Na skinięcie głową chłopaka podskakując, wyrzuciłam jedną rękę w górę, bo obydwu nie mogłam z oczywistego powodu, jakim był Krzysiek, i z moich ust wydostało się zwycięskie, przeciągłe „Tak”. Krzysztof wydał z siebie krótkie, przestraszone szczęknięcie tym nagłym ruchem, a ja zaraz zaczęłam go głaskać uspokajająco, śmiejąc się cicho.
— Wierzę, wierzę. Po ochronie wszelakiego rodzaju pajęczaków będę gotowy nawet ci go powierzyć w razie „w” — odpowiedział z uśmiechem. Chyba powinnam dostać jakąś łatkę, naszywkę, przypinkę z napisem „Strażnik Robaków”. Najlepiej w kształcie gwiazdki. I do tego załatwić kapelusz oraz wzorzyste ponczo. I chyba to kiedyś zrobię, choćby po to, żeby zobaczyć minę Vene i usłyszeć jej nerwowy, duszący się śmiech. Nie, no, Izel, zachowaj pozory, że jesteś normalna w paru procentach. No, może w ułamku procenta. — Ale zanim, to w ogóle przydałoby się go ogarnąć — westchnął, a ja kiwnęłam głową ze zrozumieniem. Bo jednak trzeba pójść, wybrać, ogarnąć rzeczy, poznać zwierzaka, itede, itepe. A czasu brak, a chwilami się jest po prostu za leniwym i mówi się, że zrobi się to później, a nagle okazuje się, że minęło jakieś kilka lat i całkowicie się o tym zapomniało.
— Trzymam cię za słowo, Nivan — powiedziałam, szczerząc się, po czym dodałam żartobliwie — Jeśli chcesz, zawsze mogę być upierdliwą przypominajką, jeżeli nie możesz znaleźć motywacji.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owadzia Heidi Klum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Owadzia Heidi Klum. Pokaż wszystkie posty
sobota, 31 marca 2018
wtorek, 27 marca 2018
Owadzia Heidi Klum [19]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Zgrabnie zastukała buciaszkiem, robak zawirował.
— Pół roku — odparła w końcu, na co pokiwałem głową. W sumie to nawet niezły wynik. Jak miałem rybki, to góra dwa tygodnie. Borze, jestem okropnym opiekunem. — Wtedy był wielkości szczura i znacznie lżejszy niż teraz — dodała, na co parsknąłem śmiechem, bo zdecydowanie, zwierzak do lekkich nie należał, chociaż był owadem. Mała sugestia nikomu nie zaszkodzi, prawda? — Jak już zdecydujesz, którego gada chcesz, to chcę go bądź ją poznać. Lubię wszelakie zwierzątka — rzuciła nagle, wzbudzając u mnie lekki uśmiech i skinięcie głową. Dobrze było to słyszeć, większość na hasło „gad” krzywiła się w okamgnieniu i zastanawiała, z której choinki urwałem, że chcę mieć syczące bydle w pokoju. W sumie dziewczyna miała fizia na punkcie robaków i pająków, czego się spodziewałem? — Przysięgam, z ręką na sercu, a raczej rękami wokół Krzyśka, że będę grzeczna i milutka — dopowiedziała jeszcze, oczywiście szczerząc się szerzej, na co pokiwałem głową i zaśmiałem się pod nosem.
— Wierzę, wierzę. Po ochronie wszelakiego rodzaju pajęczaków będę gotowy nawet ci go powierzyć w razie „w” — odparłem z uśmiechem, bo jednak dziewczyna należała do tego typu, który muchy by nie zabił. Ba, zabiłby, ale kogoś, kto by chociażby na tę muchę krzywo łypnął spojrzeniem. — Ale zanim, to w ogóle przydałoby się go ogarnąć — westchnąłem.
Bo ostatnio na nic nie miałem czasu. A już w szczególności ma myślenie o zwierzątku.
— Pół roku — odparła w końcu, na co pokiwałem głową. W sumie to nawet niezły wynik. Jak miałem rybki, to góra dwa tygodnie. Borze, jestem okropnym opiekunem. — Wtedy był wielkości szczura i znacznie lżejszy niż teraz — dodała, na co parsknąłem śmiechem, bo zdecydowanie, zwierzak do lekkich nie należał, chociaż był owadem. Mała sugestia nikomu nie zaszkodzi, prawda? — Jak już zdecydujesz, którego gada chcesz, to chcę go bądź ją poznać. Lubię wszelakie zwierzątka — rzuciła nagle, wzbudzając u mnie lekki uśmiech i skinięcie głową. Dobrze było to słyszeć, większość na hasło „gad” krzywiła się w okamgnieniu i zastanawiała, z której choinki urwałem, że chcę mieć syczące bydle w pokoju. W sumie dziewczyna miała fizia na punkcie robaków i pająków, czego się spodziewałem? — Przysięgam, z ręką na sercu, a raczej rękami wokół Krzyśka, że będę grzeczna i milutka — dopowiedziała jeszcze, oczywiście szczerząc się szerzej, na co pokiwałem głową i zaśmiałem się pod nosem.
— Wierzę, wierzę. Po ochronie wszelakiego rodzaju pajęczaków będę gotowy nawet ci go powierzyć w razie „w” — odparłem z uśmiechem, bo jednak dziewczyna należała do tego typu, który muchy by nie zabił. Ba, zabiłby, ale kogoś, kto by chociażby na tę muchę krzywo łypnął spojrzeniem. — Ale zanim, to w ogóle przydałoby się go ogarnąć — westchnąłem.
Bo ostatnio na nic nie miałem czasu. A już w szczególności ma myślenie o zwierzątku.
Owadzia Heidi Klum [18]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
— Od zawsze zbieram się do zakupu węża, jaszczurki, czy innego gada, ale jakoś mi nie po drodze do tego, więc aktualnie nie, nie mam żadnego towarzystwa — odpowiedział, a ja pokiwałam głową ze zrozumieniem. — Jak długo go masz?
Zwyczajowym odruchem stuknęłam czubkiem buta o podłogę, licząc w głowie dni, od kiedy Krzysiek zawitał do mojej robaczej rodzinki. Po Kalejdoskop, ale przed Erzą.
— Pół roku — odpowiedziałam po dłuższym namyśle oraz obliczeniach. — Wtedy był wielkości szczura i znacznie lżejszy niż teraz — powiedziałam, teatralnie się krzywiąc, a w duszy śmiejąc się po cichu. Gdyby Krzysiek zrozumiał, co mówiłam, pewnie żachnąłby się za to, że śmiałam zasugerować, iż jestgruby ciężki, a potem zrobił sobie z mojego ulubionego swetra podwalinę gniazdka. Valorein dzięki, że Krzysiek nie ogarnia i nie jest człowiekiem.
— Jak już zdecydujesz, którego gada chcesz, to chcę go bądź ją poznać. Lubię wszelakie zwierzątka — powiedziałam z lekkim uśmiechem. Sama miałam kiedyś węża. Dopóki Saffir nie postanowił przeprowadzić na niej eksperymentu i nie sprawił, że Leopold zaczął mieć chrapkę na wszystkie żywe stworzonka, które mogły mu się zmieścić w pysku [a mówiłam bratu, że ma nie eksperymentować na moich zwierzątkach]. — Przysięgam, z ręką na sercu, a raczej rękami wokół Krzyśka, że będę grzeczna i milutka — dodałam, poszerzając uśmiech.
Zwyczajowym odruchem stuknęłam czubkiem buta o podłogę, licząc w głowie dni, od kiedy Krzysiek zawitał do mojej robaczej rodzinki. Po Kalejdoskop, ale przed Erzą.
— Pół roku — odpowiedziałam po dłuższym namyśle oraz obliczeniach. — Wtedy był wielkości szczura i znacznie lżejszy niż teraz — powiedziałam, teatralnie się krzywiąc, a w duszy śmiejąc się po cichu. Gdyby Krzysiek zrozumiał, co mówiłam, pewnie żachnąłby się za to, że śmiałam zasugerować, iż jest
— Jak już zdecydujesz, którego gada chcesz, to chcę go bądź ją poznać. Lubię wszelakie zwierzątka — powiedziałam z lekkim uśmiechem. Sama miałam kiedyś węża. Dopóki Saffir nie postanowił przeprowadzić na niej eksperymentu i nie sprawił, że Leopold zaczął mieć chrapkę na wszystkie żywe stworzonka, które mogły mu się zmieścić w pysku [a mówiłam bratu, że ma nie eksperymentować na moich zwierzątkach]. — Przysięgam, z ręką na sercu, a raczej rękami wokół Krzyśka, że będę grzeczna i milutka — dodałam, poszerzając uśmiech.
Owadzia Heidi Klum [17]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
— Ależ będą winni. Winni zamachu na jedno z najukochańszych stworzeń w uniwersum. — Już naprawdę nie wiem, na co bardziej przewracałem oczami, krzywiłem twarz w aktorskich grymasach i fuczałem pod nosem, na słowa dziewczyny, czy może pyszniącego się w blaskach chwały zwierzaka, który w najlepsze mruczał, piszczał, szczekał, czy co to tam innego robił, bo określić dźwięki przez niego wydawane było rzeczywiście trudno. — No dobrze, niech ci będzie. Jesteś <b>najukochańszym</b> stworzeniem z najukochańszych stworzeń w uniwersum. Zadowolony? — Zdecydowanie i na jedno i na drugie, za wspólne łechtanie sobie ega i radosne skrzeczenie, pragnąc ukazać, jak to ważnym stworzeniem nie był. — I powiedzcie mi, że to nie zachowuje się jak dziecko — dodała ze śmiechem, a ja mogłem tylko pokiwać głową, już z nieco mniejszym entuzjazmem, niż gdy zobaczyłem srebrnego stwora po raz pierwszy. — Tak swoją drogą, a ty nie masz żadnego zwierzaka? — spytała nagle, zbijając mnie nieco z toku rozmyślań. Wziąłem większy wdech, przeciągnąłem się i podrapałem po napiętym karku. Kiedyś głowa mi odleci, przysięgam.
— Od zawsze zbieram się do zakupu węża, jaszczurki, czy innego gada, ale jakoś mi nie po drodze do tego, więc aktualnie nie, nie mam żadnego towarzysza — odparłem, przecierając prawy nadgarstek. — Jak długo go masz?
— Od zawsze zbieram się do zakupu węża, jaszczurki, czy innego gada, ale jakoś mi nie po drodze do tego, więc aktualnie nie, nie mam żadnego towarzysza — odparłem, przecierając prawy nadgarstek. — Jak długo go masz?
Owadzia Heidi Klum [16]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
Obserwowałam reakcje chłopaka, który parsknął śmiechem, kręcąc głową i pochylił się nade mną oraz Krzysiem. Żuczek wlepił swoje oczka w Nivana, przebierając radośnie odnóżami, jakby wiedział, że niebieskowłosy nie powie „nie”, bo „Mi ktoś odmówi? Miiii? Pff, w życiu”.
Oakley udał, że się zastanawia, gdy mi kąciki ust drgały, chcąc unieść się jeszcze wyżej, ale nie były w stanie.
— Tak, raczej tak, w tym wypadku to ja będę latał z dwutonową książką i okładał bogu ducha winne istoty po łbach — odpowiedział w końcu, przewracając oczami i uśmiechnął się do wesołego srebrnika, na co roześmiałam się. Książka od zawsze była najlepszą bronią przeciwko hałaśliwym ludziom. Pod ręką, w miarę ciężka, a zarazem lekka do noszenia i łatwa w obsłudze do ataku.
— Ależ będą winni. Winni zamachu na jedno z najukochańszych stworzeń w uniwersum — powiedziałam z teatralną powagą oraz oburzeniem, a Krzysio ponownie wydał z siebie szczęknięcie połączone z piskiem kaczuszki, przejeżdżając włochatą nóżką po moich dłoniach. Westchnęłam niby męczeńsko i pokiwałam głową z udawaną rezygnacją. — No dobrze, niech ci będzie. Jesteś najukochańszym stworzeniem z najukochańszych stworzeń w uniwersum. Zadowolony? — Podrapałam zwierzaka za rogiem, otrzymując w odpowiedź brzmiącą ni jak zadowolony warkot, ni jak mruczenie. — I powiedzcie mi, że to nie zachowuje się jak dziecko — wymruczałam, śmiejąc się.
— Tak swoją drogą, a ty nie masz żadnego zwierzaka?
Oakley udał, że się zastanawia, gdy mi kąciki ust drgały, chcąc unieść się jeszcze wyżej, ale nie były w stanie.
— Tak, raczej tak, w tym wypadku to ja będę latał z dwutonową książką i okładał bogu ducha winne istoty po łbach — odpowiedział w końcu, przewracając oczami i uśmiechnął się do wesołego srebrnika, na co roześmiałam się. Książka od zawsze była najlepszą bronią przeciwko hałaśliwym ludziom. Pod ręką, w miarę ciężka, a zarazem lekka do noszenia i łatwa w obsłudze do ataku.
— Ależ będą winni. Winni zamachu na jedno z najukochańszych stworzeń w uniwersum — powiedziałam z teatralną powagą oraz oburzeniem, a Krzysio ponownie wydał z siebie szczęknięcie połączone z piskiem kaczuszki, przejeżdżając włochatą nóżką po moich dłoniach. Westchnęłam niby męczeńsko i pokiwałam głową z udawaną rezygnacją. — No dobrze, niech ci będzie. Jesteś najukochańszym stworzeniem z najukochańszych stworzeń w uniwersum. Zadowolony? — Podrapałam zwierzaka za rogiem, otrzymując w odpowiedź brzmiącą ni jak zadowolony warkot, ni jak mruczenie. — I powiedzcie mi, że to nie zachowuje się jak dziecko — wymruczałam, śmiejąc się.
— Tak swoją drogą, a ty nie masz żadnego zwierzaka?
Owadzia Heidi Klum [15]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
— Czy określenie „przyjemny towarzysz” znaczy, że jak jakaś wściekła pannica będzie chciała mi zmiażdżyć Krzysztofa, a mnie, jego obrońcy nie będzie w pobliżu, to uratujesz mojego ukochanego przyjaciela? — rzuciła, kontynuując szczerzenie się od ucha do ucha. Towarzyszyło jej szczeknięcio—pisknięcie ze strony osobnika, który jako tako nas zjednał i na chwilę zakopał topór wojenny związany z owadami i innymi pochodnymi, które równie obrzydliwe co te, wzbudzały krótkie dreszcze przechodzące wzdłuż kręgosłupa. Jeżące włos na karku i te sprawy.
Początkowo tylko prychnąłem śmiechem, kręcąc głową i zginając się lekko nad nastolatką i cudnym zwierzakiem. Krzysiu, zaprawdę powalał swoim całokształtem, nieporadnością i ilością charyzmy, która się z niego wylewała, chociaż nie byłem pewien, czy jest to możliwe w przypadku zmutowanego chroboka.
Oczywiście musiałem udać, że przez chwilę się zastanawiam, rozgarniam wszystkie możliwe wyjścia z danej sytuacji i scenariusze, chociaż odpowiedź była jasna i klarowna, pięknie malowała się przed moimi oczami.
— Tak, raczej tak, w tym wypadku to ja będę latał z dwutonową książką i okładał bogu ducha winne istoty po łbach — odparłem, przewracając oczami i uśmiechając się w stronę srebrnego żuka. Chrabąszcza. Mutanta? Zmutowanego, żuko—chrabąszczo srebrnego stwora, albo inaczej Krzysztofa. Krzysia. Krzysiu, wyraża więcej niż tysiąc słów, tego byłem bardziej niż pewien.
Początkowo tylko prychnąłem śmiechem, kręcąc głową i zginając się lekko nad nastolatką i cudnym zwierzakiem. Krzysiu, zaprawdę powalał swoim całokształtem, nieporadnością i ilością charyzmy, która się z niego wylewała, chociaż nie byłem pewien, czy jest to możliwe w przypadku zmutowanego chroboka.
Oczywiście musiałem udać, że przez chwilę się zastanawiam, rozgarniam wszystkie możliwe wyjścia z danej sytuacji i scenariusze, chociaż odpowiedź była jasna i klarowna, pięknie malowała się przed moimi oczami.
— Tak, raczej tak, w tym wypadku to ja będę latał z dwutonową książką i okładał bogu ducha winne istoty po łbach — odparłem, przewracając oczami i uśmiechając się w stronę srebrnego żuka. Chrabąszcza. Mutanta? Zmutowanego, żuko—chrabąszczo srebrnego stwora, albo inaczej Krzysztofa. Krzysia. Krzysiu, wyraża więcej niż tysiąc słów, tego byłem bardziej niż pewien.
Owadzia Heidi Klum [14]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
— Standardowy wyraz twarzy, nie masz co się martwić, a do tego bardzo ładnie go opisałaś, nie ma co — parsknął, zakładając ręce na piersi, na co uśmiechnęłam się szerzej. Czyli dyrektor zawsze miał kryzys egzystencjalny, dobrze wiedzieć. I tak motylarnii mu nie odpuszczę. Może się wściekać za moją upierdliwość, ale prędzej padnę trupem niżeli się poddam. — Przynajmniej tyle dobrego, że ci pozwolił trzymać tego jakże przyjemnego towarzysza, ma jednak resztki jakiegoś tam człowieczeństwa.
Parsknęłam śmiechem, spoglądając na Krzysia, który przekrzywił łebek. Hej, skoro Ten, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Je Przed Nim Bronić polubił żuczka, to chyba z resztą społeczności awuskiej nie powinno być tak źle, prawda? Najwyżej będę fukać i chronić stworzenie przed wszelakimi środkami owadobójczymi, bratkami i co tam jeszcze stanie na przeszkodzie.
— Czy określenie „przyjemny towarzysz” znaczy, że jak jakaś wściekła pannica będzie chciała mi zmiażdżyć Krzysztofa, a mnie, jego obrońcy nie będzie w pobliżu, to uratujesz mojego ukochanego przyjaciela? — spytałam z szerokim wyszczerzem, wlepiając w niego wzrok, a Krzysiu szczeknął głośno, choć tym razem wyszła mu bardziej gumowa kaczuszka niż szczeniak. No, może przesadzałam z tym, że owad potrzebował stałej ochrony i pewnie coś by wymyślił, ale wolałabym uniknąć sytuacji, w której zostałby skrzywdzony. Albo potencjalna trzecia osoba straciłaby palce, dłoń, stopę, któreś z tych na pewno.
Parsknęłam śmiechem, spoglądając na Krzysia, który przekrzywił łebek. Hej, skoro Ten, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Je Przed Nim Bronić polubił żuczka, to chyba z resztą społeczności awuskiej nie powinno być tak źle, prawda? Najwyżej będę fukać i chronić stworzenie przed wszelakimi środkami owadobójczymi, bratkami i co tam jeszcze stanie na przeszkodzie.
— Czy określenie „przyjemny towarzysz” znaczy, że jak jakaś wściekła pannica będzie chciała mi zmiażdżyć Krzysztofa, a mnie, jego obrońcy nie będzie w pobliżu, to uratujesz mojego ukochanego przyjaciela? — spytałam z szerokim wyszczerzem, wlepiając w niego wzrok, a Krzysiu szczeknął głośno, choć tym razem wyszła mu bardziej gumowa kaczuszka niż szczeniak. No, może przesadzałam z tym, że owad potrzebował stałej ochrony i pewnie coś by wymyślił, ale wolałabym uniknąć sytuacji, w której zostałby skrzywdzony. Albo potencjalna trzecia osoba straciłaby palce, dłoń, stopę, któreś z tych na pewno.
Owadzia Heidi Klum [13]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Krzysiu naprawdę był amatorem atencji i dla chociaż odrobiny uwagi wydawać by się mogło, że byłby w stanie zatańczyć kankana, żonglując nożami i połykając przy okazji ogniste pochodnie, co patrząc na jego budowę ciała, pewnie nie skończyłoby się zbyt dobrze. No, chyba że mutantem był w każdym calu i wszelakie zabawy dostarczające adrenaliny nie były mu straszne.
— Szczerze nie wiem, Mińsk nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie, wypisując mi pozwolenie na ogromnego żuka, a na papiery o motylarnię nawet nie zerknął — odparła, stukając butem o podłogę i nie ukrywając swojego niezadowolenia tym faktem, a ja pokiwałem głową, bo co jak co, ale dyrektor do najbardziej zaangażowanych we wszelakie akcje nie należał i gdyby mógł, to by chyba pozbawił nas praw do jakichkolwiek przyjemności. Zdziadziały facet, który trzepie sobie do Mody Na Skrzydła, ot co. — Co do jego wyrazu twarzy, jeżeli masz wystarczająco dużo wyobraźni, to zobacz jej oczyma minę "Dajcie mi się czegoś napić. Ja pierdolę, kogo ja właściwie uczę? O czym ta smarkula do mnie mówi?" połączone z "Daj mi umrzeć, Stwórco" i "I po co się garnąłem na stołek dyrektorki do tych bachorów?" — Przytaknąłem, bo chyba doskonale znałem już ten wyraz twarzy, mimikę faceta i co to tam jeszcze można dookreślić. Wystarczały dwie wizyty w gabinecie, by zapoznać się z nią bardziej niż dobrze.
— Standardowy wyraz twarzy, nie masz co się martwić, a do tego bardzo ładnie go opisałaś, nie ma co — parsknąłem, zakładając ręce na piersi. — Przynajmniej tyle dobrego, że ci pozwolił trzymać tego jakże przyjemnego towarzysza, ma jednak resztki jakiegoś tam człowieczeństwa — prychnąłem.
— Szczerze nie wiem, Mińsk nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie, wypisując mi pozwolenie na ogromnego żuka, a na papiery o motylarnię nawet nie zerknął — odparła, stukając butem o podłogę i nie ukrywając swojego niezadowolenia tym faktem, a ja pokiwałem głową, bo co jak co, ale dyrektor do najbardziej zaangażowanych we wszelakie akcje nie należał i gdyby mógł, to by chyba pozbawił nas praw do jakichkolwiek przyjemności. Zdziadziały facet, który trzepie sobie do Mody Na Skrzydła, ot co. — Co do jego wyrazu twarzy, jeżeli masz wystarczająco dużo wyobraźni, to zobacz jej oczyma minę "Dajcie mi się czegoś napić. Ja pierdolę, kogo ja właściwie uczę? O czym ta smarkula do mnie mówi?" połączone z "Daj mi umrzeć, Stwórco" i "I po co się garnąłem na stołek dyrektorki do tych bachorów?" — Przytaknąłem, bo chyba doskonale znałem już ten wyraz twarzy, mimikę faceta i co to tam jeszcze można dookreślić. Wystarczały dwie wizyty w gabinecie, by zapoznać się z nią bardziej niż dobrze.
— Standardowy wyraz twarzy, nie masz co się martwić, a do tego bardzo ładnie go opisałaś, nie ma co — parsknąłem, zakładając ręce na piersi. — Przynajmniej tyle dobrego, że ci pozwolił trzymać tego jakże przyjemnego towarzysza, ma jednak resztki jakiegoś tam człowieczeństwa — prychnąłem.
Owadzia Heidi Klum [12]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
Udałam, że nie widziałam zdziwienia malującego się na jego twarzy, gdy z moich ust padło określenie pasujące bardziej do opisu pogody, niżeli stanu, w jakim się znajdowałam. Jednak koniec końców pokiwał głową ze zrozumieniem, a ja uśmiechnęłam się szerzej.
— Dobrze wiedzieć... W sumie chciałbym zobaczyć minę dyrcia, jak mam być szczery i co do sielanki, to spokojnie, znając życie prędzej czy później wszystko runie. — Cóż, co prawda to prawda. I nie wiedziałam, czy bardziej tego oczekuję, czy się obawiam. Pozostańmy przy pokojowym pół na pół. — Jak tam plany zagospodarowania szkolnej motylarni?
Krzyś szczeknął, trącając mnie delikatnie nieostrą częścią rogu, a ja machinalnie zaczęłam go głaskać. Kąciki ust powędrowały jeszcze wyżej.
— Szczerze nie wiem, Mińsk nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie, wypisując mi pozwolenie na ogromnego żuka, a na papiery o motylarnię nawet nie zerknął — ostatnią część zdania wypowiedziałam niezadowolonym tonem i stuknęłam czubkiem stopy o podłogę. — Co do jego wyrazu twarzy, jeżeli masz wystarczająco dużo wyobraźni, to zobacz jej oczyma minę "Dajcie mi się czegoś napić. Ja pierdolę, kogo ja właściwie uczę? O czym ta smarkula do mnie mówi?" połączone z "Daj mi umrzeć, Stwórco" i "I po co się garnąłem na stołek dyrektorki do tych bachorów?" — powiedziałam, wzruszając ramionami.
— Dobrze wiedzieć... W sumie chciałbym zobaczyć minę dyrcia, jak mam być szczery i co do sielanki, to spokojnie, znając życie prędzej czy później wszystko runie. — Cóż, co prawda to prawda. I nie wiedziałam, czy bardziej tego oczekuję, czy się obawiam. Pozostańmy przy pokojowym pół na pół. — Jak tam plany zagospodarowania szkolnej motylarni?
Krzyś szczeknął, trącając mnie delikatnie nieostrą częścią rogu, a ja machinalnie zaczęłam go głaskać. Kąciki ust powędrowały jeszcze wyżej.
— Szczerze nie wiem, Mińsk nie wyglądał na najszczęśliwszego człowieka na świecie, wypisując mi pozwolenie na ogromnego żuka, a na papiery o motylarnię nawet nie zerknął — ostatnią część zdania wypowiedziałam niezadowolonym tonem i stuknęłam czubkiem stopy o podłogę. — Co do jego wyrazu twarzy, jeżeli masz wystarczająco dużo wyobraźni, to zobacz jej oczyma minę "Dajcie mi się czegoś napić. Ja pierdolę, kogo ja właściwie uczę? O czym ta smarkula do mnie mówi?" połączone z "Daj mi umrzeć, Stwórco" i "I po co się garnąłem na stołek dyrektorki do tych bachorów?" — powiedziałam, wzruszając ramionami.
Owadzia Heidi Klum [11]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Znowu ta torba, widocznie nieodłączna część ekwipunku dziewczyny, rzecz, z która najwyraźniej nie miała ochoty zbyt szybko się rozstawać. Znowu te szczupłe paluszki wypijające o nią miarowy rytm, prosty, miły.
— Pomyślmy. Wszyscy arachnofobicy prawdopodobnie mnie nienawidzą, dyrektorowi prawdopodobnie zapadnę w pamięci jako ta w pajęczej pelerynie, która bredziła o jakimś ogromnym srebrnym żuku i motylach… Tak, wiem. Niezłą opinię sobie wyrabiam — odparła ze śmiechem na ustach i kosmykiem na środku twarzy, bo chrabąszcz w najlepsze wił sobie gniazdko z jej włosów. — I... I w sumie tyle. Niebo jest czyste. — Ściągnąłem brwi na jej słowa, udając, że nie zabrzmiało to dziwnie. Wszystko było dziwne. Ona też. Czego się niby spodziewałem? Nie mam zielonego pojęcia. — Chociaż ta swego rodzaju sielanka pewnie mi zbrzydnie prędzej czy później. — Jej monolog był zatrważająco długi i wyczerpujący w porównaniu do mojego, pełen sprecyzowań i widocznej frajdy z tego, co udało jej się do tej pory dokonać. Jednak pokiwałem głową ze zrozumieniem.
— Dobrze wiedzieć... W sumie chciałbym zobaczyć minę dyrcia, jak mam być szczery i co do sielanki, to spokojnie, znając życie prędzej czy później wszystko runie. — Coś czułem, że to prędzej czy później nastąpi szybciej, niż nam się wydaje, ale co ja tam mogłem wiedzieć. — Jak tam plany zagospodarowania szkolnej motylarni?
— Pomyślmy. Wszyscy arachnofobicy prawdopodobnie mnie nienawidzą, dyrektorowi prawdopodobnie zapadnę w pamięci jako ta w pajęczej pelerynie, która bredziła o jakimś ogromnym srebrnym żuku i motylach… Tak, wiem. Niezłą opinię sobie wyrabiam — odparła ze śmiechem na ustach i kosmykiem na środku twarzy, bo chrabąszcz w najlepsze wił sobie gniazdko z jej włosów. — I... I w sumie tyle. Niebo jest czyste. — Ściągnąłem brwi na jej słowa, udając, że nie zabrzmiało to dziwnie. Wszystko było dziwne. Ona też. Czego się niby spodziewałem? Nie mam zielonego pojęcia. — Chociaż ta swego rodzaju sielanka pewnie mi zbrzydnie prędzej czy później. — Jej monolog był zatrważająco długi i wyczerpujący w porównaniu do mojego, pełen sprecyzowań i widocznej frajdy z tego, co udało jej się do tej pory dokonać. Jednak pokiwałem głową ze zrozumieniem.
— Dobrze wiedzieć... W sumie chciałbym zobaczyć minę dyrcia, jak mam być szczery i co do sielanki, to spokojnie, znając życie prędzej czy później wszystko runie. — Coś czułem, że to prędzej czy później nastąpi szybciej, niż nam się wydaje, ale co ja tam mogłem wiedzieć. — Jak tam plany zagospodarowania szkolnej motylarni?
Owadzia Heidi Klum [10]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
Chłopak westchnął cicho, jakby chciał powiedzieć „Dajcie mi zapomnieć o tym błędzie mojego życia”, jednak zaraz zaśmiał się, chowając dłonie w kieszeniach. Zmarszczyłam nos, gdy Krzysiu mnie połaskotał po policzku, a z mojej głowy robił sobie chyba gniazdko. Szopa będzie do ogarnięcia jak nic.
— Nawet nie przypominaj, błędy wieczornych zakładów. — Oh. To wszystko wyjaśnia. Zawsze wina leżała po stronie zakładów. Czasami trochędużo procentów pomagało w zawarciu tych jakże głupich umów, które sprawiały, że człowiekowi potem odechciewało się żyć, żałował i gorąco obiecywał, że nigdy nie tknie alkoholu. — A u panienki Carter? Oprócz sprowadzenia Krzysztofa spotkało cię coś ciekawego?
Postukałam palcami o beżową torbę, w której schowałam aparat i spojrzałam w sufit zamyślona.
— Pomyślmy. Wszyscy arachnofobicy prawdopodobnie mnie nienawidzą, dyrektorowi prawdopodobnie zapadnę w pamięci jako ta w pajęczej pelerynie, która bredziła o jakimś ogromnym srebrnym żuku i motylach... Tak, wiem. Niezłą opinię sobie wyrabiam — zaśmiałam się cicho i zdmuchnęłam kosmyk z twarzy, który został przesunięty przez Krzysia. — I... — przeciągnęłam samogłoskę, zastanawiając się nad dalszą częścią wypowiedzi i ściągnęłam rozrabiającego robaka z mojej głowy, trzymając go w mocnym, ale ostrożnym uścisku. — ...I w sumie tyle. Niebo jest czyste — zakończyłam z uśmiechem. Nie było burzy, nie było śnieżycy, nie było wichury. Było w porządku.
— Chociaż ta swego rodzaju sielanka pewnie mi zbrzydnie prędzej czy później.
— Nawet nie przypominaj, błędy wieczornych zakładów. — Oh. To wszystko wyjaśnia. Zawsze wina leżała po stronie zakładów. Czasami trochę
Postukałam palcami o beżową torbę, w której schowałam aparat i spojrzałam w sufit zamyślona.
— Pomyślmy. Wszyscy arachnofobicy prawdopodobnie mnie nienawidzą, dyrektorowi prawdopodobnie zapadnę w pamięci jako ta w pajęczej pelerynie, która bredziła o jakimś ogromnym srebrnym żuku i motylach... Tak, wiem. Niezłą opinię sobie wyrabiam — zaśmiałam się cicho i zdmuchnęłam kosmyk z twarzy, który został przesunięty przez Krzysia. — I... — przeciągnęłam samogłoskę, zastanawiając się nad dalszą częścią wypowiedzi i ściągnęłam rozrabiającego robaka z mojej głowy, trzymając go w mocnym, ale ostrożnym uścisku. — ...I w sumie tyle. Niebo jest czyste — zakończyłam z uśmiechem. Nie było burzy, nie było śnieżycy, nie było wichury. Było w porządku.
— Chociaż ta swego rodzaju sielanka pewnie mi zbrzydnie prędzej czy później.
Owadzia Heidi Klum [9]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Dziewczyna ze swoim pokracznym podopiecznym tworzyła bardzo przyjemny dla oka duet. Dość zabawny, ale zdecydowanie i przede wszystkim uroczy, bo jak inaczej można nazwać ciągle tulące się do siebie dwa robaczki, jeden srebrniutki jak nowa zastawa, drugi opatulony gąszczem liliowych kosmyków? Gdy teraz pomyślę o dziewczynie, chyba nie będę mógł już wykluczyć sprzed oczu obrazu towarzyszącego jej stworzenia, które radośnie smyrało ją odnóżami po policzkach. Skąd ona go wytrzasnęła?
— Ba, model jak ich mało. Przysięgam, że ma więcej ubrań ode mnie i nadal mu mało — powiedziała, szczerząc się od ucha do ucha, gdy robaczek musnął kończyną jej nos. Bardzo bardzo bardzo uroczy duet. — W ogóle jak życie, panie Oakley? Słyszałam, żeś różowy ostatnio był — dopytała jeszcze, patrząc sugestywnie w górę, na moje włosy. Westchnąłem cicho, zaśmiałem się pod nosem i wepchnąłem dłonie w kieszenie.
— Nawet nie przypominaj, błędy wieczornych zakładów. — A raczej młodości, kiedy to przyszło mi zaznajomić się z Hindusem. Nie no, nie mogę tak mówić, aktualnie znajduję się w takim momencie życia, że bez Yamira chyba bym zginął śmiercią tragiczną już kilka razy i zdecydowanie nie znajdowałbym się w miejscu, w którym jestem teraz. Oczywiście chłopak niósł ze sobą wiele problemów, ale jeszcze więcej atutów. — A u panienki Carter? Oprócz sprowadzenia Krzysztofa spotkało cię coś ciekawego?
— Ba, model jak ich mało. Przysięgam, że ma więcej ubrań ode mnie i nadal mu mało — powiedziała, szczerząc się od ucha do ucha, gdy robaczek musnął kończyną jej nos. Bardzo bardzo bardzo uroczy duet. — W ogóle jak życie, panie Oakley? Słyszałam, żeś różowy ostatnio był — dopytała jeszcze, patrząc sugestywnie w górę, na moje włosy. Westchnąłem cicho, zaśmiałem się pod nosem i wepchnąłem dłonie w kieszenie.
— Nawet nie przypominaj, błędy wieczornych zakładów. — A raczej młodości, kiedy to przyszło mi zaznajomić się z Hindusem. Nie no, nie mogę tak mówić, aktualnie znajduję się w takim momencie życia, że bez Yamira chyba bym zginął śmiercią tragiczną już kilka razy i zdecydowanie nie znajdowałbym się w miejscu, w którym jestem teraz. Oczywiście chłopak niósł ze sobą wiele problemów, ale jeszcze więcej atutów. — A u panienki Carter? Oprócz sprowadzenia Krzysztofa spotkało cię coś ciekawego?
Owadzia Heidi Klum [8]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
Nie wiedziałam, ile podczas tego spotkania obydwoje przewróciliśmy oczami, ale dziwiłam się, że nam gałki jeszcze się nie poluzowały i nie wypadły z oczodołów. Jak dobrze, że tak nie robią… Prawda? To byłoby przerażające, gdyby nagle gałka oczna wyleciałaby, upadając na podłogę, następnie potoczyłaby się pomiędzy nogami i o czym ja w ogóle, do cholery, myślę.
Chłopak oparł dłoń na biodrze, przechylając się mocno niczym kot, a z jego ust wydostał się dźwięczny śmiech. Aż dziwne, że z żarcia się o pająki przeskoczyliśmy do brechtania się z trzydziestocentymetrowego srebrnika i sesji zdjęciowej.
— Miło to słyszeć. Współpraca z Krzysiem to czysta przyjemność, wróżę mu świetlaną przyszłość w modelingu — rzucił, ponownie się śmiejąc, a ja dołączyłam się, po raz enty przewracając oczami. Tak, zdecydowanie z Krzysia był niezły model. Nie bez powodu razem z robaczkiem przybył kufer pełen różnorakich ubranek, żeby żuczek mógł błyszczeć, latać i z dumą się prezentować śmiertelnikom, ciesząc ich oczy. Stworzenie uniosło zadowolone głowę, jakby wiedziało, że właśnie zostało pochwalone. Uśmiechnęłam się i przechyliłam głowę, sprawiając, że zwierzak ni pisnął przestraszony, ni szczeknął oburzony i zjechał mi na ucho, łaskocząc odnóżami szyję.
— Ba, model jak ich mało. Przysięgam, że ma więcej ubrań ode mnie i nadal mu mało — prychnęłam i wyszczerzyłam się, gdy przejechał mi nóżką po nosie. — W ogóle jak życie, panie Oakley? Słyszałam, żeś różowy ostatnio był — spytałam, zerkając na jego włosy.
Chłopak oparł dłoń na biodrze, przechylając się mocno niczym kot, a z jego ust wydostał się dźwięczny śmiech. Aż dziwne, że z żarcia się o pająki przeskoczyliśmy do brechtania się z trzydziestocentymetrowego srebrnika i sesji zdjęciowej.
— Miło to słyszeć. Współpraca z Krzysiem to czysta przyjemność, wróżę mu świetlaną przyszłość w modelingu — rzucił, ponownie się śmiejąc, a ja dołączyłam się, po raz enty przewracając oczami. Tak, zdecydowanie z Krzysia był niezły model. Nie bez powodu razem z robaczkiem przybył kufer pełen różnorakich ubranek, żeby żuczek mógł błyszczeć, latać i z dumą się prezentować śmiertelnikom, ciesząc ich oczy. Stworzenie uniosło zadowolone głowę, jakby wiedziało, że właśnie zostało pochwalone. Uśmiechnęłam się i przechyliłam głowę, sprawiając, że zwierzak ni pisnął przestraszony, ni szczeknął oburzony i zjechał mi na ucho, łaskocząc odnóżami szyję.
— Ba, model jak ich mało. Przysięgam, że ma więcej ubrań ode mnie i nadal mu mało — prychnęłam i wyszczerzyłam się, gdy przejechał mi nóżką po nosie. — W ogóle jak życie, panie Oakley? Słyszałam, żeś różowy ostatnio był — spytałam, zerkając na jego włosy.
poniedziałek, 26 marca 2018
Owadzia Heidi Klum [7]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Mogłem tylko wyobrażać sobie to, jakie cuda na kiju wyprawiał właśnie robak, który prężył się na czubku mojej głowy. Przebierał nóżkami, obkręcał się, przyprawiał dziewczynę o spazmy śmiechu, a ja mogłem tylko przewracać oczami i powtarzać za nią czynność.
— Na świętą Minore, wyglądacie cudownie — parsknęła, ledwo łapiąc dech, z łzami błyszczącymi w oczętach i bananem na twarzy. Dźwięk aparatu rozbrzmiewał w najlepsze, dziewczyna ciągle się przemieszczała, Krzyś tańczył, a ja starałem się nie wybuchnąć gromkim śmiechem i udawać profesjonalistę. — Chyba oprawię sobie w ramkę — wymruczała wreszcie, gdy skończyła i zaczęła przeglądać zrobione zdjęcia w małym ekraniku. Zwierzak zgrabnie przemieścił się z głowy na głowę i również zaczął dokładnie obserwować to, co zrobiła dziewczyna. — Świetnie wyszedłeś. Obydwoje wyszliście. Ale ciebie już nie poklepię po głowie. Pomińmy to, że nie dosięgnę — dodała, gładząc Krzysia po łebku, a ja tylko przewróciłem oczami i zaśmiałem się finalnie, opierając dłoń na biodrze i przechylając się mocno.
— Miło to słyszeć. Współpraca z Krzysiem to czysta przyjemność, wróżę mu świetlaną przyszłość w modelingu — rzuciłem ze śmiechem, chociaż w sumie zdanie było bardziej niż prawdziwe, co z tego, co zobaczyłem kątem oka, to chłopaczyna naprawdę miał szanse na zrobienie kariery. Istna Heidi Klum wśród owadów.
— Na świętą Minore, wyglądacie cudownie — parsknęła, ledwo łapiąc dech, z łzami błyszczącymi w oczętach i bananem na twarzy. Dźwięk aparatu rozbrzmiewał w najlepsze, dziewczyna ciągle się przemieszczała, Krzyś tańczył, a ja starałem się nie wybuchnąć gromkim śmiechem i udawać profesjonalistę. — Chyba oprawię sobie w ramkę — wymruczała wreszcie, gdy skończyła i zaczęła przeglądać zrobione zdjęcia w małym ekraniku. Zwierzak zgrabnie przemieścił się z głowy na głowę i również zaczął dokładnie obserwować to, co zrobiła dziewczyna. — Świetnie wyszedłeś. Obydwoje wyszliście. Ale ciebie już nie poklepię po głowie. Pomińmy to, że nie dosięgnę — dodała, gładząc Krzysia po łebku, a ja tylko przewróciłem oczami i zaśmiałem się finalnie, opierając dłoń na biodrze i przechylając się mocno.
— Miło to słyszeć. Współpraca z Krzysiem to czysta przyjemność, wróżę mu świetlaną przyszłość w modelingu — rzuciłem ze śmiechem, chociaż w sumie zdanie było bardziej niż prawdziwe, co z tego, co zobaczyłem kątem oka, to chłopaczyna naprawdę miał szanse na zrobienie kariery. Istna Heidi Klum wśród owadów.
niedziela, 25 marca 2018
Owadzia Heidi Klum [6]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
— Tylko poczekaj, lewy profil mam lepszy. — Roześmiałam się, obserwując, jak chłopak się obraca, pokazując swój „lepszy profil”. Żuczek rozejrzał się, na początku nie rozumiejąc, co się działo i starał się utrzymać równowagę na głowie chłopaka. — Krzysiu, uśmiechnij się ładnie, będziemy sławni.
Robaczek spojrzał na mnie swoimi guzikowatymi oczkami, zobaczył w moich dłoniach aparat i w mig pojął, co się szykowało. Krzysztof uniósł głowę i rozłożył skrzydła, chcąc przybrać jakąś majestatyczną pozę. Nie potrafiłam stłumić chichotu, który wyrywał się z moich trzewi, koniecznie pragnąc się wydostać na zewnątrz.
— Na świętą Minore, wyglądacie cudownie — powiedziałam, trzęsąc się ze śmiechu, a w kącikach moich oczu zgromadziły się łzy rozbawienia oraz radości. Musiałam się opanować, żeby ręce przestały mi drżeć, inaczej zdjęcie wyszłoby rozmazane. A chciałam uchwycić ten moment w jak najlepszej jakości, z każdym szczegółem, jakimi były uniesione przednie nóżki Krzysia, skrzydła oraz pancerzyk, dumny Oakley z tym standardowym dla siebie szczwanym uśmiechem, obecnie zawierającym dodatkowo dużo dobrego humoru. Pstrykając zdjęcia, miałam gdzieś, że Nivan miał lepszy lewy profil, i zrobiłam z różnych stron, obserwując, jak moja dwójka modelów zmienia pozy. Skończyło się na więcej niż jednym, ale to było zbyt piękne, żeby zrobić tylko jedno. — Chyba oprawię sobie w ramkę — wymruczałam, przeglądając obrazki z szerokim wyszczerzem, a Krzysio przeleciał z głowy niebieskowłosego na moją, żeby wepchnąć mi się i wlepić swoje ślepia w ekranik urządzenia. Poklepałam żuczka po pancerzu.
— Świetnie wyszedłeś. Obydwoje wyszliście. Ale ciebie już nie poklepię po głowie. Pomińmy to, że nie dosięgnę.
Robaczek spojrzał na mnie swoimi guzikowatymi oczkami, zobaczył w moich dłoniach aparat i w mig pojął, co się szykowało. Krzysztof uniósł głowę i rozłożył skrzydła, chcąc przybrać jakąś majestatyczną pozę. Nie potrafiłam stłumić chichotu, który wyrywał się z moich trzewi, koniecznie pragnąc się wydostać na zewnątrz.
— Na świętą Minore, wyglądacie cudownie — powiedziałam, trzęsąc się ze śmiechu, a w kącikach moich oczu zgromadziły się łzy rozbawienia oraz radości. Musiałam się opanować, żeby ręce przestały mi drżeć, inaczej zdjęcie wyszłoby rozmazane. A chciałam uchwycić ten moment w jak najlepszej jakości, z każdym szczegółem, jakimi były uniesione przednie nóżki Krzysia, skrzydła oraz pancerzyk, dumny Oakley z tym standardowym dla siebie szczwanym uśmiechem, obecnie zawierającym dodatkowo dużo dobrego humoru. Pstrykając zdjęcia, miałam gdzieś, że Nivan miał lepszy lewy profil, i zrobiłam z różnych stron, obserwując, jak moja dwójka modelów zmienia pozy. Skończyło się na więcej niż jednym, ale to było zbyt piękne, żeby zrobić tylko jedno. — Chyba oprawię sobie w ramkę — wymruczałam, przeglądając obrazki z szerokim wyszczerzem, a Krzysio przeleciał z głowy niebieskowłosego na moją, żeby wepchnąć mi się i wlepić swoje ślepia w ekranik urządzenia. Poklepałam żuczka po pancerzu.
— Świetnie wyszedłeś. Obydwoje wyszliście. Ale ciebie już nie poklepię po głowie. Pomińmy to, że nie dosięgnę.
sobota, 24 marca 2018
Owadzia Heidi Klum [5]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
— Mógłby się pochorować tak czy siak. Włącza mi się tryb matki, gdy Krzysio poznaje kogoś nowego, okej? Nie oceniaj — powiedziała, na co mi zostało pokiwać głową, bo jednak dziewczyna miała rację i rzeczywiście chemikalia jednak mogły na niego źle wpłynąć. No i nie miałem najmniejszej ochoty jej oceniać, już to zrobiłem przy ostatnim spotkaniu, wiedziałem, że lubi owady, tyle mi wystarczało, żeby móc zrozumieć jej strach o srebrnego chrząszcza. Nagle mruknęła coś pod nosem, niby do mnie, niby do siebie, ale jednak byłem zbyt zajęty uważaniem na dotyk stworzenia, bo kto wie, może jednak postanowi pozbawić mnie ucha, albo połowy włosów na głowie? Przestał w pewnym momencie, co dość mnie zaniepokoiło, zawarczał i naprawdę, miałem ochotę wiać, byle przeżyć atak rozjuszonego mutanta. — Pozwolisz, że zrobię zdjęcie? — rzuciła, wyciągając przy okazji aparat i przeciągając sznurek od niego wokół ręki. Uniosłem brwi, rzeczywiście, wyjątkowy widok.
— Tylko poczekaj, lewy profil mam lepszy — żachnąłem, obracając się i pusząc dumnie z robakiem dreptającym dalej gdzieś w okolicach ciemiączka. Miałem ochotę roześmiać się radośnie i naprawdę, fakt, że mogła sprzedać to Herze, jakoś mało mnie interesował. Wiedziałem, że i tak chodzi jej tylko i wyłącznie o zdjęcie stworzenia, ale mimo wszystko dodanie chwili odrobiny humoru nie brzmiało nigdy źle. — Krzysiu, uśmiechnij się ładnie, będziemy sławni.
— Tylko poczekaj, lewy profil mam lepszy — żachnąłem, obracając się i pusząc dumnie z robakiem dreptającym dalej gdzieś w okolicach ciemiączka. Miałem ochotę roześmiać się radośnie i naprawdę, fakt, że mogła sprzedać to Herze, jakoś mało mnie interesował. Wiedziałem, że i tak chodzi jej tylko i wyłącznie o zdjęcie stworzenia, ale mimo wszystko dodanie chwili odrobiny humoru nie brzmiało nigdy źle. — Krzysiu, uśmiechnij się ładnie, będziemy sławni.
Owadzia Heidi Klum [4]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
Nie wyglądał na zdenerwowanego faktem, że na jego włosach siedział zachwycony żuk i badał swoimi włochatymi odnóżami każdy centymetr powierzchni głowy. Przynajmniej tyle dobrego. Westchnęłam ciężko, ale w końcu się uśmiechnęłam lekko odrobinę rozbawiona, rezygnując z dalszego przekonywania Krzysia, że powinien zejść z jego głowy.
— Najwidoczniej wie, co dobre, prawda, Krzysiu? — Parsknęłam śmiechem, kręcąc głową, gdy nagle walnął mnie komizm sytuacji. Srebrnik szczeknął głośno, jakby chciał potwierdzić słowa chłopaka, a ja spojrzałam na swojego zwierzaka wzrokiem mówiącym „Naprawdę, Krzysztof? Naprawdę?”. — Wiesz, może i chowam, ale upewnię cię, że nie mam w zwyczaju krzywdzić cudzych zwierzątek, szczególnie takich. Nawet gdyby, to chyba raczej na nim taki środek nie zrobiłby zbyt dużego wrażenia, nie uważasz?
Wzruszyłam ramionami.
— Mógłby się pochorować tak czy siak. Włącza mi się tryb matki, gdy Krzysio poznaje kogoś nowego, okej? Nie oceniaj — dodałam szybko, widząc jego wzrok, a kąciki moich ust mimowolnie powędrowały wyżej. Krzysztof zachowywał się jak bachor. Rozpieszczony, ciekawski, nazbyt ciekawy i zazdrosny bachor. — Gdybyś tylko Evive tak lubił, a nie — burknęłam z lekka niezadowolonym tonem, a stworzenie jak na zawołanie zawarczał cicho, słysząc przezwisko brunetki i zaczął się rozglądać, zaprzestając jeżdżenia nóżkami po Oakleyu, jakby jego nemezis miała wyjść zza rogu, a następnie mnie porwać. Po raz kolejny przewróciłam oczami, kręcąc głową. Wszechświat chyba się ze mnie nabija.
Wyciągnęłam aparat z torby, stwierdzając, że trzeba zrobić pierwsze zdjęcie Krzysiowi w AWU, a że znajdował się akurat na głowie Nivana, to już inna sprawa.
— Pozwolisz, że zrobię zdjęcie? — Okręciłam linkę od urządzenia wokół nadgarstka, zerkając na chłopaka.
— Najwidoczniej wie, co dobre, prawda, Krzysiu? — Parsknęłam śmiechem, kręcąc głową, gdy nagle walnął mnie komizm sytuacji. Srebrnik szczeknął głośno, jakby chciał potwierdzić słowa chłopaka, a ja spojrzałam na swojego zwierzaka wzrokiem mówiącym „Naprawdę, Krzysztof? Naprawdę?”. — Wiesz, może i chowam, ale upewnię cię, że nie mam w zwyczaju krzywdzić cudzych zwierzątek, szczególnie takich. Nawet gdyby, to chyba raczej na nim taki środek nie zrobiłby zbyt dużego wrażenia, nie uważasz?
Wzruszyłam ramionami.
— Mógłby się pochorować tak czy siak. Włącza mi się tryb matki, gdy Krzysio poznaje kogoś nowego, okej? Nie oceniaj — dodałam szybko, widząc jego wzrok, a kąciki moich ust mimowolnie powędrowały wyżej. Krzysztof zachowywał się jak bachor. Rozpieszczony, ciekawski, nazbyt ciekawy i zazdrosny bachor. — Gdybyś tylko Evive tak lubił, a nie — burknęłam z lekka niezadowolonym tonem, a stworzenie jak na zawołanie zawarczał cicho, słysząc przezwisko brunetki i zaczął się rozglądać, zaprzestając jeżdżenia nóżkami po Oakleyu, jakby jego nemezis miała wyjść zza rogu, a następnie mnie porwać. Po raz kolejny przewróciłam oczami, kręcąc głową. Wszechświat chyba się ze mnie nabija.
Wyciągnęłam aparat z torby, stwierdzając, że trzeba zrobić pierwsze zdjęcie Krzysiowi w AWU, a że znajdował się akurat na głowie Nivana, to już inna sprawa.
— Pozwolisz, że zrobię zdjęcie? — Okręciłam linkę od urządzenia wokół nadgarstka, zerkając na chłopaka.
Owadzia Heidi Klum [3]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Mina dziewczyny wyrażała więcej niż tysiąc słów. A to przewrócenie oczętami, a to grymasy, krzywienie się. Podrapała zwierzaka za czymś przypominającym róg i poprawiła się w miejscu, dalej przytulając mutanta do piersi.
— No, nie wiem, Ty, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Je Przed Nim Bronić. Wcale nie mam wrażenia, że chowasz jakiś środek owadobójczy czy coś — fuknęła, przewracając oczami i wróciła do gromienia mnie wzrokiem pewnym nieufności i zdenerwowania. — To jest Krzysiu i dopóki nie zrobisz mu czegoś, co mu się nie spodoba, to zachowasz palce. Obecnie co najwyżej może się do ciebie przyczepić i… — Krzysiu. Nie no, jak kto woli. W sumie to zwierzak nawet wyglądał na takiego typowego Krzysia. Nieogarniętego, dziwnego, nieco wciętego Krzyśka. O czym ja w ogóle pieprzę. Nie zdążyłem nawet dokończyć myśli, bo srebrny cudak wyrwał się z uścisku Izel i podleciał do mnie, by osiąść na mojej głowie i zacząć przebierać odnóżami przez świeżo pofarbowane włosy. — …Zmacać cię od ramion w górę jak teraz. — Dziewczyna przebiegła swoimi palcami przez fioletowe kosmyki i jęknęła zrezygnowana. — Trochę martwi mnie to, że ciebie lubi. — Parsknąłem śmiechem, korzystając w najlepsze z darmowego masażera, który, co prawda swoje ważył, ale mimo wszystko przyjemnie było z myślą, że na czubku głowy tarmosi mi się właśnie chrobok rozmiarami przypominający małego kundelka.
— Najwidoczniej wie, co dobre, prawda, Krzysiu? — odparłem z uśmiechem, sięgając do góry i klepiąc zwierzaka dwoma palcami po pancerzu. Krzysztof z uwagą badał moją głowę, widocznie mało co robiąc sobie ze wzroku właścicielki. — Wiesz, może i chowam, ale upewnię cię, że nie mam w zwyczaju krzywdzić cudzych zwierzątek, szczególnie takich. Nawet gdyby, to chyba raczej na nim taki środek nie zrobiłby zbyt dużego wrażenia, nie uważasz? — Parsknąłem śmiechem, czując, jak włochate odnóże smyra mnie gdzieś pod żuchwą.
— No, nie wiem, Ty, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Je Przed Nim Bronić. Wcale nie mam wrażenia, że chowasz jakiś środek owadobójczy czy coś — fuknęła, przewracając oczami i wróciła do gromienia mnie wzrokiem pewnym nieufności i zdenerwowania. — To jest Krzysiu i dopóki nie zrobisz mu czegoś, co mu się nie spodoba, to zachowasz palce. Obecnie co najwyżej może się do ciebie przyczepić i… — Krzysiu. Nie no, jak kto woli. W sumie to zwierzak nawet wyglądał na takiego typowego Krzysia. Nieogarniętego, dziwnego, nieco wciętego Krzyśka. O czym ja w ogóle pieprzę. Nie zdążyłem nawet dokończyć myśli, bo srebrny cudak wyrwał się z uścisku Izel i podleciał do mnie, by osiąść na mojej głowie i zacząć przebierać odnóżami przez świeżo pofarbowane włosy. — …Zmacać cię od ramion w górę jak teraz. — Dziewczyna przebiegła swoimi palcami przez fioletowe kosmyki i jęknęła zrezygnowana. — Trochę martwi mnie to, że ciebie lubi. — Parsknąłem śmiechem, korzystając w najlepsze z darmowego masażera, który, co prawda swoje ważył, ale mimo wszystko przyjemnie było z myślą, że na czubku głowy tarmosi mi się właśnie chrobok rozmiarami przypominający małego kundelka.
— Najwidoczniej wie, co dobre, prawda, Krzysiu? — odparłem z uśmiechem, sięgając do góry i klepiąc zwierzaka dwoma palcami po pancerzu. Krzysztof z uwagą badał moją głowę, widocznie mało co robiąc sobie ze wzroku właścicielki. — Wiesz, może i chowam, ale upewnię cię, że nie mam w zwyczaju krzywdzić cudzych zwierzątek, szczególnie takich. Nawet gdyby, to chyba raczej na nim taki środek nie zrobiłby zbyt dużego wrażenia, nie uważasz? — Parsknąłem śmiechem, czując, jak włochate odnóże smyra mnie gdzieś pod żuchwą.
piątek, 23 marca 2018
Owadzia Heidi Klum [2]
Etykiety:
Izel Carter,
Owadzia Heidi Klum
Chłopak głośno prychnął na moje słowa, a ja w tym czasie chwyciłam Krzysztofa, który rwał się, żeby dotknąć swoimi włochatymi odnóżami włosów Nivana. Ja rozumiem, że zdecydowana większość mojej rodziny ma niebieskie włosy i bardzo je lubisz, ale Krzysiek, nie wolno. Wiercił się w moich ramionach, oglądając go z każdej strony i machała swoimi kończynami.
— Krzywdę? Jemu? Wygląda i zachowuje się świetnie, w przeciwieństwie do tych zasranych pająków, czemu miałbym zrobić mu krzywdę, co? — Przewróciłam oczami, prychając i podrapałam Krzysztofa w za rogiem. — Co to tak właściwie jest i dlaczego odnoszę wrażenie, że lada chwila upierdoli mi palca?
Uśmiechnęłam się niewinnie, mrugając oczami i zastanawiałam się, czy nie wyłożyć mu bardzo długiego wykładu na temat srebrników flyxijskich, ale wtedy niepotrzebnie zbyt dużo kart włożyłabym mu do łap. Bo kto wie? Lepiej być ubezpieczonym.
— No, nie wiem, Ty, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Je Przed Nim Bronić. Wcale nie mam wrażenia, że chowasz jakiś środek owadobójczy czy coś — odpowiedziałam nieco zgryźliwym tonem, ponownie przewracając oczami. — To jest Krzysiu i dopóki nie zrobisz mu czegoś, co mu się nie spodoba, to zachowasz palce. Obecnie co najwyżej może się do ciebie przyczepić i... — Krzysio wykorzystał lukę w moim uścisku, wyrywając się i jako lądowisko wybrał sobie głowę Oakleya, z ciekawością tykając jego czuprynę, uszy, kark oraz twarz. — ...Zmacać cię od ramion w górę jak teraz. — Przeczesałam nerwowym gestem fioletowe kłaki i jęknęłam. — Trochę martwi mnie to, że ciebie lubi.
— Krzywdę? Jemu? Wygląda i zachowuje się świetnie, w przeciwieństwie do tych zasranych pająków, czemu miałbym zrobić mu krzywdę, co? — Przewróciłam oczami, prychając i podrapałam Krzysztofa w za rogiem. — Co to tak właściwie jest i dlaczego odnoszę wrażenie, że lada chwila upierdoli mi palca?
Uśmiechnęłam się niewinnie, mrugając oczami i zastanawiałam się, czy nie wyłożyć mu bardzo długiego wykładu na temat srebrników flyxijskich, ale wtedy niepotrzebnie zbyt dużo kart włożyłabym mu do łap. Bo kto wie? Lepiej być ubezpieczonym.
— No, nie wiem, Ty, Który Nie Cierpi Pająków i Trzeba Je Przed Nim Bronić. Wcale nie mam wrażenia, że chowasz jakiś środek owadobójczy czy coś — odpowiedziałam nieco zgryźliwym tonem, ponownie przewracając oczami. — To jest Krzysiu i dopóki nie zrobisz mu czegoś, co mu się nie spodoba, to zachowasz palce. Obecnie co najwyżej może się do ciebie przyczepić i... — Krzysio wykorzystał lukę w moim uścisku, wyrywając się i jako lądowisko wybrał sobie głowę Oakleya, z ciekawością tykając jego czuprynę, uszy, kark oraz twarz. — ...Zmacać cię od ramion w górę jak teraz. — Przeczesałam nerwowym gestem fioletowe kłaki i jęknęłam. — Trochę martwi mnie to, że ciebie lubi.
czwartek, 22 marca 2018
Owadzia Heidi Klum [1]
Etykiety:
Nivan Oakley,
Owadzia Heidi Klum
Nie licząc tego, że dosłownie wszystko się popierdoliło, to było nawet znośnie i dało się przetrwać te nieszczęsne tygodnie, a to unikając zawiedzionego moją osobą Yamira, a to zwiewając przed zrezygnowaną i zdenerwowaną Przewalską, a to wpadając na zupełnie psychopatycznego gówniarza z pierwszej klasy, który na starcie podniósł mi ciśnienie, ale jednocześnie niezwykle zaintrygował, a to zastanawiając się, co zrobić, żeby nie zwariować przez Hopecrafta, a raczej szepty o nim, bo trzy czwarte szkoły (możliwe, że w tym wszystkim i ja) miało na jego punkcie świra.
Dlatego chwilka odpoczynku, gdy mogłem złapać odrobinę samotności na, o ironio, korytarzu, była niczym wybawienie. Na horyzoncie nie było nikogo znajomego, plotkowano Heather, która to właśnie dość niedawno wróciła, a ja czułem wolność w czystej postaci. No, dopóki wokół mnie nie zaczął latać bliżej niezidentyfikowany, srebrny owad wielkości małego psa. I chyba byłem już nawet bardziej niż pewien, do kogo owy wybryk natury należał.
— Krzysztof! — Przewróciłem oczami i nie wiem, czy przez głos dziewczyny, czy dość nietypowe imię tego fruwającego monstrum, które aktualnie bardzo dokładnie mnie obserwowało. — Nie witaj się z ludźmi, którzy mogą ci zrobić krzywdę — rzuciła fioletowo włosa, wywołując u mnie głośne prychnięcie.
— Krzywdę? Jemu? Wygląda i zachowuje się świetnie, w przeciwieństwie do tych zasranych pająków, czemu miałbym zrobić mu krzywdę, co? — parsknąłem, obserwując zwierzątko. Zwierzę. Bydle, cholera jasna, bądźmy szczerzy. — Co to tak właściwie jest i dlaczego odnoszę wrażenie, że lada chwila upierdoli mi palca?
Dlatego chwilka odpoczynku, gdy mogłem złapać odrobinę samotności na, o ironio, korytarzu, była niczym wybawienie. Na horyzoncie nie było nikogo znajomego, plotkowano Heather, która to właśnie dość niedawno wróciła, a ja czułem wolność w czystej postaci. No, dopóki wokół mnie nie zaczął latać bliżej niezidentyfikowany, srebrny owad wielkości małego psa. I chyba byłem już nawet bardziej niż pewien, do kogo owy wybryk natury należał.
— Krzysztof! — Przewróciłem oczami i nie wiem, czy przez głos dziewczyny, czy dość nietypowe imię tego fruwającego monstrum, które aktualnie bardzo dokładnie mnie obserwowało. — Nie witaj się z ludźmi, którzy mogą ci zrobić krzywdę — rzuciła fioletowo włosa, wywołując u mnie głośne prychnięcie.
— Krzywdę? Jemu? Wygląda i zachowuje się świetnie, w przeciwieństwie do tych zasranych pająków, czemu miałbym zrobić mu krzywdę, co? — parsknąłem, obserwując zwierzątko. Zwierzę. Bydle, cholera jasna, bądźmy szczerzy. — Co to tak właściwie jest i dlaczego odnoszę wrażenie, że lada chwila upierdoli mi palca?
Subskrybuj:
Posty (Atom)