Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mam sprawę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mam sprawę. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 października 2018

Mam sprawę [6]

Ciszę po moich słowach przerywały tylko delikatne stukoty i brzęki porcelany. Chrzaniłam dyskrecję i wpatrywałam się w Mińska, próbując rozszyfrować jego zamyśloną minę, żeby zorientować się, czy szala przechylała się na moją korzyść, czy wręcz przeciwnie. Vladdy podkradł parę ciastek z tacy i z obojętną mordką zerkał to na mnie, to na dyrektora, jakby cała sprawa go nie obchodziła, chociaż wiedziałam, że całkowicie wspierał mój plan, za co byłam mu wdzięczna. Byłam mu też wdzięczna za to, że na razie nie bluzgał, tylko pochłaniał ciastka, przysłuchując nam się z anielską, jak na niego, cierpliwością.
— Będę potrzebować gotowego planu rozpisanego, zanim udzielę oficjalną zgodę, ale podoba mi się, w jakim kierunku zmierzasz, Eternum. — Przez kilka chwil miałam wrażenie, że moje serce się zatrzymało, żeby zabić po paru sekundach z kilkukrotnie większą siłą oraz szybkością. Chyba nawet oczy zaczęły mi się błyszczeć i patrzyłam na dyrektora z wdzięcznością, czcią i uwielbieniem przesadzam, ale w tamtej chwili się czułam, jakbym była w stanie postawić mu pomnik. — Szanuję to, dlatego masz ode mnie wstępną zgodę. Nie spierdol jednak tego, Eternum, przysięgam, mam dość bałaganu i bez twoich herbacianych mrzonek.
Nie piszcz. Nie piszcz. Nie piszcz.
— Oczywiście, dostarczę go jak najszybciej. I obiecam nie sprowadzić apokalipsy. — Wyszczerzyłam się szeroko do mężczyzny, czując jak poziom ekscytacji gwałtownie wzrósł, przerastając możliwą skalę.
— Błagam cię, oddychaj, bo zemdlejesz — fuknął Vladdy.

wtorek, 16 października 2018

Mam sprawę [5]

— Co ma pan na myśli, pytając jakiego rodzaju? Z wyborem miejsca wolałam poczekać, aż otrzymam pańską odpowiedź. — Yhm, bardzo dyplomatyczna odzywka, szanowna panno. Problem polegał na tym, że doskonale znałem te dzikie zagrywki współczesnej młodzieży. Ani człowiek się obejrzy, a już tkwi po kolana w gównie, bo nieopatrznie obiecał coś z niczego wyczarować, gdy wokoło wrzaski, lecą kurwy i dzieje się jedna, wielka apokalipsa.
— Gdybym lubowała się w rozpijaniu ludzi, których porywam na herbatki i przystawała na prośby podania czegoś mocniejszego, wierzę, że więcej osób chciałoby pijać u mnie herbatę. — Też prawda, chociaż panna była przecież właścicielką Vladdy`iego, więc święcie wierzyłem, że miała jakiś tam istotny wpływ na zapędy alkoholistyczne miśka. Jaka matka, taka córka i inne pierdy. — Wszystkie formalności, uprawnienia, et cetera załatwię — powiedziała, zaraz upijając łyk ciepłego naparu. Potrzebowałem kilka chwil na przemyślenie całej sprawy. W sumie obecność starszych absolwentów nie byłaby tutaj taka zła, wiele osób mogłoby zacząć rozglądać się za pracą dorywczą, a przy tym widzieć rzetelny przykład, że nie każdy student naszej uczelni kończy na odwyku. Jeżeli miałbym powierzyć komukolwiek zadanie przekonywania uczniów, że jeszcze mogą wyjść na ludzi, to oddałbym je w ręce siedzącej przede mną dziewczyny. A zgoda tam.
— Będę potrzebować gotowego planu rozpisanego, zanim udzielę oficjalną zgodę, ale podoba mi się, w jakim kierunku zmierzasz, Eternum — powiedziałem w końcu, po upiciu kilku lekkich łyków gorącego napoju. — Szanuję to, dlatego masz ode mnie wstępną zgodę. Nie spierdol jednak tego, Eternum, przysięgam, mam dość bałaganu i bez twoich herbacianych mrzonek.


niedziela, 14 października 2018

Mam sprawę [4]

Przez chwilę mężczyzna trawił moje słowa i póki pstryczek nie skoczył, nalałam mu kawy do filiżanki, a do swojej oczywiście herbaty, bo co innego mogłabym pić? Prawie widziałam i słyszałam, jak mu trybiki przeskakują, gdy z jego ust padały kolejne pytania związane z moim planem i jakoś w moim serduchu ciepło się rozlało oraz ulżyło, bo dyrektor nie posłał mnie do diabła. Czyli jakaś szansa była.
— Jakiego rodzaju herbaciarnię? Jakiś budynek, ziemia na oku? Brak alkoholu dla dzieciaków pewnikiem? Uprawnienia i resztę sobie wyrobisz? — Zmrużył oczy, mierząc uważnym wzrokiem moją osobę, a ja się rozluźniłam, bo udało mi się zaciekawić Mińska.
— Co ma pan na myśli, pytając jakiego rodzaju? Z wyborem miejsca wolałam poczekać, aż otrzymam pańską odpowiedź. — Chociaż musiałam przyznać, że kawałek ziemi na moją wymarzoną herbaciarnię miałam upatrzoną, jednak wolałam się nie zapędzać za daleko z nadziejami i marzeniami, coby nie czuć rozczarowania ani irytującego niedosytu. Przy pytaniu z alkoholem moje usta drgnęły, a uśmiech stał się bardziej rozbawiony. — Gdybym lubowała się w rozpijaniu ludzi, których porywam na herbatki i przystawała na prośby podania czegoś mocniejszego, wierzę, że więcej osób chciałoby pijać u mnie herbatę. Wszystkie formalności, uprawnienia, et cetera załatwię — powiedziałam i upiłam łyk ciepłego naparu, nie bardzo wiedząc, co zrobić z dłońmi. Niby plan rozpisany punkt po punkcie w notatniku miałam, jednak nadal wrażenie, że czegoś ciągle brakuje, mnie nie opuszczało i nawet w tym momencie moje myśli krążyły wokół tego tematu.

czwartek, 11 października 2018

Mam sprawę [3]

Błogosławione dziecię wszystkich kwiatów i innych horrendalnie nieobyczajowych dla mnie istot zaczęła się rozkładać. Stwórcy niech będą dzięki, że przyszła z własnym zaopatrzeniem, bo choć trzymałem u siebie porządny asortyment, to raczej nieco innego kalibru. Nie miałem wątpliwości, że choćbym dziarsko rzucił się na poszukiwanie czegokolwiek po szafkach, nie uświadczyłbym nawet jednej filiżanki. Co najwyżej zmechacone, zniszczone zbyt gorącym parzeniem, bo oczywiście po taniości zakupione, kubki.
— Herbata czy kawa? — Machnąłem tylko niedbale dłonią w kierunku napoju bogów, jakim była czysta kofeina. To chyba jedyna rzecz, na której nie byłem w stanie oszczędzać. Odpowiednio wyposażony ekspres, cudowne zaopatrzona spiżarka z prywatnymi zapasami kopi luwak, a to wszystko wyłącznie dla mnie. Póki co zadowolę się lurą w wersji dziewczyny, nie będę przecież nieuprzejmy. A swoją dzielić się nie miałem zamiaru w żadnym wypadku. — Chciałam się dowiedzieć, czy jest możliwość, żebym otworzyła w pobliżu uczelni herbaciarnię.
— Jakiego rodzaju herbaciarnię? — spytałem, na moment zaliczając krótkie spięcie systemu. — Jakiś budynek, ziemia na oku? Brak alkoholu dla dzieciaków pewnikiem? Uprawnienia i resztę sobie wyrobisz? — zawaliłem dziewczynę pytaniami, mrużąc oczy i uważnie się jej przyglądając. Mimo wszystko, zaczynało się powoli robić ciekawie. Pierwsi prawowici absolwenci mieli nas powoli opuszczać i czułem się spełniony jako pedagog, wiedząc, że mają jakiś plan na swoje życie i starają się go realizować. A przynajmniej to pierwsze. 

wtorek, 9 października 2018

Mam sprawę [2]

Nie zdejmowałam z twarzy szerokiego uśmiechu, nawet gdy widziałam, że dyrektor po moich następnych słowach wyglądał na mniej przystępnego. Jednak czego ciastka, herbata i kawa nie załatwią? Mińsk westchnął, mamrocząc krótkie, a jak miłe dla mego serca pomimo chłodu "właź", po czym uchylił szerzej drzwi, żebym mogła wejść. Pierwszy krok ku zwycięstwu zaliczony, teraz będzie trudniejsza sprawa.
— Co was do mnie sprowadza? Problemy z zaliczeniem? Chęć wcześniejszego wypłacenia stypendium? Zmiana czegoś w menu? Od razu zaznaczam, że nie mam wpływu na to, co wyprawiają kucharki w stołówce, ich nerwy, wasza sprawa. —  Położyłam tacę na biurku i rozkładałam filiżanki, łyżeczki i inne takie pierdółki, jednocześnie zbierając słowa. Z zaliczeniem problemów nie miałam. Może moje wyniki wybitne nie były, ale nie przysparzały wstydu, gdy się na nie patrzyło. Ostatni semestr, więc na stołówkowym jedzeniu jeszcze mogłam przeżyć, ja się bić z kucharkami nie zamierzałam. Zwłaszcza, że kończyłam edukacje w uczelni, a żaden z Eternumów się nie rwał do placówki, bo wiek jeszcze nie ten.
— Herbata czy kawa? — spytałam i czułam, jak Vladdy wywiercał we mnie dziurę spojrzeniem, niemo przekazując mi, żebym się nie ociągała, tylko waliła prosto z mostu. Po co pośpiech? Przecie mamy czas. — Chciałam się dowiedzieć, czy jest możliwość, żebym otworzyła w pobliżu uczelni herbaciarnię. — Uśmiech nadal gościł na ustach, jednak dłonie nerwowo mi drżały, więc splotłam je na kolanach. Spokojnie, Jaśmin, będzie oke

poniedziałek, 8 października 2018

Mam sprawę [1]

Nadeszły czasy apokalipsy, niebiański koniec wszystkiego i wszystkich, który w końcu miał zaprowadzić pokój na tej niedorobionej przez Stwórcę planecie. Mimo usilnych prób uwierzenia w nadchodzącej jutro, nadal musiałem się przyznać, że w geście mojej intencji nie leżały żadne czysto naturalne pobudki. Chciałem w końcu pójść spać, odpocząć i nie przejmować się tą tłumną gawiedzią, która w ostatnim czasie zdecydowanie nazbyt często nawiedzała mój gabinet. Snuli się po korytarzach niczym duchy najgorszego sortu, żeby w końcu doczłapać się do mnie w postaci półżywej, mrucząc pod nosem coś o zeznaniach, podatkach i podpisach na formularzach.
I właśnie wtedy dotarła do mnie kolejna delegacja, tym razem z nieco bardziej zachęcającym asortymentem. 
— Zanim zacznie pan krzyczeć, mam herbatę i ciastka, dużo ciastek. Zrobiłam też imbryk kawy. —  Błogosławione jednostki, które znały prawa swoje. I moje. A w dodatku miały wystarczająco dużo pomyślunku, żeby zadbać o dodatki dla biednego dyrektora, który hańbił się karkołomną pracą dla gwary studenckiej. — Mam pewną sprawę. — To już mnie przekonało o wiele mniej, zwłaszcza ten uśmiech, nazbyt szeroki i w mojej głowie zakrwawiający o czystą szyderę.
— Właź — westchnąłem w końcu chłodno, otwierając szerzej drzwi i wpuszczając towarzystwo do środka. — Co was do mnie sprowadza? Problemy z zaliczeniem? Chęć wcześniejszego wypłacenia stypendium? Zmiana czegoś w menu? Od razu zaznaczam, że nie mam wpływu na to, co wyprawiają kucharki w stołówce, ich nerwy, wasza sprawa —  uściśliłem, rozsiadając się wygodnie w moim ukochanym fotelu dyrektorskim. 

sobota, 6 października 2018

Mam sprawę [0]

— Ja pierdolę, to naprawdę w twoim stylu.
— Ale to dobry pomysł… Prawda?
— Dla ciebie boski. Nikt w tej waszej popieprzonej rodzinie nie nadaje się do tego bardziej niż ty — powiedział Vladdy, parskając śmiechem i poprawił się na moim ramieniu, ciągnąc za włosy, przez co musiałam się zatrzymać, bo się bałam, że opuszczę tacę ze wszystkimi rzeczami, które przygotowałam. Fuknęłam cicho, jednak zaraz zaczęłam iść dalej. W końcu nie bez przyczyny wzięłam miśka ze sobą. Mińsk miał swego rodzaju słabość do pluszowego alkoholika i jego rozbrajającej, wulgarnego bycia [kto nie miał?].
Wzięłam głębszy wdech przed drzwiami prowadzącymi do gabinetu dyrektora i sterczałam przed nimi kilka, ładnych minut, zastanawiając się, czy jednak lepiej nie zrobić parę kroków do tyłu i się taktycznie wycofać. Ale Vladdy klepnął mnie w plecy swoją pluszową łapką i się rozdarł „Głowa do góry i do przodu, młoda!”, więc dyskretny odwrót mogłam wykreślić z ewentualnych planów.
Zapukałam ostrożnie do drzwi i kiedy dostałam pozwolenie na wejście, z pomocą Amiga otworzyłam drzwi, układając automatycznie usta w uśmiechu.
— Zanim zacznie pan krzyczeć, mam herbatę i ciastka, dużo ciastek. Zrobiłam też imbryk kawy — powiedziałam, pokazując tacę z różnościami. Co prawda zakaz cukru gdzieś wisiał sobie i mógł sobie wisieć, ale nikt go raczej już nie przestrzegał. W szczególności ja i moje małe herbatki. — Mam pewną sprawę — dodałam, poszerzając uśmiech, bo jak przekonywać to z uśmiechem. 

.
.
.
.
.
.
template by oreuis