niedziela, 15 kwietnia 2018

Dofinansowanie na pędzle [3]

— Dziękuję za troskę, aczkolwiek zgryźliwości i przejścia na „ty” proszę sobie oszczędzić, panno O'reilo. — Przekręciłam tylko oczami i kontynuowałam swoje zajęcie, nie przejąwszy się marudzeniem nauczyciela. — Sprawy sercowe, sprawami sercowymi, ale naprawdę, czasem jednak lepiej zachować co nieco dla siebie — mruknął pod nosem, niby do siebie, a jednak do mnie, podczas gdy fretka zaczęła wspinać się po jego ramieniu. — Prawda, Fryta? — powiedział, gładząc zwierzaka, podczas gdy ja parsknęłam pod nosem śmiechem. Naprawdę? Nie dość, że w różowych szelkach to jeszcze ma na imię Frytka? Nauczyciel od sztuk artystycznych (i jego zwierzak) zdecydowanie nie byli normalni.
— Serio? Pan mnie będzie pouczał w sprawach sercowych? — rzuciłam, kładąc szczególny nacisk na formę grzecznościową, której tak bardzo potrzebował, żeby się czuć ważny, że niby jeszcze ma jakąś kontrolę nad uczniami w tej szkole. W rzeczywistości każdy wiedział, że tak nie jest, Dexter mu już nawet przywalił, nikt mi nie wmówi, że to się nazywa szacunek do nauczyciela. — Pan może powinien się raczej zająć własnymi sprawami, a nie zaburzać spokój innych? — dodałam tonem spokojnym jak jebany wagon pełen pierdolonych medytujących tybetańskich mnichów.
Może się w końcu odczepi i da mi posiedzieć w ciszy. Wątpię, ale zawsze jest szansa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis