Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdarta duma i kolana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdarta duma i kolana. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 19 lutego 2018

Zdarta duma i kolana [4]

Jaką formę sztuki lubię najbardziej? No cóż, nad tym pytaniem musiałam porządnie się zastanowić. Należałam do tego grona osób, których krąg ulubionych rzeczy był naprawdę mały. Wszystko to dlatego, że nie potrafiłam się zdecydować. W obu rzeczach widziałam plusy i cechy, które mi się podobają.
— Hmm. Luźne szkice urzekają mnie swoją prostotą, malarstwo farbami zachwyca kolorami, a w przypadku akwareli również swoją delikatnością. Bardzo lubię też fotografię, bo można nią naprawdę zdziałać cuda i na długo zachować wspomnienia. — W którymś momencie zaczęłam nawet wyliczać na palcach. — Sporo, nie potrafię wybrać jednej. Nie przepadam za to za rzeźbą. Samo babranie się w glinie mnie nie odrzuca, ale to, że szybko wysycha potrafi być irytujące — dodałam, przypominając sobie moje nieudolne próby zrobienia czegokolwiek.
Tego typu prace plastyczne, czy to glina, czy nawet głupia plastelina nigdy nie szły mi dobrze. Po prostu lepiej czułam się z ołówkiem lub pędzlem w dłoni. Jak coś nie wyszło, to zawsze można było szybko zetrzeć. W przypadku tej głupiej gliny, gdy na początku zacząłeś źle, to już potem trzeba wszystko od nowa. Tak, prace z gliną i innymi materiałami do niej podobnymi nie należały do moich ulubionych.
— A jaka jest twoja ulubiona forma sztuki? — zagadnęłam, ponownie skupiając wzrok na Van.

piątek, 16 lutego 2018

Zdarta duma i kolana [3]

— Pomijając to, że trochę szczypie i piecze, da się przeżyć. Jestem Nanette, jednak nie przeszkadza mi zwykłe, krótkie Nan. — Uścisnęła moją dłoń, z uśmiechem na twarzy. Całkiem ogarnięta jak na pierwszaka. — Mam nadzieję, że któregoś dnia nie zostanę totalnie staranowana przez centaury i z odciskami podków na policzku. — Uśmiechnęłam się, słysząc słowa dziewczyny. Nie było to takie niemożliwe w tej szkole. Odeszłam, stając przy oknie. Tak bardzo nie miałam ochoty na ten rok. Usłyszałam za sobą syknięcie, które natychmiast ucichło. Domyśliłam się, że dziewczyna musiała wstać, a już chwilę później poczułam, że stanęła obok mnie.
— To twoje? Bardzo ładne — powiedziała, spoglądając na moją małą, nie za bardzo udaną, pracę, a następnie odwróciła się do mnie z kolejnym promiennym uśmiechem. Nie no, nie mogłam. Nawet jak kompletnie nie miałam humoru, to tej promiennej twarzyczce nie można było odmówić. Była jeszcze pozytywnie nastawiona do wszystkiego w tej szkole, pełna energii, zapału. — Podziwiam... Mi jakoś nie idzie z akwarelami, nie mam do nich talentu. Albo za mało ćwiczę. — Ledwie to wypowiedziała, a ja miałam ochotę ją objąć. W końcu ktoś to rozumie.
— Masz rację z tym, że pewnie za mało pracujesz, ale jak nie masz do nich siły i czujesz, że ci nie idą, to też bez sensu, żebyś na razie się z nimi męczyła. Na wszystko jest czas. — Uśmiechnęłam się. — A jaką formę sztuki najbardziej lubisz? — spytałam, rozglądając się ukradkiem po sali. Czyżbym miała nowego towarzysza?

środa, 7 lutego 2018

Zdarta duma i kolana [2]

— Jasne, choć, chociaż może ci to najpierw wytrę. — Urwała kawałek papieru i namoczyła w wodzie, podchodząc do mnie później i delikatnie wycierając moją ranę. — Bardzo boli? — spytała, wymieniając papier na kolejny. Było chyba gorzej, niż myślałam, bo krew nie przestawała lecieć. — Nie znamy się chyba jeszcze, Vanilia, w skrócie Van. — Uśmiechnęła się, podając mi rękę.
— Pomijając to, że trochę szczypie i piecze, da się przeżyć. Jestem Nanette, jednak nie przeszkadza mi zwykłe, krótkie Nan. — Również się uśmiechnęłam i uścisnęłam jej dłoń. — Mam nadzieję, że któregoś dnia nie zostanę totalnie staranowana przez centaury i z odciskami podków na policzku. — Zaśmiałam się.
Udało mi się przytrzymać jakoś kawałki papieru i usiąść na najbliższym krześle, co przynajmniej było lepsze od ciągłego stania. Dziewczyna co jakiś czas podawała mi nowy, namoczony skrawek papieru. Chyba nawet przestawało tak krwawić jak wcześniej. Co za ulga. Rozejrzałam się po sali. Nie miałam czasu wcześniej, żeby lepiej jej się przyjrzeć. Była całkiem duża i przestronna, a przez okna wpadało dużo światła. No i świeżego powietrza, bo jedno z nich było właśnie otwarte. Na szafkach oraz półkach mogłam dostrzec różnego rodzaju przybory. Od pędzli wszelkiego rozmiaru, przez węgiel do mnóstwa ołówków. Kiedy ja siedziałam, Van kończyła rysowanie, które wcześniej jej przerwałam. Podniosłam się i żeby nie syknąć, przygryzłam lekko wargę. Nie bolało już przynajmniej tak jak wcześniej. Swoje kroki skierowałam do parapetu, gdzie zauważyłam urokliwą pracę.
— To twoje? Bardzo ładne. — Przyjrzałam się, a chwilę później odwróciłam w stronę dziewczyny. — Podziwiam... Mi jakoś nie idzie z akwarelami, nie mam do nich talentu. Albo za mało ćwiczę. — Zaśmiałam się cicho.
Tak, jak dobrze mi szło z akrylami, kredkami,czymkolwiek, tak z akwarelami jakoś nie mogłam się oswoić. Nigdy nie wychodziło mi takie ładne rozmycie krawędzi i gdy próbowałam zrobić przejście między kolorami, to mieszały się ze sobą za bardzo i powstawał brudny kolor.

Zdarta duma i kolana [1]

Spokój, w końcu, tak bardzo wyczekiwany spokój. A przynajmniej cisza, bo głowa dalej była pełna myśli i to wcale nie tych spokojnych. Cisza, też nie do końca, bo zza drzwi słyszałam tłum ludzi, którzy wzięli się nie wiadomo skąd, szli nie wiadomo dokąd, ale każdemu się spieszyło równie bardzo i każdy musiał być pierwszy. Westchnęłam, zamykając akwarele. Opłukałam pędzel w szklance, a wodę wylałam do zlewu. Krytycznym okiem przyjrzałam się pracy. Gdzieś tam były niewyraźne kontury jeziora, drzew, jakiejś łódki. Miałam wrażenie, że w ogóle nie robię postępów, ba, wręcz wydawało się, że się cofam. Odłożyłam kartkę na parapet, by dać jej wyschnąć. Otworzyłam okno na całą szerokość i wychyliłam się na zewnątrz wdychając świeże, letnie powietrze. Niby wszyscy, łącznie ze mną, narzekali na to ciepło, a jednak będzie go brakowało jak przyjdzie deszcz. Ta brzydka, nieustająca chlapa.
Odwróciłam się, decydując jednak jeszcze coś zrobić. Złapałam kartkę i ołówek, po czym stanęłam znów przy parapecie, szkicując powoli krajobraz. Wtem ktoś wszedł do sali artystycznej, a ja skrzywiłam się, zanim nałożyłam uśmiech i obróciłam się. Przede mną stała dziewczyna z krwawiącym kolanem.
— Przepraszam, mogłabyś mi wskazać drogę do pokoju pielęgniarza? Miałam mały wypadek. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. — powiedziała, krzywiąc się, nie wiadomo czy z zawstydzenia, że musi prosić o pomoc, czy z bólu. Nie lubiłam pierwszaków. Nieogarnięte, łaziły po szkole, wiecznie się gubiły. Dopiero po roku stawały się jakieś możliwe do wytrzymania. A jednak dziewczyna, oprócz krwi cieknącej z kolana, wydawała się dość ogarnięta. Poza tym, kto nie pomoże rannemu.
— Jasne, choć, chociaż może ci to najpierw wytrę. — Urwałam kawałek papieru i namoczyłam w wodzie, po czym delikatnie wytarłam dziewczynie ranę. — Bardzo boli? — spytałam, wymieniając papier na kolejny. Jednak porządnie krwawiło. — Nie znamy się chyba jeszcze, Vanilia, w skrócie Van. — Uśmiechnęłam się, podając jej rękę, co, biorąc pod uwagę pozycję, w której się znajdowałyśmy, było trochę dziwne.

poniedziałek, 5 lutego 2018

Zdarta duma i kolana [0]

Rok szkolny się zaczął. Spora część uczniów co rusz witała się z kimś, prawdopodobnie odnajdując swoich znajomych. Ta mniejsza część zaś trochę błądziła, starając się odnaleźć drogę do gdziekolwiek, gdzie zamierzali pójść. Warto wspomnieć o tłumie i niemałym zamieszaniu, które się wtedy zrobiło. Jeśli chciałeś dokądś dojść, musiałeś liczyć się z tym, że czeka cię przepychanie się. Tak więc i ja zaczęłam swoją wyczerpującą wyprawę. Byłam jednak przygotowana na wszelkie przeszkody oraz trudności. Miałam w planach bezpieczne dostanie się do pokoju, z nadzieją nienatrafienia na kłody pod nogami. Oczywiście, jak to w takich przypadkach bywa, spotyka nas to, czego chcemy uniknąć. Jakaś rozpędzona grupka chłopaków niemalże mnie staranowała z siłą co najmniej stada koni. Dosłownie, okazało się, że byli centaurami. Wylądowałam teatralnie na podłodze. Tamci zaś zniknęli za następnym zakrętem. Już nawet nie oczekiwałam, że któryś rzuci, chociażby głupie „przepraszam”. Westchnęłam i podniosłam się, otrzepując spódnicę z ewentualnego kurzu. Wtedy moje oczy napotkały niezbyt ciekawy widok. Moje kolana nie były w krytycznym stanie, ale pozdzierana skóra i drobne ranki, z których sączyła się krew, wcale mnie nie cieszyły. Cudownie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu łazienki. Warto to chociaż przemyć wodą, zanim znajdę pokój pielęgniarza. Nie oszukiwania, podczas oprowadzanki nie spodziewałam się, że kiedyś będę musiała tam pójść, więc nawet szczególnie nie starałam się zapamiętać, gdzie to jest. Po odwiedzeniu łazienki zaczęłam szukać kogokolwiek, kto pokazałby mi drogę lub ewentualnie zaprowadził na miejsce. Potrzebowałam polać je chociaż wodą utlenioną, a plastry miałam w pokoju. Po kilku minutowym błądzeniu po szkolnych korytarzach udało mi się znaleźć salę artystyczną. Ba, nawet ktoś był w środku! Po dokładnym przyjrzeniu się mogłam rozpoznać, że jest to dziewczyna. Niska i ciemnoskóra, która właśnie coś rysowała na kartce. Mus to mus.
— Przepraszam, mogłabyś mi wskazać drogę do pokoju pielęgniarza? — zagadnęłam. — Miałam mały wypadek. Mam nadzieję, że nie przeszkadzam. — Uśmiechnęłam się w ten specyficzny, zakłopotany sposób.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis