piątek, 16 lutego 2018

Niech żyją pajęczaki! [16]

Powoli policzki zaczynały dawać mi znać, że szerzej uśmiechnąć się nie mogę, więc pozostawało mi parsknięcie śmiechem, co też zrobiłam, gdy spiorunował mnie spojrzeniem. Byłam niewinna! Zwróciłam mu tylko małą uwagę. Przecież coś jednak mogło zrobić sobie wędrówkę na jego ramieniu. Pomińmy fakt, że i tak nie pozwoliłabym mu tego zabić i sama prędzej bym zabrała stworzenie, żeby ochronić je w swoich dłoniach. Chichot wydostał się z moich ust, gdy rzeczywiście przesunął ręką po drugim ramieniu.
— Dobra, nie ma problemu. Jakieś konkrety, czy mam lecieć z tym, co mi ślina na język przyniesie? — spytał, odwzajemniając mój uśmiech. Uniosłam zamyślona wzrok i usiadłam na parapecie, bo coś czułam, że trochę tego będzie. Machnęłam nogami, wydając z siebie bliżej niezidentyfikowany pomruk, a potem westchnięcie.
— Lecieć z tym, co ci ślina na język przyniesie, patrząc na to, że nie bardzo wiem, o co pytać — odpowiedziałam. — Wiem już,  że dyrektor nie jest zbyt przyjazny i istnieje bardzo mała, tyciusieńka, jeżeli jakakolwiek, szansa, że się zgodzi na motylarnię. O, właśnie, tak przy okazji, jak się czujesz z zakazem cukru? — dodałam rozbawiona. Pewnie nie będę go przestrzegać, ale znając życie, większość uczniów i tak przemycała słodycze, mając w głębokim poważaniu zasady.
Łokcie wbijały mi się w kolana, a z dłoni stworzyłam podpórkę, na której oparłam twarz, przyglądając się z ciekawością Nivanowi. Co też może mi powiedzieć?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis