sobota, 17 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [22]

Z powrotem ułożyłam dłonie na swoim miejscu, przyglądając się chłopakowi z nieznacznym wyszczerzem na ustach oraz ciekawością i oczekiwaniem w oczach.
— Naprawdę myślisz, że na starcie odpowiem ci o moich słabych punktach? — fuknął z uśmiechem, a ja poszerzyłam swój. Tak, tak myślę.— Szlugi wystarczą, byle nie były ruskie.
Zamrugałam, wyprostowałam się i mimo mojej woli na mojej twarzy zagościł grymas mówiący bardzo wiele, co myślałam o szlugach. Znalazła się następna rzecz, o którą zapewne też będę toczyła z nim bój, ale na razie odpuściłam sobie robienie wykładu o szkodliwych skutkach papierosów oraz truciu organizmu. Przynajmniej dzisiaj.
Westchnęłam ciężko i kiwnęłam głową, zapisując sobie w pamięci tą informację z dopiskiem, że prędzej piorun mnie trafi, niż jako fajkę pokoju rzucę mu papierosy i trzeba znaleźć jakiś substytut. Najwyżej w najbardziej ostatecznej ostateczności, gdzie będziemy się już zabijać, śnieg w budynku padać, a pioruny trzaskać o wszystko na swojej drodze, to już wtedy cisnę w niego tą paczką papierosów.
— Potrzebujesz jeszcze jakiś kluczowych informacji, czy mogę już nie narażać się na ewentualny gniew moich towarzyszy, gdybyś jednak zdecydowała się puścić farbę? — Spojrzałam na niego rozbawiona, stukając palcami o torbę. Co ja chcę jeszcze wiedzieć?
Przestałam hałasować, zaciskając dłonie w pięści, a paznokcie zanurzyły się w skórze, odganiając myśli od karmelowych wstążek, pytanie bardzo głupie, ale wydające mi się niezwykle ważne już było na końcu języka, jednak uciekło, rozpływając się i pozostawiając po sobie gorzki posmak.
— Który klub polecasz? — spytałam, odzyskując głos. — Dopóki nie wymyślę ładnego podania dla dyrektora o te motylki, to się rozglądam za oazą — dodałam z uśmiechem, prostując palce, po czym splotłam, jakbym nie wiedziała do końca, co z nimi zrobić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis