Widziałem, że w sumie nieco się zbija z tego, co mówię i jak się zachowuję, bo przecież byłem tylko zasmarkanym gówniarzem, który nie wie nic o życiu i nie potrafi sobie dobrze dupy wytrzeć, żeby nie ufajdać ręki. A on przecież był wielce panem dorosłym, alfą i omegą, sir Mińskiem z rodu Białoruskich, pan i władca tej szkoły, znajdujący nadmiary libido w możności pogapienia się na cycki tej francy od kocich i zwolnienia nauczyciela czy dwóch jak akurat który mu podpadnie. Bo zburzył mu jego wieżę z klocków, a on tak łatwo nie odpuści, psze pana.
Kaszlnął coś tam, charknął pod nosem, cholera w sumie wie tego człowieka, może mu resztka alkoholu tam zastała i starał się ją odzyskać.
— Wolisz mieć płacone od godziny czy od ilości wykonanych papierków? — spytał, a potem ponownie się zamyślił, najwidoczniej całkiem ignorując moją wypowiedź pod tytułem, że za świstki w sumie. — Oakley, czy ty nie mógłbyś mi tutaj komputera postawić? — dodał jeszcze, a ja spojrzałem na niego jak na nieboskie stworzenie, chuj wie co, marę nocną najprędzej.
— Jak pan koniecznie chce i ma na to jakieś tam finanse, to nie ma sprawy, wszystko da się załatwić. — Wzruszyłem ramionami, wracając do chybotania się na krześle i oglądania gabinetu.
I tak sprowadziłem się do roli kury korporacyjnej.
A potem miało być tylko gorzej.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaki ojciec (taki syn). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jaki ojciec (taki syn). Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 maja 2018
Jaki ojciec, taki syn [19]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Nie jest moim bratem. Nie zwracam na niego uwagi i nie obchodzi mnie co ten szczyl tu robi. Żyje sobie, to niech sobie żyje, byle mi z buciorami w paradę nie wlazł, bo wtedy się pogniewamy — warczał pod nosem. — Mogę nawet w tym tygodniu.
— Zrozumiano. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, nie chcąc zajmować się w umyśle jakimś komentarzem na temat celebrowania związków rodzinnych, bo, Cesarz świadkiem, że sam przecież tego nie robiłem, od niechcianych relacji uciekałem na koniec świata, więc niech się cały świat pierdoli, najwidoczniej razem z bratem Nivana. Choć ciekawe z jakiego powodu ich relacje były aż tak napięte, może trzeba będzie przyjrzeć się tej sprawie pod względem dokumentacyjnym.
A potem spojrzałem na napiętą twarz chłopaka, zanim tylko odkaszlnąłem miarowo i odsunąłem się od biurka. Złe nawyki masz, Mińsk, że wolisz szperać w aktach niż zwyczajnie zapytać. Wybij sobie takie pomysły z głowy, stary pryku.
— Wolisz mieć płacone od godziny czy od ilości wykonanych papierków? — spytałem, naraz wpadając na kolejny pomysł, który prawdopodobnie przysporzy mi potem cholernie upierdliwego bólu głowy. — Oakley, czy ty nie mógłbyś mi tutaj komputera postawić? — Skoro oni nie chcą się przyzwyczaić do technologii, trzeba ich do tego zmusić. Nawet jeżeli i tak prawdopodobnie będą używał tego cholerstwa, żeby nawalać w pasjansa lub sapera.
— Zrozumiano. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, nie chcąc zajmować się w umyśle jakimś komentarzem na temat celebrowania związków rodzinnych, bo, Cesarz świadkiem, że sam przecież tego nie robiłem, od niechcianych relacji uciekałem na koniec świata, więc niech się cały świat pierdoli, najwidoczniej razem z bratem Nivana. Choć ciekawe z jakiego powodu ich relacje były aż tak napięte, może trzeba będzie przyjrzeć się tej sprawie pod względem dokumentacyjnym.
A potem spojrzałem na napiętą twarz chłopaka, zanim tylko odkaszlnąłem miarowo i odsunąłem się od biurka. Złe nawyki masz, Mińsk, że wolisz szperać w aktach niż zwyczajnie zapytać. Wybij sobie takie pomysły z głowy, stary pryku.
— Wolisz mieć płacone od godziny czy od ilości wykonanych papierków? — spytałem, naraz wpadając na kolejny pomysł, który prawdopodobnie przysporzy mi potem cholernie upierdliwego bólu głowy. — Oakley, czy ty nie mógłbyś mi tutaj komputera postawić? — Skoro oni nie chcą się przyzwyczaić do technologii, trzeba ich do tego zmusić. Nawet jeżeli i tak prawdopodobnie będą używał tego cholerstwa, żeby nawalać w pasjansa lub sapera.
wtorek, 22 maja 2018
Jaki ojciec, taki syn [18]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
— A jak szybko chcesz? — zapytał w odpowiedzi, a ja mogłem tylko udawać, że nie widziałem tego przerażonego, błagającego o litość i łaskę sił wyższych spojrzenia, które padło na piętrzącą się stertę papierów, które mimo że nikt do nich nie dokładał, wydawała się namiętnie rosnąć.
Zamrugałem nieco zdesperowany, bo losie, na co ja się właśnie piszę? Samobójstwo. Seppuku z pomocą długopisu. Siedziałem właśnie przy biurku, na którym za jakiś czas skonam. Przy dobrych wiatrach, oczywiście. Przy złych zdechnę w męczarniach, cierpieniach i nieludzkich warunkach.
Czyli zwykłe realia życia dorosłego, pracy i innych pierdół, do których trzeba zacząć się przyzwyczaić.
Może kiedyś dorobię się posady atrakcyjnej sekretarki wielkiego pana biznesmena w jakimś korpo, dla której porzuci swoją dotychczasową partnerkę?
Oby nie.
— A tak swoją drogą, jak tam ci się układa z braciszkiem? — spytał nagle, wzbudzając moje niemałe zdziwienie, zainteresowanie i może nieco wzburzenie na morzu myśli.
Tak szybko się ploteczki rozchodzą. Oczywiście, że zdaję sobie z tego sprawę, ale dalej mnie to porządnie w fotel wciska.
— Nie jest moim bratem. Nie zwracam na niego uwagi i nie obchodzi mnie co ten szczyl tu robi. Żyje sobie, to niech sobie żyje, byle mi z buciorami w paradę nie wlazł, bo wtedy się pogniewamy — warczałem pod nosem. — Mogę nawet w tym tygodniu.
Jaki ojciec, taki syn [17]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Oprócz weekendów i śród, to codziennie mogę, nie powiem, ile mi to zajmie. Sam tempa swojego jeszcze nie mam wypracowanego, a i zależy jak to z polotem będzie. W każdym bądź razie dziękuję pięknie i zgaduję, że będę starał się wypaść jak najkorzystniej, pracować jak najefektywniej i cała reszta tej regułki, czy co to tam było. — Odchylił się nieco mocniej na krześle, przypominając teraz bardziej króla, niż jegomościa, który własnie otrzymał szanse niewolniczej pracy za marne grosze w zakurzonym pokoiku dyrektora swojej szkoły zwanej posłużnie stażem. Cóż, jakoś trzeba będzie mu to wpleść do CV, mądry bachor, jeszcze zrobi, sądząc po listach, żeby to ładnie całkiem brzmiało. — Od kiedy mogę zacząć?
— A jak szybko chcesz? — spytałem z nadzieją, oglądając się na piętrzące się w rogu pomieszczenia sterty papierów. Przysięgałem, że rosły z każdym dniem, mimo wielokrotnych prób nadążenia za papierkową robotą. Podałem pierwsze kilka listów chłopakowi, ogółem nakreślając mu kto je przysłał, dlaczego je przysłał i w skali od jednego do dziesięciu jak ładnie ma kazać im się odwalić.
Może w końcu zagraniczna banda idiotów przestanie próbować przejąć moją kochaną uczelnię.
— A tak swoją drogą, jak tam ci się układa z braciszkiem? — zagaiłem, przeglądając obojętnie jedną z większych stert formularzy.
Jaki ojciec, taki syn [16]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
Dokładnie obserwowałem mimikę dyrektora, jego zachowania, ruchy, działania. Może w duchu liczyłem, że zobaczę coś ciekawszego, jakiś przebłysk, oświecenie, cokolwiek, co dałoby mi jakikolwiek sygnał o tym, co uważa.
— Masz tę robotę — rzucił w pewnym momencie, wrzucając mnie nagle w otchłań zagubienia i rozpusty, a także cichego balowania w odmętach mojego umysłu i już planowania, jak to nie wydam wszystkiego przepijając pierwszego. Bo w tym momencie istniały tylko dwie możliwości. Albo zaimponowałem naszemu drogiemu prezesowi, albo wyjątkowo okazał swoją łaskę, bo lampiłem się na niego jak ciele na malowane wrota. Bądź oba jednocześnie, to też bardzo prawdopodobne. — Jak wiele chcesz za to kasy, jak często możesz przychodzisz i w jakim czasie będziesz w stanie nadrobić nasze cholerne zaległości z tymi papierami? — spytał po chwili, spoglądając na mnie.
Wzruszyłem ramionami.
Ale że płacić? Tego jeszcze nie grali.
— Oprócz weekendów i śród, to codziennie mogę, nie powiem, ile mi to zajmie. Sam tempa swojego jeszcze nie mam wypracowanego, a i zależy jak to z polotem będzie. W każdym bądź razie dziękuję pięknie i zgaduję, że będę starał się wypaść jak najkorzystniej, pracować jak najefektywniej i cała reszta tej regułki, czy co to tam było. — Odchyliłem się mocniej i oparłem szerzej na krześle. — Od kiedy mogę zacząć?
Jaki ojciec, taki syn [15]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Wykorzystuję dary nieba na tyle, na ile mogę. — Parsknąłem śmiechem, słysząc odpowiedź chłopaka. "Ile mogę" było w tej sytuacji niewystarczające, zwłaszcza jak na jego możliwości. Dzieciaki miały wychodzić z tej szkoły lepsze, ale nie zwyczajnie w świecie dobre.
Pokręciłem z niedowierzaniem głową, zabierając się za czytanie kartki. Kurtuazyjne "zajmijcie się swoimi sprawami i nasze zostawcie w spokoju" krzyczało z każdego akapitu, choć list sam w sobie ociekał pozytywnymi inwektywami, cudownymi epitetami i wyraźną chęcią współpracy z drugą stroną, to został podszyty przede wszystkim czystą wrednością w najprawdziwszej postaci.
Aż dumny byłem, że można tak ładnie kazać się komuś odpierdolić.
Porządnie zrobione litery, każda odpowiednio wykreślona, w dodatku sprawiały wrażenie do złudzenia przypominających wykwitną kaligrafię, więc czułem jedynie przypływ zadowolenia, płynący z otwartego serducha. Czyli jednak nie trzymamy w tej szkole kompletnych idiotów, skoro jakieś tam wartości życiowe i umiejętności dzięki nam zdobywają, nauczą sobie radzić z irytującym pismem urzędowym.
— Nie wiedziałem tylko, jak to całe gówno podpisać. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, biorąc w dłoń długopis i składając po chwili zamaszysty podpis w odpowiednim miejscu na dole listu, na który przybiłem zaraz jedną z pieczątek szkoły.
— Masz tę robotę — powiedziałem, sam nie wierząc, że kreowanie wizerunku i komunikacje z innymi uczelniami powierzam komuś jakiemu jak Oakley, choć ciągle chciałem wierzyć w jego szanse nawrócenia na dobrą stronę mocy. — Jak wiele chcesz za to kasy, jak często możesz przychodzisz i w jakim czasie będziesz w stanie nadrobić nasze cholerne zaległości z tymi papierami? — spytałem wprost.
Jaki ojciec, taki syn [14]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
— Jakkolwiek zabrzmi to kuriozalnie, to czasy licealne są najlepsze na wyrabianie kontaktów, przygotowywanie sobie przyszłości i tak dalej. Masz całkiem spore stadko znajomych z bogatego domu, kolegów z koneksjami, koleżanki z rodowodem. Zamiast szaleć, zakręć się i przygotuj na to podbijanie światów, bo okazje szybko przemijają — rzucił dyrektorek, na co kolejny już raz przewróciłem oczami i prychnąłem pod nosem. Czyżby zakręcać się wokół towarzystwa nie było właśnie przez jakieś pierdzielone wariactwa? Przez alkohol do serca, za przytrzymanie włosów podczas większych ekscesów po wymieszaniu wszystkich proponowanych gatunków napojów wysokoprocentowych miało się plus trzynaście do szacuneczku i zaufania, taka prawda. A najlepszych przyjaciół poznajemy w biedzie, szczególnie, jak ci akurat gumki za...
— Wykorzystuję dary nieba na tyle, na ile mogę — odparłem tylko, stawiając ostatnią, pieprzoną kropkę w tym pierdolonym wypracowaniu i odwracając karteluszkę w stronę mężczyzny.
Zerknąłem z niechęcią na dość ładne litery, co jak co, pismo jednak miałem ładne, przynajmniej w moim mniemaniu. Nie tak, jak Hindusik, ale jednak. Dało się przeczytać bez słownika i bez speca od hieroglifów, więc uznawałem to za sukces, patrząc na to, że większość rzeczy i tak pisuję na komputerze albo telefonie. — Nie wiedziałem tylko, jak to całe gówno podpisać — rzuciłem jeszcze, wystukując monotonny rytm palcami.
Dawno nie grałem.
Jaki ojciec, taki syn [13]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
Chłopak wydawał się zszokowany moim porażająco inteligentnym komentarzem, na tyle, że nie był w stanie zdecydować się odnośnie preferowanego sposobu działania. Zarówno śmiech, jak i płacz, wydawał się uwłaczający pod względem jego ludzkiego jestestwa i, na Cesarza, o czym ja, kurwa, pierdolę.
— Nie wiem, czy powinienem się po tych zwierzeniach śmiać, czy płakać, więc zostawię to bez większego wydźwięku. No i myślałem, że ma pan jakiekolwiek pojęcie o młodzieży i ich psychice — mruczał, zapisując kolejne linijki oficjalnych listów. Aż znalazłem w sobie iskierkę podziwu dla niego, osobiście nienawidziłem tych głupich fanaberii. — No, chyba że wzięli was z rozpędu. W sumie odpowiedź to: bo jestem młody, bo lubię ryzyko i lubię seks, a bzyknięcie atrakcyjnej koleżanki z czwartej „S” na biurku dyrektora twojej uczelni, który siedzi kilka pokoi dalej to pieprzona kumulacja w totku. Ot, co. Plus błagam, inteligencja inteligencją, ale póki mogę się poopierdalać w szkole, a nie siedzieć w tym to wolę korzystać. No, a na podbijanie światów nadejdzie jeszcze czas.
— Jakkolwiek zabrzmi to kuriozalnie, to czasy licealne są najlepsze na wyrabianie kontaktów, przygotowywanie sobie przyszłości i tak dalej. Masz całkiem spore stadko znajomych z bogatego domu, kolegów z koneksjami, koleżanki z rodowodem. Zamiast szaleć, zakręć się i przygotuj na to podbijanie światów, bo okazje szybko przemijają — podsumowałem.
Jaki ojciec, taki syn [12]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
Zerknąłem jeszcze raz, dość pobieżnie, na mężczyznę, po czym wróciłem do pisania, jednakże nie na długo, bo za chwilę przywołał moje nazwisko, a ja musiałem, jak ten wytresowany pies, podnieść łeb i wlepić uważne spojrzenie w jego osobę.
— Oakley — powiedział, na co kiwnąłem głową i czekałem na dalsze informacje, gdy dyrektor lampił się na mnie z książką w dłoni — ty jesteś inteligentny — powiedział nagle, na co wbiło mnie w siedzenie i nie wiedziałem, czy mam unosić, czy może ściągać brwi, prychać, fukać, czy się cieszyć, bo kto normalny wie, jak zareagować na takie... Słowa? Komplementy? Cholera, chuj wie, co to miało tak właściwie być. Równie dobrze mogło mu się rzucić na łeb albo postanowił się ze mnie nieco ponabijać. Dlatego tylko delikatnie się skrzywiłem. — Nie, serio, odnajduję w tobie ukryte pokłady człowieczeństwa. Na chuj bezcześcisz moje biurka i inne powierzchnie nieprzeznaczone do czynności stricte kopulatywnych, skoro jesteś w stanie podbijać światy? Wyglądasz na ogarniętego, z twojej płomiennej przemowy wnioskuję, że jakieś umiejętności jeszcze masz — kontynuował, wystawiając kolejno palce i odliczając, a ja zacząłem się zastanawiać, jak złe mniemanie miał o studentach facet. W sumie sam się zasłużyłem na takie określenia i tytuły. Ave.
— No, muszę przyznać, że jestem prawdziwe zainspirowany twoją wiarą we własną przyszłość. Kto wie, może jeszcze ciebie zatrudnimy do instalacji ten pitolonej sieci elektrycznej, jak przekonam tych matołów do ruszenia dup z zastoju technologicznego — dodał jeszcze. Grymas natomiast nie schodził z mojej twarzy.
— Nie wiem, czy powinienem się po tych zwierzeniach śmiać, czy płakać, więc zostawię to bez większego wydźwięku. No i myślałem, że ma pan jakiekolwiek pojęcie o młodzieży i ich psychice — mruczałem, wracając na nowo do pisania — No, chyba że wzięli was z rozpędu. W sumie odpowiedź to: bo jestem młody, bo lubię ryzyko i lubię seks, a bzyknięcie atrakcyjnej koleżanki z czwartej „S” na biurku dyrektora twojej uczelni, który siedzi kilka pokoi dalej to pieprzona kumulacja w totku. Ot, co. Plus błagam, inteligencja inteligencją, ale póki mogę się poopierdalać w szkole, a nie siedzieć w tym — zastukałem długopisem o kartkę i spojrzałem na, wciąż nachylającego się nad moją osobą, Mińska — to wolę korzystać. No, a na podbijanie światów nadejdzie jeszcze czas.
Jaki ojciec, taki syn [11]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Nie, do kogucika mi daleko — odparł, zdając się luzować nagle, jakby fałszywie wierząc, że nie zauważę, jak się spiął na wspomnienie pewnego chłopaka. Przewróciłem oczami, bo nie w mojej intencji leżało dbanie o dobre samopoczucie tych smarkaczy, choć Oakley zdawał się mieć nieco więcej oleju w głowie niż przeciętna małpa z klasy obok. — W przeciwieństwie do pańskich korespondentów wierzę w ogólny sukces informatyczny. Celuję w programowanie i inne takie pierdoły. Jak nie wyjdzie w korpo, to zrobię z siebie drugiego Cukierberga. — Zamrugałem zdezorientowany, nie będąc pewien, czy na serio zostałem właśnie potraktowany całkiem inteligentnym wywodem przyszłościowym. Klękajcie narody.
— Oakley — zacząłem zdumiony, odwracając się w kierunku chłopaka, wciąż z książką w dłoni — ty jesteś inteligentny — przyznałem bez sarkazmu, bardziej z doskonale słyszalnym w głosie zdezorientowaniem. Podszedłem do biurka, kładąc dłonie na blacie i pochylając się do przodu, bacznie obserwując bachora. Chłopak spojrzał się tylko na mnie ni to z pogardą, ni to z oburzeniem. — Nie, serio, odnajduję w tobie ukryte pokłady człowieczeństwa. Na chuj bezcześcisz moje biurka i inne powierzchnie nieprzeznaczone do czynności stricte kopulatywnych, skoro jesteś w stanie podbijać światy? Wyglądasz na ogarniętego, z twojej płomiennej przemowy wnioskuję, że jakieś umiejętności jeszcze masz — wymieniałem, odliczając na palcach kolejne atuty chłopaka.
— No, muszę przyznać, że jestem prawdziwe zainspirowany twoją wiarą we własną przyszłość. Kto wie, może jeszcze ciebie zatrudnimy do instalacji ten pitolonej sieci elektrycznej, jak przekonam tych matołów do ruszenia dup z zastoju technologicznego.
Jaki ojciec, taki syn [10]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
Kolejne kilka liter pojawiło się na papierze, kropek, przecinków, pieprzonej interpunkcji, której od dawna nie stosowałem, bo w notatkach się połapię, a w internecie i tak nikogo to nie obchodzi.
— Ta banda idiotów nazywa to przywiązaniem do tradycji i dbałością o kulturę, coś o postępującym analfabetyzmie pisemnym i inne bzdety. Poza tym główny dostawca papeterii do nasz wszystkich to brat ciotecznej babci z jakiejś tam pokręconej gałęziowo rodzinki, a wiesz, ostatecznie forsa zawsze zostaje w rodzinie — mruczał monotonnie, grzebiąc coś przy półeczkach, ustawiając książki, dokładniej, co mogłem zaobserować dopiero gdy nieco się odsunął. Uśmiechnąłem się pod nosem i pokręciłem głową. No tak, gospodarka przede wszystkim, jebać wygodę i przyszłość ludzkości, która zaraz zacznie się dusić tym, co sama wydziela. Nie, kurwa, byle bratanek mógł sobie kupić nowego Roleksa, jakby zwykły zegarek z chińczyka mu nie starczał. — Myślałeś czym się zajmiesz w przyszłości? — spytał nagle, na co ponownie podniosłem swoje spojrzenie na jego osobę, by zaraz znowu skupić się na kartce, liście i odpowiedzi, którą powinienem był udzielić. — Na kurę domową mi nie wyglądasz, chociaż ten twój szczenięcy wzrok ciągnący się za Hopecraftem bywa nawet uroczy. Jakieś studia, konkretna praca?
I wcale nie zacisnąłem mocniej palców na tym jebanym długopisie, wcale nie uśmiechnąłem się w nerwowym geście i wcale nie uderzyłem piętą w podłogę odrobinę za mocno.
— Nie, do kogucika mi daleko — odparłem, starając się zachować pozory spokoju. — W przeciwieństwie do pańskich korespondentów wierzę w ogólny sukces informatyczny. Celuję w programowanie i inne takie pierdoły. Jak nie wyjdzie w korpo, to zrobię z siebie drugiego Cukierberga. — Zastukałem pisakiem o blat. Albo znowu zamotam się w psuciu zabezpieczeń i pobieraniu pieniędzy z niczego nieświadomych banków. Do ciągu cyferek.
Do mojej nory.
Jaki ojciec, taki syn [9]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Technologia otacza nas ze wszystkich stron, a wy nieustannie w tych świstkach siedzicie — mrukną leniwie. — Nie łatwiej by było drogą elektroniczną? Cierpień duchom drzew, które przewracając się w grobach na widok swojego truchła, które skończyło, jako podkład dla tego pierdolenia byście oszczędzili, świat przed zagładą uchronili i miejsca w gabinetach zachowali więcej. — Westchnąłem bezbożnie, bo przecież taki zapał i w dodatku głuchy idealizm powinno się spotykać tylko w legendach albo ewentualnie na podwieczorkach u jakiejś sekty, która w międzyczasie zamierzała spalić kilka intergalaktycznych dziewic. Cóż powiedzieć więcej mogłem, jak tylko pokręcić z przykrością głową.
— Ta banda idiotów nazywa to przywiązaniem do tradycji i dbałością o kulturę, coś o postępującym analfabetyzmie pisemnym i inne bzdety. Poza tym główny dostawca papeterii do nasz wszystkich to brat ciotecznej babci z jakiejś tam pokręconej gałęziowo rodzinki, a wiesz, ostatecznie forsa zawsze zostaje w rodzinie — poinformowałem chłodno chłopaka, zabierając się za układanie książek na półkach, byle tylko zająć czymś ręce. — Myślałeś czym się zajmiesz w przyszłości? — rzuciłem, nawet nie odwracając się w jego kierunku, stojąc plecami do biurka. Skoro zabrał się za zdobywanie doświadczenia to swoje musiał wiedzieć, ale nadal ciekawiło mnie, kim by chciał zostać w przyszłości Oakley. Demoniczny pan podziemia? Dostawca pizzy? Gość ze zmywaka ze stanowiska obok? A może jednak miał jakieś ambicje wykraczające poza ćpanie, chlanie i pieprzenie.
— Na kurę domową mi nie wyglądasz, chociaż ten twój szczenięcy wzrok ciągnący się za Hopecraftem bywa nawet uroczy. Jakieś studia, konkretna praca? — zagaiłem.
Jaki ojciec, taki syn [8]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
Jak dotąd tarzający się po ziemi pedagogo, zdecydował się w końcu podnieść dupsko i resztki dumy, jaką posiadał [niech nie czyta w myślach, nie chcę skończyć jak moje myśli o byle jakim jutrze]. Otrzepał spodnie, poprawił się w miejscu i spojrzał na mnie tym rozleniwionym, zdecydowanie pełnym pogardy i kpiny wzrokiem, po czym napuszył się i przygotował do roli złego gliny, który jednym słowem sprowadzi mnie do parteru i przyprawi o podkulanie ogona.
Tak jest, psze pana, już się wynoszę, już nic nie robię, patrz pan, jaki ze mnie grzeczny chłopiec, nawet jeszcze w tym roku szkolnym nie nawrzeszczałem na Yamira, czy nie zaczepiłem nowej osóbki z miną srającego kota na płocie.
— Asystentkę zdobyłem w końcu w trudach, panna Williams zdaje się być odpowiednio dobraną osobą na te stanowisko. Ale sekretarką bym nie pogardził. Masz coś konkretnego na myśli, Oakley? — Uniosłem brwi. Blondyna się dorobiła? No proszę, jednak śmietanka towarzyska Hopecrafta ma coraz lepsze wtyki, a ja i reszta dalej stoimy w naszych chatkach z gówna, patrząc, jak ci docierają już do Ery Fortów i zdecydowanie powinienem przestać zagrywać się w Age of Empires po nocach.
— Nie, wcale, gadam, żeby gadać, wie pan, brakuje mi kontaktów, pyska nie ma do kogo otworzyć — fuknąłem cicho, bo chrypliwy, oschły głos dalej brzęczał mi w uszach. — A tak naprawdę, to przecież obaj jesteśmy w kropeczce, takiej ładnej, dopiero co postawionej. Panu brakuje sekretarki, mi zajęć, bo czasu wolnego mam aż nazbyt dużo. Spadnie panu odsetek upalonych i upojonych nastolatków, procent potrzebujących szybkiego leczenia chorób wenerycznych spadnie, no same plusy, widzi pan? A tak na serio, to potrzebuję mieć co do rubryczki w CV wpisać, wiecie, w dzisiejszych czasach jak czego przy papierach nie zrobiłeś, to równie dobrze możesz nawet nie wchodzić do gabinetu.
Jaki ojciec, taki syn [7]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Nie, wcale, gadam, żeby gadać, wie pan, brakuje mi kontaktów, pyska nie ma do kogo otworzyć — fuknął cicho, jakby zaraz nabierając więcej powietrza w usta, żeby móc w spokoju torturować mnie swoim piskliwo-ochrypłym, dzikim głosikiem, który sprawiał, że włosy na dłoniach stawał dęba. — A tak naprawdę, to przecież obaj jesteśmy w kropeczce, takiej ładnej, dopiero co postawionej. Panu brakuje sekretarki, mi zajęć, bo czasu wolnego mam aż nazbyt dużo. Spadnie panu odsetek upalonych i upojonych nastolatków, procent potrzebujących szybkiego leczenia chorób wenerycznych spadnie, no same plusy, widzi pan? A tak na serio, to potrzebuję mieć co do rubryczki w CV wpisać, wiecie, w dzisiejszych czasach jak czego przy papierach nie zrobiłeś, to równie dobrze możesz nawet nie wchodzić do gabinetu.
— I uznałeś, że granie sekretarki jest bardziej wymagające niż udział w tanich filmach porno klasy K? Nie żebym oceniał, ale do tego drugiego masz raczej większe predyspozycje, jak dowiedziałem się ostatnim razem. — Tak, ta scenka z moim biednym biurkiem i papierami do tej pory była traumatyzująca. Głównie dla moich mebli. — Siadaj, damy ci parę listów do odpowiedzenia i zobaczymy, czy jesteś w stanie pisać lepiej od przeciętnej małpy — mruknąłem, wydobywając z jednej z szufladek stertę listów i rzucając je na stół. Głównie od Cesarza, ale znalazło się też kilka od durnych magów z Latającego Uniwersytetu, coś tam od rektorów innych uczelni i pierdyliard innych osób, których wolałem nie widzieć nigdy na oczy. — Jak upewnisz się, że nie napiszą ponownie i zrobić to w kulturalny sposób, to nawet dostaniesz kasę za robotę.
Jaki ojciec, taki syn [6]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
Jak dotąd tarzający się po ziemi pedagogo, zdecydował się w końcu podnieść dupsko i resztki dumy, jaką posiadał [niech nie czyta w myślach, nie chcę skończyć jak moje myśli o byle jakim jutrze]. Otrzepał spodnie, poprawił się w miejscu i spojrzał na mnie tym rozleniwionym, zdecydowanie pełnym pogardy i kpiny wzrokiem, po czym napuszył się i przygotował do roli złego gliny, który jednym słowem sprowadzi mnie do parteru i przyprawi o podkulanie ogona.
Tak jest, psze pana, już się wynoszę, już nic nie robię, patrz pan, jaki ze mnie grzeczny chłopiec, nawet jeszcze w tym roku szkolnym nie nawrzeszczałem na Yamira, czy nie zaczepiłem nowej osóbki z miną srającego kota na płocie.
— Asystentkę zdobyłem w końcu w trudach, panna Williams zdaje się być odpowiednio dobraną osobą na te stanowisko. Ale sekretarką bym nie pogardził. Masz coś konkretnego na myśli, Oakley? — Uniosłem brwi. Blondyna się dorobiła? No proszę, jednak śmietanka towarzyska Hopecrafta ma coraz lepsze wtyki, a ja i reszta dalej stoimy w naszych chatkach z gówna, patrząc, jak ci docierają już do Ery Fortów i zdecydowanie powinienem przestać zagrywać się w Age of Empires po nocach.
— Nie, wcale, gadam, żeby gadać, wie pan, brakuje mi kontaktów, pyska nie ma do kogo otworzyć — fuknąłem cicho, bo chrypliwy, oschły głos dalej brzęczał mi w uszach. — A tak naprawdę, to przecież obaj jesteśmy w kropeczce, takiej ładnej, dopiero co postawionej. Panu brakuje sekretarki, mi zajęć, bo czasu wolnego mam aż nazbyt dużo. Spadnie panu odsetek upalonych i upojonych nastolatków, procent potrzebujących szybkiego leczenia chorób wenerycznych spadnie, no same plusy, widzi pan? A tak na serio, to potrzebuję mieć co do rubryczki w CV wpisać, wiecie, w dzisiejszych czasach jak czego przy papierach nie zrobiłeś, to równie dobrze możesz nawet nie wchodzić do gabinetu.
Jaki ojciec, taki syn [5]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— Nawet bez dopuszczających się seppuku marzeń o byle jakim jutrze i jeszcze mniej ciekawym żywocie, jestem świadom, że to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia — parsknął, zerkając na dokumenty. I właśnie dlatego nienawidziłem rozwrzeszczanych bachorzysk, które nie były w stanie zrozumieć ciągnącego się jak rozlazły ser bólu mojego serca. Pierdolone japońskie punkowo fanowskie szmiry, których jedynym celem w życiu było rozpijanie się tanim sikaczem. W dodatku tym ruskim, za pięć rubli z pobliskich monopolowych. To było uwłaczające dla kubków smakowych przeciętnego odbiorcy, ale jak od wieków wiadomo:
Studenci to nie ludzie.
— A palenie nie w moim interesie, kazali przynieść, przynoszę, tyle. — Palenie nigdy nie było w czyimkolwiek interesie, a cały bzdurny materiał należało sprawdzić, przynieść, poprawić i przysięgam, że dostawałem szału. Tym bardziej, że Est odeszła, Cesarz nadciągnął, a przyjazd Atheny jedynie pojawiał się coraz wyraźniej na horyzoncie.
— Słyszałem, że został pan bez asystentki? — Podniosłem wzrok i przy okazji tyłek z podłogi, otrzepując się z niewidzialnego pyłu i kurzu, który pewnie zalegał na moich spodniach oraz marynarce. Fiu, fiu, rozochocił się smarkacz najwyraźniej.
— Asystentkę zdobyłem w końcu w trudach, panna Williams zdaje się być odpowiednio dobraną osobą na te stanowisko. Ale sekretarką bym nie pogardził. Masz coś konkretnego na myśli, Oakley? — spytałem nieco ostrzejszym, bardziej charkliwym tonem, wracając powoli do swojego normalnego trybu bycia. Nikt nie może pozwolić sobie na słabość nazbyt długo, prawda?
Studenci to nie ludzie.
— A palenie nie w moim interesie, kazali przynieść, przynoszę, tyle. — Palenie nigdy nie było w czyimkolwiek interesie, a cały bzdurny materiał należało sprawdzić, przynieść, poprawić i przysięgam, że dostawałem szału. Tym bardziej, że Est odeszła, Cesarz nadciągnął, a przyjazd Atheny jedynie pojawiał się coraz wyraźniej na horyzoncie.
— Słyszałem, że został pan bez asystentki? — Podniosłem wzrok i przy okazji tyłek z podłogi, otrzepując się z niewidzialnego pyłu i kurzu, który pewnie zalegał na moich spodniach oraz marynarce. Fiu, fiu, rozochocił się smarkacz najwyraźniej.
— Asystentkę zdobyłem w końcu w trudach, panna Williams zdaje się być odpowiednio dobraną osobą na te stanowisko. Ale sekretarką bym nie pogardził. Masz coś konkretnego na myśli, Oakley? — spytałem nieco ostrzejszym, bardziej charkliwym tonem, wracając powoli do swojego normalnego trybu bycia. Nikt nie może pozwolić sobie na słabość nazbyt długo, prawda?
Jaki ojciec, taki syn [4]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
— Nie myślisz czasem, że to wszystko jest bez sensu, gdy ostatnia resztka nadziei woła w tobie o skoczenie z tego ziemskiego padołu i ominięcie wszystkich bezsensownych działań twojego życia? — spytał w odpowiedzi z niezwykłą, wręcz końską dawką zdesperowania w głosie. Prychnąłem cicho pod nosem, podchodząc przy okazji do blatu jego biurka i wymownym ruchem rzucając świstki na sterty kopert i zapełnionych arkuszy. — Jak nie, to nie mógłbyś chociaż tych cholerstw spalić? — dodał ciszej, zerkając wymownie na papiery. Uniosłem brwi, żeby za chwilę oprzeć się bokiem o biurko i założyć ręce na piersi, oczywiście nie ściągając wzroku z siedzącego na podłodze mężczyzny.
— Nawet bez dopuszczających się seppuku marzeń o byle jakim jutrze i jeszcze mniej ciekawym żywocie, jestem świadom, że to wszystko nie ma najmniejszego znaczenia — parsknąłem ze znudzeniem, zerkając przez ramię na dokumenty. — A palenie nie w moim interesie, kazali przynieść, przynoszę, tyle.
Rozglądnąłem się po pomieszczeniu. Od mojej ostatniej wizyty, która okryła się niemałą sławą i podobnymi legendami, zbyt dużo się nie zmieniło. Dalej smród, kiła i mogiła, typowo pod stanowisko, bez jakichś fajerwerków. No, po macoszemu bym powiedział, chociaż mieli tu podobno wyższe standardy niż w reszcie placówki.
No, a w tym wszystkim rozmemłany, rozbabrany Mińsk, który, dosłownie, dosięgał jeszcze przed chwilą policzkiem dna. Nawet jeśli fizycznie się podniósł, to bardziej niż pewne było, że całą resztą dalej babra cię w gównie i to nie że od teraz. Od zawsze. Od założenia tej placówki, dokładniej, tak myślę.
No bo chyba nawet debil by dostrzegł, że nasz kochany dyrcio jest w stanie sięgnąć wyżej niż półka w barku, czy pysk nieposłusznego uczniaczka. Albo to ja miałem mylne wrażenia odnośnie mężczyzny, który może w rzeczywistości był prostszy niż budowa cepa.
No, przesadzam.
Zresztą, błysk inteligentnych oczu zaraz odciągnął mnie od tej poronionej idei, Mińsk był w pizdę inteligentny, tyle.
— Słyszałem, że został pan bez asystentki? — rzuciłem niepewnie, wiedząc, że wkraczam na niebezpieczne tereny.
Ale chciałem. Potrzebowałem. Zarobku i fizycznego i mentalnego, a nuż się trafi okazja, a nawet jak nie trafię, to przynajmniej się próbowało.
Bo kto by się nie pokusił o łatwiejszy wgląd w pewne sprawunki?
Jaki ojciec, taki syn [3]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
Nivan Oakley, bożyszcze narodu wybranego, nieznana cnotka-niewydymka, tylko w drugą stronę, że aż do przesady, której już raz zdarzyło się kopulować nawet na moim biurko. W sercu moim pozostawała niezbadana przez nikogo jeszcze nadzieja, że ten bachor, jak cała reszta zresztą, wyjdą w końcu na ludzi. Prawdopodobnie dopiero po moim trupie, ale przecież porządna dawka edukacji wymaga poświęceń. W ten upalny wieczór jasny, a raczej środek dnia, ale kto by się tym przejmował, rozejrzałem się smętnie po gabinecie, szukając złaknionym wzrokiem zagubionej buteleczki. Kieliszka. Nawet malutkiego kieliszeczka, kropeleńka byłaby niepogardzonym błogosławieństwem, mógłbym nawet tylko powąchać.
Mój Cesarzu, Mińsk, co się z tobą stało i kiedy upadłeś tak nisko?
— Mam dla pana dokumenty. Zresztą kolejne, jak widzę — dodał cicho, chociaż jego wzrok wyraźnie omiótł całe, ogarnięte szałem papierzysk, pomieszczenie. — Chce się panu? — parsknął z kpiną, na co tylko burknąłem coś niemrawego pod nosem. Nie miałem nawet chęci wlepić mu kary za pyskowanie do nauczyciela, co się ze mną zaczynało dziać, świat się kończył, nadchodziła apokalipsa.
— Nie myślisz czasem, że to wszystko jest bez sensu, gdy ostatnia resztka nadziei woła w tobie o skoczenie z tego ziemskiego padołu i ominięcie wszystkich bezsensownych działań twojego życia? — spytałem z nadzieją. — Jak nie, to nie mógłbyś chociaż tych cholerstw spalić? — mruknąłem, wpatrując się beznamiętnie w papiery.
Jaki ojciec, taki syn [2]
Etykiety:
Jaki ojciec (taki syn),
Nivan Oakley
Chwilę musiałem poczekać na jakikolwiek odzew. Prawdopodobnie utopione w łyskaczu kuleczki nie mogły szybciej się zbić i wpaść do odpowiednich zapadek, włączyć mechanizmu, cokolwiek. Równie dobrze mogło go nie być, wyemigrowanie do pobliskiego baru też było rzeczą dość prawdopodobną.
Nerwowo stuknąłem czubem buta o podłogę, gdy chrapliwy głos w końcu zabrzmiał zza drzwi i mogłem otworzyć nieszczęsne wrota do zapyziałego królestwa sodomy i gomory, pokoju strachu, a tak właściwie zwykłego gabinetu, który po prostu śmierdział alkoholem. Alkoholem z wysokiej półki, na który plułem, bo jednak proszę was, nie ma nic lepszego, niż piwo z zielonej butelki. Tak, przerzuciłem się z brązowych, proszę o poklask.
— Właź! — Stanąłem w progu pokoju, żeby zobaczyć wylegującego się w najlepsze na podłodze dyrcia, który najwidoczniej bawił się przednio. Ściągnąłem brwi, bo o losie, czemu zawsze ja, no co ja wam zrobiłem siły wyższe, że mnie tak karzecie? — Po coś tu przylazł? — rzucił oschle, podnosząc się do siadu i lustrując mnie rozbieganym spojrzeniem.
Drżał cały, wyglądał jak skończony oszołom, którym zawsze był, ale mniejsza o to. Jakby kto narkomanowi odstawił używek i bingo, bo charakterystyczny zapach wywietrzał, barek był pusty, a po kielonach ani śladu.
Miałem ochotę parsknąć śmiechem, w ostatniej chwili się reflektując, bo nie miałem zamiaru jeszcze przepłacać życiem takich głupot.
— Mam dla pana dokumenty. Zresztą kolejne, jak widzę — dopowiedziałem ciszej, dostrzegając stertę papierów i losie, ile na to gówno drzew poszło, idzie się złapać za głowę. — Chce się panu? — parsknąłem z lekką kpiną, doskonale znając odpowiedź na pytanie.
Jaki ojciec, taki syn [1]
Etykiety:
Dyrektor Mińsk,
Jaki ojciec (taki syn)
— To chyba żart — jęknąłem żałośnie, przewracając się z jednego brzegu kanapy na drugi. Oczywiście, kurwa, że była zbyt wąska, więc już po chwili zaryłem boleśnie głową o drewniane panele, przypominając sobie, że o kręgosłup dbać należy, bo na starość mnie w dupę los kopnie. Już czułem te wibrujące bóle w krzyżu, którymi będę raczony jako dwustuletni dziadyga z drewnianą nogą, laską i złotą szczęką, żeby podrywać urocze emerytki.
O ile wcześniej nie wysiądzie mi wątroba, co jednak w jakiś sposób było bardzo prawdopodobne. Rozłożyłem się wygodniej na podłodze, starając się przypomnieć wszystko, co sprawiło, że czułem się jak wypruty z wszelkiej godności, porzucony i splugawiony kondom.
Est odeszła, Nibyłko przewracał oczami, skrzętnie usuwając wszystkie alkoholowe dodatki w obrębie całej szkoły. Miałem wrażenie, że nawet tajne zapasy bachorów wylał do kibla, byle tylko nie były w stanie mi niczego dostarczyć, nawet kropelki. "Zaczął się nowy okres twojego życia, Mińsk", powiedział, dupek-kurdupel mały jeden. A potem co, a potem w głowie mi tarabaniło, ręce się trzęsły, a ja nie mogłem się na czymś skupić.
Wcale nie byłem uzależniony, wcale. Poluzowałem krawat, rozpiąłem trzy górne guziki koszuli, mając nadzieję, że uderzenia gorąca szybko przejdą do historii. Organizm wołał o jakikolwiek rodzaj życiodajnego trunku i bynajmniej nie miałem to na myśli ambrozji w postaci czarnej kawy.
Wcale nie byłem uzależniony, wcale. Poluzowałem krawat, rozpiąłem trzy górne guziki koszuli, mając nadzieję, że uderzenia gorąca szybko przejdą do historii. Organizm wołał o jakikolwiek rodzaj życiodajnego trunku i bynajmniej nie miałem to na myśli ambrozji w postaci czarnej kawy.
— Właź! — krzyknąłem burkliwie, mrużąc oczy i podnosząc wzrok na stojącą w drzwiach postać kolejnego smarkacza. — Po coś tu przylazł? — mruknąłem niemrawo, zmieniając pozycję z leżącej na siedzącą.
Subskrybuj:
Posty (Atom)