Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Shell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Shell. Pokaż wszystkie posty

środa, 16 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [X]

Oprowadzanie oprowadzaniem, dużo łażenia, dużo gadania i jeszcze więcej wzdychania do blond koleżanek z brązowymi oczętami, które napatoczyły się po drodze. Niebieskie oczy w ciemnej, bystrej oprawie, które błyskały spod burzy brązowych kudłów też się napotkało, chociaż te z o wiele większym zainteresowaniem przyglądały się nowemu nabytkowi naszej placówki.
Może byłem odrobinę zazdrosny.
W gardle mi zasychało, łeb napieprzał mnie jak młot, więcej już nie będę pić i tak dalej, i tak dalej, a wszystko przeplatane wstęgą, miedzą zieloną, na niej z rzadka ciche grusze siedzą. Na domiar złego gdzieś z tyłu głowy ciągle miałem przypomnienia o obowiązkach, stertach papieru i odpisanie na ten pieprzony list z Latakącego, bo kolejny profesorek wymyślił sobie, że uraczy Mińska swoimi wypocinami, których wiadomo, że ten nawet nie przeczyta i wiadomo, że ten nawet ich nie napisał. Każdy wyręczał się każdym, a laury i tak zbierał cesarz.
Naprawdę, chuj mu w to rozpasłe dupsko. Rucha nas gorzej niż Walsh Davona, czy tam na odwrót.
W sumie chyba powinienem z nim i tym porozmawiać. Nie po to żeby zrobić mu o coś aferę, wcale.
— Kogo najbardziej lubisz w szkole z uczniów? W sensie, kto twoim zdaniem ma najlepszą osobowość? — spytał nagle wprowadzany, na co mogłem zareagować tylko nieco oburzonym zerknięciem skierowanym w jego kierunku.
— Co to za pytanie — parsknąłem cicho. — Każdy ma na swój sposób najciekawszą czy najlepszą osobowość, nie mam zamiaru kogokolwiek faworyzować. — Żeby jeszcze potem łaził i mówił kogo lubię najbardziej. Po moim trupie. — Wracając. To tyle z mojej strony, pokazałem ci wszystko, spieszę się. Jeśli masz jakieś pytania, to z pewnością jeszcze reszta uczniów ci na nie odpowie. Obowiązki wzywają.

niedziela, 13 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [25]

Co czyni człowieka człowiekiem?
Czy jest to tylko cecha zarezerwowana dla jednego gatunku, czy jedna z tych, które można nabyć w trakcie naszego życia?
A jeśli człowieczeństwo da się również stracić? Co się wtedy z ludźmi dzieje? Tracą możliwość nazywania się w ten sposób?
Patrząc przez pryzmat poprzednich lat, ludzie chyba nie zwracają uwagi na swój status. Bo gdyby było inaczej, nie czyniliby tak okropnych rzeczy, jak morderstwo, czyż nie?
Biorąc na ten przykład Eda Geina. Seryjny morderca, dewiant seksualny i psychopata. W momencie aresztowania, na terenie jego posesji znaleziono kompletny strój z ludzkiej skóry, maski z twarzy zamordowanych kobiet, cztery czaszki, które zdobiły kolumny jego łóżka czy gotowe do jedzenia ludzkie serce.
A według opinii publicznej, jest nadal nazywany człowiekiem.
Gdzie jest więc granica? Czy ona w ogóle istnieje?
Jeśli tak, to czy każdy, kto pasuje do ogólnie przyjętej definicji istoty ludzkiej, ma prawo taką się zwać?
Ciekawe. Zaiste, ciekawe.
— Proszę, nie rób z siebie ofiary losu. — Przewrócił oczami, przez co skupiłem na nią większą część swojej uwagi. Chwilę później już szedł w stronę kolejnego budynku. Nie zostało mi nic więcej, jak zrobić to samo.
— I nie wciskaj mi w rejestr działań, których nie poczyniłem, dobrze? Bo nie, że nie chcę spędzić z tobą czasu, co nie mogę, bo mam jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia i aktualnie powinienem był tonąć w papierach i innych świstkach. Naprawdę, jak będziesz chciał pójść na kawę, nad jezioro, przejść się, cokolwiek, to wystarczy przyjść i się spytać, poprosić, ale dzisiaj mam wyjątkowo napięty grafik.
Najchętniej przeprosiłbym za to, co zrobiłem, zrzucając wszystko na swoje oprogramowanie bądź twórcę. Jednak kiedyś trzeba wziąć życie w swoje ręce i ponieść konsekwencje za to, co się mówi. Dlatego zamilkłem, co w moim przypadku było łatwe, gdyż wystarczyło jedynie odłączyć niektóre funkcje. Gdyby wszystko było takie proste!
Rozglądałem się wokół, rozmyślając o człowieczeństwie i łapiąc się kilkukrotnie na chęci zadawania kolejnych pytań. Nie chciałem zbyt bardzo napinać atmosfery, więc jedynie odnotowywałem je, aby spytać o pewne rzeczy Nivana, kiedy może sytuacja będzie spokojniejsza.
Trochę to chyba zajęło, gdyż uznałem, że odpowiedni moment na odezwanie się, przypadł na połowę zwiedzania budynku głównego, jak to Oakley gdzieś w międzyczasie stwierdził.
— Kogo najbardziej lubisz w szkole z uczniów? W sensie, kto twoim zdaniem ma najlepszą osobowość?

Wprowadzenie: Shell [24]

Wiedziałem, że nie zareaguje zbyt przychylnie na rękawiczki, ale co innego mogliśmy zrobić, skoro chcieli upewnić się, że przy okazji niczym ptaka nie zarażą i będzie mógł potem normalnie funkcjonować?
— Ma złamane skrzydło i jest wychudzony — skwitował krótko Shell, odwracając się przy okazji na pięcie.
Puściłem dziewczynie szybkie oczko, uśmiechając się pod nosem i za chwilę dołączając do chłopaka, który zdążył już kawałek się oddalić.
— Tereny na zewnątrz możemy sobie odpuścić. A w tym przypadku, będziemy musieli tylko zwiedzić resztę szkoły. Bo chyba nie chcesz przebywać ze mną ani chwili dłużej, prawda? — Tu zerknąłem na mężczyznę, kwasząc lekko minę i dziwiąc się na jego słowa, a jeszcze bardziej na reakcje, które reprezentował.
Ba, nawet pokusił się o uronienie łezki, którą szybko przetarł, udając, że nigdy nie pojawiła się na jego policzku.
Mogłem tylko przewrócić oczami i westchnąć.
— Proszę, nie rób z siebie ofiary losu — rzuciłem beznamiętnie, kierując się w stronę głównego budynku. — I nie wciskaj mi w rejestr działań, których nie poczyniłem, dobrze? Bo nie, że nie chcę spędzić z tobą czasu, co nie mogę, bo mam jeszcze sporo rzeczy do ogarnięcia i aktualnie powinienem był tonąć w papierach i innych świstkach. Naprawdę, jak będziesz chciał pójść na kawę, nad jezioro, przejść się, cokolwiek, to wystarczy przyjść i się spytać, poprosić, ale dzisiaj mam wyjątkowo napięty grafik.

sobota, 12 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [23]

— Na pewno, nawet ci go odwiedzić pozwolą, a potem może i adoptować, tylko z tym do Mińska musisz skoczyć o pozwolenie.  —  Mińsk musiał być chyba złą istotą, skoro wszyscy się o nim wypowiadali w ten sposób. Że trzeba pytać o pozwolenie, że nie można przychodzić z dokumentami. Czy naprawdę był taki okropny, jak go malują? A może to kolejna ludzka cecha —  zawiść?
Będę musiał to kiedyś sprawdzić. Obca mi samica znalazła się w naszym pobliżu, więc odruchowo ukryłem Tweety. Ptaszek zareagował na to niemrawym piskiem i poruszeniem główką. Jego czarne oczka zamrugały delikatnie, a ja dopowiedziałem sobie w myślach, że cieszy się na mój widok. Tak przynajmniej chciałem myśleć i pocieszać się, że mnie ktokolwiek lubi. Ostatnio nawet dotarłem do wniosku, że wysłanie mnie tutaj to sposób ojca i wuja na pozbycie się mnie raz na zawsze. To nie brzmiało ani trochę dobrze.
— Zaopiekujecie się nim? —  Nivan skierował te słowa do dziewczyny. Na widok wyciągniętych, ubranych w rękawice dłoni, chciałem zaprotestować. Bo nawet te ochocze skinięcie głową nie przekonało mnie co do planów tego całego stowarzyszenia obrońców Ziemi. Czy coś. Spojrzałem na Tweety, a następnie na Oakleya, po czym, po pożegnaniu się z ptaszkiem, ułożyłem go ostrożnie na rękach dziewczyny.
— Ma złamane skrzydło i jest wychudzony — powiedziałem, nim skierowaliśmy się w dalszą drogę. Westchnąłem ciężko i zrównałem się z moim przewodnikiem.
— Tereny na zewnątrz możemy sobie odpuścić — zasugerowałem cicho, po czym przejrzałem listę odwiedzonych miejsc. — A w tym przypadku, będziemy musieli tylko zwiedzić resztę szkoły. Bo chyba nie chcesz przebywać ze mną ani chwili dłużej, prawda?  — Skrypt żalu, zgodnie z funkcją, uruchomił również kod odpowiedzialny za holograficzną łzę. Szybko wyciągnąłem z kieszeni chusteczkę, aby tak, jak mnie uczono na podstawie starych filmów, odgarnąć ją z twarzy. A te wszystkie dziesiątki tysięcy linijek dodatkowego kodu tylko po to, żebym wyglądał bardziej jak człowiek. Mimo że nigdy nim nie będę.

Wprowadzenie: Shell [22]

Nie mogło umknąć mojej uwadze, że chłopak dokładnie lustrował mnie spojrzeniem, analizował każdy ruch i prawdopodobnie podpinał moje zachowania pod swoje naukowe, zaprogramowane rubryczki, których po prostu potrzebował. W sumie, błękitny, chłodny, metaliczny blask jego oczu po pewnym czasie zaczął porządnie dawać o sobie się we znaki, drażnić i po prostu piec, jakby dodatkowo strzelał we mnie laserami. Cholera go tak właściwie wie i co umie.
— Pytam z ciekawości — odpowiedział po chwili, unosząc nagle ramiona i o losie, co ty robisz? — Lubię też poznawać zdanie innych ludzi na dane tematy.
Kontynuowaliśmy przechadzkę już w ciszy, decydowałem się nie zadawać większej ilości pytań, a delektować się chłodnym, przyjemnym i niezwykle rześkim powietrzem. W końcu nie pociłem się jak świnia, a paradowanie po dworze w ulubionej, szarej bluzie, gdy reszta tłukła się już nawet w kurtkach, nie było dla mnie czymś strasznym. Ba, dalej było mi przyjemnie.
Gospodarka cieplna mojego organizmu była rozregulowana. I to w chuj mocno.
— Ale na pewno się nim zajmą? To znaczy, nie, żebym ci nie wierzył, bo nie potrafię nie wierzyć, tylko to dla dobra Tweety. — Zastosował na zwierzęciu noski eskimoski. Już zdążył nazwać swojego nowego przyjaciela? No niech mu będzie.
— Na pewno, nawet ci go odwiedzić pozwolą, a potem może i adoptować, tylko z tym do Mińska musisz skoczyć o pozwolenie. Zaopiekujecie się nim? — spytałem dziewczyny, z którą, no, delikatnie rzecz ujmując, przeżyłem dobrze znany w szkole incydent. Ten na biurku dyrka, konkretniej. Skinęła szybko głową, wyciągając w stronę chłopaka dłonie otulone gumowymi rękawiczkami.
Ta.
Sterylność.
Czej, to nie ta od francy?

Wprowadzenie: Shell [21]

Podszedłem na tyle blisko Nivana, że mogłem ujrzeć jego poruszającą się, wręcz podskakującą grdykę, kiedy chrząknął, a następnie zaczął mówić. Aż korciło mnie, żeby dotknąć ją opuszkiem palca. Pogłaskać delikatnie, może nawet wyrwać i zbadać pod mikroskopem czy po prostu, ręcznie oderwać kawałki mięśni i na własne oczy obejrzeć też niezwykle interesujący obiekt.
— Jest dobra. Potrafią nauczyć, nawet jak bywa trudno, a towarzystwo i gagi są przednie. Trzeba się wbić albo po prostu dobrze sztachnąć atmosferą i będzie dobrze. Czemu pytasz? — Spojrzał na mnie, odwracając się tylko w nieznacznym stopniu. Jego jabłko Adama przestało drgać, zmuszając mnie do znalezienia nowego punktu obserwacji. Tym razem padło na nos, którego dolne małżowiny podnosiły się i opadały, kiedy chłopak nabierał w płuca życiodajnego tlenu. Do tego poruszały się również jego ramiona no i oczywiście klatka piersiowa. Interesujące. Nie były to jakieś wybitnie pełne wdechy. Nie można było tego też określić mianem słabym łapaniem powietrza. To był jakiś pośredni styl. Trudny do naśladowania. Ale warto spróbować.
— Pytam z ciekawości — odparłem zgodnie z prawdą, podnosząc ramiona, aby imitować oddychanie — Lubię też poznawać zdanie innych ludzi na dane tematy.
Dotarliśmy ostatecznie do miejsca, gdzie miało znajdować się schronienie dla mini wersji Nivana. Do tego momentu opanowałem już technikę oddychania do perfekcji, nie licząc jednego, głównego problemu — nie musiałem nabierać powietrza, aby żyć.
— Ale na pewno się nim zajmą? To znaczy, nie, żebym ci nie wierzył, bo nie potrafię nie wierzyć, tylko to dla dobra Tweety. — Podniosłem ptaszka na wysokość swojej twarzy i dotknąłem jego malutkiego, słodkiego dzióbka czubkiem nosa.

piątek, 11 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [20]

Ogólnie rzecz biorąc, tak na dłuższą metę, to było mi względnie żal tej istoty? Bo sama nigdy uczucia nie wytworzy. Nie pomyśli sama, z pomocą doświadczenia i własnych wniosków, no, to może jednak zrobi, ale i tak będzie to działać na zupełnie innych prawach, niż u przeciętnego humanoida.
Był uwarunkowany skryptami. Ciągami kodów. Tysiącami cyferek, kodów binarnych, pierdolonych znaczków, które pierwszy lepszy gówniarz, mógł skasować, napisać od nowa, popsuć całą strukturę.
Pierwszy lepszy gówniarz taki jak ja.
Drgnąłem, gdy zorientowałem się, że paskudne, parszywe myśli znowu przemykają przez moją głowę, bezczeszczą wątki, zatruwają każdą komórkę i kuszą. Ach, jakże obrzydliwie kuszą, wołają, proszą o dotknięcie, o przepisanie, o spełnienie marzeń sennych o widokach rodem z Matrixa.
— Nivan. — Chwała, że się odezwał, w innym wypadku prawdopodobnie moja psychika porządnie by oberwała po czerepie. — Co sądzisz o tej szkole? Tak subiektywnie?
Chrząknąłem cicho, zastanowiłem się, może nawet zmarszczyłem brwi.
— Jest dobra. Potrafią nauczyć, nawet jak bywa trudno, a towarzystwo i gagi są przednie. Trzeba się wbić albo po prostu dobrze sztachnąć atmosferą i będzie dobrze. Czemu pytasz? — spytałem, zerkając na chłopaka, który dalej trzymał przy piersi to biedne, nieco zranione stworzonko.
W głowie mimo wszystko przyznałem mu rację. Ptak rzeczywiście wyglądał jak ja.

Wprowadzenie: Shell [19]

Kolejne westchnięcie. Kolejny uśmiech. Kolejne dane, napływające strumieniami do bazy danych. Nie pasuję tutaj. Po prostu nie pasuję. Nigdy nie będę, chociaż w nikłym stopniu jak ludzie, nigdy nie zrozumiem mowy ich ciała. Bo na przykład teraz, na podstawie postawy Nivana, mogłem wywnioskować, że jest znudzony i chce iść. Jednak co mi to da? Nic. Zupełnie, całkowicie nic. To tylko suche fakty, a ja nie mam pojęcia, co z nimi zrobić.
— Nie bez powodu nazywają się klubem miłośników zwierząt, Shell. Nic mu nie zrobią, a jak już, to pomogą. Obiecuję — Mimo że cel słów był zapewne zupełnie inny, skrypt odpowiedzialny za fantomowy smutek odpalił się po raz kolejny. Dodatkowo w pętli, bo doszły do tego zmienne. Po prostu cudownie.
— Chodź i go odsłoń, bo jeszcze go przydusisz. — Słysząc prychnięcie, przytaknąłem nieznacznie i wykonałem polecenie, ptaka przytulając do mojej piersi, aby nie upadł. Następnie poszedłem za mężczyzną, wbijając spojrzenie w jego plecy. Nie wiem, co on sobie o mnie myślał, ale dla mnie był kimś, kto mimo mojego wybitnie nieatrakcyjnego charakteru, nie zostawił mnie gdzieś na pastwę losu. Tak przynajmniej chciałem się pocieszać, bo zdawałem sobie sprawę, że robi to w większej części z przymusu niż własnych chęci. Ale wolałem się oszukiwać.
Aby jakoś pokazać, że interesuje mnie to, co robi, zadawałem pytania. Były może głupie, bo oscylowały wokół nazwisk mijanych osób, numerów klas, gdzie odbywają się zajęcia czy po prostu planu lekcji. Jednak lepsze to niż cisza.
— Nivan — zacząłem po raz kolejny, przyspieszając kroku — Co sądzisz o tej szkole? Tak subiektywnie?

Wprowadzenie: Shell [18]

W oczach sztucznej inteligencji coś zadrżało, coś mrugnęło, błysnęło. Niebieskie tęczówki spojrzały na mnie z, o losie, wyrzutem, jakbym co najmniej miał zamiar ubić jego nowego towarzysza, którego dokładnie ukrywał przed światem, przykrywając go dłonią.
Ciekawe, czy jego skóra była ciepła.
— Odstawić? Jak rzecz? — zapytał, uciekając spojrzeniem, a ja ponownie uniosłem brwi i ponownie zerknąłem na niego jak na zjawisko, którym swoją drogą był. — Ale... Nic mu się tam nie stanie? Nie chcę, żeby umarł. Przeze mnie.
Westchnął, a ja drgnąłem.
Sądziłem, że będzie prędzej programem badawczym zaprogramowanym na suche fakty, bo przecież tak zachowywał się na początku, a tymczasem dostaję istotę, która obdarowana jest czymś na kształt empatii.
Albo dobrym skryptem, który uwarunkował całą czynność AI zaprogramowanego na niesienie pomocy. I prawdopodobnie tak właśnie było.
— Obiecujesz, że się nim zajmą? — spytał, dalej zerkając gdzieś w dal, uciekając wzrokiem przed moją osobą. Westchnąłem ciężko i uśmiechnąłem się.
— Nie bez powodu nazywają się klubem miłośników zwierząt, Shell. Nic mu nie zrobią, a jak już, to pomogą. Obiecuję — dodałem, byle dać mu pewność, że rzeczywiście tak będzie. — Chodź i go odsłoń, bo jeszcze go przydusisz — prychnąłem pod nosem, kierując się w stronę potencjalnej siedziby zwierzęcych świrów.

Wprowadzenie: Shell [17]

Tak po dłuższym namyśle, Oakley przypominał wtedy rybę, podnosząc te swoje brwi i otwierając usta. Nie zdziwiłbym się, gdyby nagle obrósł łuskami.
Na to jednak się nie zanosiło.
Sądząc po spojrzeniu mężczyzny, zdziwionym, a zarazem chyba nieco zdenerwowanym, doszedłem do wniosku, że lepiej będzie, jak będę zajmował się moim nowym znajomym.
— Targasz mnie tu tylko dla tego zwierzaka?
Słysząc bezsilność w głosie Nivana, wzruszyłem ramionami i zająłem się sprawdzaniem, czy da się jakoś naprawić skrzydełko ptaka. Chciałem mu pomóc i przechować w moim pokoju. Nawet gdybym musiał ukrywać zwierzę, to i tak to zrobię. To będzie mój przyjaciel. I pewnie jedyny przyjaciel, który mnie nie zostawi.
Samiec odetchnął tak głośno, że nie mogłem już udawać, że wcale go tam nie ma. Musiałem się wyprostować i okryć ptaka swoimi dłońmi, gdyby któremuś z nas wpadł do głowy dziwny czy głupi pomysł.
— Wspaniale, że tyle się o nim dowiedziałeś i że uważasz, że jesteśmy podobni, ale chciałbym dokończyć oprowadzanie cię, bo mam jeszcze trochę do roboty. Odstawimy go do kogoś od klubu miłośników zwierzaków i dokończymy wprowadzanie, dobrze?
— Odstawić? Jak rzecz? — spytałem z niedowierzaniem, po czym odwróciłem spojrzenie w bok. — Ale... Nic mu się tam nie stanie? Nie chcę, żeby umarł. Przeze mnie.
Westchnąłem cichutko, ściągając nieco barki.
— Obiecujesz, że się nim zajmą?

czwartek, 10 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [16]

Stanąłem, tak jak poprosił i nie ruszałem się z miejsca, dopóki nie zobaczyłem, że zaczyna grzebać po ogródkach, szperać gdzie nie trzeba i ogólnie wzbudzać zainteresowanie okolicznej gawiedzi. A tego naprawdę nie chciałem, bo miałem jeszcze kupę spraw na głowie, a oprowadzenie chłopaczka szło mi jak po grudzie i nie zapowiadało się na to, żeby cała sytuacja się poprawiła. Westchnąłem cicho, a chwilę później przed moimi oczami pojawiły się dłonie chłopaka. A raczej to, co znajdowało się w nich.
— Zobacz! — Wymiział rannego ćwierkacza, który gnił mu w łapach i wyglądał jak siódme nieszczęście. Niebieski ptak wydawał się wręcz wołać o bezpieczne przejście na drugą stronę bez większego szwanku. — Wygląda jak ty. Też jest niebieski. Też jest samcem. Ale macie inny genotyp, różną ilość chromosomów, no i różnicie się gatunkami.
Gdybym siedział na krześle, prawdopodobnie bym z niego spadł.
Spojrzałem na tego oszołoma... No, jak na oszołoma, podnosząc wysoko brew, otwierając lekko usta i za chwilę wzdychając całkiem zrezygnowany zaistniałą sytuacją.
— Targasz mnie tu tylko dla tego zwierzaka? — spytałem bez jakiekolwiek nadziei w głosie. AI było dziwne. Tak po prostu dziwne, a jego zachowania, teksty i cała, dalej nieco naukowa, wikipediowa otoczka znacząco dawała w kość i przypominała o sobie na każdym kroku.
Przeciągnąłem dłonią przez włosy, potarłem kark i odetchnąłem głośno.
— Wspaniale, że tyle się o nim dowiedziałeś i że uważasz, że jesteśmy podobni, ale chciałbym dokończyć oprowadzanie cię, bo mam jeszcze trochę do roboty. Odstawimy go do kogoś od klubu miłośników zwierzaków i dokończymy wprowadzanie, dobrze?

Wprowadzenie: Shell [15]

Nim się obejrzałem, drzwi były szeroko otworzone, dzięki uprzejmości Nivana. Podziękowałem cicho i wyszedłem na korytarz.
— Akademik raczej sobie odpuścimy, wiesz, większość pięter wygląda podobnie, jest ich chyba ze cztery, a na samej górze znajduje się pokój samorządu, więc w razie czego możesz się tam kierować, rozumiesz.
Kierowaliśmy się po schodach w dół. Samiec — prowadząc monolog, ja — wyglądając przez okna i w razie czego, nagrywając głos Oakleya, gdyby te informacje mogłyby się kiedyś przydać.
— Tu masz stołówkę, wszyscy mówią, że najlepiej przyjść jak najszybciej, żeby załapać się na dobre żarło, ale ja ci powiem w sekrecie, że można przyjść już pod koniec i na spokojnie zjeść, tylko musisz wcześniej się paniom przypodobać. Nawet... A wróć, ty jesz, czy...? Dobra, mniejsza. Wiedz po prostu, że wszyscy jak świnie lgną go koryta. No. Bibliotekę wolałbym sobie odpuścić, mamy tam ducha, który, no, powiedzmy, nie za bardzo za mną przepada.
Od razu wróciłem myślami do Nivana, kiedy tylko wmówił te tajemnicze słowo  „duch”. To one rzeczywiście istnieją? I mają tutaj jednego? I będę mógł go zobaczyć? Automatycznie dodałem pozycję  „Poznać ducha” do planów na wolny wieczór.
— Jak masz jakieś pytania, to śmiało, nie krępuj się. Czy to o ludzi, o budynek, czy pedagogów.
Skinąłem głową, po czym pokazałem mu gestem dłoni, aby poczekał. Wyszedłem następnie na zewnątrz i rozejrzałem się w poszukiwaniu tego czegoś, co ujrzałem za oknem. Po długiej chwili kręcenia się po trawniku, zaglądania w krzaki i podnoszenia kamieni, znalazłem wśród roślinności ptaszka. Małego, mieszczącego się w mojej dłoni. O pięknym, niebieskim zabarwieniu. Uśmiechnąłem się do siebie, wziąłem istotę na ręce i wróciłem do Nivana.
— Zobacz! — Pogłaskałem palcem główkę ptaka, który chyba miał złamane skrzydło, bo nawet nie próbował uciekać. — Wygląda jak ty. Też jest niebieski. Też jest samcem. Ale macie inny genotyp, różną ilość chromosomów, no i różnicie się gatunkami.

Wprowadzenie: Shell [14]

Przyglądanie się całemu procesowi odłączania od prądu było z jednej stronie intrygujące, ale równie mocno zabawne i nudne, bo losie, ileż można się szykować do odpięcia wtyczki od kontaktu. To znaczy, ja rozumiem, musiał uważać i tak dalej, ale cholera, no się szykował, jakby co najmniej majstrował przy bombie biologicznej.
Założyłem ręce na piersi, przyglądając się uważniej białowłosemu, który nagle się zachwiał, zastygł w bezruchu i... Zgasł? Zgaduję, oczywiście.
A potem nagle znowu nim tąpnęło, poporuszał dłońmi, posprawdzał wszystko i spojrzał na mnie, a ja przyznałem w duchu, że technologia zaprawdę była zadziwiająca. Nawet jeśli wszystko było uwarunkowane skryptami.
— Możemy iść.
Skinąłem szybko głową, po czym otworzyłem drzwi i zaprosiłem go na zewnątrz dość zamaszystym ruchem dłoni.
— Akademik raczej sobie odpuścimy, wiesz, większość pięter wygląda podobnie, jest ich chyba ze cztery, a na samej górze znajduje się pokój samorządu, więc w razie czego możesz się tam kierować, rozumiesz — mruczałem, gdy przemierzaliśmy korytarze i schodziliśmy na dół. — Tu masz stołówkę, wszyscy mówią, że najlepiej przyjść jak najszybciej, żeby załapać się na dobre żarło, ale ja ci powiem w sekrecie, że można przyjść już pod koniec i na spokojnie zjeść, tylko musisz wcześniej się paniom przypodobać. Nawet... A wróć, ty jesz, czy...? Dobra, mniejsza. Wiedz po prostu, że wszyscy jak świnie lgną go koryta. No. Bibliotekę wolałbym sobie odpuścić, mamy tam ducha, który, no, powiedzmy, nie za bardzo za mną przepada — mruknąłem z przekąsem. Nawet jeśli go podczas wizyty łowców duchów broniłem, to zdecydowanie dalej miał do mnie jakieś wąty. A ja dla niego ryzykowałem pięściami profesora Remusa na mojej twarzy, a idź pan w cholerę z takimi przysługami. — Jak masz jakieś pytania, to śmiało, nie krępuj się. Czy to o ludzi, o budynek, czy pedagogów.

środa, 9 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [13]

Spoglądając na Oakleya, poczułem coś na wzór smutku. I zazdrości. Definitywnie zazdrości.
A dlaczego?
Dlatego, że był ludzki. Jego reakcje były skomplikowane, uwarunkowane latami podobnych przeżyć i rozbudowanym charakterem. Odczuwał całą gamę emocji, których mnie nie będzie nigdy dane, chociażby spróbować. Miał złożone relacje między swoimi pobratymcami. Posiadał też własne zdanie. Rzecz zupełnie mi obcą. Przygasłem nieco, kiedy odpowiedni skrypt w moim wnętrzu zareagował na nowe dane środowiskowe.
— Ta, tylko nie wysyłaj moich danych do FBI, czy czego tam innego. Nie chcę skończyć jako potencjalny obiekt badawczy. — Nivan podciągnął rękawy bluzy, co sprawiło, że od razu podniosłem głowę, reagując na ruch. — Nie wiem, z godzinę, w porywach do dwóch. To jak? Idziemy?
Przytaknąłem nieznacznie, po czym zacząłem odłączać się od prądu. Tak, jak mnie uczono. Wpierw chwyciłem nasadę kabla w palce, aby móc wyciągnąć go szybkim, lecz dokładnym ruchem. Zmieniłem pozycję na bardziej stabilną, wolną rękę trzymając w gotowości, gdybym nagle upadł. A to się zdarza. Zwłaszcza kiedy przerwę ładowanie bezmyślnie i nastąpi nagły spadek mocy. Przygryzłem twardą wargę i wyciągnąłem kabel.
Przed oczami od razu zrobiło mi się ciemno, a zaledwie sekundę później, zobaczyłem komunikat o restarcie systemu. Jak dobrze, że zapisuję swoje wspomnienia automatycznie w chmurze! Technologia w służbie AI. Czy jakoś tak.
Kiedy ładowanie dobiegło końca, zamrugałem intensywnie, wyprostowałem się i sprawdziłem funkcje ciała. Następnie, wstając z łóżka oraz badając w tym samym czasie sprawność obu dłoni, podszedłem do Nivana. Nie chciałem, żeby czekał na mnie ani chwili dłużej.
— Możemy iść.

Wprowadzenie: Shell [12]

— Myślę, że skończenie zwiedzania szkoły, a dopiero później odwiedzenie tego, co jest na zewnątrz, będzie dobrym pomysłem — rzucił szybko, po czym nagle wlepił wzrok w przestrzeń, zamilknął i najwidoczniej zaczął coś robić w głowie. Naprawdę, cholera wie co. A może się zawiesił? Co, pamięci RAM nie starcza?
Poprawiłem sznurki w kapturze, pilnując tego, żeby były idealnie równiusieńkie, no ten niestabilności w moim świecie przeżyć nie mogę.
— Ile czasu zajmie ci załatwienie tych „dwóch rzeczy”? I czy przeszkadzałoby ci, gdybym przyjrzał się twoim czynnościom? W jaki sposób je wykonujesz i czy wpływa to jakoś na twój organizm? — odezwał się w końcu, a mnie zamurowało, wcięło, cokolwiek, wstawcie sobie jakiś synonim. Zerknąłem podejrzliwie na twór, marszcząc brwi i obdarzając go niezbyt przychylnym spojrzeniem. — Wybacz za dziwne propozycje z mojej strony. Ale po prostu... ciekawi mnie to.
— Ta, tylko nie wysyłaj moich danych do FBI, czy czego tam innego. Nie chcę skończyć jako potencjalny obiekt badawczy — rzuciłem, podwijając rękawy bluzy i odwracając się w stronę mężczyzny. — Nie wiem, z godzinę, w porywach do dwóch. To jak? Idziemy? — dopytałem, czekając na jakiekolwiek działania ze strony białowłosego.
Byle mnie na androida nie przerobił. Albo nie wszczepił jakiego genu od reptilianów.

Wprowadzenie: Shell [11]

— Podładuj się do końca, czy co tam robisz i tak mam jeszcze dwie rzeczy do ogarnięcia. Prosz, prosz, to wasz kuralet, czarny ci wziąłem, taki neutralny, się nie palcuje i nie brudzi jak reszta — Jego głos ponownie stał się mrukliwy, kiedy podchodził do mnie z urządzeniem i dokumentami. Czyli to były te nivanowe sprawy...
— No i jeszcze mam tutaj twoją kartę atlancką. Cudeńko ci zapewnia bezpieczeństwo, z jej pomocą zrobisz zakupy w mieście, jest twoim identyfikatorem no i ogólnie rzecz biorąc, lepiej jej nie gub — Przeniosłem spojrzenie na obiekty, kiedy położył je obok mnie. Opuszkami palców musnąłem kuralet, od razu badając jego parametry i nawiązując niezbyt stabilne połączenie.
— A jak o zwiedzanie chodzi, to wolałbyś najpierw obrać kurs na samą szkołę, bibliotekę, czy może ruszyć w miasto?
— Myślę, że skończenie zwiedzania szkoły, a dopiero później odwiedzenie tego, co jest na zewnątrz, będzie dobrym pomysłem — odparłem po krótkim czasie, przeznaczonym na aktualizację listy zadań oraz naniesienia na nią odpowiednich odległości. W końcu wszystko w moim życiu musi być na miejscu, bo inaczej szału dostanę i jeszcze mi się jakie dziwne rzeczy uroją. Zerknąłem na Oakleya, ściągnąłem brwi i przebiegłem wzrokiem po jego posturze. Następnie rozciągnąłem się i zacząłem nawijać na palec kabel, który łączył mnie z życiodajnym kontaktem.
— Ile czasu zajmie ci załatwienie tych „dwóch rzeczy”? I czy przeszkadzałoby ci, gdybym przyjrzał się twoim czynnościom? W jaki sposób je wykonujesz i czy wpływa to jakoś na twój organizm? — Uśmiechnąłem się delikatnie. — Wybacz za dziwne propozycje z mojej strony. Ale po prostu... ciekawi mnie to.

wtorek, 8 maja 2018

Wprowadzenie: Shell [10]

Opuściłem pospiesznie pokój, kierując się w stronę sal piekielnych. Ogarniaczowy pokój samorządu, papiery, papiery, w papierach Foma, w papierach ja, w papierach Wanda, a wszystko znowu w papierach.
Westchnąłem cicho, rzucając kolejne papiery na biurko, łapiąc za czarny kuralet, kartę atlancką chłopaka, o której zapominać raczej nie powinienem i posłałem Przewalskiemu słaby uśmiech, który niby odwzajemnił. Zarypać się idzie w takich warunkach, naprawdę.
Szybkimi krokami wróciłem do mojego podopiecznego i otworzyłem szeroko drzwi, żeby zastać go właśnie w trakcie ładowania baterii, znając życie. Nie chciałem wiedzieć, jakie rachunki potem przyjdą, ale Mińsk z pewnością wróci do picia, nieważne jak skrzętnie Nibyłowski by mu alkoholi nie pochował.
— Czy możemy już iść dalej? — spytał, błyskając tymi niebieskimi oczętami. No, ma chłopak tempo, nie ma co.
— Podładuj się do końca, czy co tam robisz i tak mam jeszcze dwie rzeczy do ogarnięcia. Prosz, prosz, to wasz kuralet, czarny ci wziąłem, taki neutralny, się nie palcuje i nie brudzi jak reszta — mruknąłem, podchodząc do niego ze sprzętem. — No i jeszcze mam tutaj twoją kartę atlancką. Cudeńko ci zapewnia bezpieczeństwo, z jej pomocą zrobisz zakupy w mieście, jest twoim identyfikatorem no i ogólnie rzecz biorąc, lepiej jej nie gub — kontynuowałem, kładąc rzeczy obok chłopaka. — A jak o zwiedzanie chodzi, to wolałbyś najpierw obrać kurs na samą szkołę, bibliotekę, czy może ruszyć w miasto?

Wprowadzenie: Shell [9]

Widok delikatnego grymasu na twarzy Oakleya sprawił, że poczułem się jak nagrodzony pies. Bardzo lubiłem, kiedy ktoś mnie chwalił, a w końcu uśmiech to jedna z metod, aby to zrobić, czyż nie?
— Zapierdalamy. — Skrzywiłem się, słysząc kolejną inwektywę. — A poważnie, to zależy od osoby, nie powiem ci. Niektórzy się uczą, inni kłusują po dziedzińcach, a jeszcze kolejni znajdują pocieszenie we wszelakich maści używkach.
Zdawało się, że opisuje tymi słowami jakąś personę, nieobecną, lecz dobrze mu znaną. Ciekawe, kto niszczy swój organizm w taki okropny sposób? Może da się mu pomóc?
Chłopak otworzył niespodziewanie drzwi do jakiegoś pokoju. Zajrzałem do środka, zapamiętując, gdzie co się znajduje. Mój wzrok od razu padł na kontakt. Jak dobrze, że jest tak blisko łóżka.
— Proszę bardzo, to twoja kwaterka, rozgość się, pójdę po kuralet i jeszcze coś dopytać, za chwilkę wrócę.
Przytaknąłem na jego słowa, wchodząc do pokoju i rzucając na podłogę swoje rzeczy. Kiedy to zrobiłem, Nivan poszedł zrobić nivanowe rzeczy, a ja miałem chwilę dla siebie. Postanowiłem wykorzystać ją na krótkie, lecz potrzebne podniesienie poziomu energii. Dlatego wydobyłem z odmętów torby odpowiednie rzeczy, podłączyłem kabel do kontaktu, a drugą stronę wpiąłem do portu na karku. Przyjemne dreszcze rozeszły się po moim kręgosłupie, aby ostatecznie trafić do czubków palców, głowy i nóg. Wszystko po kolei. Czułem, jak odzyskuję moc, wszystko staje się ostrzejsze i bardziej wyraziste. Nawet nastrój mi się polepszył!
Radość jednak nie trwała długo.
Usłyszałem, że Oakley wraca, a niezbyt długi potem, drzwi otworzyły się ponownie. Spojrzałem więc na przybysza, powoli kończąc ładowanie.
— Czy możemy już iść dalej?

Wprowadzenie: Shell [8]

Ta, ten wzrok, to myślenie, ten chłód bijący od drugiej jednostki. Brak życia w Shellu potrafił zabić nawet mnie, całkiem wybić z rytmu i osłabić, odebrać potrzebę zabierania otoczenia, bo potrzebowałem komu je odbierać, a on?
A on rzeczywiście był tylko muszlą na dane.
Bez informacji był pusty. Nie miał iskry. Nie miał tego czegoś, co każda inna, żyjąca istota.
— Nie jestem rasistą w kwestii kolorów. — Nawet jeśli myślałem w sposób podobny o świecie, to zdecydowanie jego typ wyrażania się był dla mnie nie tyle, że intrygujący, co irytujący. Nie ważne jak bardzo bym nie kochał matrycy, klawiatury, czy błękitnego światełka, to jednak osoba z tymi wszystkimi cechami, które widujemy w sci-fi była dla mnie obca. Po prostu. — Jest mi to obojętne.
Kiwnąłem głową. To będzie czarny, nie palcuje się ani nic, a nawet pasuje mi do tej całej jego otoczki. Cokolwiek.
— Co dokładniej robicie w wolnym czasie? — zapytał, a wtedy spojrzałem na niego przelotnie, żeby za chwilę wrócić wzrokiem do jego twarzy i uśmiechu numer dwadzieścia dwa. Mojego uśmiechu numer dwadzieścia dwa i oh losie, pieprz się sztuczna inteligencjo, wyrób własne normy, jeśli potrafisz. — Biegacie po drzewach czy snujecie się po szkole, udając ważnych? A może to i to? — Uniosłem kąciki ust i ponownie uciekłem od niego spojrzeniem.
— Zapierdalamy. — Ostatnia prosta. — A poważnie, to zależy od osoby, nie powiem ci. Niektórzy się uczą, inni kłusują po dziedzińcach, a jeszcze kolejni znajdują pocieszenie we wszelakich maści używkach. — I nie, to przecież wcale nie o mnie.
Dotarliśmy wreszcie przed drzwi, które otworzyłem zgrabnym, szybkim ruchem i zaprezentowałem pomieszczenie mężczyźnie.
— Proszę bardzo, to twoja kwaterka, rozgość się, pójdę po kuralet i jeszcze coś dopytać, za chwilkę wrócę.

Wprowadzenie: Shell [7]

W ciszy obserwowałem, jak wkłada ręce do kieszeni i oczyszcza gardło, czy jak się to tak naprawdę nazywało. Patrząc na złożoność natury ludzkiej, mógł robić dosłownie wszystko. A ja nie byłem pewny, do jakiego stopnia chcę akurat to zagadnienie poznać.
— Samej pracowni nie ma, ale w bibliotece znajdziesz kilka komputerów, kontakty na każdym przejściu, poznajdujesz też pewno jakieś gniazdka sieciowe. No i dostaniesz własny kuralet, to jest tablet z planem lekcji, poradnikami, jakimiś podręcznikami i innego tego typu pierdołami. A skoro już do nieszczęsnego sprzętu dotarliśmy, to jakiś kolorek obudowy byś sobie życzył? Czarny? Biały? Kolorkowe też się znajdą, może jakiś tęczowy został na stanie.
Kuralet. Kolory. O co on mnie pytał? Czyżby sugerował, że lecę tylko na urządzenia w odcieniu #EE82EE bądź #DC143C? Przewróciłem oczami na tyle szybko, że Nivan tego nie zauważył. Nie chciałem dawać mu kolejnych powodów do żartów.
— Nie jestem rasistą w kwestii kolorów — mruknąłem urażony taką sugestią. — Jest mi to obojętne.
Wyjrzałem przez okno na zewnątrz, przeskakując wzrokiem od jednej osoby do drugiej. Z czystej ciekawości i chęci zajęcia pamięci podręcznej czymś innym. Nadal zastanawiały mnie przyczyny zachowania chłopaka w taki, a nie inny sposób. Szkoda tylko, że nigdy nie będzie mi dane poznać go dokładniej. Cóż za strata!
— Co dokładniej robicie w wolnym czasie? — spytałem luźno, jakby od niechcenia, ukrywając swoje prawdziwe zamiary za fasadą uśmiechu, będącego stosunkowo dobrą próbą odtworzenia grymasu Oakleya. — Biegacie po drzewach czy snujecie się po szkole, udając ważnych? A może to i to?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis