sobota, 17 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [23]

I wiedziałem, że odpowiedź nie była tym, czego oczekiwała, a oczekiwała z pewnością czegoś innego niż używki. Coś ostatnimi czasy ludzie się strasznie na nie wyczulili, jakby w sumie przez lata nie istniały i dopiero teraz zrobił się wokół nich taki szum. Bo przecież jak w erze hipisów wszyscy łazili nabakani, to nikt na to nie patrzył, w końcu to hipisi.
Jednakże kiwnęła głową, westchnęła, spojrzała na mnie, a ja mogłem dokończyć moją kwestię.
Zacisnęła piąstki, skupiła się, odpłynęła gdzieś myślami znowu i w końcu, po chwili zaginięcia w czarnej otchłani umysłu, zerknęła na mnie przytomnie i drgnęła, jakby ją olśniło. No, dalej, błyszcz.
— Który klub polecasz? — spytała w końcu, na co uniosłem wysoko brwi, kącik ust drgnął, a ja błagałem ciało, żeby nie zrobić niczego głupiego, absurdalnego, cokolwiek. — Dopóki nie wymyślę ładnego podania dla dyrektora o te motylki, to się rozglądam za oazą. — Uśmiechnęła się ładnie, tak naprawdę ładnie i splotła te małe palce. Cała była w sumie kurduplowata. Dlatego pozostało mi jedynie odwzajemnić gest, z mniejszym zaangażowaniem, ale jednak.
— W sumie, to jest jeden, na rogu uliczki jak pójdziesz od kwiaciarni. — Oparłem łokieć o parapet, obserwując mimikę dziewczyny, która zmieniła się na niezbyt ciekawą. Dlatego tylko przewróciłem oczami. — Nie wiem, mają tu jakieś zebrania dla młodych alkoholików, jakaś botanika, zielarstwo, ciul wie co i podobno jakieś zatęchłe wróżbiarstwo, na które nawet opiekun nie chodzi. Nie znam się na tym, nie interesuję się za bardzo tymi sferami szkoły. Jeszcze muzyczny, sam w nim jestem i szczerze mówiąc, to nie wiem co tam jeszcze robię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis