— Rozchmurz się, powiedzmy, że do takich specjalistów jeszcze nie przywykłeś — powiedział chłopak, jakoś nieszczególnie poprawiając mi tym humor. Z jednej strony obrzydliwie wręcz chciałem wierzyć w słowa Hopecrafta, z drugiej absolutnie miałem dość jakichkolwiek leczeń i chciałem już to rzucić w pizdu, przekonany o swojej nieuleczalności i liczący tylko i wyłącznie na szybką, bezbolesną śmierć, bo czasami naprawdę można było zwariować z tymi problemami.
— Nadal boli? — dopytał po chwili, ruszając delikatnie rękami, powodując częstsze mrowienia, dziwne ukłucia, a jednocześnie niezwykłą ulgę, chociaż w odpowiedzi na jego pytanie musiałem pokiwać głową, bo tak, bolało, bardzo, okrutnie, przyprawiając mnie o bezsilność. Czekoladowe oczy pełne skupienia, spokojna twarz z delikatną bruzdą malującą się na czole i nawet przycięty zarost. — Często masz mocniejsze ataki? — rzucił nagle, znowu stukając poranionymi palcami po moim brzuchu, ściągając brwi i zaciskając mocniej żuchwę, najwidoczniej mimowolnie.
— Tylko od jakiegoś czasu — skwitowałem krótko, rozglądając się po pomieszczeniu, w którym to moja poprzednia wizyta nie potrwała zbyt długo, a nawet jeśli, to nie miałem jakoś okazji dokładniej przyjrzeć się tutejszym przestrzeniom. Miałem już otworzyć usta i dopowiedzieć coś, do całej tej sytuacji, może jakoś go nakierować na to, co to za cholerstwo żeruje mi na tej biednej nerce, kiedy nagły spazm doprowadził mnie do uniesienia ciała, złapania go kurczowo za nadgarstek i oderwania ręki od mojej osoby, bo nagle zrobiło się gorzej. Rozrywający wręcz ból, kolejna szpila wbita w bogu ducha winne ciało, kolejne stęknięcie, kolejne sapnięcie, kolejne wspomnienie o szpitalach majaczące przed oczami i kolejne klęcie pod nosem, bo przecież mogłem o siebie bardziej dbać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Idzie facet do lekarza (a tam Hopecraft). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Idzie facet do lekarza (a tam Hopecraft). Pokaż wszystkie posty
piątek, 23 lutego 2018
czwartek, 22 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [17]
— W sumie to termin może być dowolny — rzucił cicho, spoglądając na mnie spod półprzymkniętych powiek. Nie ukrywał wcześniej swojego zirytowania, mrużył przy gorszych myślach oczy, co razem z jego prawie kobiecą twarzą tworzyło naprawdę zabawny efekt.
— Rozchmurz się, powiedzmy, że do takich specjalistów jeszcze nie przywykłeś — odparłem, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, że mówimy o metodach, który się powszechnie nie praktykuje. Czasem dla dobra ogółu, a czasem, ponieważ sekrety plemienne czy klanowe bywają ważniejsze od potrzeb świata, nie każdy był gotów podzielić się wiedzą zdobywaną latami przez prababcie i pradziadków, skrzętnie notowaną w rodzinnych kronikach.
— Nadal boli? — spytałem, manewrując skrzętnie liniami, starając się dotrzeć do najbardziej narażonych na uszkodzenie miejsc. Powiedzieć, że organy powoli mu wysiadały to mało, ale obserwowanie jak pracują podczas presji, zbytniego natężenia i w dodatku oszpecone latami prochów czy kiepskiego leczenia, to było coś niesamowitego. Nawet jak na trzy nerki.
Nivan był zaskakujący cichy, jak na niego. Wydawało mi się zawsze, że dzieciak robił wokół siebie dużo hałasu, jak tylko wchodził do pomieszczenia, to zaraz robiło się nieco gwarniej, czas przyśpieszał, wszystko wokoło nabierało kolorów i emocji.
— Często masz mocniejsze ataki? — spytałem, zaczynając ponownie stukać po brzuchu chłopaka, starając się dostać do nowych połączeń.
— Rozchmurz się, powiedzmy, że do takich specjalistów jeszcze nie przywykłeś — odparłem, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, że mówimy o metodach, który się powszechnie nie praktykuje. Czasem dla dobra ogółu, a czasem, ponieważ sekrety plemienne czy klanowe bywają ważniejsze od potrzeb świata, nie każdy był gotów podzielić się wiedzą zdobywaną latami przez prababcie i pradziadków, skrzętnie notowaną w rodzinnych kronikach.
— Nadal boli? — spytałem, manewrując skrzętnie liniami, starając się dotrzeć do najbardziej narażonych na uszkodzenie miejsc. Powiedzieć, że organy powoli mu wysiadały to mało, ale obserwowanie jak pracują podczas presji, zbytniego natężenia i w dodatku oszpecone latami prochów czy kiepskiego leczenia, to było coś niesamowitego. Nawet jak na trzy nerki.
Nivan był zaskakujący cichy, jak na niego. Wydawało mi się zawsze, że dzieciak robił wokół siebie dużo hałasu, jak tylko wchodził do pomieszczenia, to zaraz robiło się nieco gwarniej, czas przyśpieszał, wszystko wokoło nabierało kolorów i emocji.
— Często masz mocniejsze ataki? — spytałem, zaczynając ponownie stukać po brzuchu chłopaka, starając się dostać do nowych połączeń.
wtorek, 20 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [16]
I przyrzekam, nigdy nie spotkałem się z sytuacją, by ktoś tak szybko zerwał się z krzesła i rzucił w moją stronę, przynajmniej nie z taką miną i takim błyskiem w oku. Nim zdążyłem jakkolwiek zareagować, blondyn był w stanie już chwycić mnie za rękę, porwać do środka i usadzić stanowczym ruchem na tej ich tutejszej w miarę wygodnej kanapie, chociaż zdecydowanie do najdroższych nie należała. Widać, że Mińsk jedynie sobie funduszy nie szczędził, a reszta to już egal, byle sanepid nie miał się czego uczepić.
— Skoro czujesz się cholernie źle, nie ukrywając, wyglądasz jak gówno, to dlaczego przyszedłeś tak późno? — Oburzenie w jego głosie, tak realne i tak bardzo słyszalne, przyprawiło mnie tylko i wyłącznie o powolne przewrócenie oczami i sapnięcie. Bo zazwyczaj przechodzi po godzinie albo dwóch? Bo zdecydowanie ciągłe łażenie do kogoś ze sprawami, które bezpośrednio nawiązywały do mojej osoby, jakoś średnio mi się podobało i szczególnie tego nie praktykowałem? Bo nie?
Zdjął prędko te swoje rękawiczki, nawet nie traktował ich już kamuflażem, podał mi wszystko na tacy, na co odpowiedziałem jedynie spięciem mięśni i ugryzieniem się w język. Zwinne rozpięcie guzików, z którymi sam zawsze miałem problem, a potem te jego dziwaczne czary-mary, przynoszące prawie natychmiastową ulgę, ciche westchnięcia i odciążenie, którego w sumie bardzo w tej chwili potrzebowałem.
Hopecraft był w tym momencie jak morfina i to pod wieloma względami.
— Za mało wczoraj wypiłeś — stwierdził, oburzenia nie zdejmował z głównej ścieżki dźwiękowej, a ja znowu wywaliłem oczy na drugą stronę, bo to wcale nie tak, że doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. — Trzeba będzie zacząć bardziej kontrolować ci dietę, musimy cię umówić z dietetykiem. I wprowadzić parę nowych technik, kiedy masz luźniejsze lekcje, bo będzie czekać nas mała wycieczka zapoznawcza do specjalisty znajomego?
I tym razem to ja nie ukrywałem mojego poirytowania, bo co? Dietetyk? O czym on pierdolił, nie nie zamierzam łazić jak debil po specjalistach od siedmiu nieszczęść, którzy włupią mi kolejny raz to, o czym doskonale zdaję sobie sprawę. Zdrowo, białe mięso, strączki i dużo wody, ewentualnie cię naszprycujemy jakąś kaszą. Nie, spieprzaj, nie mam zamiaru się tam ciągać, ty blond, paskudna szujo, ty pierdolony narcyzie, ty...
— W sumie to termin może być dowolny — odparłem cicho, spoglądając na Hopecrafta spod półprzymkniętych oczu.
— Skoro czujesz się cholernie źle, nie ukrywając, wyglądasz jak gówno, to dlaczego przyszedłeś tak późno? — Oburzenie w jego głosie, tak realne i tak bardzo słyszalne, przyprawiło mnie tylko i wyłącznie o powolne przewrócenie oczami i sapnięcie. Bo zazwyczaj przechodzi po godzinie albo dwóch? Bo zdecydowanie ciągłe łażenie do kogoś ze sprawami, które bezpośrednio nawiązywały do mojej osoby, jakoś średnio mi się podobało i szczególnie tego nie praktykowałem? Bo nie?
Zdjął prędko te swoje rękawiczki, nawet nie traktował ich już kamuflażem, podał mi wszystko na tacy, na co odpowiedziałem jedynie spięciem mięśni i ugryzieniem się w język. Zwinne rozpięcie guzików, z którymi sam zawsze miałem problem, a potem te jego dziwaczne czary-mary, przynoszące prawie natychmiastową ulgę, ciche westchnięcia i odciążenie, którego w sumie bardzo w tej chwili potrzebowałem.
Hopecraft był w tym momencie jak morfina i to pod wieloma względami.
— Za mało wczoraj wypiłeś — stwierdził, oburzenia nie zdejmował z głównej ścieżki dźwiękowej, a ja znowu wywaliłem oczy na drugą stronę, bo to wcale nie tak, że doskonale zdawałem sobie z tego sprawę. — Trzeba będzie zacząć bardziej kontrolować ci dietę, musimy cię umówić z dietetykiem. I wprowadzić parę nowych technik, kiedy masz luźniejsze lekcje, bo będzie czekać nas mała wycieczka zapoznawcza do specjalisty znajomego?
I tym razem to ja nie ukrywałem mojego poirytowania, bo co? Dietetyk? O czym on pierdolił, nie nie zamierzam łazić jak debil po specjalistach od siedmiu nieszczęść, którzy włupią mi kolejny raz to, o czym doskonale zdaję sobie sprawę. Zdrowo, białe mięso, strączki i dużo wody, ewentualnie cię naszprycujemy jakąś kaszą. Nie, spieprzaj, nie mam zamiaru się tam ciągać, ty blond, paskudna szujo, ty pierdolony narcyzie, ty...
— W sumie to termin może być dowolny — odparłem cicho, spoglądając na Hopecrafta spod półprzymkniętych oczu.
poniedziałek, 19 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [15]
— Hej, wychodzę teraz na upierdliwca, ale przysięgam, jeszcze chwila i sczeznę. — Rzuciłem okiem na postać stojącą w drzwiach i podskoczyłem jak oparzony, widząc stan, w jakim znajdował się Oakley. To się nie mogło skończyć dobrze. Podbiegłem do chłopaka, zanim w ogóle zdążyłem się zorientować, co robię. Wyglądał jak chodzące truchło, trup, istne zombie żądne mięsa i mojego mózgu, a tak zdecydowanie nie powinien wyglądać ktoś taki jak Oakley. Chłopak miał całe życie przed sobą, a aktualnie przypominał przejechany worek z dwoma kociętami w środku. Złapałem go za dłoń i posądziłem na kanapie, każąc się rozłożyć.
— Skoro czujesz się cholernie źle, nie ukrywając, wyglądasz jak gówno, to dlaczego przyszedłeś tak późno? — warknąłem, ściągając rękawiczki i już nie kłopocząc się rzucaniem zaklęcia imitującego, jedynie odkażające. Szybkie, nerwowe odpinanie guzików i już po chwili podłączanie się do żył, odciąganie bólu, szukanie newralgicznych miejsc, które aż wolały, żeby im pomóc. Przy takim poziomie bólu dziwiłem się, co Oakley robił jeszcze na nogach. I może to nie było jakieś straszne zło, pewnie czuł się wielokrotnie gorzej, ale nie na mojej zmianie i zawsze byłem raczej zwolennikiem minimalizowania bólu, którego przezwyciężenie niczemu nie służyło. Co innego ćpanie się lekami w czasie lekkiej menstruacji, a co innego bóle praktycznie skazane na wieczne trwanie przy osobniku. Może trochę się martwiłem, może trochę dramatyzowałem, ale ostatecznie, przecież nikt nie widział.
Prawie nikt.
— Za mało wczoraj wypiłeś — upomniałem prawie instynktownie chłopaka. — Trzeba będzie zacząć bardziej kontrolować ci dietę, musimy cię umówić z dietetykiem. I wprowadzić parę nowych technik, kiedy masz luźniejsze lekcje, bo będzie czekać nas mała wycieczka zapoznawcza do specjalisty znajomego?
niedziela, 18 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [14]
A gdy wparowałem już do pokoju, po dłużącej się w nieskończoność przeprawie przez korytarz, który zdawał się z każdą chwilą zwiększać swoje zasięgi, padłem z głośnym sapnięciem na łóżko, obracając się plecami do świata i udając, że Yamira wcale nie ma i wcale nie lampi się na mnie z zaniepokojeniem, smutną miną i ściągniętymi brwiami, bo chyba najlepiej ze wszystkich wiedział, że nie jest dobrze i wiedział, jak przez to wszystko przechodzę. Dlatego wcale się nie zdziwiłem, gdy zawisnął nade mną z tym kochanym paskudnym uśmiechem, złotymi drobinkami w oczach i na skórze i propozycją otworzenia tabliczki czekolady i jakiegoś ziemniaczanego szajsu na poprawę nastoju i pogorszenie zdrowia. Co miałem innego zrobić, jak udawać obrazę majestatu, ale po chwili przytaknąć i skończyć leniąc się na wyrku, żrąc zatrważające ilości i koniec końców dzwonić do mamy po to nieszczęsne nazwisko, które też częściowo zagrzebało mnie w moich problemach.
Od rana czułem się chujowo. Nie źle, nie beznadziejnie, chujowo. Z nieustającym bólem brzucha, wieczną ochotą wymiotowania i notoryczną czkawką, na którą już nawet Yamir reagował burknięciami z nadmierną dozą empatii. Dlatego nie czekając dłużej, pochwyciłem kartkę z zapisanym nazwiskiem, bo mam do nich absolutnie beznadziejną pamięć, wyparowałem z pokoju i ruszyłem do Hopecrafta, bo odnosiłem wrażenie, że szybciej zdechnę, niż ten uraczy mnie swoją osobą.
Zastukanie w drzwi, otworzenie i wychylenie głowy, obdarzając blondyna szerokim uśmiechem.
— Hej, wychodzę teraz na upierdliwca, ale przysięgam, jeszcze chwila i sczeznę. — Wcale to nie był śmiech przez łzy. Wcale.
xXx
Od rana czułem się chujowo. Nie źle, nie beznadziejnie, chujowo. Z nieustającym bólem brzucha, wieczną ochotą wymiotowania i notoryczną czkawką, na którą już nawet Yamir reagował burknięciami z nadmierną dozą empatii. Dlatego nie czekając dłużej, pochwyciłem kartkę z zapisanym nazwiskiem, bo mam do nich absolutnie beznadziejną pamięć, wyparowałem z pokoju i ruszyłem do Hopecrafta, bo odnosiłem wrażenie, że szybciej zdechnę, niż ten uraczy mnie swoją osobą.
Zastukanie w drzwi, otworzenie i wychylenie głowy, obdarzając blondyna szerokim uśmiechem.
— Hej, wychodzę teraz na upierdliwca, ale przysięgam, jeszcze chwila i sczeznę. — Wcale to nie był śmiech przez łzy. Wcale.
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [13]
— Tak — odparł niemrawo chłopak, na co mogłem jedynie przechylić głowę, widząc, jak Oakley przygląda się mi ze słabo ukrywanym zainteresowaniem. Widocznie moja nagła zmiana, no, może nie całkiem drobna, w wyglądzie moich dłoni została jednak zauważona. A mógłby udać, że niczego nie widział, niczego nie zauważył, a mimo wszystko śledził uważnie wzrokiem niewidoczne blizny, zakryte iluzją pęcherze. — Tak, widzimy się jutro — dokończył, brzmiąc jak potrącony przez samochód szczeniak. Nivan był dziki, zajmował sobą przestrzeń, ale w jakiś sposób służyło mu to niezmiernie, to było całe jestestwo chłopaka zamknięte w czterech ścianach. Potrzeba wolności, potrzeba sprzeciwu, potrzeba po prostu bycia sobą, bez żadnych ograniczeń, a mogłem co najwyżej patrzeć, jak wychodzi z przygarbionymi plecami.
Tak nie wyglądał Oakley, bo Oakley nigdy nie powinien zostać złamany. A już tym bardziej nie przez swój własny organizm.
x X x
Dzień minął dosyć szybko, zagrzebałem się w robocie papierkowej, próbach kontaktu z osobami, które znają się mimo wszystko na cięższych przypadkach związanych z przypadłościami niemagicznymi. Udało mi się dobić do Sky, kilku moich starych profesorów, nawet czyjejś znajomej prababci, którą znałem, jeszcze zanim wyszła za mąż, jako zielark-znachorkę bez właściciel licencji, ale za to z odpowiednim doświadczeniem. Siedziałem w sali samorządu, kończąc wypełnianie ostatnich formularzy na dzisiejszy dzień, mając w zamiarze iść wieczorem odwiedzić Oakley`a i dogadać się z nim konkretnie, ale zaskoczyło mnie nagłe pukanie do drzwi.
sobota, 17 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [12]
Czekoladowe oczy dosłownie na chwilę straciły blask, twarz nagle zamarła, a mi pozostało czekać, aż Hopecraft wróci do świata żywych i przestanie błądzić w wyimaginowanym świecie myśli, gdzie pewnie wszystko było względnie uporządkowane, czyste, nienaganne...
Czasami odnosiłem wrażenie, że jestem jedyną osobą na uczelni, która miała aż tak poważny mętlik w głowie, która nie potrafiła się ogarnąć i nadążyć ze swoimi myślami, które rozpędzone do granic możliwości przemykały to przez umysł, to przez świat otaczający. Wszystko musiało być prędkie, szybkie, na teraz zaraz.
Skinął głową, a za chwilę znalazł się tuż obok mnie i czystą dłonią poklepał mnie po plecach, krótko pogładził, uśmiechnął się ładnie, pokrzepiająco.
— Nie martw się, zadbamy, żeby było dobrze. — Każdy tak gadał i mało to pomagało, ale przecież czasami już tylko to nam pozostaje. — Inaczej nie marnowałbym czasu. To co, widzimy się jutro? — I temu uśmieszkowi odmówić po prostu się nie dało, a tym zmarszczkom przy oczach trzeba było się po prostu oddać, a oddech zdecydowanie powinien mi zwolnić, bo padnę przez niedotlenienie.
— Tak — odparłem niemrawo, dalej lustrując go wzrokiem, dalej kodując, co stało się z dłonią, dalej starając się nie myśleć o wodzie, której wypiłem za mało. — Tak, widzimy się jutro — dokończyłem, odsuwając się od prowizorycznego lekarza i zmykając z cichym pożegnaniem na ustach. Byle nie trzaskać drzwiami i nie wywinąć orła na środku pokoju.
Czasami odnosiłem wrażenie, że jestem jedyną osobą na uczelni, która miała aż tak poważny mętlik w głowie, która nie potrafiła się ogarnąć i nadążyć ze swoimi myślami, które rozpędzone do granic możliwości przemykały to przez umysł, to przez świat otaczający. Wszystko musiało być prędkie, szybkie, na teraz zaraz.
Skinął głową, a za chwilę znalazł się tuż obok mnie i czystą dłonią poklepał mnie po plecach, krótko pogładził, uśmiechnął się ładnie, pokrzepiająco.
— Nie martw się, zadbamy, żeby było dobrze. — Każdy tak gadał i mało to pomagało, ale przecież czasami już tylko to nam pozostaje. — Inaczej nie marnowałbym czasu. To co, widzimy się jutro? — I temu uśmieszkowi odmówić po prostu się nie dało, a tym zmarszczkom przy oczach trzeba było się po prostu oddać, a oddech zdecydowanie powinien mi zwolnić, bo padnę przez niedotlenienie.
— Tak — odparłem niemrawo, dalej lustrując go wzrokiem, dalej kodując, co stało się z dłonią, dalej starając się nie myśleć o wodzie, której wypiłem za mało. — Tak, widzimy się jutro — dokończyłem, odsuwając się od prowizorycznego lekarza i zmykając z cichym pożegnaniem na ustach. Byle nie trzaskać drzwiami i nie wywinąć orła na środku pokoju.
piątek, 16 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [11]
— Powinny być u pielęgniarza albo w dokumentach. Co do lekarza, pozwolisz, że w najbliższym czasie skontaktuję się z moją mamą i dopiero wtedy cię poinformuję? — Skinąłem głową, uważnie przypatrując się chłopakowi. Nie wyglądał dobrze, a raczej kiepskie wieści nie poprawiły ani humoru, ani nie wsparły jego planów na przyszłość. Miałem ochotę westchnąć, bo to zdecydowanie był ciężki przypadek, który czekało sporo wzlotów, upadków, progresów i regresów, ale przede wszystkim: małych zwycięstw i dużej ilości nawrotów. Nie łudziłem się, przy obecnej skłonności organizmu Nivana do wyjaławiania sobie układu, co najwyżej na obecnych nerkach bez leczenia prewencyjno-magicznego mógłby co najwyżej podychać sobie jeszcze parę lat, zanim trzaśnie mu wszystko na raz.
Póki co szansa była, jak zawsze, tylko należało ją odpowiednio wykorzystać, choć mina chłopaka nadal zdawała się być niepewna. Nie ominął mnie smętny błysk w tych ciekawskich, butnych oczach, który pojawił się i zniknął w ułamku sekundy parę chwil temu. Może dlatego, a może bez żadnego powodu, podszedłem nieco bliżej do chłopaka, zaklinając iluzję na dłoniach. Ostatecznie ten widok nie należał do najmilszych, a nieporadne klepanie chłopaka po plecach wymagało choć odrobinę pozornej ogłady.
— Nie martw się, zadbamy, żeby było dobrze — rzuciłem, doskonale wiedząc, jak często słyszał pewnie ten pusty frazes. — Inaczej nie marnowałbym czasu. To co, widzimy się jutro?
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [10]
Chłopak tylko pokiwał głową, wprawiając te pierdolone, złote loczki, jakby ukradzione pierwszemu lepszemu aniołkowi, w ruch. Zagryzłem policzek od środka, nie spuszczając wzroku z mężczyzny, bo nastolatkiem z pewnością nie był.
— Możemy pomyśleć o rozpoczęciu terapii, ale będę potrzebować dodatkowych badań, a na miejscu nie mam sprzętu. — Tym razem to ja kiwnąłem głową, z uwagą słuchając chłopaka, dokładnie lustrując go wzrokiem. Nie wiem, czy nie doszukiwałem się jakiś innych zmian, podobnych do tych na dłoniach. Worki pod oczami, kilkudniowy (wieczny) zarost, spokojne, czekoladowe oczy i ten hopecraftowski sposób bycia. Nie dziwiłem się szalonym faneczkom.
— Przynieś mi następnym razem wszystkie teczki z twoją dokumentacją medyczną, jeżeli masz w pokoju, chyba że zdałeś je w gabinecie pielęgniarskim? Jak się nazywał do tej pory twój lekarz prowadzący? — Wybił mnie z krótkiego zamyślenia, przywrócił mocno do rzeczywistości, znowu skupiłem wzrok na jego ustach, starając się z ruchu wyłapać to, czego nie dosłyszałem. Kiwnąłem głową, przetarłem dłońmi kolana.
— Powinny być u pielęgniarza albo w dokumentach. Co do lekarza, pozwolisz, że w najbliższym czasie skontaktuję się z moją mamą i dopiero wtedy cię poinformuję? — Uśmiechnąłem się. Niby była jakaś szansa. Jakaś. Nie miałem pamięci do nazwisk, szczególnie do tych sprzed jedenastu lat, o których wspominać nie miałem najmniejszej ochoty.
— Możemy pomyśleć o rozpoczęciu terapii, ale będę potrzebować dodatkowych badań, a na miejscu nie mam sprzętu. — Tym razem to ja kiwnąłem głową, z uwagą słuchając chłopaka, dokładnie lustrując go wzrokiem. Nie wiem, czy nie doszukiwałem się jakiś innych zmian, podobnych do tych na dłoniach. Worki pod oczami, kilkudniowy (wieczny) zarost, spokojne, czekoladowe oczy i ten hopecraftowski sposób bycia. Nie dziwiłem się szalonym faneczkom.
— Przynieś mi następnym razem wszystkie teczki z twoją dokumentacją medyczną, jeżeli masz w pokoju, chyba że zdałeś je w gabinecie pielęgniarskim? Jak się nazywał do tej pory twój lekarz prowadzący? — Wybił mnie z krótkiego zamyślenia, przywrócił mocno do rzeczywistości, znowu skupiłem wzrok na jego ustach, starając się z ruchu wyłapać to, czego nie dosłyszałem. Kiwnąłem głową, przetarłem dłońmi kolana.
— Powinny być u pielęgniarza albo w dokumentach. Co do lekarza, pozwolisz, że w najbliższym czasie skontaktuję się z moją mamą i dopiero wtedy cię poinformuję? — Uśmiechnąłem się. Niby była jakaś szansa. Jakaś. Nie miałem pamięci do nazwisk, szczególnie do tych sprzed jedenastu lat, o których wspominać nie miałem najmniejszej ochoty.
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [9]
— Hopecraft, myślenie to jedno, działanie to drugie — mruknął, siadając i zakładając koszulkę. Nie mogłem nie przewrócić oczami, bo doskonale zdawałem sobie z tego sprawę, ale chwilami nadal znajdowałem się w mojej małej utopii, gdzie do momentu wystąpienia masowego defektu, większość chorób czy problemów zdrowotnych rozwiązywało się w trybie natychmiastowym. Człowiek nie zdążał się zazwyczaj nawet zorientować, że był chory. — Leczyłem się w najnormalniejszym szpitalu w świecie realnym, cholera jasna, miałem osiem lat i tak cudem jest, że w ogóle się na transplantację załapałem, bo mieli ochotę mnie przyczepić do dializ na dobre. Zrobili to, co do nich należało, patrzą, że w sumie to ej nereczka sobie działa, co z tego, że za jakiś czas to wszystko znowu pierdolnie i żyj sobie dalej Oakley, my mamy inne sprawy na głowie. Naprawdę, gdybym mógł i miał okazję, to bym to wszystko jakoś ogarnął, ale życie lubi mi rzucać kłody pod nogi, no i jedyne co mi dali to antybiotyki na trzy tygodnie, nerkozastępcze gówno, dietę i dwa litry wody dziennie. Pierdolę taką politykę, serio. — Kiwnąłem ze zrozumieniem głową.
— Możemy pomyśleć o rozpoczęciu terapii, ale będę potrzebować dodatkowych badań, a na miejscu nie mam sprzętu.— No i raczej powinienem się w kilku kwestiach skonsultować z osobami, które faktycznie mają doświadczenie w schorzeniach tego rodzaju. — Przynieś mi następnym razem wszystkie teczki z twoją dokumentacją medyczną, jeżeli masz w pokoju, chyba że zdałeś je w gabinecie pielęgniarskim? Jak się nazywał do tej pory twój lekarz prowadzący?
— Możemy pomyśleć o rozpoczęciu terapii, ale będę potrzebować dodatkowych badań, a na miejscu nie mam sprzętu.— No i raczej powinienem się w kilku kwestiach skonsultować z osobami, które faktycznie mają doświadczenie w schorzeniach tego rodzaju. — Przynieś mi następnym razem wszystkie teczki z twoją dokumentacją medyczną, jeżeli masz w pokoju, chyba że zdałeś je w gabinecie pielęgniarskim? Jak się nazywał do tej pory twój lekarz prowadzący?
środa, 14 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [8]
Nagle mrowienie ustało, przyjemny, nieprzyjemny, bo cholera jasna te dłonie, dotyk ustał, a mi zostało drgnąć, bo nie wiedziałem, co się dzieje, a słowa Hopecrafta tylko utwierdziły mnie w przekonaniu, że zginę śmiercią tragiczną.
— Wstawaj, ubieraj się, musimy pogadać — powiedział, a ja, mimo że niewierzący, to zacząłem zmawiać pacierze, błagać o wybaczenie i wołać o jakąś niezbyt bolesną śmierć. — nie jest jeszcze krytycznie, ale już trzeba mocniej działać — dodał po chwili, niby mnie uspokajając, ale jednak nie. — Szczerze, to nie myślałeś po prostu o wymianie sobie całkowicie nerek, ale z dodatkową terapią przystosowawczą? Jedna ci tam poszła już z dymem, druga tak samo, na odratowanie nie ma szans, ale organizm ma skłonność do majtania i trzecia wydaje się póki co sprawna, ale już widać pierwsze nieprawidłowości. Kto ciebie leczył i jaką metodą póki co? — Zamrugałem zbity z toku rozumowania i sięgnąłem po koszulkę, by szybko ją na siebie wciągnąć, byle nie błyszczeć dalej paskudną blizną, do której, mimo że się przyzwyczaiłem, to wolałem się nią nie chwalić.
— Hopecraft, myślenie to jedno, działanie to drugie — mruknąłem, siadając i zerkając na chłopaka z dołu. — Leczyłem się w najnormalniejszym szpitalu w świecie realnym, cholera jasna, miałem osiem lat i tak cudem jest, że w ogóle się na transplantację załapałem, bo mieli ochotę mnie przyczepić do dializ na dobre. Zrobili to, co do nich należało, patrzą, że w sumie to ej nereczka sobie działa, co z tego, że za jakiś czas to wszystko znowu pierdolnie i żyj sobie dalej Oakley, my mamy inne sprawy na głowie. Naprawdę, gdybym mógł i miał okazję, to bym to wszystko jakoś ogarnął, ale życie lubi mi rzucać kłody pod nogi, no i jedyne co mi dali to antybiotyki na trzy tygodnie, nerkozastępcze gówno, dietę i dwa litry wody dziennie. Pierdolę taką politykę, serio.
— Wstawaj, ubieraj się, musimy pogadać — powiedział, a ja, mimo że niewierzący, to zacząłem zmawiać pacierze, błagać o wybaczenie i wołać o jakąś niezbyt bolesną śmierć. — nie jest jeszcze krytycznie, ale już trzeba mocniej działać — dodał po chwili, niby mnie uspokajając, ale jednak nie. — Szczerze, to nie myślałeś po prostu o wymianie sobie całkowicie nerek, ale z dodatkową terapią przystosowawczą? Jedna ci tam poszła już z dymem, druga tak samo, na odratowanie nie ma szans, ale organizm ma skłonność do majtania i trzecia wydaje się póki co sprawna, ale już widać pierwsze nieprawidłowości. Kto ciebie leczył i jaką metodą póki co? — Zamrugałem zbity z toku rozumowania i sięgnąłem po koszulkę, by szybko ją na siebie wciągnąć, byle nie błyszczeć dalej paskudną blizną, do której, mimo że się przyzwyczaiłem, to wolałem się nią nie chwalić.
— Hopecraft, myślenie to jedno, działanie to drugie — mruknąłem, siadając i zerkając na chłopaka z dołu. — Leczyłem się w najnormalniejszym szpitalu w świecie realnym, cholera jasna, miałem osiem lat i tak cudem jest, że w ogóle się na transplantację załapałem, bo mieli ochotę mnie przyczepić do dializ na dobre. Zrobili to, co do nich należało, patrzą, że w sumie to ej nereczka sobie działa, co z tego, że za jakiś czas to wszystko znowu pierdolnie i żyj sobie dalej Oakley, my mamy inne sprawy na głowie. Naprawdę, gdybym mógł i miał okazję, to bym to wszystko jakoś ogarnął, ale życie lubi mi rzucać kłody pod nogi, no i jedyne co mi dali to antybiotyki na trzy tygodnie, nerkozastępcze gówno, dietę i dwa litry wody dziennie. Pierdolę taką politykę, serio.
wtorek, 13 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [7]
— Chude mięso, strączki, owoce, warzywa, to, co zazwyczaj zalecają. No i te przeklęte dwa litry wody dziennie. — Zmiana oddechu, szybkie mrugnięcie, chwilowe poruszenie nerwów i doskonale wiedziałem, co zobaczył. Nivan jednak nie był plotkarzem ani samobójcą, żeby rozpowiadać o niezbyt miłym widoku, jaki sprawiły mu moje dłonie, więc udałem, że nie widzę jego zdenerwowania. Ewentualnie potem będę martwił się konsekwencjami, ale na razie potrzebowałem ciszy, spokoju, skupienia i odcięcia się od tak przyziemnych kwestii jak własna reputacja.
— Jeśli chodzi o cukrzycę, to nie i nie była powodem mojej... Choroby? Jedyne co mnie zaprowadziło na leczenie nerkozastępcze to kłębuszkowe zapalenie. A raczej powikłania i jakieś błędy lekarzy. — Przewróciłem oczami, słysząc jego miarodajne, ledwo słyszalne mruknięcia. Odsunąłem się w końcu nieco, decydując się nie zakładać na razie rękawiczek, potrzebowałem najpierw je zdezynfekować, najwyżej szybki czar maskujący narzucę i później do pokoju własnego pognam. A na razie...
— Wstawaj, ubieraj się, musimy pogadać — rzuciłem, ale zaraz dokończyłem moją myśl, widząc skrajnie przerażoną minę chłopaka — nie jest jeszcze krytycznie, ale już trzeba mocniej działać, wyjaśniłem. — Szczerze, to nie myślałeś po prostu o wymianie sobie całkowicie nerek, ale z dodatkową terapią przystosowawczą? Jedna ci tam poszła już z dymem, druga tak samo, na odratowanie nie ma szans, ale organizm ma skłonność do majtania i trzecia wydaje się póki co sprawna, ale już widać pierwsze nieprawidłowości. Kto ciebie leczył i jaką metodą póki co?
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [6]
— Nic na mojej warcie ci nie padnie. — Mimowolnie uśmiechnąłem się na słowa Hopecrafta, bo było to jakieś takie niby miłe, podnosząca w jakimś stopniu na duchu i w sumie to dość zabawne. Dłoń szybko mnie naprostowała, pan perfekcjonista, nie moja wina, że mam krzywy kręgosłup. — Najlepiej zamknij oczy, nie patrz i nie przeszkadzaj — mruknął, a mi zostało tylko przewrócić oczami z udawanym oburzeniem. Jakże tajne procedury skrywał chłopak? Uznałem, iż stawianie jakiegokolwiek oporu jest zbędne i przymknąłem oczy, mając nadzieję, że blondyn nie postanowi wykonać zamachu na moją osobę.
Zamiast tego zostałem obdarowany kilkoma stuknięciami w dobrze znane i pamiętane miejsce, mrowieniem, pieczeniem, nieopanowanym spięciem się mięśni brzucha i wstrzymaniem oddechu. Bo było dziwnie. Nawet bardzo.
— Jaką masz dietę? Stwierdzono u ciebie skłonności cukrzycowe? — spytał nagle, dalej muskając opuszkami brzuch, dalej utrzymując w powietrzu napiętą atmosferę i niepewność, bo nie odzywał się, nie pisnął nawet słówkiem o tym, co widzi, ile coś widzi i jakoś nieciekawie mi się to wszystko zapowiadało.
— Chude mięso, strączki, owoce, warzywa, to, co zazwyczaj zalecają. No i te przeklęte dwa litry wody dziennie. — Otworzyłem oczy, by zamknąć je jeszcze szybciej, bo zobaczyłem dużo. Zbyt dużo. Błagałem, tylko żeby Hopecraft sam nie dostrzegł mojej gafy, bo powód noszenia rękawiczek zdecydowanie nie był czymś, czym chciałby się dzielić.
Dlatego postanowiłem po prostu milczeć w tej kwestii.
— Jeśli chodzi o cukrzycę, to nie i nie była powodem mojej... Choroby? Jedyne co mnie zaprowadziło na leczenie nerkozastępcze to kłębuszkowe zapalenie. A raczej powikłania i jakieś błędy lekarzy — mruczałem, starając się usunąć wirujący obraz sprzed oczu i wykluczyć z głowy pytanie, które kiedyś już mu zadałem, bo to wszystko zaczęło robić się niepokojące.
Zamiast tego zostałem obdarowany kilkoma stuknięciami w dobrze znane i pamiętane miejsce, mrowieniem, pieczeniem, nieopanowanym spięciem się mięśni brzucha i wstrzymaniem oddechu. Bo było dziwnie. Nawet bardzo.
— Jaką masz dietę? Stwierdzono u ciebie skłonności cukrzycowe? — spytał nagle, dalej muskając opuszkami brzuch, dalej utrzymując w powietrzu napiętą atmosferę i niepewność, bo nie odzywał się, nie pisnął nawet słówkiem o tym, co widzi, ile coś widzi i jakoś nieciekawie mi się to wszystko zapowiadało.
— Chude mięso, strączki, owoce, warzywa, to, co zazwyczaj zalecają. No i te przeklęte dwa litry wody dziennie. — Otworzyłem oczy, by zamknąć je jeszcze szybciej, bo zobaczyłem dużo. Zbyt dużo. Błagałem, tylko żeby Hopecraft sam nie dostrzegł mojej gafy, bo powód noszenia rękawiczek zdecydowanie nie był czymś, czym chciałby się dzielić.
Dlatego postanowiłem po prostu milczeć w tej kwestii.
— Jeśli chodzi o cukrzycę, to nie i nie była powodem mojej... Choroby? Jedyne co mnie zaprowadziło na leczenie nerkozastępcze to kłębuszkowe zapalenie. A raczej powikłania i jakieś błędy lekarzy — mruczałem, starając się usunąć wirujący obraz sprzed oczu i wykluczyć z głowy pytanie, które kiedyś już mu zadałem, bo to wszystko zaczęło robić się niepokojące.
Idze facet do lekarza, a tam Hopecraft [5]
Chłopak szybko wykonał polecenie, ściągając koszulkę i rozkładając się na leżance. Rzuciłem kątem oka na jego ciało, zaraz po zasłonieniu rolet. Odpiąłem drugą szlufkę od rękawiczek i zbliżyłem się do Oakley`a, starając się logicznie myśleć.
— Za dzieciaka stwierdzili u mnie niewydolność nerek. — Ciekawe, ciekawe. Choć bolesne. — Ostrą niewydolność. Leciałem na dializach, potem zakwalifikowali na przeszczep i w sumie to wszystko było dobrze do teraz. — Auć. Bolało od samego patrzenia na ogromną bliznę, kwitnącą na brzuchu chłopaka. — Wyniki poleciały mi na łeb na szyję, sypiam jeszcze mniej, wymiotuję, czuję się, jakbym miał parkinsona i odnoszę wrażenie, że za chwilę zejdę. Obawiam się, że — chrząknął, odwracając wzrok, jak kopnięty szczeniak, nie wierzyłem, że cała buta Nivana wyparowała w jednym momencie, że prawie został złamany — że ona też mi padnie.
— Nic na mojej warcie ci nie padnie. — Zmarszczyłem brwi, dłonią poprawiając jego leżącą postawę. — Najlepiej zamknij oczy, nie patrz i nie przeszkadzaj — poleciłem, ściągając jedną z rękawiczek ostatecznie i zacząłem stopniowo moje czary. Jedno, drugie uderzenie palcem o bliznę. Poszukiwanie najłatwiejszych ścieżek witalnych, próba podłączenia się, jedna, druga. Coraz szybsze stukanie opuszkami palców o napiętą skórę, wstrzymany oddech Nivana i...
Jest.
Skrzywiłem się, bo to nie wyglądało dobrze, ale Nivan naprawdę nie zasługiwał, żeby umierać w tak młodym wieku, pasował mi raczej do osoby, która walczyła o swoje. Poszukiwała wrażeń. Zasługiwała na przeżycie wszystkiego na maksymalnych obrotach.
— Jaką masz dietę? Stwierdzono u ciebie skłonności cukrzycowe? — Zarzuciłem chłopaka pytaniami, dalej badając jego organizm.
sobota, 10 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [4]
Nieprzyjemny błysk w oku blondyna zjeżył mi włos na karku. Nie byłem w tym momencie proszonym gościem, nie chciał mnie tu i wręcz czułem, że najchętniej to użyłby mnie do wycierania kurzu z pierwszej lepszej półki.
Przyjście tu nie było dobrym pomysłem, zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Powinienem stąd iść, powinienem był całkowicie zniknąć z kampusu, wrócić do domu i jeździć co trzy, cztery dni do szpitala, całkowicie się wykreślić. Czego ja w ogóle się spodziewałem po moim zachowaniu? Yamir ma rację, karma istnieje i teraz daje mi po pysku z chorą satysfakcją.
Już miałem się odwrócić, przeprosić i wyjść, bo absolutnie nie miałem ochoty na bawienie się w typowego Oakleya, który będzie strzępił pysk o dosłownie wszystko, gdy blondyn utwierdził mnie w miejscu swoimi słowami.
— Połóż się na kanapie, ściągnij koszulkę. Co ci jest, jakie masz objawy, co konkretnie ciebie dopada? — Uśmiechnąłem się. Tak zwyczajnie, z jakąś tam nadzieją, że może się uda, że jakoś mi pomoże. Dlatego dostosowałem się do instrukcji i gdy ten zasłonił rolety, znowu tylko pstrykając, pozbyłem się górnej części ubioru.
— Za dzieciaka stwierdzili u mnie niewydolność nerek — mruknąłem, podchodząc do sofy, którą wskazał mi chłopak. — Ostrą niewydolność. Leciałem na dializach, potem zakwalifikowali na przeszczep i w sumie to wszystko było dobrze do teraz. — Nie ma to, jak dzielić się swoją biografią. Uwaliłem się na meblu, mimowolnie wcześniej zerkając na potężną bliznę na brzuchu. — Wyniki poleciały mi na łeb na szyję, sypiam jeszcze mniej, wymiotuję, czuję się, jakbym miał parkinsona i odnoszę wrażenie, że za chwilę zejdę. Obawiam się, że — chrząknąłem cicho, odwróciłem wzrok w stronę oparcia — że ona też mi padnie.
Przyjście tu nie było dobrym pomysłem, zdecydowanie nie było dobrym pomysłem. Powinienem stąd iść, powinienem był całkowicie zniknąć z kampusu, wrócić do domu i jeździć co trzy, cztery dni do szpitala, całkowicie się wykreślić. Czego ja w ogóle się spodziewałem po moim zachowaniu? Yamir ma rację, karma istnieje i teraz daje mi po pysku z chorą satysfakcją.
Już miałem się odwrócić, przeprosić i wyjść, bo absolutnie nie miałem ochoty na bawienie się w typowego Oakleya, który będzie strzępił pysk o dosłownie wszystko, gdy blondyn utwierdził mnie w miejscu swoimi słowami.
— Połóż się na kanapie, ściągnij koszulkę. Co ci jest, jakie masz objawy, co konkretnie ciebie dopada? — Uśmiechnąłem się. Tak zwyczajnie, z jakąś tam nadzieją, że może się uda, że jakoś mi pomoże. Dlatego dostosowałem się do instrukcji i gdy ten zasłonił rolety, znowu tylko pstrykając, pozbyłem się górnej części ubioru.
— Za dzieciaka stwierdzili u mnie niewydolność nerek — mruknąłem, podchodząc do sofy, którą wskazał mi chłopak. — Ostrą niewydolność. Leciałem na dializach, potem zakwalifikowali na przeszczep i w sumie to wszystko było dobrze do teraz. — Nie ma to, jak dzielić się swoją biografią. Uwaliłem się na meblu, mimowolnie wcześniej zerkając na potężną bliznę na brzuchu. — Wyniki poleciały mi na łeb na szyję, sypiam jeszcze mniej, wymiotuję, czuję się, jakbym miał parkinsona i odnoszę wrażenie, że za chwilę zejdę. Obawiam się, że — chrząknąłem cicho, odwróciłem wzrok w stronę oparcia — że ona też mi padnie.
piątek, 9 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [3]
— Plotki... Kiedyś tam usłyszałem plotki, że ktoś widział, jak podobno — tak, szanowny panie Oakley, ludzie cały czas o mnie plotkują, jeżeli jeszcze nie zauważyłeś, to jesteś na poziomie pantofelka, a spodziewałem się po tobie czegoś lepszego. Może to nie był właściwy moment na podchodzenie do mnie bez kija, a Nivan żadnego w zasięgu reki nie miał, więc chyba zostawało mi tylko spuścić mentalnie z tonu, dać sobie kopa w tyłek i przysiąc, że nie zmienię się w opryskliwego, gburowatego Dextera. — kogoś uzdrowiłeś? — Oh, tego się nie spodziewałem. — A do tego ostatnio, po tym, jak cię Wanda odwiedziła, to jakoś tak lepiej wyglądała i pomyślałem, że. Byłbyś w stanie mi pomóc?
Zmrużyłem oczy, wpatrując się w chłopaka i starając się na oko ocenić jego stan. Żadnych szczególnie widocznych zmian na skórze, raczej nie odrąbał sobie nagle ręki czy nogi, choć bladość mogłem zaliczyć do czynników silnie niepokojących. Zębami nie szczękał, gorączki raczej nie mam, problemy nie mogły być aż tak uzewnętrzniane, ale wolałbym nie zostać prywatnym czyimś lekarzem dla zwykłego bólu brzucha. Choć Cesarz świadkiem, że nadawałbym się do tego lepiej, niż nasz obecny pielęgniarz, który uprawiał ostatnio zawód nicnierobienia i udawania, że Est go za to nie ściga.
Dobra, raz kozie śmierć.
— Połóż się na kanapie, ściągnij koszulkę. Co ci jest, jakie masz objawy, co konkretnie ciebie dopada? — wyliczyłem, odpinając pierwszą szlufkę w rękawiczce, następnie pstryknąłem palcami, nieco zsuwając rolety. Kto wie, czy Hera się nie czai za oknem.
wtorek, 6 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [2]
Fakt, że ktoś mógł mi zrobić zdjęcie, jak wchodzę do pokoju samorządu i nakablować Herze, żeby miała co wściubiać do niesławnej, szkolnej gazetki, dyndał mi gdzieś pomiędzy nogami i jakoś nie chciało mi się przywiązywać do tego większej uwagi.
I w sumie, to nie zdziwiłbym się, gdyby Hopecraft kazał mi teraz spierdalać, bo pewno i jemu te wszystkie nieprzyjemne szpilki, metki i ploteczki jakoś niespecjalnie się podobały. Chociaż pewnie i tak go kurwica trafiała trochę mniej, niż mnie, bo byłem dość przewrażliwiony na tym punkcie, mimo tego, że sam sobie owe łatki przyklejałem i paradowałem z nimi, jak gdyby nigdy nic.
— Coś się stało? — zapytał dość nietypowym dla niego tonem albo przynajmniej takim, którego do tej pory nie przyszło mi słyszeć. Chrząknąłem cicho, poprawiłem się w miejscu i zamknąłem drzwi, tak na wszelki, bo chciałem zachowywać jeszcze jakiekolwiek pozory dbania o swoją prywatność.
Trzeba będzie poszperać w dokumentach i bazach danych.
— Plotki... Kiedyś tam usłyszałem plotki, że ktoś widział, jak podobno — zatrzymałem się i ściągnąłem brwi, niepewny swoich słów, bo brzmiały idiotycznie — kogoś uzdrowiłeś? A do tego ostatnio, po tym, jak cię Wanda odwiedziła, to jakoś tak lepiej wyglądała i pomyślałem, że. — Westchnąłem cicho, podrapałem się po karku i mruknąłem sam do siebie. Nie mówiłem nigdy o tym otwarcie. Nie przyznawałem się do tego, że jestem jakkolwiek ułomny, gorszy od innych. W końcu jak to, Nivan ma jakieś problemy zdrowotne? To jednak nie jest tak wytrzymały, jak się wszyscy tego spodziewali? Nie jest tym młodym, pięknym, zwinn... Srał pies. — Byłbyś w stanie mi pomóc?
I w sumie, to nie zdziwiłbym się, gdyby Hopecraft kazał mi teraz spierdalać, bo pewno i jemu te wszystkie nieprzyjemne szpilki, metki i ploteczki jakoś niespecjalnie się podobały. Chociaż pewnie i tak go kurwica trafiała trochę mniej, niż mnie, bo byłem dość przewrażliwiony na tym punkcie, mimo tego, że sam sobie owe łatki przyklejałem i paradowałem z nimi, jak gdyby nigdy nic.
— Coś się stało? — zapytał dość nietypowym dla niego tonem albo przynajmniej takim, którego do tej pory nie przyszło mi słyszeć. Chrząknąłem cicho, poprawiłem się w miejscu i zamknąłem drzwi, tak na wszelki, bo chciałem zachowywać jeszcze jakiekolwiek pozory dbania o swoją prywatność.
Trzeba będzie poszperać w dokumentach i bazach danych.
— Plotki... Kiedyś tam usłyszałem plotki, że ktoś widział, jak podobno — zatrzymałem się i ściągnąłem brwi, niepewny swoich słów, bo brzmiały idiotycznie — kogoś uzdrowiłeś? A do tego ostatnio, po tym, jak cię Wanda odwiedziła, to jakoś tak lepiej wyglądała i pomyślałem, że. — Westchnąłem cicho, podrapałem się po karku i mruknąłem sam do siebie. Nie mówiłem nigdy o tym otwarcie. Nie przyznawałem się do tego, że jestem jakkolwiek ułomny, gorszy od innych. W końcu jak to, Nivan ma jakieś problemy zdrowotne? To jednak nie jest tak wytrzymały, jak się wszyscy tego spodziewali? Nie jest tym młodym, pięknym, zwinn... Srał pies. — Byłbyś w stanie mi pomóc?
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [1]
Błogosławieni, którzy wiedzieli, co się wyprawia. James Miracles urządzał rozróbę za rozróbą, zdążył już zakumplować się z Duchem Biblioteki, jak; nie wiadomo, ale nieliczni powiadają, że miały w tym swój udział ofiary z dziewic, stare indiańskie rytuały, oderwane kolce z chyba każdej róży w zasięgu pięciu kilometrów i lubrykant. Ja chyba wolałem sobie nawet nie wyobrażać, co tam musiało się dziać. A dalej poszło z górki, wnerwianie Mińska, poczciwe flirtowanie z rumieniącą się Estrell pewnie swoje zrobiło, ale chłopak nie wydawał się tym przejmować.
Sam zresztą miałem większe sprawy na głowie, niż przejmowanie się nieogarniętymi pierwszakami, choć Hera uparcie namawiała starsze roczniki do wszczęcia otwartego buntu. Coś pomiędzy solidarnością seniorów, po wyrzucanie z siebie negatywnych emocji, no bo jak to, kotom pozwolić sobą pomiatać? My?! Elita tej szkoły?!
A niech sobie w dupę całe to swoje przedstawienie wsadzi, miałem własne problemy. I jeden z nich aktualnie pukał do drzwi sali samorządu, bo te plotki same z siebie się tak rozlazły, że już chyba nikt nad nimi nie panował. Zaczęło się od rzekomego płacenia Oakley`owi za seks, a skończyło się na tajemnie ukrywanej miłości, która tylko czekała, żeby buchnąć między naszą dwójką, gdy Przewalskiej nie będzie w pobliżu.
Niedoczekanie czyjeś.
Sam zresztą miałem większe sprawy na głowie, niż przejmowanie się nieogarniętymi pierwszakami, choć Hera uparcie namawiała starsze roczniki do wszczęcia otwartego buntu. Coś pomiędzy solidarnością seniorów, po wyrzucanie z siebie negatywnych emocji, no bo jak to, kotom pozwolić sobą pomiatać? My?! Elita tej szkoły?!
A niech sobie w dupę całe to swoje przedstawienie wsadzi, miałem własne problemy. I jeden z nich aktualnie pukał do drzwi sali samorządu, bo te plotki same z siebie się tak rozlazły, że już chyba nikt nad nimi nie panował. Zaczęło się od rzekomego płacenia Oakley`owi za seks, a skończyło się na tajemnie ukrywanej miłości, która tylko czekała, żeby buchnąć między naszą dwójką, gdy Przewalskiej nie będzie w pobliżu.
Niedoczekanie czyjeś.
— Hej, mam... Mam sprawę? — Westchnąłem, zapraszając chłopaka do środka.
— Coś się stało? — spytałem, widząc jego niepewną minę.
— Coś się stało? — spytałem, widząc jego niepewną minę.
niedziela, 4 lutego 2018
Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [0]
Nic, absolutnie nic nie było tak, jak powinno, a ja brnąłem w bagno pod każdym, nawet najmniejszym aspektem mojego życia. A to finanse i fundusze, a to społeczne bzdety, a to zdrowotny szajs, a to cholerne konflikty z prawem, które ciągnęły się za mną jak flaki z olejem i znowu zatarasowały mi drogę, na co pozostawało mi tylko westchnąć, założyć ręce za kark i klęknąć.
Towarzystwo zaczęło mnie coraz bardziej kontrolować i doszukiwało się czegoś, co koniecznie chciałem ukryć i wiedziałem, że za długo już nie pociągnę, więc trzeba będzie znaleźć sobie cholerną tarczę ochronną, coś, za czym będę mógł się skitrać i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Do tego Yamir, który do mnie wrócił i miał jakieś dziwne odpały, jakby te walone znaczki przestawały działać, a jemu sodówa znowu uderzała do głowy i wiedziałem, że muszę zastopować tę lawinę nieszczęść, bo jak się rozkręci, to się go nie zatrzyma.
Westchnąłem głośno.
I tak na pierwszym miejscu było zdrowie, które już w zeszłym roku zaczęło się rypać i lecieć na łeb na szyję. Wyniki nie były zadowalające, coś mi ciężko było ostatnimi czasy, piłem mało wody i to wszystko złożyło się na to, żeby znienawidzone wyjazdy do lekarza co trzy dni znowu zaczynały przypominać o swoim istnieniu. No, a naprawdę nie miałem ochoty leżeć przykuty do łóżka przez kilka godzin non stop. Po prostu nie.
Przetarłem kark, stając przed drzwiami pokoju osobnika, z którym to już miałem jakąś tam styczność, z którym niezobowiązująco jęczeliśmy sobie nawzajem, na którego widok coś mnie tam kuło, bo to wszystko było dziwne i niewyjaśnione.
Puknąłem knykciem trzy razy i dodatkowy jeden. Tak dla pewności.
— Hej, mam... Mam sprawę? — wyszeptałem niepewnie, zerkając zza drzwi, które otworzyłem po krótkim sygnale zezwalającym na wejście do tajemnej sali samorządu.
Towarzystwo zaczęło mnie coraz bardziej kontrolować i doszukiwało się czegoś, co koniecznie chciałem ukryć i wiedziałem, że za długo już nie pociągnę, więc trzeba będzie znaleźć sobie cholerną tarczę ochronną, coś, za czym będę mógł się skitrać i udawać, że wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Do tego Yamir, który do mnie wrócił i miał jakieś dziwne odpały, jakby te walone znaczki przestawały działać, a jemu sodówa znowu uderzała do głowy i wiedziałem, że muszę zastopować tę lawinę nieszczęść, bo jak się rozkręci, to się go nie zatrzyma.
Westchnąłem głośno.
I tak na pierwszym miejscu było zdrowie, które już w zeszłym roku zaczęło się rypać i lecieć na łeb na szyję. Wyniki nie były zadowalające, coś mi ciężko było ostatnimi czasy, piłem mało wody i to wszystko złożyło się na to, żeby znienawidzone wyjazdy do lekarza co trzy dni znowu zaczynały przypominać o swoim istnieniu. No, a naprawdę nie miałem ochoty leżeć przykuty do łóżka przez kilka godzin non stop. Po prostu nie.
Przetarłem kark, stając przed drzwiami pokoju osobnika, z którym to już miałem jakąś tam styczność, z którym niezobowiązująco jęczeliśmy sobie nawzajem, na którego widok coś mnie tam kuło, bo to wszystko było dziwne i niewyjaśnione.
Puknąłem knykciem trzy razy i dodatkowy jeden. Tak dla pewności.
— Hej, mam... Mam sprawę? — wyszeptałem niepewnie, zerkając zza drzwi, które otworzyłem po krótkim sygnale zezwalającym na wejście do tajemnej sali samorządu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)