sobota, 17 lutego 2018

Idzie facet do lekarza, a tam Hopecraft [12]

Czekoladowe oczy dosłownie na chwilę straciły blask, twarz nagle zamarła, a mi pozostało czekać, aż Hopecraft wróci do świata żywych i przestanie błądzić w wyimaginowanym świecie myśli, gdzie pewnie wszystko było względnie uporządkowane, czyste, nienaganne...
Czasami odnosiłem wrażenie, że jestem jedyną osobą na uczelni, która miała aż tak poważny mętlik w głowie, która nie potrafiła się ogarnąć i nadążyć ze swoimi myślami, które rozpędzone do granic możliwości przemykały to przez umysł, to przez świat otaczający. Wszystko musiało być prędkie, szybkie, na teraz zaraz.
Skinął głową, a za chwilę znalazł się tuż obok mnie i czystą dłonią poklepał mnie po plecach, krótko pogładził, uśmiechnął się ładnie, pokrzepiająco.
— Nie martw się, zadbamy, żeby było dobrze. — Każdy tak gadał i mało to pomagało, ale przecież czasami już tylko to nam pozostaje. — Inaczej nie marnowałbym czasu. To co, widzimy się jutro? — I temu uśmieszkowi odmówić po prostu się nie dało, a tym zmarszczkom przy oczach trzeba było się po prostu oddać, a oddech zdecydowanie powinien mi zwolnić, bo padnę przez niedotlenienie.
— Tak — odparłem niemrawo, dalej lustrując go wzrokiem, dalej kodując, co stało się z dłonią, dalej starając się nie myśleć o wodzie, której wypiłem za mało. — Tak, widzimy się jutro — dokończyłem, odsuwając się od prowizorycznego lekarza i zmykając z cichym pożegnaniem na ustach. Byle nie trzaskać drzwiami i nie wywinąć orła na środku pokoju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis