Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sofia Taule. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sofia Taule. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 29 maja 2018

Uciekając przed deszczem [X]

— Tak, zdecydowanie oboje mamy szczęście — stwierdził, parskając głośnym śmiechem. I pomimo tego że śmiech był głośny i perlisty to jednak coś w nim nie grało. I chociaż wcale nie znałam blondyna tak długo, to jednak go obserwowałam, z siostrą, Dexterem, i widziałam że coś jest nie tak. Skoro jednak mnie odpychał śmiechem i nieszczerymi słowami to nie miałam zamiaru się zagłębiać i odpowiedziałam tylko równie głośnym i udawanym śmiechem i upiłam jeszcze łyk czekolady. Przecież wcale nie znaliśmy się jeszcze tak dobrze.
— Dobrze, w takim razie nie będę ci dalej przeszkadzać, żebyś mógł pójść poczęstować swoją drugą połówkę tym boskim napojem, zanim wystygnie — odparłam w uśmiechem, podtrzymując fałszywy nastrój, zgarnęłam książkę z blatu, wiedząc, że Foma i tak nie zwraca na mnie uwagi i pośpiesznym krokiem wyszłam z kuchni, zostawiając za sobą ukochany zapach czekolady i smutnego chłopca, o którym wiedziałam że jeszcze tam będzie siedział przez jakiś czas i wcale nie spieszy mu się do pokoju. Mi zresztą też wcale się nie spieszyło, a jako że jeszcze wcale nie było ciszy nocnej, a ja miałam tomik uroczych wierszy i kubek czekolady, którą przecież się można podzielić to postanowiłam pójść odwiedzić rudego chłopca, który pewnie siedział i wykrwawiał się rysował u siebie w pokoju. 

piątek, 11 maja 2018

Krwawe spotkanie [10]

— Kupiłaś mnie tą herbatą. Kiedy mogę się wstawić? — powiedział rozbawiony, cały czas bawiąc się moimi włosami, owijając pasemka dookoła palców i głaszcząc mnie po głowie. Zwinęłam się jeszcze bardziej w kulkę, czując się już całkiem szczęśliwa. — Mam się przygotować jakoś psychicznie, wystrzegać się czegoś, cokolwiek? — Zaśmiałam się, wkładając sobie do ust jeszcze jednego biszkopta, po czym spoważniałam i podniosłam się, siadając prosto i utrzymując kamienną twarz.
— Żeby przebywać w domu matki, będziesz musiał oczywiście sobie dać pobrać krew i rozmalować ją nad drzwiami wejściowymi oraz zjeść żabę. — Patrzyłam uważnie, jak twarz chłopaka zmienia się z uśmiechniętej w przerażoną, ale zaraz potem roześmiałam się, ręką wkładając włosy za ucho. — Nie no żartuję, nic takiego się nie będzie działo, ale od matki przygotuj się na szczegółowe przepytanie o oceny, od cioci dużo najlepszych ciasteczek i herbaty, a od Olivia, mojego najmłodszego brata, duuużo pytań na temat świata. Oscara raczej nie zobaczysz, jeżeli postępowanie kłótni jego i rodziców będzie postępowało tak jak na razie. — Uśmiechnęłam się na myśli o wszystkich miejscach, które muszę mu pokazać, rzeczach, które musimy zrobić i miejscach, do których na pewno nie będziemy iść. Bo na pewno nie będziemy iść na spacer w stronę gór.

wtorek, 8 maja 2018

Uciekając przed deszczem [2]

Prawdopodobnie postąpiłam zbyt pewnie, a rozczarowanie było niezwykłe, kiedy Foma wysilił się tylko na dość głośne westchnięcie i posłanie mi przepraszającego spojrzenia.
— Tak, dla Dextera, raz na jakiś czas może, a ja nie wiem, czy mogę się podzielić — powiedział, za chwilę śmiejąc się głośno i dalej babrząc łychę w garnuszku. Czekolada z chwili na chwilę coraz radośniej bulgotała, a zapach roznoszący się po pomieszczeniu powoli doprowadzał mnie do szaleństwa i chęci jak najszybszego zanurzenia warg w życiodajnym napoju. — Ale tyci, tyci mogę ci coś skubnąć. Tylko cichosza, ustalone? — Pewnie oczy mi się rozjarzyły dość mocno, bo chłopak uśmiechnął się szerzej i nawet pokręcił głową, widząc moją reakcję.
— Cichosza o czym? Nie wiem, co masz na myśli — odparłam, radośnie szczebiocząc i przyciskając przy okazji palec wskazujący do ust, na znak, że nie mam zamiaru zdradzać Dexterowi ani słówka o naszym małym przekręcie. Przecież nie musiał się dowiedzieć, że część jego porcji poszła na cierpiącą na niedobory cukru dziewczynkę z Valentine.
Za chwilę do mojego kubka została wlana porządna chochla gorącej czekolady. Podziękowałam szybko, łapiąc za kubek i dmuchając, bo nie miałam najmniejszej ochoty się oparzyć.
— Jest naprawdę dobra, Dexter ma jednak szczęście — dodałam, kiedy spróbowałam napoju. Samej zdarzało mi się robić słodkości w wakacje. Na wspomnienie automatycznie dosięgnęłam dłonią pasemek.

niedziela, 6 maja 2018

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [6]

— Każde ciepłe słowo, czy pocieszenie pomoże, Sof. Chociaż teraz już aż tak bardzo do tego nie dążę. Oczywiście, fajnie by było wiedzieć, czym jestem i dlaczego jestem, ale jeśli tak się nie wydarzy, to nie mam zamiaru płakać. Najwidoczniej taka będzie wola losu, a ja mam korzystać z życia, jakie mi dał — powiedział, składając razem ręce. Szczerze mówiąc kompletnie się tego nie spodziewałam, ale jeżeli tak to, cóż, lepiej dla niego. Tymczasem jego ogon już całkiem porządnie zajął się dokuczaniem mi w każdy możliwy sposób, łącznie z uderzaniem mnie w nogę i przymilaniem się pod rękę jak kot. — Widocznie chciał mi pokazać, którzy ludzie rzeczywiście powinni dalej przebywać w moim życiu. Nie żałuję, nie jestem zły, ani nic takiego, ba, się cieszę nawet. No bo kto może się pochwalić takimi cudeńkami albo przyrośniętym biczykiem, co? Grunt to kochać siebie. Ależ siem rozgadał, przepraszam. — Przerwał swój monolog, podnosząc nieznacznie kąciki ust. — Jak tam lekcje magikowania?
Westchnęłam, przypominając sobie ostatnią lekcję z Jamesem. Skończyło się to, lekko mówiąc, fatalnie, a głównie zostało mi uświadomione, że jak nie chcę, to niczego się nie nauczę.
— Nie wiem, rodzina już chyba nawet nie robi sobie nadziei, że cokolwiek jeszcze ze mnie będzie pod tym względem. — Westchnęłam, patrząc na małe drzewko rodzinne, które sobie wymalowałam na ręce w pociągu z powrotem. Bo po co plan na tatuaż rysować na kartce jak można od razu zobaczyć jak będzie wyglądał. Z czwórką rodzeństwa ledwie się mieścił na nadgarstku, ale nie mogłam wyobrazić sobie, że sióstr na nim nie ma. — Młodszy brat zbiera wszystkie pochwały, ma zaledwie 10 lat, a już nieźle sobie radzi w szkole. Rodzice są z niego bardzo zadowoleni. — Sama byłam z niego dumna, w końcu zdolny był, ale jednak kuło w środku jak myślałam o tym jak mama mnie cisnęła do nauki.

Krwawe spotkanie [8]

Bez wahania wyciągnął z paczki ciasto i podziękował, zanim zaczął się nim zajadać. Powoli podniósł rękę i zaczął bawić się moimi włosami, gładząc mnie po głowie i owijając sobie kosmyki wokół palców. Uśmiechnęłam się szerzej, zamknęłam oczy i cicho mruknęłam zadowolona, wdychając zapach czarnych porzeczek, który jakimś cudem wiecznie się na nim trzymał. W lato osy pewnie nie dawały mu spokoju.
— Ej, na pewno wszystko w porządku? No, może nie wszystko, bo zawsze się coś znajdzie, ale tak mniej więcej? — spytał nagle, a ja otworzyłam oczy i położyłam się na boku, tak by popatrzeć na Yeva. Złote oczy przyglądały mi się zatroskane, jakby się martwił czy dobrze że zapytał i czy wszystko dobrze powiedział. Posłałam mu uspokajający uśmiech, a przynajmniej taki miał być i spokojnie kiwnęłam głową.
— Tak — powiedziałam, chociaż był to raczej szept — Tak myślę — dodałam już normalnym głosem. — To znaczy, masz rację, zawsze coś jest, ale jakoś sobie trzeba radzić, prawda? — opłynęłam myślami, zastanawiając się co Yev chował za tą czasem pojawiającą się zatroskaną miną. Co prawda nie było to często, i zwykle od razu jak złapał czyjś wzrok to wracał na usta promienisty uśmiech, ale były chwile, w których błysk w oczach gasł a zmarszczki na czole rosły. — Pojedziesz ze mną kiedyś do Valentine? Odwiedzić moją rodzinę? Przyrzekam, że ciocia robi najlepszą herbatę malinową jaką w życiu piłeś.

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [4]

— E, nie przesadzaj, są w sam raz. Zresztą, nie uważasz, że byłoby nudno bez szkoły, perypetii i upierdliwych pedagogów? No i ludzi. Ja bym chyba oszalał, gdybym was nie miał — powiedział, swobodnie kładąc łokieć na półce. Gdzie on był w te wakacje że zyskał tyle swobody i pewności siebie? — Pasemka bardzo ładne, szkoda, że je tak skitrałaś. — Prychnęłam, przeciągając ręką pasemka do przodu. Wcale nie były skitrane, po prostu niekoniecznie musiały lecieć mi na twarz. — A odpoczynek odpoczynkiem, nie lubię tak leniuchować, ruszać się trzeba, a raczej muszę, bo mi inaczej palma porządna odbije — dodał, a ja kiwnęłam ze zrozumieniem głową. Nogi mnie zaczęły boleć, więc usiadła na ziemi, opierając się plecami o półkę, a zaraz chłopak również do mnie dołączył.
— No tak, w sumie racja. Ale brakuje mi dobrej pogody, niedobrze mi od tej duchoty — zaśmiałam się pod nosem — Przepraszam, już przestaję marudzić. — Wyprostowałam plecy i podciągnęłam nogi do siebie, kładąc na nich brodę. Palcem stukałam w dywan, rysując na nim różne wzory. Podniosłam głowę i spojrzałam na Aurelka. — Moja ciocia kiedyś miała przyjaciółkę, która myślała, że jest czarownicą, aż jej pewnego dnia wyrosły rogi jelenie. Ciężko jej było się do tego przyzwyczaić, ciągle w coś uderzała. No i musieli sufity w domu podnieść, łóżko wydłużyć i tak dalej. Nigdy nie dowiedziała się co się stało, pomimo tego, że była u niezliczonej ilości lekarzy, specjalistów i magów. —Wyprostowałam znowu nogi, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. — Przepraszam, to miało cię pocieszyć, że nie jesteś jedyny, ale w sumie to chyba wcale nie pomaga.

sobota, 5 maja 2018

Krwawe spotkanie [6]

— Taa, w miarę okej. Spędziłem czas z rodzeństwem, zwiedziłem z nimi to i tamto, chociaż trochę się poobijałem, ale to raczej nic nowego. — Zaśmiałam się i popatrzyłam zatroskana na policzek, na którym widniał duży plaster. Mówiąc o tym, sięgnął do niego ręką, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie i potarł dłonią kark. Jakby nie chciał pokazać, że go boli. — Niektórych rzeczy nie da się zmienić. A tobie miło minęły? — Pokiwałam głową i potwierdziłam krótko. Zdecydowanie, miło spędziłam wakacje. — Bardzo ładna fryzura — dodał, uśmiechając się, co stworzyło, że obok kącika jego ust powstał uroczy dołek. Przejechałam ręką po pasemkach, jakby chcąc się upewnić, czy dalej tam są, po czym nagle zostałam mocno pociągnięta w bok. Już otworzyłam usta, żeby zaprotestować, kiedy zauważyłam, że dzięki chłopakowi ominęłam błotnistą ziemię, w którą bym inaczej weszła.
— Dzięki, pasemka są pamiątką po siostrach. — Szybko wytarłam wierzchem dłoni kąciki oczu, zanim jakiekolwiek łzy mogłyby się tam zebrać, po czym odepchnęłam jakikolwiek złe myśli, gdy ujrzałam altankę i to na dodatek pustą. Podbiegłam i usiadłam na mchu obok budowli, opierając się o nią plecami. Poklepałam miejsce obok siebie, dając Yev’owi sygnał, żeby usiadł. Gdy tylko to zrobił, położyłam się, opierając głowę na jego kolanach i po chwili siłowania się z folią otworzyłam paczkę ciasteczek. — Herbatnika?

czwartek, 3 maja 2018

Krwawe spotkanie [4]

— Jasne. Tylko jak będzie ci słabo, to mów. I nawet z zakrwawionym nosem i kaczkowatym głosem wyglądasz uroczo, chociaż nie wiem, czy powinienem to mówić — zaśmiał się, po czym szybko spuścił wzrok, a twarz oblał rumieniec. Moją zresztą też, więc szybko wstałam i złapałam jeszcze przed wyjściem paczkę herbatników. Uśmiechnęłam się, gdy otworzył przede mną drzwi, podziękowałam i jakoś udało nam się wyjść bez większych wypadków. — W kierunku altanki, prawda?
— No a jak — odparłam, poszerzając uśmiech. Złapałam Yeva pod rękę, przy okazji szturchając go w bok i przyspieszyłam kroku, pragnąc już jak najszybciej znaleźć się na dworze. Gdy w końcu wyszliśmy, odetchnęłam, głęboko wdychając świeże powietrze. Przystanęłam na chwilę, spoglądając na niebo, ale na szczęście nie było żadnych chmur. Była tak ładna pogoda, że aż dziwne jakby nie było nikogo w altance. — W sumie, jak ci minęły wakacje? Bo w końcu chyba nie mieliśmy szansy o tym pogadać. — Całe krwawe zamieszanie całkowicie odwróciło uwagę od rozmówek. Ręką, w której trzymałam biszkopty, dotknęłam nosa, ale już prawie nie bolał. Może nawet siniak będzie mały i nie będę wyglądała jak klaun. Westchnęłam, kątem oka przyglądając się profilowi chłopaka. Rude włosy lekko opadające na złote czoło, smukły nos z drobną blizną i masa piegów. W innych słowach, jesień przelana na twarz chłopaka.

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [2]

— Nie, jeszcze nie, niestety. Nie było się, kiedy za to zabrać, ale dziękuję, że pytasz — powiedział, uśmiechając się miło. No, nie było tragedii, może chłopak już przyzwyczaił się do mojej wiecznej niezręczności. — A u ciebie? Co słychać? Nie wolałabyś usiąść na czymś, co jest wygodniejsze, niż podłoga, plecy cię nie bolą? No i jak ci wakacje tam minęły, co? — spytał, zerkając na książkę, która trzymałam w ręku. Podniosłam ją, pokazując mu okładkę.
— Sama nie wiem, co to, przykuło moją uwagę, jak przechodziłam, więc sięgnęłam, by przejrzeć, ale jakoś mnie wciągnęło, dlatego tu siedziałam na ziemi. Nie, plecy mnie na szczęście jeszcze nie bolą, choć w sumie racja, nie powinnam tak siedzieć, potem będę tego żałować, jak będę starsza. — Odłożyłam książkę na półkę, po czym poprawiłam ręką włosy. — Wakacje dobrze mi minęły, jak zawsze, kiedy wracam do rodziny, dziękuję. — Zamyśliłam się, przypominając sobie smak herbaty cioci, jedynej w swoim rodzaju i szum strumyka w ogrodzie. Tak, zdecydowanie mi ich tu brakowało. Dobrze, że mogłam wracać do domu na wakacje. — Jak widzisz, przywiozłam nawet małą pamiątkę — dodałam, przekręcając głowę, by pokazać dwa kolorowe pasemka. — A tobie? Odpocząłeś chociaż trochę? Bo chociaż na razie nie mam nic zadane, to pewnie od przyszłego tygodnia nauczyciele już będą nas katowali pracami i kartkówkami. — Westchnęłam. — Wakacje mogłyby być dłuższe.

Uciekając przed deszczem [0]

Jako że było dzisiaj wyjątkowo cieplutko, zdecydowałam się wyjść na spacer, a nogi automatycznie zaprowadziły mnie do dużego czerwonego, ceglanego budynku, zwanego też biblioteką. Wybrałam książkę (na szczęście w tym roku była nowa dostawa, więc miałam znowu co czytać), schowałam ją pod bluzę i wyszłam zdecydowanym krokiem na dwór, rozglądając się dookoła, czy nie widzę nigdzie ducha. Przecież to nie jest kradzież, jak ją zwrócę. A zwrócę na pewno, tylko czytanie jej w środku, w tym zaduchu, nie było zbyt przyjemne. Wybrałam sobie wygodne miejsce na trawie, w cieniu pod drzewem i zaczęłam czytać. Niestety, po raptem paru stronach zaczęło grzmieć, a chwilę potem z nieba zaczęły lecieć ciężki krople. Schowałam znów książkę i uciekłam do środka, bo chociaż mogłam zabrać książkę z biblioteki, to moczenie jej było już przesadą.
Szłam do swojego pokoju, gdy mijając kuchnię, poczułam cudowny, piękny zapach gorzkiej czekolady. Stanęłam, a potem szybko wskoczyłam do kuchni i rozejrzałam się dookoła. Prawie nikogo nie było, kucharki gdzieś się podziały, ale przy kuchence stał Foma, mieszając intensywnie coś w garnku. Po szybkiej analizie stwierdziłam, że jest to gorąca czekolada.
— Cześć — powiedziałam, gdy już wszystko obejrzałam. Odłożyłam książkę na blat i poszłam do szafki z kubkami. — Robisz czekoladę? — spytałam z uśmiechem i dostawiłam swój kubek, wiedząc, że więcej nie muszę dodawać.

środa, 2 maja 2018

Krwawe spotkanie [2]

— Cholera. Wybacz, Sofia. Najpierw zrobiłem, potem pomyślałem. Chcesz iść do pielęgniarza? Bardzo boli? — powiedział w szalonym tempie. Kto jak kto, ale Yev nie powinien panikować na widok krwi. Podał mi chusteczki, przyglądając się, czy na pewno jeszcze dycham. — Żyję, jak widać. A tobie? Chociaż nie, na razie nic nie mów. — Zaśmiałam się na widok zmartwionej miny. Doprawdy, trzy razy bardziej się martwił, gdy komuś innemu się coś stało.
— Spokojnie, przecież nic się nie stało — odparłam tonem, który miał być uspokajający, ale wyszedł bardziej kaczy, jako że dalej ściskałam nos. Pochyliłam się do przodu, a krew powoli przestawała lecieć. — Nic mi nie jest, nie muszę biegać do pielęgniarza, bałabym się, że po drodze sam coś sobie zrobisz i razem tam wylądujemy. — Zaśmiałam się, uważnie przyglądając się jego twarzy i ramionom, które wcale nie wyglądały tak dobrze, mimo tego, co mówił. Dopiero teraz zauważyłam aparat w drugiej ręce. — Mam nadzieję, że mi nie będziesz robił zdjęć, bo z zakrwawionym nosem raczej najlepiej nie wyjdę, ale jak chcesz, możemy wyjść na chwilę, skorzystać z chwili słońca. W lesie na pewno znajdziemy coś ładnego. — Mówiąc to, powoli odciągnęłam chusteczkę od twarzy i zaczęłam zakładać buty. — Chodź, będzie fajnie — powiedziałam, chowając ukradkiem paczkę plastrów i chusteczek do kieszeni ogrodniczek.

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [0]

— Sofia? — Podskoczyłam przestraszona, słysząc niepewny głos obok siebie. Pokiwałam głową, gdy ujrzałam Aurelka, który również tu błądził. Tu, czyli, już zgadliście, w bibliotece. Przeglądałam stare książki, a jako że byłam w wyjątkowo melancholijnym nastroju, zdecydowałam się usiąść w fotelu przy oknie i przeczytać ulubioną książkę z dzieciństwa, które pomimo tego, że była dla dzieci, to zadziwiająco bardzo reflektowała problemy również starszych osobników. Nie udało mi się tam jednak dotrzeć, bo w drodze do odpowiedniej półki natknęłam się na wyjątkowo ciekawie wyglądającą okładkę, i wiem, wiem, nie powinnam sugerować się papierem dookoła książki, ale był taki śliczny, lazurowy, więc sięgnęłam po nią i otworzyłam ją, dosłownie na chwilkę, tylko chciałam zajrzeć, ale zaraz jakoś wylądowałam, siedząc na podłodze, opierając się plecami o półkę i pochylając się nad książką, pochłaniając całe jej strony.
Gdy już stanęłam bezpiecznie na dwóch nogach, ochłonęłam z nagłego wyrwania z lektury, zaczęłam miętosić rękami beżową sukienkę, starając się ukryć zakłopotanie.
— To, yy, jak tam? Udało ci się znaleźć jakieś informacje? O rasie w sensie? — Miałam ochotę uderzyć głową w ścianę. Świetne rozpoczęcie rozmowy, Sofia, nie ma co. Wymieniłam spojrzenie z podłogą, zamknęłam książkę, uprzednio zapamiętując stronę i uśmiechnęłam się, gdy w końcu ważyłam się podnieść głowę. Jakby uśmiech miał zamazać wszystko, co powiedziałam.

Krwawe spotkanie [0]

Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze, oglądając nową fryzurę. Wśród orzechowych loków (które mimo regularnego przycinanie końcówek były coraz dłuższe, musiałam pomyśleć o ścięciu) widniały dwa pasemka o odmiennych kolorach; jedno złote, drugie rude. Wybijały się, a jednocześnie jakoś pasowały. Był to pomysł cioci Zilki, która widząc, że wróciwszy do domu, tym samym do wspomnień, zmarniałam, zaproponowała to jako wypełnienie pustek. Co prawda dwa pasemka nie były tym samym co starsze siostry, ale jednak dawały mi nadzieję, której ostatnio brakowało.
Brat kontynuował swoje fochy, z tym że szło to coraz dalej, bo już nie tylko odmawiał wyższego kształcenia się i wyjechania na uczelnię, ale teraz jeszcze wyprowadził się do dziewczyny. Wszyscy w rodzinie próbowali przyprowadzić go rozsądku, ale nikomu się jeszcze nie udało.
Potarłam palcami zamazaną długopisem rękę i odwróciłam się w stronę drzwi, by je otworzyć, lecz zanim zdążyłam wyciągnąć dłoń, drewniany potwór służący tylko pokojowym celom poleciał w moją stronę, uderzając mnie w nos. Odskoczyłam, sięgając ręką do nosa, z którego zaczęła lecieć krew, tymczasem zza drzwi wyszedł rudy chłopak, który gdy tylko mnie zobaczył, zakrył ręką usta i podbiegł do mnie.
— O, hej, Yev, właśnie szłam cię szukać — powiedziałam, sięgając po jedną z chusteczek leżących na stoliku nocnym. — Jak ci minęły wakacje?

sobota, 7 kwietnia 2018

Uciekając przed nauką [0]

Drugi rok zmierzał ku końcowi, co dawało się odczuć ilością zadawanej pracy domowej. Nauczyciele naprawdę nas męczyli, a ja potrzebowałam odpoczynku, bo praktycznie cały ostatni semestr przesiedziałam w pokoju, wkuwając kolejne nazwy roślinek, zwierząt i obce alfabety. Bo nauczyciel od wszechmowy naprawdę szalał, a ja zaczęłam powoli żałować mojego wyboru tego przedmiotu jako rozszerzenie.
Zmierzałam więc powoli do biblioteki, ukochanego miejsca, gdzie mogłam choć trochę odetchnąć, bo na dworze też już nie było ciekawie. Burzowe chmury przepędziły słońce, jak i ostatnich uczniów siedzących jeszcze w trawie lub na ławeczkach. Weszłam do biblioteki i ujrzałam siedzącego na krześle Yevgeniego. Był pochylony nad książką i wzdychał, jakby wszystkie troski świata na niego spłynęły.
— Yev, żyjesz? — spytałam cicho, gdy podeszłam już bliżej do zmartwionego chłopaka. Nie spodziewałam się jednak tego, że podskoczy na dźwięk moich słów, niemal uderzając głową w sufit, a lądując na ziemi, pociągnie krzesło za sobą. Otrząsnął się szybko i wstał zmieszany, podczas gdy ja zmartwiona patrzyłam, czy nic mu nie jest i ile nowych strupów przybyło.
— A żyję. Ledwo, ale jednak — odparł, siedząc już stabilnie na krześle. — Tak w ogóle to cześć, Sofiś. A ty jak żyjesz? — Uśmiechnęłam się i poprawiłam ręką włosy do tyłu.
— A dobrze, chociaż ostatnio bardzo dużo roboty mam i trochę już mam dość. A ty? Dużo upadków ostatnio?

środa, 28 lutego 2018

Deja vu [X]

Wróciłam i ujrzałam Yeva, który już trzymał w ręku dwa termosy i inne przekąski. Ja także miałam koszyk z kanapkami i koc pod pachą w drugiej ręce. Tak uzbrojeni ruszyliśmy (chłopak wcale nie potknął się po drodze trzy razy i nie musieliśmy zbierać wszystkich ciastek rozsypanych po całym korytarzu) pod bibliotekę, by usiąść pod drzewem w cieniu i zajadać się smakołykami. Zapasy niektórych w tej szkole wydały się wręcz nieskończone, a zakaz cukry nie obchodził nikogo, zdawało się, że tylko zachęcał do zwożenia wszelkich rodzai ciasteczek. W sumie to jak ten rok miał wyglądać tak jak pierwszy semestr, czyli siedzenie na kocyku z herbatą porzeczkową i ciastkami, w towarzystwie uroczego rudzielca, to ten rok wcale nie będzie taki zły. Przymknęłam oczy i przechyliłam do tyłu głowę, pozwalając promieniom słońca błądzić po mojej twarzy. Cieszyłam się z chwili ciszy, która wyjątkowo nastała, zazwyczaj było tu głośno od licznych uczniów gromadzących się dookoła szkoły. Yev też wydawał się zadowolony, bo dotarłszy w jednym kawałku na miejsce, klapnął obok mnie na kocu i oparł się plecami o drzewo, także przymykając oczy. W sumie to nie zdziwiłabym się jakbyśmy tu zaraz zasnęli, rozmyślając o wszystkim i niczym. Dlatego, nie chcąc mącić ciszy, poszerzyłam uśmiech i upiłam kolejny łyk ukochanego napoju, ciesząc się chwilą.

sobota, 24 lutego 2018

Poleńmy się razem [5]

— Mam dwie prace końcowe do napisania — mruknął, ledwie słyszalnie, podciągając wysoko nogi pod brodę, tak samo, jak ja. Jego siostra za to dalej leżała na łóżku, z głową schowaną w połowie pod kocem, jęcząc, czy to z bólu, znudzenia, czy smutku, kto wie. Ach tak, nie uczyło się do egzaminów, a potem się chodzi z worami pod oczami. No cóż, nie byłam jego mamą (ani Dexterem), żeby mu marudzić. — Możliwe, że wynika to z tego. No cóż, sam sobie rabanu narobiłem, to teraz za niego płacę. — Parsknął śmiechem, ale nie tym prawdziwym, zachęcającym do odwzajemnienia chichotu, ale tym smutnym, od którego można było co najwyżej płakać. — A Wanda ma po prostu okres, spokojnie, jest na ziółkach, nie ugryzie. — Dziewczyna na dźwięk słów chłopaka prychnęła groźnie, a mi pozostało się zastanawiać, czy na pewno jest taka niebezpieczna i niewinna jak to jej brat zapewniał. Rozumiałam ją doskonale, sama przeżywałam to samo.
Sięgnęłam po jeszcze jedno ciastko, kiedy nikt tego nie robił. Wypadało mi? Już jakiś czas minął, od kiedy wzięłam poprzednie, ale może jednak powinnam jeszcze chwilę poczekać. W końcu wgryzłam się, ale po wszystkich rozmyślaniach już nie czułam tej satysfakcji, raczej czułam się winna.
— W sumie, nigdy się nie zastanawiałam nad tym. Czyli jak ktoś nie zda, to pisze dwie prace z wybranych przedmiotów? Czy rozszerzonych już w twoim przypadku, czy jak?

piątek, 23 lutego 2018

Love Yourself [X]

— Nie trzeba, naprawdę, wystarczy, że będę spożywał twoje ciasteczka, serio — powiedział, na co ja obróciłam się w stronę windy i weszłam do niej pewnym krokiem, a chłopak wjechał tyłem. Uśmiechnęłam się, naciskając zero. Znowu przepełniło nas, a przynajmniej mnie, to dziwne uczucie z windy, tyle że tym razem jechaliśmy w dół, więc żołądki podskakiwały nam do gardeł. Czy coś.
Wyjechaliśmy na trawę i usiedliśmy na ławce pod drzewem. To znaczy, ja usiadłam, chłopak tylko zatrzymał się obok. Było to nawet całkiem komfortowe, bo w końcu mogłam rozmawiać z nim na tej samej wysokości, a on nie musiał zadzierać głowy do góry. Podałam mu pudełko z ciastkami, z którego nieśmiało zabrał jedno, chrupiąc je długo i dokładnie. Cisza była, ale nie niezręczna. Raczej taka "jest ciepły letni dzień i są walentynki i tak przyjemnie się siedzi w cieniu pod drzewem w ciszy z ćwierkającymi ptakami" cisza. I muszę powiedzieć, że całkiem mi pasowała. A przynajmniej do czasu jak pojawią się komary.
Chociaż nie wypowiedziałabym tego w tej chwili na głos, to cieszyłam się, że nas wylosowali. Chłopak był miły, uprzejmy, i przede wszystkim nie był zbyt natrętny w rozmowie. Po prostu, jak trzeba było, to trzymał się na dystans. I to było całkiem miłe. No i miał te długie rzęsy.

Love Yourself [9]

— Nieszczęsne czwarte, sama góra i katorga, niech projektanta tego budynku zwolnią w trybie natychmiastowym. — Westchnął, a ja się zaśmiałam. No tak, umiejscawianie kogoś na wózku na ostatnim piętrze należało do dość ciekawych wyborów. Swoją drogą, to pierwszy raz jak jechałam tą windą. Ciekawe czemu nikt się do tego wcześniej nie rwał, w końcu to nie tak, że nam leni brakuje w tej szkole. Czyżby winda również skrywała jakieś mroczne sekrety? Spojrzałam dookoła siebie, jakbym miała przed sobą zobaczyć zaraz jakąś czarną dziurę, w którą byśmy wpadli, gdybyśmy tylko poszli o krok, albo obrót kołami, za daleko. — I ciastka czekoladowe powiadasz? Widzę, że wszyscy ubezpieczyli się na cukrową głodówkę — powiedział, zwieszając nisko głowę. Czyżby sam nic nie zabrał? Ale przecież to nie szkodzi. Ja spakowałam ciastka po prostu, dopiero po przyjeździe dowiedziałam się o zakazie cukru. Nie, żeby ktoś się nim przejmował. Zamkną nas wszystkich za te ciastka bunkrowane w pokojach.
Winda zatrzymała się na trzecim piętrze i otworzyła drzwi. Spojrzałam zawiedziona na tablicę numerową. Myślałam, że winda w magicznej akademii jednak się do mnie odezwie. Wyszłam i poszłam raźnym krokiem do pokoju. Wpadłam, złapałam ciastka i wypadłam z pokoju, zanim chłopak zdążył się obejrzeć.
— No, teraz możemy jechać z powrotem na dół — powiedziałam, śmiejąc się i znowu wcisnęłam guziczek przy windzie, która od razu otworzyła się, jako że jeszcze tam stała. — Chyba że jeszcze chcesz herbatę — dodałam szybko, w połowie obracając się w drugą stronę i stojąc w wahaniu, przenosząc ciężar ciała z jednej strony na drugą, czekając, aż chłopak podejmie decyzję.

czwartek, 22 lutego 2018

Love Yourself [7]

— Myślę, że aktualnie w miasteczku są tłumy i wszyscy się tam rzucili, kawiarnia i kwiaciarnia to pierwszy lepszy strzał, który każdy wymierza właściwie już na samym początku. Zaproponowałbym ciasteczko, ale z własnych zasobów i na świeżym powietrzu, a potem, jak się rozrzedzi, skoczyć po jakieś słodkości i wiem, że się rozgaduję i przepraszam, że tak narzucam swoje myśli, ale to propozycje i przepraszam, no ale nie chcę pchać się w tłum wygłodniałych nastolatków i przepraszam, już się zamykam. — Podczas gdy chłopak mówił, na mojej twarzy pojawiał się tylko coraz większy uśmiech. Przyglądałam mu się, kiedy coraz bardziej gubił się w słowach, kiedy nie wiedział co powiedzieć, ale coś mówił i jakby nie mógł przestać.
— To cudowny pomysł — skomentowałam więc tylko, posyłając mu jak najbardziej promienny uśmiech, przez co chłopak robił się coraz bardziej czerwony. Obróciłam się więc na pięcie i zaczęłam iść przed siebie, a niebawem usłyszałam za sobą szybkie stukanie kół. — Mam ciastka czekoladowe w pokoju — powiedziałam nieśmiało, wpatrując się w linie na ziemi, kiedy szłam i starałam się nie nadepnąć na nie, gdyż jak każdy wiedział, znaczy to koniec świata i jeszcze gorzej. Nacisnęłam guzik na windzie i weszłam do środka, przepuszczając chłopaka przodem. — Które piętro? — spytałam, sama wciskając trójkę.

niedziela, 18 lutego 2018

Love Yourself [5]

Chłopak zarumienił się, czytając moją kartkę. Cieszyłam się, to chyba dobry znak.
— Jest wspaniała, jejkuniu cudownachny. — Uff, kamień z serca, można żyć. Zaśmiałam się z chłopakiem, który wierzchem dłoni dotykał policzków, sprawdzając, czy nie są czerwone, chociaż tak samo dobrze, jak ja wiedział, że są. — Przepraszam, wyglądam pewnie jak dorodny pomidorek, ale naprawdę, aż się zawstydziłem od tych miłych słówek i doboru wyrażeń — dodał po chwili, poklepując delikatnie swoje policzki, pewnie, żeby trochę się ocucić i starać się wyblednąć. Ja zresztą też musiałam być cała czerwona. Uśmiechnęłam się, zadowolona, że wymiana kartek się udała, a my żyliśmy.
— To co? — spytałam, rozglądając się dookoła siebie. Większość par po wręczeniu walentynek oddaliła się, pewnie większość szła do miasta. — Idziemy do miasta jeszcze na jakieś ciastko, czy coś? — spytałam niepewnie chłopaka, trochę nie wiedząc jak z nim rozmawiać, czy tak po prostu z góry na niego zerkać? Bo raczej nie klęknę obok wózka. Stałam więc w niewiedzy i rękami miętosiłam materiał sukienki. Nie miałam włosów, którymi mogłabym się zakryć, bo były spięte w wysokiego koka, a raczej czegoś w stylu messy buna, jak to nazywają, co patrząc teraz chyba było złym pomysłem, jak się idzie na losowane walentynki.

.
.
.
.
.
.
template by oreuis