— Lecieć z tym, co ci ślina na język przyniesie, patrząc na to, że nie bardzo wiem, o co pytać. Wiem już, że dyrektor nie jest zbyt przyjazny i istnieje bardzo mała, tyciusieńka, jeżeli jakakolwiek, szansa, że się zgodzi na motylarnię. O, właśnie, tak przy okazji, jak się czujesz z zakazem cukru? — Siedząca na parapecie nastolatka zerkała na mnie z zaciekawieniem, wiecznym rozbawieniem i swoimi radosnymi iskierkami w oczach, które widoczne były nawet za grubymi szkiełkami jej okularów. Podparłem łokieć obok dziewczyny i ściągnąłem brwi, bo ile mogę jej powiedzieć i o kim.
Przesunąłem żuchwę, wydąłem nieco wargi i przemieliłem wszystko, co zdążyłem pochłonąć w zeszłym roku odnośnie szkolnej śmietanki towarzyskiej.
— O cukrze nawet nie wspominaj, jemu naprawdę się w dupie poprzewracało. — Skrzywiłem się. — Chwała znajomościom, mam zamiar ogarnąć sobie w końcu zaczarowaną torbę z drugim dnem na lewo, bo inaczej tego roku nie przeżyję — westchnąłem, uśmiechając się delikatnie na myśl o hindusie, którego zasięg znajomości i wpływów mnie powalał. Gdyby chciał, to gówniarz pół spółek akcyjnych byłby sobie w stanie zagarnąć. — Co do ludzi... Nie wiem, czego nie wiesz, a nie chce sprzedawać informacji oczywistych. — Lenistwo, oj słodkie, parszywe lenistwo. Gdyby na chwilę dało mi odpocząć, świat byłby przyjemniejszym miejscem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz