma co, z moim podejściem do ludzi z pewnością znajdę sobie grupkę znajomych, tak, jak zawsze o tym marzyłam, z pewnością. Westchnęłam jedynie, zamykając szybko notatki z numerologii, których nie byłam w stanie ogarnąć. Nivan po ostatniej akcji z Vanilką w sali muzycznej ma mnie głęboko w poważaniu i tylko uśmiecha się lisio, gdy widzi, jak wykreślam kolejne błędne bazgroły w moim zeszycie. Nie wiem, jak to robił, całe dnie obijał dupsko, albo obijał się o inne dupska, a wiedział prawie wszystko, jego notatki były perfekcyjne, a stopnie, prócz tych z zachowania były bez jakichkolwiek zastrzeżeń. Los jednak jest niesprawiedliwy. Przynajmniej kaligrafować nie umiał, a jego pismo było obrzydliwe, jednak coś za coś i nie wiem, czy moje śliczne literki mają w tym momencie coś do gadania.
Westchnęłam cicho i odrzuciłam jeden z warkoczy za ramię, rozglądając się po korytarzu.
Nagle tuż przede mną, jakby spod ziemi wyrósł czarny młodzian. Dosłownie czarny, nie licząc karnacji. Krucze włosy, grafitowe oczy, ciemny strój.
— Um, przepraszam. Czy wiesz może, gdzie jest stołówka? — spytał się nagle, a ja ściągnęłam brwi. Przepraszam bardzo, ale już trochę czasu minęło od rozpoczęcia tego roku szkolnego, a dodatkowo przy wprowadzaniu dostawało się jasne wytyczne. Skąd on się, do cholery jasnej, urwał? Chrząknęłam cicho, nie chcemy zrazić kolejnego osobnika, prawda?
— Jasne, to na dole, ale z chęcią cię tam zaprowadzę — mówiąc to, wysilałam się na jak najładniejszy uśmiech.

niedziela, 17 grudnia 2017

Klęska głodu [0]

Niepewnie wychyliłem głowę zza futryny i rozejrzałem się po korytarzu. Czysto. Ostrożnie wyszedłem z mojego pokoju i ruszyłem powolnym krokiem w kierunku stołówki. W końcu, po paru dniach siedzenia w kokonie na moim nowym łóżeczku, zdecydowałem się, że wreszcie wyjdę i zapoznam się z resztą uczni. Że wreszcie pokonam wszystkie obawy przed kontaktem międzyludzkim i znajdę prawdziwych przyjaciół w innym świecie! Tak, to jest prawdziwy powód mojego wyjścia z pokoju i to wcale nie tak, że skończyły mi się zapasy jedzenia, które przywiozłem z Ziemi. To wcale nie było tak, po prostu nagle poczułem chęć zbliżenia się do tych ludzi, o ile oni w ogóle byli ludźmi... Ale do rzeczy! Słysząc głośne burczenie w moim brzuchu, które lekko przypominało dźwięk agonii surykatek, przyspieszyłem kroku. Chociaż to i tak raczej nie pomoże, bo za Chiny Ludowe nie pamiętam, gdzie to jest. Mimowolnie podrapałem się po głowie, chcąc przypomnieć sobie słowa Fomy, kiedy mnie oprowadzał po tym budynku. Hmmm... To w ogóle było w tym budynku? Ot zagwozdka. Rozejrzałem się jeszcze raz po korytarzu, szukając wzrokiem jakiejś mapki budynku. Ugh, mój brzuch wył coraz rozpaczliwiej, a ja stałem sobie i patrzyłem na tynk. Niepewnie ruszyłem przed siebie, kręcąc głową, jak kursant na prawo jazdy na głównym skrzyżowaniu i szukając wzrokiem kogoś, kto pomoże mi znaleźć tę głupią stołówkę. Oczywiście przez pierwsze dziesięć minut nie spotkałem żywej duszy, ale na moje szczęście wkrótce zobaczyłem dziewczynę z zielono-pomarańczowymi włosami. Wreszcie! Podszedłem do niej szybkim krokiem.
— Um, przepraszam. Czy wiesz może, gdzie jest stołówka? — zapytałem niewiasty, patrząc na nią błagalnym wzrokiem.

czwartek, 7 grudnia 2017

Wprowadzenie Anders [5]

Próbowałem zapamiętać przynajmniej część rzeczy, o których mówił chłopak i mniej więcej (chociaż bardziej mniej niż więcej) ogarnąłem rozkład tych wszystkich pomieszczeń, ale znając życie, moja orientacja w terenie zawiedzie już po pięciu minutach. System był podobny jak w większości ziemskich szkół, więc może dzięki temu sobie jakoś sam poradzę. Tak, już to widzę, zapewne pierwszego dnia nauki nie pójdę nawet na lekcje, bo będę bał się konfrontacji z innymi uczniami. Tak, Anders i jego legendarna odwaga i pewność siebie. Cieszyłem, że Foma zabrał część moich rzeczy i teraz dzielnie je niósł. Ugh, pojęcia nie mam, po kiego diabła, brałem je, te niepotrzebne graty.
Wreszcie stanęliśmy i chłopak z widoczną ulgą postawił moje torby na podłodze. Wyprostował obolałe plecy i spojrzał na mnie z delikatnym uśmiechem błądzącym na jego twarzy.
— Jakieś pytania? Specjalne życzenia? — zapytał i podał mi jakąś kartę oraz dość dziwnie wyglądający tablet.  — Na tym urządzonku znajdziesz swój plan lekcji i rozpiskę wszelakich wydarzeń, godziny posiłków i tak dalej... A karty nie gub, bo to dzięki temu będziesz mógł płacić. A jakbyś już zgubił, zepsuł, czy zrobił cokolwiek innego, to zgłoś się do samorządu, załatwimy to ładnymi uśmiechami. No, to tyle.
Z ciekawością spoglądałem na otrzymane przedmioty. Żeby tylko nie zgubić, tylko nie zgubić, ugh, wtedy to już zupełnie wyszedłbym na ofiarę losu, chociaż chyba nawet nie muszę na nią wychodzić, bo w końcu troszeczkę już nią jestem. 
 —  Ugh, chyba nie. Dzięki. — Nareszcie! Wreszcie jakaś wypowiedź bez jąkania się.

niedziela, 3 grudnia 2017

Wprowadzenie: Anders [4]

Uścisnął moją dłoń, wcześniej przekładając swoje dosyć potężne bagaże do jednej ręki. Uścisk lekki, pewnie obawiał się, że zaraz go ugryzę. No cóż, co poradzę, pozostało mi się tylko uśmiechnąć i dalej emanować dobrą energią. Bo w końcu tak powinno być?
— Ty-tylko jeszcze... Czy mogę gdzieś jeszcze zostawić te wszystkie torby? — zapytał cicho, bardzo cicho, wręcz ledwo go usłyszałem. Głos troszkę drżał, wzrok opuścił na własne stopy, czarne włosy przysłoniły mi ciemne oczy.
— Tak, tak, oczywiście, zaraz zaprowadzę ciebie do pokoju, przekażę wszystkie rzeczy i przy tym opowiem o miejscach w naszej szkole — oświadczyłem, prostując się.
Wziąłem od chłopaka jego bagaże i, tak, trzeba przyznać, były ciężkie, więc nie dziwiłem się, że chciał je gdzieś położyć. Weszliśmy do akademika i zaczęła się typowa formułka. Sekretariat i sala do nauki na parterze, do sekretariatu tylko z czekoladą, bo inaczej sekretarka zje za zawracanie głowy, biblioteka w czerwonym budynku, uważać i nie chodzić samemu, bo ducha dalej się nie pozbyto (i nie zapowiadało się, że wkrótce uda się go uspokoić), stołówka w drugim budynku, jak się ładnie uśmiechnie, to i kucharka da coś dobrego, a pokój samorządu na samej górze, tam wskakiwać, gdyby coś się strasznego działo.
W końcu udało się nam dojść do pokoju na pierwszym piętrze, a ja mogłem odpuścić kręgosłupowi i postawić torby na ziemi.
— Jakieś pytania? Specjalne życzenia?— zapytałem, prostując się i krzywiąc troszkę, bo jednak plecy bolały. Tak jak lewa noga. Podałem Andersowi kuralet i kartę atlancką. — Na tym urządzonku znajdziesz swój plan lekcji i rozpiskę wszelakich wydarzeń, godziny posiłków i tak dalej... A karty nie gub, bo to dzięki temu będziesz mógł płacić. A jakbyś już zgubił, zepsuł, czy zrobił cokolwiek innego, to zgłoś się do samorządu, załatwimy to ładnymi uśmiechami. No, to tyle.

Wprowadzenie: Anders [3]

Chłopak gwałtownie wstał z ławki, po czym delikatnie się uśmiechnął i cicho odchrząknął, najprawdopodobniej chcąc się pozbyć z gardła flegmy lub innej ludzkiej wydzieliny. Było to możliwe, zważywszy na porę roku. Ugh, niedługo to wszystko zacznie pylić, ciekawe ile jeszcze odkryję w sobie alergii. Pyłki, roztocza, sierść, grzyby, jedzenie... Szykuje się fenomenalny rok bez leków na odporność, nie ma co.
 — Dobrze trafiłeś, Anders Ulam jak mniemam? — Niepewnie pokiwałem głową, potwierdzając, że jestem tym, za kogo mnie ma.  — Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, to właśnie ja ciebie oprowadzę po szkole — przedstawił się.
Energicznie wyciągnął do mnie rękę, a ja dość niezręcznie przełożyłem wszystkie bagaże do drugiej dłoni i uścisnąłem wreszcie jego kończynę. Na szczęście chłopak, przynajmniej na razie, nie wydawał się jakoś szczególnie straszny czy odpychający. Ugh, ciekawe, jacy będę ludzie z mojego roku. Ciekawe czy w ogóle będą ludźmi.
— Ty-tylko jeszcze... Czy mogę gdzieś jeszcze zostawić te wszystkie torby? — zapytałem cicho, na szczęście mój głos już nie drżał jak u trzynastolatka z mutacją, tak jak to robił jeszcze chwilę wcześniej.
Może nie schrzaniłem tak do końca tego głupiego pierwszego wrażenia? Ugh, pewnie i tak troszeczkę już wyszedłem na taką leciutką ciotę. Ale tylko troszkę!

wtorek, 28 listopada 2017

Wprowadzenie: Anders [2]

— Um... Prze-Przepraszam... — Podniosłem oczy do góry. Oho, chyba właśnie pojawił się Anders Ulam. Nieśmiałe zwrócenie mojej uwagi, jąkanie się, wręcz brakowało telepiących się nóg. Czyżbym był aż tak straszny? Może przejmuję cechy pana "piękne szmaragdowe oczy"? W końcu doskonale mogę zrozumieć biednych pierwszaków, których to właśnie on miał wprowadzić (bo i spotkał mnie ten sam los, tylko ci teraz unikają nieprzyjemnych wtargnięć do umysłu). Straszny, dwumetrowy mężczyzna bez uśmiechu na twarzy. Jak się go nie bać, gdy jest się nowym? Ale drżeć przed panem Przewalskim? Tego jeszcze nie grano. — Gdzie ma-mam pójść, bo jestem tu nowy i nie wiem co zrobić — dokończył szybko i od razu opuścił wzrok, jakby zawstydzony. Na cesarza!
Gwałtownie podniosłem się z ławki, ledwo utrzymując przy tym równowagę, bo lewa noga oczywiście musiała stwierdzić, że jest to idealny moment na przyduszony ból, który niedługo zmienić się miał w ten trochę mniej przyjemny, paraliżujący. Odchrząknąłem, wyprostowałem się i uśmiechnąłem się.
— Dobrze trafiłeś, Anders Ulam jak mniemam? — dopytałem na wszelki wypadek, choć święcie przekonany byłem, że jednak trafiłem na odpowiedniego ucznia. — Foma Dymitr Przewalski, miło mi poznać, to właśnie ja ciebie oprowadzę po szkole — przedstawiłem się, podając mu dłoń, podczas gdy w drugiej cały czas ściskałem potrzebne papiery.

niedziela, 26 listopada 2017

Wprowadzenie: Anders [1]

Oparłem głowę na zimnej szybie pojazdu. Ten świat nie był aż tak inny, nawet przypominał Ziemię. Czułem się beznadziejnie sam, zawsze ktoś przy mnie był. Zawsze, za każdym razem, a teraz? Byłem sam w innym wymiarze, w którym mam chodzić do jakiejś tam uczelni. Cudownie. Najgorsze jest to, że swoją rodzinę zobaczę za rok. Chociaż może wypuszczą mnie na święta? Oni w ogóle mają tu święta? Na pewno coś muszą mieć w tym stylu, ale pytanie czy pozwolą mi wrócić do domu. W końcu mógłbym uciec, kupić bilet do Turkmenistan i zmienić imię na Mustafa Pasza. W sumie nie najgorszy pomysł, ale już tak jakby jest za późno na jego zrealizowanie, bo zaraz będę wysiadał koło mojej nowej uczelni. Mam nadzieję tylko, że uda mi się to wszystko wnieść do mojego pokoju w akademiku. Tak, oczywiście moja rodzicielka musiała mi jeszcze kazać dopakować setki, jakże niezbędnych, rzeczy. I w ten oto sposób skończyłem z dwoma ogromnymi walizkami, sportową torbą na ubrania i z dwoma reklamówkami na cytuję "przekąskami na drogę". Bo w końcu czajnik elektryczny jest obowiązkowym wyposażeniem na wycieczkę w każde miejsce, nawet jeśli nie wiesz czy tam jest prąd. Jestem święcie przekonany, że naprawdę potrzebne mi rzeczy zajęłyby góra jedną walizkę, ale w końcu po co się ograniczać, nie? Samochód w końcu się zatrzymał, a ja chcąc nie chcąc z niego wysiadłem. Kierowca również i otworzył mi bagażnik, bo w końcu sam bym nie dał rady albo zabrałbym mu koło zapasowe. Bez słowa podał mi wszystkie moje bagaże, za co podziękowałem i skierowałem się w stronę, jak przypuszczam, akademika. Niosąc te wszystkie torby czułem się jak jakiś wielbłąd, w sumie garb się zgadza... I w tym miejscu zakończyły się wszystkie moje plany, bo pojęcia zielonego nie miałem co zrobić. Stałem jak ciołek na środku i rozglądałem się bezradnie po okolicy. Zauważyłem jakiegoś chłopaka siedzącego na ławce, więc uznając, że wygląda dość przyjaźnie i odpowiedzialnie niepewnie do niego podeszłem.
— Um... Prze-Przepraszam... — Tak to jest naprawdę fenomenalny moment, żeby zacząć się jąkać, w końcu liczy się pierwsze wrażenie. — Gdzie ma-mam pójść, bo jestem tu nowy i nie wiem co zrobić — zakończyłem szybko wypowiedź.  

środa, 22 listopada 2017

Wprowadzenie: Anders

Kolejna osóbka do wprowadzenia, ewidentnie musiałem zacząć przygotowywać się do przyszłej roli. Bo do świętej trójcy dużo osób nie startowało, a widziałem te uśmiechy (i nie były to uśmiechy politowania!) puszczane w moją stronę na korytarzach, kilka razy zostałem nawet poklepany po plecach. I głównie tylko Dexter pomrukiwał, czy aby na pewno nie chciałbym zrezygnować z brania udziału, bo w końcu to tyle roboty, w końcu tyle papierków, a on wie, jak ja łatwo się przemęczam, po czym szybko biegnę po kawę (od której, mówiąc wprost, w pewnym momencie się uzależniłem, bo aktualnie piłem ją codziennie – mój układ krwionośny wraz z nerwowym się radują), a on nie chce, żebym leżał potem martwy i bez chęci do życia... No cóż, za późno, plakaty z jakże cudownym hasłem wyborczym wymyślonym przez moją siostrę zostały już porozwieszane, ja nie miałem ochoty biegać i ich ściągać, a Dexter, z którym zaczęliśmy myśleć na temat wynajmu wspólnego przytułku i znalezienia pracy, po prostu będzie musiał załatwić sobie dobry wosk. Zakład to zakład, nie miałem ochoty być przez dwadzieścia cztery godziny tylko na jego łasce i dobroci... Załóżmy, bo jednak myśl ta, gdzieś w czeluściach umysłu podniecała.
Wyszedłem przed budynek akademika, w końcu bez żadnego płaszcza czy bluzy, a po prostu w czarnej, obcisłej koszulce i usiadłem na najbliższej ławce, po czym na szybko przejrzałem dokumenty, bo jednak wypada coś wiedzieć o nowej osobie. Anders Ulam, szesnastoletni esper ze świata realnego. Zapowiada się interesująco.

wtorek, 21 listopada 2017

KA: M.S.AU.3


Podstawowe informacje:
Imię: Anders
Nazwisko: Ulam
Wiek18 lat
Klasa: Słońca
Miejsce Zamieszkania: Akademik [Pokój Jakiśtam]

Rozszerzone informacje:
KlubyZastanawia się nad klubem młodych alchemików
PrzyjacieleBrak
SympatiaBrak
Wrogowie: Brak

Tożsamość:
Wzrost181 cm
Waga: 62 kg
Kolor oczu: Czarne
Kolor włosów: Czarne
Cechy szczególne: Jakiś taki ponurak wymachujący łapami.
Rasa: Esper
Orientacja: Biseksualna

Informacje Użytkowe:
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich

Ekwipunek:  
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
.
.
.
.
.
.
template by oreuis