Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niech żyją pajęczaki!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Niech żyją pajęczaki!. Pokaż wszystkie posty

sobota, 17 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [X]

Po usłyszeniu nazw wszystkich istniejących do tej pory klubów, o których miałem pojęcie, oczywiście, dziewczyna zaczęła porządnie się zastanawiać, ściągając przy okazji brwi i brakowało tylko, żeby zaczęła pukać się w brodę, jakby dokładnie rozmyślając każdą propozycję, jaką jej przedstawiłem. No pracuj, pracuj, mała maszynko, może ci się żaróweczka jednak zapali, albo coś w środku szczęknie na znak załapania tematu.
Nic, pustka, zamiast tego powrót błysku w oczach i uśmiechu na twarz.
— Dobra, dziękuję za informacje, świadek jest wolny od pytań — odparła, na co pozostało mi tylko i wyłącznie pokręcić głową i parsknąć, bo mimo wszystko dziewczyna była interesująca, względnie miła i miała gadanę, tego nie można było ukryć.
Świadek wolny od pytań? To znaczy, że mogę czmychnąć gdzie bądź i nie być już narażony na kolejne uderzenie książką, po którym w sumie to dalej bolała mnie głowa? Tak?
— W razie czego służę pomocą. — Uśmiechnąłem się, bo jednak chciałem zachować jakąś tam kulturę i jednak zostawić chociaż resztki dobrego wrażenia, które już nie istniało. — Skoro to by było na tyle, to uciekam, miło było poznać — dodałem na odchodnym, bo przecież trzeba było jeszcze pomóc Yamirowi z wróżbiarstwem. Nie miał niestety trzeciego oka, czy co to tam było i klął w hindi, czy jak to tam, na co mi pozostawało mu pomóc i śmiać się po cichu.

Niech żyją pajęczaki! [24]

Co prawda nie było to pytanie, które chciałam zadać, ale mimo wszystko oczekiwałam w miarę poważnej odpowiedzi. Dlatego słysząc coś o rogu uliczki i kwiaciarni, moje policzki trochę się wydęły, nos zmarszczyłam, a powieki przymknęłam. Chłopak przewrócił oczami, a ja powstrzymałam przed prychnięciem pod nosem oraz większym wydęciem policzków, żeby zademonstrować swoje niezadowolenie.
— Nie wiem, mają tu jakieś zebrania dla młodych alkoholików, jakaś botanika, zielarstwo, ciul wie co i podobno jakieś zatęchłe wróżbiarstwo, na które nawet opiekun nie chodzi. Nie znam się na tym, nie interesuję się za bardzo tymi sferami szkoły. Jeszcze muzyczny, sam w nim jestem i szczerze mówiąc, to nie wiem co tam jeszcze robię. — Alkolohicy [alchemicy], zielarstwo, wróżbiarstwo, muzyczny i z tego, co mi się obiło jeszcze o uszy, to artystyczny. Czyli nic dla mnie. Alchemia nigdy mnie nie pociągała, a przydomek alkoholicy bardzo dużo mówił o tym klubie. Do roślinek miałam rękę tylko wtedy, gdy musiałam nakarmić robaczki. Wróżbiarstwo, choć fascynujące, to nigdy nie ogarniałam tych wszystkich wróżb, kul, kart, przepowiedni. Zaś moje umiejętności muzyczne przedstawiały się tak, że nawet na trójkącie nie umiałam zagrać. Wątpię, żeby założenie klubu Miłośników Owadów kogokolwiek zainteresowało, ale jeśli delikatnie wybadam, czy jednak ktoś przypadkiem nie dzieli ze mną uwielbienia do tych stworzeń, to kto wie? Pomińmy to, że Vene i tak puka się w czoło, gdy słyszy, że mam zamiar sprowadzić Krzysia do szkoły, chociaż pewnie uśmiechnęłaby się, gdybym powiedziała jej o swoich rozważaniach. Może nawet zapisałaby się, żebym miała o jednego członka do znalezienia mniej?
— Dobra, dziękuję za informacje, świadek jest wolny od pytań — powiedziałam, wracając do poprzedniego wyrazu twarzy, czyli standardowego, miłego uśmiechu.

Niech żyją pajęczaki! [23]

I wiedziałem, że odpowiedź nie była tym, czego oczekiwała, a oczekiwała z pewnością czegoś innego niż używki. Coś ostatnimi czasy ludzie się strasznie na nie wyczulili, jakby w sumie przez lata nie istniały i dopiero teraz zrobił się wokół nich taki szum. Bo przecież jak w erze hipisów wszyscy łazili nabakani, to nikt na to nie patrzył, w końcu to hipisi.
Jednakże kiwnęła głową, westchnęła, spojrzała na mnie, a ja mogłem dokończyć moją kwestię.
Zacisnęła piąstki, skupiła się, odpłynęła gdzieś myślami znowu i w końcu, po chwili zaginięcia w czarnej otchłani umysłu, zerknęła na mnie przytomnie i drgnęła, jakby ją olśniło. No, dalej, błyszcz.
— Który klub polecasz? — spytała w końcu, na co uniosłem wysoko brwi, kącik ust drgnął, a ja błagałem ciało, żeby nie zrobić niczego głupiego, absurdalnego, cokolwiek. — Dopóki nie wymyślę ładnego podania dla dyrektora o te motylki, to się rozglądam za oazą. — Uśmiechnęła się ładnie, tak naprawdę ładnie i splotła te małe palce. Cała była w sumie kurduplowata. Dlatego pozostało mi jedynie odwzajemnić gest, z mniejszym zaangażowaniem, ale jednak.
— W sumie, to jest jeden, na rogu uliczki jak pójdziesz od kwiaciarni. — Oparłem łokieć o parapet, obserwując mimikę dziewczyny, która zmieniła się na niezbyt ciekawą. Dlatego tylko przewróciłem oczami. — Nie wiem, mają tu jakieś zebrania dla młodych alkoholików, jakaś botanika, zielarstwo, ciul wie co i podobno jakieś zatęchłe wróżbiarstwo, na które nawet opiekun nie chodzi. Nie znam się na tym, nie interesuję się za bardzo tymi sferami szkoły. Jeszcze muzyczny, sam w nim jestem i szczerze mówiąc, to nie wiem co tam jeszcze robię.

Niech żyją pajęczaki! [22]

Z powrotem ułożyłam dłonie na swoim miejscu, przyglądając się chłopakowi z nieznacznym wyszczerzem na ustach oraz ciekawością i oczekiwaniem w oczach.
— Naprawdę myślisz, że na starcie odpowiem ci o moich słabych punktach? — fuknął z uśmiechem, a ja poszerzyłam swój. Tak, tak myślę.— Szlugi wystarczą, byle nie były ruskie.
Zamrugałam, wyprostowałam się i mimo mojej woli na mojej twarzy zagościł grymas mówiący bardzo wiele, co myślałam o szlugach. Znalazła się następna rzecz, o którą zapewne też będę toczyła z nim bój, ale na razie odpuściłam sobie robienie wykładu o szkodliwych skutkach papierosów oraz truciu organizmu. Przynajmniej dzisiaj.
Westchnęłam ciężko i kiwnęłam głową, zapisując sobie w pamięci tą informację z dopiskiem, że prędzej piorun mnie trafi, niż jako fajkę pokoju rzucę mu papierosy i trzeba znaleźć jakiś substytut. Najwyżej w najbardziej ostatecznej ostateczności, gdzie będziemy się już zabijać, śnieg w budynku padać, a pioruny trzaskać o wszystko na swojej drodze, to już wtedy cisnę w niego tą paczką papierosów.
— Potrzebujesz jeszcze jakiś kluczowych informacji, czy mogę już nie narażać się na ewentualny gniew moich towarzyszy, gdybyś jednak zdecydowała się puścić farbę? — Spojrzałam na niego rozbawiona, stukając palcami o torbę. Co ja chcę jeszcze wiedzieć?
Przestałam hałasować, zaciskając dłonie w pięści, a paznokcie zanurzyły się w skórze, odganiając myśli od karmelowych wstążek, pytanie bardzo głupie, ale wydające mi się niezwykle ważne już było na końcu języka, jednak uciekło, rozpływając się i pozostawiając po sobie gorzki posmak.
— Który klub polecasz? — spytałam, odzyskując głos. — Dopóki nie wymyślę ładnego podania dla dyrektora o te motylki, to się rozglądam za oazą — dodałam z uśmiechem, prostując palce, po czym splotłam, jakbym nie wiedziała do końca, co z nimi zrobić.

piątek, 16 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [21]

Uśmiechnąłem się, widząc nieco wciętą dziewczynę, zdziwienie malujące się na jej twarzy i iskierkę strachu w oczach, bo w końcu każdy tak reagował. Atlancka Wyższa Uczelnia nie była normalna, to trzeba było mówić głośno i wyraźnie, najlepiej na początku znajomości, żeby potem ci nie narzekali, bo w końcu reklamacje nie były przyjmowane.
Trybiki zaczęły pracować na najwyższych obrotach, a ja tylko założyłem ręce na piersi i czekałem, aż dziewczynie zaskoczy przerzutka i będziemy mogli kontynuować wywód, męczenie, jojczenie, jak zwał, tak zwał, cokolwiek.
W końcu coś zaskoczyło, a dziewczyna uniosła brwi i zaśmiała się głośno.
— Ładnie się to przedstawia, nie powiem — odparła w końcu, a ja uśmiechnąłem się i pokiwałem delikatnie głową. — Czuję się trochę, jakbym trafiła do domu wariatów, ale chyba się tutaj zadomowię. — Nie tyle, że się czujesz, ty rzeczywiście do niego trafiłaś, kobietko mała. Nagle wysunęła drobne dłonie przed siebie i zaczęła wyliczać na krótkich paluszkach, na których widok nie mogłem powstrzymać cichego prychnięcia. — Wiem, że do Jamesa się nie bardzo mam zbliżać, bo jakieś panny jeszcze mnie zabiją. Dextera udobruchać słodyczami i nie tykać Fomy, zaś u Fomy nie tykać jego siostry i jakby co przychodzić z kawą. Tyle wiem, nie licząc tego, co powiedziałeś. — Kiwnąłem głową na potwierdzenie, bo widocznie ktoś sprzedawał jej bardzo trafne informacje. — A ciebie? Czym mam w razie czego ugłaskać, gdy przyjdzie nam się znowu spotkać w starciu „Wolność i życie dla pajęczaków” versus "Zabić te gnidy"?
I w tym momencie musiałem powiedzieć to głośno albo przynajmniej sobie w myślach: cholera jasna, zaczynałem lubić tę Lilijkę Obrończynię Pajęczaków i Innych Owadowatych. Była względnie miła, umiała dać popalić w razie czego i wypierdalała skalę urokliwości w kosmos, żyć nie umierać.
— Naprawdę myślisz, że na starcie odpowiem ci o moich słabych punktach? — fuknąłem z uśmieszkiem na ustach. — Szlugi wystarczą, byle nie były ruskie.
Wzdrygnęło mnie, jakby nagle tąpnęło mnie swego rodzaju deja vu.
— Potrzebujesz jeszcze jakiś kluczowych informacji, czy mogę już nie narażać się na ewentualny gniew moich towarzyszy, gdybyś jednak zdecydowała się puścić farbę?

Niech żyją pajęczaki! [20]

— Mimo że wiesz już co nieco o samorządzie, to napomnę tylko, że Hopecraft to dobra dupa, ale ufać bym jej nie ufał, a Dexter ma zapędy sadystyczne. Przewalska to najurokliwszy, ale ujadający, jak cholera szczeniak, który z kolei ma najwidoczniej zapędy masochistyczne. Renee to pierdolona żmija, ale jak jej na odcisk nie nadepniesz, to możesz dorobić się nawet dobrej towarzyszki w bojach. Pelagonija? Jest dziwna, buja w obłokach, Yev częściej przytula podłogę, niż się odzywa, Henio niby żyje, ale jednak nie, kogo jeszcze znam. Moja klasa, kurwa z kim ja chodzę do klasy? Anders tylko macha łapami i jakoś średnio się w cokolwiek angażuje. Alex też ma coś do kwiatów, Sofia siedzi tylko w książkach i czasem mam wrażenie, że myli rzeczywistość ze światem przedstawionym w utworze, a do tego kuje na potęgę. Niebieska pizda z trzeciej klasy wykazuje tendencje samobójcze, Vanila nie potrafi docenić kunsztu muzycznego, no i ogólnie zupa jest za słona.
Byłam przygotowana na dużą ilość informacji, ale na Stwórcę, wszystkich bogów i Cesarza, nie aż tyle, na dodatek chaotycznych, za którymi ledwo nadążałam, przetwarzałam, a potem składałam w wątpliwie logiczną całość, jednak mimo wszystko logiczną. W mojej głowie pojawiło się ponownie pytanie, które zagościło w niej już, zanim przyjechałam, a przeczytałam pierwsze strony przewodnika.
Gdzie ja wylądowałam?
Z drugiej strony czy przypadkiem nie pasowałam do tego dziwacznego, barwnego obrazka ze swoimi owadami i zapędami chronienia wszystko, co ma więcej nóg, niż powinno? Zapewne tak. Przynajmniej na nudę nie będę miała prawa narzekać.
Uniosłam zdziwiona brwi, parskając śmiechem.
— Ładnie się to przedstawia, nie powiem. — To Lirve w porównaniu z uczelnią wypadało bardzo blado. I śmiałam narzekać na cudownie zabójczy skład Soneta-Thomas-Misty-Ravel, który tutaj by uchodził za przyzwoitych, normalnych ludzi. — Czuję się trochę, jakbym trafiła do domu wariatów, ale chyba się tutaj zadomowię. — Vene na oku, blisko miałam, a te kilka lat zapowiadało się całkiem dobrze.
Wyciągnęłam dłonie przed siebie i zaczęłam wyliczać.
— Wiem, że do Jamesa się nie bardzo mam zbliżać, bo jakieś panny jeszcze mnie zabiją. Dextera udobruchać słodyczami i nie tykać Fomy, zaś u Fomy nie tykać jego siostry i jakby co przychodzić z kawą. Tyle wiem, nie licząc tego, co powiedziałeś — burknęłam bardziej do siebie niż do niego, ale zaraz podniosłam wzrok na niebieskowłosego. — A ciebie? Czym mam w razie czego ugłaskać, gdy przyjdzie nam się znowu spotkać w starciu "Wolność i życie dla pajęczaków" versus "Zabić te gnidy"?

Niech żyją pajęczaki! [19]

Nogi zatańczyły w powietrzu, fioletowa głowa nieco się uniosła, a na twarz wstąpił grymas pod tytułem "Nie przeszkadzać, myślę". Westchnęła, opuściła głowę i podrapała się delikatnie po karku, który wydawał się na tyle szczupły, że złamanie go jak zapałkę prawdopodobnie nie byłby jakimś szczególnym wyczynem i o czym ty, do cholery jasnej, myślisz, Oakley.
— Ogarnęłam tylko samorząd, o reszcie nic nie wiem, ni kija nie kojarzę żadnych informacji, nie licząc twarzy i imienia. Także możesz bluźnić, układać pieśni pochwalne i truć o wszystkich oraz wszystkim. Chętnie posłucham, zwłaszcza że jedna subiektywna opinia mi niewiele da, a dwie to przynajmniej będę mogła porównać — powiedziała, układając torbę na kolanach i obserwując z uwagą to ją, to mnie. Pokiwałem głową, to przynajmniej daje mi już jakiś zarys możliwych do określenia osób. Każdy poza samorządem, brzmi niby prosto, ale jak tak dłużej pomyśleć, to nic mi nie przychodziło do głowy, a jak przychodziło, to moja znajomość z owymi osobami prawdopodobnie dość szybko by się zakończyła i to porządnym fiaskiem. Mruknąłem coś sam do siebie i podrapałem się po przedramieniu, by za chwilę zacząć przecierać nadgarstek.
— Mimo że wiesz już co nieco o samorządzie, to napomnę tylko, że Hopecraft to dobra dupa, ale ufać bym jej nie ufał, a Dexter ma zapędy sadystyczne. Przewalska to najurokliwszy, ale ujadający, jak cholera szczeniak, który z kolei ma najwidoczniej zapędy masochistyczne. Renee to pierdolona żmija, ale jak jej na odcisk nie nadepniesz, to możesz dorobić się nawet dobrej towarzyszki w bojach. Pelagonija? Jest dziwna, buja w obłokach, Yev częściej przytula podłogę, niż się odzywa, Henio niby żyje, ale jednak nie, kogo jeszcze znam. Moja klasa, kurwa z kim ja chodzę do klasy? Anders tylko macha łapami i jakoś średnio się w cokolwiek angażuje. Alex też ma coś do kwiatów, Sofia siedzi tylko w książkach i czasem mam wrażenie, że myli rzeczywistość ze światem przedstawionym w utworze, a do tego kuje na potęgę. — Zmarszczyłem brwi. — Niebieska pizda z trzeciej klasy wykazuje tendencje samobójcze, Vanila nie potrafi docenić kunsztu muzycznego, no i ogólnie zupa jest za słona. — Oblizałem prawy kącik ust.

Niech żyją pajęczaki! [18]

— O cukrze nawet nie wspominaj, jemu naprawdę się w dupie poprzewracało. — Grymas zagościł ponownie na twarzy niebieskowłosego, jednak zaraz zmienił się na delikatny uśmiech. Niczym w kalejdoskopie. — Chwała znajomościom, mam zamiar ogarnąć sobie w końcu zaczarowaną torbę z drugim dnem na lewo, bo inaczej tego roku nie przeżyję. — Czyli mocno dawał w kość ten zakaz. Cóż, gdyby w mojej poprzedniej szkole, Luvert też coś takiego zrobiła, po raz pierwszy użyłabym moich czerwonych mrówek w jakimś złośliwym celu. I jawnie złamała regulamin. — Co do ludzi... Nie wiem, czego nie wiesz, a nie chce sprzedawać informacji oczywistych.
Machnęłam nogami, podsumowując w głowie zebrane informacje oraz osoby, które "znałam". Westchnęłam cicho, spuszczając głowę i podrapałam się po karku, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć.
— Ogarnęłam tylko samorząd, o reszcie nic nie wiem, ni kija nie kojarzę żadnych informacji, nie licząc twarzy i imienia. Także możesz bluźnić, układać pieśni pochwalne i truć o wszystkich oraz wszystkim. Chętnie posłucham, zwłaszcza że jedna subiektywna opinia mi niewiele da, a dwie to przynajmniej będę mogła porównać — powiedziałam w końcu, prostując się na swoim miejscu i położyłam torbę na swoich kolanach. Powinnam zacząć praktykować zaklęcia zmniejszające, bo ilość rzeczy, które w niej chowałam, rosły z każdym dniem, a chciałam, żeby jeszcze trochę mi posłużyła.

Niech żyją pajęczaki! [17]

— Lecieć z tym, co ci ślina na język przyniesie, patrząc na to, że nie bardzo wiem, o co pytać. Wiem już, że dyrektor nie jest zbyt przyjazny i istnieje bardzo mała, tyciusieńka, jeżeli jakakolwiek, szansa, że się zgodzi na motylarnię. O, właśnie, tak przy okazji, jak się czujesz z zakazem cukru? — Siedząca na parapecie nastolatka zerkała na mnie z zaciekawieniem, wiecznym rozbawieniem i swoimi radosnymi iskierkami w oczach, które widoczne były nawet za grubymi szkiełkami jej okularów. Podparłem łokieć obok dziewczyny i ściągnąłem brwi, bo ile mogę jej powiedzieć i o kim.
Przesunąłem żuchwę, wydąłem nieco wargi i przemieliłem wszystko, co zdążyłem pochłonąć w zeszłym roku odnośnie szkolnej śmietanki towarzyskiej.
— O cukrze nawet nie wspominaj, jemu naprawdę się w dupie poprzewracało. — Skrzywiłem się. — Chwała znajomościom, mam zamiar ogarnąć sobie w końcu zaczarowaną torbę z drugim dnem na lewo, bo inaczej tego roku nie przeżyję — westchnąłem, uśmiechając się delikatnie na myśl o hindusie, którego zasięg znajomości i wpływów mnie powalał. Gdyby chciał, to gówniarz pół spółek akcyjnych byłby sobie w stanie zagarnąć. — Co do ludzi... Nie wiem, czego nie wiesz, a nie chce sprzedawać informacji oczywistych. — Lenistwo, oj słodkie, parszywe lenistwo. Gdyby na chwilę dało mi odpocząć, świat byłby przyjemniejszym miejscem.

Niech żyją pajęczaki! [16]

Powoli policzki zaczynały dawać mi znać, że szerzej uśmiechnąć się nie mogę, więc pozostawało mi parsknięcie śmiechem, co też zrobiłam, gdy spiorunował mnie spojrzeniem. Byłam niewinna! Zwróciłam mu tylko małą uwagę. Przecież coś jednak mogło zrobić sobie wędrówkę na jego ramieniu. Pomińmy fakt, że i tak nie pozwoliłabym mu tego zabić i sama prędzej bym zabrała stworzenie, żeby ochronić je w swoich dłoniach. Chichot wydostał się z moich ust, gdy rzeczywiście przesunął ręką po drugim ramieniu.
— Dobra, nie ma problemu. Jakieś konkrety, czy mam lecieć z tym, co mi ślina na język przyniesie? — spytał, odwzajemniając mój uśmiech. Uniosłam zamyślona wzrok i usiadłam na parapecie, bo coś czułam, że trochę tego będzie. Machnęłam nogami, wydając z siebie bliżej niezidentyfikowany pomruk, a potem westchnięcie.
— Lecieć z tym, co ci ślina na język przyniesie, patrząc na to, że nie bardzo wiem, o co pytać — odpowiedziałam. — Wiem już,  że dyrektor nie jest zbyt przyjazny i istnieje bardzo mała, tyciusieńka, jeżeli jakakolwiek, szansa, że się zgodzi na motylarnię. O, właśnie, tak przy okazji, jak się czujesz z zakazem cukru? — dodałam rozbawiona. Pewnie nie będę go przestrzegać, ale znając życie, większość uczniów i tak przemycała słodycze, mając w głębokim poważaniu zasady.
Łokcie wbijały mi się w kolana, a z dłoni stworzyłam podpórkę, na której oparłam twarz, przyglądając się z ciekawością Nivanowi. Co też może mi powiedzieć?

Niech żyją pajęczaki! [15]

— Zapomniałeś sprawdzić drugie ramię. — Wręcz zrypałem ją spojrzeniem, gdy wyjechała z tym tekstem, świergocząc jak kanarek i uśmiechając się, jak ten wilk w owczej skórze. Naprawdę parszywe jędze uczęszczają do tej placówki i co kolejna to bardziej wygadana. W sumie to ciekawe jak bardzo mam przegwizdane u Renulci, której to koniec końców nie użyczyłem drogocennych notatek i musiała sama walczyć na polu bitwy, znanym jako egzaminy końcoworoczne. Po testach omijałem ją szerokim łukiem i jak dotąd po dziewczynie nie było ani słychu, ani widu, a moje ciarki na plecach miały ciarki i coś mi mówiło, że prędzej czy później, coś pierdolnie. — Więc... Może opowiesz mi o szkole i osobach w niej? Bo okaże się, że moja książeczka skłamała i niepotrzebnie mnie tak nastraszyła — dodała nagle, wybijając mnie z krótkiego toku myślowego. Ściągnąłem brwi, przetarłem drugie ramię, tak dla pewności, że żadna parszywa istota po nim nie maszeruje. Oczywiście musiał zawtórować mi śmiech dziewczyny, która widocznie miała dzisiaj bardzo dobry humor. Przewróciłem oczami.
— Dobra, nie ma problemu. — Odwzajemniłem uśmiech dziewczyny. — Jakieś konkrety, czy mam lecieć z tym, co mi ślina na język przyniesie? — dodałem, prostując się i nieco łagodniejąc na twarzy, bo ściąganie brwi zdecydowanie powodowało już u mnie ból mięśni.

Niech żyją pajęczaki! [14]

Nie umiałam powstrzymać serdecznego śmiechu na widok jego miny i pokręciłam głową z niedowierzaniem oraz rozbawieniem. Cóż, chciałam hodować motyle, ale bez szkody dla innych, a mole zdecydowanie by sprawiły, że ubrania chłopaka nadawałyby się do wyrzucenia... Albo zjedzenia, skoro mówiliśmy o molach.
— Wiesz, raczej niechętnie, jak mam być szczery. — Na jego twarzy pojawił się skrzywiony grymas, a mój uśmiech mimowolnie się poszerzył.
— Żadnej innej odpowiedzi się nie spodziewałam — powiedziałam ni uroczystym, ni rozbawionym tonem, splatając dłonie za plecami i szczerząc się jak głupia do sera.
— Skończmy już tę gadaninę o stawonogach, jeszcze chwila i zacznę mieć wrażenie, że jakiś włochaty osobnik łazi mi właśnie po ramieniu. — Przetarł ramię, jakby rzeczywiście jakiś robak postanowił zrobić sobie spacer po chłopaku.
— Zapomniałeś sprawdzić drugie ramię — odpowiedziałam słodko, nie kryjąc tego, jak bardzo bawiła mnie ta sytuacja. Cóż, co poradzić, że niecodziennie wyskakuje na ciebie jakaś panna z książką i uderza cię nią, bo podniosłeś rękę na biednego pajączka? Przynajmniej są dwa plusy. Walnęłam go książką, więc nie miałam żadnych hamulców. Teraz pomyśli dwa razy, nim sięgnie po gazetę bądź kapcia, żeby posłużyć się nim jak bronią do tępienia pajęczaków. A jak sięgnie, to może być pewien, że przylecę z drugiego końca świata, żeby mu oddać.

Niech żyją pajęczaki! [13]

— Cóż, jeśli tak bardzo chcesz, mogę w niej wyhodować mole, to zawsze jakaś alternatywa. — Miałem ochotę, z jednej strony głośno się zaśmiać i pokiwać głową, a z drugiej coś rozwalić gołą pięścią, bo prawdopodobnie dziewczyna była do tego zdolna, a żart mógł przerodzić się w coś o wiele większego i o wiele gorszego. Zostałoby mi tylko nakleić na drzwi szafy wielki napis "Hotel/Motel" i czekać aż te wszystkie owady się zlecą, bo i tak nie byłoby już z tego wyjścia. Losie, że to zawsze ja wpakuję się w takie bagno, z którego wyjścia nie ma, albo jest bardzo dobrze ukryte.
— Wiesz, raczej niechętnie, jak mam być szczery. — Skrzywiłem się znacząco, bo naprawdę, wizja mojej szafy zamieszkiwanej przez chmarę owadów, pajęczaków i kto tam jeszcze wie, co by się w niej zalęgło, nie była zbyt optymistyczna i odganiałem się od niej rękami i nogami. — Skończmy już tę gadaninę o stawonogach, jeszcze chwila i zacznę mieć wrażenie, że jakiś włochaty osobnik łazi mi właśnie po ramieniu. — Przetarłem ramię, podrapałem się po barku i prychnąłem cicho, bo tarantula na brzuchu już się zdarzyła. Sadystyczne zapędy Xaviera doprowadzały człowieka do szału, szczególnie gdy wymyślał sobie, że tak w sumie to dawno kogoś nie skrępował i nie podręczył paskudnymi odnóżami swojej ukochanej Krysi. Nie rozumiem, jak takiego potwora można nazwać Krysia, no do cholery jasnej.

Niech żyją pajęczaki [12]

Chłopak wyglądał na co najmniej zmieszanego oraz zamyślonego, jakby odpowiedź na moje pytanie była bardzo trudna. Uniosłam nieco brwi, a w moich oczach pojawiło się kolejne, tym razem nieme pytanie. Nie miałam zbyt wielkich nadziei, że dyrektor będzie dobrotliwym panem, który pokiwa głową i zgodzi się na wszystko, o co tylko uczniowie poproszą. Ba, wręcz przeciwnie. Co prawda działu pod tytułem "Kadra nauczycielska" nie przekartkowałam, ale listy od Vene i fakt, że w wakacje siedziała, jedząc szarlotkę i płakała ze szczęścia, bo "w końcu znalazła się w miejscu, gdzie nie musiała przemycać cukru", mówiły same za siebie.
— Jedenaście? — W tym momencie się skrzywił, a moje brwi powędrowały odrobinę wyżej, zaś usta ułożyły się w nieznacznym, rozbawionym uśmiechu. — Nie wiem, niestety przez ten rok nie udało mi się znaleźć sposobu i myślenia tego osobnika i na niego. Samorząd może ci ładniej doprecyzuje to wszystko i powie, jak prawdopodobnie zareaguje. Ja tam nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Kapiszon jebany. — Kiwnęłam głową na znak, że rozumiem. Czyli trzeba zajść przy okazji do pokoju samorządu uczniowskiego i poznam kolejne zacne persony.
— Motylarnia powiadasz? Moja szafa wam nie wystarczy? — Miałam ochotę przewrócić oczami, wzruszyć ramionami i uśmiechnąć się jednocześnie, ale rzuciłam mu jedynie wesołe spojrzenie.
— Cóż, jeśli tak bardzo chcesz, mogę w niej wyhodować mole, to zawsze jakaś alternatywa.

Niech żyją pajęczaki! [11]

— Cóż, spodziewałam się, że na początku od razu coś, bądź ktoś mnie zabije, ale wszystko wydaje się być okej. A jak do tej pory poznałam tylko Fomę, miły chłopak. — Rozglądnęła się prędko, dokładnie przeanalizowała teren, ściągnęła delikatnie brwi i za chwilę wróciła do mnie wzrokiem. Wiercącym dziurę w brzuchu, no, w tym wypadku w głowie, wzrokiem. — W skali od jeden do dziesięć, jakie jest prawdopodobieństwo, że dyrektor odrzuci moją propozycję założenia motylarni? — spytała nagle, z prędkością opróżniania magazynku karabinu maszynowego. Ściągnąłem brwi. Motylarnia? Mińsk? Powinienem teraz wyciągnąć telefon i wyszukać frazy "Jak delikatnie przekazać komuś złe wieści?". Przekręciłem głową, kark strzyknął, uniosłem oczy do nieba, udając, że się zastanawiam. W sumie to się zastanawiałem, ale nad tym, jak jej to ładnie powiedzieć, żeby znowu nie zarobić w czerep.
— Jedenaście? — No pięknie żeś to przemyślał, panoczku, pojechałeś po bandzie, nie ma co. — Nie wiem, niestety przez ten rok nie udało mi się znaleźć sposobu i myślenia tego osobnika i na niego. Samorząd może ci ładniej doprecyzuje to wszystko i powie, jak prawdopodobnie zareaguje. Ja tam nie wiem, nie znam się, zarobiony jestem. Kapiszon jebany. — Wcisnąłem ręce do kieszeni spodni i odchyliłem się nieco do tyłu. — Motylarnia powiadasz? Moja szafa wam nie wystarczy? — prychnąłem z mimowolnym rozbawieniem.

Niech żyją pajęczaki! [10]

Uśmiechnęłam się niewinnie, przyglądając się jego mimice oraz ruchom. Czułam się trochę jak taki szczeniak, który nie pozwolił staremu kocurowi zjeść myszki, bo tak nie wolno i mi się nie podobało, a teraz prawiliśmy na różne dygresyjne tematy, które o ową myszkę zahaczały, luźno nawiązywały, ale też zostawiały ją w spokoju.
— Tak, skaczę z radości — prychnął, ściągając brwi, na co poszerzyłam uśmiech, notując sobie, że jeżeli nadarzy się okazja, trzeba będzie go tak nazwać. "Ten, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Przed Nim Je Bronić". Trochę z Harrym Potterem się kojarzy, ale to bardzo miłe skojarzenie. Nawet jeśli przed oczami miałam Voldemorta. — A więc, Izel, jak ci się tu podoba? Zaznajomiłaś kogoś, nie licząc oczywiście mojej głowy i twojej Tajemniczej Księgi?
Odruchowo postukałam palcami o parapet, jakbym się zastanawiała nad odpowiedzią, chociaż tak naprawdę miałam ją na końcu języka. Ktoś prędzej czy później zadałby mi to pytanie.
— Cóż, spodziewałam się, że na początku od razu coś, bądź ktoś mnie zabije, ale wszystko wydaje się być okej. — Powiodłam spojrzeniem wokół siebie, jakby szukając jakiegokolwiek zagrożenia. — A jak do tej pory poznałam tylko Fomę, miły chłopak. — odpowiedziałam z migoczącym wspomnieniem blondyna o zielonych oczach w głowie.
Stuknęłam ponownie palcami, a w mojej głowie pojawiła się pewna myśl.
— W skali od jeden od dziesięć, jakie jest prawdopodobieństwo, że dyrektor odrzuci moją propozycję założenia motylarni? — spytałam, spoglądając na Nivana i przygotowując się na odpowiedź, która pewnie będzie miała za zadanie zdeptać moje nadzieje.

czwartek, 15 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [9]

Kpiące spojrzenie, bo oboje doskonale zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie piśnie słowem o swojej małej tajemnicy i jej towarzyszu. Zaczęła przecierać okulary, prawiąc swoje morały i mądrości, starając się jakkolwiek załagodzić moje obawy. Tożsamość twórcy wielkiej księgi informacji o uczniach oczywiście nie wyjawiła, uśmiechając się delikatnie i znikając znowu w chwilowej fazie mielenia swoich myśli.
Dostarczyciel informacji o uczniach, nawet plotkach. Akuratnio zapowiada się na to, bym mógł mieć z ową personą przyjemność porozmawiać, ba, nawet poznać, a szkoda, bo taki mały, parszywy szczur, który wie wszystko i widzi wszystko, byłby bardzo pozytywny odebrany przez moją osobę. Przydałoby się być o jeden krok dalej niż inni i mieć możliwość posiadania kogoś w garści, tak w razie czego.
Jednak hej, w tym roku przecież przyjdzie mój Złoty Mąż.
— I nie martw się. Mimo wszystko, przeze mnie zostaniesz zapamiętany jako Ten, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Przed Nim Je Bronić — dodała z uśmiechem, wzdychając cicho i odkładając okulary na swój nosek. Przewróciłem oczami, już któryś raz tego dnia i podrapałem się po policzku.
Matka Teresa z Katapulty się znalazła.
— Tak, skaczę z radości — prychnąłem cicho, ściągając brwi. — A więc, Izel, jak ci się tu podoba? Zaznajomiłaś kogoś, nie licząc oczywiście mojej głowy i twojej Tajemniczej Księgi?

środa, 14 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [8]

— Nie czczą cię już przypadkiem? — Wybudziłam się z zamyślenia, nieprzytomnie patrząc na chłopaka, w pierwszej chwili nie rozumiejąc, o co chodziło. Dopiero zrozumiawszy sens jego słów, parsknęłam śmiechem, wzruszając ramionami i kręcąc głową jednocześnie. Cóż, pomimo moich marzeń oraz starań nie byłam w oczach robaków przyjacielem, bały się mnie tak samo jak innych, ale nie przeszkadzało mi to w ratowaniu ich. 
— Wracając, co jeszcze o mnie wiesz? Albo o nas? I od kogo? — Ostatnie pytanie zostało zadane twardym tonem, a jego wzrok poleciał w stronę książki, która bezpiecznie spoczywała w mojej torbie. Rzuciłam mu spojrzenie mówiące "Naprawdę myślisz, że ci powiem?", kryjąc delikatny, rozbawiony uśmiech, a moje ramiona znowu uniosły się w górę, żeby zaraz opaść w dół.
— Imię, nazwisko, rocznik, klasę. Nie mam aż tak dobrej pamięci, żeby znać wszystkie informacje o wszystkich. W sumie same suche fakty, to, co wszyscy prawdopodobnie wiedzą. Streszczenie plotek. — odpowiedziałam, spuszczając wzrok w dół i zdjęłam okulary z nosa, które zaraz zaczęłam czyścić chusteczką wyjętą z kieszeni. — Co do ostatniego pytania, wolę nie zdradzać — wymruczałam, a w myślach pojawiła się brunetka w pomarańczowej bluzie.
Włożyłam szkła na ich miejsce, spoglądając na bardziej wyraźny świat niż kilka sekund temu. Naprawdę, panie Nivan, bałbyś się bardziej, gdyby ktoś inny był na moim lub Vene miejscu. Oni raczej wolą się od razu dobierać do czyjegoś umysłu. Westchnęłam ciężko.
— I nie martw się. Mimo wszystko, przeze mnie zostaniesz zapamiętany jako Ten, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Przed Nim Je Bronić — dodałam.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [7]

— Oczywiście, czy też mam się czuć ułaskawiona? — Wręcz pobłogosławiona i odstawiona do bezpiecznej zatoczki. Prychnęła cicho ni to z rozbawieniem, ni to z lekkim pobłażaniem. Ale z pewnością z zaginięciem blasku w szarych oczach i zsunięciem się okularków, które swoją drogą niezwykle jej pasowały.
Drgnęła, dopiero gdy dostrzegła, w sumie na równi ze mną, pająka, który dalej swobodnie wspinał się po ścianie, merdając potężnym odwłokiem, pewien swojej przewagi nade mną, bo oto przy nim stała największa obrończyni paskud tego roku. Miał rację, bo nastolatka po chwili zamknęła go w dłoniach i podreptała do okna, zadowolona ze swojej ingerencji i zagrania roli bohatera stawonogów.
Ale w tym momencie to ja mogłem się zaśmiać i okazać swego rodzaju wyższość, bo zmrużone oczy padły na mnie, a z ust wypłynęła krótka prośba o uchylenie okna.
Założyłem ręce na piersi i oparłem się bokiem o parapet, nie powstrzymując szkaradnego i szczwanego uśmiechu. Firmowego uśmiechu numer trzydzieści dwa. Oczęta nastolatki wwiercały się we mnie jak dobrze i mocno dokręcana śruba, a na buzi malowało się zniecierpliwienie całą tą sytuacją, jednakże koniec końców moja ręka dosięgnęła klamki i spełniła prośbę Izel. Wiedziałem, że tego pożałuję, bo pająk wróci z odsieczą i to specjalnie do mojego pokoju, mogłem wręcz się o to założyć.
— Ratujesz tak dosłownie każdego, jaki się napatoczy?

niedziela, 11 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [6]

— Ułaskawianiem młodych dam i dbaniem o prywatność. — Uśmiechnął się ciut gorzkawo, przekrzywiając głowę niczym szczeniak. Chociaż bardziej przypominał pogryzionego, odsłaniającego kły wilka. A mi zdecydowanie brakuje trafnych porównań, powinnam poczytać więcej, poćwiczyć, a potem brać się za animizacje.
Kąciki moich ust drgnęły ku górze, chcąc ułożyć się w szerokim uśmiechu, ale pozwoliłam sobie tylko na krótkie uniesienie ich.
— Oczywiście, czy też mam się czuć ułaskawiona? — parsknęłam, pomijając to, że z ilości informacji, bądź krążących, potencjalnych informacji, niekoniecznie prawdziwych, w książce od Vene słabo mu szło dbanie o prywatność. Albo to brunetka za dużo myszkuje, a ja jeszcze perfidnie wykorzystywałam te informacje, żeby wypadać grunt, po którym stąpałam. I tak pewnie gdzieś się potknę, bo przecież nie umiałam uważać.
Kątem oka dostrzegłam pająka dreptającego po ścianie i uprzedzając jakąkolwiek reakcję chłopaka, zgarnęłam pajęczaka w dłonie, zamykając go w nich szczelnie, żeby nigdzie nie umknął. Wzrokiem  odszukałam okno, jednak miałam mały problem. Otóż obydwie ręce miałam zajęte, a niestety, umiejętności psychokinetycznych nie posiadałam, a jakoś nie miałam ochoty na obciążanie swoich rodziców kosztem rozwalonych szyb. Pierwszego dnia. Spojrzałam na Nivana spod półprzymkniętych powiek.
— Mogłabym cię ładnie prosić, żebyś otworzył okno? — spytałam, powstrzymując się przed gadaniem z akcentem, dodawania form grzecznościowych i innych pierdół z imariańskiego, mimo że nawijałam we wspólnym. Jeśli odmówi, to trudno, mała przebieżka na dziedziniec nikomu nie zaszkodziła.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis