— Dobra, nie ma problemu. Jakieś konkrety, czy mam lecieć z tym, co mi ślina na język przyniesie? — spytał, odwzajemniając mój uśmiech. Uniosłam zamyślona wzrok i usiadłam na parapecie, bo coś czułam, że trochę tego będzie. Machnęłam nogami, wydając z siebie bliżej niezidentyfikowany pomruk, a potem westchnięcie.
— Lecieć z tym, co ci ślina na język przyniesie, patrząc na to, że nie bardzo wiem, o co pytać — odpowiedziałam. — Wiem już, że dyrektor nie jest zbyt przyjazny i istnieje bardzo mała, tyciusieńka, jeżeli jakakolwiek, szansa, że się zgodzi na motylarnię. O, właśnie, tak przy okazji, jak się czujesz z zakazem cukru? — dodałam rozbawiona. Pewnie nie będę go przestrzegać, ale znając życie, większość uczniów i tak przemycała słodycze, mając w głębokim poważaniu zasady.
Łokcie wbijały mi się w kolana, a z dłoni stworzyłam podpórkę, na której oparłam twarz, przyglądając się z ciekawością Nivanowi. Co też może mi powiedzieć?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz