Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawe spotkanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Krwawe spotkanie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 maja 2018

Krwawe spotkanie [11]

Na początku zareagowała śmiechem, jednak gdy tylko w jej ustach wylądował biszkopt, spoważniała, po czym podniosła się, prostując plecy, a ja czym prędzej wyplątałem dłoń z jej włosów. Jakoś nagle się zestresowałem.
— Żeby przebywać w domu matki, będziesz musiał oczywiście sobie dać pobrać krew i rozmalować ją nad drzwiami wejściowymi oraz zjeść żabę. — Zamrugałem parokrotnie, patrząc na brunetkę z ni niedowierzaniem, ni przerażeniem, zaś uśmiech szybko spełzł mi z twarzy. Jednak uczucie strachu nie tkwiło we mnie zbyt długo, ponieważ rozwiał je ponowny śmiech Sofii, uświadamiając sobie, że zostałem wkręcony. Przewróciłem oczami, dając sójkę w bok dziewczynie, jednak nie byłem zły, nawet uniosłem odrobinkę kąciki ust. Chyba ostatnio zrobiłem się zbyt łatwowierny. — Nie no żartuję, nic takiego się nie będzie działo, ale od matki przygotuj się na szczegółowe przepytanie o oceny, od cioci dużo najlepszych ciasteczek i herbaty, a od Olivia, mojego najmłodszego brata, duuużo pytań na temat świata. Oscara raczej nie zobaczysz, jeżeli postępowanie kłótni jego i rodziców będzie postępowało tak jak na razie.
— Czy to znaczy, że muszę w końcu zacząć się uczyć, żeby nie zapaść się pod ziemię ze swoimi godnymi pożałowania wynikami? — spytałem z dozą teatralności, choć naprawdę w głowie przewijałem swoje oceny i stwierdziłem, że tylko cud trzyma mnie przy życiu. W sumie to zawsze mnie trzymał.

piątek, 11 maja 2018

Krwawe spotkanie [10]

— Kupiłaś mnie tą herbatą. Kiedy mogę się wstawić? — powiedział rozbawiony, cały czas bawiąc się moimi włosami, owijając pasemka dookoła palców i głaszcząc mnie po głowie. Zwinęłam się jeszcze bardziej w kulkę, czując się już całkiem szczęśliwa. — Mam się przygotować jakoś psychicznie, wystrzegać się czegoś, cokolwiek? — Zaśmiałam się, wkładając sobie do ust jeszcze jednego biszkopta, po czym spoważniałam i podniosłam się, siadając prosto i utrzymując kamienną twarz.
— Żeby przebywać w domu matki, będziesz musiał oczywiście sobie dać pobrać krew i rozmalować ją nad drzwiami wejściowymi oraz zjeść żabę. — Patrzyłam uważnie, jak twarz chłopaka zmienia się z uśmiechniętej w przerażoną, ale zaraz potem roześmiałam się, ręką wkładając włosy za ucho. — Nie no żartuję, nic takiego się nie będzie działo, ale od matki przygotuj się na szczegółowe przepytanie o oceny, od cioci dużo najlepszych ciasteczek i herbaty, a od Olivia, mojego najmłodszego brata, duuużo pytań na temat świata. Oscara raczej nie zobaczysz, jeżeli postępowanie kłótni jego i rodziców będzie postępowało tak jak na razie. — Uśmiechnęłam się na myśli o wszystkich miejscach, które muszę mu pokazać, rzeczach, które musimy zrobić i miejscach, do których na pewno nie będziemy iść. Bo na pewno nie będziemy iść na spacer w stronę gór.

poniedziałek, 7 maja 2018

Krwawe spotkanie [9]

Kiwnęła głową, uśmiechnąwszy się uspokajająco, chociaż moim zdaniem wyszło bardziej smutno, co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło. Zgarnąłem zagubione kosmyki z czoła Sofii oraz te, które z powrotem wracały na twarz brunetki z pomocą wietrzyku.
— Tak — powiedziała cicho, tak cichutko, że prawie nie usłyszałem, jednak zaraz dodała głośniej: — Tak myślę. To znaczy, masz rację, zawsze coś jest, ale jakoś sobie trzeba radzić, prawda? — Uniosłem kąciki ust w bladym uśmiechu, potwierdzając krótkim skinięciem głowy. Gdybyśmy nie próbowali sobie radzić, to pewnie tylko leżelibyśmy bez żadnej chęci do życia. Albo wąchali kwiatki od spodu. — Pojedziesz ze mną kiedyś do Valentine? Odwiedzić moją rodzinę? Przyrzekam, że ciocia robi najlepszą herbatę malinową jaką w życiu piłeś.
Roześmiałem się cicho, wyplątując palce z włosów dziewczyny i pogłaskałem ją po głowie. No tak, słynna ciocia Sofii. W sumie dlaczego nie? Chętnie bym poznał rodzinę dziewczyny i byłoby to całką miłą odskocznią od rutynowych wizyt rodziny oraz okazjonalnych spotkań z Hazel. Poszerzyłem uśmiech.
— Kupiłaś mnie tą herbatą. Kiedy mogę się wstawić? — spytałem rozbawiony, prostując się nieco. — Mam się przygotować jakoś psychicznie, wystrzegać się czegoś, cokolwiek? —Tak właściwie, czy ja byłem kiedykolwiek w Valentine? W sensie tak naprawdę byłem, zwiedziłem, a nie przejechałem i zobaczyłem rozmazany obraz krajobrazu? Chyba nie. Tym lepiej.

niedziela, 6 maja 2018

Krwawe spotkanie [8]

Bez wahania wyciągnął z paczki ciasto i podziękował, zanim zaczął się nim zajadać. Powoli podniósł rękę i zaczął bawić się moimi włosami, gładząc mnie po głowie i owijając sobie kosmyki wokół palców. Uśmiechnęłam się szerzej, zamknęłam oczy i cicho mruknęłam zadowolona, wdychając zapach czarnych porzeczek, który jakimś cudem wiecznie się na nim trzymał. W lato osy pewnie nie dawały mu spokoju.
— Ej, na pewno wszystko w porządku? No, może nie wszystko, bo zawsze się coś znajdzie, ale tak mniej więcej? — spytał nagle, a ja otworzyłam oczy i położyłam się na boku, tak by popatrzeć na Yeva. Złote oczy przyglądały mi się zatroskane, jakby się martwił czy dobrze że zapytał i czy wszystko dobrze powiedział. Posłałam mu uspokajający uśmiech, a przynajmniej taki miał być i spokojnie kiwnęłam głową.
— Tak — powiedziałam, chociaż był to raczej szept — Tak myślę — dodałam już normalnym głosem. — To znaczy, masz rację, zawsze coś jest, ale jakoś sobie trzeba radzić, prawda? — opłynęłam myślami, zastanawiając się co Yev chował za tą czasem pojawiającą się zatroskaną miną. Co prawda nie było to często, i zwykle od razu jak złapał czyjś wzrok to wracał na usta promienisty uśmiech, ale były chwile, w których błysk w oczach gasł a zmarszczki na czole rosły. — Pojedziesz ze mną kiedyś do Valentine? Odwiedzić moją rodzinę? Przyrzekam, że ciocia robi najlepszą herbatę malinową jaką w życiu piłeś.

Krwawe spotkanie [7]

Jedynie kiwnęła twierdząco głową w odpowiedzi, a z tyłu mojej głowy zaczęła migać czerwona lampka, jednak nie drążyłem.
 — Dzięki, pasemka są pamiątką po siostrach. — Obserwowałem, jak szybko wyciera oczy, jakby się bała, że zaraz pojawią się łzy, po czym zobaczywszy altankę, od razu do niej podbiegła, zanim zdążyłem cokolwiek z siebie wydusić. Dogoniłem ją chwilę później, nie spiesząc się specjalnie, ponieważ nadal nie wiedziałem, co powiedzieć i usiadłem na wskazanym przez Sofię miejscu. Zamrugałem zaskoczony, gdy się położyła, a jej głowa znalazła się na moich kolanach. Roześmiałem się zakłopotany, kiedy siłowała się z paczką ciastek. Dziewczyna wygrała z folią i wyciągnęła opakowanie słodkości w moją stronę. — Herbatnika?
Uśmiechnąłem się nieznacznie, wyjmując jedno ciastko. Ja na słodkości zawsze byłem łasy. Zwłaszcza, że jeszcze nie sprawdziłem, czy zakaz cukru dalej obowiązuje, a początek roku zawsze był dobrym czasem na przemycanie słodkich rzeczy. Nie wszyscy jeszcze się wybudzili, a niektórzy nadal byli myślami przy wakacjach zbyt niechętni, żeby wrócić.
 — Dziękuję — powiedziałem, nim odgryzłem kawałek wypieku. Z wahaniem zacząłem się bawić miękkim włosami Sofiś, owijając orzechowe kosmyki wokół palców. — Ej, na pewno wszystko w porządku? No, może nie wszystko, bo zawsze się coś znajdzie, ale tak mniej więcej? — Czułem się trochę głupio, ale stwierdziłem, że lepiej spytać. Delikatnie przeczesałem splątane pasma, oddzielając je. Zawsze lepiej pytać, prawda, Eli?

sobota, 5 maja 2018

Krwawe spotkanie [6]

— Taa, w miarę okej. Spędziłem czas z rodzeństwem, zwiedziłem z nimi to i tamto, chociaż trochę się poobijałem, ale to raczej nic nowego. — Zaśmiałam się i popatrzyłam zatroskana na policzek, na którym widniał duży plaster. Mówiąc o tym, sięgnął do niego ręką, lecz w ostatniej chwili zmienił zdanie i potarł dłonią kark. Jakby nie chciał pokazać, że go boli. — Niektórych rzeczy nie da się zmienić. A tobie miło minęły? — Pokiwałam głową i potwierdziłam krótko. Zdecydowanie, miło spędziłam wakacje. — Bardzo ładna fryzura — dodał, uśmiechając się, co stworzyło, że obok kącika jego ust powstał uroczy dołek. Przejechałam ręką po pasemkach, jakby chcąc się upewnić, czy dalej tam są, po czym nagle zostałam mocno pociągnięta w bok. Już otworzyłam usta, żeby zaprotestować, kiedy zauważyłam, że dzięki chłopakowi ominęłam błotnistą ziemię, w którą bym inaczej weszła.
— Dzięki, pasemka są pamiątką po siostrach. — Szybko wytarłam wierzchem dłoni kąciki oczu, zanim jakiekolwiek łzy mogłyby się tam zebrać, po czym odepchnęłam jakikolwiek złe myśli, gdy ujrzałam altankę i to na dodatek pustą. Podbiegłam i usiadłam na mchu obok budowli, opierając się o nią plecami. Poklepałam miejsce obok siebie, dając Yev’owi sygnał, żeby usiadł. Gdy tylko to zrobił, położyłam się, opierając głowę na jego kolanach i po chwili siłowania się z folią otworzyłam paczkę ciasteczek. — Herbatnika?

piątek, 4 maja 2018

Krwawe spotkanie [5]

— No a jak. — Poszerzyła uśmiech, łapiąc mnie pod rękę i dostałem sójkę w bok. Zaśmiałem się cicho, wyrównując z brunetką krok, gdy przyspieszyła. Wyjątkowo pomiędzy burzami oraz deszczem trafił się całkiem ładny dzień, więc pewnie nie będziemy jedynymi, którzy skorzystają z uroków spokojniejszej pogody. — W sumie, jak ci minęły wakacje? Bo w końcu chyba nie mieliśmy szansy o tym pogadać.
Nie uszło mojej uwadze, jak Sofia przyłożyła dłoń do nosa i znowu ukłuło mnie poczucie winy, mając nadzieję, że nie opuchnie jej aż tak bardzo na następny dzień.
— Taa, w miarę okej. Spędziłem czas z rodzeństwem, zwiedziłem z nimi to i tamto, chociaż trochę się poobijałem, ale to raczej nic nowego — zaśmiałem się cicho, a moja dłoń automatycznie powędrowała w stronę plastrów na policzku, jednak w ostatniej chwili zmieniła kurs na kark. — Niektórych rzeczy nie da się zmienić. A tobie miło minęły? — Dopiero teraz zauważyłem jedno złote, drugie rude pasma we włosach dziewczyny, które ładnie wyglądały na tle orzechowych włosów. Uniosłem kącik ust. — Bardzo ładna fryzura.
Pociągnąłem ją delikatnie, omijając błotnisty obszar, który nie zdążył zmienić się w suchą ziemię po ciągłych burzach, a szum jeziorka oraz stłumiony dźwięk głosów innych uczniów upewniły mnie, że znajdowaliśmy się niedaleko altanki, a przy niej parę innych osób. Wziąłem głębszy wdech. Tak, zdecydowanie tęskniłem za tym miejscem.


czwartek, 3 maja 2018

Krwawe spotkanie [4]

— Jasne. Tylko jak będzie ci słabo, to mów. I nawet z zakrwawionym nosem i kaczkowatym głosem wyglądasz uroczo, chociaż nie wiem, czy powinienem to mówić — zaśmiał się, po czym szybko spuścił wzrok, a twarz oblał rumieniec. Moją zresztą też, więc szybko wstałam i złapałam jeszcze przed wyjściem paczkę herbatników. Uśmiechnęłam się, gdy otworzył przede mną drzwi, podziękowałam i jakoś udało nam się wyjść bez większych wypadków. — W kierunku altanki, prawda?
— No a jak — odparłam, poszerzając uśmiech. Złapałam Yeva pod rękę, przy okazji szturchając go w bok i przyspieszyłam kroku, pragnąc już jak najszybciej znaleźć się na dworze. Gdy w końcu wyszliśmy, odetchnęłam, głęboko wdychając świeże powietrze. Przystanęłam na chwilę, spoglądając na niebo, ale na szczęście nie było żadnych chmur. Była tak ładna pogoda, że aż dziwne jakby nie było nikogo w altance. — W sumie, jak ci minęły wakacje? Bo w końcu chyba nie mieliśmy szansy o tym pogadać. — Całe krwawe zamieszanie całkowicie odwróciło uwagę od rozmówek. Ręką, w której trzymałam biszkopty, dotknęłam nosa, ale już prawie nie bolał. Może nawet siniak będzie mały i nie będę wyglądała jak klaun. Westchnęłam, kątem oka przyglądając się profilowi chłopaka. Rude włosy lekko opadające na złote czoło, smukły nos z drobną blizną i masa piegów. W innych słowach, jesień przelana na twarz chłopaka.

Krwawe spotkanie [3]

— Spokojnie, przecież nic się nie stało. — Uśmiechnąłem się krzywo na te słowa, jednak się nie odezwałem. — Nic mi nie jest, nie muszę biegać do pielęgniarza, bałabym się, że po drodze sam coś sobie zrobisz i razem tam wylądujemy. — Mimowolnie zaśmiałem się razem z brunetką. Jakby nie patrzeć miała racje, przecież nie od dziś wiadomo, że dla mnie przejście przez korytarz bez zrobienia sobie krzywdy to dość spore wyzwanie.
— Słuszna uwaga — powiedziałem z rozbawieniem i podrapałem się po głowie, wzdychając cicho.
— Mam nadzieję, że mi nie będziesz robił zdjęć, bo z zakrwawionym nosem raczej najlepiej nie wyjdę, ale jak chcesz możemy wyjść na chwilę, skorzystać z chwili słońca. W lesie na pewno znajdziemy coś ładnego. — Spojrzałem na aparat, dopiero sobie przypominając, że wziąłem go ze sobą, a kiedy wróciłem wzrokiem do Sofii, ta już zakładała buty gotowa do wyjścia, a z jej nosa na szczęście przestała lecieć krew. — Chodź, będzie fajnie.
Przyjrzałem się uważniej dziewczynie, po czym uśmiechnąłem się delikatnie.
— Jasne. Tylko jak będzie ci słabo, to mów. I nawet z zakrwawionym nosem i kaczkowatym głosem wyglądasz uroczo, chociaż nie wiem, czy powinienem to mówić — zaśmiałem się nerwowo, spuszczając wzrok, chowając aparat do kieszeni i otworzyłem szerzej drzwi, tym razem nikogo nie krzywdząc, żeby przepuścić Sofię. — W kierunku altanki, prawda?

środa, 2 maja 2018

Krwawe spotkanie [2]

— Cholera. Wybacz, Sofia. Najpierw zrobiłem, potem pomyślałem. Chcesz iść do pielęgniarza? Bardzo boli? — powiedział w szalonym tempie. Kto jak kto, ale Yev nie powinien panikować na widok krwi. Podał mi chusteczki, przyglądając się, czy na pewno jeszcze dycham. — Żyję, jak widać. A tobie? Chociaż nie, na razie nic nie mów. — Zaśmiałam się na widok zmartwionej miny. Doprawdy, trzy razy bardziej się martwił, gdy komuś innemu się coś stało.
— Spokojnie, przecież nic się nie stało — odparłam tonem, który miał być uspokajający, ale wyszedł bardziej kaczy, jako że dalej ściskałam nos. Pochyliłam się do przodu, a krew powoli przestawała lecieć. — Nic mi nie jest, nie muszę biegać do pielęgniarza, bałabym się, że po drodze sam coś sobie zrobisz i razem tam wylądujemy. — Zaśmiałam się, uważnie przyglądając się jego twarzy i ramionom, które wcale nie wyglądały tak dobrze, mimo tego, co mówił. Dopiero teraz zauważyłam aparat w drugiej ręce. — Mam nadzieję, że mi nie będziesz robił zdjęć, bo z zakrwawionym nosem raczej najlepiej nie wyjdę, ale jak chcesz, możemy wyjść na chwilę, skorzystać z chwili słońca. W lesie na pewno znajdziemy coś ładnego. — Mówiąc to, powoli odciągnęłam chusteczkę od twarzy i zaczęłam zakładać buty. — Chodź, będzie fajnie — powiedziałam, chowając ukradkiem paczkę plastrów i chusteczek do kieszeni ogrodniczek.

Krwawe spotkanie [1]

Zdzieliłem samego siebie po łapie, gdy zorientowałem się, że moja dłoń ponownie zaczęła drapać ukryte pod bandażami oraz ciemną bluzą rany na ramieniu. Wybitnie nie cierpiałem maści, którą przypisał mi lekarz, żeby wszystko się szybciej zagoiło, jednak majaczący na powiekach obraz zmartwionej twarzy matki skutecznie zamknął moje usta, zanim padło z nich jakiekolwiek słowo niezadowolenia. W końcu Coppélia miała gorzej.
Zacisnąłem palce lewej dłoni na prawym nadgarstku, żeby nie zacząć tym razem zdrapywać plastrów z twarzy. Miałem wrażenie, że z każdym rokiem jest ich coraz więcej i chyba w końcu powinienem był coś z tym zrobić. Zmrużyłem oczy, stwierdzając, że jednak humor na rysowanie mnie opuścił, więc prawdopodobnie zrobię rundkę odwiedzin. Chwyciłem aparat [bo może moment na ładne zdjęcie się znajdzie] i niewielki zestaw do spraw [nie]wyjątkowych, czyli po prostu mini apteczkę, która zmieściła mi się w kieszeni. Chyba kiedyś przyjadę w końcu z całym bagażem pierwszej pomocy, bo apteczka była za mała. [Chociaż nadal się łudziłem, że nie będę potrzebował takiej ilości.]
Ruszyłem automatycznie w stronę pokoju Sofii, starając się przypadkiem nie zabić, a przynajmniej nie wywalić, co pewnie skończyłoby się krwią na ubraniach i modleniem się, żeby pielęgniarz nie zabił mnie na miejscu. W pewien sposób się udało. Znaczy się, nie zrobiłem krzywdy sobie, tylko Sofii, bo po kij ci pukanie, Yev?
Zbeształem siebie w duchu i podbiegłem do brunetki nieco spanikowany.
— Cholera. Wybacz, Sofia. Najpierw zrobiłem, potem pomyślałem. Chcesz iść do pielęgniarza? Bardzo boli? — powiedziałem, marszcząc zmartwiony brwi i uśmiechnąłem się przepraszająco oraz odrobinę mizernie, po czym sięgnąłem, po opakowanie chusteczek, żeby dziewczyna miała bliżej. — Żyję, jak widać. A tobie? Chociaż nie, na razie nic nie mów. — Patrzyłem coraz bardziej zaniepokojony na krew w dość dużych ilościach.

Krwawe spotkanie [0]

Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze, oglądając nową fryzurę. Wśród orzechowych loków (które mimo regularnego przycinanie końcówek były coraz dłuższe, musiałam pomyśleć o ścięciu) widniały dwa pasemka o odmiennych kolorach; jedno złote, drugie rude. Wybijały się, a jednocześnie jakoś pasowały. Był to pomysł cioci Zilki, która widząc, że wróciwszy do domu, tym samym do wspomnień, zmarniałam, zaproponowała to jako wypełnienie pustek. Co prawda dwa pasemka nie były tym samym co starsze siostry, ale jednak dawały mi nadzieję, której ostatnio brakowało.
Brat kontynuował swoje fochy, z tym że szło to coraz dalej, bo już nie tylko odmawiał wyższego kształcenia się i wyjechania na uczelnię, ale teraz jeszcze wyprowadził się do dziewczyny. Wszyscy w rodzinie próbowali przyprowadzić go rozsądku, ale nikomu się jeszcze nie udało.
Potarłam palcami zamazaną długopisem rękę i odwróciłam się w stronę drzwi, by je otworzyć, lecz zanim zdążyłam wyciągnąć dłoń, drewniany potwór służący tylko pokojowym celom poleciał w moją stronę, uderzając mnie w nos. Odskoczyłam, sięgając ręką do nosa, z którego zaczęła lecieć krew, tymczasem zza drzwi wyszedł rudy chłopak, który gdy tylko mnie zobaczył, zakrył ręką usta i podbiegł do mnie.
— O, hej, Yev, właśnie szłam cię szukać — powiedziałam, sięgając po jedną z chusteczek leżących na stoliku nocnym. — Jak ci minęły wakacje?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis