— James, jesteś tam? — Dotychczasowe podśmiechujki zastąpione zostały nagłym atakiem paniki, chaotycznym machaniem i bezgłośnym skandowaniem "Błagam cię, zrób coś". No, jeżeli chłopak nie zareaguje i dalej będzie liczył na to, że odwalę całą czarną robotę za niego, to się bardzo zdziwi, a ja bardzo zezłoszczę i przyrzekam, że do końca swoich dni będzie powtarzał moje nazwisko z miną kota srającego na...
Jęk. Głośny, jamesowy jęk.
Oh mój, kurwa, borze wszechlistny.
Nie spodziewałem się, że te usta potrafią robić cokolwiek oprócz paplania jakiś inteligentnych, albo schlebiających naiwnym panienkom komentarzy, a tymczasem proszę bardzo. Nawet jeśli się na tym "nie znał" i "potrzebował mojej pomocy", to nie mogłem zaprzeczyć, iż po usłyszeniu tego dźwięku, rozpłynąłem się i prawdopodobnie kolorem przypomniałem dorodnego pomidora.
Chwila oddechu, opamiętanie się i powrócenie na ziemię, bo rozmyślanie o Hopecrafcie w takim momencie zdecydowanie nie wychodziło mi na dobre.
Dobitne, dość głośne klaśnięcie i donośny jęk z mojej strony, imitujące inne, niecne działania, kilka chwil teatrzyku i byliśmy bardziej niż pewni, że duo nie spojrzy na nas normalnie, a może i nawet spełnią skryte marzenia Hopecrafta, wynosząc się na dobre.
Śmialiśmy się jeszcze długo, dopijając trunek, ja wypalając papierosa po papierosie, wciąż udając, wciąż mrucząc, chociaż konieczne to już nie było.
James...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan do wynajęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pan do wynajęcia. Pokaż wszystkie posty
sobota, 30 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [17]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— No błagam cię. — Odchylił głowę, eksponując mocno szyję. — Nie porównuj tego nieudolnego klikania w klawisze, licząc na to, że wyjdzie z tego "Mrugaj, mrugaj gwiazdko ma" do mojej Chopinowskiej Nokturny op. 9. — Parsknąłem śmiechem, zastanawiając się, z której choinki chłopak się urwał. Bo nie, to nie było normalne. Był taki żywy, tak bardzo zagarniał sobą przestrzeń, że czasem zastanawiałem się, czy starczy powietrza w jednym pomieszczeniu dla wszystkich tych ludzi plus on w komitecie powitalnym u bram piekła.
Upiłem łyk wódki i zakrztusiłem się nią, słysząc dźwięki wydobywające się z gardła chłopaka. Spojrzałem na niego z miną, która wyraźnie mówiła "Serio" i "Ty tak na zawołanie potrafisz?". Wcale nie czułem się dziwnie, wcale, ale byłem pewny, że moja twarz stawała się coraz bardziej czerwona.
Plus taki, zarówno ja, jak i Oakley, powstrzymywaliśmy się resztkami sił, na Cesarza, Foma mi tego zdecydowanie nie wybaczy. Upiłem jeszcze łyk alkoholu, zastanawiając się, dokąd nas to zaprowadzi, zanim przez drzwi przebiło się ciche
— James, jesteś tam? — Nivan spojrzał na mnie, wskazując dłońmi na drzwi i wykonując jakieś dziwne znaki. Pokręciłem z niezrozumieniem głową, żeby po chwili zauważyć, jak otwiera usta i stara się coś bezgłośnie literować. Jęknąłem głośno, ale przynajmniej brzmiało na szczere, tyle dobrego.
sobota, 23 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [16]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Tak dla przypomnienia, taką samą muzykę Foma z Dexterem puszczają mi pięć na siedem nocy w tygodniu — mruknął, chrypiąc, jak nienaoliwione drzwi. Ściągnąłem usta w dzióbek, słysząc ten przyjemny dla ucha dźwięk. Uwielbiałem chrypę, szczególnie poranną, ale taką również nie gardziłem. Chrząknął cicho, dopił trunku, zakołysał szklanką, mrużąc przy okazji czekoladowe oczy.
— No błagam cię. — Odchyliłem głowę, eksponując mocno szyję. — Nie porównuj tego nieudolnego klikania w klawisze, licząc na to, że wyjdzie z tego "Mrugaj, mrugaj gwiazdko ma" do mojej Chopinowskiej Nokturny op. 9. — prychnąłem, śmiejąc się cicho i drapiąc przy okazji po skroni. Wręcz mogłem usłyszeć, jak ciągle pijący facet, przewraca oczami, całkowicie tracąc jakąkolwiek wiarę w moją osobę. Wzruszyłem ramionami i odłożyłem szklankę, z której za dużo nie uszczknąłem, zgniotłem peta w popielniczce i przeciągnąłem się, wyginając kocio plecy. Kark mi zesztywniał, mięśnie na plecach się spięły, ramiona bolały, jak zazwyczaj zresztą. Powinienem się wyluzować. Alkohol nie pomagał, nie potrafiłem chociaż trochę odetchnąć, bo coś z tyłu głowy ciągle szturchało mnie w stronę wiecznego stresu.
Dźwięk otwieranych drzwi. Moje powieki, jak i brwi drgnęły, Hopecraft skinął głową i znowu zanurzył nos w szklance. Zerknąłem niepewnie na mojego towarzysza, który tylko wzruszył ramionami, bo widocznie naprawdę nie wiedział, co powinien tak właściwie robić.
Spizgam się.
Dialog między Dexterem i Fomą został nagle przerwany przez dwa głośne, głębokie sapnięcia, jedno krótsze, płytsze i gardłowo—mruczące jęknięcie.
Nie śmiej się Oakley, nie śmiej się kurwa.
— No błagam cię. — Odchyliłem głowę, eksponując mocno szyję. — Nie porównuj tego nieudolnego klikania w klawisze, licząc na to, że wyjdzie z tego "Mrugaj, mrugaj gwiazdko ma" do mojej Chopinowskiej Nokturny op. 9. — prychnąłem, śmiejąc się cicho i drapiąc przy okazji po skroni. Wręcz mogłem usłyszeć, jak ciągle pijący facet, przewraca oczami, całkowicie tracąc jakąkolwiek wiarę w moją osobę. Wzruszyłem ramionami i odłożyłem szklankę, z której za dużo nie uszczknąłem, zgniotłem peta w popielniczce i przeciągnąłem się, wyginając kocio plecy. Kark mi zesztywniał, mięśnie na plecach się spięły, ramiona bolały, jak zazwyczaj zresztą. Powinienem się wyluzować. Alkohol nie pomagał, nie potrafiłem chociaż trochę odetchnąć, bo coś z tyłu głowy ciągle szturchało mnie w stronę wiecznego stresu.
Dźwięk otwieranych drzwi. Moje powieki, jak i brwi drgnęły, Hopecraft skinął głową i znowu zanurzył nos w szklance. Zerknąłem niepewnie na mojego towarzysza, który tylko wzruszył ramionami, bo widocznie naprawdę nie wiedział, co powinien tak właściwie robić.
Spizgam się.
Dialog między Dexterem i Fomą został nagle przerwany przez dwa głośne, głębokie sapnięcia, jedno krótsze, płytsze i gardłowo—mruczące jęknięcie.
Nie śmiej się Oakley, nie śmiej się kurwa.
Pan do wynajęcia [15]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Zapalić. No i napić się. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, rozglądając się za jakimiś kieliszkami, ale w zasięgu mojego wzroku znalazły się wyłącznie małe szklanki, które szybko porwałem w ręce i zaprowadziłem chłopaka do łazienki. Doskonale rozumiałem potrzebę upicia się, po moich refleksjach sam tego potrzebowałem. Po prostu, borze, kiedy moje życie dotarło do tego punktu? Co się stało z tym moim całym zainteresowaniem historią, podróżami, opisywaniem innych kultur? Kiedy zakręciłem się za bardzo wobec tej dwójki dzieciaków, które przyszło mi praktycznie wychowywać w Nervill? Kiedy zrezygnowałem dla całego mojego planu i uznałem, że sugestia tej starej baby, żeby zostać na miejscu, była wystarczająco mocna, żeby mnie usadzić na paręnaście lat?
— Ja pierdolę. — Zaśmiał się chłopak. — Mam nadzieję, że jesteś gotowy na istną symfonię dla twych biednych, zmarnowanych zgiełkiem korytarzy, uszu. — Omójborze, ten uśmiech. Ten uśmiech, dla którego damska część tej szkoły byłaby się gotowa pozabijać.
— Tak dla przypomnienia, taką samą muzykę Foma z Dexterem puszczają mi pięć na siedem nocy w tygodniu — zauważyłem, ale mój głos nieco ochrypł. Odchrząknąłem dla niepoznaki, zastanawiając się, czy Nivan będzie potrzebował pomocy. Może później, na razie zdecydowanie potrzebowałem wypić. Złapałem za szklankę, nalałem wódki i wypiłem na raz, zastanawiając się, jak dawno tego również nie robiłem. Co się z tobą dzieje, James.
piątek, 22 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [14]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Zmiana planów, naucz mnie, chyba muszę się napić, Boże. — Uśmiechnąłem się na słowa mężczyzny, pokręciłem głową z rozbawieniem. Wyglądał na bardzo zagubionego, bardzo przerażonego i bardzo zawstydzonego, jakbym zaraz miał zacząć oceniać go tylko przez pryzmat potrzeb seksualnych.
Ja tam ludziom do łóżek nie zaglądam.
— Masz wolną rękę, robisz i szalejesz, jak bardzo tylko chcesz, ja narzekać nie będę, zdanie Fomy i Dextera obchodzi mnie tylko w granicy wnerwienia ich, a piętro jest praktycznie puste. Czuj wiatr we włosach, wolność czy coś tam. Potrzebujesz czegoś jeszcze? — Poczucie satysfakcji z wypowiedzianej kwestii było ogromne, a dobór słów skutecznie mnie rozbawił. Byłem dzisiaj w iście szampańskim nastroju, nie ma co.
— Zapalić. No i napić się. — Odrobina podchmielenia była potrzebniejsza, niż mogło się wydawać, bo co jak co, ale nawet ja potrzebowałem kopniaka, a bawienie się w wydawanie dźwięków bardziej, bądź mniej dziwnych, przyprawiało mnie o delikatne rumieńce, szczególnie że ze zlecenia i w towarzystwie Hopecrafta. Skinął głową. Chyba obaj tego potrzebowaliśmy.
Siedzenie w kiblu samorządu z podciągniętymi pod brodę kolanami, Hopecraftem przed sobą, flaszką w dłoni i papierosem w ustach, szykując się na akcję godną Agenta 007 [nie]. Lepszej sytuacji nie byłem w sobie stanie wyobrazić.
— Ja pierdolę. — Nie byłem w stanie powstrzymać cichego śmiechu, bo to wszystko było tak absurdalne i głupie i absurdalnie głupie. Odstawiłem butelkę i przetarłem twarz dłonią. — Mam nadzieję, że jesteś gotowy na istną symfonię dla twych biednych, zmarnowanych zgiełkiem korytarzy, uszu. — Uśmiechnąłem się i zamruczałem nisko, gardłowo, tym samym lekko się "nastrajając".
O czym ja pieprzę.
Ja tam ludziom do łóżek nie zaglądam.
— Masz wolną rękę, robisz i szalejesz, jak bardzo tylko chcesz, ja narzekać nie będę, zdanie Fomy i Dextera obchodzi mnie tylko w granicy wnerwienia ich, a piętro jest praktycznie puste. Czuj wiatr we włosach, wolność czy coś tam. Potrzebujesz czegoś jeszcze? — Poczucie satysfakcji z wypowiedzianej kwestii było ogromne, a dobór słów skutecznie mnie rozbawił. Byłem dzisiaj w iście szampańskim nastroju, nie ma co.
— Zapalić. No i napić się. — Odrobina podchmielenia była potrzebniejsza, niż mogło się wydawać, bo co jak co, ale nawet ja potrzebowałem kopniaka, a bawienie się w wydawanie dźwięków bardziej, bądź mniej dziwnych, przyprawiało mnie o delikatne rumieńce, szczególnie że ze zlecenia i w towarzystwie Hopecrafta. Skinął głową. Chyba obaj tego potrzebowaliśmy.
Siedzenie w kiblu samorządu z podciągniętymi pod brodę kolanami, Hopecraftem przed sobą, flaszką w dłoni i papierosem w ustach, szykując się na akcję godną Agenta 007 [nie]. Lepszej sytuacji nie byłem w sobie stanie wyobrazić.
— Ja pierdolę. — Nie byłem w stanie powstrzymać cichego śmiechu, bo to wszystko było tak absurdalne i głupie i absurdalnie głupie. Odstawiłem butelkę i przetarłem twarz dłonią. — Mam nadzieję, że jesteś gotowy na istną symfonię dla twych biednych, zmarnowanych zgiełkiem korytarzy, uszu. — Uśmiechnąłem się i zamruczałem nisko, gardłowo, tym samym lekko się "nastrajając".
O czym ja pieprzę.
Pan do wynajęcia [13]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Czym ty jesteś — bąknął chłopak, a ja na moment zdębiałem. To nie jest tak, że nikt o to nigdy nie pytał, ale zazwyczaj kończyło się na skinięciu głową i potwierdzeniu statusu czarodzieja. Bajka, jak zresztą większa ilość rzeczy w moim życiorysie, ale wystarczająca, żeby utrzymać się przez te kilka lat w obwodzie bez zbytniego utrudniania sobie jestestwa. Praktycznie widziałem jak trybiki w głowie chłopaka poruszają się, aż w końcu coś zaskoczyło i prawie mogłem usłyszeć ciche kliknięcie.
— To nie trudne, ale jak bardzo nie chcesz, to nie. — Zamrugałem z zaskoczeniem. — Jak bardzo zaszaleć i zabawić się mogę? Nosi mnie. Serio.
— Nie, że nie chcę, bardziej nie wiem co robić. — I jak się zachowywać, jakie odgłosy z siebie wydawać i wtedy sobie właśnie uświadomiłem dwie rzeczy. Jestem lamerem, to raz, po drugie jestem starym lamerem i nie wiem, co przerażało mnie bardziej. Kiedy był ostatni raz, gdy pozwoliłem sobie zaszaleć?
O kurwa.
— Zmiana planów, naucz mnie, chyba muszę się napić, Boże — parsknąłem, blednąc i uświadamiając sobie, że nawet nie pamiętam, kiedy ostatnim razem się z kimś przespałem. To chore, całkowicie chore.
— Masz wolną rękę, robisz i szalejesz, jak bardzo tylko chcesz, ja narzekać nie będę, zdanie Fomy i Dextera obchodzi mnie tylko w granicy wnerwienia ich, a piętro jest praktycznie puste. — Rozłożyłem szeroko ręce. — Czuj wiatr we włosach, wolność czy coś tam. Potrzebujesz czegoś jeszcze?
czwartek, 21 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [12]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Rozgość się na razie, usiądź, gdzie ci wygodnie. Przepraszam za drobny burdel w pokoju, niepoogarniane mamy. — Pstryknął, a tuż przed nim pojawiło się krzesło. Nie wiem, co mnie bardziej dziwiło, to, że mógł pstrykać w tych, jakże szykownych, skórzanych cudeńkach, czy może fakt, że mebel się tak po prostu zmaterializował, jak gdyby nigdy nic. Moje oczy prawdopodobnie były wytrzeszczone, a mózg orbitował gdzieś w okolicach Lotaryngii. — Szczerze mówiąc, nie zaplanowałem tego aż tak dokładnie. Dexter z Fomą wrócą dopiero za jakąś godzinę, wystarczy zamknąć się w łazience i upewnić się, że wyraźnie usłyszą, gdy będą wchodzić. Potem trochę pohałasować sugestywnie. A Foma raczej wyciągnie Dextera za fraki i wrócą dopiero jutro. Z takich większych rewelacji, to w sumie nie wiem. Mógłbym ci pomóc, ale nie za bardzo się na tym znam. — Skończył kazanie, drapiąc się niezręcznie po karku. Ja dalej gapiłem się na krzesło, na którym siedział, z podziwem i dziecięcą fascynacją.
— Czym ty jesteś — bąknąłem niby do niego, ale raczej do siebie. Zastanawiałem się na głos, nie spuszczając wzroku, tym razem, z blondyna.
Wypstrykasz mi piwo? Albo zgrzewkę. No i wódkę. Tak, wódkę. Długo tak masz? Dlatego nosisz rękawiczki?
Jak dobrze, że nie wypowiedziałem tego na głos. Przeczucie mówiło, że wylądowałbym z twarzą w parkiecie przed pokojem, czekając na łaskawą pomoc tych, których mieliśmy tak paskudnie ukarać.
Potrząsnąłem głową. Przestać myśleć, Oakley, zacząć działać. Za dużo ostatnio myślisz, to wszystko źle się skończy, bardzo źle.
Piłeś dzisiaj wodę? Pewnie tak, ale dalej za mało.
Ale nie za bardzo się na tym znam.
Czy to na pewno powiedział Hopecraft? Ten oblegany przez panienki Hopecraft? Plottwist roku, Hera, gdzie jesteś?
— To nie trudne, ale jak bardzo nie chcesz, to nie. — Uśmiechnąłem się na tyle ładnie, na ile potrafiłem przy blondynie. — Jak bardzo zaszaleć i zabawić się mogę? Nosi mnie. Serio.
— Czym ty jesteś — bąknąłem niby do niego, ale raczej do siebie. Zastanawiałem się na głos, nie spuszczając wzroku, tym razem, z blondyna.
Wypstrykasz mi piwo? Albo zgrzewkę. No i wódkę. Tak, wódkę. Długo tak masz? Dlatego nosisz rękawiczki?
Jak dobrze, że nie wypowiedziałem tego na głos. Przeczucie mówiło, że wylądowałbym z twarzą w parkiecie przed pokojem, czekając na łaskawą pomoc tych, których mieliśmy tak paskudnie ukarać.
Potrząsnąłem głową. Przestać myśleć, Oakley, zacząć działać. Za dużo ostatnio myślisz, to wszystko źle się skończy, bardzo źle.
Piłeś dzisiaj wodę? Pewnie tak, ale dalej za mało.
Ale nie za bardzo się na tym znam.
Czy to na pewno powiedział Hopecraft? Ten oblegany przez panienki Hopecraft? Plottwist roku, Hera, gdzie jesteś?
— To nie trudne, ale jak bardzo nie chcesz, to nie. — Uśmiechnąłem się na tyle ładnie, na ile potrafiłem przy blondynie. — Jak bardzo zaszaleć i zabawić się mogę? Nosi mnie. Serio.
Pan do wynajęcia [11]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Uśmiech chłopaka był nieco przygasły, ale jego właściciel rozpromienił się bardziej, gdy dostał do ręki papierosy. Nie mogłem się delikatnie nie skrzywić przy tym, zapach dymu papierosowego nie należał do moich ulubionych, choć zdarzyło mi się parokrotnie zapalić w gorszych momentach, wbrew pozorom odrobina trucizny była bardzo odprężająca.
— Hej, dzięki, myślałem, że ich ni znajdziesz, rzadko kiedy bywają w tutejszych sklepach — odparł szybko, wchodząc nieco głębiej.
— No, to ten... — Chrząknął cicho i schował paczkę do tylnej kieszeni spodni. Zamknąłem drzwi, zastanawiając się, kiedy przestał być taki wygadany. Kto by pomyślał, że paczka fajek może tak łatwo zamknąć jego, wiecznie nadającą na falach anormalnych dla większości ludzi, jadaczkę. — Jaki mamy plan działania? — Za to już ten szalony błysk w oku odpowiadał mi o wiele bardziej.
— Rozgość się na razie, usiądź, gdzie ci wygodnie. — Machnąłem dłonią. — Przepraszam za drobny burdel w pokoju, niepoogarniane mamy. — Przywołałem pstryknięciem krzesło, usiadłem i skrzyżowałem ręce na oparciu. — Szczerze mówiąc, nie zaplanowałem tego aż tak dokładnie. Dexter z Fomą wrócą dopiero za jakąś godzinę, wystarczy zamknąć się w łazience i upewnić się, że wyraźnie usłyszą, gdy będą wchodzić. Potem trochę pohałasować sugestywnie. a Foma raczej wyciągnie Dextera za fraki i wrócą dopiero jutro. — W to ostatnie nie śmiałem nawet wątpić, Foma nie był pruderyjny, a raczej miał wąską sferę komfortu i nie mogłem sobie go wyobrazić w takiej sytuacji bez rumieńców wynikających z zażenowania.
— Z takich większych rewelacji, to w sumie nie wiem. Mógłbym ci pomóc, ale nie za bardzo się na tym znam. — Podrapałem się po szyi, zastanawiając się, kiedy przyznaję się przed prawie obcym kolesiem do minimalistycznego życia seksualnego. Nie żebym dawno nie zaliczył ostatniej bazy, ale dawno jest kluczowym słowem. Całe... wieki?
Pan do wynajęcia [10]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Cześć, wchodź. — Wcisnął paczkę w moje dłonie bez większych ceregieli. Uśmiechnąłem się widząc czarne opakowanie. Lubiłem je, nawet bardzo. Różowe też były nawet nawet, szare znośne, ale to czarne i ich słodkawy posmak były moimi ulubionymi z serii. Posłałem mu szczery uśmiech, dość delikatny, jakbym nie chciał przyznawać się do faktu, że mógłbym go nim obdarować. Że mógłbym nim obdarować kogokolwiek, kto nie jest moją mamą, albo Wandzią. Wandzią. Nie wiem co Przewalska w sobie miała, jakich czarów używała, ale lgnąłem do niej jak rzep do psiego ogona i za żadne skarby świata nie byłem w stanie się odczepić, puścić, zostawić jej w spokoju, chociaż wiedziałem, że ta sytuacja nie skończy się dobrze. Nie mogła. Nie miała takiego prawa, nawet możliwości. To wszystko szło w złym kierunku, niebezpiecznym i dla mnie i dla niej.
Potrząsnąłem głową, gdy wchodziłem do tajemnej komnaty. Zdecydowanie zagalopowałem się z myślami, dopadł mnie ból głowy i serca, połączony z potężnym ciężarem na duszy, jakby ktoś ułożył tam co najmniej tonę ołowiu.
— Hej, dzięki, myślałem, że ich ni znajdziesz, rzadko kiedy bywają w tutejszych sklepach — odparłem. Bez kpiny, bez jadu, bez oschłości, bez najmniejszej cząstki seksualności. Tak zwyczajnie, jak mówiłem do znajomych. Tak normalnie.
Czy Nivan i normalnie jakkolwiek się łączą? Jest taka możliwość?
— No, to ten... — Chrząknąłem cicho i schowałem paczkę do tylnej kieszeni spodni. James zamknął drzwi. — Jaki mamy plan działania? — Wiedziałem, że oczy mi błysnęły, a twarz, mimo że nie zmieniłem mimiki, przybrała ten typowy wyraz, ten, który pokazywałem wszystkim, zawsze i wszędzie.
Nivowy wyraz.
Chciałem się go kiedyś pozbyć...
Potrząsnąłem głową, gdy wchodziłem do tajemnej komnaty. Zdecydowanie zagalopowałem się z myślami, dopadł mnie ból głowy i serca, połączony z potężnym ciężarem na duszy, jakby ktoś ułożył tam co najmniej tonę ołowiu.
— Hej, dzięki, myślałem, że ich ni znajdziesz, rzadko kiedy bywają w tutejszych sklepach — odparłem. Bez kpiny, bez jadu, bez oschłości, bez najmniejszej cząstki seksualności. Tak zwyczajnie, jak mówiłem do znajomych. Tak normalnie.
Czy Nivan i normalnie jakkolwiek się łączą? Jest taka możliwość?
— No, to ten... — Chrząknąłem cicho i schowałem paczkę do tylnej kieszeni spodni. James zamknął drzwi. — Jaki mamy plan działania? — Wiedziałem, że oczy mi błysnęły, a twarz, mimo że nie zmieniłem mimiki, przybrała ten typowy wyraz, ten, który pokazywałem wszystkim, zawsze i wszędzie.
Nivowy wyraz.
Chciałem się go kiedyś pozbyć...
środa, 20 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [9]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Chłopak się cieszył. Nie żebym się nie spodziewał, że wkurkowanie ludzi daje mu prawdziwą satysfakcję i nadaje cel jego marnej egzystencji, ale powoli zaczynałem się orientować, że na świecie są trzy typy ludzi. Normalni, psychole i Nivan Oakley. Jakoś nie potrafiłem się przemóc, żeby stało się to dla mnie problemem, smarkacz miał dziwną zdolność zjednywania sobie ludzi. Owszem, zachowywał się apodyktycznie jak burżuj, w dodatku nadmiernie emanował seksualnością na kilometry sześcienne oraz drwił ze wszystkich wartości czy powszechnych norm kulturowych.
A mimo tego nie mogłem przestać się uśmiechać, co za zaklęcie musiał rzucać tymi swoimi oczami?
— Black Devilsy, jak nie, to jakieś mocne, byle nie były ruskie. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, wygląda na to, że czeka mnie szybka wyprawa do miasta po najpotrzebniejsze zakupy. I dobry alkohol, bo skoro już mieliśmy wchodzić w coś takiego, to zdecydowanie potrzebowałem kieliszka jako trzeciego kompana do zabawy. — Dzisiaj wieczór, stoi. Jakieś szczególne prośby, życzenia, skryte marzenia? — Odsunąłem się nieco, nie czując się aż tak komfortowo przy chłopaku, który pochylił się do przodu. Westchnąłem z rezygnacją, zastanawiając się, skąd u niego ta naturalna kokieteryjność, pewność siebie. Owszem, był ładny, ale w dużej mierze kobiecy, co raczej powinno przysparzać mu więcej problemów niż pochwał.
— Do wieczora, James. — Przewróciłem oczami, słysząc, jak mówi do mnie po imieniu. Ostatecznie nie było to nic wielkiego, większość osób od razu przechodziła na "James" bez chociażby pytania się o zgodę, ale w ustach człowieka, który do tej pory wyznawał jedynie mojego nazwiska, zresztą i tak fałszywego, jak cała ta tożsamościowa otoczka, brzmiało ono nieco inaczej. Dziwniej.
Dlatego parę godzin później czekałem na chłopaka z butelką dobrej wódki, którą miła ekspedientka polecała zasadą życia i śmierci, że tego trzeba spróbować choć raz przed kopnięciem w kalendarz, a w kieszeni trzymałem zamkniętą paczkę Black Devilsów.
— Cześć, wchodź. — Zaprosiłem chłopaka do środa, otwierając szeroko drzwi i wciskając mu w ręce zapłatę.
wtorek, 19 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [8]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Jaka marka? Wieczorem ci pasuje? Przyjdź do pokoju samorządu, Dexter z Fomą późno wrócą, więc będziemy mogli wszystko ugadać i ładnie zacząć teatrzyk. — Słysząc słowa chłopaka, nie mogłem powstrzymać lisiego uśmiechu, szczerego, przesiąkniętego ekscytacją na wieść o nadchodzącej akcji, która zapowiadała się niezwykle ciekawie. Ja, Hopecraft i teatrzyk dla wkurwienia szkolnych gołąbeczków było istną muzyką dla moich uszu, symfonią, kompozycją idealną, do której nie śmiałem się przyczepić.
— Black Devilsy, jak nie, to jakieś mocne, byle nie były ruskie — odparłem, zdejmując z twarzy uśmiech i powoli zsuwając się z ławki. Wyglądało na to, że nasza rozmowa dobiegała końca, wszystkie sprawy zostały ustalone. — Dzisiaj wieczór, stoi. Jakieś szczególne prośby, życzenia, skryte marzenia? — Wcisnąłem dłonie do kieszeni, przeniosłem ciężar na prawą nogę i przechyliłem delikatnie głowę, zachowując się jak gówniarzeria z typowego filmu dla nastolatków. W sumie idealnie się nadawałem, no bo hej, to ten złodupiec, ten, przez duże ten. Tak, najbardziej złodupna rzecz, jaką uczyniłem, to wlanie pierw mleka, a potem wsypanie płatków, zasługiwałem na jakąś nagrodę za bycie największym zwyrolem tego stulecia.
W odpowiedzi otrzymałem jedynie nieco zrezygnowany wzrok i westchnięcie, to mi wystarczyło, aby cicho parsknąć śmiechem. Przyznać musiałem, iż Hopecraft momentami był nawet uroczy.
— Do wieczora, James. — Mamy progres.
Nosiło mnie, gdy pukałem do drzwi, za którymi czaił się pokój tutejszej władzy samorządowej. Dostawałem istnej korby, policzki bolały od delikatnego uśmiechania się pod nosem, a głowa zaprogramowana była na zdanie "Teatrzyk z Hopecraftem".
— Black Devilsy, jak nie, to jakieś mocne, byle nie były ruskie — odparłem, zdejmując z twarzy uśmiech i powoli zsuwając się z ławki. Wyglądało na to, że nasza rozmowa dobiegała końca, wszystkie sprawy zostały ustalone. — Dzisiaj wieczór, stoi. Jakieś szczególne prośby, życzenia, skryte marzenia? — Wcisnąłem dłonie do kieszeni, przeniosłem ciężar na prawą nogę i przechyliłem delikatnie głowę, zachowując się jak gówniarzeria z typowego filmu dla nastolatków. W sumie idealnie się nadawałem, no bo hej, to ten złodupiec, ten, przez duże ten. Tak, najbardziej złodupna rzecz, jaką uczyniłem, to wlanie pierw mleka, a potem wsypanie płatków, zasługiwałem na jakąś nagrodę za bycie największym zwyrolem tego stulecia.
W odpowiedzi otrzymałem jedynie nieco zrezygnowany wzrok i westchnięcie, to mi wystarczyło, aby cicho parsknąć śmiechem. Przyznać musiałem, iż Hopecraft momentami był nawet uroczy.
— Do wieczora, James. — Mamy progres.
Nosiło mnie, gdy pukałem do drzwi, za którymi czaił się pokój tutejszej władzy samorządowej. Dostawałem istnej korby, policzki bolały od delikatnego uśmiechania się pod nosem, a głowa zaprogramowana była na zdanie "Teatrzyk z Hopecraftem".
Pan do wynajęcia [7]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Daj mi chwilkę na namyślenie się. — Skinąłem ze zrozumieniem głową, doskonale wiedząc, że i tak się zgodzi. Po aferze z biurkiem Mińska nie miał najlepszej reputacji w szkole, nie żeby mu to przeszkadzało oczywiście, bo w pewnych kręgach skłonności destrukcyjne i buntowniczy, ośli upór mogły się przydać. Choćby do negocjowania z Mińskiem, bo skoro za kopulację na jego własnym biurku dyrektor chłopaka nie zabił, to znak, że coś jest na rzeczy. A takie osoby zawsze lepiej wykorzystywać zawczasu, zanim cały ich urok i szczęście znikną w mroku dziejów, trzeba brać, co dają.
— Miałem nadzieję na coś innego, Hopecraft, coś ciekawszego. — Ściągnąłem brwi, zastanawiając się, w co tym razem chłopak pogrywa. Ostatecznie mógł mieć na myśli wiele bardziej skomplikowanych rzeczy, ale nie mogłem powstrzymać się, żeby nie unieść brwi i przyjrzeć się mu badawczym wzrokiem. Nie żeby źle wyglądał. W gruncie rzeczy przedstawiał się nawet interesująco, z tymi kobiecymi rysami, hardym spojrzeniem, nadmiernie wyeksponowanymi, wręcz obscenicznymi, kościami policzkowymi i o czym ty myślisz Hopecraft.
— Oj żartuję, aż taką dziwką nie jestem, dobrze? Tak właściwie, to fakt frajdy, jaką będę z tego miał, mi wystarcza, możesz dorzucić paczkę fajek, tylko mocnych. Tylko powiedz mi gdzie, jak, kiedy i z kim. No co? Jestem prosty chłopak, potrzebuję jasnych instrukcji, jak budowa cepa.
— Jaka marka? — spytałem wprost. — Wieczorem ci pasuje? Przyjdź do pokoju samorządu, Dexter z Fomą późno wrócą, więc będziemy mogli wszystko ugadać i ładnie zacząć teatrzyk.
środa, 13 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [6]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— Dwa pierwsze niczego nie zmienią, ostatnie daje jakąś nadzieję, że Foma wkurwi się na tyle, że Dexter z tego żywy nie wyjdzie, a na takie środki jestem gotowy. Przysługę, pieniądze, możliwość wnerwienia kogoś, co ci się tam zamarzy — odparł ze spokojem, który wydawał mi się być dla niego bardzo typowy, jednakże jak bardzo mogłem się mylić? W końcu to ten jakże tajemniczy, cudowny Hopecraft, który właśnie przez te wszystkie niewyjaśnione sprawy był jeszcze smaczniejszym kąskiem dla watahy wygłodniałych, napalonych nastolatek.
Puściłem nogi luzem, oparłem się o kolana łokciami, łapiąc przy okazji garba.
— Daj mi chwilkę na namyślenie się. — Co z tego, że odpowiedź była już dla mnie jasna, stała tuż obok blondyna i kusząco wywijała biodrami, zdając się być już bardzo niecierpliwą. Ściągnąłem brwi i uśmiechnąłem się delikatnie, co musiało wyglądać dość dziwnie, gdy zauważy się, że jednak gapiłem się na Hopecrafta z tym wyrazem twarzy. W końcu podniosłem się z miejsca i stanąłem tuż przed troszeńkę roślejszym, mężczyzną, na którego buźce wymalowana była pewność siebie i swego rodzaju poczucie dominacji, wyższości nade mną. — Miałem nadzieję na coś innego, Hopecraft, coś ciekawszego. — Firmowy uśmieszek, przekrzywienie głowy i mruk. Jego ściągnięcie brwi, bruzda malująca się na czole i ogólny grymas świadczyły tylko o jednym. — Oj żartuję, aż taką dziwką nie jestem, dobrze? Tak właściwie, to fakt frajdy, jaką będę z tego miał, mi wystarcza, możesz dorzucić paczkę fajek, tylko mocnych. Tylko powiedz mi gdzie, jak, kiedy i z kim. No co? Jestem prosty chłopak, potrzebuję jasnych instrukcji, jak budowa cepa.
Puściłem nogi luzem, oparłem się o kolana łokciami, łapiąc przy okazji garba.
— Daj mi chwilkę na namyślenie się. — Co z tego, że odpowiedź była już dla mnie jasna, stała tuż obok blondyna i kusząco wywijała biodrami, zdając się być już bardzo niecierpliwą. Ściągnąłem brwi i uśmiechnąłem się delikatnie, co musiało wyglądać dość dziwnie, gdy zauważy się, że jednak gapiłem się na Hopecrafta z tym wyrazem twarzy. W końcu podniosłem się z miejsca i stanąłem tuż przed troszeńkę roślejszym, mężczyzną, na którego buźce wymalowana była pewność siebie i swego rodzaju poczucie dominacji, wyższości nade mną. — Miałem nadzieję na coś innego, Hopecraft, coś ciekawszego. — Firmowy uśmieszek, przekrzywienie głowy i mruk. Jego ściągnięcie brwi, bruzda malująca się na czole i ogólny grymas świadczyły tylko o jednym. — Oj żartuję, aż taką dziwką nie jestem, dobrze? Tak właściwie, to fakt frajdy, jaką będę z tego miał, mi wystarcza, możesz dorzucić paczkę fajek, tylko mocnych. Tylko powiedz mi gdzie, jak, kiedy i z kim. No co? Jestem prosty chłopak, potrzebuję jasnych instrukcji, jak budowa cepa.
wtorek, 12 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [5]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Dobra, to nie była najbardziej inteligentna zrobiona przeze mnie rzecz w moim życiu, przyznaję. Mógłbym bardziej to przemyśleć, jakiś plan stworzyć, dostosować wszystko pod niego, zwrócić większą uwagę na partnera lub partnerkę zbrodni i bardziej wyszczególnić wymagania. Z drugiej strony Nivan nie był złym wyborem. Pozbawiony skrupułów, bardziej ogarnięty, nieco wredny, a Mińsk nadal od czasu do czasu wytykał nastolatkowi jakąś dziwną sytuację z biurkiem, papierami i koleżanką, co nie wymagało dodatkowego komentarza. No i załatwiało to od razu jeden z moich problemów, bo nie musiałem brać dziewczyny. Od wykładu udzielonego mi przez Wandę i później poprawionego uderzeniem dłoni od Hery, zacząłem nieco inaczej patrzeć na kilka moich zwyczajnych działań. Mamienie kogokolwiek nie było moją intencją, jakkolwiek kilka osób chyba... mylnie interpretowało moje zachowanie. Starałem się bardziej odsuwać, odseparować od nich. Może pogadać i wytłumaczyć, jeżeli będzie się to przez dłuższy czas nie sprawdzało.
— Dobrze, tylko co ja mam robić? Jaka jest moja rola w całym tym teatrzyku, co? — Wróciłem myślami do rzeczywistości, słysząc głos Smerfa. — Mam pogadać, nawrzeszczeć, pójść do któregoś, czy może udawać, że mi za chwilę, tak jak im, żyła na fiucie pęknie, co? — Wydął usta. — No i ważniejsza kwestia, co będę z tego miał?
— Dwa pierwsze niczego nie zmienią, ostatnie daje jakąś nadzieję, że Foma wkurwi się na tyle, że Dexter z tego żywy nie wyjdzie, a na takie środki jestem gotowy. — Wzruszyłem ramionami. — Przysługę, pieniądze, możliwość wnerwienia kogoś, co ci się tam zamarzy. — Nie ukrywając, zawsze lepiej mieć wyżej postawionych znajomych z plecami. Wiedziałem z doświadczenia.
niedziela, 10 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [4]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Z każdym kolejnym wypowiedzianym słowem blondyna, moje brwi wędrowały coraz wyżej, odnosiłem wrażenie, że jeszcze chwila i dotkną mojej linii włosów. Moje czoło prawdopodobnie już przypominało ciało shar peia. Chłopak natomiast wyglądał na bardzo nieswojego, postawionego w niekomfortowej sytuacji, z lekkim rumieńcem na twarzy i uszach.
W pewnym momencie po prostu zacząłem się śmiać, bo to, co mówił, brzmiało dla mnie co najmniej idiotycznie i komicznie. Nie potrafił sam sobie z tym poradzić? Pan Davon był aż takim szatanem w ludzkiej skórze? A może to po prostu fakt braku śmiałej blondyny u swojego boku upierdolił mu jaja?
— Nie każ mi tłumaczyć dalej, skoro już załapałeś o co chodzi, błagam — mówiąc do spuścił głowę, jak zbity psiak i przybrał odcień bardzo podobny do pomidorowego. Uśmiechnąłem się na ten widok. Zagubiony Hopecraft? Zawstydzony Hopecraft? Tego jeszcze nie grali.
Założyłem nogę na nogę z kpiącym, firmowym uśmieszkiem.
— Dobrze, tylko co ja mam robić? Jaka jest moja rola w całym tym teatrzyku, co? — Przechyliłem delikatnie głowę na prawą stronę, moje brwi powróciły na swoje miejsce, a ja zerkałem na niego spod półprzymkniętych powiek. — Mam pogadać, nawrzeszczeć, pójść do któregoś, czy może udawać, że mi za chwilę, tak jak im, żyła na fiucie pęknie, co? — Wydąłem usta. — No i ważniejsza kwestia, co będę z tego miał?
W pewnym momencie po prostu zacząłem się śmiać, bo to, co mówił, brzmiało dla mnie co najmniej idiotycznie i komicznie. Nie potrafił sam sobie z tym poradzić? Pan Davon był aż takim szatanem w ludzkiej skórze? A może to po prostu fakt braku śmiałej blondyny u swojego boku upierdolił mu jaja?
— Nie każ mi tłumaczyć dalej, skoro już załapałeś o co chodzi, błagam — mówiąc do spuścił głowę, jak zbity psiak i przybrał odcień bardzo podobny do pomidorowego. Uśmiechnąłem się na ten widok. Zagubiony Hopecraft? Zawstydzony Hopecraft? Tego jeszcze nie grali.
Założyłem nogę na nogę z kpiącym, firmowym uśmieszkiem.
— Dobrze, tylko co ja mam robić? Jaka jest moja rola w całym tym teatrzyku, co? — Przechyliłem delikatnie głowę na prawą stronę, moje brwi powróciły na swoje miejsce, a ja zerkałem na niego spod półprzymkniętych powiek. — Mam pogadać, nawrzeszczeć, pójść do któregoś, czy może udawać, że mi za chwilę, tak jak im, żyła na fiucie pęknie, co? — Wydąłem usta. — No i ważniejsza kwestia, co będę z tego miał?
Pan do wynajęcia [3]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
— No to... W czym mogę ci służyć? — odchylił się nieco do tyłu, co tylko dodatkowo wyeksponowało jego lekko wygiętą szyję. Na czoło spadło kilka kolorowych kosmyków włosów, a ja uśmiechnąłem się nieco szerzej, bo nadawał się idealnie.
— Mogłeś słyszeć o pewnych... działaniach, które Dexter z Fomą podejmuję nagminnie. Ku moim rozczarowaniu nie są w stanie zrozumieć pewnych kwestii, a raczej Dex, bo Przewalski już nawet w oczy mi spojrzeć nie może. — Jęknąłem na koniec z irytacją na wspomnienie rumieniącego się Fomy, który uciekał ode mnie jak tylko mnie zobaczył, w rezultacie załatwienie szybkie i konkretne spraw samorządowych graniczyło z cudem. — Potrzebuję kogoś do jak najmocniejszego wnerwienia chłopaków, żeby się w końcu ogarnęli albo żeby chociaż Przewalski wnerwił się na tyle, żeby utemperował Dexte... — Chłopak przede mną wybuchł śmiechem, szatańskim chichotem, a ja tylko zwiesiłem smętnie głowę, wzdychając. — Nie każ mi tłumaczyć dalej, skoro już załapałeś o co chodzi, błagam — mruknąłem w końcu, drapiąc się po szyi i próbując ukryć, że moja twarz wyglądała pewnie jak dorodny pomidor. Co ja poradzę, że próbowałem już chyba wszystkiego, a nie ukrywam, że ucieczka z mojego własnego pokoju za bardzo mi się nie uśmiechała. Inną kwestią było, kiedy chłopaki w końcu się wyniosą do własnego mieszkania, o którym już tyle czasu myślą.
środa, 6 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [2]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Lisi uśmiech rozjarzył jego buźkę, ten błysk w oku, to spojrzenie, to charakterystyczne wygięcie ust. Połączone z jego urodą, złotymi, długimi włosami, które wcale nie wyglądały jak siano i całokształtem jego persony mogłem tylko przyznać rację damom, które tak głośno do niego wzdychały. Hopecraft był przystojny. Piekielnie przystojny. Szczególnie z tym firmowym uśmieszkiem godnym najszczwańszego ze szczwanych.
Nie wiem, czy jego charakter był tak samo zachwycający, czy młodzieży widziała w nim cokolwiek oprócz wyglądu i tylko dla niego tak właściwie się zabijała.
— Hej, mam sprawę. Moglibyśmy pogadać na osobności? — rzucił, utrzymując na twarzy swój uśmieszek pełen białych, prostych ząbków. Wskazał delikatnie na salę obok. Hipnotyzujące, napięte ścięgno wystąpiło na jego szyi, podobnie żyła. Ściągnąłem brwi. Rozłożyłem wszystkie możliwe scenariusze na czynniki pierwsze, poprawiłem podwinięte rękawy koszuli i zgodziłem się krótkim skinięciem głowy, bo przecież co mogło się wydarzyć, co?
Uśmiech nieco zbladł, ale dalej wręcz raził w oczy i mocno zaznaczał się w dołkach w policzkach, czy zmarszczkach przy oczach.
Podążyłem za starszym koleżką, wpychając ręce w kieszenie, jak zwykle zresztą. Nawyk, podobnie jak nieszczęsne pocieranie prawego nadgarstka, do stanu, gdzie był czerwony, a skóra zaczynała już schodzić.
Zamknął drzwi, gdy siadałem na ławce w pierwszym rzędzie, poprawił klamerki przy rękawiczkach, które z każdym kolejnym momentem intrygowały mnie coraz bardziej. Nie rozstawał się z nimi albo ściągał je tylko w pokoju, bo zaobserwowałem, że łazi w nich absolutnie wszędzie. Nietypowy materiał albo dla szpanu, albo pełniące odpowiednią funkcję...
Pokręciłem szybko głową, wybijając z niej rzeczy mniej ważne.
— No to... W czym mogę ci służyć? — Odchyliłem się do tyłu i oparłem dłońmi o blat, kawałek za swoimi plecami. Czułem, że należało oddać mu pałeczkę dominanta przywódcy i obdarować go jedynie delikatnym uśmieszkiem.
Ciekawiło mnie jedynie, czy moje pierwsze wrażenie odnośnie Hopecrafta było trafne.
Nie wiem, czy jego charakter był tak samo zachwycający, czy młodzieży widziała w nim cokolwiek oprócz wyglądu i tylko dla niego tak właściwie się zabijała.
— Hej, mam sprawę. Moglibyśmy pogadać na osobności? — rzucił, utrzymując na twarzy swój uśmieszek pełen białych, prostych ząbków. Wskazał delikatnie na salę obok. Hipnotyzujące, napięte ścięgno wystąpiło na jego szyi, podobnie żyła. Ściągnąłem brwi. Rozłożyłem wszystkie możliwe scenariusze na czynniki pierwsze, poprawiłem podwinięte rękawy koszuli i zgodziłem się krótkim skinięciem głowy, bo przecież co mogło się wydarzyć, co?
Uśmiech nieco zbladł, ale dalej wręcz raził w oczy i mocno zaznaczał się w dołkach w policzkach, czy zmarszczkach przy oczach.
Podążyłem za starszym koleżką, wpychając ręce w kieszenie, jak zwykle zresztą. Nawyk, podobnie jak nieszczęsne pocieranie prawego nadgarstka, do stanu, gdzie był czerwony, a skóra zaczynała już schodzić.
Zamknął drzwi, gdy siadałem na ławce w pierwszym rzędzie, poprawił klamerki przy rękawiczkach, które z każdym kolejnym momentem intrygowały mnie coraz bardziej. Nie rozstawał się z nimi albo ściągał je tylko w pokoju, bo zaobserwowałem, że łazi w nich absolutnie wszędzie. Nietypowy materiał albo dla szpanu, albo pełniące odpowiednią funkcję...
Pokręciłem szybko głową, wybijając z niej rzeczy mniej ważne.
— No to... W czym mogę ci służyć? — Odchyliłem się do tyłu i oparłem dłońmi o blat, kawałek za swoimi plecami. Czułem, że należało oddać mu pałeczkę dominanta przywódcy i obdarować go jedynie delikatnym uśmieszkiem.
Ciekawiło mnie jedynie, czy moje pierwsze wrażenie odnośnie Hopecrafta było trafne.
wtorek, 5 grudnia 2017
Pan do wynajęcia [1]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Pierdolę, kurwa, to się musiało skończyć, zanim ja drastyczne środki zdołałbym przedsięwziąć. Dexter po naszej małej pogawędce z Fomą zapoznał się z moim postulatem odnośnie ewentualnego chędożenia pana Przewalskiego i, oczywiście, zastosował się do wskazówek. Na opak. W rezultacie niższy okularnik rumienił się za każdym razem, gdy mnie widział i praktycznie nie mógł na mnie patrzeć ze wstydu, a ja kończyłem, śpiąc w łazience z poduszką na głowie, bo wszystkie pokoje były przepełnione do czasu ostatecznego zakończenia remontów (które magicznie pojawiały się i znikały, jak zresztą wszystko w tej szkole).
Cierpiałem. I trwałem na granicy wytrzymałości oraz cierpliwości.
Byłem bardzo miłym gościem, zazwyczaj zawsze do pomocy, starałem się wszystko w miarę sytuacji rozgarniać w trybie pilnym i tak dalej, i tak dalej, ale doskonale wiedziałem, że nawet najspokojniejszy królik sprowokowany może zaryczeć jak lew. I zarżnąć sarnę. Albo raczej kota i psa, którzy grzmocili się po kątach.
Plan-awaryjny-numer-B, pora aktywować. Ruszyłem w kierunku gabinetu Mińska, prawie decydując się na środek ostateczny i poproszenie o wygospodarowanie oddzielnego pokoju. Albo dla mnie, albo dla gołąbków, które póki co nie wynosiły się z akademika.
— Pewnie Hopecraftowi średnio się to wszystko widzi. — Przystanąłem przez moment, żeby rozejrzeć się wokoło i dostrzec stojącego obok mnie Smerfa w niebieskich włosach. Zamrugałem z niezrozumieniem, zanim doszły do mnie szepty dziewczyn z obok, które dosyć wyraźnie i głośno wypowiadały się na temat spółkowania niedoszłej parki. Domyśliłem się, że komentarz Nivka? Nidwa? Nivana? Chyba Nyvka? Nyvka, jakoś tak to leciało, musiał również orbitować wokół wątku. — Hej? — Ściągnął słuchawki i uśmiechnął się do mnie krzywo. Zamrugałem ponownie.
Kolorowe włosy. Spojrzenie, które zabijało i powalało słonie. Końska dawka wredoty skumulowana w kurduplastym skurwielu (zresztą, dla Dexa mało kto teraz nie był kurduplem). Ładny. Lekko kobiecy. Szczupły, jak źle postawiona kreska, w dodatku machnięta niedbale zbyt cienkim długopisem. Idealny do naigrywania, podburzania, a jednocześnie kuszenia. Totalnie typ mojego przyjaciela. Błogosławieni bogowie, którzy raczyli wysłuchać moich modlitw. Dexter będzie cierpiał.
— Hej, mam sprawę. Moglibyśmy pogadać na osobności? — spytałem z szerokim uśmiechem, skinięciem głowy wskazując na pustą salę lekcyjną. Jeden z przywilejów bycia w samorządzie, klucze do wszystkiego.
Pan do wynajęcia [0]
Etykiety:
James Hopecraft,
Nivan Oakley,
Pan do wynajęcia
Tak oto ja, sam Nivan Oakley, jednym, dość niefortunnym zakładem, sprowadziłem na siebie kolejne problemy. Tak, bo jakbym nie miał ich wystarczająco dużo. Podobno wyrosłem z wpakowywania się w tarapaty, a moje drugię imię z "Gagatek roku" zmieniło się na "Ten dziwny nudziarz". Niedoczekanie.
Przetarłem twarz i bąknąłem coś niezrozumiale pod nosem, sam nie wiedząc, co to tak właściwie było.
Poprawiłem słuchawki w uszach, muzyka nie grała, ja sam po prostu obserwowałem uważnie otoczenie, nasłuchiwałem, wyłapywałem niuanse, niuansiki.
Jak chichoty dziewczyn kawałek dalej, jak pomruki na mój widok, ploteczki o O'connor, że jak to taka suka znalazła się w samorządzie, że zupa była za słona, że Remus znowu darł pizdę bez powodu, a ten białowłosy bachor spierdolił bez ostrzeżenia.
— A króliki z trzeciej ciągle się biorą, słyszeliście? — Prychnąłem cicho, gdy dotarły do mnie te słowa. Miałem wrażenie, że od jakiegoś czasu cała szkoła żyje naszymi gołąbkami, że są alfą i omegą, złotym punktem, głównymi bohaterami fanfików napalonych dziewczyn z pierwszej klasy i na nich opiera się niesławna teoria Dexomocentryczna. Uroczo, czyż nie? Oczywiście, nie ma co.
— Pewnie Hopecraftowi średnio się to wszystko widzi — zaśmiałem się sam do siebie, zapominając, że miałem być ukrytym ninją. No i chuj strzelił wszystko, bo pan Idealny stał obok mnie z bruzdą na czole. Kurwa, że mu many starcza na te wszystkie teleportacje, no ja pierdolę. — Hej? — Ściągnąłem słuchawki i uśmiechnąłem się krzywo do Złotego Loczka.
Przetarłem twarz i bąknąłem coś niezrozumiale pod nosem, sam nie wiedząc, co to tak właściwie było.
Poprawiłem słuchawki w uszach, muzyka nie grała, ja sam po prostu obserwowałem uważnie otoczenie, nasłuchiwałem, wyłapywałem niuanse, niuansiki.
Jak chichoty dziewczyn kawałek dalej, jak pomruki na mój widok, ploteczki o O'connor, że jak to taka suka znalazła się w samorządzie, że zupa była za słona, że Remus znowu darł pizdę bez powodu, a ten białowłosy bachor spierdolił bez ostrzeżenia.
— A króliki z trzeciej ciągle się biorą, słyszeliście? — Prychnąłem cicho, gdy dotarły do mnie te słowa. Miałem wrażenie, że od jakiegoś czasu cała szkoła żyje naszymi gołąbkami, że są alfą i omegą, złotym punktem, głównymi bohaterami fanfików napalonych dziewczyn z pierwszej klasy i na nich opiera się niesławna teoria Dexomocentryczna. Uroczo, czyż nie? Oczywiście, nie ma co.
— Pewnie Hopecraftowi średnio się to wszystko widzi — zaśmiałem się sam do siebie, zapominając, że miałem być ukrytym ninją. No i chuj strzelił wszystko, bo pan Idealny stał obok mnie z bruzdą na czole. Kurwa, że mu many starcza na te wszystkie teleportacje, no ja pierdolę. — Hej? — Ściągnąłem słuchawki i uśmiechnąłem się krzywo do Złotego Loczka.
Subskrybuj:
Posty (Atom)