sobota, 17 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [X]

Po usłyszeniu nazw wszystkich istniejących do tej pory klubów, o których miałem pojęcie, oczywiście, dziewczyna zaczęła porządnie się zastanawiać, ściągając przy okazji brwi i brakowało tylko, żeby zaczęła pukać się w brodę, jakby dokładnie rozmyślając każdą propozycję, jaką jej przedstawiłem. No pracuj, pracuj, mała maszynko, może ci się żaróweczka jednak zapali, albo coś w środku szczęknie na znak załapania tematu.
Nic, pustka, zamiast tego powrót błysku w oczach i uśmiechu na twarz.
— Dobra, dziękuję za informacje, świadek jest wolny od pytań — odparła, na co pozostało mi tylko i wyłącznie pokręcić głową i parsknąć, bo mimo wszystko dziewczyna była interesująca, względnie miła i miała gadanę, tego nie można było ukryć.
Świadek wolny od pytań? To znaczy, że mogę czmychnąć gdzie bądź i nie być już narażony na kolejne uderzenie książką, po którym w sumie to dalej bolała mnie głowa? Tak?
— W razie czego służę pomocą. — Uśmiechnąłem się, bo jednak chciałem zachować jakąś tam kulturę i jednak zostawić chociaż resztki dobrego wrażenia, które już nie istniało. — Skoro to by było na tyle, to uciekam, miło było poznać — dodałem na odchodnym, bo przecież trzeba było jeszcze pomóc Yamirowi z wróżbiarstwem. Nie miał niestety trzeciego oka, czy co to tam było i klął w hindi, czy jak to tam, na co mi pozostawało mu pomóc i śmiać się po cichu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis