Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masz bardzo ładne oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masz bardzo ładne oczy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 lutego 2018

Masz bardzo ładne oczy [X]

Jak się okazało, dziewczyna nie postanowiła zostać mi dłużna i taka wymemłana, zawinięta w koc, z rozwianym włosem i obolałym spojrzeniem, zaczęła się do mnie zbliżać. Dość smętnym, bo pewnie uważającym, by nie wywołać ataków bólu brzucha, krokiem, ale jednak nie mogłem zaprzeczyć, mimo wszystko było w nim coś dumnego, jakaś namiastka gracji i wandziowatości. Nivan miał rację, ustawiona dziewczynka, córeczka polityka, która od zawsze była jak od najdokładniejszej linijeczki.
Jednak przymknąłem oczy i uśmiechnąłem się delikatnie, gdy zawinęła włosy za uszy i nachyliła się nade mną, z szelmowskim uśmiechem, łobuzerskim nastawieniem i szczyptą ponętności.
— Bardzo chętnie skorzystam z propozycji — mruknęła, wywołując krótki dreszcz na długości całego kręgosłupa. Już po chwili znalazła się tuż przy drzwiach, całkowicie gubiąc gdzieś po drodze ten cały uwodzicielski ton, którym zdecydowanie chciała zagrać mi na emocjach. — Ale niestety, czas goni, lekcje same się nie zrobią, a książki nie przeczytają, przykro mi — powiedziała, wzdychając po chwili. — Pozdrów ode mnie Niva, gdy wróci. — Kiwnąłem głową, gdy dziewczyna na mnie spojrzała, bo myślę, że bucowi nawet w chwili przysłowiowego focha zrobi się nieco lżej na sercu, gdy usłyszy, że jednak komuś na kim ździebko zależy i ktoś o nim pamięta.
— Dzięki za zaopiekowanie się mną — powiedziała z charakterystycznym pomrukiem w głosie, wyrywając mnie przy okazji z błogiego rozmyślania i za chwilę znowu odsyłając w inny wymiar za pomocą krótkiego, niepozornego puszczenia oczka. Po chwili opuściła pokój, zostawiając mnie w kropce, z niezłym mętlikiem w głowie i widokiem zielonych oczu, który ciągle wizualizował mi się w głowie.

czwartek, 22 lutego 2018

Masz bardzo ładne oczy [32]

Pokiwał głową i obrócił się w moją stronę całym sobą z uśmiechem wymalowanym na twarzy oraz drobnym rumieńcem, którego nie mogłam nie zauważyć. Odwzajemniłam uśmiech.
— Rozumiem, nie naciskam, ale wiesz, drzwi zawsze stoją szerokim otworem, tak na wszelki — oświadczył, a później, przysięgam, puścił do mnie oko i pokazał białe zęby w szelmowskim uśmieszku.
A więc tak graliśmy.
Również się uśmiechnęłam, również szelmowsko i dumnie, aby powoli wstać z łóżka i podejść do Yamira leniwym, kocim krokiem, uważnie stawiając każdy krok, nie spiesząc się nigdzie, bo po co, przecież nikt mnie nie gonił. I tak wyglądała każda czynność, schowanie włosów za ucho, pochylenie się nad nim, by móc wyszeptać mu kilka słówek do ucha.
— Bardzo chętnie skorzystam z propozycji — mruknęłam, a po chwili, powracając do normalnych ruchów, obróciłam się prędko na pięcie, zostawiając chłopaka w tyle.
Kilka kroków i już stałam przy drzwiach.
— Ale niestety, czas goni, lekcje same się nie zrobią, a książki nie przeczytają, przykro mi — stwierdziłam, wzdychając teatralnie i po raz ostatni spoglądając na Yamira. — Pozdrów ode mnie Niva, gdy wróci.
I już łapałam za klamkę, już miałam wychodzić, ale do głowy wpadł jeszcze jeden pomysł, możliwe, że drobny, zabawowy pstryczek w nos, wręcz zachęcający do dalszej zabawy, ale już nie tego dnia. Spojrzałam na niego kątem oka.
— Dzięki za zaopiekowanie się mną — mruknęłam z uśmiechem i, oczywiście, puściłam mu oczko.

Masz bardzo ładne oczy [31]

Stukający palec, który natarczywie stukał i który natarczywie starałem się zignorować, bo inaczej doprowadziłby mnie do szału, istnej furii, czy czegokolwiek innego o znaczeniu mniej lub bardziej negatywny. Jednak już po chwili, jak na zawołanie zaprzestała i usadowiła rzuciła się na łóżko, śmiejąc się pod tym swoim zadartym noskiem.
— Jest aż tak upierdliwy? — Pokręciłem z niedowierzaniem, bo sądziłem, że ta oczywista oczywistość jest już dziewczynie znana. Jak widać, myliłem się i Nivan ładnie sobie zagrał. — Przepraszam, głupie pytanie, oczywiście, że jest. Ale uwielbiany — dopowiedziała, co już bardziej mi się spodobało, bo rzeczywiście, miała jako taką rację. Uwielbiany był, szczególnie, często bez wzajemności, ale jednak. No, nie licząc wyjątków, w których było na odwrót. — A ja z tobą, jak mogłabym tu pewnie spędzić wieczność, bo jest spokojnie, to na noc nie zostanę, przepraszam — dodała, znowu się śmiejąc i znowu przyprawiając mnie o uśmiech z delikatnymi rumieńcami. Pokiwałem głową i znowu odwróciłem się całym ciałem do dziewczyny.
— Rozumiem, nie naciskam, ale wiesz, drzwi zawsze stoją szerokim otworem, tak na wszelki. — Miałem ochotę strzelić sobie w łeb, kiedy mimowolnie puściłem jej oczko i uśmiechnąłem się, niby zawadiacko, niby zwyczajnie, niby nikt nie wie, o co chodzi.

środa, 21 lutego 2018

Masz bardzo ładne oczy [30]

Spojrzał na mnie kątem oka, zdecydowanie zdziwiony i oburzony, a ja w odpowiedzi na jego minę po prostu parsknęłam nerwowym śmiechem, chowając przy tym niesforne pasmo włosów za ucho, a sam również się zaśmiał, obracając się całą twarzą do mnie. Pokręcił głową, uśmiechając się niedowierzająco, a ja tylko wzruszyłam nieśmiało ramionami i uciekłam wzrokiem od tych złotów oczu, ewidentnie rozbawionych.
— Jakbyś mi przeszkadzała, to nawet nie znalazłabyś się w tym pokoju, zacznijmy od tego, dobrze? — fuknął w końcu, zakładając nogę na nogę i rozsiadając się pewniej na krześle. Ponownie wzruszyłam ramionami i zastukałam kilka razy o parapet palcem. Tik nerwowy zdecydowanie ostatnio się nasilił, nie zaprzeczę. — Jesteś tu przeze mnie chętniej widywana, niż Oakley, serio, siedź do woli — oświadczył, parskając śmiechem, a ja jak na komendę podeszłam do łóżka i usiadłam padłam na nie, wzdychając głośno i również z moich ust wydobyło się ciche parsknięcie.
— Jest aż tak upierdliwy? — zapytałam, po chwili się reflektując. — Przepraszam, głupie pytanie, oczywiście, że jest. Ale uwielbiany — zauważyłam, uśmiechając się szeroko. — A ja z tobą, jak mogłabym tu pewnie spędzić wieczność, bo jest spokojnie, to na noc nie zostanę, przepraszam — dodałam po chwili, już po raz setny, tysięczny parskając głośnym śmiechem, tym razem zasłaniając dłonią twarz.

Masz bardzo ładne oczy [29]

— Nivan wspominał, że rysujesz — wyszeptała, a ja znowu przewróciłem oczami, bo o czym to on nie mówił. Swoją drogą, nie pozostawałem mu dłużny, sekrety i sekreciki Nivana wypisywane i mówione innym osobom były już chyba w mojej codziennej rutynie. — Podobno też jest królikiem doświadczalnym, chociaż uważam, że z takimi wzorami to nic złego — dodała, na co parsknąłem śmiechem, bo tak, była to najprawdziwsza prawda i niejednokrotnie niebiesko różowo włosy kończył z henną na ramieniu, udzie, czy plecach, gdzie bądź, jak bądź. Na szyi też bywało, w końcu chciałem jako tako rozgarnąć każdą część ludzkiego ciała, wiedzieć, jak nakładać, żeby nie popsuć efektu.
Przewalska ze spokojem wpatrywała się w moją żmudną pracę, dużo lenistwa i mało pośpiechu poprzecinane przerwami na piwo z Oakleyem, co było doskonale widoczne przez niedokończone części rysunków. Ba, całe prace.
— W sumie to chyba powinnam się zbierać... — powiedziała nagle, gdy wróciła do okna i wystukała tajemniczy rytm, możliwe, że jakiś sygnał [nie] tymi swoimi szczupłymi palcami o parapet. — Jakbym ci przeszkadzała to mów, nie mam z tym problemu, serio... — Gdy dziewczyna rzuciła takim komentarzem, ja mogłem tylko spojrzeć na nią z wysoko uniesionymi brwiami i parsknąć śmiechem, chociaż powiem szczerze, oburzenia nie ukrywałem.
— Jakbyś mi przeszkadzała, to nawet nie znalazłabyś się w tym pokoju, zacznijmy od tego, dobrze? — fuknąłem, obracając się w stronę dziewczyny i zakładając nogę na nogę. — Jesteś tu przeze mnie chętniej widywana, niż Oakley, serio, siedź do woli.

wtorek, 20 lutego 2018

Masz bardzo ładne oczy [28]

Drgnął, aby chwilę później pokiwać głową i uśmiechnąć się delikatnie (choć cały czas z ewidentnym skupienie wymalowanym na twarzy), a ja odwzajemniłam się tym samym, w ciszy obserwując jego poczynania z płatkami chryzantem widniejących na papierze. Odsunęłam się troszkę w bok, nie chcąc jednak wchodzić biednemu chłopakowi na plecy i wyprostowałam się (zdecydowanie zdrowsze dla mojego kręgosłupa), cały czas utrzymując wzrok na kartce i pracującej dłoni zręcznie trzymającej ołówek.
— Nivan wspominał, że rysujesz — szepnęłam cicho, bardziej dla siebie niż dla niego, choć w pokoju panowała cudowna i kojąca cisza, co pewnie ułatwiło mu usłyszenie moich słów. — Podobno też jest królikiem doświadczalnym, chociaż uważam, że z takimi wzorami to nic złego — dodałam po chwili, wzruszając ramionami i splatając dłonie z tyłu, na plecach.
Przekręciłam głowę w lewo, ułatwiając sobie troszkę obserwowanie poczynań Yamira.
I tak stałam, w ciszy, nawet jakoś brzuch przestał mi zbytnio zawadzać, po prostu obserwując.
Uwaga, uwaga, cicha panna Przewalska, niemożliwe, co się stało, dlaczego, gdzie ta energia denerwująca wszystkich dookoła, no gdzie, przepraszam, ja się pytam bardzo poważnie.
Odchrząknęłam, podchodząc z powrotem do okna.
— W sumie to chyba powinnam się zbierać... — mruknęłam, stukając dwa razy palcem o parapet. — Jakbym ci przeszkadzała to mów, nie mam z tym problemu, serio...

Masz bardzo ładne oczy [27]

Oczywiście pragnienie pobrania, chociaż odrobiny wiedzy na kolejne zajęcia z Wszechmowy, bo bądźmy szczerzy, to jeden z tych przedmiotów, który nijak nie wchodzi mi do pustego, lokowanego łba, zostały skutecznie umorzone przez szkicownik, który tajemnymi mocami szeptał mi, że w sumie to ten nowy projekt z chryzantemami jako motywem głównym trzeba by było dokończyć i dalej, przecież kucie poczeka. Dlatego nie walcząc więcej z pierwotnymi potrzebami, chwyciłem za ołówek, otworzyłem tajemne strony, przyglądając się przy okazji kątem oka dziewczynie, która zdążyła zawędrować do okna, chociaż doskonale wiedziałem, że w sumie to lampi się na mnie. Nie dało się tego ukryć, wzrok był bardzo wyczuwalny, szczególnie gdy wręcz do perfekcji wyuczyłeś się wyłapywanie go, przecież życie tyle lat z Oakleyem za pan brat niesie za sobą jakieś wymagania.
No, a potem prawie nade mną zawisła, z tym ciekawskim, ale jednocześnie bardzo proszącym, zielonym spojrzeniem i niepewną posturą.
— Mogę? — zamruczała mi nad uchem, na co mogłem zareagować jedynie drgnięciem i kiwnięciem głową z uśmiechem na ustach. W przeciwieństwie do niebieskiego gnoma się pytała, ten, gdy tylko złapała go chrapka na dociekanie, potrafił ślęczeć nade mną jak kat, albo najlepiej uwalać się całym cielskiem z słodko-pierdzącą prośbą wyszeptaną prosto do małżowiny. Brakowało mu tylko ogona i uszu, żeby nazwać go czystokrwistym kotołakiem. Mru.

Masz bardzo ładne oczy [26]

— Pierwsze co o tym słyszę — mruknął, cały czas kombinując przy czarnych rękawiczkach, a w mojej głowie wcale nie pojawiło się pytanie, czy aby na pewno nie jest mu w nich za ciepło. Zachowałam je jednak dla siebie, ten jeden, jedyny raz stwierdziłam, że lepiej wścibską po prostu nie być i po prostu parsknęłam cicho śmiechem, bo w końcu skąd miał ją znać. — Wyznaję zasadę, Karma istnieje, ale tak właściwie to ta twoja też brzmi bardzo dobrze, może się do niej zastosuję — stwierdził, pocierając nerwowo kark, a ja tym razem spojrzałam na niego, nie kryjąc się z tym zbytnio i przekręciłam głowę w prawo. — Pozwolisz, że na chwilkę zajmę się swoimi sprawami, gość się do woli, po prostu muszę po dokańczać kilka rzeczy — oświadczył, podnosząc się z łóżka, a ja w odpowiedzi pokiwałam tylko głową wpatrzona w niego jak obrazek.
Możliwe, że po prostu się na chwilę wyłączyłam, ale szybko powróciłam do żywych, westchnęłam i podniosłam się za nim, ale zamiast do biurka podeszłam do okna, by po prostu wyjrzeć na zewnątrz, choć mało co było widać, słońce w końcu zaszło. Zastukałam palcem o parapet, poprzyglądałam się chwilę, ale bądźmy wszyscy poważni, moją uwagę zdecydowanie przykuwał bardziej Yamir namiętnie pracujący z ołówkiem w ręce, siedząc przy biurku. Po cichu podeszłam do biurka, stając za chłopakiem i pochylając się nad nim, a raczej obok niego, ale nie na tyle, żeby zabrać całą jego przestrzeń osobistą. Bo w końcu mało kto lubił ludzi wpychających nos do cudzych prac.
— Mogę? — mruknęłam cicho, patrząc jak dłoń porusza się we własnym tempie.
Bo w sumie to nawet nie wiedziałam, czy pochylać się mogę.

Masz bardzo ładne oczy [25]

Niezdarny, niesforny równie mocno, co jej roztrzepane, złote włosiska, uśmieszek wtargnął na twarz, podobnie jak rumieniec, który tak nagle rozlał się po skórze dziewczyny, nachodząc nawet na uszy i kark. Próbowałem nie parsknąć śmiechem na widok jej reakcji i tylko posyłać jej nieśmiałe, zabawne grymasy, bądź cokolwiek, co by ją z zawstydzonego tonu zdjęło.
— Dziękuję — odparła po dłuższej chwili, nie spuszczając ze mnie wzroku, nawet jeśli gapiła się tylko i wyłącznie kątem oka, dalej nieudolnie chowając się za blond pasmami, albo ciepłym kocykiem, którym dalej się opatulała i dalej marzła. — Też wyznajesz zasadę jeden komplement dziennie to jedna smutna osoba mniej? — spytała nagle, wybuchając raźnym śmiechem, na co uniosłem brwi.
— Pierwsze co o tym słyszę — mruknąłem, bawiąc się końcem rękawiczki, targając go, miętoląc, skubiąc, cokolwiek, co dało się zrobić z tym materiałem. — Wyznaję zasadę, Karma istnieje, ale tak właściwie to ta twoja też brzmi bardzo dobrze, może się do niej zastosuję — parsknąłem, przecierając kark i wracając do zabawy bogu ducha winną rękawiczką. Rozmowy niby lekkie, niby zwykłe, jednakże znacząco ciążące na piersi, dotkliwie się upominające i oczekujące starannie dobranych słów, a naprawdę, na myślenie nie miałem już dzisiaj ochoty. Miałem jednak szczerą nadzieję, że dziewczyna od razu nie czmychnie, przesiadywanie w pokoju w odosobnieniu jakoś średnio mi się widziało. — Pozwolisz, że na chwilkę zajmę się swoimi sprawami, gość się do woli, po prostu muszę po dokańczać kilka rzeczy — rzuciłem, wracając do biurka, do tysięcy notatek, rysunków i jakiś zakurzonych ksiąg, które jakoś się uchowały i skrywały sekrety ciekawsze niż warzenie tutejszych eliksirów miłosnych, czy czegoś na wzdęcia.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Masz bardzo ładne oczy [24]

Nie wiem, czy cisza była wynikiem naszej głupoty, brakiem tematów do poruszenia czy niezręcznością całej sytuacji. Po prostu była, naturalna tak jak powietrze, którym oddychaliśmy całe życie. I może moje palce pragnęły tak samo czarnej rękawiczki, szczątkowego ciepła zostawionego przez jego dłoń, zabraną tak gwałtownie i szybko, że moja leżała tam jeszcze chwilę, mięśnie przestały działać. Ale jednak i ja ją w końcu zwinnie zabrałam, kładąc rękę na kolanie i poruszając przez chwilę palcami, upewniając się, czy a nóż widelec mi się nic nie zerwało, co wytłumaczyłoby chwilowy zastój.
No cóż, niestety nie, to mój umysł spłatał mi drobnego psikusa.
Siedzieliśmy w tej naszej sztywnej ciszy obok siebie, wsłuchując się we własne oddechy i czekając na Nivana, i nawet było mi dobrze. W miarę. Ok. Znośnie. Bo może przez chwilę nie zostałam sama, obok mnie siedziała cały czas osoba, która pewnie gotowa byłaby wysłuchać moich narzekań, nawet gdyby nie wiedziała, o co mi kompletnie chodzi czy mówiłabym w innym języku. Po prostu nie byłam sama, a zagubienie się we własnych myślach samotnie nie należało do rzeczy przyjemnych.
— Ty też masz bardzo ładne oczy. — Krótkie zdanie wyrwało mnie z tego dziwnego letargu, w który sama się wpędziłam, sprowadziło na twarz rumieniec i głupi uśmieszek, który spróbowałam schować za włosami i kocem, ale no cóż, nie udało mi się, więc siedziałam taka ciut zawstydzona, jak nieśmiały przedszkolak w towarzystwie obcych mu osób.
— Dziękuję — wymruczałam w końcu i mogę przysiąc, mój umysł w tamtym momencie fikał koziołki, tańczył kankana i wywijał inne dziwne rzeczy, a ja w nim, gdzieś ukryta, uśmiechałam się jak głupia i możliwe, że bardzo głośno piszczałam.
Eh te dziewczynki, nigdy nie dorastają.
— Też wyznajesz zasadę jeden komplement dziennie to jedna smutna osoba mniej? — zapytałam, parskając śmiechem i możliwe, że dłoń zacisnęła mi się na kocu.

Masz bardzo ładne oczy [23]

Zmuszona przeze mnie usiadła, z lekkim westchnięciem i niepewnym spojrzeniem skierowanym w moją stronę. Odwzajemniła uścisk dłoni, wbiła wzrok w ścianę i odpłynęła gdzieś daleko, tam, gdzie nikt nie miał dostępu, gdzie była bezpieczna i gdzie mogła wszystko spokojnie przemielić.
— Ok. — Uśmiechnąłem się na odpowiedź nastolatki, bo krótka i zwięzła, dla większości znienawidzona, mi wystarczała, by dowiedzieć się absolutnie o wszystkim, o czym powinienem mieć świadomość. Przynajmniej miałem taką nadzieję.
Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w sumie to dalej trzymam dłoń blondynki w swoim objęciu, dlatego dość speszony uciekłem tą swoją, układając ją przy okazji nerwowo na kolanie.
Naprawdę, czasami nie chciałem wierzyć w to, że ten wszędobylski i wszechogarniający chłopaczyna jest w stanie aż tak bardzo namącić w głowie, uczuciach i myślach. W sumie to już niejednokrotnie rujnował wszystko, z życiem innych włącznie [wcale nie mówię o sobie], ale to już gadana na inną okazję.
I przyrzekam, zachowaliśmy się jak dzieci w przedszkolu, które boją się momentami na siebie spojrzeć, bo przecież ta druga osoba też może się spojrzeć i co wtedy, już nie będzie odwrotu, zostanie tylko płacz i zgrzytanie zębów, bo przyłapano cię na przestępstwie, jakim jest uśmiechnięcie się do drugiej istoty.
— Ty też masz bardzo ładne oczy.

Masz bardzo ładne oczy [22]

Uśmiechnął się, ale zaraz uśmiech znikł i przerodził się w zmarszczone czoło oraz twarz pełną konsternacji. Pokręcił głową, chwycił mnie za dłoń i przyciągnął do siebie ręką w czarnej, miękkiej rękawiczce. Usiadłam, a raczej zostałam do tego lekko przymuszona, obok niego, spoglądając cały czas na twarz chłopaka, który ewidentnie szukał odpowiednich słów.
— Nie mam pojęcia, gdzie jest i nie zalecam szukania go — oświadczył w końcu, a ja westchnęłam ciężko, odwracając wzrok. — Nie, żeby coś, ale rozjuszony, naburmuszony i obrażony na cały świat Nivan, nie jest zbyt dobrym strzałem i dopóki sam nie przyjdzie się połasić, to bez kija nie podchodź — stwierdził, uśmiechając się gorzko. W sumie to nie podobał mi się ten uśmiech, zdecydowanie wolałam ten poprzedni, weselszy i z błyskiem w złotym oku. — Serio, nie przejmuj się tym gburem, prędzej czy później coś go tył zaswędzi i przyjdzie, bo sam nie dosięgnie, spokojnie. — Ścisnął moją dłoń mocniej, a ja odwdzięczyłam się tym samym, jakby sprawdzając, czy aby na pewno siedzi obok mnie.
Spoglądałam przed siebie, siedząc z nim w ciszy, przetwarzałam informacje, możliwe, że troszkę za dużo jak na tamten dzień, bo palec drugiej ręki chodził jak szalony, góra, dół, góra, dół, cały czas uderzając o materac. Odchrząknęłam.
— Ok. — Porządnie bym się zdenerwowała, gdybym usłyszała taką odpowiedź.
A mogłam słuchać się Renee.
Albo Fomy.
Albo rodziców.
Albo, kurwa, kogokolwiek.
W sumie to bolała mnie głowa.

Masz bardzo ładne oczy [21]

Dziewczyna poderwała się z łóżka, jak na sygnał startu, zaciągnęła mocniej swój kocyk na ramiona i wyszczerzyła się w naprawdę, najurokliwszym uśmiechu, jaki przyszło mi dotąd zobaczyć z jej strony. Jednak podjęte działania już po chwili wywołały u mnie efekt przeciwny do zamierzonego, szczególnie przez słowa, które padły z jej ust.
— Ale na początku trzeba go znaleźć — rzuciła, wyciągając w moją stronę rękę i nie zdejmując z twarzy wyszczerzu. — Niech zgadnę, kryje się w łazience, w szafie czy w schowku pod schodami? — Mimo że chciałem parsknąć śmiechem, mogłem jedynie zmarszczyć brwi i pokręcić delikatnie głową, bo Nivan, to Nivan i za tym kotem łazić się nie powinno, a w szczególności nie po to, żeby go udobruchać, bo kicia łażąca swoimi drogami kicią taką już zostanie.
— Nie mam pojęcia, gdzie jest i nie zalecam szukania go — odparłem, łapiąc ją za dłoń i przyciągając na nowo do wyrka. — Nie, żeby coś, ale rozjuszony, naburmuszony i obrażony na cały świat Nivan, nie jest zbyt dobrym strzałem i dopóki sam nie przyjdzie się połasić, to bez kija nie podchodź. — Słaby uśmiech zawirował na mojej twarzy. — Serio, nie przejmuj się tym gburem, prędzej czy później coś go tył zaswędzi i przyjdzie, bo sam nie dosięgnie, spokojnie — parsknąłem cicho, ściskając mocniej dłoń blondynki.

Masz bardzo ładne oczy [20]

Pochylił się do przodu, opierając łokcie na kolanach i wzdychając ciężko, ale cały czas na mnie spoglądał, obserwował i nawet nie musiałam podnosić wzroku, żeby to wiedzieć.
Może źle zareagowałam? Miałam coś na twarzy? Albo go po prostu irytowałam?
— Czy ja wiem — mruknął, westchnął ponownie i przeniósł wzrok na podłogę. — Zacznijmy od tego, że z Nivanem rzadko kiedy jest dobrze, ok? — oświadczył, parskając śmiechem, a później podciągnął się do góry, spojrzał na mnie i poprawił koc, któremu sama pozwoliłam zjechać na materac. Podniosłam wzrok, w sumie nie wiedząc, skąd wziął się ten dobry uczynek, ale może jednak to prawda, po prostu dbał o równowagę o świecie i tam, gdzie robiło się okropnie melancholijnie, musiała się też pojawić iskierka radości. Odwdzięczyłam się uśmiechem. — Nie ma co się przejmować, przejdzie mu za jakiś czas...
Pokiwałam głową, prostując się. Może i wstąpiła we mnie jakaś nowa energia. Może i to tylko cukier prostu z tej pewnie nienajlepszej i zdecydowanie niegorzkiej czekolady uderzył mi do głowy. Ale jednak, spojrzałam na chłopaka z nową energią w całym ciele i z błyskiem w oku, i z uśmiechem, który ewidentnie mówił "zaczynamy działać, bo jak nie my, to kto".
— Ale na początku trzeba go znaleźć — oświadczyła, zrzucając nogi na podłogę, by móc za chwilę wstać dumnie jak szlachetna królowa w długiej pelerynie (czyt. ciepłym kocyku). Przekręciłam głowę w prawo, uśmiechając się i podając mu rękę. — Niech zgadnę, kryje się w łazience, w szafie czy w schowku pod schodami?

Masz bardzo ładne oczy [19]

Odpowiedziała jedynie cichym westchnięciem, podniesieniem się do siadu i cofnięciem głowy, przytulając brodę do szyi. Ściągała te idealnie wyregulowane brwi, mrugała i falowała długimi rzęśkiskami. Dopiero teraz zauważyłem, że dodatkowo stuka palcami o materac i wlepia w niego oczęta, całkowicie speszona, niepewna, może i nieco przestraszona, ale przede wszystkim smutna. Czy on serio musiał sprawiać, by dosłownie każdemu robiło się gorzej na duszy? Ciężej na sercu i jakoś tak szarzej w życiu.
— Jest aż tak źle? — dopytała, by po chwili jeszcze bardziej uciec wzrokiem, o ile się dało i jeszcze bardziej skulić się w sobie i jeszcze bardziej wbić szpilkę w odpowiednie miejsce w serduszku. Puściłem nogi luzem, pochyliłem się i oparłem łokciami o kolana, nie spuszczając uwagi z zaniepokojonej i jednocześnie zawstydzonej dziewczyny, która dalej nie odważyła się na mnie zerknąć.
— Czy ja wiem — odparłem, przecierając kark i burcząc cicho z ciężkim oddechem. — Zacznijmy od tego, że z Nivanem rzadko kiedy jest dobrze, ok? — Parsknąłem cicho, poprawiając się w miejscu i zaciągając koc na ramiona dziewczyny, bo znowu się zsunął. Starałem się jakkolwiek utwierdzić go w miejscu, a gdy jako tako przestał spadać, puściłem ją wolno. — Nie ma co się przejmować, przejdzie mu za jakiś czas...
Chyba...
Ale przecież zawsze mu przechodziło, tym razem też.
Prawda?

Masz bardzo ładne oczy [18]

Założył rękawiczki, a ja tylko patrzyłam na to, jak pracowały jego palce, bez żadnego wścibskiego komentarza, bez ciekawskiego i bezczelnego gapienia się na materiał.
Czy wszyscy tutaj mieli coś do ukrycia?
— Tak — mruknął, tfu, szepnął, uciekając wzrokiem, nie, nie uciekaj, a atmosfera zrobiła się jeszcze gorsza, jeszcze cięższa i jeszcze nieprzyjemniejsza. Podniosłam się do góry i usiadłam po turecku, pozwalając kocu po prostu zjechać na materac, bo w sumie to i tak miałam termofor. — Prawda jest taka, że nawet nie wiem, czy wróci na noc — dokończył, a ja przeniosłam wzrok na zmartwioną twarz i sama ściągnęłam brwi, mrugając kilka razy, jakby chcąc, by mój wzrok dostosował się do ciemności, choć przecież nie było jeszcze ciemno.
— Oh — mruknęłam i opuściłam brodę, cały czas się zastanawiając, myśląc i oczywiście stukając palcem o materac. Możliwe, że mnie okłamał, możliwe, że po prostu nie chciał nikogo martwić, jezu, przecież to było tak małe kłamstwo, że nawet nie da się go nazwać kłamstwem i prawdopodobnie chciał dobrze, prawda?
No, no, Wanda Przewalska zaczęła przetwarzać informacje, brawo.
— Jest aż tak źle? — zapytałam.
Brawo, jednak nie zaczęłaś myśleć.
Schowałam wzrok speszona i zaczęłam się bawić swoimi palcami nerwowo, później przeszłam na koc.
I w sumie to tak siedzieliśmy.
W ciszy.

Masz bardzo ładne oczy [17]

Zgasła ździebko, chyba zresztą tak samo, jak ja. Uciążliwe ukłucia w klatce piersiowej i niespokojne myśli zaczęły dawać mi o sobie się we znaki, nie czekając, aż zrobi się gorzej, sięgnąłem po rękawiczki. Zanim cokolwiek rypnie, upadnie, roztłucze się.
— Nie, przestał kompletnie odpowiadać na moje wiadomości — odparła, uciekając zielonym wzrokiem, gdzieś z dala ode mnie. — W sumie to w ogóle go ostatnio nie widziałam. Można powiedzieć, że dobrze się ukrywa z tymi włosami... — Beznadziejna próba rozwiania nieprzyjemnej atmosfery, jakiegoś jadu krążącego w powietrzu, zwieńczona jeszcze bardziej beznadziejnym śmiechem i głośnym westchnięciem. Moim, jak i jej.
Wcisnąłem materiał na dłonie, rozruszałem je, zaciskając w pięści, to na nowo rozluźniając i puszczając palce wolno. — Mówiłeś, że miał wrócić po piętnastu minutach? — dodała po krótkim czasie, który spędziliśmy w pustej, nieprzyjemnej ciszy. Mrugnąłem niemrawo, bo dopiero po chwili dotarło do mnie, że już na początku spotkania przyszło mi oszukać, perfidnie okłamać dziewczynę.
Chyba po prostu chciałem, żeby weszła, a nie uciekała, bo przecież nic oprócz Oakleya jej w sumie tu nie trzymało.
— Tak — odparłem cicho, pocierając rękami kolana i ściągając brwi. — Prawda jest taka, że nawet nie wiem, czy wróci na noc. — Ciężkie westchnięcie z mojej strony, kolejne, prawdopodobnie tylko upewniło dziewczynę w przekonaniu, że jest dość nieciekawie.

niedziela, 18 lutego 2018

Masz bardzo ładne oczy [16]

— Coś takiego. Nie, spokojnie, nigdy się do tego nie posunę, nawet nie będę w stanie, nie przesadzajmy — oświadczył, a ja ponownie przewróciłam oczami, ale cały czas z uśmiechem na twarzyczce. W tym czasie Yamirowi udało się poprawić koc, spod którego wysunęła się moja stopa. — Nie popadajmy w skrajności. — Kolejna fala bólu i chłodu, skrzywiłam się jeszcze bardziej, zwinęłam się w jeszcze mniejszą kulkę. — Mówisz, że Nivan przestał się odzywać? — zapytał w końcu, a uśmiech zniknął, błysk w złotych oczach też zaginął i ramiona opadły mu luźno, bez życia i w sumie to bardzo smutno. Ściągnął brwi, spoglądając na mnie kątem oka, a ja sama osowiałam, bo w końcu Nivan miał wrócić po piętnastu minutach, a nie piętnaście minut po północy, choć do niej było jeszcze daleko. Ale jednak, dalej nie wracał i gdzieś z tyłu głowy zaczęłam się martwić.
— Nie, przestał kompletnie odpowiadać na moje wiadomości — odpowiedziałam, uciekając przed siebie wzrokiem. — W sumie to w ogóle go ostatnio nie widziałam. Można powiedzieć, że dobrze się ukrywa z tymi włosami... — mruknęłam, parskając mocno beznadziejnym śmiechem.
Zacisnęłam palce na pościeli chłopaka, prawdopodobnie nieświadomie, ale jednak coś ukłuło w serduszko, zabolało znowu gdzieś w środku i zrobiło mi się po prostu przykro, nawet jeżeli nie wiedziałam, czym jest spowodowane zachowanie Nivana. Tak po prostu.
— Mówiłeś, że miał wrócić po piętnastu minutach?

Masz bardzo ładne oczy [15]

Dziewczyna sięgnęła po humoropoprawiające cudeńko z ilomaś tam procentami czekolady, jeszcze większą ilością mleka i zatrważającą zawartością procentową cukru, ale jakie to dobre było, proszę państwa. No, a gdy już wpakowała kosteczkę do ust, to rozpłynęła się zupełnie jak ona, zamruczała niczym rasowy kot i jeszcze bardziej wymiętoliła się w pościeli Nivana, która dalej mocno nim pachniała, jego perfumami, szamponem, żelem pod prysznic i skórą. Skórą, bo mimo że jego pot śmierdział, jak każdego faceta, szczególnie po sztukach ciała, to jego skóra pachniała nieziemsko i biada temu, kto zaprzeczy, bo widocznie ma uszkodzony nos.
Miły był ten zapach, szczególnie o trzeciej nad ranem, gdy lądujecie we wspólnym wyrku na jakimś wyjeździe ze znajomymi i akurat nie upijecie się do granic wytrzymałości, tylko spędzicie fajno wieczór, zagrywając się na konsolówkach i wygłupiając.
— Ying i yang, i te sprawy? Równowaga na świecie? — spytała, unosząc brew i podbierając kolejną kosteczkę, na co zareagowałem uśmiechem. — Tylko nie bądź za dobry, bo wtedy Nivan będzie musiał być jeszcze gorszy — dodała, parskając śmiechem. Odwdzięczyłem się tym samym i również sięgnąłem po słodkość.
— Coś takiego. Nie, spokojnie, nigdy się do tego nie posunę, nawet nie będę w stanie, nie przesadzajmy. — Przegryzłem kostkę, uśmiechając się w stronę blondynki. Poprawiłem koc, który się zawinął i odkrył fragment nogi dziewczyny, gdzieś tam, gdzie kończą się spodnie, a zaczyna skarpeta. — Nie popadajmy w skrajności. — Dziewczyna się skrzywiła i drgnęła, jeszcze bardziej opatulając w swój mały kokon, na co parsknąłem cicho. Zmarzluch? Ale aż tak? Mnie było gorąco w wykrojonej koszulce, a loki, mimo że związane, to dalej grzały kark. — Mówisz, że Nivan przestał się odzywać? — Ściągnąłem brwi, zerkając na nią niepewnie, bo pytanie uderzyło mnie dość nagle, przypominając o kwapiących kwestiach.

Masz bardzo ładne oczy [14]

— Aj nie wyolbrzymiaj, robię to, co trzeba — parsknął, a ja przewróciłam oczami, bo wcale nie wyolbrzymiałam, po prostu był za dobry, za ciepły, za miły i oborze, wcale to mi nie przeszkadzało.
Podszedł do czarnego plecaka, wyjął magiczne opakowanie z magiczną, uzdrowicielską zawartością zwaną czekoladą. Połamał, otworzył, a w pokoju uniósł się oczywiście jej zapach. Na cesarza.
— Częstuj się, na osłodę życia i dobry humor — powiedział, siadając obok mnie ze słodkością i podsunął mi ją pod nos. Proszę państwa, kiedy ślub, jak będzie wyglądać moja sukienka, a niech Nivan będzie upragnionym świadkiem, ale ja chcę ślub, ja chcę dzieci, ja chcę, żeby czekolada była mi podsuwana każdego dnia pod nos.
No dobrze, może ciut za bardzo przerysowałam, ale powoli zaczynałam rozumieć, o co chodziło Nivanowi z dziewczynami rzucającymi się na Yamira. Bo są te, które lubią dupków lub są te, które po prostu dobrze wybierają.
— A co do tego twojego bycia dobrym, muszę zachowywać równowagę wszechświata i stać po drugiej stronie szali, naprzeciwko Oakleya, wiesz, żeby nam to wszystko nie runęło, z tym jego... Jak to on określa? „Złodupstwem”? Coś w ten deseń. — Parsknęłam cichym śmiechem, łapiąc przy tym powolutku za kosteczkę czekolady i rozpływając się nad jej smakiem.
Typowe udobruchanie dziewczyny z okresem jednak działa, co za zdziwienie.
— Ying i yang, i te sprawy? Równowaga na świecie? — mruknęłam szczerze zaciekawiona, sięgając po kolejny kawałek z szerokim uśmiechem na twarzy. — Tylko nie bądź za dobry, bo wtedy Nivan będzie musiał być jeszcze gorszy. — Parsknęłam śmiechem.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis