Siedziałam sama w pokoju. Jak zawsze. Może i wyszłoby mi na dobre, gdybym wyszła i spróbowała kogoś poznać, ale samotność mi przecież odpowiada. Albo raczej całkiem nieźle idzie mi udawanie, że tak jest. Ostatnio płakałam więcej niż zazwyczaj, oczywiście nie żeby ktoś o tym wiedział – nie ma na tym świecie już nikogo, kogo by to obchodziło. Ojciec zwolnił Sarah – po co komu niania skoro nie ma już żadnego dziecka. Z kolei Candy się do mnie nie odzywa, nie odzywa się do nikogo, odkąd ojciec znalazł potencjalnego nabywcę. Kiedy wyjeżdżałam, byli na etapie negocjacji. To znaczy, że więcej jej nie zobaczę. Nie mam rodziny, nie mam przyjaciół. Został mi tylko mały błyszczący skarabeusz. Wychodzi na to, że jestem samotna. Wyjdź Alex, pogadaj z kimś, rozpłacz się przed tymi wszystkimi ludźmi, zrób coś. Ehhh... Uznałam, że w ostateczności mogę wyjść ze swojej nory, usiąść gdzieś na ławce i poobserwować problemy innych. Nie powinnam się rozpłakać, przynajmniej na razie. Mimo wszystko wzięłam paczkę chusteczek, na wszelki wypadek, pomachałam Dantemu i wyszłam. Od razu pożałowałam swojej decyzji, ale skoro już mi się zebrało na odwagę, to nie będę się, przecież wycofywać. Powoli ruszyłam korytarzem wzdłuż ściany, rozglądając się wokół. Nikt nie wyglądał na tyle źle, żebym zaczęła myśleć o jego potencjalnych problemach, zamiast o swoich. No cóż, prawda jest taka, że ludzie na ogół umieją to ukrywać. Wyszłam przed budynek i usiadłam na ławeczce. W końcu trzeba się od czasu do czasu dotlenić, czyż nie? Obserwowałam uczniów, którzy witali się po wakacjach, którzy sobie radośnie rozmawiali i tylko coraz bardziej zagłębiałam się w swoje problemy, w samotność, w przeszłość. Gdyby starczyło mi odwagi, pewnie zaczęłabym pić, palić, czy ćpać, ale za bardzo się bałam reakcji ojca, żeby spróbować. Pytanie teraz, czy się z tego tchórzostwa cieszyć, czy raczej nie. Może to naprawdę pomaga? A może nie, w każdym bądź razie ja się raczej tego nie dowiem. Zaczęłam znowu myślami wkraczać na utraty szlak, ten, od którego zawsze uciekałam, tylko po to żeby później wrócić – zaczęłam myśleć o matce. I o tym, czy to możliwe, żeby takowej nie mieć. Oh, przestań Alex, koniec z tym. Matka nie żyje umarła przy porodzie, a ojca bardzo to boli, więc nigdy o tym nie mówi. To przynajmniej jest wersja, którą sobie opracowałam i z całych sił starałam się w nią uwierzyć. W którą uwierzyłam i nadal wierzę. Co z tego, że nawet nie wiem, jak się nazywała, zdążyłam już ją opłakać i powinnam teraz o niej zapomnieć, a nie wracać do tego wciąż od nowa. Właśnie Alex pomyśl lepiej o tym, jaka jesteś samotna... Ktoś usiadł na ławce obok mnie. Prawie podskoczyłam z przerażenia, czego ode mnie chce?
– Nie wyglądasz najlepiej. – Cóż za niespodzianka. – Mogę ci jakoś pomóc? – Szczerze mówiąc wątpię, panie... Przejrzałam się swojemu rozmówcy. To był chyba ten przewodniczący samorządu szkolnego. Nie mogłam sobie przypomnieć jego imienia. – Halo, jesteś tam jeszcze? – no tak powinnam mi odpowiedzieć. Tylko co. On właściwie też nie wyglądał na szczególnie zadowolonego z życia. No dawaj Alex, nie myśl tylko mów.
– Em... Jak właściwie masz na imię? – Świetna odpowiedź, nie ma co.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexandra Leanne Sullivan. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alexandra Leanne Sullivan. Pokaż wszystkie posty
piątek, 2 lutego 2018
piątek, 5 stycznia 2018
Konflikt biblioteczny [14]
Etykiety:
Alexandra Leanne Sullivan,
Konflikt biblioteczny
Czułam się bezpiecznie schowana między regałami, musiałam jednak zachować ostrożność – chociaż nie widziałam nikogo, słychać było przeróżne głosy – a to niechybny znak, że nie jestem sama. Nagle usłyszałam donośny huk, a potem niemal jeszcze głośniejsze przekleństwo (a właściwie kilka... naście). Po męskich głosach rozpoznałam, że to właśnie ci bezduszni łowcy duchów i, o ile się nie myliłam, nasz szanowny dyrektor. Czy to za sprawą ducha, pomagających mu uczniów czy po prostu własnej niezdarności, łowcy poruszali się jak słonie w składzie porcelany. Cóż, przynajmniej nie muszę się martwić, że zakradną się do mnie od tylu. Powinnam za to uważać na to, jak ja chodzę, bo – jak widać – nie jest to takie proste w nawiedzonej bibliotece, będącej aktualnie polem bitwy. Bitwy o Ducha.
Zabawnie to brzmi. Chyba trochę zbyt poważnie do tego podchodziłam. Z drugiej strony skoro Mińsk sprowadził łowców duchów, to sprawa jest poważna. Na pewno jest gdzieś jakieś prawo zakazujące przymusowego wysiedlania i ogólnie krzywdzenia istot żywych, to znaczy martwych. Jak na razie nie było czuć obecności ducha. Może wyczuł, że chciałam mu pomóc, może miał pilniejsze sprawy na głowie (łowców na przykład), albo może ja nie umiałam wyczuć ducha. Właściwie nigdy nie miałam z żadnym styczności, więc pewnie nie byłoby to nic dziwnego. Mimo wszystko zawsze wydawało mi się że umiałabym go wyczuć. Cóż, to może znacząco mi utrudnić rozmowę z nim. Dobra, Alex, stop. Zorientowałam się że od dobrych paru minut stoję w miejscu. Dochodziły do mnie głosy łowców, a także jakieś inne – czyżby ów nieprzyjazny duchowi profesor przyszedł do biblioteki? W takim razie muszę się pospieszyć. Nie zastanawiając się jakoś szczególnie, ruszyłam w głąb biblioteki. Brr... Nagle zrobiło się jakoś zimno. Usłyszałam za sobą jakiś dziwny dźwięk, odwróciłam się szybko i zobaczyłam... mgłę? Dziwną, niebieskawą mgłę, która zaczęła się formować w jakąś postać, a potem... duch...
— Czekaj! — Nawet nie zauważyłam, że krzyknęłam. Mgła się rozwiała. — Chciałam tylko porozmawiać... — westchnęłam. Znów zrobiło się ciepło, to chyba znak, że sobie poszedł. Cóż skoro teraz nie miał ochoty rozmawiać, to potem też nie będzie chciał. Równie dobrze mogę wrócić z powrotem do akademika i przestać się tym interesować. Ruszyłam z powrotem w kierunku wyjścia i się z czymś zderzyłam. Tylko z czym? Czułam się jakbym wpadła na ścianę, ale przecież tu nie było ściany. Tylko regały z książkami po bokach, a poza nimi nikogo i niczego w zasięgu wzroku. Ale na coś przecież wpadłam. Powoli wyciągnęłam rękę przed siebie i dotknęłam... ściany. Niewidzialnej gładkiej bariery, która musiała się pojawić przed chwilą, bo przecież w drugą stronę przeszłam normalnie. Duch chyba mnie nie polubił. A może chciał mi coś pokazać? Nie ma czasu do stracenia. Obiecałam się i ruszyłam szybko w drugim kierunku. Po namyśle zwolniłam trochę – duch mógł rozstawać takie bariery w wielu miejscach a mi niekoniecznie uśmiechało się wpadnięcie na kolejną. Nie napotkałam nic, dopóki nie doszłam do rozwidlenia. Mogłam skręcić w lewo albo w prawo – prawa odnoga była zablokowana przez ducha, skręciłam więc w lewo, po kilku krokach zauważyłam jednak, że to ślepy zaułek zakończony regałem. Więc duch nic ode mnie nie chciał. Po prostu nie pozwala mi wyjść. Zrezygnowana usiadłam tam, gdzie stałam, opierając się o regał. Przecież próbuję pomóc. Co zrobiłam nie tak?
539 dla drużyny A
539 dla drużyny A
środa, 3 stycznia 2018
Konflikt biblioteczny [9]
Etykiety:
Alexandra Leanne Sullivan,
Konflikt biblioteczny
To był całkiem zwykły dzień. Nikt na mnie nie zwracał uwagi, a ja bujałam sobie w obłokach zajmowałam się swoimi sprawami. W każdym bądź razie, czego bym nie robiła, cały czas docierały do mnie strzępki rozmów. W pewnym momencie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, we wszystkich rozmowach, pojawiła się nuta zainteresowanie, podekscytowania, ogólnie wszystkie dialogi stały się bardziej ożywione. Zauważyłam też, że nagle zaczęło pojawiać się w nich pewne słowo. Bardzo niepokojące słowo. Duch. Cóż, nie powiem, mnie też to zainteresowało, i nasuwało mi się pewne pytanie – o jakiego ducha właściwie chodzi? Pewnie mogłabym podejść do kogoś i zapytać, ale cóż, znając życie, to jest coś, o czym każdy powinien już dawno wiedzieć, a ja... Jakoś to przegapiłam. Zdecydowanie lepiej będzie przejść się po szkole z nadstawionymi uszami i z wyłapanych strzępków złożyć jakąś całość. Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Co ciekawe wyglądało na to, że temat tego Ducha jest aktualnie bardzo popularny. Bardzo popularny. Właściwie każda podsłuchana przeze mnie rozmowa zawierała jakąś nowinkę o Duchu z biblioteki. Hmm... Rzeczywiście wcześniej już słyszałam, że w owym przybytku straszy, ale moje wizyty w bibliotece przebiegały nadzwyczaj spokojnie i nie natknęłam się jeszcze na żadną zabłąkaną, martwą duszę, wobec czego nie miałam żadnych powodów do obaw. A teraz, z tego, co słyszałam, chcą Ducha usuwać. Usuwać stworzenie, które nikomu nie przeszkadza i właściwie nie ma nawet dowodów na jego istnienie? Ach, moment komuś chyba jednak przeszkadza, sądząc z wrzasków profesora od sztuk artystycznych, dobiegających z któregoś korytarza. Czy to nie był czasem ten profesor, który tak często się upijał? Tak, sądząc z ożywionej rozmowy obok, to właśnie ten. Więc wygląda na to, że szkoła podzieliła się na dwa obozy – jeden będący za natychmiastową eksterminacją ducha i drugi, który go bronił. Cóż, ja osobiście wolałabym, żeby spróbowali negocjacji, może przenieśli ducha, albo podzielili się jakoś biblioteką. Wpadłam nawet na pewien bardzo zły dobry pomysł, ale musiałabym pójść do biblioteki, gdzie teraz pewnie trwa właśnie walka o Ducha. Właściwie to, raz kozie śmierć, przecież spróbować nie zaszkodzi – jeśli oni nie chcą rozmawiać z duchem, to ja to zrobię. Nie wiem, skąd wzięłam odpowiednią dawkę odwagi, żeby przekroczyć próg biblioteki. Odetchnęłam głęboko, skoro już tu weszłam, to przecież się nie wycofam. Śmiałym (jak na mnie) krokiem ruszyłam w stronę regałów.
377 punktów dla drużyny A
377 punktów dla drużyny A
sobota, 16 grudnia 2017
Stawiam na kota [1]
Etykiety:
Alexandra Leanne Sullivan,
Jocelyn O`connor,
Stawiam na Kota
Wygładziłam ręką blezer, chociaż już wyglądał idealnie. Miałam dać nowej uczennicy dobry przykład, chociaż była w tej w szkole przynajmniej od kilku miesięcy. Długo jej zajęło uświadomienie sobie faktu, iż sama nie da sobie rady. Sama rozważałam mentorat już od jakiegoś czasu, chociaż zapewne nie byłam najlepszą do tego osobą. Pewnie powinno się brać pod uwagę uprzejmość wobec innych osób, z czym sama miałam problem. Jednak wyszukanie na szybko osoby, najlepiej płci pięknej, stanowiło dla Jamesa trudniejsze zadanie, niż się spodziewał. Nie powiedział tego, ale zapewne byłam ostatnim możliwym wyborem. Postanowiłam być względnie miła, o ile młoda szczególnie nie zajdzie mi za skórę. W takim wypadku nie mogłam ręczyć za siebie. Pchnęłam drzwi do wspólnej świetlicy, robiąc to zapewne po raz pierwszy. Nie mogłam sobie przypomnieć innej sytuacji, w jakiej taka czynność mogłaby zostać wykonana właśnie przeze mnie. Zazwyczaj unikałam miejsc przepełnionych ludźmi, przez wzgląd na czuły słuch oraz niechęć do towarzystwa innych. Tym razem byłam zdeterminowana, żeby wykonać moje zadanie.
Omiotłam wzrokiem salę, zauważając kilka osób. Żadna z nich nie wydawała się być osobą, której szukałam. James przekazał mi wcześniej akta Alexandry oraz wskazał ją na korytarzu. Dziewczyna nie wyróżniała się z tłumu niczym poza wyjątkowym brakiem wyczucia stylu. Również tym razem rzuciła mi się w oczy ze względu na ubiór. Drobna postać w rogu sali, która spłoszonym wzrokiem lustrowała otoczenie. Dziewczyna miała na sobie golf, który był przynajmniej o rozmiar za duży. Nerwowo wycierała spocone dłonie o rękawy, które sięgały zbyt daleko za palce. Również na szyi był za duży, więc gdyby Alex się postarała, to mogłaby schować za nim całą twarz. Trudno było uwierzyć, że była jedyną córką jakiegoś miliardera. Takie dziewczyny zazwyczaj były typowymi primadonnami, a tatuś był na ich każde zawołanie. Ruszyłam w jej kierunku, przywołując na twarz lekki uśmiech. Kiedy stanęłam przy niej, od razu zabrałam głos:
— Witaj, Alex, jestem Jocelyn O'Connor. Chyba wypadałoby się bliżej poznać, bo jako twój mentor będę musiała spędzać z tobą dużo czasu. Jestem studentką na AWU już od ponad dwóch lat, a w tym roku udało mi się dostać do szkolnego samorządu. Jak zapewne się domyśliłaś, reprezentuje rasę zwierzołaków, konkretnie kotów. — Starałam się zabrzmieć optymistycznie, ale nie byłam pewna, do jakiego stopnia udało mi się to osiągnąć.
Omiotłam wzrokiem salę, zauważając kilka osób. Żadna z nich nie wydawała się być osobą, której szukałam. James przekazał mi wcześniej akta Alexandry oraz wskazał ją na korytarzu. Dziewczyna nie wyróżniała się z tłumu niczym poza wyjątkowym brakiem wyczucia stylu. Również tym razem rzuciła mi się w oczy ze względu na ubiór. Drobna postać w rogu sali, która spłoszonym wzrokiem lustrowała otoczenie. Dziewczyna miała na sobie golf, który był przynajmniej o rozmiar za duży. Nerwowo wycierała spocone dłonie o rękawy, które sięgały zbyt daleko za palce. Również na szyi był za duży, więc gdyby Alex się postarała, to mogłaby schować za nim całą twarz. Trudno było uwierzyć, że była jedyną córką jakiegoś miliardera. Takie dziewczyny zazwyczaj były typowymi primadonnami, a tatuś był na ich każde zawołanie. Ruszyłam w jej kierunku, przywołując na twarz lekki uśmiech. Kiedy stanęłam przy niej, od razu zabrałam głos:
— Witaj, Alex, jestem Jocelyn O'Connor. Chyba wypadałoby się bliżej poznać, bo jako twój mentor będę musiała spędzać z tobą dużo czasu. Jestem studentką na AWU już od ponad dwóch lat, a w tym roku udało mi się dostać do szkolnego samorządu. Jak zapewne się domyśliłaś, reprezentuje rasę zwierzołaków, konkretnie kotów. — Starałam się zabrzmieć optymistycznie, ale nie byłam pewna, do jakiego stopnia udało mi się to osiągnąć.
środa, 13 grudnia 2017
Stawiam na Kota [0]
Etykiety:
Alexandra Leanne Sullivan,
Jocelyn O`connor,
Stawiam na Kota
Minęło już tyle czasu... Całe pół roku spędziłam, błąkając się po szkolnych korytarzach i starając się nie zwracać niczyjej uwagi — nawet mi się to udawało, ale to nie zmieniało faktu, że właściwie nie orientowałam się w tej szkole bardziej, niż na początku. Potrzebowałam jakiejś osoby do pomocy na stałe, kogoś, kto pomoże mi się zorientować w szkole i ogólnie w życiu, potrzebowałam przyjaciela... mentora. Tak, to jest to — gdzieś czytałam, że trzecioklasiści mogą wziąć pod swoją skrzydła nową osobę. Chociaż ja przecież nie byłam już taka nowa... No i była raczej mała szansa, że ktoś zechce się zaopiekować właśnie mną. Cóż, w każdym razie spróbować nie zaszkodzi. Tylko w sumie nie mam pojęcia, do kogo się z tym zgłosić... To może nie być takie proste. Hmm, pomyślmy, Foma coś tam pobrzękiwał o jakimś samorządzie, że niby trzeba podejść w razie problemów. W takim razie moja sprawa też się chyba kwalifikowała. Dobra, Alex, spokojnie, wdech, wydech, po prostu podejdź do tego pokoju, zapukaj i się zapytaj. Jakby to było takie proste.
~*~
Stałam pod drzwiami do wspólnej świetlicy. James — przewodniczący, który okazał się nie być taki straszny — jakimś cudem znalazł kogoś, kto zgodził się być moim mentorem. Właśnie miałam się z tym kimś zapoznać. Teraz się już z tego nie wyplączesz. Cóż zobaczymy czy będzie miły i czy dam radę się z nim dogadać. A nawet jeśli nie, to może mimo wszystko uda mi się wyciągnąć z tego coś dobrego. Zawsze szukaj pozytywnych stron...
~*~
Stałam pod drzwiami do wspólnej świetlicy. James — przewodniczący, który okazał się nie być taki straszny — jakimś cudem znalazł kogoś, kto zgodził się być moim mentorem. Właśnie miałam się z tym kimś zapoznać. Teraz się już z tego nie wyplączesz. Cóż zobaczymy czy będzie miły i czy dam radę się z nim dogadać. A nawet jeśli nie, to może mimo wszystko uda mi się wyciągnąć z tego coś dobrego. Zawsze szukaj pozytywnych stron...
poniedziałek, 27 listopada 2017
Wprowadzenie: Alexandra [4]
— Pokazałbyś mi proszę pokój, w którym mam zamieszkać? Wolałabym nie zwiedzać wszystkiego z walizką — zapytała lekko zdezorientowana. Brawo Przewalski, wprowadzanie nowych uczniów idzie ci cudownie.
Pokiwałem głową (bo co miałem zrobić?) i zacząłem mówić.
— Tak, oczywiście. Masz całkowitą rację. — Uśmiechnąłem się szeroko. I niezręcznie. — Twój pokój jest na... — szybie potwierdzenie informacji, bo w końcu lepiej się upewnić — na pierwszym piętrze. Przy okazji pokażę ci kilka ważnych miejsc, przekażę kuralet... — Ziemia do Przewalskiego, znowu odpływasz...
Podrapałem się po głowie, westchnąłem i zacząłem od początku. Lub nie.
—Tak, tak, oczywiście, ja też przepraszam, moja wina, pewnie trochę cię speszyłem — przyznałem, opuszczając wzrok. — Już prowadzę cię do pokoju, przy okazji pokażę ci kilka miejsc z daleka i przekażę kuralet. Nie wiem, czy nie będziesz potrzebować chwili dla siebie, jeżeli tak, to będę czekać w pokoju samorządu, ostatnie piętro — oświadczyłem, uśmiechając się szeroko. — To co, gotowa? — zapytałem. — Ah, i czy mógłbym poprosić panienkę o walizkę? — dodałem po chwili, kłaniając się przerysowanie.
Pokiwałem głową (bo co miałem zrobić?) i zacząłem mówić.
— Tak, oczywiście. Masz całkowitą rację. — Uśmiechnąłem się szeroko. I niezręcznie. — Twój pokój jest na... — szybie potwierdzenie informacji, bo w końcu lepiej się upewnić — na pierwszym piętrze. Przy okazji pokażę ci kilka ważnych miejsc, przekażę kuralet... — Ziemia do Przewalskiego, znowu odpływasz...
Znowu giniesz pochłaniany przez morskie fale...
Potrząsnąłem głową, próbując powrócić do rzeczywistości. Nowa dziewczyna znowu wyglądała na zdezorientowaną. Super.
— Przepraszam, mógłbyś powtórzyć jeszcze raz to, co przed chwilą powiedziałeś? Przepraszam bo zamyśliłam się trochę i... — zapytała, a jej język zaczął tańczyć, plątać się i potykać pomiędzy zębami. Ups. — I nie dosłyszałam, co mówiłeś. Więc przepraszam, czy proszę powtórzyłbyś... Poproszę. — Zerknięcie w moje oczy, nieporadny uśmiech i lekkie przekręcenie głowy w bok.Podrapałem się po głowie, westchnąłem i zacząłem od początku. Lub nie.
—Tak, tak, oczywiście, ja też przepraszam, moja wina, pewnie trochę cię speszyłem — przyznałem, opuszczając wzrok. — Już prowadzę cię do pokoju, przy okazji pokażę ci kilka miejsc z daleka i przekażę kuralet. Nie wiem, czy nie będziesz potrzebować chwili dla siebie, jeżeli tak, to będę czekać w pokoju samorządu, ostatnie piętro — oświadczyłem, uśmiechając się szeroko. — To co, gotowa? — zapytałem. — Ah, i czy mógłbym poprosić panienkę o walizkę? — dodałem po chwili, kłaniając się przerysowanie.
czwartek, 23 listopada 2017
Wprowadzenie: Alexandra [3]
Na moje szczęście chłopak okazał się być miły. Nie wyglądał też jakoś strasznie, nie miał kłów, ani pazurów, czy rogów. Problem leżał w tym, że mówił dużo, a w dodatku szybko, więc nie do końca rozumiałam, co takiego właściwie chciał mi przekazać.
— Ah, przepraszam, trochę za bardzo się rozgadałem... — O, chyba się zorientował, że potrzebuję chwilki na przyswojenie informacji. I mnie przeprosił, co jest dość ciekawe, bo zwykle to ja przepraszam wszystkich dookoła.
Moment.
Czyli teraz ja mam mu coś odpowiedzieć, tak? Świat nagle przestał być taki różowy, zaczęłam się trochę denerwować, bo co niby mam mu powiedzieć, najlepiej jeszcze z sensem i żeby mnie nie wyśmiał... Zaczęłam się delikatnie rozglądać, próbując znaleźć coś o co mogłabym się zapytać, żeby zyskać na czasie i wymyślić jakąś dłuższą wypowiedź. Mam — walizka! Przecież muszę coś z nią zrobić.
— Pokazałbyś mi proszę pokój, w którym mam zamieszkać? Wolałabym nie zwiedzać wszystkiego z walizką — to brzmiało trochę zbyt formalnie, ale chyba może być, przynajmniej powiedziałam coś co nie jest całkowitym bełkotem bez ładu i składu. Tak, jest naprawdę nieźle patrząc na to, że zwykle przy pierwszych kontaktach w ogóle się nie odzywam. Co ja mówię jakich pierwszych kontaktach, przecież przez całe moje życie nie poznałem właściwie nikogo. Właściwie? Nigdy nikogo nawet nie próbowałaś poznać. Uświadomiłam sobie, że Foma zdążył mi już odpowiedzieć i spoglądał teraz na mnie w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję.
— Przepraszam, mógłbyś powtórzyć jeszcze raz to, co przed chwilą powiedziałeś? Przepraszam bo zamyśliłam się trochę i... — zaczęłam się plątać, a to zdecydowanie nie był dobry znak. — I nie dosłyszałam, co mówiłeś. Więc przepraszam, czy proszę powtórzyłbyś... Poproszę — Oj, zaczęłam bełkotać, jest bardzo źle.
— Ah, przepraszam, trochę za bardzo się rozgadałem... — O, chyba się zorientował, że potrzebuję chwilki na przyswojenie informacji. I mnie przeprosił, co jest dość ciekawe, bo zwykle to ja przepraszam wszystkich dookoła.
Moment.
Czyli teraz ja mam mu coś odpowiedzieć, tak? Świat nagle przestał być taki różowy, zaczęłam się trochę denerwować, bo co niby mam mu powiedzieć, najlepiej jeszcze z sensem i żeby mnie nie wyśmiał... Zaczęłam się delikatnie rozglądać, próbując znaleźć coś o co mogłabym się zapytać, żeby zyskać na czasie i wymyślić jakąś dłuższą wypowiedź. Mam — walizka! Przecież muszę coś z nią zrobić.
— Pokazałbyś mi proszę pokój, w którym mam zamieszkać? Wolałabym nie zwiedzać wszystkiego z walizką — to brzmiało trochę zbyt formalnie, ale chyba może być, przynajmniej powiedziałam coś co nie jest całkowitym bełkotem bez ładu i składu. Tak, jest naprawdę nieźle patrząc na to, że zwykle przy pierwszych kontaktach w ogóle się nie odzywam. Co ja mówię jakich pierwszych kontaktach, przecież przez całe moje życie nie poznałem właściwie nikogo. Właściwie? Nigdy nikogo nawet nie próbowałaś poznać. Uświadomiłam sobie, że Foma zdążył mi już odpowiedzieć i spoglądał teraz na mnie w oczekiwaniu na jakąkolwiek reakcję.
— Przepraszam, mógłbyś powtórzyć jeszcze raz to, co przed chwilą powiedziałeś? Przepraszam bo zamyśliłam się trochę i... — zaczęłam się plątać, a to zdecydowanie nie był dobry znak. — I nie dosłyszałam, co mówiłeś. Więc przepraszam, czy proszę powtórzyłbyś... Poproszę — Oj, zaczęłam bełkotać, jest bardzo źle.
środa, 15 listopada 2017
Wprowadzenie: Alexandra [2]
I oto ona, moja zguba, osóbka, którą to właśnie ja mam wprowadzić. Wyprostowałem się, na twarz przywdziałem uśmiech, stopy złączyłem razem. Wyciągnąłem dokumenty dziewczyny i wszelkie inne potrzebne rzeczy z (trochę już podniszczonej) skórzanej torby, po czym wypuściłem powietrze z płuc. Już to robiłeś, Przewalski.
— Przepraszam, jestem tu nowa wiesz może do kogo powinnam teraz pójść? — zapytała, a jej brązowe włosy zafalowały, gdy podniosła głowę, aby na mnie spojrzeć. Hm, wygląda na całkiem przyjazną. Tyle dobrego.
— Dobrze trafiłaś, bo właśnie do mnie powinnaś trafić. Alexandra Sullivan, prawda? — powiedziałem, utrzymując uśmiech na swojej twarzy. — Foma Dymitr Przewalski z dru... trzeciego już rocznika. — Drobna pomyłka, ale człowiek w ogóle nie orientuje się, jak ten czas szybko leci. — I to właśnie moim zadaniem będzie ciebie oprowadzić. Może zaczniemy od rzeczy najważniejszych, a dopiero później przystąpimy do zwiedzania? Jest ciepło, więc możemy to zrobić na dworze, jeżeli chcesz... Nie potrwa to długo, muszę ci tylko przekazać kilka rzeczy, coś opowiedzieć... — zastopowałem na chwilę potok słów, który opuścił moje usta. No tak. Brawo, Przewalski, jak dziewczę ma się wypowiedzieć, kiedy cały czas gadasz? Uspokój się, ogarnij i daj dojść jej do słowa. — Ah, przepraszam, trochę za bardzo się rozgadałem... — mruknąłem, przeczesując włosy.
— Przepraszam, jestem tu nowa wiesz może do kogo powinnam teraz pójść? — zapytała, a jej brązowe włosy zafalowały, gdy podniosła głowę, aby na mnie spojrzeć. Hm, wygląda na całkiem przyjazną. Tyle dobrego.
— Dobrze trafiłaś, bo właśnie do mnie powinnaś trafić. Alexandra Sullivan, prawda? — powiedziałem, utrzymując uśmiech na swojej twarzy. — Foma Dymitr Przewalski z dru... trzeciego już rocznika. — Drobna pomyłka, ale człowiek w ogóle nie orientuje się, jak ten czas szybko leci. — I to właśnie moim zadaniem będzie ciebie oprowadzić. Może zaczniemy od rzeczy najważniejszych, a dopiero później przystąpimy do zwiedzania? Jest ciepło, więc możemy to zrobić na dworze, jeżeli chcesz... Nie potrwa to długo, muszę ci tylko przekazać kilka rzeczy, coś opowiedzieć... — zastopowałem na chwilę potok słów, który opuścił moje usta. No tak. Brawo, Przewalski, jak dziewczę ma się wypowiedzieć, kiedy cały czas gadasz? Uspokój się, ogarnij i daj dojść jej do słowa. — Ah, przepraszam, trochę za bardzo się rozgadałem... — mruknąłem, przeczesując włosy.
wtorek, 14 listopada 2017
Wprowadzenie: Alexandra [1]
Wysiadłam z samochodu patrząc w kierunku uczelni. A więc to tutaj mam się uczyć, mieszkać i zawierać nowe znajomości (taa... na pewno) przez następne parę lat.
— Czy to już wszystko, panienko? — Spojrzałam na kierowcę, który właśnie podawał mi moją walizkę i westchnęłam w duchu. Właśnie takim mianem właściwie wszyscy mnie dotąd określali, nie mając na uwadze tego, że nie znoszę, gdy ktoś zwraca się do mnie w ten sposób. Panienka. Postanowiłam, że tym razem odpuszczę kierowcy i nawet nie będę próbowała mu tłumaczyć, jak bardzo jest to irytujące.
— Tak, to już wszystko, dziękuję — odparłam zamiast tego, biorąc od niego walizkę. — I do widzenia — dodałam, odwracając się w kierunku szkoły.
Przeszłam parę kroków i słysząc odgłosy odjeżdżającego samochodu, uświadomiłam sobie, że właściwie pierwszy raz w życiu jestem całkiem sama i nie mam pojęcia, co robić. Zachciało mi się płakać, ale jeśli mam przeżyć bez większych wpadek, to nie mogę zaczynać od płaczu. Doskonale Alex, weź się w garść i skoro już tu jesteś to spróbuj sobie jakoś poradzić. No dalej, przypomnij sobie tę mapkę, którą oglądałaś. Pewnie powinnam się kogoś zapytać, zanim gdzieś pójdę, bo w tej ulotce którą czytałam, było coś o wprowadzeniu.
Może ktoś na mnie czeka? Postanowiłam pójść w kierunku akademika, rozglądając się za kimś, kogo mogłabym zapytać o pomoc. Co dziwne po drodze nikogo nie spotkałam, może nie wszyscy jeszcze wrócili z wakacji? Właściwie to nieważne przy akademiku na pewno ktoś będzie. Rzeczywiście — przed budynkiem stał jasnowłosy chłopak. Teraz pozostaje tylko zapytać...
— Przepraszam, jestem tu nowa wiesz może do kogo powinnam teraz pójść? — Mam nadzieję, że jest miły...
— Czy to już wszystko, panienko? — Spojrzałam na kierowcę, który właśnie podawał mi moją walizkę i westchnęłam w duchu. Właśnie takim mianem właściwie wszyscy mnie dotąd określali, nie mając na uwadze tego, że nie znoszę, gdy ktoś zwraca się do mnie w ten sposób. Panienka. Postanowiłam, że tym razem odpuszczę kierowcy i nawet nie będę próbowała mu tłumaczyć, jak bardzo jest to irytujące.
— Tak, to już wszystko, dziękuję — odparłam zamiast tego, biorąc od niego walizkę. — I do widzenia — dodałam, odwracając się w kierunku szkoły.
Przeszłam parę kroków i słysząc odgłosy odjeżdżającego samochodu, uświadomiłam sobie, że właściwie pierwszy raz w życiu jestem całkiem sama i nie mam pojęcia, co robić. Zachciało mi się płakać, ale jeśli mam przeżyć bez większych wpadek, to nie mogę zaczynać od płaczu. Doskonale Alex, weź się w garść i skoro już tu jesteś to spróbuj sobie jakoś poradzić. No dalej, przypomnij sobie tę mapkę, którą oglądałaś. Pewnie powinnam się kogoś zapytać, zanim gdzieś pójdę, bo w tej ulotce którą czytałam, było coś o wprowadzeniu.
Może ktoś na mnie czeka? Postanowiłam pójść w kierunku akademika, rozglądając się za kimś, kogo mogłabym zapytać o pomoc. Co dziwne po drodze nikogo nie spotkałam, może nie wszyscy jeszcze wrócili z wakacji? Właściwie to nieważne przy akademiku na pewno ktoś będzie. Rzeczywiście — przed budynkiem stał jasnowłosy chłopak. Teraz pozostaje tylko zapytać...
— Przepraszam, jestem tu nowa wiesz może do kogo powinnam teraz pójść? — Mam nadzieję, że jest miły...
czwartek, 9 listopada 2017
Wprowadzenie: Alexandra [0]
Trzeci rok się zaczął. Szybko, bardzo szybko, a tyle się zmieniło, tyle się stało rzeczy, dobrych i złych. A ja, bądźmy poważni, zawaliłem egzaminy. Po całości, ledwo zdane, 33%. Stres? Zmęczenie? Lenistwo? Kto wie, kto wie...
Heat zniknęła. Szybko, bez słowa, nawet bez karteczki. Po prostu, rozpłynęła się. A ja ponownie zamieszkałem w jakże cudownym akademiku (przynajmniej w troszkę lepszym stanie emocjonalnym). Jako że nasza ukochana (i mówię tu całkowicie poważnie) blondynka wyjechała, zostało trochę papierów. I oto ja, stałem przed dokumentami nowych uczniów oraz uczennic, starając się wyszukać w nich osóbkę, którą miałem wprowadzić w progi uczelni. Bo ktoś musiał pomóc chłopakom w ogarnianiu pierwszoroczniaków, a najwidoczniej ja byłem najlepszym kandydatem.
Czy jeszcze jakieś nowości? Dexter tętnił życiem w przeciwieństwie do mnie - zombie żywiącego się kawą od kilku dobrych miesięcy. Hej, podobno dzięki temu złotemu napoju można uniknąć raka. Foma - 1, osoby troszczące się o Fomę - 0. Brawo ja! Wracając, pomiędzy naszą dwójką zapadła refleksyjna cisza. I dalej były ciepłe dłonie na policzkach, długie palce we włosach oraz szmaragdowe oczy, ale... ale to wszystko stało się suche. A może to ja stałem się suchy, wycofany? Tak, Foma, ty też się rozpływasz w powietrzu jak Heat, ale na swój własny, fomowaty sposób. Oddychaj i do przodu, jak to pięknie twoja siostra potrafi podsumować. Bo wszystko się ułoży, prawda?
I z takimi myślami wyszedłem przed akademik, oczekując nowej uczennicy. Alexandry Leanne Sullivan.
Heat zniknęła. Szybko, bez słowa, nawet bez karteczki. Po prostu, rozpłynęła się. A ja ponownie zamieszkałem w jakże cudownym akademiku (przynajmniej w troszkę lepszym stanie emocjonalnym). Jako że nasza ukochana (i mówię tu całkowicie poważnie) blondynka wyjechała, zostało trochę papierów. I oto ja, stałem przed dokumentami nowych uczniów oraz uczennic, starając się wyszukać w nich osóbkę, którą miałem wprowadzić w progi uczelni. Bo ktoś musiał pomóc chłopakom w ogarnianiu pierwszoroczniaków, a najwidoczniej ja byłem najlepszym kandydatem.
Czy jeszcze jakieś nowości? Dexter tętnił życiem w przeciwieństwie do mnie - zombie żywiącego się kawą od kilku dobrych miesięcy. Hej, podobno dzięki temu złotemu napoju można uniknąć raka. Foma - 1, osoby troszczące się o Fomę - 0. Brawo ja! Wracając, pomiędzy naszą dwójką zapadła refleksyjna cisza. I dalej były ciepłe dłonie na policzkach, długie palce we włosach oraz szmaragdowe oczy, ale... ale to wszystko stało się suche. A może to ja stałem się suchy, wycofany? Tak, Foma, ty też się rozpływasz w powietrzu jak Heat, ale na swój własny, fomowaty sposób. Oddychaj i do przodu, jak to pięknie twoja siostra potrafi podsumować. Bo wszystko się ułoży, prawda?
I z takimi myślami wyszedłem przed akademik, oczekując nowej uczennicy. Alexandry Leanne Sullivan.
poniedziałek, 6 listopada 2017
KA: F.S.AS.3
Etykiety:
Alexandra Leanne Sullivan,
Karta Atlancka

Podstawowe informacje:
Nazwisko: Sullivan
Wiek: 18 lat
Klasa: Słońca
Miejsce Zamieszkania: Akademik [Pokój Jakiśtam]
Rozszerzone informacje:
Kluby: Gdyby tak istniał ogrodniczy...
Przyjaciele: Brak
Sympatia: Brak
Wrogowie: Brak
Tożsamość:
Wzrost: 159 cm
Waga: 43 kg
Kolor oczu: Szare
Kolor włosów: Brązowe
Cechy szczególne: A skąd ten kwiatek na szyi...?
Rasa: Człowiek
Orientacja: Demiseksualna
Oceny: Brak
Stan Konta: 200 rubli atlanckich
Ekwipunek:
Kuralet (1)
Komplet podręczników (klasa pierwsza)
Zestaw mundurków (letni i zimowy)
Karta Transportowa (semestr)
Karnet Stołówkowy (semestr)
Subskrybuj:
Posty (Atom)