Chyba trafiłem w zły temat do rozmowy, a niech cię strzeli jasny strzał czy coś w tym stylu. Na krótką chwilę zapanowała cisza przerywana naszymi krokami lub szelestem liści drzew. W końcu spojrzała na mnie i nie wiedziałem, ale w jednej chwili poczułem się winny, a w dodatku ogarnął mnie żal, że w ogóle zapytałem. Uśmiech, który mógłbym jej przypisać jako nieodłączną część, również powoli się zmniejszał, całe szczęście całkowicie nie znikł. Ulżyło mi, kiedy Vene odpowiedziała na pytanie. Może jeszcze mnie nie pobije. Bycie przewodnikiem? To całkiem fajne zajęcie. Miałoby się styczność z ludźmi, zwiedzałoby się parę miejsc jednego dnia... No i parę innych rzeczy, które teraz nie przychodzą mi do głowy. Moje bycie gosposią nijak się umywa do bycia przewodnikiem Vene. Lubi znajdywać i prowadzić, to takie zaawansowane biura rzeczy znalezionych i informacji połączone w jedną całość. Dlaczego muszę być głupi i nie mieć żadnych ciekawszych pomysłów na życie? Stwórca musi mieć wyjątkowy ubaw, widząc, jak plączę się we własnych myślach.
– Ej, Vene – szepnąłem do niej. – A masz jakieś ciekawe ploteczki? Tak bardzo pragnę towarzystwa, a niczego nie ogarniam. Teraz jeszcze nasadziło tych pierwszaków, po prostu nie wyrabiam!
Oczywiście się zaśmiałem, bo co innego mogłem zrobić. Nie boję się rozpocząć rozmowy, ale coś mi nie idzie znalezienie odpowiedniego tematu. Niby znam ją już całkiem długo, no koniec końców jest koleżanką klasy, a tak mało o niej wiem albo po prostu zapomniałem większości rzeczy, o których mi mówiła. Dostałem olśnienia. Po co rozmawiać o innych?
– Inaczej... Czy moje towarzystwo cię męczy? Nie jestem do końca pewny, ale mam wrażenie, że jestem uciążliwy.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reska Haverfield. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Reska Haverfield. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 18 marca 2018
środa, 14 marca 2018
A ty w ogóle wiesz, czym są pocztówki? [4]
To musi być cudowne uczucie, wiedzieć, że ktoś nie może się doczekać, aż wrócisz do domu i poświęcisz mu odrobinę czasu. Zaczynałem jej zazdrościć młodszego brata i wujka, który jest lubiany przez wszystkich...
— Ale zejdźmy z tematu mojego brata. Co u ciebie, panie Haverfield?
Patrzyłem na nią, powtarzając w sobie myślach zadane pytanie. Nie było skomplikowane i raczej nie mogłem trafić w złą odpowiedź, a jednak sprawiło mi odrobinę kłopotu. Westchnąłem, a następnie spojrzałem przed siebie. Zastanawiałem się nad tym, co u mnie. Chyba byłem w szoku, że udało mi się dotrwać aż do tego momentu. Co prawda ledwo ledwo, ale jednak... Ale to nie jest coś, co mogłoby ją zaciekawić. Wiedziałem, że nie jestem w tym dobry, ale weź Reska, pomyśl.
— Nic specjalnego — odparłem. Brawo! Nie było szansy, żeby zwalić to pytane, ale ty tego dokonałeś!
Vene odrobinę się skrzywiła, ale po chwili wzruszyła ramionami, śmiejąc się, że zmuszać mnie do rozmowy nie będzie. Podrapałem się po policzku.
— Chociaż... To było całkiem niedawno, więc mogłoby się nadawać... Siedząc w książkach, dopadły mnie myśli "co dalej?". Raczej nie mam bogatej wyobraźni i nie potrafię sobie wyobrazić, co mógłbym robić w przyszłości. — Uśmiechnąłem się do niej. — Chyba pójdę na zmywak albo zostanę czyimś parobkiem. Najlepiej, gdybym znalazł zatrudnienie jako gosposia u jakiejś bogatej rodzinki. Co prawda, muszę się sporo poduczyć w prowadzeniu domu, ale to nic. Uda mi się to zrobić, przynajmniej taką mam nadzieję... Hm... A ty Vene? Nie wiem, czy już kiedyś pytałem, ale masz jakieś plany, co do przyszłej pracy?
— Ale zejdźmy z tematu mojego brata. Co u ciebie, panie Haverfield?
Patrzyłem na nią, powtarzając w sobie myślach zadane pytanie. Nie było skomplikowane i raczej nie mogłem trafić w złą odpowiedź, a jednak sprawiło mi odrobinę kłopotu. Westchnąłem, a następnie spojrzałem przed siebie. Zastanawiałem się nad tym, co u mnie. Chyba byłem w szoku, że udało mi się dotrwać aż do tego momentu. Co prawda ledwo ledwo, ale jednak... Ale to nie jest coś, co mogłoby ją zaciekawić. Wiedziałem, że nie jestem w tym dobry, ale weź Reska, pomyśl.
— Nic specjalnego — odparłem. Brawo! Nie było szansy, żeby zwalić to pytane, ale ty tego dokonałeś!
Vene odrobinę się skrzywiła, ale po chwili wzruszyła ramionami, śmiejąc się, że zmuszać mnie do rozmowy nie będzie. Podrapałem się po policzku.
— Chociaż... To było całkiem niedawno, więc mogłoby się nadawać... Siedząc w książkach, dopadły mnie myśli "co dalej?". Raczej nie mam bogatej wyobraźni i nie potrafię sobie wyobrazić, co mógłbym robić w przyszłości. — Uśmiechnąłem się do niej. — Chyba pójdę na zmywak albo zostanę czyimś parobkiem. Najlepiej, gdybym znalazł zatrudnienie jako gosposia u jakiejś bogatej rodzinki. Co prawda, muszę się sporo poduczyć w prowadzeniu domu, ale to nic. Uda mi się to zrobić, przynajmniej taką mam nadzieję... Hm... A ty Vene? Nie wiem, czy już kiedyś pytałem, ale masz jakieś plany, co do przyszłej pracy?
piątek, 9 marca 2018
A ty w ogóle wiesz, czym są pocztówki? [2]
Młody się obraził i nie da się ugłaskać pocztówkami, co za zbrodniarz. Jeszcze okupuje jej pokój? Toż to zło absolutne, ale może skłoniłby się do kolaboracji? Na początku pomyślałem, że dziewczyna najzwyczajniej próbowała mnie spławić i to odrobinkę ruszyło moje serduszko. Całe szczęście sama zaproponowała coś w zamian za wspólny zakup pocztówek. Mały spacer? Nie brzmi źle, jeszcze w tak cudną pogodę, grzechem byłoby odmówić.
– Z miłą chęcią – odparłem.
Skończyliśmy pakować swoje rzeczy, po czym opuściliśmy klasę, a następnie budynek szkoły. Zastanawiałem się, czy Vene ma obrany jakiś konkretny kierunek, czy może po prostu pójdzie tam, gdzie ją nogi poniosą. Miałem nadzieję, że nie poprowadzi mnie w zupełnie obce miejsce, a później stwierdzi, że coś jej wypadnie i zmyje się jeszcze szybciej, niż się pojawiła... Byłoby źle, oj bardzo źle. Pewnie odnalazłbym jakąś drogę powrotną, ale zajęłoby mi to sporo czasu.
– Skręć w lewo – rzuciła krótko. – Zanim jednak zrozumiałem, co chciała mi przekazać, już popychała mnie w upragnionym kierunku. Spojrzałem na nią zdziwiony i czekałem na jakieś wytłumaczenia. – Gorąco, a ty nawet nie szukasz cienia.
– W sumie masz rację... – Zaśmiałem się, nie wiedząc, co właściwie mógłbym powiedzieć. Vene szła, a raczej podskakiwała, obok naprawdę zadowolona. – Ten wujek... Jakoś nieszczególnie lubiany przez twojego brata?
poniedziałek, 5 marca 2018
A ty w ogóle wiesz, czym są pocztówki? [0]
Nic właściwie nie robię, a ledwo dycham, dlatego tak bardzo ucieszyłem się faktem, że jeszcze mnie nie wyrzucili na zbity pysk. Z jednej strony me serce przepełniała radość, z drugiej obawiałem się, że w pewnym momencie zepsuję wszystko, co tylko napatoczy się na mojej drodze... Już nawet się zaczyna. Kolejna lekcja, która jest na tyle prosta, że nawet ja bym mógł ją zrozumieć od razu. Szkoda, że moja mózgownica nie potrafi pracować na tym samym poziomie, co reszta grupy. Doszło do tego, że słucham nauczyciela z wielkim zainteresowaniem, ale i nic do mnie nie dociera. Tak naprawdę, jaką my mamy lekcję? Ostatnią... Tego się trzymajmy.
Nadszedł koniec zajęć. Zdecydowana większość opuściła salę w pośpiechu. No normalnie wszyscy się boją, że ktoś ich zaczepi i przypadkiem zmarnują sobie czas wolny. Przykro mi, oj przykro mi moi koledzy... Nie wiedziałem co ze sobą począć, co odrobinę mnie denerwowało. Niby powinienem odpoczywać, ale nie miałem żadnego pomysłu na jakiekolwiek zajęcie. Powoli zbierałem swoje rzeczy, zastanawiając się, co mógłbym porobić, aby nie zanudzić się na śmierć i w tym momencie jakby z nieba spadła mi ona, choć bardziej pasowałoby określenie, że wyrosła z ziemi... Uśmiechnąłem się do niej, kiedy podawała mi długopis do ręki.
– Dziękuję – powiedziałem, na co skinęła głową. Chwilę poprzyglądała się, jak robię miejsce na ławce, a następnie wróciła do swoich notatek i długopisów. – Vene, masz jakieś plany? Może twojemu bratu brak nowych pocztówek?
Nadszedł koniec zajęć. Zdecydowana większość opuściła salę w pośpiechu. No normalnie wszyscy się boją, że ktoś ich zaczepi i przypadkiem zmarnują sobie czas wolny. Przykro mi, oj przykro mi moi koledzy... Nie wiedziałem co ze sobą począć, co odrobinę mnie denerwowało. Niby powinienem odpoczywać, ale nie miałem żadnego pomysłu na jakiekolwiek zajęcie. Powoli zbierałem swoje rzeczy, zastanawiając się, co mógłbym porobić, aby nie zanudzić się na śmierć i w tym momencie jakby z nieba spadła mi ona, choć bardziej pasowałoby określenie, że wyrosła z ziemi... Uśmiechnąłem się do niej, kiedy podawała mi długopis do ręki.
– Dziękuję – powiedziałem, na co skinęła głową. Chwilę poprzyglądała się, jak robię miejsce na ławce, a następnie wróciła do swoich notatek i długopisów. – Vene, masz jakieś plany? Może twojemu bratu brak nowych pocztówek?
sobota, 24 lutego 2018
Gdzie jest mój tygrysek? [2]
Etykiety:
Gdzie jest mój tygrysek?,
Reska Haverfield
Odetchnąłem z ulgą. Całe szczęście nie stało się nic poważnego, przynajmniej takie mam informacje. Mam nadzieję, że później nie wyjedzie mi z żadnymi kosmicznymi rachunkami, bo okaże się, że pojawiła się jakaś ryska na jego wyścigówce. Będzie jeszcze gorzej, kiedy stwierdzi, że doznał uszczerbku na zdrowiu psychicznym i przyjdzie mi pokryć koszt jego wizyty u psychologa. O nie, to by było złe... Bardzo złe. Usłyszałem przeprosiny, a następnie coś na wzór tłumaczenia. Poczułem się niezręcznie, chociaż to całkiem typowa reakcja (rozumiesz Hopuś, jesteś typowy... żarcik), jednak zdecydowanie coraz częściej spotykam się z gardzącym spojrzeniem i agresywnym wyminięciem. No cóż, gdybym był uważniejszy, mógłbym go ominąć czy coś. Zresztą łatwiej skręcać na własnych nogach, niżeli driftować na wózku...
— Nie, nie. To ja się zamyś... — Moment, wróć. Reska nie potrafisz myśleć, a co dopiero się zamyślić! W sumie nowy kolega jeszcze cię nie zna, może dałby się nabrać, że czasem umiesz użyć mózgu. — Powinienem uważać, a nie słyszeć, że ktoś się martwi moim stanem. — Zaśmiałem się do niego. — Z tego wszystkiego zapomniałem... Przepraszam, ale chyba nie miałem jeszcze usłyszeć, jak się nazywasz.
— Nie, nie. To ja się zamyś... — Moment, wróć. Reska nie potrafisz myśleć, a co dopiero się zamyślić! W sumie nowy kolega jeszcze cię nie zna, może dałby się nabrać, że czasem umiesz użyć mózgu. — Powinienem uważać, a nie słyszeć, że ktoś się martwi moim stanem. — Zaśmiałem się do niego. — Z tego wszystkiego zapomniałem... Przepraszam, ale chyba nie miałem jeszcze usłyszeć, jak się nazywasz.
niedziela, 18 lutego 2018
Gdzie jest mój tygrysek? [0]
Etykiety:
Gdzie jest mój tygrysek?,
Reska Haverfield
Mówcie mi więcej, naprawdę niczego nie ogarniam. Kiedy powiem, że rozumiem, nie wierzcie mi, najpewniej los robi mi psikusa, ponieważ bardzo lubi patrzeć, jak cierpię podczas kartkówek, sprawdzianów i egzaminów. Sadysta. Burknąłem pod nosem po to, aby coś tylko mruknąć i delikatnie (o ile tak się da) rzuciłem książką przed siebie. Wylądowała na blacie, więc nie musiałem jej podnosić z podłogi... Już mi się dzisiaj do niczego nie przyda, koniec końców nie wiem, co czytam i w jakim celu. Wkuwanie linijek tekstu na pamięć nie ma sensu, raczej chodzi o to, aby przyswoić sobie materiał, a nie go recytować czy coś. Dobra, dosyć tego siedzenia na tyłku. Taka ładna pogoda, wyjdę na spacer i się do kogoś przyczepię. Może jego poziom inteligencji podbije moje doświadczenie i następnym razem nauka będzie dużo przyjemniejsza.
Plątałem się, czekając aż szczęście samo mnie znajdzie i wcale nie trwało to tak długo. Pomińmy fakt, że prawie się zabiłem, wciąż przepełnia mnie radość, mogąc porozmawiać z kimś, kogo właściwie nie znam. No tak, ogar Reski, jak zwykle na wysokim poziomie. Kolega, który nieumyślnie spróbował mnie przetransportować do innego świata, odrobinę się zdziwił. Przeniosłem się do siadu i spojrzałem na jegomościa. Wyglądał na zdziwionego. Ulżyło mi, kiedy nic mu się nie stało i jego sprzęt pozostał w stanie nienaruszonym. Wózek wyglądał na drogi, co bym zrobił, gdybym go zniszczył? Do końca życia musiałbym go spłacać.
– Nic ci nie jest? – zapytałem, by się upewnić.
Plątałem się, czekając aż szczęście samo mnie znajdzie i wcale nie trwało to tak długo. Pomińmy fakt, że prawie się zabiłem, wciąż przepełnia mnie radość, mogąc porozmawiać z kimś, kogo właściwie nie znam. No tak, ogar Reski, jak zwykle na wysokim poziomie. Kolega, który nieumyślnie spróbował mnie przetransportować do innego świata, odrobinę się zdziwił. Przeniosłem się do siadu i spojrzałem na jegomościa. Wyglądał na zdziwionego. Ulżyło mi, kiedy nic mu się nie stało i jego sprzęt pozostał w stanie nienaruszonym. Wózek wyglądał na drogi, co bym zrobił, gdybym go zniszczył? Do końca życia musiałbym go spłacać.
– Nic ci nie jest? – zapytałem, by się upewnić.
niedziela, 3 września 2017
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
Wzięła naprawdę dużo pocztówek, więc zdziwiłem się, kiedy ruszyła po jeszcze jedną. Czego się nie robi dla kochanego braciszka i przyjaciela, co?
– Dziękuję za pomoc i towarzystwo, jakoś lepiej się z tobą wybierało.
– Nie musisz dziękować. – Uśmiechnąłem się. – W sumie przez to, że wybrałem się z tobą, nie spędziłem prawie całego dnia u siebie w pokoju, rozczulając się nad nowymi podręcznikami. To ja powinienem podziękować... za ratunek przed nudą.
Patrzyła na mnie, wyczekując, aż skończę mówić. Następnie stała chwilę nieruchomo, zastanawiając się najpewniej nad odpowiedzią. Wyczekiwałem tego momentu, wyczekiwałem, aż się odezwie, ale ona postanowiła tego nie robić i jedynie skinęła głową. Dobre i to.
– Masz na teraz jakieś plany? – Pokręciła głową. – A dasz się zaprosić na kubek gorącej czekolady?
– Chyba nie powinnam wydawać dzisiaj już więcej pieniędzy.
– Spokojna głowa, ja zapraszam, więc stawiam!
Zaśmiałem się na koniec. Nie wiem, dlaczego jeszcze postanowiła odmawiać, ale skoro chodziło o pieniądze, postanowiłem nie odpuszczać. Vene kręciła głową, mówiąc: „nie, nie, naprawdę nie trzeba”. Wymamrotałem, żeby mi tego nie robiła. Powinna się była zgodzić, w końcu nie zabiorę jej wiele czasu, poza tym zafunduję coś słodkiego i ciepłego.
– No chodź! Potowarzysz mi jeszcze przez chwilkę, później będę mógł cię odprowadzić, ba zaniosę cię na rękach, jeśli minie ci ochota na chodzenie.
Dziewczyna westchnęła, po czym z uśmieszkiem zdradzającym bezsilność zgodziła się na kontynuację wspólnego wyjścia. Jednak przed tym zagroziła, że zrobi mi krzywdę, jeśli czekolada nie będzie wystarczająco dobra. Z doświadczenia wiem, że zła kobita to... naprawdę zła kobita i bez kija to lepiej nie podchodzić. Nie powinienem się jednak denerwować tą sytuacją, ponieważ zapowiedziała, co się stanie w razie "w". W takim wypadku... Muszę kombinować, żeby to "w" nie nadeszło.
– Przy kubku gorącego napoju rozmowa klei się jeszcze bardziej! Hm... Umiesz tańczyć? – zapytałem, chcąc zapobiec ciszy, która mogłaby zapanować w drodze do lokalu.
poniedziałek, 28 sierpnia 2017
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
Posłałem jej pytające spojrzenie, nieco mnie zaskoczyła swoją końcową wypowiedzią. Zapytała, czy coś się stało. Pokręciłem głową, przy czym uśmiechnąłem się pod nosem. Bardziej jednak byłbym zdziwiony, kiedy stwierdziła, że go nie kocha. Sprawa oczywista, nawet dla mnie. Rodzeństwo jest od tego, żeby ich "kosiać". Czasem trochę denerwuje, ale to nic takiego.
– Moja siostra sprowadzała do domu złom. Ledwo się mieściliśmy, a ona jeszcze przynosiła kawały żelastwa, niedobitki z fabryk. Chodnik w korytarzu już nie był biały, a czarny od smoły i oleju silnikowego, którym zdążyła się ubrudzić. Często podenerwowany patrzyłem na to, jak wraca ze swoich wypraw, a potem jak gdyby nigdy nic siada z nami do stołu. Czyścioszkiem raczej nie byłem, ale ona to już przesadzała. – Zaśmiałem się, wspominając jak pewnego razu przyszła do domu cała mokra. Przyniosłem jej ręcznik. Otuliłem nim jej skromną osóbkę, ale jak na złość, swe czarne rączki wytarła w moją nową koszulkę. – Kiedyś zapytałem, gdzie to chowa i co zamierza z tym zrobić. Złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła za sobą. „Podaruję mamie samochód!”, powiedziała i otworzyła drzwi garażu. Był nam niepotrzebny, więc wrzucaliśmy tam wszystkie rzeczy, które mogły się przydać w przyszłości. Z szeroko otwartymi oczami patrzyłem na to, jak odkrywa przede mną prototyp auta. Próbowałem sobie wyobrazić, jak te jej malutkie dłonie ściskają za porządny kawał metalu, a następnie przenoszą go z drugiego końca. Przy kolejnych razach, gdy wracała cała ubrudzona, nie przybiegałem do niej z krzykiem i ręcznikiem, ale wyciągałem rączki, chcąc uścisnąć swą młodszą siostrzyczkę, która tak naprawdę w domu pracowała ciężej niż ja.
Wiedziałem, że na moją twarz mimowolnie wdzierają się rumieńce i w porównaniu do Vene, nie miałem przy sobie szalika o tak dzikim kolorze, który mógłby ich schować lub odwrócić od nich uwagę. Poklepałem się dłońmi o poliki.
– Nawet w środku jest zimno! – Może uda mi się to zwalić na temperaturę, może...
– Znalazłeś już coś?
Właściwie przeczesałem już większość haczyków, półeczek i złapałem za kilka całkiem przyzwoitych sztuk. Już wyprostowany przybliżyłem się do dziewczyny, podsuwając jej swoje znaleziska. Znalazłem cztery. Jedna miała ładny napis „Atlanta”, na tle znajdowały się różne ujęcia głównego rynku. Dwie przedstawiały jakieś budynki, nie potrafiłem ich nazwać i stwierdzić, czym dokładniej były, ale mnie przypadły do gustu.
– A ta? – zapytała, próbując odkopać z moich rąk ostatnią przeze mnie wypatrzoną.
– Kopalnia – odparłem. Wycieczka z Heather po mieście do czegoś się przydała i wiedziałem, że to nie jest ta pocztówka, która losowo trafiła do sprzedaży. – A ty? Znalazłaś coś ciekawego?
sobota, 19 sierpnia 2017
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
Skrzydła? Chwilkę się nad tym zastanowiłem, ale Vene szybko dodała, że marzy o nauce gry na skrzypcach, więc i porzuciłem myśli o nich. Uśmiechnąłem się ni to do niej, ni to do siebie, słysząc, jak mówi, że "jest w tym kaleką". Wiadomo, że na początku nie musi wychodzić, ale jeśli poświęciłaby temu więcej czasu, z pewnością mogłaby zagrać jakiś wspaniały utwór na tym instrumencie.
– Jesteś pewien, że chcesz ze mną wybierać pocztówki dla młodszego brata? – spytała.
– No pewnie, że chcę. Wybieranie z kimś innym to świetna sprawa, więc liczę, że znajdziemy coś dobrego.
Pocztówki dla młodszego brata, co? To całkiem miłe, że myśli o swoim rodzeństwie, choć całkiem możliwe, że ten ją nęka. Młodsze rodzeństwo, które się wkurzy, potrafi nieźle dać w kość. Br... Ja mam tylko jedną, która mogłaby mi zrobić krzywdę, a Vene ma aż trójkę. Gdyby tak się zmówiły, byłoby źle, przynajmniej tak mi się wydaje.
Weszliśmy do sklepu. Irytujący dźwięk dzwoneczków towarzyszył otwieraniu drzwi, więc sprzedawca od razu przeniósł na nas wzrok. Przywitał nas cichym "bry" i uśmiechem, po czym pewnie stanął za ladą, czekając, aż do niego podejdziemy. Miałem zrobić krok do przodu, ale dziewczyna złapała za materiał mojej kurtki.
– Gdzie idziesz? Stąd wybieraj – szepnęła, poprawiając szalik.
Pokiwałem głową i przycupnąłem po drugiej strony stojaka, przebierając w sztukach, które znajdowały się na dole. Od dawna nie miałem okazji z tak bliska obserwować podłoża, kiedy jeszcze w miarę myślę i ogarniam, co się dzieje wokół mnie. Ich jest za dużo... Po co tyle różności? Wystarczyłaby jedna ze wspaniałym ujęciem miasta i byłoby dobrze, a tak to trzeba się męczyć. Powoli sprawdzałem każdą z osobna, ale jak dla mnie żadna nie była zachwycająca i nie wiedziałem, która mogłaby wprawić w zachwyt brata Vene.
– Opowiesz coś o swoim bracie? – zagadnąłem. – Wiedziałbym, które wykluczyć od razu. W końcu nie każdy przepada za widokówkami, gdzie losowo wstawiono miniaturki smoków. – Wyciągnąłem rękę, pokazując dziewczynie znalezioną pocztówkę. – Prawda?
– Jesteś pewien, że chcesz ze mną wybierać pocztówki dla młodszego brata? – spytała.
– No pewnie, że chcę. Wybieranie z kimś innym to świetna sprawa, więc liczę, że znajdziemy coś dobrego.
Pocztówki dla młodszego brata, co? To całkiem miłe, że myśli o swoim rodzeństwie, choć całkiem możliwe, że ten ją nęka. Młodsze rodzeństwo, które się wkurzy, potrafi nieźle dać w kość. Br... Ja mam tylko jedną, która mogłaby mi zrobić krzywdę, a Vene ma aż trójkę. Gdyby tak się zmówiły, byłoby źle, przynajmniej tak mi się wydaje.
Weszliśmy do sklepu. Irytujący dźwięk dzwoneczków towarzyszył otwieraniu drzwi, więc sprzedawca od razu przeniósł na nas wzrok. Przywitał nas cichym "bry" i uśmiechem, po czym pewnie stanął za ladą, czekając, aż do niego podejdziemy. Miałem zrobić krok do przodu, ale dziewczyna złapała za materiał mojej kurtki.
– Gdzie idziesz? Stąd wybieraj – szepnęła, poprawiając szalik.
Pokiwałem głową i przycupnąłem po drugiej strony stojaka, przebierając w sztukach, które znajdowały się na dole. Od dawna nie miałem okazji z tak bliska obserwować podłoża, kiedy jeszcze w miarę myślę i ogarniam, co się dzieje wokół mnie. Ich jest za dużo... Po co tyle różności? Wystarczyłaby jedna ze wspaniałym ujęciem miasta i byłoby dobrze, a tak to trzeba się męczyć. Powoli sprawdzałem każdą z osobna, ale jak dla mnie żadna nie była zachwycająca i nie wiedziałem, która mogłaby wprawić w zachwyt brata Vene.
– Opowiesz coś o swoim bracie? – zagadnąłem. – Wiedziałbym, które wykluczyć od razu. W końcu nie każdy przepada za widokówkami, gdzie losowo wstawiono miniaturki smoków. – Wyciągnąłem rękę, pokazując dziewczynie znalezioną pocztówkę. – Prawda?
czwartek, 10 sierpnia 2017
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
Wziąłem głęboki oddech, rozglądając się po pomieszczeniu. Ile ona ma lat? O kurde, nad tym się nie zastanawiałem, bo cyferki niezbyt mnie interesowały. Była młodsza i to się liczyło. Wysil się i pomyśl trochę, z pewnością kiedyś mówiła, ile już chodzi po tym świecie.
– Czy daje mi w kość? – Postanowiłem złapać się drugiego pytania, zanim znajdę odpowiedź na pierwszą. – Całe szczęście teraz już nie, ale wcześniej... Wcześniej to szkoda gadać. Na początku była całkiem urocza, ponieważ ciągle do mnie lgnęła jak ćma do światła i czułem się jak super brat, ale zaczęło to mi przeszkadzać. Nie chciała dać mi spokoju, a to, że już mnie tak bardzo nie obchodzi, motywował ją do działania. Straszyła mi kolegów, niszczyła mi rzeczy i oczywiście starała się udowodnić, że jest ode mnie lepsza. Kłótnie? Całe szczęście, że mama zawsze była w domu. W innym wypadku musielibyśmy zamieszkać pod mostem. – Uśmiechnąłem się niezbyt szeroko pod sam koniec swojej wypowiedzi. "Norma wśród rodzeństwa", co? – Urozmaicenie rutyny, nie było monotonności, a każdy kolejny dzień bardzo różnił się od poprzedniego. Poprzez konflikt było mi znacznie łatwiej poznać racje i poglądy mojej siostry, niż w sposób, kiedy powiedziałaby mi je wprost. Wiem, co mówię!
– Przez krzyki i szarpaniny, co?
– To chyba moje mocne strony, więc...
Zaśmiałem się nerwowo, choć przyznać musiałem, że coraz lepiej nad sobą panuję. Chyba, gdybym komuś zrobił krzywdę, to nie miałbym życia w tej szkole. Spojrzałem na nią, wyglądało na to, że nie bardzo wiedziała jak na to zareagować.
– Czternaście – rzuciłem krótko.
– Czternaście?
– Czternaście. – Pokiwałem głową, pewnie patrząc prosto w jej oczy. – Rozalia jest młodsza ode mnie o pięć lat, więc ma czternaście lat.
– A, rozumiem.
Posiedzieliśmy chwilę w ciszy, do czasu, kiedy zaczęło mi się ziewać. Ręką szybko przysłoniłem usta, by przypadkiem nie połknąć Vene. Złapała za talerz i odniosła go, żeby ktoś mógł go zaraz umyć.
– Widzę, że moje towarzystwo kogoś nudzi.
– Nieprawda! Po prostu... Lubię dużo spać, a wizyta w bibliotece była bardziej męcząca, niż mi się zdawało. – Wstałem od stołu. – Ech, przepraszam. Dziś dość wcześnie wstałem, a tyle energii nie bierze się znikąd... Będziesz wracała do pokoju? Może cię podprowadzić?
Pokręciła głową, mówiąc, że ma coś jeszcze do załatwienia i mogę iść prosto do siebie. Przeczesałem palcami włosy, wypuszczając z płuc sporą ilość powietrza. Nie wiedziałem, co zrobić. Udzieliła mi zgody, bym nie zważając na nią, zajął się własnymi sprawami. No trudno, "Cześć!" powiedziałem, uśmiechając się do niej na pożegnanie, po czym wyszedłem ze stołówki.
~~~
Przystanąłem przy drzwiach, wytrzepując dokładnie buty ze śniegu. Poprawiłem jeszcze trzymaną w ręku reklamówkę i pociągnąłem za klamkę. Gdybym postanowił wejść do budynku w tym momencie, prawdopodobnie odrzuciłbym do tyłu znaną mi mordkę. Rozpromieniałem calutki, widząc, jak Vene poprawia swój szalik i powoli podnosi głowę do góry.
– Dzień dobry, miło mi panią zobaczyć po tak długiej przerwie! – Zaśmiałem się. – Wybierasz się na spacer?
– Coś w ten deseń. Może chciałbyś mi potowarzyszyć? Chociaż nie, dopiero wracasz z... zakupów? Pewnie chcesz odpocząć... – powiedziała, próbując mnie wyminąć.
– Już próbujesz mnie zbyć, to niemiłe! – Złapałem ją w ostatnim momencie za nadgarstek. Mało brakowało, a pobiegłaby już hen daleko. – Nie zmarzłem jeszcze na tyle, by jak najszybciej uciekać do pokoju.
Chwilę później dumnie kroczyłem u boku dziewczyny, nie będąc zupełnie świadomy, dokąd właściwie zmierzamy. Nie przeszkadzało mi to, w końcu znów mogłem nawiązać z nią kontakt. No, raczej przez najbliższy czas nie dam jej spokoju. Nowe osoby w szkole chyba mnie stresują...
– Cieszę się, że znów będziemy razem w klasie – zacząłem, chcąc przerwać ciszę.
– O, czyli twoje pierwsze marzenie się spełniło, co?
– Na farcie, ale tak! Tak właściwie się zastanawiam... Wtedy zapomniałem zapytać... A ty? Jakie masz marzenie?
poniedziałek, 31 lipca 2017
Od Reski, CD Heather
Etykiety:
Reska Haverfield
Aż marzy się o tym, żeby opowiedzieć historię przesiąkniętą do bólu wspaniałymi przygodami i wspólnymi problemami, które opisują cudowną przyjaźń. Nasza relacja... Cóż... Jest krótka i trudno ją określić.
– Skąd się znamy? – powtórzyłem sam do siebie. – Myślę, że to było w sklepie, kiedy zaczął się rzucać na jakąś dziewczynkę, bo mu się przewróciła pod nogami. Prawie ją przejechał swoim wózkiem, ale to on był pokrzywdzony. Rozwaliła sobie kolanko i nie mogła wstać, a ten pan nawet nie pomyślał, żeby się cofnąć, a co dopiero pomóc.
– Gdzie była jej matka?! Się pytam! – Jego pysk przyozdobił wrednawy grymasek. – Co tam robiło takie małe dziecko?
– Pewnie zakupy... Nie spodobało mi się to, więc podszedłem i cóż... Nieco nas poniosło. Wyprowadzili nas stamtąd, ale... Było całkiem fajnie, w końcu nie tak monotonnie.
No z pewnością nie było nudno, bo trudno się nudzić z kimś, kto raz jest w miarę normalny, a zaraz wystrzela z planem zawładnięcia świat, poprzez wysadzenie jego obecnych przywódców. To cud, że ten rysiołak jeszcze stoi na nogach!
– Rozszarpałbym – stwierdził krótko, dopijając herbatę. – Tyle straciłem... Dlatego nie przepadam za dziećmi. To był wielki dzień okazji! Szkoda, że się nie udał... Skończyliście pić? Skończyliście, więc wynocha! Mam jeszcze tyle do zrobienia.
Wstałem z kanapy i zaproponowałem, że przed wyjściem mogę jeszcze umyć po nas naczynia. Pokręcił głową, żartując, że u niego to się nie myje, a kupuje nowe. No to nieźle mu się powodzi, oby jak najdłużej, prawda? Wychodząc, podziękowaliśmy za gościnę, by następnie móc się pożegnać. Kątem oka zauważyłem, że krząta się nieświadom, czym się teraz zająć.
– Powoli zaczyna się ściemniać... To nic złego, że wyciągnąłem cię na resztę dnia?
– Nie... Dlaczego miałoby być to coś złego?
– Słyszałem, że samorządy zawsze mają od masy roboty. Z jednej strony całkiem spoko przywileje, a z drugiej... Obowiązków a obowiązków, nie idzie się od nich uwolnić. Hm... Zaproponowałbym jeszcze jakiś spacerek, ale szczerze mówiąc... Jestem już zmęczony.
– To nie ucieknie, możemy się gdzieś wybrać następnym razem.
Następny raz? Zawsze może być. Mam nadzieję, że nie naprzykrzam się jej za bardzo. Gorzej, kiedy jej czymś podpadnę... Co, jeśli jest z tych osób, które cisną "wroga" do jego wykończenia? O nie, do końca szkolnego życia w strachu.
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
Jeśli nasza relacja będzie wyglądać tak, jak wyglądała wcześniej, to nawet sam fakt, że jesteśmy na tym samym rozszerzeniu, nie będzie w stanie pocieszyć, że nie jest się samotnym. Jednak jestem ciekaw, jak to będzie wszystko wyglądać w następnym roku. Vene odchrząknęła, więc przeniosłem wzrok z talerza na nią. Jej twarz nabrała nieco poważniejszego wyrazu, choć widziałem, jak jeden kącik ust coś próbuje zmajstrować. Zapytała o marzenie. Postukałem się chwilę palcem po policzku, szykując swoją odpowiedź.
– Widzi pani, sytuacja trochę skomplikowana i mój umysł już jej nie ogarnia, ale mimo wszystko, śmiem twierdzić, że marzę o zdaniu egzaminów – odparłem tym samym, teatralnym tonem.
– Och, po panu spodziewałabym się czegoś ambitniejszego.
– Ambicje? Jeśli zdam, będę w stanie marzyć o czymś zupełnie większym! Mam jeszcze całe życie, żeby marzyć. Chyba że coś wcześniej mnie zabije, oj, wtedy będę żałować... Chociaż w sumie, chciałbym coś zrobić, ale to tak z całego swojego małego serduszka.
– Co to takiego?
– Kupiłbym protezę ręki, ale nie byle jaką! – Zdziwiła się moimi słowami, mogłem to wywnioskować po jej spojrzeniu. – Nieprzyjemny wypadek w pracy, nieciekawa historia i trochę bolesna, jakby spojrzeć na to z miejsca mojej matki. Taki trochę z niej teraz pączek bez rączki, ale daje radę! – Wyglądało na to, że ją zainteresowałem. Nie chcąc tracić weny na rozmowę, postanowiłem kontynuować. – Sztuczna ręka ułatwiłaby jej znacznie codzienne czynności, tym bardziej że ma pod opieką jeszcze jedno dziecko, jakim jest moja siostra, a ta wymaga szczególnej troski. Dziki dzik z niej... Ne, a ty masz rodzeństwo?
Vene odłożyła widelca, którego trzymała przez cały czas w dłoni, a następnie palcami masowała swoje czoło, mrucząc coś pod nosem. Poczuła się gorzej? Co powinienem w takim wypadku zrobić?
– Coś się stało? Mógłbym jakoś pomóc?
Wstałem z miejsca niemalże natychmiast, by w chwilę moment znaleźć się obok niej.
sobota, 22 lipca 2017
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
– Panie Straszydło? Osobiście wolę, kiedy zwracają się do mnie Reska, Reska Haverfield. – Uśmiechnąłem się do niej, ściskając jej dłoń. – Jakby się nad tym zastanowić, to już się znamy, z klasy.
– Hm... – Przyłożyła palce do ust, dokładnie mi się przypatrując. – Faktycznie.
Zaśmiała się, po czym wstała z miejsca i zasunęła za sobą krzesło. Machnęła do mnie ręką, że możemy już opuścić bibliotekę w celu "zrobienia czegoś lepszego". Wesołym, skocznym krokiem przemierzała drogę między regałami w stronę wyjścia. Muszę przyznać, kiedy jest nieco dalej, wygląda to całkiem uroczo, jednak kiedy hasa tak tuż obok, mam wrażenie, że jej wzrost jeszcze nie wystarcza i pragnie być większa. Nie przeszkadzałem jej w entuzjastycznym zabieraniu się z budynku, ale przez tę chwilę milczenia zastanawiałem się, jak możemy wspólnie spędzić czas. Poznawanie nowych osób jest świetne, tylko odrobinę męczące.
– Co teraz? – zapytała, zatrzymując się przed drzwiami.
– Wybacz, ale nie bardzo mam pomysł. – Nerwowo podrapałem się po policzku. – Możemy się gdzieś przejść, wybrać na jakiś spacerek. Najlepiej pod jakieś zadaszone miejsce, trochę zimno i obawiam się deszczu.
– Chodźmy na stołówkę, trochę zgłodniałam od tych intensywnych prób zrozumienia podręczników.
Pokiwałem głową, zgadzając się, żeby coś zjeść. Może dziś znajdzie się coś wyjątkowo dobrego. Osobiście zjadłbym jakiegoś mięska. Ciekawe czy są w pobliżu knajpy, które za niską sumkę są w stanie przyrządzić coś tak wspaniałego. W chwilę moment znaleźliśmy się przy stole, gdzie na chwilę zapanowała cisza.
– Możemy porozmawiać... O egzaminy nie będę pytać, bo domyślam się jak jest. – Zaśmiałem się. – Ale rozszerzenia, wybrałaś już? – Pokiwała głową. Widząc jak je, kontynuowałem. – Ja też, choć miałem problem. Chyba w niczym nie jestem dobry, a nie potrafię stwierdzić, czy którykolwiek z przedmiotów sprawia mi radość... Koniec końców zdecydowałem się na samoobronę i rasoznastwo. A ty?
Od Reski, CD Heather
Etykiety:
Reska Haverfield
– Nie spodziewałem się gości, a pukanie do drzwi mnie rozkojarzyło i szklanki wypadły mi z łap.
Rysiołak wskazał przejście do salonu, gdzie mieliśmy się rozgościć. Miał zamiar to wszystko posprzątać, zanim zacznie nas należycie gościć. Opuściłem przedpokój, żeby zaraz po wejściu do drugiego pomieszczenia wpaść w kartonowe pudła. Zaczęły się kołysać, by następnie z hukiem opaść na drewnianą podłogę. Zmierzył mnie groźnym spojrzeniem. Nie wiedziałem, czy mam się bać, czy może śmiać. Po chwili pan Bonzo zarechotał głośno, a zaraz po tym rozkazał mi przenieść pudła na strych. Posprzątał już szkło, więc zabrał się za parzenie herbaty. Uśmiechnął się do Heather, prosząc ją o pomoc w przyrządzeniu napoju. Na strych, okej. Kartony były lekkie, więc mogłem zabrać wszystkie na raz.
Schodząc na dół, słyszałem jedynie krzątanie się po kuchni, żadnych głosów, nawet szeptania nie było. Hm, no w sumie co się dziwić. Został sam na sam z uczennicą, jeszcze ktoś się dowie i posądzi o molestowanie. Z pewnością czuł się skrępowany. Chcąc znaleźć się w ich towarzystwie, skierowałem kroki właśnie do pomieszczenia, w którym przebywali. Zatrzymałem się już w progu, czując przyjemną woń świeżo zaparzonej herbaty.
– Uważaj trochę! – burknął ryś. – Mało brakowało, a bym cię poparzył.
– Przepraszam, przepraszam – odpowiedziałem, drapiąc się w tył głowy, po czym wyciągnąłem ręce, żeby przechwycić od niego tackę z kubkami.
– Och, szkoda, że taki idiota z ciebie. Jakim cudem jeszcze nie wyleciałeś ze szkoły?! – powiedział dumnie, wypinając pierś do przodu. Z pewnością czuł się niesamowicie, kiedy mi ubliżał, w dodatku w towarzystwie koleżanki, która delikatnie uśmiechała się do siebie, gdyż chwilami jej obecność była ignorowana.
– No, a potem się dziwi, że mam niską samoocenę i zaczynam się denerwować, kiedy mi nic nie wychodzi – szepnąłem boczkiem do Heather, docierając już do stolika przed kanapą.
Ostrożnie odłożyłem kubki i wyniosłem tackę do kuchni, blondynka na stół dołożyła wcześniej pokrojoną cytrynę, cukier i łyżki. Elitarny gracz życia zaśmiał się, pytając, czy komuś posłodzić napój. Pokręciliśmy głową. Ja nie przepadam za słodkim, a dziewczyna wiedziała, że herbata i tak bez tego dodatku smakuje dobrze. Facet wzruszył ramionami, mamrocząc coś pod nosem. Pomieszał chwilę łyżeczką, by następnie spojrzeć na nas i zapytać, co nas do niego sprowadza. Heather odwróciła wzrok, mówiąc, że sama chciałaby się tego dowiedzieć.
– Mógłbyś nam pokazać coś ciekawego. Nazwałem cię specem, więc to tak trochę zobowiązuje.
– Mój telewizor wybuchł, nie widzisz? – wskazał na "magiczne pudełko". – Bezużyteczne badziewie, nawet reklamacji nie mogę złożyć.
– Jestem prawie pewny, że to pan go sobie wybuchnął... – wymamrotałem pod nosem, mimo tego on mnie usłyszał i spiorunował swym jakże urokliwym spojrzeniem. – Opracował pan coś nowego?
– Aktualnie pracuje nad bombowymi zwierzątkami. Kiedy rodzicom zacznie się nudzić, wystrzelą proszek usypiający bądź dym trujący, chociaż mogą też wysadzić bachora w powietrze.
– Hah, to trochę brutalne, nie sądzi pan?
– I ty się z nim zadajesz? – zapytał mało dyskretnie Heather na uszko.
poniedziałek, 17 lipca 2017
Od Reski, CD Vene
Etykiety:
Reska Haverfield
Huk przeraził i mnie, ale nie na tyle, żebym piszczał i upuszczał to, co trzymam w rękach. Widzę, że nie tylko ja cierpię na braki wiedzy. Przypatrywałem się jeszcze chwilę dziewczynie, a kiedy stwierdziłem, że już się uspokoiła, postanowiłem podejść. Nagłe odezwanie się było złym pomysłem, bardzo złym, ale skąd mogłem wiedzieć, że tak się stanie? Dziewczyna wylądowała na ziemi.
– Straszenie mnie nie sprawi, że chętniej będę wpadała do biblioteki po materiały do nauki.
– Ja już i tak nie mam chęci, żeby tu przychodzić, ale mus to mus. – Uśmiechnąłem się do niej, wyciągając do niej rękę. – Nie chciałem straszyć.
– Ja nie chciałam upadać.
Zdziwiłbym się, gdyby było inaczej. Dziewczyna jedną dłonią chwyciła moją, drugą natomiast trzymała się krzesła, chcąc się na nie wspiąć niczym robaczek. Wpełzła na swoje miejsce i odwróciła się do mnie bokiem, zanurzając nos w książce, mamrotała coś pod nosem. Usiadłem obok niej i wolnym ruchem otworzyłem podręcznik, by następnie wyszukać upragnionego działu. Kątem oka spojrzałem na dziewczynę, która szykowała się wcześniej do wyjścia, a może tylko mi się wydawało. Nie, po chwili odepchnęła od siebie czytany tom.
– To nic nie da, skoro nie mogę się skupić.
– A egzaminy tuż tuż, co? – Westchnąłem. – Szkoda, że nauka idzie tak mozolnie. Lepiej będzie opuścić bibliotekę, zanim stanie nam się tu krzywda.
– Jak stąd wyjdę, raczej nie wezmę się za podręczniki.
Wpatrywanie się w ciąg tekstu naprawdę nic nie da, jeśli wciąż się go nie rozumie, mimo poświęconego czasu i zrealizowanych prób jego dokładnego przeanalizowania. Jakie to życie jest niesprawiedliwe, że jedni usłyszą lub przeczytają tylko raz i umieją, a drudzy za mordowanie się z materiałem nie wiadomo ile i nic nie mają.
– Chyba nie zdam – zaśmiałem się do niej. – Dziś nic z tego nie będzie, innym razem się uda. Wypożyczę tę książkę i najwyżej w pokoju coś jeszcze popróbuję, a ty? Dalej będziesz tu siedzieć?
– Nie... To nic nie da.
– Chodźmy zrobić coś lepszego! Tylko co?
środa, 12 lipca 2017
Od Reski, CD Heather
Etykiety:
Reska Haverfield
– Kiedy już skończysz szkołę, zdobędziesz trzydziestodwuletni staż w pracy i będziesz mieć na karku koło sześćdziesiątki, pomyślisz sobie pewnego dnia: Dziś jest ten dzień, kiedy poznam tajemnicę swojego pochodzenia! Zaśmiejesz się i skorzystasz pomocy urzędników, sama czasem wpełźniesz do mniej nawiedzonej biblioteki, szukając w dziwnych księgach osób o tym samym nazwisku co ty. Jak już ci się uda zdobyć jakiekolwiek informacje i dowiesz się, skąd jesteś, stwierdzisz, że mogłaś się za to zabrać znacznie wcześniej. – Kątem oka podejrzałem, jak cichutko się z tego śmieje. – Zobaczysz, tak będzie!
Nie potrafiłem stwierdzić, czy Heather była smutna z powodu niewiedzy dotyczącej swojego pochodzenia, czy też jej to najzwyczajniej "zwisało". Nie wypadało mi jednak zapytać o to wprost, a że czułem się dość niezręcznie, postanowiłem trochę zażartować. No i chyba mi się udało. Jak dobrze jest zobaczyć uśmiech na twarzy kogoś innego.
– Już nie mogę się doczekać tego, kiedy ja, zniedołężniała staruszka będzie podróżować po świecie, przeszukując urzędy i biblioteki w poszukiwaniu tak cennych informacji.
– Ojoj, z pewnością nie będziesz zniedołężniała, jeśli się za bardzo nie zapuścisz.
– Sześćdziesiąt lat to wcale nie tak dużo, poza tym raczej się nie "zapuszczę". Bardziej martwiłabym się o ciebie.
– O mnie? Sądzisz, że nie będę w stanie ruszyć się z kanapy i samemu iść na miasto? – Nie odpowiedziała, ponieważ oboje zaczęliśmy się śmiać, choć wcale nie było aż tak zabawnie. – Gdybyś potrzebowała pomocy w poszukiwaniach, znajdź mnie! Z miłą chęcią ci pomogę.
– Nie zaprzątaj sobie tym głowy...
Pokiwałem głową, nie dając jej dokończyć. Nie potrzebowałem niczego więcej, nie mogę za bardzo wtrącać się w sprawy innych, bo z doświadczenia wiem, że tego nie lubią. Nie chcąc bezczynnie siedzieć, zaproponowałem krótki spacerek. Wcześniejszego chodzenia po mieście było zdecydowanie za mało, normalnie już powoli przestaję czuć lekkie mrowienia w nogach.
– Oooo! – krzyknąłem nagle, na co dziewczyna aż się wzdrygnęła. – Musisz kogoś poznać, to naprawdę wspaniała osoba i ma cudownie bombowe pomysły!
Pokiwała głową, śmiejąc się, że jeszcze nie jest głuchą staruszką. Miała rację, byłem odrobinkę za głośny, ale to tylko odrobinkę. Miałem nadzieję, że zastaniemy go w jego mieszkanku. Podczas drogi, opowiedziałem jej, że to była pierwsza osoba, jaką poznałem po przyjeździe do Atlanty, znaczy jedną z tych pierwszych. Po chwili znaleźliśmy się przed budynkiem, który tak bardzo nie odstawał od tych rynkowych. Zapukałem ostrożnie do drzwi. Ze środka rozległ się dźwięk tłuczonego szkła, a następnie ktoś zaczął kląć pod nosem. Ewidentnie można było stwierdzić, że tutejszy mieszkaniec nie był zadowolony z gości.
– Kogo tu nosi?! – Otworzyły się drzwi. – O, to ty i jakaś dziewczyna, o, co za niespodzianka.
Mimowolnie kąciki moich ust uniosły się do góry, widok jegomościa chyba już zawsze będzie mnie śmieszyć. Zwierzołak o karłowatym wzroście. Był rysiołakiem, a człowieka przypominał jedynie ze sposobu poruszania się i stania, no i miał kciuki. Małe kciuki pokryte brązowawym futerkiem, zakończone czarnymi pazurami. Najśmieszniejsza była jego twarz. Kocia, nieco spłaszczona twarz z małymi, zielonymi jak wiosenna trawa oczkami. Wyglądał na taką potulną osóbkę, ale charakter to on miał zabójczy.
– Heather, to pan Bonzo. Spec od wszelakich ładunków wybuchowych i dziwacznych pyłków, czyni cuda z tymi swoimi bombami!
poniedziałek, 3 lipca 2017
Od Reski, CD Heather
Etykiety:
Reska Haverfield
Dobrze mieć przy sobie przewodniczkę, która co nieco opowie i czasem poprowadzi zwyczajną rozmowę. Nie odstraszyłem jej jeszcze od siebie, więc jest dobrze. Zadowolony, chyba jeszcze nie zmęczony, pognałem z Heather ku ławeczce, na której usiedliśmy. Zanim jednak zajęliśmy sobie miejsce, rozmawialiśmy o wsiach i miastach, które z nich lepsze. Biorąc pod uwagę słowa blondyny, również nie miałem zbytniego porównania. W miastach bywałem tylko na przesiadkach, zazwyczaj gościłem w małych wioskach. Odrobinę ucieszyłem się, słysząc, że dziewczyna mimo tego i tak woli wsie, podobnie jak ja. Podczas rozmowy zapytała mnie, skąd przyjechałem. Domyśliłem się, że może chodzić o miejsce, z którego pochodzę, jednak fakt, że jest z samorządu, nieco mnie zastanowił, o co jej dokładnie może chodzić. No nic, może i ma wgląd do moich papierków, ale z pewnością ma ważniejsze rzeczy do pamiętania, niż to skąd jakiś tam Reska pochodzi, no nie?
– Transportowali mnie prosto od drzwi mojego domu, przez parę ładnych miast w Inzsumie, a później już nie patrzyłem na drogę, bo zasnąłem. – Zaśmiałem się. – W końcu skądś musiałem się odrobinę zregenerować, tryskanie energią nie jest wcale takie proste.
– Domyślam się. – Uśmiechnęła się, rozglądając się dookoła. – Niektórzy jednak po takich drzemkach czują się jeszcze bardziej zmęczeni.
– Całe szczęście nie jestem jednym z nich... Moja młodsza siostra praktycznie nigdy nie śpi, co mnie z lekka przeraża, a cała jej osoba mnie odrobinę drażni i denerwuje.
– Irytująca siostra? Może jej nie doceniasz, co?
Wyglądała na odrobinę rozbawioną, kiedy opowiadałem jej o dzikim uosobieniu Rozalii. Ciekawe czy ona ma jakieś doświadczenie ze złośliwym rodzeństwem, czy może jednak jest jedynaczką? Nagle zrobiło się chłodniej. Spojrzałem na niebo, nie przerywając rozmowy z koleżanką. Gdzieś w oddali zebrały się malutkie, ciemnoszare chmurki, stąd ten powiew zimna. Nie wyglądało jednak na to, żeby zaraz miało lać. Jak już to mogłoby łagodnie pokropić, ale cóż... Nie znam się za bardzo na pogodzie.
– Heather, a ty skąd jesteś?
środa, 21 czerwca 2017
Od Reski, CD Heathter
Etykiety:
Reska Haverfield
Nie spodziewałem się czegoś wielkiego, w końcu wychodzę z założenia, że każde miasto jest do siebie podobne. Jedno ma bogatszą historię, więc i piękniejsze budynki z przeszłości, kolejne dopiero się buduje i przeważają w nim cuda techniki. Osobiście bardziej przepadam za wsiami, większa swoboda. Odpłynąłem. Wystarczyła dosłownie chwila, a moja towarzyszka zapytała, czy coś się stało. Zaskoczony pytaniem o samopoczucie, zatrzymałem się i musiałem troszku poświęcić, żeby zorientować się, o co właściwie chodzi. Troszkę zawstydzony zacząłem nerwowo kręcić głową, "to nic takiego" powtarzałem.
– Tylko się zamyśliłem.
Dała mi znać, że zrozumiała i poprowadziła dalej. Zgubiłem to, kiedy przenieśliśmy się w inne miejsce. Trudno, może nie było to coś bardzo ważnego. Chociaż blondynka nie wyglądała na osobę, która tak bardzo przywiązuje uwagę do wszystkiego, co ją otacza i woli mówić o tym, co ważne, co istotne. Zastanawiałem się, gdzie teraz się wybierzemy, jednak zanim zdążyłem spytać, dziewczyna mnie wyprzedziła:
– Rynek, idziemy właśnie tam.
Czyli to, o co się zahacza na większości wycieczek do dużych miast "z przeszłością". Powolnym krokiem zbliżaliśmy się do celu, a w międzyczasie mówiła mi o nim co nieco. Mam się nie spodziewać jakichś rewelacji, bo to zwykły rynek ze straganami. Zdarza się, że przyjeżdżają kupcy z różnych zakątków świata, ale to raczej ci miejscowi królują w rankingach sprzedaży. "Jesteśmy na miejscu", oznajmiła. Pokiwałem głową i zacząłem się rozglądać wokół. Duży plac otoczony budynkami, niektóre wyglądały jak obiekty przypominające muzea, inne przerobione w lokale proponujące niejednolite dania. Miasto było oblegane przez studencików, przez różnorodnych studencików z innych środowisk, więc ciekaw jestem, jak prezentowały się ceny i nastawienie tutejszych pracowników. Heather skończyła mówić i stanęła przede mną. Posłała delikatny uśmiech i zaczęła:
– Myślę, że skończyliśmy. Co ci się podobało najbardziej?
– Tak naprawdę... – Zacząłem się śmiać, drapiąc po głowie. – Nie słuchałem przez połowę drogi i niewiele zdążyłem zapamiętać. Wybacz.
– Jak tak można? – Skrzyżowała ręce na piersi. – Oprowadzam cię z dobrej woli, a ty nawet nie słuchałeś?
– Jeszcze raz proszę o wybaczenie.
– To pewnie przez to twoje zamyślenie, co? Czego dotyczyło?
– Nieważne, gdybym mógł ci zająć jeszcze odrobinę więcej czasu, może pokazałabyś mi miejsca, które lubisz?
– No nie wiem, czy jest w tym sens, skoro i tak olejesz to, co mam ci do powiedzenia. – Zaśmiała się pod nosem, obracając się i stawiając kolejne kroki do przodu. – Może jak mi powiesz, nad czym tak myślałeś, skoro było to ważniejsze od twojej wycieczki.
– Wieś jest taka spokojna. Sąsiedzi są blisko, ale nie za blisko. Wszyscy się praktycznie znają, a jak nie, to przynajmniej kojarzą ze słuchu, więc wiadomo, gdzie, do kogo uderzyć w danej sprawie. Własne podwórko, domowy ogródek. Tyle pamiętam, kiedy byłem na noclegu z kolegami u ich dziadków. W mojej wsi, w której się urodziłem, w powietrzu wisiały pyły z pobliskich kopalni i zapachy z hut, ale dało się normalnie żyć, a to się liczy. – Uśmiechnąłem się do niej. – A ty? Wolisz wsie czy miasta?
sobota, 17 czerwca 2017
Od Reski, CD Heather
Etykiety:
Reska Haverfield
Przypatrywałem się jej uważnie, wyczekując odpowiedzi. Oczywiście nie musiałem długo czekać, Heather odpowiadała naprawdę szybko. Nie mogłem się jednak za to gniewać, gdyż wszystko udawało mi się wyłapywać i zakodować. Chociaż gdyby nawet mówiła od rzeczy lub niezrozumiale, mógłbym jej słuchać bez końca. Miała przemiły dla uszu głos, zresztą podoba mi się znaczna większość damskich głosów. Dziewczyna rozbawiona oznajmiła, że z przyjemnością oprowadzi mnie i po okolicach. Całe szczęście, wolałbym nie pałętać się samemu po nieznanym.
– Uwielbiam – odpowiedziała na drugie pytanie. – Jaka jest twoja ulubiona roślina?
– Wrzosy to jest to, ale chyba wolę fiołki. – Przerwałem, by wziąć swoją ostatnią łyżeczkę deseru. – Mają dość słodki zapach i ładnie fioletowy kolor, poza tym łatwo je rozpoznać.
Odrobinę udało mi się rozśmieszyć blondynkę. Kątem oka raz jeszcze spojrzałem na książkę, która teraz leżała tuż obok jej łokcia. "Tomik dla nieznajomej", tak? Tytuł zapowiada się dosyć ciekawie, może naprawdę jest interesująca? Uśmiechnąłem się i sięgnąłem po nią. Heather jedynie mi się przypatrywała i czekała na to, co zrobię. Otwarłem na pierwszej lepszej stronie i zerknąłem na wersy tekstu. Coś, co wygląda jak poezja, chyba.
– Podoba ci się? – zapytałem, patrząc na nią znad okładki.
– Cóż... Czytało się lepsze, ale nie jest aż taka zła.
Pokiwałem głową na znak, że rozumiem, więc się do mnie tylko uśmiechnęła i dokończyła swoją porcję. Nie było jeszcze bardzo późno, jednak wypadałoby się zacząć zbierać. Mruknąłem niezadowolony pod nosem, co nie umknęło uwadze mojej nowej koleżanki, dlatego też posłała mi pytające spojrzenie. Trochę głupio było mi to tłumaczyć, ale podzieliłem się tym, że nie chciałem jeszcze kończyć naszego spotkania, a nie za bardzo wiem, co mógłbym z nią teraz porobić. Będę musiał odpocząć i dobrze przetrawić fakt, że jestem w zupełnie nowym miejscu.
– Heather? Lubisz sport? Moglibyśmy kiedyś razem zagrać. – Tu przerwałem, by przyjrzeć się jej dokładnie. – Nie poskąpili ci wzrostu, więc zdecydowanie lepiej by się z tobą grało w koszykówkę czy może siatkówkę. Wiesz, granie z kimś, kto ledwo odrósł od ziemi jest zabawne tylko wtedy, kiedy za bardzo nie chce się grać. Wróć! Najpierw to my się musimy umówić na to oprowadzanie! To jak? Zostajemy przy jutrze?
czwartek, 15 czerwca 2017
Od Reski, CD Heather
Etykiety:
Reska Haverfield
Przywitanie nie było czymś nadzwyczajnym, miało najzwyklej uprzejmy wydźwięk i nie zapowiadało się na to, żeby dalszy kontakt z dziewczyną był czymś wyjątkowym. Miała mnie wprowadzić, pewnie wykonywane z przymusowego obowiązku, ale i tak jest to całkiem miłe. Cieszę się, że to uczeń szkoły będzie mi towarzyszyć na początku, niżeli jakiś profesorek. Heather zaczęła od tego co mi mniej więcej znane, bo wyczytane z broszury szkoły, wzbogaciła tą treść o zasady panujące na uczelni i w akademikach. Powoli przechodziła do kolejnych etapów, dając mi chwile do zastanowienia i zadawania pytań. W końcu skończyła na egzaminach końcowych. Wprowadzenie nie było czymś szczególnym, niemniej jednak bardzo pomocnym. Informacje na sucho nie mogą równać się z tym, czego mogę faktycznie doświadczyć. Podziękowałem blondynce, która na to posłała delikatny uśmiech mówiący "to nic takiego". Podrapałem się po głowie i spojrzałem na niebo. Była jeszcze wczesna pora, a w głowie pomysłów na spędzenie reszty dnia brak. Szczerze mówiąc, myślałem, że zajmie to więcej czasu i będzie to tak nudne jak flaki z olejem, więc też nad niczym konkretnym nie myślałem. Spojrzałem na dziewczynę, która czekała, aż pójdę we własną stronę, by i ona mogła się oddalić.
– Masz jakieś plany? – zapytałem.
– Hm... – Chwilę się zastanowiła. – Chyba nie mam...
– Korzystając z pogody, chciałbym ci zaproponować wyjście na coś orzeźwiającego. Może jakieś lody lub zimne napoje? Oczywiście jeśli się zgodzisz.
Patrzyła na mnie, nic nie mówiąc. Przez moment poczułem się niezręcznie, co nie umknęło bystremu spojrzeniu dziewczyny. Zgodziła się, informując, że wcześniej musi się wrócić po rzeczy.
Podeszliśmy do budki, gdzie sprzedawane były przeróżne słodkości. Poprosiłem Heather by zajęła sobie miejsce, a ja pójdę coś kupić. Na szczęście uszanowała moją decyzję i zaraz usiadła przy najbliższym stoliku, biorąc do ręki uprzednio przerwaną lekturę. Przede mną stało jeszcze pięć osób, co zrodziło we mnie obawy, czy nie będę zmuszony kazać towarzyszce czekać zbyt długo. Może jest cierpliwa? "Wytrzymała ze mną wcześniej to teraz też da radę", pocieszałem się w myślach. Chwilę później manewrowałem między wszystkimi ludźmi i nie-ludźmi, nosząc w rękach owocowe deserki. Niestety, dziś był taki ruch, że zaserwować mogli tylko to.
– Mam nadzieję, że się za to nie obrazisz. – Uśmiechnąłem się, kładąc przed nią pucharek.
– Nie będę narzekać.
Odłożyła książkę na bok i chwyciła za łyżeczkę, by spróbować tego, co jej przyniosłem. Jadła, więc chyba jej smakowało lub nie chciała być niegrzeczna. Odetchnąłem odrobinę z ulgą, biorąc się za swój deser. Kątem oka raz jeszcze na nią spojrzałem, próbując wymyślić jakiś temat do rozmowy.
– Mogę się o coś zapytać? – Uniosła na mnie swój wzrok, udzielając mi pozwolenia. – Właściwie nie zdążyłem się jeszcze rozejrzeć po mieście, a siedzenie we własnym pokoju cały dzień nie wydaje się być dobrym pomysłem. Zanim znajdę sobie innych znajomych, chciałbym nieco poznać okolice.
– Rozumiem. Chcesz żebym cię oprowadziła, tak? – Uśmiechnąłem się, odrobinkę się przy tym śmiejąc. – Musiałabym sprawdzić czy mam czas, właściwie kiedy by to miało być?
– Nie musi być dzisiaj. Może jutro po sobotnich lekcjach? Nie chciałbym ci zabierać jedynego dnia wolnego, pewnie masz lepszych znajomych i im wolisz poświęcić ten czas. Jeśli nie chcesz, nie musisz. Poradę sobie sam... Mam jeszcze jedno pytanie.
– Jakie?
– Lubisz wrzosy? Twoje imię mi się z nimi kojarzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)