Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 12/10. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 12/10. Pokaż wszystkie posty

środa, 10 stycznia 2018

12/10 [X]

Usta na nosie przeteleportowały mnie w zupełnie nową czasoprzestrzeń, gdzie lewitowałem bez większych problemów w okolicach trzynastego księżyca planety E34235.
— Może kiedyś się przekonasz — odparła z tryumfalnym uśmieszkiem, przywracając mnie tym samym do rzeczywistości. Zostało mi jedynie przewrócić oczami z cichym fuknięciem, bo Przewalska skończyła zabawę zdecydowanie zbyt szybko. — A teraz może pójdziemy spać, film i tak się skończył. Co ty na to? — Odsunęła się, a mimo wszystko zostawała blisko mnie, jakby to wszystko sprawiało jej obrzydliwy problem i niezwykłą niechęć. W sumie jej się nie dziwiłem, sam bym od siebie nie był w stanie odejść. Narcyzie, narcyzie. W rzeczywistości gorycz rozrywała moje serce, bo leniwy stan rzeczy obecnych, jak najbardziej mi odpowiadał, a towarzystwo zieloonokiej było wyborne i kojące. Machnęła stópką z kaczą gracją.— To idziesz spać czy będziesz się tak gapić? — Czyżby to był szyderczy uśmiech ze strony Wandy? Tego jeszcze nie grali.
— Popodziwiam jeszcze widoki. — Nachyliłem się i podszczypnąłem jej bok, czemu towarzyszył cichy pisk pełen oburzenia. Wymagający wzrok, bo jak się okazało, to nawet pytanie nie było, tylko polecenie "Idziesz teraz spać". — Muszę coś jeszcze zrobić, zasypiaj, mała. — Zgasiłem światło, wróciłem do łóżka i wciągnąłem na kolana laptopa, gdy dziewczyna tarmosiła się i gniotła w swoim miejscu, małym królestwie, łożu damy dworu.
I co chwila spoglądałem, żeby wiedzieć, czy zasnęła, czy wszystko dobrze, czy marzy spokojnie.
I następnego dnia nie przyznałem się, że z oczami wściubionymi w ekran siedziałem do trzeciej.
I następnego dnia nie przyznałem się, że do szóstej rano oglądałem jej lico, wyłapując niuansiki, badając każdy skrawek jej twarzy, każdą zmianę mimiki. Każdy pieprzyk na buzi, bliznę, lekko rozchylone wargi. Że odgarniałem zagubione kosmyki z jej twarzy. Że przykrywałem ją, gdy kołdra jej się podwinęła. Że z tęsknotą spoglądałem na powieki, które odbierały mi przyjemność z widzenia wspaniałych, zielonych oczu.
Zasnąłem na trzy godziny. Przynajmniej tyle dobrego.

12/10 [31]

Zaczął zjeżdżać dłonią po moich plecach, powoli i kusząco, a ja uśmiechnęłam się i mruknęłam, bo żadna dziewczyna nie zaprzeczyłaby, że jest to przyjemne. Ba, zwłaszcza jeżeli palce należały do Nivana Oakleya, naszego szkolnego bad boya (tutaj wstawcie moje parsknięcie śmiechem). Przygryzłam wargę, patrząc w niebieskie oczy troszeńkę przysłonięte przez powieki, bo bawiliśmy się w aktorów, dramat romantyczny i szło nam całkiem dobrze, jeszcze nikt nie wypadł z roli.
— Ty mi odpowiedz na to pytanie, Wandziu — odparł od razu, masując moje plecy, a ja zamknęłam oczy i parsknęłam śmiechem. — Co by było, gdybym powiedział „tak”? — zapytał, podnosząc brew.
Ponownie moje wargi opuścił cichy chichot, musnęłam nos chłopaka ustami i otworzyłam oczy.
— Może kiedyś się przekonasz — szepnęłam melodyjnie, praktycznie podśmiewając się w myślach, bo to ja przejęłam pałeczkę zwycięzcy. — A teraz może pójdziemy spać, film i tak się skończył. Co ty na to? — mruknęłam, odsuwając się od chłopaka (ale jak najdłużej utrzymując dłoń w jego pobliżu), po czym opadłam na łóżko, jakoś nie przejmując się prażynkami, które jutro rano miałabym we włosach.
Machnęłam nogą w skarpetce, niechlujnie i od niechcenia.
— To idziesz spać czy będziesz się tak gapić? — zapytałam, przewracając oczami i spoglądając na niego z szyderczym uśmiechem.

wtorek, 9 stycznia 2018

12/10 [30]

Ta cała zabawa w kotka i myszkę była cudowna, fascynująca i niezwykle ekscytująca. Bo kto pierwszy odpuści, kto nie wytrzyma i podda się drugiej jednostce?
Dłoń enty raz tego wieczora wylądowała w moich włosach, twarz przy twarzy, a oddech na skórze. Uśmiechaliśmy się za dużo i zbyt szeroko, a poliki dawały o sobie się we znaki, ale co poradzić, skoro Wanda była tego wszystkiego warta?
— A ty? Co by było, gdybyś mnie chciał? Gdybyś powiedział „tak”, tak jak ja bym powiedziała? — mruczała, szeptała, bawiła się moimi włosami i wkładała w to wszystko cały urok osobisty, jakim dysponowała w tym momencie. A było go od cholery. Kipiała nim, wylewało się na wszystkie strony, wypływało drzwiami i oknami pokoju, bo nawet on nie był w stanie go pomieścić, a przyjmowanie go w małych dawkach było wręcz niemożliwe.
Ułożyłem dłoń między łopatkami, zaczynając powoli zjeżdżać w dół. Niżej. Niżej. Niżej. Do talii, na której się zatrzymałem, wymasowałem jej „nerki” i uśmiechnąłem się uśmiechem numer sto dwadzieścia osiem, a następnie zassałem dolną wargę, przygryzłem ją delikatnie i uniosłem brwi, bo dotychczasowe pogrywanie było nudne, jałowe, bez większych emocji.
— Ty mi odpowiedz na to pytanie, Wandziu — odparłem bez wahania, dalej masując dół jej pleców. — Co by było, gdybym powiedział „tak”? — Nie mam zamiaru przegrać tej gry.
Nie tym razem.

12/10 [29]

Po raz kolejny odpłynął, ale nie taki zestresowany, zaniepokojony, a rozluźniony z majaczącym się uśmiechem na twarzy, który odwzajemniłam, bo był przepiękny, cudowny i śliczny, i mogłabym go widywać codziennie. Przejechałam dłonią po jego twarzy. I w końcu powrócił, oczy się rozszerzyły, powieki podniosły do góry, a błogi uśmiech zmienił się na ten chytry.
— A ja? — mruknął i odchylił głowę, ale tak, żeby moje palce dalej miały kontakt z jego skórą. — A ja co, Wandziu? — zapytał, patrząc mi w oczy. Błękitne tęczówki, w których pewnie nie jedna osoba zatonęła, tonęłam i ja, hipnotyzujące i rzucające wyzwanie.
Uśmiechnęłam się niewinnie, swoją dłoń wplatając w ciemnoniebieskie włosy i przybliżając się jeszcze troszkę, ale tylko troszeczkę, bez przesady.
— A ty? — powtórzyłam po nim, grając dalej w naszą małą gierkę, szeptem, pomrukiem czy czymkolwiek to było. Po prostu cicho. — Co by było, gdybyś mnie chciał? — zapytałam, przejeżdżając po raz kolejny dłonią przez włosy. Odważnie jak na mnie, naprawdę odważnie. — Gdybyś powiedział "tak", tak jak ja bym powiedziała?
Nasza mała, ryzykowna gierka. Nic innego, nic więcej, zabawa dwójki bliskich znajomych. A i tak oboje wiedzieliśmy, że w końcu skończy się to źle, ale brnęliśmy w to bagno coraz dalej i już byliśmy za daleko.
Tylko gierka.

poniedziałek, 8 stycznia 2018

12/10 [28]

Drgnięcie. Oczekiwana reakcja, na którą zareagowałem wręcz natychmiastowym uśmiechem, bo tańczyła, jak jej zagrałem, ciągana za sznureczki, prowadzona w powolnym tangu, danse macabre, et cetera.
— A ty? — wymamrotała nagle, sapnęła mi tuż przy uchu, zamilkła. Zastukałem palcami o brzuch, rozejrzałem się po pokoju. Typowo damsko udekorowane, schludne, nie licząc rozsypanych na pościeli prażynek krewetkowych. Będę do końca życia je wyklinać, co za paskudztwo.
Tymczasem w filmie panienka z dziwnym nazwiskiem dawała po pysku paszczurowi, z którym i tak koniec końców będzie razem żyć, długo i szczęśliwie, jak to mówi każda zakłamana przepiękna bajka.
Odsunęła się delikatnie, spojrzała w moje oczy, na twarzy wymalowany był grymas, którego zdefiniować najzwyczajniej w świecie nie byłem w stanie.
Miziała, gładziła, stukała kark, sunęła delikatnie palcami po mojej twarzy. Po ustach, po policzkach, po kościach policzkowych, po bliźnie na łuku brwiowym. Odpływałem, znowu, mięknąc i topiąc się pod jej dotykiem, chociaż nie powinienem, bo obiecałem coś innego i jej i sobie. Miałem być obecny. Miałem być trzeźwy. Miałem działać, grać, funkcjonować na najwyższych obrotach, byle nie dostrzec przeklętego napisu "Game Over".
— A ja? — mruknąłem, odchylając delikatnie głowę, uginając się pod dotykiem miękkiej skóry. — A ja co, Wandziu? — Bezczelnie wlepiłem spojrzenie w jej oczy, nie przyjemnie, nie łagodnie, jak do tej pory. Świdrująco. Hipnotyzująco. Drażniąco. Bo lenistwo mi się przejadło.

12/10 [27]

Zadrżałam, oddech uwięziony został w płucach, zamknęłam oczy, pozwalając działać innym zmysłom. Krótkie muśnięcie ust, tak krótkie, ale tak przyjemne i naprawdę, mógłby zrobić to jeszcze raz. Schował głowę w moich włosach, a ja słyszałam tylko jego miarowe, krótkie oddechy. I moje.
— Spełniłbym twoją prośbę. — Trzy słowa, szybka odpowiedź, a przeze nie przeszedł elektryczny dreszcz, powietrze opuściło płuca za jednym razem, gwałtownie, a ja podniosłam powieki i wpatrywałam się w ścianę przede mną, wsłuchując się w jego oddech.
— A ty? — szepnęłam cichutko, jakby dalej nie dowierzając, że usłyszałam taką odpowiedź. Bo ta odpowiedź mówiła dużo i mało, świadczyła o tak ważnej rzeczy, o poświęceniu i o zaufaniu, była oświadczeniem, ale nie dokończonym, zostawionym tak w połowie, jakby je pisząc, długopis się wypisał czy zepsuł, a drugiego nie byłoby pod ręką.
Poruszyłam dłoń na karku, czując tak bardzo spięte mięśnie (jak zawsze). Próbując choć trochę je rozmasować, zastukałam kilka razy wskazującym palcem o kręgosłup. Odsunęłam się na odległość maksymalnie kilku centymetrów, a serce prawie wyskoczyło mi z piersi, gdy zobaczyłam błękitne oczy, cudowne, przesłonięte falą rzęs. Dłoń przeniosłam z szyi na twarz i sunęłam powoli palcem. Przez usta, przez policzki i kości policzkowe, przez łuk brwiowy i bliznę na nim.

12/10 [26]

Oburzone prychnięcie i przewrócenie oczami do tego stopnia, że przez chwilę mignął mi widok samych białek dziewczyny. Nieco speszona minka Wandy za chwilę przeobraziła się o sto osiemdziesiąt stopni, a mi przyszło przeżyć i doświadczyć wandziowe figle.
Nachylająca się nade mną sylwetka, lekko przymknięte oczy, sprytny uśmiech wirujący na jej buźce i dłoń. Cholerna dłoń, która tak wymownie przejechała po moim policzku, przeczesała włosy, wylądowała na napiętym, jak zawsze zresztą, karku.
— A jakbym chciała? — zamruczała kocio. Kocio. Czy dosłownie każdy w tej placówce musiał mieć w sobie coś z tego małego drapieżnika? Przechyliła głowę, niebezpieczny błysk pojawił się w jej oku, a mi zostało jedynie unieść nieco brwi, będąc całkowicie oczarowanym jej małym „tańcem” i wplątywaniem złotych kosmyków w moje emocje. — Gdybym powiedziała „tak”, to co byś zrobił? Nivan? — Drgnąłem. Coś pękło. Moje imię, wyszeptane prosto na ucho, wypływające się spomiędzy tych słodkich warg, z typową dla nich dźwięcznością, melodyjnością.
Zastanowiłem się przez chwilę, słuchając tak przyjemnego oddechu dziewczyny. Spokojnego, dość płytkiego, a jednak wolnego, jakby potrzebowała bardzo małych ilości tlenu. Blond kosmyki łaskotały moją twarz, jak i ramiona, latały wszędzie, często się elektryzowały.
W sumie to z chęcią bym ją uczesał, chociaż raz.
Odwróciłem delikatnie głowę, musnąłem ustami jej małżowinę, którą przykrywały grube pasma włosów. Przycisnąłem je mocno, odetchnąłem cicho.
— Spełniłbym twoją prośbę.

12/10 [25]

— Przepraszam, Wandziu. Już nie będę — mruknął, opuszczając wzrok, a po chwili go podniósł i wyciągnął swoją dłoń w kierunku mojego policzka, gładząc go i uśmiechając się. Westchnęłam i odwzajemniłam uśmiech, kładąc przy tym moje palce na tych jego. Zapadła pomiędzy nami cisza, ale nie była to zła cisza, a taka otulająca, pełna ciepła i miłości. Przyglądaliśmy się sobie jak koneserzy sztuki podziwiający najcudowniejsze dzieła na ziemi.
— A więc chcesz mnie? — zapytał, szyderczy uśmiech wtargnął na twarz, taki Nivovy typu "de278" i "czy ty coś sugerujesz, a jeżeli tak, to jestem chętny".
Prychnęłam i zarumieniłam się, przewracając oczami, ale po chwili lisi uśmiech chłopaka odwzajemniłam, bo dlaczego by nie pobawić się, nie pograć troszeczkę i nie podroczyć się z panem Oakleyem. Nachyliłam się nad nim, zbliżając się troszkę bardziej i cały czas utrzymując ważny kontakt wzrokowy. Powolutku, wszystko z wyczuciem i niewymowną ciszą, która pomiędzy nami zapadła.
— A jakbym chciała? — wymruczałam, sunąc dłonią przez jego włosy, przez policzek, aż na kark. Przekręciłam głowę w prawo, a jakiś niesforny złoty lok przysłonił mi wzrok. — Gdybym powiedziała "tak", to co byś zrobił? — dodałam szeptem, pochylając się do jego ucha, ale ledwo hamowałam głupkowaty uśmiech i wybuch śmiechu, bo zdecydowanie ciężko mi było grać poważną. — Nivan?

niedziela, 7 stycznia 2018

12/10 [24]

Wpatrywała się we mnie z tym rozmarzonym wyrazem twarzy, łagodnym spojrzeniem i ciepłym uśmiechem na twarzy. Ponownie ujęła mój policzek, ponownie zatoczyła na nim kółka kciukiem, możliwe, że nieświadomie. Takie rzeczy przychodziły nawet wtedy, gdyśmy nad tym nie panowali. Po prostu były tak naturalne, wpisane w nasze zachowanie.
— Odpłynąłeś, Niv — mówiła cicho. Dziwnie cicho, zazwyczaj wręcz krzycała w euforii. Wolałem ciszę i spokój, od zawsze, chociaż tak właściwie tego nie było po mnie widać. Jednakże to, na jakich falach nadawała, lubiłem. Nawet bardzo. Bo, mimo że głośne jak cholera, to przyjemne dla ucha i niezwykle melodyjne. Jej dłoń poczęła wędrować ku linii moich włosów. — Gdzieś daleko, bardzo daleko. A ja nie chcę ciała, a ciebie. — Ciepło rozlało się po sercu. Ogień znowu popędził w żyłach, żar pojawił się we wszystkich palcach, a uśmiech rozjaśnił moją twarz. Odsunęła włosy z, bardzo wysokiego czoła i ucałowała je, a ja zamruczałem nisko, bo dawno nie doświadczyłem tego gestu.
Czułem się ważny. Tak najzwyczajniej w świecie. 
Odsunęła się, zaczęła lustrować mnie tymi inteligentnymi, zielonymi ślepkami.
— Przepraszam, Wandziu. Już nie będę. — Wyciągnąłem dłoń do jej policzka, ugładziłem go delikatnie, uśmiechnąłem się. Była piękna. Była naprawdę piękna w tym wieczornym, leniwym nieładzie, z tą roztrzepaną fryzurą, krzywo założonymi podkolanówkami i wiecznie podwijającą się koszulą nocną. Kochałem ją taką.
Cisza.
— A więc chcesz mnie? — Przebrzydły, szyderczy uśmiech wtargnął na moją twarz. Paskudny grymas, nie ma co.

12/10 [23]

Odwzajemnił uścisk, dał znak, że jest i żyje, ale coś było nie tak, dlaczego. Uśmiechnęłam się, chowając twarz w zagłębieniu męskiej szyi, chłonąc ciszę, spokój i przytłumiony zapach rumianku.
— Przecież jestem tutaj cały czas, Wandziu. Przecież jestem — mruknął, a jego dłoń zatoczyła koło na moich plecach, delikatnie i uważnie, dając upragniony spokój.
Zastanawiałam się. Nad tym wszystkim. Nad nami i nad naszą relacją. Kim byliśmy, kim chcieliśmy być i jaką ścieżkę powinno to wszystko obrać. Bo było dziwnie. Czy go kochałam? Pewnie wtedy na takie pytanie parsknęłabym śmiechem, odwracając szybko wzrok i zarumieniłabym się jak dojrzały pomidor. Ale teraz chyba mogłabym stwierdzić, że kochałam Nivana Oakleya całą sobą. I nie byłoby to kłamstwo, tylko najszczersza prawda, która po prostu z trudem opuściłaby moje gardło. I powtórzyłabym jego imię, rozkoszując się brzmieniem słów. Bo były piękne. Jak on.
Odsunęłam się od niego, chcąc spojrzeć na piękną twarz, w cudowne błękitne oczy, na śliczny nos i usta, na ostre kości policzkowe i granatowe włosy opadające na jego czoło. Dotknęłam dłonią policzka chłopaka.
— Odpłynąłeś, Niv — szepnęłam zaniepokojona, bo doskonale to przecież znałam. W końcu Foma. — Gdzieś daleko, bardzo daleko. A ja nie chcę ciała, a ciebie. — Przeniosłam dłoń nad jego brwi, odgarnęłam włosy i pocałowałam go w czoło.
Bo na więcej pozwolić nie mogłam.

12/10 [22]

Nie czuć iskier w palcach. Płomieni mknących wraz z krwią. Żaru pod skórą, który nie przestaje się tlić od osiemnastu lat, jak stąpam po tej ziemi. Nie czuć, tak właściwie, mojej energii życiowej.
Nie.
Życia.
Umieram coraz częściej, coraz częściej się rodzę, coraz częściej gasnę, coraz częściej wzbudzam się jak ten pożar, by w krótkim czasie pochłonąć cały las, zostawić z niego same zgliszcza. A potem obrać kolejne miejsce. I tak w koło. I tak w koło. I tak w koło, błędne koło, wielkie koło, parszywe koło, z którego ucieczki nie było. Na którym będę musiał się kręcić do końca swoich dni.
Marznę.
Zimno mi, mamo, zimno mi. Tak bardzo mi zimno.
...
Tlen, rozpałka, nowy teren. Świeże powietrze, polne kwiaty, leśne owoce. Wąskie ramiona dookoła mojej szyi, zaciskające się, powoli, wąż. Jednakże nie dusił, jednakże nie syczał, a oplatał, chronił, oddawał część siebie.
Głos, cichy głos, zza grubej ściany, zza potężnej szyby.
— Niv? — Imię. Kogo imię. Moje imię. Dłoń. Nie moja, ale kosmyk już tak. — Hej, Niv, gdzie ty mi uciekłeś? — Tompnięcie, mocne, nastające wraz z napierającym na mnie ciałem. Lekkim, co prawda. Bardzo lekkim. Bardzo delikatnym, ale mocno ściskającym mój organizm.
Żar w małym palcu. Było dobrze. Było już dobrze.
Objąłem ją mocno, przycisnąłem do siebie, nie miałem zamiaru puścić.
— Przecież jestem tutaj cały czas, Wandziu. Przecież jestem. — Pogładziłem delikatnie jej plecy. Była tak drobna, odnosiłem wrażenie, że mógłbym dłońmi objąć jej talię bez większego problemu.

12/10 [21]

Podparł się na łokciu, pochylając się w moją stronę. Podniosłam brew, spoglądając prosto w ukochane błękitne oczy, a te patrzyły prosto w moje, obserwując uważnie każdy ruch. Uśmiechnął się, jak ten typowy Nivan, zmrużył oczy i uniósł brwi.
— Uczynisz mi ten zaszczyt i przytulisz mnie, Wandaleno Przewalska? — zapytał, przelatując po mnie wzrokiem, a ja prychnęłam i przewróciłam oczami. No bo jak to tak, tak bezpardonowo gapić się na damę? Po chwili jednak parsknęłam śmiechem, uśmiechając się szeroko.
— Oczywiście, Nivanie Oakley, oczywiście — odpowiedziałam, obejmując go. I chyba mogłabym to robić zawsze. 
Ale po kilku sekundach, może kilkunastu, odpłynął gdzieś daleko już po raz kolejny, zostawiając tylko swoje ciało. Zmarszczyłam czoło, bo zdecydowanie mi się to nie podobało, bo nie był to pierwszy raz, a to znaczyło, że coś się działo i raczej to coś do cosiów dobrych nie należało. Westchnęłam, odsuwając się od niego na chwilkę, by móc spokojnie obejrzeć jego twarz, spojrzeć w oczy, dostrzec jakąkolwiek emocję.
— Niv? — mruknęłam, dotykając policzka chłopaka, a następnie sunąc dłonią w kierunku ciemnoniebieskich włosów, które opadły mu na twarz, przysłaniając błękitne oczy, tym razem bez błysku. — Hej, Niv, gdzie ty mi uciekłeś? — zapytałam, ponownie przytulając go. Bardzo, bardzo mocno.

12/10 [20]

Uśmiechnęła się wandziowato, tak typowo, jędzowato. Zdecydowanie miała w sobie coś ze starej baby, uwielbiającej znęcać się nad swoimi ofiarami. Już mnie prażynkami zaczęła tuczyć i hipnotyzować oczami, nie obejrzę się, a skończę w prywatnym piecyku Przewalskich, pieczony na jakimś badylu i podany z jabłkiem w ustach.
— Więc na co czekasz? — odparła bez wahania, wciągając delikatnie policzek. Ściągnąłem brwi i uśmiechnąłem się, bo cóż to, bawimy się we wspólne dogryzanie i ping-ponga? Kto zetnie pierwszy? Nie, nie tym razem. Nie mam ochoty na droczenie się, zmęczenie daje o sobie się we znaki, a ja mam po prostu ochotę lenić się do końca dnia w towarzystwie Wandy.
Podparłem się na łokciu i nachyliłem w jej kierunku. Zielone oczy ponownie weszły w konflikt z granatowymi, obserwowały je dokładnie. Posłałem jej firmowy uśmieszek, zmrużyłem powieki i uniosłem brwi.
— Uczynisz mi ten zaszczyt i przytulisz mnie, Wandaleno Przewalska? — Ściągnąłem usta w dzióbek i przeleciałem po niej wzrokiem. Po blond włosach po dziewczęcej, młodej twarzyczce z blizną nad okiem. Po ładnie wykrojonych ustach, które kusiły kształtem, jak i kolorem. Po rumianych polikach.
Znowu odpłynąłem, znowu nabrałem wody w płuca, znowu zacząłem się topić. Tafla się oddalała, ciśnienie było coraz większe, nie czułem gorących iskier, które zawsze mrowiły w moich palcach, prosząc się o uwolnienie. Zgasły. Zniknęły. Wszystko znowu na mnie napierało, ze zdwojoną siłą.
A ona?
A ona trzymała moją głowę głęboko pod wodą i nie dawała wypłynąć, by zaczerpnąć życiodajnego tlenu.

12/10 [19]

Jego dłoń musnęła mój policzek, a ja zadrżałam, ale nie uciekłam, bo palce były ciepłe i kuszące, przyjemne. Kciukiem potarł skórkę, dotykając kości policzkowej, a druga dłoń zaplątała się w moje włosy, bawiąc się nimi. Otworzył oczy, przez co te zielone spotkały się z niebieskimi. Cisza i jedyne, co słychać było to nasze spokojne oddechy muskające skórę.
— Ja ciebie też, Wandziu. Uwielbiam cię. Ubóstwiam cię — mruknął i ładnie się uśmiechnął, a po tym uciekł, odsunął się, a mi zrobiło się chłodno. Bo to mogłoby jeszcze trwać, nigdy się nie kończyć.
— Beznadziejny ten film, nie uważasz? — zapytał nagle, a ja nie odpowiedziałam, bo przecież nie ma sensu mówić oczywistości. Pokiwałam tylko głową. Nie odzywając się, bo chyba było mi troszkę smutno.
Wpatrywałam się w ekran, ale filmu nie oglądałam, chodziłam gdzieś w moim umyśle, daleko, bardzo daleko i rozmyślałam, biorąc w łapkę ukochane prażynki krewetkowe. Czy poczułam jego palące spojrzenie, czekające na ruch z mojej strony? Oczywiście. Ale czy chciałam odpowiedzieć, bo oboje doskonale wiedzieliśmy, że w końcu skończy się to dla nas źle i to wszystko się rozsypie w proch?
Obróciłam się i spojrzałam się na niego pytająco, jakby nie wiedząc o co chodzi.
— Co, chcesz jakieś specjalne zaproszenie? — zapytał, a ja podniosłam prawą brew, tą z blizną. — Myślałem, że skończymy jak w tych wszystkich filmach i serialach, przytulając się i nie zwracając uwagi na te „dzieła”, które zasługują tylko i wyłącznie na Złotą Malinę — dopowiedział po chwili, a ja uśmiechnęłam się niewinnie i tylko troszeńkę przybliżyłam się do chłopaka.
— Więc na co czekasz? — odbiłam piłeczkę w jego kierunku, gryząc się szybko w policzek, bo to w końcu pójdzie za daleko.

sobota, 6 stycznia 2018

12/10 [18]

Cudowna Wanda Anastazja Przewalska zaczęła gładzić i przeczesywać moje włosy. Jej ciepły oddech dalej obijał się o moje usta, muskał je delikatnie, otaczał ukojeniem i poczuciem błogości. Było dobrze. Było wspaniale. Błagałem, by ta chwila trwała w nieskończoność, by blondynka się nie odsuwała, już nigdy, tak właściwie.
— Uwielbiam cię, Niv — wyszeptała nagle, prosto w moje usta. Jej słowa zadrżały w powietrzu, miło opatuliły uszy.
Wszystko było tak łagodne, tak bezproblemowe, tak proste. Tak wspaniałe i idealne w swojej nie perfekcyjności. Bo siedzieliśmy na chrupkach. Bo w tle leciał beznadziejny film. Bo byliśmy z różnych światów.
Roztapiałem się pod jej dotykiem. Przepływałem przez jej palce. Gotowałem się w środku.
— I zawsze masz o tym pamiętać, dobrze? — Dłoń ponownie przepłynęła przez granatowe fale na mojej głowie, znowu rozplątała obijające się o siebie, agresywne myśli, które rozpychały moją głowę. Mruczałem nieświadomie. Było przyjemnie. Było mi tak dobrze.
Męska dłoń powędrowała do drobnego policzka. Kciuk przetarł delikatnie skórę, wzgórek na kości. Reszta palców wplątała się w burzę złotych kosmyków. Otworzyłem oczy, by napotkać się ze spojrzeniem przepełnionym niepewnością.
— Ja ciebie też, Wandziu. Uwielbiam cię. Ubóstwiam cię — zamruczałem nisko. Kocham cię.
Zastukałem palcami o własny brzuch, przewróciłem oczami i zerknąłem na nastolatkę.
— Beznadziejny ten film, nie uważasz? — spytałem, chociaż odpowiedź była przecież tak oczywista. Dziewczyna dalej podchrupywała te paskudne prażyny krewetkowe i pokiwała głową. Leżeliśmy z laptopem pomiędzy naszymi nogami.
Wyczekujące spojrzenie. Wiercące dziurę w profilu Wandy, która koniec końców na mnie zerknęła.
— Co, chcesz jakieś specjalne zaproszenie? Myślałem, że skończymy jak w tych wszystkich filmach i serialach, przytulając się i nie zwracając uwagi na te „dzieła”, które zasługują tylko i wyłącznie na Złotą Malinę.

12/10 [17]

Uśmiechnął się, tak ślicznie, wpatrując się przy tym prosto w moje oczy, tymi błękitnymi, jeszcze śliczniejszymi od uśmiechu.
— Nivan Dywan? Serio? — prychnął cicho z oburzeniem, a ja uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. — Nic się nie stało, Wandaleno, naprawdę — Przybliżył się jeszcze bardziej, ja drgnęłam, ale przecież nic się nie stało, tylko oparł swoje czoło o moje, a jego oddech stał się po prostu bardziej wyczuwalny na skórze. — Nic się nie stało, jest dobrze. Jest bardzo dobrze — powtórzył z zamkniętymi oczami i mruknął jak kot, najprawdziwszy, najcudowniejszy kot.
Podniosłam powoli dłoń i delikatnie przejechałam nią przez niebieskie włosy, głaszcząc i je przeczesując. Ciepły oddech, miarowy, dotykał mojej skóry raz po raz, a ja się całkowicie rozpłynęłam w tej ciszy przerywanej jedynie przez dialogi w dosyć słabym filmie, który już dawno przestał nas interesować.
— Uwielbiam cię, Niv — szepnęłam, cały czas utrzymując uśmiech na twarzy.
Jakiś niesforny kosmyk wymknął się zza mojego ucha, ale zbytnio się nie przejęłam, bo w końcu po co zamartwiać się taką drobnostką, gdy było tak przyjemnie, dobrze, cudownie i perfekcyjnie?
— I zawsze masz o tym pamiętać, dobrze? — dodałam po chwili namysłu i znowu przejechałam dłonią przez miękkie włosy chłopaka, któremu ewidentnie się to podobało, bo mruczał i mruczał, wcale nie uciekając.

12/10 [16]

Szczupłe, długie palce pogładziły moją skórę, chęć mruknięcia wypełniła ciało, ale sam dźwięk nie zdecydował się na ucieczkę spomiędzy warg. Gdy ponownie na nią spojrzałem, bo odjęła dłoń, uśmiechała się szeroko, a jej mina wręcz wrzeszczała o to, żebym powiedział o co mi tak właściwie biega.
— Niv, ale na pewno, prawda? — Machała ręką, pożerała prażynki, które spróbowałem, ale jak mam być szczery, to mi nie posmakowały. Jej oczy uważnie mnie obserwowały, czułem się, jakby rozbierała mnie wzrokiem, ba, nawet ze skóry obdzierała. — Niv, Nivan, Dywan, przede mną nic nie ukryjesz, coś się stało, dzieje, ktoś coś ci zrobił? No mów, mów, nie uciekaj wzrokiem, przecież ja ci krzywdy nie zrobię, a mogę za to pomóc. Chyba dobra okazja, czy nie? — Twarz kilka milimetrów od mojej, lekki oddech dziewczyny na moich ustach i te oczy, te piekielnie piękne oczy.
— Nivan Dywan? Serio? — prychnąłem cicho, unosząc brwi. Chciałem spojrzeć na nią z ledwo widoczną kpiną, ale patrząc na odległość, jaka nas dzieliła, to nawet nie zwróciłaby na to uwagi. Ba, nawet by nie mogła. Jednakże w jej oczach zabłysnął dobrze widoczny uśmiech. — Nic się nie stało, Wandaleno, naprawdę — Oparłem swoje czoło o jej i przymknąłem oczy. — Nic się nie stało, jest dobrze. Jest bardzo dobrze — powtórzyłem, mrucząc cicho.

12/10 [15]

Wpatrywał się we mnie uważnie, odpłynął gdzieś w głąb umysłu, zastanawiając się, a ja ściągnęłam brwi.
— O nic — mruknął, odchylając się i uciekając przy okazji wzrokiem na ekran komputera. — Mały lag dysku twardego, nic poza tym.
Prychnęłam z udawanym oburzeniem, bo ewidentnie myślał o czymś interesującym, ciekawym, a przecież ja byłam mną i musiałam troszkę się podroczyć. Podniosłam dłoń, po czym musnęłam palcami policzek chłopaka, uśmiechając się przy tym, by zwrócić jego uwagę.
— Niv, ale na pewno, prawda? — zapytałam, kręcąc tą samą dłonią kółka w powietrzu, jakby znudzona.
Sięgnęłam po kolejną prażynkę, cały czas obserwując chłopaka lekko zaniepokojona. Ostatnio coraz bardziej zagubiony w swojej głowie, za cichy, bez Nivovej energii, bez błysku w błękitnych, tak bardzo błękitnych i głębokich oczkach przysłoniętymi całkiem długimi rzęsami jak na chłopaka, ale to nie tak, że to mi przeszkadzało. Zawsze mógł pomóc wybrać tusz do rzęs.
— Niv, Nivan, Dywan, przede mną nic nie ukryjesz, coś się stało, dzieje, ktoś coś ci zrobił? — zapytałam, wstając do pozycji siedzącej i pochylając się do przodu, przez co praktycznie zetknęliśmy się nosami. — No mów, mów, nie uciekaj wzrokiem, przecież ja ci krzywdy nie zrobię, a mogę za to pomóc. Chyba dobra okazja, czy nie?

czwartek, 4 stycznia 2018

12/10 [14]

Bo zielone oczy były pięknymi oczami. Były wspaniałymi, łagodnymi oczętami, przywodzącymi na myśl świeżo wyrośniętą trawę, liście stokrotek. Nie były niebezpiecznymi, szmaragdowymi ślepiami drapieżnika z kilku roczników wyżej. Były oczami dobrymi, pełnymi spokoju, a jednocześnie wirowały w nich te iskierki podekscytowania i chęci podbicia całego świata swoją osobą. Miała w sobie tyle życia. Miałem wrażenie, że posiadła nawet moją część. Bo zanikła, dawno, lecz się do tego nie przyznawałem.
Opłynąłem, utonąłem w oczach, które beznamiętnie wpatrywały się w ekran. Dopiero dłoń nastolatki przed nosem, agresywnie poruszająca się wte i wewte, jej głos, mnie wybudziły.
— Zaciąłeś się, Niv. Halo, halo, raz, dwa, trzy, cztery, Wanda Anastazja Przewalska do Nivana Oakleya, brak odbioru, pomocy! — Pokręciłem głową i zerknąłem na dziewczynę z nieco urwanym filmem. Myślałem, że te sposoby na wybudzanie z nieogaru są już przeszłością, dawną i zapomnianą, popularną dobre dziesięć lat temu, a tutaj proszę bardzo, Wanda tylko upewniła mnie w przekonaniu, że jest wiecznym dzieckiem. Opadła mi na kolana, rechocząc cicho, a ja dalej spoglądałem na nią z miną świetnie świadczącą o tym, że jeszcze nie do końca kontaktuję. — No, to o co chodzi, gadaj — wypaliła nagle, a ja ściągnąłem brwi.
 — O nic. — Odchyliłem się nieco. — Mały lag dysku twardego, nic poza tym.

środa, 3 stycznia 2018

12/10 [13]

Rzuciłam prażynkami na materac, po czym sama na niego wskoczyłam, lądując dosłownie obok Niva. Uśmiechnęłam się, spoglądając na niego do góry nogami, bo nawet do góry nogami jego błękitne, skupione na na ekranie komputera, oczy były ładne.
— Nie pytaj co to, nawet nie chciało mi się sprawdzić tytułu — mruknął, położył laptopa przed nami i pokręcił się, pokręcił, aż w końcu przestał, bo ewidentnie jego miejsce stało się wygodne.
Uśmiechnęłam się, parskając śmiechem, ale nie powiedziałam ani słowa i po prostu spojrzałam na ekran laptopa, sięgając przy tym po pierwszą prażynkę z wielu ukochanych.
— Spróbuj, są cudowne — szepnęłam, podstawiając mu opakowanie pod nos.
I gdy myślałam, że jego wzrok skupiony będzie na jakiejś słabej komedii romantycznej, to on obserwował mnie. Studiował, przyglądał się błękitnymi oczętami, a ja odchrząknęłam i podniosłam prawą brew do góry.
— Hm? Niv? Coś się stało? — zapytałam i powróciłam do pozycji siedzącej, przy czym przekręciłam ciekawsko głowę. Pomachałam dłonią przed jego nosem. — Zaciąłeś się, Niv. Halo, halo, raz, dwa, trzy, cztery, Wanda Anastazja Przewalska do Nivana Oakleya, brak odbioru, pomocy! — pisnęłam, śmiejąc się i opadając na jego kolana, po czym znowu patrzyłam na niego do góry nogami. — No, to o co chodzi, gadaj — oświadczyłam, jakby gubiąc całe moje zainteresowanie filmem nie najwyższych lotów.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis