— Powinny być u pielęgniarza albo w dokumentach. Co do lekarza, pozwolisz, że w najbliższym czasie skontaktuję się z moją mamą i dopiero wtedy cię poinformuję? — Skinąłem głową, uważnie przypatrując się chłopakowi. Nie wyglądał dobrze, a raczej kiepskie wieści nie poprawiły ani humoru, ani nie wsparły jego planów na przyszłość. Miałem ochotę westchnąć, bo to zdecydowanie był ciężki przypadek, który czekało sporo wzlotów, upadków, progresów i regresów, ale przede wszystkim: małych zwycięstw i dużej ilości nawrotów. Nie łudziłem się, przy obecnej skłonności organizmu Nivana do wyjaławiania sobie układu, co najwyżej na obecnych nerkach bez leczenia prewencyjno-magicznego mógłby co najwyżej podychać sobie jeszcze parę lat, zanim trzaśnie mu wszystko na raz.
Póki co szansa była, jak zawsze, tylko należało ją odpowiednio wykorzystać, choć mina chłopaka nadal zdawała się być niepewna. Nie ominął mnie smętny błysk w tych ciekawskich, butnych oczach, który pojawił się i zniknął w ułamku sekundy parę chwil temu. Może dlatego, a może bez żadnego powodu, podszedłem nieco bliżej do chłopaka, zaklinając iluzję na dłoniach. Ostatecznie ten widok nie należał do najmilszych, a nieporadne klepanie chłopaka po plecach wymagało choć odrobinę pozornej ogłady.
— Nie martw się, zadbamy, żeby było dobrze — rzuciłem, doskonale wiedząc, jak często słyszał pewnie ten pusty frazes. — Inaczej nie marnowałbym czasu. To co, widzimy się jutro?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz