Załkał. Nivan Oakley załkał, a ja mogłabym przysiąc, że w tamtym momencie moje serce naprawdę rozsypało się na malutkie kawałeczki, które musiały być ciężkie do zebrania.
— To dla mnie za dużo, Wanda — mruknął przez łzy, przyklejając się do mnie, a ja mogłam tylko powtarzać mu szeptem do ucha, że wszystko będzie dobrze. — Ja już mam dość, ja nie chcę, to mnie przerasta, to wszystko, ludzie, działania, uczucia, myśli, relacje, zadania, życie, życie mnie kurwa przerasta. Ja zrujnowałem ludziom życie, rozumiesz to, Wanda, ja ich okradałem, ja zabierałem im dobra, jakie mieli, ja zrujnowałem sobie życie, popsułem kurwa wszystko, co miałem, nie potrafiłem... Nie potrafiłem korzystać z drugiej szansy, jaką mi dali — stwierdził, zaciskając palce na mojej koszulce i już nie łkając. Po prostu płakał jak małe dziecko. — Ja sprzedawałem to świństwo, ja pozwoliłem na to, żeby ktoś dostał kolejne dawki i żeby dalej gnił w tym gównie. Odebrałem sobie, kurwa, resztki godności i dałem mu dupy, jak ostatnia dziwka i on miał rację, jestem nią, obaj nimi jesteśmy, jestem pieprzoną szmatą, jestem kurwiem, wrzodem na dupie, który jeszcze śmie ranić Yamira i Rava za to, że kurwa, istnieją, bo oni nic mi nie robią, a ja... A ja — zatrzymał się na chwilę, potok słów przestał opuszczać jego gardło i zamarł cały na chwilę, wszystko zastopowało, nawet jego ciężki oddech wraz z klatką piersiową, a ja przez chwilę myślałam, że po prostu zemdleje. — Przepraszam.
Westchnęłam głośno, wplatając swoje palce w niebieskie włosy, dalej powtarzając, jak mantrę, że wszystko będzie dobrze.
— Nivan — zaczęłam i przysięgam, bardzo bałam się, że powiem coś nie-tak, że to wszystko zepsuję za pomocą jednego, złego i nieodpowiedniego słowa — wybaczam ci, wiesz? Za wszystko, za tych wszystkich ludzi — mruknęłam mu do ucha, do tego biednego, zagubionego chłopca, który w sumie chyba nie wiedział, co ze sobą począć. — I będzie dobrze. Obiecuję, dobra? Na wszystko co dla mnie ważne. — Wzięłam tę zapłakaną twarz w swoje dłonie. — Ostatecznie wszystko będzie dobrze.
I, och, jak bardzo chciałam, żeby to była prawda.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spadam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Spadam. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 31 maja 2018
środa, 30 maja 2018
Spadam [36]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
— Masz prawo do niewiedzy, Nivan — powiedziała, a ja spojrzałem na nią nieco z dołu, dalej zachowując się jak co najmniej zagubiony szczeniak. — Możesz czegoś nie wiedzieć i powiem ci, że wcale nie musisz się o wszystkim dowiadywać. Ja nie wiem o innych rzeczach, ty nie wiesz o jeszcze jakiś, tak jak inni ludzie i patrz, żyją. Zresztą coś tam wiesz, nie przesadzaj, Nyvka. Po prostu nie myśl aż tyle, a czasami zadziałaj, oczywiście w granicach rozsądku, tak? — kontynuowała, za chwilę kładąc dłoń na moim policzku i gładząc go lekko, na co automatycznie wtuliłem się mocniej w skórę dziewczyny, zaciskając kurczowo oczy, które może nawet nieco się zaszkliły. Ponownie tego dnia, zresztą.
Oparłem się bezradnie na jej ramieniu, znowu. Ponownie padłem, wciskając wcześniej blanta do popielniczki, a potem zaciskając palce na koszulce dziewczyny i kuląc się jak pieprzone dziecko.
I nie wiem, co mi wtedy kurwa odbiło.
— To dla mnie za dużo, Wanda — zaszlochałem. Nie powiedziałem. Nie wyszeptałem. Kurwa, zaszlochałem jak ostatnia beksa jak miękka kupa gówna. — Ja już mam dość, ja nie chcę, to mnie przerasta, to wszystko, ludzie, działania, uczucia, myśli, relacje, zadania, życie, życie mnie kurwa przerasta — ryczałem jak bachor, któremu zabrano cuksa. Chociaż, może właśnie odebrano mi jakieś słodycze. — Ja zrujnowałem ludziom życie, rozumiesz to, Wanda, ja ich okradałem, ja zabierałem im dobra, jakie mieli, ja zrujnowałem sobie życie, popsułem kurwa wszystko, co miałem, nie potrafiłem... Nie potrafiłem korzystać z drugiej szansy, jaką mi dali. — Zacisnąłem palce mocniej, wbijając głowę w pierś dziewczyny. — Ja sprzedawałem to świństwo, ja pozwoliłem na to, żeby ktoś dostał kolejne dawki i żeby dalej gnił w tym gównie. Odebrałem sobie, kurwa, resztki godności i dałem mu dupy, jak ostatnia dziwka i on miał rację, jestem nią, obaj nimi jesteśmy, jestem pieprzoną szmatą, jestem kurwiem, wrzodem na dupie, który jeszcze śmie ranić Yamira i Rava za to, że kurwa, istnieją, bo oni nic mi nie robią, a ja... A ja.
Bełkotałem. Beznadziejnie bełkotałem, łkałem, spadałem głową w dół, na betonową płytę prawdy, od której wiecznie uciekałem. A im wyżej byłem, tym boleśniejszy był ten upadek, którego ominięcie było nieuniknione.
I chyba właśnie prawie dotykałem policzkiem podłoża.
— Przepraszam — jęknąłem ostatecznie.
Oparłem się bezradnie na jej ramieniu, znowu. Ponownie padłem, wciskając wcześniej blanta do popielniczki, a potem zaciskając palce na koszulce dziewczyny i kuląc się jak pieprzone dziecko.
I nie wiem, co mi wtedy kurwa odbiło.
— To dla mnie za dużo, Wanda — zaszlochałem. Nie powiedziałem. Nie wyszeptałem. Kurwa, zaszlochałem jak ostatnia beksa jak miękka kupa gówna. — Ja już mam dość, ja nie chcę, to mnie przerasta, to wszystko, ludzie, działania, uczucia, myśli, relacje, zadania, życie, życie mnie kurwa przerasta — ryczałem jak bachor, któremu zabrano cuksa. Chociaż, może właśnie odebrano mi jakieś słodycze. — Ja zrujnowałem ludziom życie, rozumiesz to, Wanda, ja ich okradałem, ja zabierałem im dobra, jakie mieli, ja zrujnowałem sobie życie, popsułem kurwa wszystko, co miałem, nie potrafiłem... Nie potrafiłem korzystać z drugiej szansy, jaką mi dali. — Zacisnąłem palce mocniej, wbijając głowę w pierś dziewczyny. — Ja sprzedawałem to świństwo, ja pozwoliłem na to, żeby ktoś dostał kolejne dawki i żeby dalej gnił w tym gównie. Odebrałem sobie, kurwa, resztki godności i dałem mu dupy, jak ostatnia dziwka i on miał rację, jestem nią, obaj nimi jesteśmy, jestem pieprzoną szmatą, jestem kurwiem, wrzodem na dupie, który jeszcze śmie ranić Yamira i Rava za to, że kurwa, istnieją, bo oni nic mi nie robią, a ja... A ja.
Bełkotałem. Beznadziejnie bełkotałem, łkałem, spadałem głową w dół, na betonową płytę prawdy, od której wiecznie uciekałem. A im wyżej byłem, tym boleśniejszy był ten upadek, którego ominięcie było nieuniknione.
I chyba właśnie prawie dotykałem policzkiem podłoża.
— Przepraszam — jęknąłem ostatecznie.
Spadam [35]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Przytulił mnie jeszcze mocniej, wciskając swoją twarz pomiędzy szyję a ramię i, och, wydawał się taki bezbronny i bezsilny, a ja dużo przecież zrobić nie mogłam.
Jedynie kreślić kółka na jego plecach i cicho powtarzać do jego ucha, by utrzymywał równy oddech.
— Ja nie wiem, Wanda — mruknął cichutko, a jego głos i tak został przygłuszony przez ramię, w którym schował swoją twarz. — Bo ja już chyba tak naprawdę nic nie wiem — powtórzył, na co drugą dłoń wsunęłam w ciemnoniebieskie włosy i po prostu zaczęłam poruszać nią w spokojnym tempie.
Odsunął się jednak prędko i ponownie włożył skręta do ust, zaciągając się nim. Westchnęłam głośno i pochyliłam się trochę bliżej chłopaka.
— Masz prawo do niewiedzy, Nivan — stwierdziłam, posyłając mu przy okazji ciepły, wspierający uśmiech. — Możesz czegoś nie wiedzieć i powiem ci, że wcale nie musisz się o wszystkim dowiadywać. Ja nie wiem o innych rzeczach, ty nie wiesz o jeszcze jakiś, tak jak inni ludzie i patrz, żyją — oświadczyłam, prostując się i podciągając nogi pod siebie, by usiąść po turecku. — Zresztą coś tam wiesz, nie przesadzaj, Nyvka. Po prostu nie myśl aż tyle, a czasami zadziałaj, oczywiście w granicach rozsądku, tak? — mruknęłam, muskając go dłonią po policzku.
Jedynie kreślić kółka na jego plecach i cicho powtarzać do jego ucha, by utrzymywał równy oddech.
— Ja nie wiem, Wanda — mruknął cichutko, a jego głos i tak został przygłuszony przez ramię, w którym schował swoją twarz. — Bo ja już chyba tak naprawdę nic nie wiem — powtórzył, na co drugą dłoń wsunęłam w ciemnoniebieskie włosy i po prostu zaczęłam poruszać nią w spokojnym tempie.
Odsunął się jednak prędko i ponownie włożył skręta do ust, zaciągając się nim. Westchnęłam głośno i pochyliłam się trochę bliżej chłopaka.
— Masz prawo do niewiedzy, Nivan — stwierdziłam, posyłając mu przy okazji ciepły, wspierający uśmiech. — Możesz czegoś nie wiedzieć i powiem ci, że wcale nie musisz się o wszystkim dowiadywać. Ja nie wiem o innych rzeczach, ty nie wiesz o jeszcze jakiś, tak jak inni ludzie i patrz, żyją — oświadczyłam, prostując się i podciągając nogi pod siebie, by usiąść po turecku. — Zresztą coś tam wiesz, nie przesadzaj, Nyvka. Po prostu nie myśl aż tyle, a czasami zadziałaj, oczywiście w granicach rozsądku, tak? — mruknęłam, muskając go dłonią po policzku.
wtorek, 29 maja 2018
Spadam [34]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
— Och, Nivan. I dlatego miałabym odbierać ciebie inaczej? Zdążyłam się zacząć domyślać, naprawdę, nie masz czym się martwić. I nawet niech ci przez głowę nie przejdzie, że zmienię swoje nastawienie do ciebie, błagam, kochaj sobie kogo chcesz i jak chcesz, mi nic do tego, ja tutaj jestem od wspierania i ewentualnie chronienia ciebie przed dupkami oraz sukami. Tyle.
Przymknąłem ociężale powieki, gdy ciepłe, wątłe ramiona przyciągnęły mnie do uścisku, a miłe, pocieszające słowa połaskotały ucho, a sam zastanowiłem się, co ja ta właściwie myślałem? Że nagle zostawi mnie całkiem samego?
Chociaż cholera już w sumie wie ludzi w dzisiejszych czasach i wiem, że ogólnikowo brać się nie powinno, ale strach i tak pozostawał.
— Zresztą mam brata geja, błagam, dlaczego miałabym teraz ciebie znienawidzić czy coś w tym stylu? — spytała nieco prześmiewczym tonem, widocznie również nie dowierzając w to, co właśnie sobie wymyśliłem, ubzdurałem. — Oj, Nyvka, Nyvka, zdecydowanie czasami za dużo myślisz.
Przytuliłem ją mocniej i bezradnie wtuliłem twarz w zgięcie pomiędzy szyją a ramieniem, wzdychając ciężko i głęboko, ale to bardzo głęboko oddychając.
— Ja nie wiem, Wanda — mruknąłem tylko. — Bo ja już chyba tak naprawdę nic nie wiem.
Odsunąłem się szybko, dbając o skręta i ponownie zaciągając się dymem.
Bo trzeba było się raczej choć trochę odkorować.
Przymknąłem ociężale powieki, gdy ciepłe, wątłe ramiona przyciągnęły mnie do uścisku, a miłe, pocieszające słowa połaskotały ucho, a sam zastanowiłem się, co ja ta właściwie myślałem? Że nagle zostawi mnie całkiem samego?
Chociaż cholera już w sumie wie ludzi w dzisiejszych czasach i wiem, że ogólnikowo brać się nie powinno, ale strach i tak pozostawał.
— Zresztą mam brata geja, błagam, dlaczego miałabym teraz ciebie znienawidzić czy coś w tym stylu? — spytała nieco prześmiewczym tonem, widocznie również nie dowierzając w to, co właśnie sobie wymyśliłem, ubzdurałem. — Oj, Nyvka, Nyvka, zdecydowanie czasami za dużo myślisz.
Przytuliłem ją mocniej i bezradnie wtuliłem twarz w zgięcie pomiędzy szyją a ramieniem, wzdychając ciężko i głęboko, ale to bardzo głęboko oddychając.
— Ja nie wiem, Wanda — mruknąłem tylko. — Bo ja już chyba tak naprawdę nic nie wiem.
Odsunąłem się szybko, dbając o skręta i ponownie zaciągając się dymem.
Bo trzeba było się raczej choć trochę odkorować.
Spadam [33]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Oparł głowę na moim ramieniu i splótł palce razem z moimi, sunąc dłonią po mojej skórze, a ja sama wsunęłam drugą dłoń w niebieskie włosy.
— Tylko nie odbieraj mnie potem inaczej, Wanda, proszę — mruknął cicho, a ja pokiwałam głową i posłałam w jego kierunku ciepły uśmiech, bo chyba właśnie tego potrzebował.
Takiego drobnego wsparcia, poklepania po pleckach i powiedzenia, że będzie dobrze, a on nie musi się niczym martwić.
Zapadła chwilowa cisza, którą następnie przerwał on sam krótkim odchrząknięciem.
— Bo tak właściwie, to ja... — zaczął, ściągając brwi i chyba dalej zastanawiając się, czy sam tego chce. Przejechałam dłonią po jego włosach i ścisnęłam dłoń chłopaka, dalej utrzymując ciepły uśmiech na twarzy. — Jestem gejem? — dokończył, a ja, przysięgam, odetchnęłam z ulgą, bo przez chwilę myślałam, że dowiem się, że siedzę obok poszukiwanego listem gończym mordercy.
— Och, Nivan — wymruczałam, parskając cichym śmiechem i odsuwając się od chłopaka, by móc spojrzeć na jego twarz. — I dlatego miałabym odbierać ciebie inaczej? — zapytałam, uśmiechając się i biorąc jego twarz w swoje dłonie. — Zdążyłam się zacząć domyślać, naprawdę, nie masz czym się martwić — dodałam, po czym przyciągnęłam go do siebie, by zacząć rysować okręgi na jego plecach. — I nawet niech ci przez głowę nie przejdzie, że zmienię swoje nastawienie do ciebie, błagam, kochaj sobie kogo chcesz i jak chcesz, mi nic do tego, ja tutaj jestem od wspierania i ewentualnie chronienia ciebie przed dupkami oraz sukami. Tyle.
Parsknęłam jeszcze raz śmiechem, ściskając go troszkę mocniej.
— Zresztą mam brata geja, błagam, dlaczego miałabym teraz ciebie znienawidzić czy coś w tym stylu? — mruknęłam. — Oj, Nyvka, Nyvka, zdecydowanie czasami za dużo myślisz.
— Tylko nie odbieraj mnie potem inaczej, Wanda, proszę — mruknął cicho, a ja pokiwałam głową i posłałam w jego kierunku ciepły uśmiech, bo chyba właśnie tego potrzebował.
Takiego drobnego wsparcia, poklepania po pleckach i powiedzenia, że będzie dobrze, a on nie musi się niczym martwić.
Zapadła chwilowa cisza, którą następnie przerwał on sam krótkim odchrząknięciem.
— Bo tak właściwie, to ja... — zaczął, ściągając brwi i chyba dalej zastanawiając się, czy sam tego chce. Przejechałam dłonią po jego włosach i ścisnęłam dłoń chłopaka, dalej utrzymując ciepły uśmiech na twarzy. — Jestem gejem? — dokończył, a ja, przysięgam, odetchnęłam z ulgą, bo przez chwilę myślałam, że dowiem się, że siedzę obok poszukiwanego listem gończym mordercy.
— Och, Nivan — wymruczałam, parskając cichym śmiechem i odsuwając się od chłopaka, by móc spojrzeć na jego twarz. — I dlatego miałabym odbierać ciebie inaczej? — zapytałam, uśmiechając się i biorąc jego twarz w swoje dłonie. — Zdążyłam się zacząć domyślać, naprawdę, nie masz czym się martwić — dodałam, po czym przyciągnęłam go do siebie, by zacząć rysować okręgi na jego plecach. — I nawet niech ci przez głowę nie przejdzie, że zmienię swoje nastawienie do ciebie, błagam, kochaj sobie kogo chcesz i jak chcesz, mi nic do tego, ja tutaj jestem od wspierania i ewentualnie chronienia ciebie przed dupkami oraz sukami. Tyle.
Parsknęłam jeszcze raz śmiechem, ściskając go troszkę mocniej.
— Zresztą mam brata geja, błagam, dlaczego miałabym teraz ciebie znienawidzić czy coś w tym stylu? — mruknęłam. — Oj, Nyvka, Nyvka, zdecydowanie czasami za dużo myślisz.
poniedziałek, 28 maja 2018
Spadam [32]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
— Nivan — mruknęła bardzo, ale to bardzo ciepło i bardzo przyjemnie, dźwigając się przy okazji z podłogi — nie masz za co przepraszać, bredź do woli, od tego tu jesteśmy, prawda? — kontynuowała z delikatnym uśmiechem, podchodząc i zajmując miejsce obok mnie, dość blisko. Westchnąłem ciężko, bo nawet ta mała odległość i pełen empatii ton jakoś mnie nie przekonywał, a ja sam czułem się gorzej niż źle. — Hej, możesz mi mówić, jak i możesz mi nie mówić. Z czym ci będzie lepiej, sam wiesz, że ciebie nie zjem.
Ale skoro już zacząłem i zebrałem się do wyznań, to przydałoby się mówić dalej, dokończyć wszystko i może wreszcie wypuścić parę z ust, bo prawda zalegała w płucach, głowie i na żołądku od dobrych trzech lat jak tu przebywam.
I zdecydowanie nie wychodziło mi to na dobre, bo plotki nabierały na sile, a ja bardzo ich nie lubiłem.
Oparłem głowę na jej ramieniu i bez dalszego gadania, złapałem szybko dłoń nastolatki, zaraz przejeżdżając palcami po zagłębieniach w skórze, które zaznaczały zgięcia.
— Tylko nie odbieraj mnie potem inaczej, Wanda, proszę — westchnąłem cicho, marszcząc brwi.
I to wszystko było głupie, tak obrzydliwie głupie i tak beznadziejnie słabe, odejmujące sił, demolujące.
Bo sam temat sam dawno zaakceptowałem, ale jakoś nie mogłem przemóc się, aby mówić o tym innym.
Bo czułem się wtedy narażony.
Wyprostowałem się szybko już po chwili i przekręciłem się w stronę nastolatki, kładąc nogę na łóżku i przyglądając jej się uważnie.
— Bo tak właściwie, to ja... — Wydąłem szybko wargi, ściągnąłem brwi i przeanalizowałem sprawę. Bo w sumie czy to jest potrzebne?
Jest.
Kurewsko jest dla samego mnie, żebym chociaż raz był szczery ze sobą i z innymi.
— Jestem gejem?
Ale skoro już zacząłem i zebrałem się do wyznań, to przydałoby się mówić dalej, dokończyć wszystko i może wreszcie wypuścić parę z ust, bo prawda zalegała w płucach, głowie i na żołądku od dobrych trzech lat jak tu przebywam.
I zdecydowanie nie wychodziło mi to na dobre, bo plotki nabierały na sile, a ja bardzo ich nie lubiłem.
Oparłem głowę na jej ramieniu i bez dalszego gadania, złapałem szybko dłoń nastolatki, zaraz przejeżdżając palcami po zagłębieniach w skórze, które zaznaczały zgięcia.
— Tylko nie odbieraj mnie potem inaczej, Wanda, proszę — westchnąłem cicho, marszcząc brwi.
I to wszystko było głupie, tak obrzydliwie głupie i tak beznadziejnie słabe, odejmujące sił, demolujące.
Bo sam temat sam dawno zaakceptowałem, ale jakoś nie mogłem przemóc się, aby mówić o tym innym.
Bo czułem się wtedy narażony.
Wyprostowałem się szybko już po chwili i przekręciłem się w stronę nastolatki, kładąc nogę na łóżku i przyglądając jej się uważnie.
— Bo tak właściwie, to ja... — Wydąłem szybko wargi, ściągnąłem brwi i przeanalizowałem sprawę. Bo w sumie czy to jest potrzebne?
Jest.
Kurewsko jest dla samego mnie, żebym chociaż raz był szczery ze sobą i z innymi.
— Jestem gejem?
niedziela, 27 maja 2018
Spadam [31]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Zerknął na mnie niepewnie, przestraszony, otoczony przez drapieżników, młody jelonek.
Westchnęłam w myślach, bo przecież był ode mnie te dwa lata starszy, a miałam wrażenie, że zagubił się w tym wszystkim jeszcze bardziej niż niektóre osoby młodsze, mniej dojrzałe od naszej dwójki. Gdzieś podwinęła mu się noga, skręciła kostka czy naderwało ścięgno i szedł w zupełnie inną stronę, niż chciał, przytłoczony przez to wszystko.
A przecież nikt nie zasługiwał na takie skopanie po tyłku, nawet Nivan Oakley, ten, który nie raz ratował mnie wieczorami od użalania się nad sobą i niekontrolowanego płaczu. Oboje się ratowaliśmy.
— Nic szczególnego, Wanda. Nic szczególnego.
Oj, kochanie, przecież doskonale wiedziałam, że było to właśnie to coś specjalnego, co ukrywałeś przed wszystkimi, niepotrzebnie, ale jednak. Ale ty zawsze wolałeś udawać, że wszystko gra.
Podszedł do magicznej komody, gdzie chłopcy skrywali swój dobytek, tajemniczy ekwipunek, otworzył przedostatnią od dołu szufladę i wyjął z niej cały potrzebny sprzęt.
Nigdy nie lubiłam, gdy tak uciekali, odpływali gdzieś dalej, niby w końcu szczęśliwi, ale jednak z zaczerwienionymi oczami i często brakiem świadomości. To wszystko było takie... smutne.
— W sumie... Chciałbym ci o czymś — zaczął mówić, uciekając wzrokiem, spoglądając na swoje stopy, a ja uśmiechnęłam się pokrzepiająco, gdy wziął głębszy oddech — powiedzieć. O czymś... Dość prywatnym? Czym za bardzo się nie dzielę — oświadczył, ale chwilę później jęknął zirytowany i przyłożył swoje małe dzieło-niedzieło z bibułki do warg, zdecydowanie za mocno się zaciągając. Ściągnęłam brwi zmartwiona i podniosłam po raz ostatni kieliszek do ust, by następnie odstawić go już ostatecznie na bok, bo alkohol chyba nie miał mi w tym wszystkim pomóc. — Bredzę, kurwa, przepraszam.
— Nivan — wymruczałam ciepło jego imię, podnosząc się z ziemi — nie masz za co przepraszać, bredź do woli, od tego tu jesteśmy, prawda? — oświadczyłam, podchodząc bliżej niego, aby następnie usiąść na materacu, po jego prawej stronie. — Hej, możesz mi mówić, jak i możesz mi nie mówić. Z czym ci będzie lepiej, sam wiesz, że ciebie nie zjem.
Westchnęłam w myślach, bo przecież był ode mnie te dwa lata starszy, a miałam wrażenie, że zagubił się w tym wszystkim jeszcze bardziej niż niektóre osoby młodsze, mniej dojrzałe od naszej dwójki. Gdzieś podwinęła mu się noga, skręciła kostka czy naderwało ścięgno i szedł w zupełnie inną stronę, niż chciał, przytłoczony przez to wszystko.
A przecież nikt nie zasługiwał na takie skopanie po tyłku, nawet Nivan Oakley, ten, który nie raz ratował mnie wieczorami od użalania się nad sobą i niekontrolowanego płaczu. Oboje się ratowaliśmy.
— Nic szczególnego, Wanda. Nic szczególnego.
Oj, kochanie, przecież doskonale wiedziałam, że było to właśnie to coś specjalnego, co ukrywałeś przed wszystkimi, niepotrzebnie, ale jednak. Ale ty zawsze wolałeś udawać, że wszystko gra.
Podszedł do magicznej komody, gdzie chłopcy skrywali swój dobytek, tajemniczy ekwipunek, otworzył przedostatnią od dołu szufladę i wyjął z niej cały potrzebny sprzęt.
Nigdy nie lubiłam, gdy tak uciekali, odpływali gdzieś dalej, niby w końcu szczęśliwi, ale jednak z zaczerwienionymi oczami i często brakiem świadomości. To wszystko było takie... smutne.
— W sumie... Chciałbym ci o czymś — zaczął mówić, uciekając wzrokiem, spoglądając na swoje stopy, a ja uśmiechnęłam się pokrzepiająco, gdy wziął głębszy oddech — powiedzieć. O czymś... Dość prywatnym? Czym za bardzo się nie dzielę — oświadczył, ale chwilę później jęknął zirytowany i przyłożył swoje małe dzieło-niedzieło z bibułki do warg, zdecydowanie za mocno się zaciągając. Ściągnęłam brwi zmartwiona i podniosłam po raz ostatni kieliszek do ust, by następnie odstawić go już ostatecznie na bok, bo alkohol chyba nie miał mi w tym wszystkim pomóc. — Bredzę, kurwa, przepraszam.
— Nivan — wymruczałam ciepło jego imię, podnosząc się z ziemi — nie masz za co przepraszać, bredź do woli, od tego tu jesteśmy, prawda? — oświadczyłam, podchodząc bliżej niego, aby następnie usiąść na materacu, po jego prawej stronie. — Hej, możesz mi mówić, jak i możesz mi nie mówić. Z czym ci będzie lepiej, sam wiesz, że ciebie nie zjem.
Spadam [30]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
Uśmiechnąłem się delikatnie, gdy przystanęła na moją prośbę, kiwając przy okazji głową. Doskonale wiedziałem, że tego nie lubiła, a mimo wszystko godziła się na znoszenie zapachu szlugów, czy skrętów.
— Tylko otwórz okno, błagam, nie chcę się udusić w tym smrodzie — postawiła tylko jeden warunek, na który z chęcią przystanąłem i nawet nie czekałem dłużej, a prawie od razu doskoczyłem do szyby i ją uchyliłem, obserwując przy okazji dziewczynę, która ponownie oparła głowę na materacu. — Co się dzieje, Nivan — spytała ostrym tonem, nieznoszącym sprzeciwu i oczekującym automatycznej odpowiedzi. Zerknąłem na nią, gdy ta nachyliła się mocno do przodu.
— Nic szczególnego, Wanda. Nic szczególnego — odparłem tylko, wiedząc, że te słowa ani trochę jej nie satysfakcjonują. Wręcz przeciwnie, doprowadzają do szału, do białej gorączki, do istnej kurwicy.
Sięgnąłem do komody, do drugiej szuflady od dołu, gdzie trzymaliśmy z Yamirem nasze wspólne zapasy. Zdecydowałem się w końcu na marychę, bo rzeczywiście, tytoń dalej zalegał mi w płucach.
Usiadłem na łóżku z ciężkim westchnięciem i zacząłem nieporadnie zwijać skręta, który wyszedł gruby, brzydki i niekształtny. Jak każdy ostatnimi czasy, bo chyba wyszedłem z wprawy.
Odpaliłem go, nie czekając ani minutki więcej.
— W sumie... Chciałbym ci o czymś — zatrzymałem się na chwilę, drapiąc po policzku i wzdychając cicho — powiedzieć. O czymś... Dość prywatnym? Czym za bardzo się nie dzielę — jęknąłem, przykładając blanta do ust i zaciągając się mocno, bo chyba przy lekkim zjaraniu byłoby łatwiej. — Bredzę, kurwa, przepraszam.
— Tylko otwórz okno, błagam, nie chcę się udusić w tym smrodzie — postawiła tylko jeden warunek, na który z chęcią przystanąłem i nawet nie czekałem dłużej, a prawie od razu doskoczyłem do szyby i ją uchyliłem, obserwując przy okazji dziewczynę, która ponownie oparła głowę na materacu. — Co się dzieje, Nivan — spytała ostrym tonem, nieznoszącym sprzeciwu i oczekującym automatycznej odpowiedzi. Zerknąłem na nią, gdy ta nachyliła się mocno do przodu.
— Nic szczególnego, Wanda. Nic szczególnego — odparłem tylko, wiedząc, że te słowa ani trochę jej nie satysfakcjonują. Wręcz przeciwnie, doprowadzają do szału, do białej gorączki, do istnej kurwicy.
Sięgnąłem do komody, do drugiej szuflady od dołu, gdzie trzymaliśmy z Yamirem nasze wspólne zapasy. Zdecydowałem się w końcu na marychę, bo rzeczywiście, tytoń dalej zalegał mi w płucach.
Usiadłem na łóżku z ciężkim westchnięciem i zacząłem nieporadnie zwijać skręta, który wyszedł gruby, brzydki i niekształtny. Jak każdy ostatnimi czasy, bo chyba wyszedłem z wprawy.
Odpaliłem go, nie czekając ani minutki więcej.
— W sumie... Chciałbym ci o czymś — zatrzymałem się na chwilę, drapiąc po policzku i wzdychając cicho — powiedzieć. O czymś... Dość prywatnym? Czym za bardzo się nie dzielę — jęknąłem, przykładając blanta do ust i zaciągając się mocno, bo chyba przy lekkim zjaraniu byłoby łatwiej. — Bredzę, kurwa, przepraszam.
Spadam [29]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Zaczął się bezpardonowo śmiać, chichrać, ryć ze mnie, podczas gdy moja twarz z każdą chwilą stawała się coraz bardziej czerwona.
Co za niewdzięczne stworzenie z Nivana Oakleya, och, co za okropne to to.
— Aż taką przyszłość mi wróżysz? Może serio powinienem się tego chwycić, jak od razu takie teksty są rzucane? — zapytał, parskając śmiechem, a ja mu odpowiedziałam tym samym i pokiwałam głową z politowaniem w zielonych oczach. Wzięłam kolejny łyk z kieliszka, a białe wino nagle się skończyło. Zmarszczyłam czoło, bo czy aż tak szybko mi szło?
Niebieskowłosy nagle spochmurniał, ściągnął brwi i usta, a następnie uciekł ode mnie wzrokiem.
— Mogę zajarać? — zapytał, kątem błękitnego oka podglądając moją sylwetkę.
Pokiwałam głową leniwie i raczej bez przekonania, bo nie przepadałam za tym cudownym zapachem papierosów.
— Tylko otwórz okno, błagam, nie chcę się udusić w tym smrodzie — mruknęłam i zakończyłam to głośnym westchnięciem, które następnie przeszło w przeciągły jęk. Odchyliłam głowę do tyłu, przez co ponownie spotkała się z miękkim materacem położonym na łóżku. — Co się dzieje, Nivan — zapytałam nagle, prostując się gwałtownie i pochylając do przodu, przy okazji odstawiając kieliszek na podłogę, podczas lustrowania chłopaka zielonym spojrzeniem.
I może wcale nie było to pytanie, a raczej chłodne żądanie odpowiedzi, ale kto tam to wie.
Co za niewdzięczne stworzenie z Nivana Oakleya, och, co za okropne to to.
— Aż taką przyszłość mi wróżysz? Może serio powinienem się tego chwycić, jak od razu takie teksty są rzucane? — zapytał, parskając śmiechem, a ja mu odpowiedziałam tym samym i pokiwałam głową z politowaniem w zielonych oczach. Wzięłam kolejny łyk z kieliszka, a białe wino nagle się skończyło. Zmarszczyłam czoło, bo czy aż tak szybko mi szło?
Niebieskowłosy nagle spochmurniał, ściągnął brwi i usta, a następnie uciekł ode mnie wzrokiem.
— Mogę zajarać? — zapytał, kątem błękitnego oka podglądając moją sylwetkę.
Pokiwałam głową leniwie i raczej bez przekonania, bo nie przepadałam za tym cudownym zapachem papierosów.
— Tylko otwórz okno, błagam, nie chcę się udusić w tym smrodzie — mruknęłam i zakończyłam to głośnym westchnięciem, które następnie przeszło w przeciągły jęk. Odchyliłam głowę do tyłu, przez co ponownie spotkała się z miękkim materacem położonym na łóżku. — Co się dzieje, Nivan — zapytałam nagle, prostując się gwałtownie i pochylając do przodu, przy okazji odstawiając kieliszek na podłogę, podczas lustrowania chłopaka zielonym spojrzeniem.
I może wcale nie było to pytanie, a raczej chłodne żądanie odpowiedzi, ale kto tam to wie.
sobota, 26 maja 2018
Spadam [28]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
Prawie zdechłem z powodu hiperwentylacji spowodowanej nagłym atakiem śmiechu, gdy dziewczyna zaczęła dławić się winem i prawie co jej nosem poszło. Rzeczywiście, blondynkom było do twarzy z czerwonym.
— Jak bardzo nie chcę tego mówić, to z koszulką się zgodzę, sama pewnie piszczę — odparła, na co ponownie parsknąłem śmiechem, wyprężyłem się i mruknąłem z satysfakcją, bo zdecydowanie uwielbiałem, jak mi miziali i podlewali komplementami ego. Pyszałek i narcyz ze mnie, no co począć. — Czekam aż dołączysz do Chippendalesów, obiecuję, zaproszę cię na mój wieczór panieński, jeżeli do niego kiedykolwiek dojdzie — dodała na sam koniec, śmiejąc się w najlepsze, a ja zareagowałem tylko mruknięciem.
— Aż taką przyszłość mi wróżysz? Może serio powinienem się tego chwycić, jak od razu takie teksty są rzucane? — Wypuściłem z płuc gromki śmiech i poprawiłem się w miejscu, zaciągając niżej koszulkę, która zdążyła się zachachmęcić i podwinąć.
Ściągnąłem usta i odwróciłem wzrok od nastolatki.
— Mogę zajarać? — spytałem po krótkiej chwili, zerkając na nią kątem oka.
Nie wiedziałem jeszcze, na co do końca miałem ochotę. Szlugi i kalafiory, czy może jednak zioło. Chociaż zdążyłem się już tak zapchać tytoniem, że prawdopodobnie sięgnę po to drugie.
Wciąż dudniło mi w głowie.
Krew ciągle buzowała.
Palce nerwowo stukały, myśli pędziły z niezwykłą prędkością.
— Jak bardzo nie chcę tego mówić, to z koszulką się zgodzę, sama pewnie piszczę — odparła, na co ponownie parsknąłem śmiechem, wyprężyłem się i mruknąłem z satysfakcją, bo zdecydowanie uwielbiałem, jak mi miziali i podlewali komplementami ego. Pyszałek i narcyz ze mnie, no co począć. — Czekam aż dołączysz do Chippendalesów, obiecuję, zaproszę cię na mój wieczór panieński, jeżeli do niego kiedykolwiek dojdzie — dodała na sam koniec, śmiejąc się w najlepsze, a ja zareagowałem tylko mruknięciem.
— Aż taką przyszłość mi wróżysz? Może serio powinienem się tego chwycić, jak od razu takie teksty są rzucane? — Wypuściłem z płuc gromki śmiech i poprawiłem się w miejscu, zaciągając niżej koszulkę, która zdążyła się zachachmęcić i podwinąć.
Ściągnąłem usta i odwróciłem wzrok od nastolatki.
— Mogę zajarać? — spytałem po krótkiej chwili, zerkając na nią kątem oka.
Nie wiedziałem jeszcze, na co do końca miałem ochotę. Szlugi i kalafiory, czy może jednak zioło. Chociaż zdążyłem się już tak zapchać tytoniem, że prawdopodobnie sięgnę po to drugie.
Wciąż dudniło mi w głowie.
Krew ciągle buzowała.
Palce nerwowo stukały, myśli pędziły z niezwykłą prędkością.
Spadam [27]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Spojrzał na zegarek w swoim telefonie, po czym wzruszył ramionami, a ja oczywiście nie usłyszałam odpowiedzi, której w ogóle nie dostałam. Cały Nivan Oakley przysięgam.
Przymknął oczy, ziewnął i wziął łyk wina, po czym się uśmiechnął, tak delikatnie i błogo, sama nie wiem, czy do końca był świadomy tego drobnego gestu, z którym zdecydowanie było mu do twarzy. Bo zdecydowanie dobrze wyglądał właśnie z takim uśmiechem, a nie zmarszczonym czołem, smutkiem w błękitnym oczach i złością wymalowaną w zaciśniętych pięściach. Spokojny, rozluźniony.
Takiego lubiłam go oglądać.
— Noc jeszcze młoda — odparł, dalej leniwie, z tym Nivowym spokojem i otworzył błękitne oczy. Posłałam mu przyjazny uśmiech, przy okazji biorąc łyk wina. — Ale co, nie nadaję się na takiego tancerza? Jak podwijam koszulkę, to już piszczą. Dobra alternatywa dla niespełnionych marzeń, jak myślisz? — zapytał, parskając śmiechem, a ja po prostu się zakrztusiłam, napój stanął mi w gardle czy nie trafił do odpowiedniej dziurki, kto to wie, ważne, że zaczęłam kaszleć jak szalona i przechyliłam się gwałtownie do przodu, a moja twarz pewnie zrobiła się na krótką chwilę czerwona.
— Jak bardzo nie chcę tego mówić, to z koszulką się zgodzę, sama pewnie piszczę — oświadczyłam, dalej pokasłując, choć i tak zdecydowanie się uspokoiłam. Wzięłam głęboki oddech, po czym oparłam policzek na mojej dłoni. — Czekam aż dołączysz do Chippendalesów, obiecuję, zaproszę cię na mój wieczór panieński, jeżeli do niego kiedykolwiek dojdzie — stwierdziłam i parsknęłam śmiechem, ponownie zaczynając kręcić bączki swoją stopą.
Przymknął oczy, ziewnął i wziął łyk wina, po czym się uśmiechnął, tak delikatnie i błogo, sama nie wiem, czy do końca był świadomy tego drobnego gestu, z którym zdecydowanie było mu do twarzy. Bo zdecydowanie dobrze wyglądał właśnie z takim uśmiechem, a nie zmarszczonym czołem, smutkiem w błękitnym oczach i złością wymalowaną w zaciśniętych pięściach. Spokojny, rozluźniony.
Takiego lubiłam go oglądać.
— Noc jeszcze młoda — odparł, dalej leniwie, z tym Nivowym spokojem i otworzył błękitne oczy. Posłałam mu przyjazny uśmiech, przy okazji biorąc łyk wina. — Ale co, nie nadaję się na takiego tancerza? Jak podwijam koszulkę, to już piszczą. Dobra alternatywa dla niespełnionych marzeń, jak myślisz? — zapytał, parskając śmiechem, a ja po prostu się zakrztusiłam, napój stanął mi w gardle czy nie trafił do odpowiedniej dziurki, kto to wie, ważne, że zaczęłam kaszleć jak szalona i przechyliłam się gwałtownie do przodu, a moja twarz pewnie zrobiła się na krótką chwilę czerwona.
— Jak bardzo nie chcę tego mówić, to z koszulką się zgodzę, sama pewnie piszczę — oświadczyłam, dalej pokasłując, choć i tak zdecydowanie się uspokoiłam. Wzięłam głęboki oddech, po czym oparłam policzek na mojej dłoni. — Czekam aż dołączysz do Chippendalesów, obiecuję, zaproszę cię na mój wieczór panieński, jeżeli do niego kiedykolwiek dojdzie — stwierdziłam i parsknęłam śmiechem, ponownie zaczynając kręcić bączki swoją stopą.
Spadam [26]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
Ten wzrok mówiący „Co ty pieprzysz, Oakley” doprowadził mnie, wraz z odrobiną wina w istnie szampański nastrój, gdzie szczerzyłem się od ucha do ucha, parskając przy okazji pod nosem i kręcąc głową z politowaniem.
— A ja za dziwkę, co? — odparła, stukając się palcem w czoło, na co głośno prychnąłem i podrapałem się po policzku. — Pewnie coś z zielarstwem mi zostanie, chyba nic innego nie potrafię — kontynuowała, za chwilę opierając głowę na łóżku i jęcząc niczym jaka umęczona dusza, czy cholera w sumie wie co. — Która już jest?
Spojrzałem niechętnie na zegarek w telefonie, zmrużyłem oczy, wydąłem wargi i w sumie to nawet nie zakodowałem ułożenia cyferek na ekranie. Wzruszyłem ramionami, ziewając i za chwilę ponownie upijając odrobinę wina.
Uśmiechnąłem się mimowolnie na wspomnienie dłoni Melanii, która zawsze w takich momentach przemykała po mojej głowie, przeczesywała i odgarniała włosy, czy gładziła palcami policzek.
Chyba powinienem do niej zadzwonić albo w ogóle zerwać się w którymś tygodniu i ją odwiedzić.
— Noc jeszcze młoda — odparłem leniwie, otwierając równie niechętnie oczy i spoglądając na nastolatkę sennie. — Ale co, nie nadaję się na takiego tancerza? Jak podwijam koszulkę, to już piszczą. Dobra alternatywa dla niespełnionych marzeń, jak myślisz? — parsknąłem śmiechem.
— A ja za dziwkę, co? — odparła, stukając się palcem w czoło, na co głośno prychnąłem i podrapałem się po policzku. — Pewnie coś z zielarstwem mi zostanie, chyba nic innego nie potrafię — kontynuowała, za chwilę opierając głowę na łóżku i jęcząc niczym jaka umęczona dusza, czy cholera w sumie wie co. — Która już jest?
Spojrzałem niechętnie na zegarek w telefonie, zmrużyłem oczy, wydąłem wargi i w sumie to nawet nie zakodowałem ułożenia cyferek na ekranie. Wzruszyłem ramionami, ziewając i za chwilę ponownie upijając odrobinę wina.
Uśmiechnąłem się mimowolnie na wspomnienie dłoni Melanii, która zawsze w takich momentach przemykała po mojej głowie, przeczesywała i odgarniała włosy, czy gładziła palcami policzek.
Chyba powinienem do niej zadzwonić albo w ogóle zerwać się w którymś tygodniu i ją odwiedzić.
— Noc jeszcze młoda — odparłem leniwie, otwierając równie niechętnie oczy i spoglądając na nastolatkę sennie. — Ale co, nie nadaję się na takiego tancerza? Jak podwijam koszulkę, to już piszczą. Dobra alternatywa dla niespełnionych marzeń, jak myślisz? — parsknąłem śmiechem.
piątek, 25 maja 2018
Spadam [25]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Zerknął na mnie, raczej bez przekonania, a ja w myślach westchnęłam ciężko i skrzywiłam się nieznacznie (a może i znacznie, przecież to drugie osoby powinny to oceniać), bo Nivan Oakley raczej do optymistów nie należał.
— Pewnie od razu po wszystkim praca. Albo nawet zrezygnuję z ostatniej, może dwóch ostatnich klas — stwierdził, a mnie może i wmurowało. Bo przecież zrezygnowanie z dwóch ostatnich klas oznaczało, że dokładnie za dwa semestry już nie będę mogła usiąść z nim w ten sposób, na podłodze z lampką wina, wpatrując się w te niebieskie oczy z przyjacielską czułością i po prostu porozmawiać, gdy było nam ciężej, gorzej. Opuścił wzrok. — Robię już doświadczenie u Mińska, więc może mnie gdzieś zatrudnią. Informatyka czy coś — dodał szybko, a ja pokiwałam głową i sama uciekłam swoim spojrzeniem na bok, stukając kilka razy palcem o szkło — W ostateczności zrobię za striptizera — parsknął głośnym śmiechem, wybijając mnie od razu z melancholijnego nastroju i wprawiając w zupełnie przeciwny stan.
— A ja za dziwkę, co? — stwierdziłam, pukając się palcem w czoło. Zerknęłam na swoją prawą stopę i zaczęłam kreślić nią kółka. — Pewnie coś z zielarstwem mi zostanie, chyba nic innego nie potrafię — dodałam szybko, przekręcając głowę w bok. Wzięłam głęboki oddech, odchylając głowę do tyłu, przez co opadła ona prosto na miękki materac. Jęknęłam. — Która już jest?
— Pewnie od razu po wszystkim praca. Albo nawet zrezygnuję z ostatniej, może dwóch ostatnich klas — stwierdził, a mnie może i wmurowało. Bo przecież zrezygnowanie z dwóch ostatnich klas oznaczało, że dokładnie za dwa semestry już nie będę mogła usiąść z nim w ten sposób, na podłodze z lampką wina, wpatrując się w te niebieskie oczy z przyjacielską czułością i po prostu porozmawiać, gdy było nam ciężej, gorzej. Opuścił wzrok. — Robię już doświadczenie u Mińska, więc może mnie gdzieś zatrudnią. Informatyka czy coś — dodał szybko, a ja pokiwałam głową i sama uciekłam swoim spojrzeniem na bok, stukając kilka razy palcem o szkło — W ostateczności zrobię za striptizera — parsknął głośnym śmiechem, wybijając mnie od razu z melancholijnego nastroju i wprawiając w zupełnie przeciwny stan.
— A ja za dziwkę, co? — stwierdziłam, pukając się palcem w czoło. Zerknęłam na swoją prawą stopę i zaczęłam kreślić nią kółka. — Pewnie coś z zielarstwem mi zostanie, chyba nic innego nie potrafię — dodałam szybko, przekręcając głowę w bok. Wzięłam głęboki oddech, odchylając głowę do tyłu, przez co opadła ona prosto na miękki materac. Jęknęłam. — Która już jest?
Spadam [24]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
— Zdecydowanie, tylko czekam, aż w końcu zorganizują ten bal — odparła, przyprawiając mnie o uśmiech i mruknięcie, bo w sumie też jako tako na niego czekałem. A raczej okazje z nim powiązane. — To wszystko wina alkoholu, robimy się melancholijni i tacy... smutnawi. Mam wrażenie, że zaraz się popłaczę, bo to wszystko przecież niedługo się skończy, nawet jeżeli są to jeszcze dwa lata — dodała jeszcze z ciężkim, ale to naprawdę ciężkim westchnięciem. — Przecież dopiero co was poznałam, a już siedzę w czwartej klasie, piszę pracę na koniec tego roku, potem piąty rok i może szósty, jeżeli się zdecyduję. No a potem w świat i w sumie to nie wiem, co chcę ze sobą począć.
Cisza przerywana stukotem palców Przewalskiej. Przez chwilę nie musieliśmy rozmawiać.
Ba, nawet nie chcieliśmy. Temat zszedł na tory niezbyt przyjemne, a raczej te, które staraliśmy się jako tako unikać.
— A ty Nivan? Jakieś plany na przyszłość?
Dożyć jebanych dwudziestu trzech lat będzie chyba największym planem i największym sukcesem, jaki majaczy mi na horyzoncie, jak mam być szczery.
— Pewnie od razu po wszystkim praca. Albo nawet zrezygnuję z ostatniej, może dwóch ostatnich klas. — Wydąłem delikatnie usta, opuszczając przy okazji wzrok. — Robię już doświadczenie u Mińska, więc może mnie gdzieś zatrudnią. Informatyka czy coś.
A jak nie to przecież ma się inne sposoby.
— W ostateczności zrobię za striptizera — parsknąłem śmiechem.
Cisza przerywana stukotem palców Przewalskiej. Przez chwilę nie musieliśmy rozmawiać.
Ba, nawet nie chcieliśmy. Temat zszedł na tory niezbyt przyjemne, a raczej te, które staraliśmy się jako tako unikać.
— A ty Nivan? Jakieś plany na przyszłość?
Dożyć jebanych dwudziestu trzech lat będzie chyba największym planem i największym sukcesem, jaki majaczy mi na horyzoncie, jak mam być szczery.
— Pewnie od razu po wszystkim praca. Albo nawet zrezygnuję z ostatniej, może dwóch ostatnich klas. — Wydąłem delikatnie usta, opuszczając przy okazji wzrok. — Robię już doświadczenie u Mińska, więc może mnie gdzieś zatrudnią. Informatyka czy coś.
A jak nie to przecież ma się inne sposoby.
— W ostateczności zrobię za striptizera — parsknąłem śmiechem.
Spadam [23]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
— Byłbym najgorszym pomiotem, gdybym nie pamiętał — mruknął z typowym uśmieszkiem na twarzy, po czym wziął łyk ze swojego kieliszka. — Trzeba będzie to jeszcze kiedyś powtórzyć, potrzebuję z wami zatańczyć, Przewalska — oświadczył, gdy ostawiał szkło na bok, a ja z chęcią pokiwałam głową, zgadzając się z chłopakiem, bo miał rację. Oboje musieliśmy jeszcze choć ten jeden raz popłynąć w walcu. — Czy to już ten moment życia, gdzie jesteśmy tak starzy, że zbiera nam się na melancholijne wspominania? — zapytał z przekąsem, na co przewróciłam oczami.
— Zdecydowanie, tylko czekam, aż w końcu zorganizują ten bal — mruknęłam z uśmiechem i wzięłam łyk wina. — To wszystko wina alkoholu, robimy się melancholijni i tacy... smutnawi — stwierdziłam, krzywiąc się niemiłosiernie i spoglądając kątem oka na nasze kieliszki. — Mam wrażenie, że zaraz się popłaczę, bo to wszystko przecież niedługo się skończy, nawet jeżeli są to jeszcze dwa lata — powiedziałam, zamykając na chwilę oczy i westchnęłam głośno. — Przecież dopiero co was poznałam, a już siedzę w czwartej klasie, piszę pracę na koniec tego roku, potem piąty rok i może szósty, jeżeli się zdecyduję. No a potem w świat i w sumie to nie wiem, co chcę ze sobą począć.
Zastukałam palcami o wykładzinę i po raz drugi wypuściłam powietrze z płuc.
— A ty Nivan? Jakieś plany na przyszłość?
— Zdecydowanie, tylko czekam, aż w końcu zorganizują ten bal — mruknęłam z uśmiechem i wzięłam łyk wina. — To wszystko wina alkoholu, robimy się melancholijni i tacy... smutnawi — stwierdziłam, krzywiąc się niemiłosiernie i spoglądając kątem oka na nasze kieliszki. — Mam wrażenie, że zaraz się popłaczę, bo to wszystko przecież niedługo się skończy, nawet jeżeli są to jeszcze dwa lata — powiedziałam, zamykając na chwilę oczy i westchnęłam głośno. — Przecież dopiero co was poznałam, a już siedzę w czwartej klasie, piszę pracę na koniec tego roku, potem piąty rok i może szósty, jeżeli się zdecyduję. No a potem w świat i w sumie to nie wiem, co chcę ze sobą począć.
Zastukałam palcami o wykładzinę i po raz drugi wypuściłam powietrze z płuc.
— A ty Nivan? Jakieś plany na przyszłość?
czwartek, 24 maja 2018
Spadam [22]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
Krótkie skinienie głową, podziękowanie, na które odparłem tylko i wyłącznie ledwo majaczącym na ustach uśmiechem.
— No. A później i przyjdzie czas na mnie — dodała, już całkiem mnie dobijając, zabijając, kopiąc leżącego i tak dalej można wymieniać. Po prostu przyprawiła mnie o dreszcze i myśli gorsze niż złe, bo rzeczywiście, ona też za chwilę stąd wylatuje. — Ewentualnie zostanę na rok, żeby uczyć zielarstwa i jakoś zarobić. W sumie to sama nie wiem, okaże się, może od razu polecę na uniwersytet, chociaż w takim przypadku i tak pewnie byłabym jedną z młodszych — dodała, opierając się o materac należący do łóżka Yamira, podciągając kolana pod brodę i nawet wzruszyła ramionami. — To wszystko szybko leci. Pamiętasz jeszcze bal? — spytała i może nawet zaśmiała się pod nosem.
— Byłbym najgorszym pomiotem, gdybym nie pamiętał — odparłem z uśmiechem, wychylając przy okazji kieliszek. — Trzeba będzie to jeszcze kiedyś powtórzyć, potrzebuję z wami zatańczyć, Przewalska. — Odstawiłem szybko naczynie i skrzyżowałem nogi, przeciągając się, wyciągając i ziewając siarczyście. — Czy to już ten moment życia, gdzie jesteśmy tak starzy, że zbiera nam się na melancholijne wspominania? — zapytałem niby z przekąsem, niby rozbawiony, ale przede wszystkim szczęśliwy.
Że no wtedy podszedłem i poprosiłem ją do tego nieszczęsnego tańca.
Że w ogóle tam poszedłem.
I że później ponownie ją spotkałem.
— No. A później i przyjdzie czas na mnie — dodała, już całkiem mnie dobijając, zabijając, kopiąc leżącego i tak dalej można wymieniać. Po prostu przyprawiła mnie o dreszcze i myśli gorsze niż złe, bo rzeczywiście, ona też za chwilę stąd wylatuje. — Ewentualnie zostanę na rok, żeby uczyć zielarstwa i jakoś zarobić. W sumie to sama nie wiem, okaże się, może od razu polecę na uniwersytet, chociaż w takim przypadku i tak pewnie byłabym jedną z młodszych — dodała, opierając się o materac należący do łóżka Yamira, podciągając kolana pod brodę i nawet wzruszyła ramionami. — To wszystko szybko leci. Pamiętasz jeszcze bal? — spytała i może nawet zaśmiała się pod nosem.
— Byłbym najgorszym pomiotem, gdybym nie pamiętał — odparłem z uśmiechem, wychylając przy okazji kieliszek. — Trzeba będzie to jeszcze kiedyś powtórzyć, potrzebuję z wami zatańczyć, Przewalska. — Odstawiłem szybko naczynie i skrzyżowałem nogi, przeciągając się, wyciągając i ziewając siarczyście. — Czy to już ten moment życia, gdzie jesteśmy tak starzy, że zbiera nam się na melancholijne wspominania? — zapytałem niby z przekąsem, niby rozbawiony, ale przede wszystkim szczęśliwy.
Że no wtedy podszedłem i poprosiłem ją do tego nieszczęsnego tańca.
Że w ogóle tam poszedłem.
I że później ponownie ją spotkałem.
Spadam [21]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Uśmiechnął się i pokiwał głową, ale nie wydawało mi się, żeby miało być to przekonywujące mnie kiwnięcie.
No cóż.
— Postaram się, Wanda — stwierdził, a ja uśmiechnęłam się szeroko, podnosząc swój kieliszek jakby z aprobatą, bo Nivan Oakley mi zaimponował. — Tylko wiesz. Trzeba się zacząć usamodzielniać za rok pełnoletność, przydałoby się pracę poważniejszą znaleźć i planować coś już. Nie mogę być wiecznie na garnuszku mamusi — dodał, na co prychnęłam oburzona, choć naprawdę zgadzałam się z chłopakiem i następnie pokiwałam głową, dalej utrzymując swój uśmiech na twarzy. — Wiem, że mam jeszcze dużo czasu, ale to minie, jak z bicza strzelił... Już minęły trzy lata. Za chwilę będziemy się żegnać z aktualną piątą klasą — stwierdził i zamilkł na chwilę, opuszczając wzrok.
Po chwili jednak chwycił za butelkę, by nalać nam wina do kieliszków. Posłałam mu jeszcze szerszy uśmiech i skinęłam w podziękowaniu głową.
— No. A później i przyjdzie czas na mnie — mruknęłam, marszcząc czoło. — Ewentualnie zostanę na rok, żeby uczyć zielarstwa i jakoś zarobić. W sumie to sama nie wiem, okaże się, może od razu polecę na uniwersytet, chociaż w takim przypadku i tak pewnie byłabym jedną z młodszych — stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Wzięłam kolejny łyk i odchyliłam się do tyłu, przez co natrafiłam plecami na łóżko Yamira. Podciągnęłam nogi do siebie. — To wszystko szybko leci. Pamiętasz jeszcze bal? — zapytałam, parskając śmiechem.
No cóż.
— Postaram się, Wanda — stwierdził, a ja uśmiechnęłam się szeroko, podnosząc swój kieliszek jakby z aprobatą, bo Nivan Oakley mi zaimponował. — Tylko wiesz. Trzeba się zacząć usamodzielniać za rok pełnoletność, przydałoby się pracę poważniejszą znaleźć i planować coś już. Nie mogę być wiecznie na garnuszku mamusi — dodał, na co prychnęłam oburzona, choć naprawdę zgadzałam się z chłopakiem i następnie pokiwałam głową, dalej utrzymując swój uśmiech na twarzy. — Wiem, że mam jeszcze dużo czasu, ale to minie, jak z bicza strzelił... Już minęły trzy lata. Za chwilę będziemy się żegnać z aktualną piątą klasą — stwierdził i zamilkł na chwilę, opuszczając wzrok.
Po chwili jednak chwycił za butelkę, by nalać nam wina do kieliszków. Posłałam mu jeszcze szerszy uśmiech i skinęłam w podziękowaniu głową.
— No. A później i przyjdzie czas na mnie — mruknęłam, marszcząc czoło. — Ewentualnie zostanę na rok, żeby uczyć zielarstwa i jakoś zarobić. W sumie to sama nie wiem, okaże się, może od razu polecę na uniwersytet, chociaż w takim przypadku i tak pewnie byłabym jedną z młodszych — stwierdziłam i wzruszyłam ramionami. Wzięłam kolejny łyk i odchyliłam się do tyłu, przez co natrafiłam plecami na łóżko Yamira. Podciągnęłam nogi do siebie. — To wszystko szybko leci. Pamiętasz jeszcze bal? — zapytałam, parskając śmiechem.
środa, 23 maja 2018
Spadam [20]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
Prychnęła. Ocho, czyżby panna Przewalska się obraziła i odrzucała wszelakiej maści zarzuty? I tak dobrze wiemy, że najchętniej wybiłaby połowę rasy ludzkiej. Jak większość ludzi, zresztą.
— Nie chcę go zabić — odparła tylko zwięźle, krótko i na temat, na co pokiwałem głową z lekko kpiącym uśmieszkiem. — Tylko troszkę podrapać i pokrzyczeć, że najlepszego przyjaciela się tak nie zostawia ze łzami w oczach, nawet jeżeli brzmi to idealistycznie i bajkowo, bo i ja pewnie czasami miałabym ochotę to zrobić. W końcu dba o tą swoją równowagę świata, prawda? — A potem wychyliła porządnie ten kieliszek i wypiła wszystko do końca, wcześniej burcząc coś i fukając pod nosem. Wydałem z siebie głośne prychnięcio—parsknięcie, cholera w sumie wie co, z pewnością był to po prostu bardzo dziwny i nietypowy dźwięk. — Tylko się nie przepracowuj, błagam, Niv. Korzystaj z życia póki możesz i tak dalej, wiem, że to brzmi jak bzdury, ale w końcu mam te osiemnaście lat dopiero, więc jeszcze mogę je wygadywać.
Uśmiechnąłem się i pokiwałem głową.
— Postaram się, Wanda. Tylko wiesz. Trzeba się zacząć usamodzielniać za rok pełnoletność, przydałoby się pracę poważniejszą znaleźć i planować coś już. Nie mogę być wiecznie na garnuszku mamusi — dodałem niby rześko. — Wiem, że mam jeszcze dużo czasu, ale to minie, jak z bicza strzelił... Już minęły trzy lata. Za chwilę będziemy się żegnać z aktualną piątą klasą.
Zmarkotniałem.
Chyba za dużo myślałem.
Nie czekając długo, dopiłem swoją porcję, za chwilę sięgając po butelkę i ponownie napełniając kieliszki.
— Nie chcę go zabić — odparła tylko zwięźle, krótko i na temat, na co pokiwałem głową z lekko kpiącym uśmieszkiem. — Tylko troszkę podrapać i pokrzyczeć, że najlepszego przyjaciela się tak nie zostawia ze łzami w oczach, nawet jeżeli brzmi to idealistycznie i bajkowo, bo i ja pewnie czasami miałabym ochotę to zrobić. W końcu dba o tą swoją równowagę świata, prawda? — A potem wychyliła porządnie ten kieliszek i wypiła wszystko do końca, wcześniej burcząc coś i fukając pod nosem. Wydałem z siebie głośne prychnięcio—parsknięcie, cholera w sumie wie co, z pewnością był to po prostu bardzo dziwny i nietypowy dźwięk. — Tylko się nie przepracowuj, błagam, Niv. Korzystaj z życia póki możesz i tak dalej, wiem, że to brzmi jak bzdury, ale w końcu mam te osiemnaście lat dopiero, więc jeszcze mogę je wygadywać.
Uśmiechnąłem się i pokiwałem głową.
— Postaram się, Wanda. Tylko wiesz. Trzeba się zacząć usamodzielniać za rok pełnoletność, przydałoby się pracę poważniejszą znaleźć i planować coś już. Nie mogę być wiecznie na garnuszku mamusi — dodałem niby rześko. — Wiem, że mam jeszcze dużo czasu, ale to minie, jak z bicza strzelił... Już minęły trzy lata. Za chwilę będziemy się żegnać z aktualną piątą klasą.
Zmarkotniałem.
Chyba za dużo myślałem.
Nie czekając długo, dopiłem swoją porcję, za chwilę sięgając po butelkę i ponownie napełniając kieliszki.
Spadam [19]
Etykiety:
Spadam,
Wanda Anastazja Przewalska
Wzruszył ramionami i przysięgam, przez jego twarz przebiegła smutniejsza ekspresja, nieprzyjemne zamyślenie i zmarkotnienie. Westchnęłam ciężko, pochylając się troszeczkę w stronę chłopaka, bo nie przepadałam za Nivanem Oakleyem w takim stanie.
— Nie wiem, pewnie siedzi z Renee, w sumie, cholera to wie — stwierdził, układając swoje nogi obok mnie, a ja zmarszczyłam czółko, przekrzywiając przy okazji głowę w bok. — Mało czasu ostatnio z nim spędzam. Prawie wcale. — Przerwał na chwilę i westchnął ciężko, a ja odwzajemniłam się tym samym i wzięłam troszkę większy łyk alkoholu. — Gorsze dni po prostu. Pewnie jak ogarnę już lepiej pracę u Mińska, opanuję jakoś te wszystkie listy et cetera, to znowu wróci do normy. Póki co od siebie poodpoczywamy — dopowiedział szybko, może i trochę radośniej, z większą ilością energii, ale jednak dalej coś nie grało i dalej mnie to martwiło. — I nie zabijaj go, nie ma takiej potrzeby.
Prychnęłam w odpowiedzi.
— Nie chcę go zabić — stwierdziłam, jakby było to oczywistą oczywistością, bo jednak Nivan Oakley wiedział o niektórych sprawach. — Tylko troszkę podrapać i pokrzyczeć, że najlepszego przyjaciela się tak nie zostawia ze łzami w oczach, nawet jeżeli brzmi to idealistycznie i bajkowo, bo i ja pewnie czasami miałabym ochotę to zrobić. W końcu dba o tą swoją równowagę świata, prawda? — mruknęłam, obracając szkło w dłoni. Mruknęłam pod nosem niezrozumiałą rzecz, następnie biorąc potężny łyk i w ten sposób kończąc jeden kieliszek. — Tylko się nie przepracowuj, błagam, Niv. Korzystaj z życia póki możesz i tak dalej, wiem, że to brzmi jak bzdury, ale w końcu mam te osiemnaście lat dopiero, więc jeszcze mogę je wygadywać.
— Nie wiem, pewnie siedzi z Renee, w sumie, cholera to wie — stwierdził, układając swoje nogi obok mnie, a ja zmarszczyłam czółko, przekrzywiając przy okazji głowę w bok. — Mało czasu ostatnio z nim spędzam. Prawie wcale. — Przerwał na chwilę i westchnął ciężko, a ja odwzajemniłam się tym samym i wzięłam troszkę większy łyk alkoholu. — Gorsze dni po prostu. Pewnie jak ogarnę już lepiej pracę u Mińska, opanuję jakoś te wszystkie listy et cetera, to znowu wróci do normy. Póki co od siebie poodpoczywamy — dopowiedział szybko, może i trochę radośniej, z większą ilością energii, ale jednak dalej coś nie grało i dalej mnie to martwiło. — I nie zabijaj go, nie ma takiej potrzeby.
Prychnęłam w odpowiedzi.
— Nie chcę go zabić — stwierdziłam, jakby było to oczywistą oczywistością, bo jednak Nivan Oakley wiedział o niektórych sprawach. — Tylko troszkę podrapać i pokrzyczeć, że najlepszego przyjaciela się tak nie zostawia ze łzami w oczach, nawet jeżeli brzmi to idealistycznie i bajkowo, bo i ja pewnie czasami miałabym ochotę to zrobić. W końcu dba o tą swoją równowagę świata, prawda? — mruknęłam, obracając szkło w dłoni. Mruknęłam pod nosem niezrozumiałą rzecz, następnie biorąc potężny łyk i w ten sposób kończąc jeden kieliszek. — Tylko się nie przepracowuj, błagam, Niv. Korzystaj z życia póki możesz i tak dalej, wiem, że to brzmi jak bzdury, ale w końcu mam te osiemnaście lat dopiero, więc jeszcze mogę je wygadywać.
Spadam [18]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Spadam
Bez najmniejszego zawahania wyciągnęła dłoń w stronę tabliczki i przyjęła szybko kostkę, obdarzając mnie przy tym cudownym uśmiechem.
— Właśnie tak — mruknęła, ponownie przykładając kieliszek do ust i ponownie biorąc łyk wina. — Gdzie zaginął Yamir? Dalej muszę go przetrzepać za zostawienie ciebie samego na takim chłodzie, niech nie myśli, że ujdzie mu na sucho — rzuciła z lekkim oburzeniem, marszcząc porządnie czoło i zerkając na mnie nieco zirytowanym spojrzeniem, które jednocześnie wymagało wszelakich odpowiedzi na nurtujące ją pytania.
Parsknąłem cicho i pokręciłem głową, samemu upychając odrobinę czekolady do ust. Musiałem powstrzymać się od jedzenia jej jak batonika i zadowolić beznadziejnymi, dwoma, złączonymi kosteczkami.
Wzruszyłem ramionami, markotniejąc z chwili na chwilę i spoglądając na nią wzrokiem może zbyt mocno klepniętego po boczku szczeniaka.
— Nie wiem, pewnie siedzi z Renee, w sumie, cholera to wie — rzuciłem, prostując nogi i kładąc je obok Wandy. — Mało czasu ostatnio z nim spędzam. Prawie wcale.
Ułożyłem dłonie z kieliszkiem na moich udach i westchnąłem ciężko.
— Gorsze dni po prostu. Pewnie jak ogarnę już lepiej pracę u Mińska, opanuję jakoś te wszystkie listy et cetera, to znowu wróci do normy. Póki co od siebie poodpoczywamy — dodałem nieco radośniej, stukając palcami o nóżkę naczynia. — I nie zabijaj go, nie ma takiej potrzeby.
— Właśnie tak — mruknęła, ponownie przykładając kieliszek do ust i ponownie biorąc łyk wina. — Gdzie zaginął Yamir? Dalej muszę go przetrzepać za zostawienie ciebie samego na takim chłodzie, niech nie myśli, że ujdzie mu na sucho — rzuciła z lekkim oburzeniem, marszcząc porządnie czoło i zerkając na mnie nieco zirytowanym spojrzeniem, które jednocześnie wymagało wszelakich odpowiedzi na nurtujące ją pytania.
Parsknąłem cicho i pokręciłem głową, samemu upychając odrobinę czekolady do ust. Musiałem powstrzymać się od jedzenia jej jak batonika i zadowolić beznadziejnymi, dwoma, złączonymi kosteczkami.
Wzruszyłem ramionami, markotniejąc z chwili na chwilę i spoglądając na nią wzrokiem może zbyt mocno klepniętego po boczku szczeniaka.
— Nie wiem, pewnie siedzi z Renee, w sumie, cholera to wie — rzuciłem, prostując nogi i kładąc je obok Wandy. — Mało czasu ostatnio z nim spędzam. Prawie wcale.
Ułożyłem dłonie z kieliszkiem na moich udach i westchnąłem ciężko.
— Gorsze dni po prostu. Pewnie jak ogarnę już lepiej pracę u Mińska, opanuję jakoś te wszystkie listy et cetera, to znowu wróci do normy. Póki co od siebie poodpoczywamy — dodałem nieco radośniej, stukając palcami o nóżkę naczynia. — I nie zabijaj go, nie ma takiej potrzeby.
Subskrybuj:
Posty (Atom)