Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 maja 2018

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [7]

— Nie wiem, rodzina już chyba nawet nie robi sobie nadziei, że cokolwiek jeszcze ze mnie będzie pod tym względem. — Skrzywiłem się nieco, widząc rozmemłany wzrok dziewczyny, słysząc ciche westchnięcie i mogąc zaobserwować to dziwne zachowanie, pełne melancholii, nietypowej aury i czegoś, czego określić po prostu się nie dało. Albo dało, tylko ja za żadne skarby nie znałem tego odczucia. Tymczasem, gdy myślałem, dziewczyna dalej przypatrywała się małemu rysunkowi, który tkwił na jej nadgarstku. Niby nie chciałem się bliżej przyglądać, to przecież nie moja sprawa, ale ciekawski wzrok i tak padł na dłoń. Brwi poszybowały ku górze, widząc coś na kształt drzewa genealogicznego. — Młodszy brat zbiera wszystkie pochwały, ma zaledwie 10 lat, a już nieźle sobie radzi w szkole. Rodzice są z niego bardzo zadowoleni. — Znowu to spojrzenie. Dziwne, pełne niezadowolenia i znowu tego jednego pierwiastka, którego nie byłem w stanie za Chiny pojąć.
Uśmiechnąłem się mimowolnie.
— Może to po prostu nie jest to, co powinnaś robić? Los lubi płatać figle. Bratu gratulować tylko, a ty? Jest coś, co siedzi ci na myśli, czy może jednak chciałabyś w to czarowanie pędzić? — Złapałem szybko ogon i zacząłem bawić się kosmykami włosów.
Kurwa.
Wręcz czułem, jak uśmiech schodzi mi z twarzy wraz ze wspomnieniem pewnego jegomościa.
Bo nie będzie już kto mi warkoczyków pleść.

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [6]

— Każde ciepłe słowo, czy pocieszenie pomoże, Sof. Chociaż teraz już aż tak bardzo do tego nie dążę. Oczywiście, fajnie by było wiedzieć, czym jestem i dlaczego jestem, ale jeśli tak się nie wydarzy, to nie mam zamiaru płakać. Najwidoczniej taka będzie wola losu, a ja mam korzystać z życia, jakie mi dał — powiedział, składając razem ręce. Szczerze mówiąc kompletnie się tego nie spodziewałam, ale jeżeli tak to, cóż, lepiej dla niego. Tymczasem jego ogon już całkiem porządnie zajął się dokuczaniem mi w każdy możliwy sposób, łącznie z uderzaniem mnie w nogę i przymilaniem się pod rękę jak kot. — Widocznie chciał mi pokazać, którzy ludzie rzeczywiście powinni dalej przebywać w moim życiu. Nie żałuję, nie jestem zły, ani nic takiego, ba, się cieszę nawet. No bo kto może się pochwalić takimi cudeńkami albo przyrośniętym biczykiem, co? Grunt to kochać siebie. Ależ siem rozgadał, przepraszam. — Przerwał swój monolog, podnosząc nieznacznie kąciki ust. — Jak tam lekcje magikowania?
Westchnęłam, przypominając sobie ostatnią lekcję z Jamesem. Skończyło się to, lekko mówiąc, fatalnie, a głównie zostało mi uświadomione, że jak nie chcę, to niczego się nie nauczę.
— Nie wiem, rodzina już chyba nawet nie robi sobie nadziei, że cokolwiek jeszcze ze mnie będzie pod tym względem. — Westchnęłam, patrząc na małe drzewko rodzinne, które sobie wymalowałam na ręce w pociągu z powrotem. Bo po co plan na tatuaż rysować na kartce jak można od razu zobaczyć jak będzie wyglądał. Z czwórką rodzeństwa ledwie się mieścił na nadgarstku, ale nie mogłam wyobrazić sobie, że sióstr na nim nie ma. — Młodszy brat zbiera wszystkie pochwały, ma zaledwie 10 lat, a już nieźle sobie radzi w szkole. Rodzice są z niego bardzo zadowoleni. — Sama byłam z niego dumna, w końcu zdolny był, ale jednak kuło w środku jak myślałam o tym jak mama mnie cisnęła do nauki.

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [5]

— No tak, w sumie racja. Ale brakuje mi dobrej pogody, niedobrze mi od tej duchoty. Przepraszam, już przestaję marudzić. — Skuliła się ździebko, oparła brodę o kolana, a ja bez większych skrupułów wściubiłem łapę w wolną przestrzeń na półce. Nie miałem ochoty się giąć, a z moimi rozmiarami nie było to zbyt trudne do osiągnięcia. — Moja ciocia kiedyś miała przyjaciółkę, która myślała, że jest czarownicą, aż jej pewnego dnia wyrosły rogi jelenie. Ciężko jej było się do tego przyzwyczaić, ciągle w coś uderzała. No i musieli sufity w domu podnieść, łóżko wydłużyć i tak dalej. Nigdy nie dowiedziała się co się stało, pomimo tego, że była u niezliczonej ilości lekarzy, specjalistów i magów. —Wyciągnęła nogi przed siebie, zerkając na mnie uważnie i widocznie za chwilę żałując swoich słów. — Przepraszam, to miało cię pocieszyć, że nie jesteś jedyny, ale w sumie to chyba wcale nie pomaga.
Mogłem tylko parsknąć śmiechem i pokręcić głową, zakładając łapę na łapę i przekładając ogon przez swoje uda. Za chwilę znalazł sobie zajęcie w postaci dręczenia kitą bogu ducha winnej nastolatki, klepanie jej po nodze, czy przymilanie się jak rasowy kocur.
— Każde ciepłe słowo, czy pocieszenie pomoże, Sof. Chociaż teraz już aż tak bardzo do tego nie dążę. Oczywiście, fajnie by było wiedzieć, czym jestem i dlaczego jestem, ale jeśli tak się nie wydarzy, to nie mam zamiaru płakać. Najwidoczniej taka będzie wola losu, a ja mam korzystać z życia, jakie mi dał. — Oparłem głowę o półki i splotłem palce na brzuchu. — Widocznie chciał mi pokazać, którzy ludzie rzeczywiście powinni dalej przebywać w moim życiu. Nie żałuję, nie jestem zły, ani nic takiego, ba, się cieszę nawet. No bo kto może się pochwalić takimi cudeńkami albo przyrośniętym biczykiem, co? — parsknąłem. — Grunt to kochać siebie. Ależ siem rozgadał, przepraszam — rzuciłem z uśmiechem. — Jak tam lekcje magikowania?

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [4]

— E, nie przesadzaj, są w sam raz. Zresztą, nie uważasz, że byłoby nudno bez szkoły, perypetii i upierdliwych pedagogów? No i ludzi. Ja bym chyba oszalał, gdybym was nie miał — powiedział, swobodnie kładąc łokieć na półce. Gdzie on był w te wakacje że zyskał tyle swobody i pewności siebie? — Pasemka bardzo ładne, szkoda, że je tak skitrałaś. — Prychnęłam, przeciągając ręką pasemka do przodu. Wcale nie były skitrane, po prostu niekoniecznie musiały lecieć mi na twarz. — A odpoczynek odpoczynkiem, nie lubię tak leniuchować, ruszać się trzeba, a raczej muszę, bo mi inaczej palma porządna odbije — dodał, a ja kiwnęłam ze zrozumieniem głową. Nogi mnie zaczęły boleć, więc usiadła na ziemi, opierając się plecami o półkę, a zaraz chłopak również do mnie dołączył.
— No tak, w sumie racja. Ale brakuje mi dobrej pogody, niedobrze mi od tej duchoty — zaśmiałam się pod nosem — Przepraszam, już przestaję marudzić. — Wyprostowałam plecy i podciągnęłam nogi do siebie, kładąc na nich brodę. Palcem stukałam w dywan, rysując na nim różne wzory. Podniosłam głowę i spojrzałam na Aurelka. — Moja ciocia kiedyś miała przyjaciółkę, która myślała, że jest czarownicą, aż jej pewnego dnia wyrosły rogi jelenie. Ciężko jej było się do tego przyzwyczaić, ciągle w coś uderzała. No i musieli sufity w domu podnieść, łóżko wydłużyć i tak dalej. Nigdy nie dowiedziała się co się stało, pomimo tego, że była u niezliczonej ilości lekarzy, specjalistów i magów. —Wyprostowałam znowu nogi, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. — Przepraszam, to miało cię pocieszyć, że nie jesteś jedyny, ale w sumie to chyba wcale nie pomaga.

piątek, 4 maja 2018

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [3]

— Sama nie wiem, co to, przykuło moją uwagę, jak przechodziłam, więc sięgnęłam, by przejrzeć, ale jakoś mnie wciągnęło, dlatego tu siedziałam na ziemi. — Pokiwałem ze zrozumieniem, najwidoczniej mówiła o książce, jakby doskonale czytając moje spojrzenie i przewidując, że i tak prędzej, czy później o nią zapytam. — Nie, plecy mnie na szczęście jeszcze nie bolą, choć w sumie racja, nie powinnam tak siedzieć, potem będę tego żałować, jak będę starsza. — Uśmiechnąłem się, słysząc słowa dziewczyny, która właśnie odłożyła lekturę na półkę i poprawiła delikatnie włosy dłonią. Odcień jej pasm był zdecydowanie ładny. — Wakacje dobrze mi minęły, jak zawsze, kiedy wracam do rodziny, dziękuję — kontynuowała, by nagle urwać monolog, stracić błysk w oczach i zamyślić się na chwilę, pozostawiając mi tylko dokładne oglądanie półek i szczerą nadzieję, że duch nie zdecyduje się zrzucić mi na łeb jakiejś wiekowej księgi. — Jak widzisz, przywiozłam nawet małą pamiątkę — rzuciła w końcu, pokazując kolorowe kosmyki umiejscowione bardziej z tyłu głowy. — A tobie? Odpocząłeś chociaż trochę? Bo chociaż na razie nie mam nic zadane, to pewnie od przyszłego tygodnia nauczyciele już będą nas katowali pracami i kartkówkami. Wakacje mogłyby być dłuższe.
— E, nie przesadzaj, są w sam raz. Zresztą, nie uważasz, że byłoby nudno bez szkoły, perypetii i upierdliwych pedagogów? No i ludzi. Ja bym chyba oszalał, gdybym was nie miał — rzuciłem z uśmiechem, opierając się łokciem o półkę. — Pasemka bardzo ładne, szkoda, że je tak skitrałaś. A odpoczynek odpoczynkiem, nie lubię tak leniuchować, ruszać się trzeba, a raczej muszę, bo mi inaczej palma porządna odbije — parsknąłem cicho.

czwartek, 3 maja 2018

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [2]

— Nie, jeszcze nie, niestety. Nie było się, kiedy za to zabrać, ale dziękuję, że pytasz — powiedział, uśmiechając się miło. No, nie było tragedii, może chłopak już przyzwyczaił się do mojej wiecznej niezręczności. — A u ciebie? Co słychać? Nie wolałabyś usiąść na czymś, co jest wygodniejsze, niż podłoga, plecy cię nie bolą? No i jak ci wakacje tam minęły, co? — spytał, zerkając na książkę, która trzymałam w ręku. Podniosłam ją, pokazując mu okładkę.
— Sama nie wiem, co to, przykuło moją uwagę, jak przechodziłam, więc sięgnęłam, by przejrzeć, ale jakoś mnie wciągnęło, dlatego tu siedziałam na ziemi. Nie, plecy mnie na szczęście jeszcze nie bolą, choć w sumie racja, nie powinnam tak siedzieć, potem będę tego żałować, jak będę starsza. — Odłożyłam książkę na półkę, po czym poprawiłam ręką włosy. — Wakacje dobrze mi minęły, jak zawsze, kiedy wracam do rodziny, dziękuję. — Zamyśliłam się, przypominając sobie smak herbaty cioci, jedynej w swoim rodzaju i szum strumyka w ogrodzie. Tak, zdecydowanie mi ich tu brakowało. Dobrze, że mogłam wracać do domu na wakacje. — Jak widzisz, przywiozłam nawet małą pamiątkę — dodałam, przekręcając głowę, by pokazać dwa kolorowe pasemka. — A tobie? Odpocząłeś chociaż trochę? Bo chociaż na razie nie mam nic zadane, to pewnie od przyszłego tygodnia nauczyciele już będą nas katowali pracami i kartkówkami. — Westchnęłam. — Wakacje mogłyby być dłuższe.

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [1]

Ile tu już przetrwałem? Trzy lata? Cholera, cztery lata, jak wlazłem w swojej musztardowej puchówce w szkolne życie, jak nienawidziłem jeszcze swoich łap i ogona, a tu proszę. Trzecia klasa już za mną, czwarta właśnie czekała na mnie z rozłożonymi ramionami i losie, czy ja naprawdę miałem już dziewiętnaście lat?
A to znaczyło, że może teraz dowiem się nareszcie, co tak właściwie mi się stało, kim jestem i dlaczego tym jestem. Całe lato ociągałem się z Jonaszem albo pracowałem i średnio miałem czas na zagłębianie się w takie pierdoły.
Pożegnałem się ze współlokatorem, poklepałem go po plecach i cicho miałem nadzieję na to, że nie zdecyduje się zmienić naszego mieszkania w pobojowisko w ciągu kolejnych kilku, kilkunastu miesięcy, jak będę siedział na uczelni.
Cieszyłem się, że udało mi się odnowić kontakt z Konarskim i zamieszkać razem z nim na naszym małym miejskim padole, gdzie ojciec mi już nie groził, a po matce słuch już dawno zaginął. Bez skrupułów określałem się mianem sieroty. Rodzice dla mnie nie istnieli.
Potrzebowałem jeszcze spotkać się z Pelagoniją, ale zdecydowanie wizyta u niej jakoś mi się odwlekała, gdy lawirowałem między klasami i biblioteką, bo chciałem jednak wykorzystać ten rok i kolejne tak dobrze, jak tylko mogłem. Nie było już bowiem wsparcia finansowego od nikogo i musiałem jakimś cudem złapać tyle, ile mogłem, a potem znaleźć w wakacje, a może nawet i teraz, dobrze płatną pracę. Dobrze płatną, czytaj, byle starczyło na czynsz i suchy chleb dla konia.
— Sofia? — rzuciłem, gdy zawitałem finalnie w bibliotece, a przechadzając się między półkami, zastałem zaczytaną brunetkę, która nie kwapiła się ruszyć do wygodnego, miękkiego, może nieco skrzypiącego, fotela. Zamiast tego, obrała sobie ziemię, opierając się plecami o regał.
Podskoczyła szybko, zerknęła na mnie, a już za chwilę stała wyprostowana jak drucik, przecierając dłońmi materiał beżowej, czy tam kremowej sukienki.
— To, yy, jak tam? Udało ci się znaleźć jakieś informacje? O rasie w sensie? — spytała nagle, na co parsknąłem śmiechem, szczególnie że nieco zawstydzona nastolatka, zaczęła namiętnie interesować się podłogą. Dopiero po dłuższej chwili podniosła na mnie oczy zbitego psiaka i uśmiechnęła się.
Parsknąłem jeszcze radośniejszym śmiechem, a ogon zadowolony zamiótł podłogę.
— Nie, jeszcze nie, niestety. Nie było się, kiedy za to zabrać, ale dziękuję, że pytasz — odparłem łagodnie, unosząc delikatnie kąciki ust. — A u ciebie? Co słychać? Nie wolałabyś usiąść na czymś, co jest wygodniejsze, niż podłoga, plecy cię nie bolą? — zapytałem z troską, zerkając ukradkiem na okładkę książki. — No i jak ci wakacje tam minęły, co?

środa, 2 maja 2018

Zapadnijmy się wszyscy pod ziemię [0]

— Sofia? — Podskoczyłam przestraszona, słysząc niepewny głos obok siebie. Pokiwałam głową, gdy ujrzałam Aurelka, który również tu błądził. Tu, czyli, już zgadliście, w bibliotece. Przeglądałam stare książki, a jako że byłam w wyjątkowo melancholijnym nastroju, zdecydowałam się usiąść w fotelu przy oknie i przeczytać ulubioną książkę z dzieciństwa, które pomimo tego, że była dla dzieci, to zadziwiająco bardzo reflektowała problemy również starszych osobników. Nie udało mi się tam jednak dotrzeć, bo w drodze do odpowiedniej półki natknęłam się na wyjątkowo ciekawie wyglądającą okładkę, i wiem, wiem, nie powinnam sugerować się papierem dookoła książki, ale był taki śliczny, lazurowy, więc sięgnęłam po nią i otworzyłam ją, dosłownie na chwilkę, tylko chciałam zajrzeć, ale zaraz jakoś wylądowałam, siedząc na podłodze, opierając się plecami o półkę i pochylając się nad książką, pochłaniając całe jej strony.
Gdy już stanęłam bezpiecznie na dwóch nogach, ochłonęłam z nagłego wyrwania z lektury, zaczęłam miętosić rękami beżową sukienkę, starając się ukryć zakłopotanie.
— To, yy, jak tam? Udało ci się znaleźć jakieś informacje? O rasie w sensie? — Miałam ochotę uderzyć głową w ścianę. Świetne rozpoczęcie rozmowy, Sofia, nie ma co. Wymieniłam spojrzenie z podłogą, zamknęłam książkę, uprzednio zapamiętując stronę i uśmiechnęłam się, gdy w końcu ważyłam się podnieść głowę. Jakby uśmiech miał zamazać wszystko, co powiedziałam.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis