piątek, 16 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [20]

— Mimo że wiesz już co nieco o samorządzie, to napomnę tylko, że Hopecraft to dobra dupa, ale ufać bym jej nie ufał, a Dexter ma zapędy sadystyczne. Przewalska to najurokliwszy, ale ujadający, jak cholera szczeniak, który z kolei ma najwidoczniej zapędy masochistyczne. Renee to pierdolona żmija, ale jak jej na odcisk nie nadepniesz, to możesz dorobić się nawet dobrej towarzyszki w bojach. Pelagonija? Jest dziwna, buja w obłokach, Yev częściej przytula podłogę, niż się odzywa, Henio niby żyje, ale jednak nie, kogo jeszcze znam. Moja klasa, kurwa z kim ja chodzę do klasy? Anders tylko macha łapami i jakoś średnio się w cokolwiek angażuje. Alex też ma coś do kwiatów, Sofia siedzi tylko w książkach i czasem mam wrażenie, że myli rzeczywistość ze światem przedstawionym w utworze, a do tego kuje na potęgę. Niebieska pizda z trzeciej klasy wykazuje tendencje samobójcze, Vanila nie potrafi docenić kunsztu muzycznego, no i ogólnie zupa jest za słona.
Byłam przygotowana na dużą ilość informacji, ale na Stwórcę, wszystkich bogów i Cesarza, nie aż tyle, na dodatek chaotycznych, za którymi ledwo nadążałam, przetwarzałam, a potem składałam w wątpliwie logiczną całość, jednak mimo wszystko logiczną. W mojej głowie pojawiło się ponownie pytanie, które zagościło w niej już, zanim przyjechałam, a przeczytałam pierwsze strony przewodnika.
Gdzie ja wylądowałam?
Z drugiej strony czy przypadkiem nie pasowałam do tego dziwacznego, barwnego obrazka ze swoimi owadami i zapędami chronienia wszystko, co ma więcej nóg, niż powinno? Zapewne tak. Przynajmniej na nudę nie będę miała prawa narzekać.
Uniosłam zdziwiona brwi, parskając śmiechem.
— Ładnie się to przedstawia, nie powiem. — To Lirve w porównaniu z uczelnią wypadało bardzo blado. I śmiałam narzekać na cudownie zabójczy skład Soneta-Thomas-Misty-Ravel, który tutaj by uchodził za przyzwoitych, normalnych ludzi. — Czuję się trochę, jakbym trafiła do domu wariatów, ale chyba się tutaj zadomowię. — Vene na oku, blisko miałam, a te kilka lat zapowiadało się całkiem dobrze.
Wyciągnęłam dłonie przed siebie i zaczęłam wyliczać.
— Wiem, że do Jamesa się nie bardzo mam zbliżać, bo jakieś panny jeszcze mnie zabiją. Dextera udobruchać słodyczami i nie tykać Fomy, zaś u Fomy nie tykać jego siostry i jakby co przychodzić z kawą. Tyle wiem, nie licząc tego, co powiedziałeś — burknęłam bardziej do siebie niż do niego, ale zaraz podniosłam wzrok na niebieskowłosego. — A ciebie? Czym mam w razie czego ugłaskać, gdy przyjdzie nam się znowu spotkać w starciu "Wolność i życie dla pajęczaków" versus "Zabić te gnidy"?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis