— Malinowa, porzeczkowa czy jagodzianą? — spytała, gdy dobrała się do torebek, a ja dalej rozglądałem się łaknącym spojrzeniem po pokoju. Wrzuciła do swojego kubka dwie torebki o zupełnie innych smakach. W sumie nigdy o tym nie myślałem, ciekawa kombinacja, a do tego skumulowanie smaku, bo w końcu to aż dwie (2) torebki.
— Poprosiłbym malinową. — Uśmiechnąłem się, sadzając nieśmiało tyłek na krześle przy biurku, bo wolałem nie zaburzać estetyki tutejszych zaścielonych łóżek. Woda dalej się gotowała, dziewczyna zerknęła na mnie z uśmiechem, nieśmiałym, rozmarzonym.
— Wiesz już co chcesz robić? W sensie po szkole? — spytała nagle, niespodziewanie, tak z zupełnie innej beczki. Myślałem, że dopyta się o herbatę, bo niedosłyszała, albo coś w ten deseń. Ściągnąłem brwi i opuściłem wzrok na kolana, uda, cokolwiek. Właśnie, Aurelionie, co chcesz zrobić? Uciec od rodziny? To pewne. Znaleźć siebie? Dobić się do pierwszej lepszej pracy i liczyć, że jakoś to będzie? Czy może po prostu przeżyć? Wszystko brzmiało dobrze, normalnie, tak zwyczajnie, że chętnie opadłbym i odpoczął w takiej delikatnej rutynie.
— Chcę... Chcę po prostu być. I być szczęśliwy — odparłem po chwili namysłu, bo ta odpowiedź wydawała mi się najodpowiedniejsza. — I malinową poproszę — dodałem z uśmiechem i leniwym machnięciem ogonem.
Zobaczmy, czy pobijesz Eternum w sztuce zaparzania ziołowych naparów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poszukiwanie zaginionej mutacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Poszukiwanie zaginionej mutacji. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 lutego 2018
środa, 7 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [21]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
— Ładnie tu — skomentował, wchodząc do pokoju. — Dzięki za uratowanie czoła i życia belce — dodał, śmiejąc się. Nastawiłam wodę na herbatę, po czym wyciągnęłam torebkę z, którą w tym roku wzbogaciłam aż o jeden nowy smak cudownego napoju.
— Malinowa, porzeczkowa czy jagodzianą? — spytałam, sama parząc sobie malinową i porzeczkową w jednym dużym kubku. Taką, żeby choć odrobinę zasmakowała tą dobrą, Zilkową, którą piłam jeszcze niedawno, w domu. Nie zrozumiem nigdy osób, które wolą kawę. Przecie to gorzkie, niedobre, fuj. No ale, o gustach się nie dyskutuje, chyba, że chodzi o kawę.
Wyobraziłam sobie, jakby to było, gdyby było odwrotnie. Gdybym to ja nie wiedziała kim, czym jestem. Czy też tak bardzo chciałabym się dowiedzieć? Pewnie tak, chociaż na pewno bym się bała. Bo nigdy nie wiadomo co się podczas takich poszukiwań znajdzie.
Odchyliłam głowę do tyłu, przysłuchując się dźwiękowi gotowania wody, co przypomniało mi, że dalej nie wiem jaką herbatę zalać Aurelowi.
— Wiesz już co chcesz robić? W sensie po szkole? — spytałam nagle, ni stąd, ni zowąd. Nie wiem skąd się to pytanie wzięło i czemu je zadałam. Może podświadomie podążyłam myślami tą drogą i zadałam je, ponieważ sama nie miałam pojęcia?
Poszukiwanie zaginionej mutacji [20]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
— Nie, skąd, będzie mi miło, jak będę miała towarzystwo — odparła z tańczącym na ustach uśmiechem, ładnym błyskiem w oku i odwróceniem się na pięcie w stronę drzwi, które chwilę później przed nią otworzyłem. Bądźmy kulturalni, proszę państwa, kulturalni.
Upał był nieznośny, z człowieka się lało, wszyscy ledwo dychali i sapali, a ja, jak bardzo bym ciepła nie kochał, miałem już stanowczo dosyć. Do tego przyklejony do ciała mundurek, prześwitujący gdzieniegdzie przez niego błękit skóry i mokre włosy przyklejające się do czoła. Odgarniając je, miałem ochotę się zrzygać na miejscu, bo nie ma nic gorszego.
Potem zbawienny, względnie klimatyzowany budynek, sapiące ze wszystkich stron istoty, piesołaki z wywalonym jęzorem, śmierdzące koniołaki, przewodnicy wody, którzy starali się z siebie jak najszybciej odparować pot. Uroczo, nie ma co. Najlepiej chyba mieli ci od powietrza, którzy tworzyli sobie malutki wir na wzór wiatraczka i paradowali, jak gdyby nigdy nic.
— Uważaj! — pisk dziewczyny nagle wybudził mnie z krainy fuczenia na innych, a pociągnięcie w tył prawie pozbawiło tchu w płucach, bo kołnierz, który powinienem rozpiąć, wbił mi się w gardło. — Ładnie tak, wpadać głową na belkę? Biedna, leci na nią niebieska głowa, a nawet nie może się odsunąć — zaśmiała się nagle, a ja zerknąłem na, rzeczywiście wystający, drewniany drąg, którego tu wcześniej nie było, przysięgam. Ta szkoła serio chce nas wszystkich zabić i te sytuacje idealnie temu dowodzą. — Chodź, to już tutaj — mruknęła, ciągnąc mnie w bok i otwierając drzwi. — Zapraszam.
Wstąpiliśmy do pokoju, który nie był mi jeszcze znany, chociaż słyszałem już ploteczki o niektórych kwaterach. Potwory spod łóżka, piwnice pod dywanem, czy spadające z sufitu pająki? Nic bardziej mylnego, takie wypadki też miały miejsce.
— Ładnie tu — powiedziałem, rozglądając się po ogarniętej przez nastolatkę i pewnie jedną, czy dwie współlokatorki przestrzeń. — Dzięki za uratowanie czoła i życia belce — zaśmiałem się.
Upał był nieznośny, z człowieka się lało, wszyscy ledwo dychali i sapali, a ja, jak bardzo bym ciepła nie kochał, miałem już stanowczo dosyć. Do tego przyklejony do ciała mundurek, prześwitujący gdzieniegdzie przez niego błękit skóry i mokre włosy przyklejające się do czoła. Odgarniając je, miałem ochotę się zrzygać na miejscu, bo nie ma nic gorszego.
Potem zbawienny, względnie klimatyzowany budynek, sapiące ze wszystkich stron istoty, piesołaki z wywalonym jęzorem, śmierdzące koniołaki, przewodnicy wody, którzy starali się z siebie jak najszybciej odparować pot. Uroczo, nie ma co. Najlepiej chyba mieli ci od powietrza, którzy tworzyli sobie malutki wir na wzór wiatraczka i paradowali, jak gdyby nigdy nic.
— Uważaj! — pisk dziewczyny nagle wybudził mnie z krainy fuczenia na innych, a pociągnięcie w tył prawie pozbawiło tchu w płucach, bo kołnierz, który powinienem rozpiąć, wbił mi się w gardło. — Ładnie tak, wpadać głową na belkę? Biedna, leci na nią niebieska głowa, a nawet nie może się odsunąć — zaśmiała się nagle, a ja zerknąłem na, rzeczywiście wystający, drewniany drąg, którego tu wcześniej nie było, przysięgam. Ta szkoła serio chce nas wszystkich zabić i te sytuacje idealnie temu dowodzą. — Chodź, to już tutaj — mruknęła, ciągnąc mnie w bok i otwierając drzwi. — Zapraszam.
Wstąpiliśmy do pokoju, który nie był mi jeszcze znany, chociaż słyszałem już ploteczki o niektórych kwaterach. Potwory spod łóżka, piwnice pod dywanem, czy spadające z sufitu pająki? Nic bardziej mylnego, takie wypadki też miały miejsce.
— Ładnie tu — powiedziałem, rozglądając się po ogarniętej przez nastolatkę i pewnie jedną, czy dwie współlokatorki przestrzeń. — Dzięki za uratowanie czoła i życia belce — zaśmiałem się.
Poszukiwanie zagubionej mutacji [19]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
Chłopak zabłądził gdzieś daleko, znowu. Ale nie przeszkadzało mi to, dawało czas na pomyślenie, zanim powie się coś, czego potem będzie się żałować. Lepiej tak, na spokojnie, robiąc wszystko delikatnie i ostrożnie.
— Herbata? — spytał, budząc się. — Zawsze i wszędzie, o ile nie sprawię problemu — dodał, sam sobie odpowiadając.
— Nie, skąd, będzie mi miło, jak będę miała towarzystwo — powiedziałam, krocząc powoli w stronę wyjścia.
W tym upale trzeba było jednak trochę przyspieszyć, jeżeli nie chcieliśmy dojść do pokoju cali mokrzy. Chłopak otworzył masywne drzwi, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Przeszliśmy do akademiku i zaczęliśmy się wspinać po schodach, cały czas w ciszy, lecz nie tej uciążliwej, ale tej uspokajającej, lekkiej. Poza tym czułam, że znowu gdzieś odpłynął, a nie chciałam mu przeszkadzać. W końcu jednak musiałam coś zrobić, kiedy prawie uderzył się w głowę o wystającą belkę. Nie moja wina, że jest tak wysoki.
— Uważaj! — krzyknęłam prawie, łapiąc go za ramię i ciągnąc do tyłu, tuż przed wypadkiem. — Ładnie tak, wpadać głową na belkę? Biedna, leci na nią niebieska głowa, a nawet nie może się odsunąć — powiedziałam, spoglądając to na wystający kawałek drewna, to na Aurela. Zaraz jednak parsknęłam śmiechem i pociągnęłam go dalej w bok, co musiało śmiesznie wyglądając, biorąc pod uwagę różnicę wzrostu. — Chodź, to już tutaj — powiedziałam, otwierając szeroko drzwi. — Zapraszam.
— Herbata? — spytał, budząc się. — Zawsze i wszędzie, o ile nie sprawię problemu — dodał, sam sobie odpowiadając.
— Nie, skąd, będzie mi miło, jak będę miała towarzystwo — powiedziałam, krocząc powoli w stronę wyjścia.
W tym upale trzeba było jednak trochę przyspieszyć, jeżeli nie chcieliśmy dojść do pokoju cali mokrzy. Chłopak otworzył masywne drzwi, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Przeszliśmy do akademiku i zaczęliśmy się wspinać po schodach, cały czas w ciszy, lecz nie tej uciążliwej, ale tej uspokajającej, lekkiej. Poza tym czułam, że znowu gdzieś odpłynął, a nie chciałam mu przeszkadzać. W końcu jednak musiałam coś zrobić, kiedy prawie uderzył się w głowę o wystającą belkę. Nie moja wina, że jest tak wysoki.
— Uważaj! — krzyknęłam prawie, łapiąc go za ramię i ciągnąc do tyłu, tuż przed wypadkiem. — Ładnie tak, wpadać głową na belkę? Biedna, leci na nią niebieska głowa, a nawet nie może się odsunąć — powiedziałam, spoglądając to na wystający kawałek drewna, to na Aurela. Zaraz jednak parsknęłam śmiechem i pociągnęłam go dalej w bok, co musiało śmiesznie wyglądając, biorąc pod uwagę różnicę wzrostu. — Chodź, to już tutaj — powiedziałam, otwierając szeroko drzwi. — Zapraszam.
wtorek, 6 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [18]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
Uśmiech tylko potwierdził mnie w fakcie, że dziewczyna też miała zdecydowanie dosyć tej całej błazenady, z której nie wychodziło nic, oprócz marnowania czasu. Jednak czego ja się spodziewałem? Spędziliśmy tu dopiero godzinę, a ludzie latami odkrywają swoje wewnętrzne ja. W sumie to ja muszę najpierw odkryć to zewnętrzne, ale mniejsza o to.
— Tak, ja też, zdecydowanie. — Przerwała krótkim ziewnięciem, widocznie sama była już obrzydliwie zmęczona, nie dziwiłem się jej. Dziwna pogoda, niskie ciśnienie, te sprawy. — Poszukamy kiedyś jeszcze, bo ja ci chętnie pomogę, ale to nie ma sensu. Następnym razem pójdziemy do jakiejś innej półki albo może trzeba pogadać z kimś, kto może wiedzieć więcej. — Odłożyła wszystkie posiadane książki w pierwsze lepsze miejsce i zerknęła w moją stronę z delikatnym uśmiechem. — Chcesz pójść na herbatę? — spytała nagle, obserwując moje niezgrabne wstawanie, bo co jak co, ale z kończynami tej długości było to nie lada wyzwaniem, chociaż trenowałem to zaparcie już od ponad dwóch lat...
Dwa lata, och, cholera, zleciało szybciej, niż mogłem się tego spodziewać. A w sumie, to trzeci rok już się zaczął.
Przecież dopiero co obudziłem się w kompletnym szoku i przerażeniu, przecież to było wczoraj, przysięgam. Przecież dopiero przed chwilką poznałem Alexa, w tym puchu, podobnie Pel, przecież dopiero co James pokazywał mi wszystko, co mogę zastać w szkole...
— Herbata? — Ocuciłem się i zerknąłem na nią z uśmiechem. Ukochany napój bogów, chociaż i tak leżał na drugim miejscu podium, zaraz obok uwielbianej lemoniady. — Zawsze i wszędzie, o ile nie sprawię problemu.
— Tak, ja też, zdecydowanie. — Przerwała krótkim ziewnięciem, widocznie sama była już obrzydliwie zmęczona, nie dziwiłem się jej. Dziwna pogoda, niskie ciśnienie, te sprawy. — Poszukamy kiedyś jeszcze, bo ja ci chętnie pomogę, ale to nie ma sensu. Następnym razem pójdziemy do jakiejś innej półki albo może trzeba pogadać z kimś, kto może wiedzieć więcej. — Odłożyła wszystkie posiadane książki w pierwsze lepsze miejsce i zerknęła w moją stronę z delikatnym uśmiechem. — Chcesz pójść na herbatę? — spytała nagle, obserwując moje niezgrabne wstawanie, bo co jak co, ale z kończynami tej długości było to nie lada wyzwaniem, chociaż trenowałem to zaparcie już od ponad dwóch lat...
Dwa lata, och, cholera, zleciało szybciej, niż mogłem się tego spodziewać. A w sumie, to trzeci rok już się zaczął.
Przecież dopiero co obudziłem się w kompletnym szoku i przerażeniu, przecież to było wczoraj, przysięgam. Przecież dopiero przed chwilką poznałem Alexa, w tym puchu, podobnie Pel, przecież dopiero co James pokazywał mi wszystko, co mogę zastać w szkole...
— Herbata? — Ocuciłem się i zerknąłem na nią z uśmiechem. Ukochany napój bogów, chociaż i tak leżał na drugim miejscu podium, zaraz obok uwielbianej lemoniady. — Zawsze i wszędzie, o ile nie sprawię problemu.
poniedziałek, 5 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [17]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
Chłopak się zamyślił, na długo, a ja już pomyślałam, czy nie zrobiłam czegoś źle, czy nie powiedziałam czegoś nie tak ? Ale w końcu wrócił a ziemię, a raczej łupnął, mrugając szybko oczami.
— Chyba, raczej, na pewno, nie. Przynajmniej tak myślę — powiedział, głową dalej wracając z dalekiego miejsca, które właśnie odwiedził. — Chuj, mam dość — dodał po chwili, a ja kiwnęłam głową. Choć ja tego nie wypowiadałam, to całkowicie się z nim zgadzałam. Uśmiechnęłam się, bo w końcu, mogliśmy już zakończyć tę mękę, bez tego, że ja musiałam coś mówić. Bo jeszcze by coś źle zrozumiał, że ja mu nie chcę pomagać, czy coś, a to przecież nie o to chodzi.
— Tak, ja też, zdecydowanie. — Jeszcze raz ziewnęłam, odkładając książkę. Koniec na dzisiaj. Pogładziłam palcem po okładkach, ostatni raz, zanim wyjdę z ukochanego miejsca pełnej skarbów. — Poszukamy kiedyś jeszcze, bo ja ci chętnie pomogę, ale to nie ma sensu. Następnym razem pójdziemy do jakiejś innej półki albo może trzeba pogadać z kimś, kto może wiedzieć więcej. — Odłożyłam własny stos książek na najbliższą pustą półkę, po czym wstałam, odpychając się od ziemi. — Chcesz pójść na herbatę? — spytałam, oglądając ogon chłopaka, który machał to w tą, to w tamtą w czasie, gdy ten wstawał. Wstałam, odpychając się od ziemi.
— Chyba, raczej, na pewno, nie. Przynajmniej tak myślę — powiedział, głową dalej wracając z dalekiego miejsca, które właśnie odwiedził. — Chuj, mam dość — dodał po chwili, a ja kiwnęłam głową. Choć ja tego nie wypowiadałam, to całkowicie się z nim zgadzałam. Uśmiechnęłam się, bo w końcu, mogliśmy już zakończyć tę mękę, bez tego, że ja musiałam coś mówić. Bo jeszcze by coś źle zrozumiał, że ja mu nie chcę pomagać, czy coś, a to przecież nie o to chodzi.
— Tak, ja też, zdecydowanie. — Jeszcze raz ziewnęłam, odkładając książkę. Koniec na dzisiaj. Pogładziłam palcem po okładkach, ostatni raz, zanim wyjdę z ukochanego miejsca pełnej skarbów. — Poszukamy kiedyś jeszcze, bo ja ci chętnie pomogę, ale to nie ma sensu. Następnym razem pójdziemy do jakiejś innej półki albo może trzeba pogadać z kimś, kto może wiedzieć więcej. — Odłożyłam własny stos książek na najbliższą pustą półkę, po czym wstałam, odpychając się od ziemi. — Chcesz pójść na herbatę? — spytałam, oglądając ogon chłopaka, który machał to w tą, to w tamtą w czasie, gdy ten wstawał. Wstałam, odpychając się od ziemi.
niedziela, 4 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [16]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
— Zgadzam się. — Uśmiech wtargnął na jej twarz, gdy przerzucała kolejną karteluszkę, a ja kolejny raz przewracałem oczami i zastanawiałem się, jakim, kurwa, cudem jej się to udaje robić w tak zabójczym tempie. Borze miej ją w opiece, demon ją chyba opętał. — Dobra, a więc człowiekiem nie jesteś, to wiemy. Borze, jakie to jest trudne, nigdy nam się nie uda — jęknęła, za chwilę ziewnęła i spojrzała z gniewem na lekturę, bo widocznie i ja i ona byliśmy już porządnie zmęczeni całą tą akcją. Czas mijał, a my w sumie chyba oddalaliśmy się od celu i robiliśmy krok do przodu, tylko po to, by cofnąć się o trzy. No, czasem cztery. — Myślisz, że duch mógłby pomóc? — zapytała po chwili, zerkając na mnie ciekawskim wzrokiem, na co przez chwilę się zamyśliłem i wzruszyłem ramionami. Czy duszek nam pomoże? Poproszę o telefon do przyjaciela.
Drogi Alexandrze Lee, tutaj Aurelion i Hubert Urbański, dzwonimy z programu Milionerzy! Pytanie brzmi: Jak myślisz, czy niematerialny skurwiel z biblioteki nam pomoże? Odpowiedzi to: A — Nie!; B — Oczywiście, że nie!; C — Co kurwa? i D — Weź się piźnij w łeb, baranie.
Jak uważasz?
Odpowiedź B? Tak, tak, tak, poprawna! Zupełnie tak samo, jak cała reszta! Gratulacje, wygrałeś okoniopstrąga.
— Chyba, raczej, na pewno, nie. Przynajmniej tak myślę. Chuj, mam dość — bąknąłem, odrzucając książkę, bo znowu litery zaczęły mi się zlewać. Cholerne ADHD.
Drogi Alexandrze Lee, tutaj Aurelion i Hubert Urbański, dzwonimy z programu Milionerzy! Pytanie brzmi: Jak myślisz, czy niematerialny skurwiel z biblioteki nam pomoże? Odpowiedzi to: A — Nie!; B — Oczywiście, że nie!; C — Co kurwa? i D — Weź się piźnij w łeb, baranie.
Jak uważasz?
Odpowiedź B? Tak, tak, tak, poprawna! Zupełnie tak samo, jak cała reszta! Gratulacje, wygrałeś okoniopstrąga.
— Chyba, raczej, na pewno, nie. Przynajmniej tak myślę. Chuj, mam dość — bąknąłem, odrzucając książkę, bo znowu litery zaczęły mi się zlewać. Cholerne ADHD.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [15]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
— Humanoidy i nieznajome brzmią chyba dobrze — powiedział niepewnie, jakby sam nie mógł się zdecydować. — Już sam nie wiem — dodał po chwili, utwierdzając mnie w moich przypuszczeniach. Pokiwałam głową, otwierając książkę na odpowiedniej stronie. Przynajmniej o pierwszym będziemy pogli poczytać. O drugim nikt nas raczej nie poinformuje, nawet osoby, które coś o tym wiedzą.
— Zgadzam się. — Uśmiechnęłam się, szybko przeglądając kartki. Czułam na sobie zdziwione spojrzenie Aurelka i byłam pewna, że nie nadąża. Może powinnam zwolnić? Czytałam jednak dalej, a chłopak wrócił wzrokiem do swojej książki. — Dobra, a więc człowiekiem nie jesteś, to wiemy. — Zamyśliłam się, myśląc o rasach. — Borze, jakie to jest trudne, nigdy nam się nie uda — jęknęłam, po czym ziewnęłam. Siedzieliśmy tu już prawie godzinę, a nadal nie byliśmy ani kroczek dalej niż na początku. No może wiedzieliśmy, w jakim kierunku szukać: "nieznany". Super. Prychnęłam, kończąc rozdział o humanoidach. Nic, wszystkie rasy miały objawy od urodzenia. Żadnych informacji o niebieskich łapach. Westchnęłam głośno i obróciłam się do chłopaka. — Myślisz, że duch mógłby pomóc? — spytałam, sama wątpiąc w to, co mówię. No ale hej, czemu nie. W końcu duch musiał coś wiedzieć. A może miał dostęp do jakichś schowanych książek? Tylko teraz, gdzie on jest? Rozejrzałam się, zaraz wracając wzorkiem do książek. To nie ma sensu.
— Zgadzam się. — Uśmiechnęłam się, szybko przeglądając kartki. Czułam na sobie zdziwione spojrzenie Aurelka i byłam pewna, że nie nadąża. Może powinnam zwolnić? Czytałam jednak dalej, a chłopak wrócił wzrokiem do swojej książki. — Dobra, a więc człowiekiem nie jesteś, to wiemy. — Zamyśliłam się, myśląc o rasach. — Borze, jakie to jest trudne, nigdy nam się nie uda — jęknęłam, po czym ziewnęłam. Siedzieliśmy tu już prawie godzinę, a nadal nie byliśmy ani kroczek dalej niż na początku. No może wiedzieliśmy, w jakim kierunku szukać: "nieznany". Super. Prychnęłam, kończąc rozdział o humanoidach. Nic, wszystkie rasy miały objawy od urodzenia. Żadnych informacji o niebieskich łapach. Westchnęłam głośno i obróciłam się do chłopaka. — Myślisz, że duch mógłby pomóc? — spytałam, sama wątpiąc w to, co mówię. No ale hej, czemu nie. W końcu duch musiał coś wiedzieć. A może miał dostęp do jakichś schowanych książek? Tylko teraz, gdzie on jest? Rozejrzałam się, zaraz wracając wzorkiem do książek. To nie ma sensu.
sobota, 3 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [14]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
— Naprawdę nie ma za co, chętnie sama się dowiem, co tu się stało w twoich genach — odparła, otwierając książkę, którą kurczowo ściskała w rękach, na spisie treści i przeleciała po nim wzrokiem, szybko, zatrważająco szybko. Jak dotąd robiła to tylko w ten sposób i jeśli mam być szczery, to czułem się przez to, jak skończony idiota, bo przeczytanie jednego rozdziału sprawiało mi niemałe trudności. Dalej nie wiem, jakim cudem zdałem. — Dobra, może tak, grupami, ja przeczytam, a ty się zastanów, gdzie najlepiej pasujesz — spytała, na co odpowiedziałem kiwnięciem głowy. — Humanoidy, rasy oświecone, wampirowate, sferyczne i niebieskie. No i pewnie jest jeszcze grupa tych, które dla nas są „nieznajome" — dodała po chwili. Ściągnąłem brwi i mruknąłem coś pod nosem, bo decyzja, która powinna przyjść od razu, nie była aż taka oczywista i mimo wykreślenia większości, to dalej czułem się, jakby dwie opcje całkiem całkiem pasowały, bo nie chciałem ostatecznie wypierać swojego człowieczeństwa.
Wydąłem usta, złożyłem je w dzióbek, bąknąłem coś niezrozumiale pod nosem i chrząknąłem cicho, bo gardło swędziało jak cholera.
— Humanoidy i nieznajome brzmią chyba dobrze. — Przejechałem palcem po grubej, twardej, oprawie, która obita jakąś niby-skórką wyglądała bardzo przyzwoicie. Jak większość lektur w tej placówce. — Już sam nie wiem.
Wydąłem usta, złożyłem je w dzióbek, bąknąłem coś niezrozumiale pod nosem i chrząknąłem cicho, bo gardło swędziało jak cholera.
— Humanoidy i nieznajome brzmią chyba dobrze. — Przejechałem palcem po grubej, twardej, oprawie, która obita jakąś niby-skórką wyglądała bardzo przyzwoicie. Jak większość lektur w tej placówce. — Już sam nie wiem.
piątek, 2 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [13]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
— Odnoszę wrażenie, że za dużo tam nie znajdziesz, ale jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. A nóż trafisz na jakąś zaginioną kartę i będzie wielkie bum. — Słysząc słowa chłopaka, przewróciłam na właściwą stronę, szukając czegoś o niebieskim kolorze. Ale raczej nic się nie zgadzało. Chyba jednak niebieskie łuski zasadniczo różniły się od futra. Odstawiłam więc książkę na półkę i sięgnęłam po kolejną, myśląc o tym, jak to mogłam zrobić to inaczej. Już nawet ciocia, kochana Zilka, zaczęła się interesować tym, kiedy ja w końcu zainteresuję się jakoś bardziej czarami, naukami rodzinnymi. Byłam inna. Seledyna by już skończyła szkołę, a Sara zaczynała przedostatni rok. Jak zawsze poczułam bolesny ścisk w sercu. Ten cholerny, pułapkowy, słoneczny dzień. Głos chłopaka wyrwał mnie z zamyśleń. — Tak swoją drogą, dzięki, że mi pomagasz. — Uśmiechnęłam się. Bo nie robiłam tego z przymusu, towarzystwo niebieskiego futrzaka coraz bardziej mi się podobało i czułam się przy nim już troszkę bardziej pewniej. Zmieniłam pozycję, wyciągając nogi i układając je przed sobą. Wbiłam pięty w ziemię, rysując obok nich małe kółka palcem wskazującym.
— Naprawdę nie ma za co, chętnie sama się dowiem, co tu się stało w twoich genach — powiedziałam, nie podnosząc wzroku. Otworzyłam książkę na spisie treści, tym razem wybierając rozdział o różnych rodzajach ras, przynajmniej określimy mniej więcej, czego szukamy. Przecież Mendelejew też określił dziury w układzie okresowym. Możemy poszukać miejsca rasy, bez szukania jej nazwy i charakterystyk. Obawiałam się, że to drugie będzie trochę trudniejsze, i wykraczało poza dostępne dla nas, uczniów książki w bibliotece.
— Dobra, może tak, grupami, ja przeczytam, a ty się zastanów gdzie najlepiej pasujesz — powiedziałam, unosząc wzrok. Po kiwnięciu głowy chłopaka zaczęłam czytać. — Humanoidy, rasy oświecone, wampirowate, sferyczne i niebieskie — powiedziałam, zastanawiając się nad wszystkimi osobami, których spotkałam w domu i w szkole. — No i pewnie jest jeszcze grupa tych, które dla nas są "nieznajome" — dodałam. Sama już byłam prawie pewna odpowiedzi, ale chciałam najpierw usłyszeć ją od chłopaka.
— Naprawdę nie ma za co, chętnie sama się dowiem, co tu się stało w twoich genach — powiedziałam, nie podnosząc wzroku. Otworzyłam książkę na spisie treści, tym razem wybierając rozdział o różnych rodzajach ras, przynajmniej określimy mniej więcej, czego szukamy. Przecież Mendelejew też określił dziury w układzie okresowym. Możemy poszukać miejsca rasy, bez szukania jej nazwy i charakterystyk. Obawiałam się, że to drugie będzie trochę trudniejsze, i wykraczało poza dostępne dla nas, uczniów książki w bibliotece.
— Dobra, może tak, grupami, ja przeczytam, a ty się zastanów gdzie najlepiej pasujesz — powiedziałam, unosząc wzrok. Po kiwnięciu głowy chłopaka zaczęłam czytać. — Humanoidy, rasy oświecone, wampirowate, sferyczne i niebieskie — powiedziałam, zastanawiając się nad wszystkimi osobami, których spotkałam w domu i w szkole. — No i pewnie jest jeszcze grupa tych, które dla nas są "nieznajome" — dodałam. Sama już byłam prawie pewna odpowiedzi, ale chciałam najpierw usłyszeć ją od chłopaka.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [12]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
— Nah, nieważne, mają o przemianie ludzi w ryby, syreny i ptaki, ale jak zwykle nic o ogonach. A przynajmniej ogonach futrzastych. — Zaśmiałem się, gdy rzuciła tym hasłem, zaraz po zwróceniu na siebie mojej uwagi. — Chociaż może powinniśmy spojrzeć na zmiany genetyczne dla syren i ryb. W sensie, że zmiana koloru skóry. No bo mogłoby chyba być podobne? — spytała, a ja parsknąłem jeszcze raźniej, kręcąc głową i myśląc nad tym, co powiedzieć, byle nie palnąć jakiejś rażącej głupoty.
Ja i syreny, dość śmieszny pomysł. W końcu jakość nieszczególnie na takową wyglądałem, ogona brak, płetw brak, po skrzelach ani widu, ani słychu.
— Odnoszę wrażenie, że za dużo tam nie znajdziesz, ale jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. A nóż trafisz na jakąś zaginioną kartę i będzie wielkie bum — mruknąłem, nie zdejmując uśmiechu z twarzy i wracając na swoje dawne miejsce, by samemu dalej przeglądać z mieszanymi uczuciami lektury. Kartka za kartką, kartka za kartką, a tutaj same niziołki, krasnoludy, a za chwilę jakieś dziwne stworzenia, których nazwy wypowiedzieć nie potrafię, a po chwili powrót do względnej normalności i elfy z wróżkami na deserek. Westchnąłem cicho, czasem czułem się, jakbym był jedynym przedstawicielem owego gatunku, wszelakie stworzenia mojej rasy zginęły ileś lat temu, a ja sam zostałem podrzucony pierwszej lepszej rodzince. A może ktoś rzucił na mnie urok? Cholera wie. — Tak swoją drogą, dzięki, że mi pomagasz — mruknąłem, bo wiedziałem, że dziewczyna była tu z własnej, nieprzymuszonej woli.
Ja i syreny, dość śmieszny pomysł. W końcu jakość nieszczególnie na takową wyglądałem, ogona brak, płetw brak, po skrzelach ani widu, ani słychu.
— Odnoszę wrażenie, że za dużo tam nie znajdziesz, ale jak to się mówi, przezorny zawsze ubezpieczony. A nóż trafisz na jakąś zaginioną kartę i będzie wielkie bum — mruknąłem, nie zdejmując uśmiechu z twarzy i wracając na swoje dawne miejsce, by samemu dalej przeglądać z mieszanymi uczuciami lektury. Kartka za kartką, kartka za kartką, a tutaj same niziołki, krasnoludy, a za chwilę jakieś dziwne stworzenia, których nazwy wypowiedzieć nie potrafię, a po chwili powrót do względnej normalności i elfy z wróżkami na deserek. Westchnąłem cicho, czasem czułem się, jakbym był jedynym przedstawicielem owego gatunku, wszelakie stworzenia mojej rasy zginęły ileś lat temu, a ja sam zostałem podrzucony pierwszej lepszej rodzince. A może ktoś rzucił na mnie urok? Cholera wie. — Tak swoją drogą, dzięki, że mi pomagasz — mruknąłem, bo wiedziałem, że dziewczyna była tu z własnej, nieprzymuszonej woli.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [11]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
Starałam się nie patrzeć zbyt zdziwiona, gdy ogonem zgarnął książkę. Niby czasem w domu działy się o wiele dziwniejsze rzeczy, ale nie spodziewałam się tego po niebieskim, pluszowym ogonie.
— Mam taką nadzieję — mruknął, dalej skanując wzrokiem tekst w poszukiwaniu informacji, które by mogły pomóc. — W internecie, ale raczej mało mi powiedział. — No tak, raczej nie było wiele ludzkich badaczy wypowiadających się na temat zmian niebiesko-ogoniastych. Pewnie dlatego przysłali go tutaj. Otworzyłam kolejną książkę, odkładając poprzednie trzy na półkę. Spojrzałam do góry. Jeszcze nawet nie przerobiliśmy jednej półki, a była cała szafa. Westchnęłam. Jeśli nie zaangażujemy w to zaraz całej szkoły zajmie nam to wieki. Otworzyłam jednak książkę i jak w poprzednich zaczęłam od spisu treści. O, dział o człowieku. Dźgnęłam chłopaka w bok i odwróciłam na właściwą stronę. Zaczęłam czytać, czując, jak Aurel zagląda zza mojego ramienia.
— Nah, nieważne, mają o przemianie ludzi w ryby, syreny i ptaki, ale jak zwykle nic o ogonach. A przynajmniej ogonach futrzastych. — wytarłam ręką pot z czoła. Chociaż budynek biblioteki był jednym z chłodniejszych miejsc, ciepło dalej było wszechobecne. — Chociaż może powinniśmy spojrzeć na zmiany genetyczne dla syren i ryb. W sensie, że zmiana koloru skóry. No bo mogłoby chyba być podobne? — powiedziałam, sama wątpiąc w to, co mówię. Co ma syrena do łap?
— Mam taką nadzieję — mruknął, dalej skanując wzrokiem tekst w poszukiwaniu informacji, które by mogły pomóc. — W internecie, ale raczej mało mi powiedział. — No tak, raczej nie było wiele ludzkich badaczy wypowiadających się na temat zmian niebiesko-ogoniastych. Pewnie dlatego przysłali go tutaj. Otworzyłam kolejną książkę, odkładając poprzednie trzy na półkę. Spojrzałam do góry. Jeszcze nawet nie przerobiliśmy jednej półki, a była cała szafa. Westchnęłam. Jeśli nie zaangażujemy w to zaraz całej szkoły zajmie nam to wieki. Otworzyłam jednak książkę i jak w poprzednich zaczęłam od spisu treści. O, dział o człowieku. Dźgnęłam chłopaka w bok i odwróciłam na właściwą stronę. Zaczęłam czytać, czując, jak Aurel zagląda zza mojego ramienia.
— Nah, nieważne, mają o przemianie ludzi w ryby, syreny i ptaki, ale jak zwykle nic o ogonach. A przynajmniej ogonach futrzastych. — wytarłam ręką pot z czoła. Chociaż budynek biblioteki był jednym z chłodniejszych miejsc, ciepło dalej było wszechobecne. — Chociaż może powinniśmy spojrzeć na zmiany genetyczne dla syren i ryb. W sensie, że zmiana koloru skóry. No bo mogłoby chyba być podobne? — powiedziałam, sama wątpiąc w to, co mówię. Co ma syrena do łap?
Poszukiwanie zaginionej mutacji [10]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
— Nie martw się, dowiemy się kim jesteś. Szukałeś już kiedyś czegoś, czy to jest pierwszy raz? — W końcu przełamała ciszę, znowu zalała się rumieńcem i znowu zaczęła się zachowywać, jakbym ją co najmniej w samej bieliźnie zobaczył. Jedynie przewróciłem oczami i przerzuciłem kolejną kartkę, ogonem zagarniając następną książkę, która wyglądała, jakby mogła coś o mnie wiedzieć i chociaż trochę naświetlić obecną sytuację życiową, w której czułem się bardziej zagubiony niż podczas swojej pierwszej i pewnie nie ostatniej wizyty w Azylu Eternumów.
— Mam taką nadzieję — mruknąłem, podpierając brodę na dłoni i dalej skanując wzrokiem literki, mnóstwo literek, wirujących literek, zlewających się w jedną, dziwną breję, która wręcz tańczyła na papierze. Zamrugałem agresywnie i fuknąłem, bo nie podobały mi się te halucynacje, zwidy, jakieś błędy umysłu, który ostatnio coś słabo ze mną współpracował, a wręcz utrudniał podjęcie się jakiejkolwiek czynności, która wymagała czegoś więcej, niż wyuczonej pracy mięśni.
Od zawsze byłem rozbity i rozkojarzony, ale ostatnio przechodziło to ludzkie pojęcie.
— W internecie, ale raczej mało mi powiedział — dodałem, wpatrując się w wyżyłowaną, modrą dłoń i kciuk, który okręcał kółka na skraju kartki. Chwila przerwy, odpoczynku, nie przeglądałem książki zbyt długo, ale miałem wrażenie, że jeszcze chwila i padnę na zbity pysk, dostanę oczopląsu, a mój zdrowy rozsądek i umiejętność logicznego sklecania myśli szlag jasny trafi.
— Mam taką nadzieję — mruknąłem, podpierając brodę na dłoni i dalej skanując wzrokiem literki, mnóstwo literek, wirujących literek, zlewających się w jedną, dziwną breję, która wręcz tańczyła na papierze. Zamrugałem agresywnie i fuknąłem, bo nie podobały mi się te halucynacje, zwidy, jakieś błędy umysłu, który ostatnio coś słabo ze mną współpracował, a wręcz utrudniał podjęcie się jakiejkolwiek czynności, która wymagała czegoś więcej, niż wyuczonej pracy mięśni.
Od zawsze byłem rozbity i rozkojarzony, ale ostatnio przechodziło to ludzkie pojęcie.
— W internecie, ale raczej mało mi powiedział — dodałem, wpatrując się w wyżyłowaną, modrą dłoń i kciuk, który okręcał kółka na skraju kartki. Chwila przerwy, odpoczynku, nie przeglądałem książki zbyt długo, ale miałem wrażenie, że jeszcze chwila i padnę na zbity pysk, dostanę oczopląsu, a mój zdrowy rozsądek i umiejętność logicznego sklecania myśli szlag jasny trafi.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [9]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
— Są ludźmi. — powiedział sucho, dalej patrząc w książkę. — Świat realny, inżynier i księgowa. — Skrzywiłam się. Nie tylko to kompletnie nie pomagało, ale też poczułam się nagle odrzucona przez chłopaka, który jakby zatrzasnął przede mną drzwi i zamknął je na klucz. Bolało, tym bardziej że chciałam tylko pomóc. A już na pewno nie chciałam nikogo krzywdzić. Nastała cisza, którą przerywał tylko dźwięk przekręcania kartek. Dwa razy otworzyłam usta, by coś powiedzieć, lecz za każdym razem je znowu zamykałam, jak ryba, która bardzo chciała wydać z siebie jakiś głos, lecz nie mogła. Przejechałam ręką przez włosy, odgarniając je do tyłu i pochyliłam się, spoglądając w złote tęczówki chłopaka.
— Nie martw się, dowiemy się, kim jesteś — powiedziałam, zaraz mając ochotę puknąć się w łeb. Dowiemy się, kim jesteś? No, brawo Sof, naprawdę, świetnie pomagasz. Poczułam, jak rumieńce znowu pojawiają się na policzkach i postarałam się je powstrzymać, przez co tylko nasiliły się jeszcze bardziej. No, super. Zdecydowałam się zostawić rolę pocieszyciela lepiej nadającym się do tego osobom i ponownie wyprostowałam się, wertując dalej książkę. — Szukałeś już kiedyś czegoś, czy to jest pierwszy raz? — spytałam nieśmiało, nie chcąc znowu zadać nieodpowiedniego pytania. Może w ogóle powinnam szerokim łukiem omijać pytania o przeszłość?
— Nie martw się, dowiemy się, kim jesteś — powiedziałam, zaraz mając ochotę puknąć się w łeb. Dowiemy się, kim jesteś? No, brawo Sof, naprawdę, świetnie pomagasz. Poczułam, jak rumieńce znowu pojawiają się na policzkach i postarałam się je powstrzymać, przez co tylko nasiliły się jeszcze bardziej. No, super. Zdecydowałam się zostawić rolę pocieszyciela lepiej nadającym się do tego osobom i ponownie wyprostowałam się, wertując dalej książkę. — Szukałeś już kiedyś czegoś, czy to jest pierwszy raz? — spytałam nieśmiało, nie chcąc znowu zadać nieodpowiedniego pytania. Może w ogóle powinnam szerokim łukiem omijać pytania o przeszłość?
Poszukiwanie zaginionej mutacji [8]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
Kartkowałem strony jakiejś książki w tempie o wiele wolniejszym niż dziewczyna, która wręcz zdawała się wchłaniać treść lektur, skanować szybko tekst, a jeśli nie znalazła niczego potrzebnego, uciekała na kolejną kartkę. Przewróciłem oczami, dziewczyna pożerała coraz więcej informacji, a ja stałem w kropce, starając się rozczytać z podstawowego opisu jednego z dziwnych gatunków, którego rysunki były na tyle nieczytelne, że nawet gdybym bardzo się starał, to nie byłbym w stanie rozpoznać, co to tak właściwie jest.
— A tak właściwie, bo nie pytałam, jaka jest twoja rodzina? W sensie nie tylko, czy niebieska chociaż to też, ale gdzie mieszkają, czym się zajmują? Może to jakoś pomoże — zagaiła nagle, dalej nie spuszczając wzroku z literek, po których sunęła wzrokiem w zatrważającym tempie.
Jaka jest moja rodzina.
Dziwna? Chujowa? Makabryczna? Paskudna? Rozbita? Nie istnieje?
Ściągnąłem brwi, a blizna "na" oku nagle przypomniała mi o swoim istnieniu. Aurel, pamiętaj, to przecież pamiątka po bójce z kolegą, pamiętasz?
— Są ludźmi. — Wydąłem usta i przerzuciłem leniwie stronę. — Świat realny, inżynier i księgowa. — Poruszyłem kolczykiem w wardze, przejechałem językiem po wewnętrznej stronie policzka i miałem nadzieję, że dziewczyna zamknie temat, bo średnio widziało mi się wypowiadanie o rozdziale, który w sumie powinienem zamknąć i do niego nie wracać, ze względu na własne bezpieczeństwo, jak i zdrowie psychiczne.
— A tak właściwie, bo nie pytałam, jaka jest twoja rodzina? W sensie nie tylko, czy niebieska chociaż to też, ale gdzie mieszkają, czym się zajmują? Może to jakoś pomoże — zagaiła nagle, dalej nie spuszczając wzroku z literek, po których sunęła wzrokiem w zatrważającym tempie.
Jaka jest moja rodzina.
Dziwna? Chujowa? Makabryczna? Paskudna? Rozbita? Nie istnieje?
Ściągnąłem brwi, a blizna "na" oku nagle przypomniała mi o swoim istnieniu. Aurel, pamiętaj, to przecież pamiątka po bójce z kolegą, pamiętasz?
— Są ludźmi. — Wydąłem usta i przerzuciłem leniwie stronę. — Świat realny, inżynier i księgowa. — Poruszyłem kolczykiem w wardze, przejechałem językiem po wewnętrznej stronie policzka i miałem nadzieję, że dziewczyna zamknie temat, bo średnio widziało mi się wypowiadanie o rozdziale, który w sumie powinienem zamknąć i do niego nie wracać, ze względu na własne bezpieczeństwo, jak i zdrowie psychiczne.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [7]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
— Nigdy nie wiadomo, wiesz, jeszcze trzy lata temu byłem człowiekiem, a przed dwoma miałem czerwone gały, i metr siedemdziesiąt wzrostu. — Oh, no tak, nie widywałam go za dużo wcześniej, a rok temu mnie jeszcze w ogóle nie było, ale wyobrażałam to sobie. Pewnie bolesne bardzo były te zmiany. Mój uśmiech zmienił się w jeszcze bardziej współczujący. — To ciało zmienia się szybciej, niż facetka od zielarstwa wpisuje cały rząd jedynek. Jeszcze się okaże, że mi kolce i pióra na rękach w tak zwanym międzyczasie wyrosną. — Zaśmiałam się, od razu ganiąc się w myślach za wydanie tak głośnego dźwięku w bibliotece. Z tego, co się orientowałam, zielarstwo nie było raczej niczyim ulubionym przedmiotem. Odrzuciłam włosy do tyłu i wróciłam do spisu treści. Jak pomagać, to porządnie. Wszystko, co przebywa w wodzie i powietrzu, od razu odrzuciłam. Uśmiechnęłam się, gdy poczułam niebieski ogon pukający mnie w ramię. Wampiry też raczej można wykluczyć. Krasnale, niziołki, warto zajrzeć. Raczej nic nie będzie, ale nie mogłam od razu wszystkiego odrzucać na starcie. Odszukałam odpowiednią stronę i zaczęłam czytać.
— A tak właściwie, bo nie pytałam, jaka jest twoja rodzina? W sensie nie tylko, czy niebieska, chociaż to też, ale gdzie mieszkają, czym się zajmują? Może to jakoś pomoże.
— A tak właściwie, bo nie pytałam, jaka jest twoja rodzina? W sensie nie tylko, czy niebieska, chociaż to też, ale gdzie mieszkają, czym się zajmują? Może to jakoś pomoże.
czwartek, 1 lutego 2018
Poszukiwanie zaginionej mutacji [6]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
— Wiesz — nieśmiało rozpoczęła temat, poprzechylała się, poprzekrzywiała, bawiła się książką i wyglądała na porządnie wybitą. — Nie wiem, czy jestem najlepszą osobą do tego. Nie znam się za bardzo na genetyce i tych sprawach. Oczywiście bardzo chętnie ci pomogę poszukać informacji, umiem szybko czytać, jeżeli to się przyda, ale, no, o genetyce raczej nic nie wiem — dodała po chwili, zerkając na mnie z lekkim, aczkolwiek nieco nerwowym uśmieszkiem i wdechem na ustach. Pokiwałem głową, nie powstrzymując śmiechu, bo jednak i tak każda para rąk do pomocy mi się przyda, a sam fakt, że nie zdecydowała się uciec w popłochu, mi starczał i sprawiał, że byłem gotów już podziękować jej z całego serca za pracę włożoną w wielką tajemnicę zaginionej mutacji. — To raczej nie pomoże, chyba że ci nagle wyrosną skrzydła — mruknęła, zerkając na pierwszą lepszą stronę, która to przyozdobiona była obrazkami przedstawiającymi wróżki, chochliki, cokolwiek. Pokiwałem głową i prychnąłem cicho, na potwierdzenie jej przypuszczeń.
— Nigdy nie wiadomo, wiesz, jeszcze trzy lata temu byłem człowiekiem, a przed dwoma miałem czerwone gały, i metr siedemdziesiąt wzrostu. To ciało zmienia się szybciej, niż facetka od zielarstwa wpisuje cały rząd jedynek. Jeszcze się okaże, że mi kolce i pióra na rękach w tak zwanym międzyczasie wyrosną. — Spojrzałem na drgający ogon i zaśmiałem się słabo, bo jednak bolało. Wszystko tak cholernie bolało.
— Nigdy nie wiadomo, wiesz, jeszcze trzy lata temu byłem człowiekiem, a przed dwoma miałem czerwone gały, i metr siedemdziesiąt wzrostu. To ciało zmienia się szybciej, niż facetka od zielarstwa wpisuje cały rząd jedynek. Jeszcze się okaże, że mi kolce i pióra na rękach w tak zwanym międzyczasie wyrosną. — Spojrzałem na drgający ogon i zaśmiałem się słabo, bo jednak bolało. Wszystko tak cholernie bolało.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [5]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
Padł obok mnie, odpływając gdzieś myślami. Gdzieś daleko, daleko. Gdzieś daleko i smutno, bo na jego twarz wpadła pełną parą troska. Zrobiło mi się go żal, bo cokolwiek to było, musiało być naprawdę okropne, jeżeli aż tak zasmuca człowieka istotę.
— Tak, tak, Aurel, miło mi ciebie poznać, Sofio — powiedział, wracając nieoczekiwanie na ziemię. — A szukamy tego — dodał, wskazując oboma rękami na siebie. Ach, no tak, w końcu połączyłam fakty; niebieski chłopak z ogonem, książki o genetyce. To będzie ciężkie.
— Wiesz — zaczęłam niepewnie, skubiąc nerwowo okładkę książki, którą zdążyłam już zdjąć z półki — nie wiem, czy jestem najlepszą osobą do tego. Nie znam się za bardzo na genetyce i tych sprawach. Oczywiście bardzo chętnie ci pomogę poszukać informacji, umiem szybko czytać, jeżeli to się przyda, ale, no, o genetyce raczej nic nie wiem. — Jeszcze raz nerwowo się zaśmiałam, czując, jak gubię się w słowach. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam książkę, którą akurat złapałam na losowej stronie. — To raczej nie pomoże, chyba że ci nagle wyrosną skrzydła — powiedziałam, przyglądając się ilustracjom wróżek. Były w różnych wielkościach, kolorach i kształtach, z tęczowymi i błyszczącymi skrzydłami, ale żadne nie było niebieskie. Obróciłam stronę, jeszcze raz spoglądając na Aurela. Nie to, nie miał dzioba i piór na głowie zamiast włosów. To będzie trudniejsze niż myślałam.
— Tak, tak, Aurel, miło mi ciebie poznać, Sofio — powiedział, wracając nieoczekiwanie na ziemię. — A szukamy tego — dodał, wskazując oboma rękami na siebie. Ach, no tak, w końcu połączyłam fakty; niebieski chłopak z ogonem, książki o genetyce. To będzie ciężkie.
— Wiesz — zaczęłam niepewnie, skubiąc nerwowo okładkę książki, którą zdążyłam już zdjąć z półki — nie wiem, czy jestem najlepszą osobą do tego. Nie znam się za bardzo na genetyce i tych sprawach. Oczywiście bardzo chętnie ci pomogę poszukać informacji, umiem szybko czytać, jeżeli to się przyda, ale, no, o genetyce raczej nic nie wiem. — Jeszcze raz nerwowo się zaśmiałam, czując, jak gubię się w słowach. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam książkę, którą akurat złapałam na losowej stronie. — To raczej nie pomoże, chyba że ci nagle wyrosną skrzydła — powiedziałam, przyglądając się ilustracjom wróżek. Były w różnych wielkościach, kolorach i kształtach, z tęczowymi i błyszczącymi skrzydłami, ale żadne nie było niebieskie. Obróciłam stronę, jeszcze raz spoglądając na Aurela. Nie to, nie miał dzioba i piór na głowie zamiast włosów. To będzie trudniejsze niż myślałam.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [4]
Etykiety:
Aurelion Podolski,
Poszukiwanie zaginionej mutacji
Przejąłem od nastolatki cały stos kilka książek, gdy tylko dostałem sygnał potwierdzający moją prośbę i zezwalający na udzielenie pomocy. Krótki spacer między półkami, regałami i całą masą kurzu, by koniec końców, prowadzony przez dobrze rozgarniętą dziewczynę, trafić przed wielki zbiór ksiąg od genetyki.
— To, czego szukamy? — Poklepała miejsce obok siebie, uśmiechnęła się delikatnie i zachęciła do przyłączenia się do niej. Modliłem się, żeby przypadkiem biblioteczny demon nie postanowił spłatać nam ździebko niebezpiecznych figli, jak to miewał w zwyczaju. — Aurel, prawda? — spytała nagle, na co pokiwałem głową w odpowiedzi i posłałem dziewczynie uśmiech. — Mojego imienia pewnie nie znasz, Sofia, nie kręcę się dużo po szkole — dodała, rumieniąc się, odgarniając zagubione kosmyki i uciekając wzrokiem do swoich palców. Sofia, zanotować, rzeczywiście, nie widywałem jej często i nie kojarzyłem, ale to chyba głównie z powodu mojego zeszłorocznego przebywania ciałem, ale duchem już średnio.
Ukłucie w piersi, bo błękitnych oczu dalej, jak nie było, tak nie ma, a radosny śmiech już dawno przestał obijać się w mojej głowie. Bo zaczynałem zapominać, jak brzmiał ukochany głos, za co najchętniej naplułbym sobie w twarz. Bo nie pamiętałem, jak pachniał. Bo dotyk palców na czole, przeczesujących rytmicznie włosy, wydawał się tak odległy i wspominałem go, jakby muśnięcia ducha, powoli rozmywającego się w przestrzeni.
I powinienem przestać o nim myśleć, bo jeśli spędzę kolejny rok, zatruwając sobie myśli, serce i żołądek lazurowymi oczami, które dalej czaiły się w krańcach umysłu, dalej tak pięknie się świeciły i dalej kojarzyły mi się z zimowym, chłodnym niebem, kiedy to przyszło mi do niego pójść z bruzdą na czole i zmartwieniem ciążącym na duszy, to skończę popsuty i spróchniały, zgorzkniały, jak stary dziad.
Dalej brakowało mi powietrza, a kwiaty kwitły coraz piękniejsze.
— Tak, tak, Aurel, miło mi ciebie poznać, Sofio. — Wróciłem nagle na ziemię, z mocnym łupniem i mętlikiem w głowie. — A szukamy tego — powiedziałem i zaprezentowałem się dłońmi, posyłając dziewczynie niemrawy uśmiech.
— To, czego szukamy? — Poklepała miejsce obok siebie, uśmiechnęła się delikatnie i zachęciła do przyłączenia się do niej. Modliłem się, żeby przypadkiem biblioteczny demon nie postanowił spłatać nam ździebko niebezpiecznych figli, jak to miewał w zwyczaju. — Aurel, prawda? — spytała nagle, na co pokiwałem głową w odpowiedzi i posłałem dziewczynie uśmiech. — Mojego imienia pewnie nie znasz, Sofia, nie kręcę się dużo po szkole — dodała, rumieniąc się, odgarniając zagubione kosmyki i uciekając wzrokiem do swoich palców. Sofia, zanotować, rzeczywiście, nie widywałem jej często i nie kojarzyłem, ale to chyba głównie z powodu mojego zeszłorocznego przebywania ciałem, ale duchem już średnio.
Ukłucie w piersi, bo błękitnych oczu dalej, jak nie było, tak nie ma, a radosny śmiech już dawno przestał obijać się w mojej głowie. Bo zaczynałem zapominać, jak brzmiał ukochany głos, za co najchętniej naplułbym sobie w twarz. Bo nie pamiętałem, jak pachniał. Bo dotyk palców na czole, przeczesujących rytmicznie włosy, wydawał się tak odległy i wspominałem go, jakby muśnięcia ducha, powoli rozmywającego się w przestrzeni.
I powinienem przestać o nim myśleć, bo jeśli spędzę kolejny rok, zatruwając sobie myśli, serce i żołądek lazurowymi oczami, które dalej czaiły się w krańcach umysłu, dalej tak pięknie się świeciły i dalej kojarzyły mi się z zimowym, chłodnym niebem, kiedy to przyszło mi do niego pójść z bruzdą na czole i zmartwieniem ciążącym na duszy, to skończę popsuty i spróchniały, zgorzkniały, jak stary dziad.
Dalej brakowało mi powietrza, a kwiaty kwitły coraz piękniejsze.
— Tak, tak, Aurel, miło mi ciebie poznać, Sofio. — Wróciłem nagle na ziemię, z mocnym łupniem i mętlikiem w głowie. — A szukamy tego — powiedziałem i zaprezentowałem się dłońmi, posyłając dziewczynie niemrawy uśmiech.
Poszukiwanie zaginionej mutacji [3]
Etykiety:
Poszukiwanie zaginionej mutacji,
Sofia Taule
— Pomóc ci z nimi? — spytał, a ja spojrzałam na niego z wdzięcznością i oddałam część książek w niebieskie ręce chłopaka. A raczej pokiwałam głową, że może je wziąć, bo aktualnie nie mogłam nawet ruszyć brodą, gdyż musiałam nią przytrzymywać całą stertę. Nie wiem, po co ich tyle wzięłam, naprawdę. Ale muszę przeczytać wszystko, zanim na dobre zaczną się prace domowe i sprawdziany.
— To, czego szukamy? — zapytałam, gdy doszliśmy do odpowiedniej półki. Odłożyłam swoje książki na ziemię, siadając obok i powoli śledząc regał wzrokiem. Poklepałam miejsce obok siebie, sugerując, żeby chłopak na nim usiadł. — Aurel, prawda? — zapytałam nieśmiało. Nigdy się sobie oficjalnie nie przedstawiliśmy, ale kojarzyłam go z opowieści o chłopaku z niebieską skórą. W końcu aż tak dużo ich nie było w tej szkole. W sensie istot z niebieską skórą. — Mojego imienia pewnie nie znasz, Sofia, nie kręcę się dużo po szkole. — Zaśmiałam się, czując, jak rumieńce wpływają mi na twarz. Zakryłam twarz lokami, jak zawsze, kiedy nie chciałam, żeby moja twarz była widoczna. Ostatecznie brązowe loki zawsze mnie ratowały. Właściwie nawet nie wiedziałam, czego szukamy. Spojrzałam na dłonie, zauważając, że paznokcie są już lekko przydługie i trzeba je opiłować. Albo mogłam je dalej hodować i używać do samoobrony. Nie no, przecież nie grozi mi tu nic.
— To, czego szukamy? — zapytałam, gdy doszliśmy do odpowiedniej półki. Odłożyłam swoje książki na ziemię, siadając obok i powoli śledząc regał wzrokiem. Poklepałam miejsce obok siebie, sugerując, żeby chłopak na nim usiadł. — Aurel, prawda? — zapytałam nieśmiało. Nigdy się sobie oficjalnie nie przedstawiliśmy, ale kojarzyłam go z opowieści o chłopaku z niebieską skórą. W końcu aż tak dużo ich nie było w tej szkole. W sensie istot z niebieską skórą. — Mojego imienia pewnie nie znasz, Sofia, nie kręcę się dużo po szkole. — Zaśmiałam się, czując, jak rumieńce wpływają mi na twarz. Zakryłam twarz lokami, jak zawsze, kiedy nie chciałam, żeby moja twarz była widoczna. Ostatecznie brązowe loki zawsze mnie ratowały. Właściwie nawet nie wiedziałam, czego szukamy. Spojrzałam na dłonie, zauważając, że paznokcie są już lekko przydługie i trzeba je opiłować. Albo mogłam je dalej hodować i używać do samoobrony. Nie no, przecież nie grozi mi tu nic.
Subskrybuj:
Posty (Atom)