— Serio? Pan mnie będzie pouczał w sprawach sercowych? — Przewróciłem oczami, tak, zdecydowanie miała PMS, a ja stałem się najbliższym możliwym celem. Gówniarski ton, oburzona minka i wkurw na wszechświat. Już nawet ignorowałem całokształt, ja wiedziałem, że mnie nie szanują, ja tylko chciałem odłożyć te zasrane pieniądze i w końcu stąd wypierdolić, nie wiem, wyjechać na Bahamy i tam dokonać żywota, co nic absolutnie mi się nie podobało. Ponownie chciałem zerwać z dotychczasowym życiem, bo chociaż ten rozdział był krótki, to zdecydowanie mnie wymęczył. Może powinienem był jednak skupić się na rodzinie, którą przecież miałem. — Pan może powinien się raczej zająć własnymi sprawami, a nie zaburzać spokój innych? — Nutka irytacji w głosie, rozjuszone spojrzenie dzikiego zwierzęcia.
Gardłowe mruknięcie z mojej strony i pokręcenie głową.
— Sam mógłbym to powiedzieć przy okazji zapoznania się z moją „koleżaneczką”, panienko. No, ale jak widzę, słowo jak wróbel, a bodzie jak byk. — Frytka wskoczyła mi na głowę, podniosła się na tylnych łapkach i najwidoczniej rozglądnęła przy małej, artystycznej ostoi. — Karma istnieje, a kto pod kim dołki kopie, ten potem je zasypuje, znowu te kwiaty, losie, przecież masz tyle możliwości, zabazgraj to płótno, do kurwy nędzy, sztuka to nie tylko oddawanie rzeczywistości! Czego cię ten świętej pamięci Etho nauczył? Mówiłem, żeby kurwa kupić dobrej jakości pędzle, no spisałem mu całą listę, to kupił jakiś szajs z tworzywa sztucznego, no ja pierdolę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dofinansowanie na pędzle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dofinansowanie na pędzle. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 15 kwietnia 2018
Dofinansowanie na pędzle [3]
Etykiety:
Dofinansowanie na pędzle,
Vanilia O`reila
— Dziękuję za troskę, aczkolwiek zgryźliwości i przejścia na „ty” proszę sobie oszczędzić, panno O'reilo. — Przekręciłam tylko oczami i kontynuowałam swoje zajęcie, nie przejąwszy się marudzeniem nauczyciela. — Sprawy sercowe, sprawami sercowymi, ale naprawdę, czasem jednak lepiej zachować co nieco dla siebie — mruknął pod nosem, niby do siebie, a jednak do mnie, podczas gdy fretka zaczęła wspinać się po jego ramieniu. — Prawda, Fryta? — powiedział, gładząc zwierzaka, podczas gdy ja parsknęłam pod nosem śmiechem. Naprawdę? Nie dość, że w różowych szelkach to jeszcze ma na imię Frytka? Nauczyciel od sztuk artystycznych (i jego zwierzak) zdecydowanie nie byli normalni.
— Serio? Pan mnie będzie pouczał w sprawach sercowych? — rzuciłam, kładąc szczególny nacisk na formę grzecznościową, której tak bardzo potrzebował, żeby się czuć ważny, że niby jeszcze ma jakąś kontrolę nad uczniami w tej szkole. W rzeczywistości każdy wiedział, że tak nie jest, Dexter mu już nawet przywalił, nikt mi nie wmówi, że to się nazywa szacunek do nauczyciela. — Pan może powinien się raczej zająć własnymi sprawami, a nie zaburzać spokój innych? — dodałam tonem spokojnym jak jebany wagon pełen pierdolonych medytujących tybetańskich mnichów.
Może się w końcu odczepi i da mi posiedzieć w ciszy. Wątpię, ale zawsze jest szansa.
— Serio? Pan mnie będzie pouczał w sprawach sercowych? — rzuciłam, kładąc szczególny nacisk na formę grzecznościową, której tak bardzo potrzebował, żeby się czuć ważny, że niby jeszcze ma jakąś kontrolę nad uczniami w tej szkole. W rzeczywistości każdy wiedział, że tak nie jest, Dexter mu już nawet przywalił, nikt mi nie wmówi, że to się nazywa szacunek do nauczyciela. — Pan może powinien się raczej zająć własnymi sprawami, a nie zaburzać spokój innych? — dodałam tonem spokojnym jak jebany wagon pełen pierdolonych medytujących tybetańskich mnichów.
Może się w końcu odczepi i da mi posiedzieć w ciszy. Wątpię, ale zawsze jest szansa.
piątek, 13 kwietnia 2018
Dofinansowanie na pędzle [2]
Etykiety:
Amadeusz Julian Remus,
Dofinansowanie na pędzle
Dziewczyna w sosie raczej nie była, ba, raczej na pewno nie, no i krzywo mi na Frytkę patrzyła, co nawet jeśli bardzo starałem się zignorować, to wciąż jakoś tak bodło po oczętach.
Tak samo, jak cała kobita, która taka bardzo smętna i wybita z rytmu, w ubabranych ciuchach, z rozwianym, brudnym włosem i niezbyt zachwycającym całokształtem.
— Lepiej mi powiedz, jak ty się czujesz po tym opierdzielu, który ostatnio dostałeś od swojej koleżaneczki. Policzek już nie boli? — Skrzywiłem się na uwagę gówniary. Boli, boli, ale i tak zdecydowanie mniej niż twoja pizda, jak widzę.
Chryste zaczynam wracać się poziomem mentalnym do epoki licealnego chamstwa. Dupczenie, dupczenie i jeszcze raz dupczenie zakrapiane odrobiną pierwszych używek. Panie, czemuś mnie nie miał w tamtym czasie w opiece?
— Dziękuję za troskę, aczkolwiek zgryźliwości i przejścia na „ty” proszę sobie oszczędzić, panno O'reilo. — Beznamiętne mruknięcie z mojej strony, bo pozwoliła sobie na zbyt wiele względem mej osoby, nawet jeśli często gęsto zachowywałem się przy niej jak gówniarz, to jednak dalej byłem nauczycielem.
Tak, gówno prawda, po prostu chciałem tutaj przeżyć drugą młodość.
Błysk w brązowym oku.
— Sprawy sercowe, sprawami sercowymi, ale naprawdę, czasem jednak lepiej zachować co nieco dla siebie — mruknąłem, gładząc Frytkę po łbie. Zwiała mi z dłoni na ramię i zaczęła fascynujące wspinaczki po ciele. — Prawda, Fryta?
Tak samo, jak cała kobita, która taka bardzo smętna i wybita z rytmu, w ubabranych ciuchach, z rozwianym, brudnym włosem i niezbyt zachwycającym całokształtem.
— Lepiej mi powiedz, jak ty się czujesz po tym opierdzielu, który ostatnio dostałeś od swojej koleżaneczki. Policzek już nie boli? — Skrzywiłem się na uwagę gówniary. Boli, boli, ale i tak zdecydowanie mniej niż twoja pizda, jak widzę.
Chryste zaczynam wracać się poziomem mentalnym do epoki licealnego chamstwa. Dupczenie, dupczenie i jeszcze raz dupczenie zakrapiane odrobiną pierwszych używek. Panie, czemuś mnie nie miał w tamtym czasie w opiece?
— Dziękuję za troskę, aczkolwiek zgryźliwości i przejścia na „ty” proszę sobie oszczędzić, panno O'reilo. — Beznamiętne mruknięcie z mojej strony, bo pozwoliła sobie na zbyt wiele względem mej osoby, nawet jeśli często gęsto zachowywałem się przy niej jak gówniarz, to jednak dalej byłem nauczycielem.
Tak, gówno prawda, po prostu chciałem tutaj przeżyć drugą młodość.
Błysk w brązowym oku.
— Sprawy sercowe, sprawami sercowymi, ale naprawdę, czasem jednak lepiej zachować co nieco dla siebie — mruknąłem, gładząc Frytkę po łbie. Zwiała mi z dłoni na ramię i zaczęła fascynujące wspinaczki po ciele. — Prawda, Fryta?
środa, 11 kwietnia 2018
Dofinansowanie na pędzle [1]
Etykiety:
Dofinansowanie na pędzle,
Vanilia O`reila
Czas mijał, a ja czułam się beznadziejnie. Z Vinem zerwaliśmy jakiś czas temu, a właściwie ja zerwałam, co nie oznaczało, że czułam się jakkolwiek lepiej. W sumie to szukałam tylko pocieszenia po Varenie, szczególnie że dalej kręcił się obok Hery. Nie miałam ochoty na nic i czułam, jak z każdym dniem bardziej nie chce mi się żyć. Zasypiałam, płacząc, często wręcz trzęsłam się i miałam duszności. Jak wstawałam, to było mi niedobrze, często wymiotowałam. Z głowy nie mogłam wyrzucić myśli o rodzicach, braciach, siostrach, którzy przecież gdzieś tam są, a ja nie wiem gdzie i nie mam z nimi kontaktu. Potrzebowałam rodziny, musiałam wiedzieć, skąd pochodzę. Nie było to jednak takie proste, bo kontaktu z nimi nie miałam żadnego od czasu, jak wyjechałam na uczelnię, a przecież nie mogłam tam się nagle pojawić znikąd. Nawet nie wiedziałam, gdzie. Oceny poleciały mi w dół, ale mnie to nie obchodziło. Już byleby dokończyć rok, szkołę, i zaszyć się gdzieś w jakimś zadupiu, malować i żywić owocami z lasu. Właśnie, malowanie, stało się praktycznie jedyną rzeczą, która mi została, a ćwiczenie od pana Remusa polegające na malowaniu co się czuje, stało się moim dziennym zajęciem. Bo na nic innego nie miałam siły.
Ale kiedy dzisiaj skończyły mi się farby w mieszkaniu, musiałam w końcu wyjść ze swojej nory i zmierzyć się ze światem. Założyłam pierwszą lepszą szarą, pomazaną farbami bluzę, kolorowe dresy i opaskę na włosy, nie przejmując się tym, że od iluś dni ich nie myłam. Ledwo usiadłam, a wszedł pan Remus, mamrocząc coś pod nosem i niosąc komiczną fretkę w różowych szelkach. Nie oszukujmy się, wyglądał idiotycznie, ale co kto lubi, jak chce sobie nosić fretkę to czemu nie, każdy miał jakieś swoje dziwactwa. W pierwszej klasie była ponoć jakaś dziewczyna, która uwielbiała wszelkie owady.
Ale cóż.
— Baw się, baw farbami, bo nam zaraz Mińsk wszelakiego rodzaju bonusy ukróci, kolejne diety, bójcie się boga, drodzy studenci — powiedział, podchodząc do mnie, ale ja tylko podniosłam pędzel i dalej kreśliłam. — Jak tam idą prace?
Nawet nie spojrzałam w górę, tylko westchnęłam cicho, zirytowana, że muszę prowadzić jakąś rozmowę, która i tak do niczego nie doprowadzi.
— Lepiej mi powiedz, jak ty się czujesz po tym opierdzielu, który ostatnio dostałeś od swojej koleżaneczki. Policzek już nie boli? — wyśmiałam go, dalej nie podnosząc wzroku. Nie obchodziło mnie już, jak bardzo się na mnie wkurzy, i tak mnie nie wywalą. A nawet jak tak, to trudno, i tak nie mam rodziców, którym by było przykro.
Niech wszyscy już się po prostu odczepią.
Ale kiedy dzisiaj skończyły mi się farby w mieszkaniu, musiałam w końcu wyjść ze swojej nory i zmierzyć się ze światem. Założyłam pierwszą lepszą szarą, pomazaną farbami bluzę, kolorowe dresy i opaskę na włosy, nie przejmując się tym, że od iluś dni ich nie myłam. Ledwo usiadłam, a wszedł pan Remus, mamrocząc coś pod nosem i niosąc komiczną fretkę w różowych szelkach. Nie oszukujmy się, wyglądał idiotycznie, ale co kto lubi, jak chce sobie nosić fretkę to czemu nie, każdy miał jakieś swoje dziwactwa. W pierwszej klasie była ponoć jakaś dziewczyna, która uwielbiała wszelkie owady.
Ale cóż.
— Baw się, baw farbami, bo nam zaraz Mińsk wszelakiego rodzaju bonusy ukróci, kolejne diety, bójcie się boga, drodzy studenci — powiedział, podchodząc do mnie, ale ja tylko podniosłam pędzel i dalej kreśliłam. — Jak tam idą prace?
Nawet nie spojrzałam w górę, tylko westchnęłam cicho, zirytowana, że muszę prowadzić jakąś rozmowę, która i tak do niczego nie doprowadzi.
— Lepiej mi powiedz, jak ty się czujesz po tym opierdzielu, który ostatnio dostałeś od swojej koleżaneczki. Policzek już nie boli? — wyśmiałam go, dalej nie podnosząc wzroku. Nie obchodziło mnie już, jak bardzo się na mnie wkurzy, i tak mnie nie wywalą. A nawet jak tak, to trudno, i tak nie mam rodziców, którym by było przykro.
Niech wszyscy już się po prostu odczepią.
wtorek, 10 kwietnia 2018
Dofinansowanie na pędzle [0]
Etykiety:
Amadeusz Julian Remus,
Dofinansowanie na pędzle
Śmierdziel oficjalnie zawitał w moim życiu i mogłem ponownie z radością stwierdzić, że oto jest dzień, ponownie jestem dumnym posiadaczem paskudy, która uprzykrzy mi życie na kolejne siedem, osiem lat. Oczywiście wszystko w dużym, bardzo dużym cudzysłowie, bo powiedzmy sobie szczerze, czekałem na to niecierpliwie, zaciskając kciuki i ciesząc się jak dzieciak.
Następca Gogha i Beksy, pierwsza fretka Rzeczpospolitej Remusowskiej, moja pierwsza dama, najważniejsza kobieta w życiu, Frytka łaziła właśnie w najlepsze po podłodze i starała się oswoić z nowym terenem, bo nawet jeśli była tu już jakiś czas, to dalej nie była w zbytnim sosie.
A ja mogłem tylko parskać śmiechem, gdy gryzła mnie po palcach, wyglądała spod komody, czy biła się ze skarpetą, która rzucona gdzieś w kąt, akurat napatoczyła się pod ostre kły i szpony tego małego obrzydlistwa.
Klatka zajęła pół pokoju, ale przyzwyczajony do dawnych, studenckich standardów jakoś nieszczególnie mi to przeszkodziło. Ba, wręcz zadziałało pozytywnie, bo jednak nieodłączna część mojej egzystencji do mnie powróciła i bawiła tak samo, jak te dwadzieścia, czy dziewięć lat temu.
Doszedłem do wniosku, że nie jestem w stanie funkcjonować bez takiej jednej gówniary u boku na te dziesięć lat, niech mi lata między nogami, bawi się i szaleje, po prostu nie chcę zostać sam.
Nawet nie liczyłem się z tym, jak absurdalnie musiałem wyglądać z Frytką na smyczy w różowych szeleczkach. Jak to mawiam, już któryś raz, jestem dorosłym, silnym i niezależnym mężczyzną i proszę tego nie podważać, mam prawo ubierać swoje zwierzątka. Nie mam nic innego do roboty, mam trzydzieści dwa lata i niespełnione marzenia, które leżą odłogiem. Odwlekanie życia brzmi dobrze.
— Cieszmy się kochać wolność, tak szybko odchodzi — mruknąłem, włażąc do klasy artystycznej, gdzie sterczała, jak zawsze, zresztą, O'reila. Podciągnąłem okulary na czubek głowy i przyciągnąłem mocniej do siebie wierzgającą Frytkę. — Baw się, baw farbami, bo nam zaraz Mińsk wszelakiego rodzaju bonusy ukróci, kolejne diety, bójcie się boga, drodzy studenci — żachnąłem się, podchodząc do kobiety, bo jednak nastolatką już chyba nie była. — Jak tam idą prace?
Następca Gogha i Beksy, pierwsza fretka Rzeczpospolitej Remusowskiej, moja pierwsza dama, najważniejsza kobieta w życiu, Frytka łaziła właśnie w najlepsze po podłodze i starała się oswoić z nowym terenem, bo nawet jeśli była tu już jakiś czas, to dalej nie była w zbytnim sosie.
A ja mogłem tylko parskać śmiechem, gdy gryzła mnie po palcach, wyglądała spod komody, czy biła się ze skarpetą, która rzucona gdzieś w kąt, akurat napatoczyła się pod ostre kły i szpony tego małego obrzydlistwa.
Klatka zajęła pół pokoju, ale przyzwyczajony do dawnych, studenckich standardów jakoś nieszczególnie mi to przeszkodziło. Ba, wręcz zadziałało pozytywnie, bo jednak nieodłączna część mojej egzystencji do mnie powróciła i bawiła tak samo, jak te dwadzieścia, czy dziewięć lat temu.
Doszedłem do wniosku, że nie jestem w stanie funkcjonować bez takiej jednej gówniary u boku na te dziesięć lat, niech mi lata między nogami, bawi się i szaleje, po prostu nie chcę zostać sam.
Nawet nie liczyłem się z tym, jak absurdalnie musiałem wyglądać z Frytką na smyczy w różowych szeleczkach. Jak to mawiam, już któryś raz, jestem dorosłym, silnym i niezależnym mężczyzną i proszę tego nie podważać, mam prawo ubierać swoje zwierzątka. Nie mam nic innego do roboty, mam trzydzieści dwa lata i niespełnione marzenia, które leżą odłogiem. Odwlekanie życia brzmi dobrze.
— Cieszmy się kochać wolność, tak szybko odchodzi — mruknąłem, włażąc do klasy artystycznej, gdzie sterczała, jak zawsze, zresztą, O'reila. Podciągnąłem okulary na czubek głowy i przyciągnąłem mocniej do siebie wierzgającą Frytkę. — Baw się, baw farbami, bo nam zaraz Mińsk wszelakiego rodzaju bonusy ukróci, kolejne diety, bójcie się boga, drodzy studenci — żachnąłem się, podchodząc do kobiety, bo jednak nastolatką już chyba nie była. — Jak tam idą prace?
Subskrybuj:
Posty (Atom)