Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanabi Yasuraoka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hanabi Yasuraoka. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

Od serca [1]

Dni mijały szybko. Foma był cichy, coraz cichszy, Dexter cały czas go ganiał, a on tylko odmrukiwał coś pod nosem i ponownie znikał, najczęściej z wszelakimi dokumentami pod pachą. Zagubiony w swoich własnych myślach, ucichł zdecydowanie, włosy wydawały się coraz bardziej potargane. Coś się działo. Czułam to ja, czuł to pan Davon, cały samorząd, nauczyciele i sam Foma.  Pachniał dużą ilością kofeiny. I czasami papierosami.
A u mnie było nawet... dobrze. Ból głowy zniknął. czułam się trochę żywiej, nogi się nie trzęsły tak bardzo, jak kiedyś, dłonie też się uspokoiły. Szłam przez korytarz akademika, zmierzając do łazienki z kosmetyczką, ręcznikiem i piżamą, bo słońce zaszło już za horyzont, a ja po prostu nie miałam co robić, więc wskoczenie w ciepłe kapcie i zejście do świetlicy na seans jakiegoś słabego romantycznego filmu. Idealnie.
— Hej, Wanda! — Moje imię, szybkie odwrócenie się w stronę dźwięku i ujrzenie... Hanabi. Tak, Hanabi, tej dziewczynki, z którą pojawiłam się w szkole. Uśmiechnęłam się szeroko. — Śmieszna sprawa, bo zaczęłam go jeszcze w zeszłym roku, ale egzaminy, potem bal, nie było czasu skończyć. Mimo wszystko cieszę, że się udało! — Wyciągnęła obraz. — Jest dla ciebie!
Oh.
Obraz z moją podobizną. Odłożyłam swoje rzeczy na podłogę, wzięłam delikatnie płótno od dziewczyny, dalej zszokowana tym, co dla mnie zrobiła.
— Dziękuję... — mruknęłam, uważnie przyglądając się namalowanej blondynce. Mnie. — Nie spodziewałam się, serio, dziękuję... Skąd pomysł? — zapytałam się, podnosząc wzrok na dziewczynę stojącą przede mną. Uśmiechnęłam się szeroko.

Od serca [0]

Blondynka w jasnoniebieskiej sukience, trzymając bukiet polnych kwiatów, posyłała mi szeroki uśmiech. Maki wplecione we włosy komponowały się z czerwonopomarańczowym zachodem słońca w oddali, a kolor sukienki idealnie pasował do małego strumyka.
Obraz był skończony. Stał od dobrych dwóch tygodni w pokoju, nieruszany, odwrócony w stronę ściany, żeby żadna z dziewczyn w razie czego nie zechciała na niego popatrzeć. Ostatecznie Aya była tysiące razy lepsza w rysowaniu, więc przypuszczałam, że i malunek ma w jednym palcu.
Pomimo, że obraz nie był idealny, coś sprawiało, że mnie przyciągał i właściwie lubiłam na niego patrzeć. Dzięki Vanilce, która pomogła mi z rozmieszczeniem cieni oraz anatomią, wyglądał na tyle dobrze, że po całych dwóch tygodniach zdecydowałam się wręczyć go samej Wandzie, na której wzorowałam postać z pierwszego planu.
Słońce powoli zachodziło, wpadając w odcienie przedstawione na płótnie. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy od razu, kiedy zobaczyłam, że nie będę musiała szukać dziewczyny po całej szkole, ponieważ ta właśnie szła korytarzem po przeciwnej stronie.
— Hej, Wanda! — zawołałam dziewczynę, sprawiając, że się zatrzymała. Na spokojnie podeszłam, trzymając obraz za plecami. — Śmieszna sprawa, bo zaczęłam go jeszcze w zeszłym roku, ale egzaminy, potem bal, nie było czasu skończyć. Mimo wszystko cieszę, że się udało! — W tym momencie wyciągnęłam obraz, obserwując twarz dziewczyny. — Jest dla ciebie!

wtorek, 5 grudnia 2017

Nikt nie rozumie Evie Maven [2]

Czołówka serialu zawsze błyskała entuzjazmem i kiczowatością. Dużo eterycznych obrazów, przesiąkniętych wizualną magią, mającą wpłynąć na psychikę oglądających i zakorzenić w nich miłość do serialu. Zresztą, większość się nie opierała, bo to nie były złe odcinki. Pierwszy sezon dało się oglądać z otwartym serduchem, błagając o każdą dodatkową minutę emisji, choćby odcinków specjalnych, które wydawano z rzadkością. Potem przyszedł drugi sezon. Trzeci. Piąty. Ósmy. Dziesiąty. Każdy po sto odcinków, które zresztą też swoje trwały, bo dwie godziny, co za tym idzie, oglądać dało się na okrągło i gdzieś w połowie traciło się rachubę, o co oni w ogóle się kłócili na samym początku.
Gra Evie Maven (która swoją drogą była chyba moją ulubioną aktorką) zachwycała przez całe pięć lat emisji serialu i nie widziałem drugiej takiej od serii spektakli, w których występowała Jemena całe cztery stulecia temu wraz z trupą cyrkowo-dramaturgiczną Abstract. 
Było warto. 
Problem polegał na tym, że ktoś w końcu zakłócił mój wieczorny rytuał i była to osoba, na którą nie potrafiłem się złościć. Hanka była miła, łagodna jak baranek i widok zapłakanej dziewczyny sprawiał, że miałem ochotę coś rozwalić. 
— Przepraszam, ja... Chcę prosić o pomoc! Ja-James?! — wydukała płacząc. — Tak się o nią martwię... — wyszeptała cicho. Zerwałem się z fotela, podchodząc do dziewczyny i tuląc ją do siebie, zaczynając uspokajająco głaskać ją po plecach. Stopniowo pojawiło się pociąganie nosem, potem szloch, żeby zaraz buchnęła płaczem, próbując wykrztusić coś o jakimś kocie, Przewalskiej i...
O. Cholera.
— Zaraz, po kolei — mruknąłem spokojnym głosem. — Co się stało?

Nikt nie rozumie Evie Maven [1]

Bal, koniec balu, powrót do rutyny. Drugi rok. Rozszerzenia. Za dużo było tego wszystkiego, chociaż od zawsze byłam do wszystkiego pozytywnie nastawiona, to i tak zaczynałam powoli nie wyrabiać. Zastanawiałam się ciągle, czy aby na pewno wybrałam odpowiednie rozszerzenia.
Kontakt z dziewczynami z pokoju trochę osłabł, dużo siedziałam z nosem w książkach, chociaż na egzaminach ostatecznie i tak wypadałam przeciętnie, bo z mocną trójką. Oczywiście, nie mogłam oczekiwać tego samego co osoby, które jawnie ściągały, zwyczajnie zaglądając do innych przez ramię, a jedynie dziwić się, że egzaminatorzy tego nie widzieli (a może po prostu nie chcieli?).
W którymś momencie poczułam puknięcie w ramię. Odwróciłam się, doskonale wiedząc, kto na mnie czeka.
— Czego chcesz tym razem? — zapytałam, z nadzieją, że fioletowowłosy kocur chce tylko sprawdzić to co zawsze, czyli profile Fomy, Wandy i Dextera na portalach społecznościowych. Co z tego, że miał swój telefon, a mój zbił, brutalnie rzucając nim o ścianę. Na szczęście komórka działała, ale wielkie pęknięcie znacząco osłabiło jej czułość i jednocześnie wytrzymałość. Przypuszczałam, że jeśli znowu spadnie, to zakończy swój marny żywot i będę musiała po prostu uśmiechnąć się do ciotki i poprosić o nowy telefon.
— To co zawsze — odpowiedział kocur, a ja odetchnęłam z ulgą, chociaż kwestią czasu było zażyczenie sobie przez niego czegoś więcej. Mogłabym wręcz uznać, że chłopak mnie przeraża. Starałam się nocami na bieżąco usuwać wszystkie niemiłe wiadomości, które zamieścił z mojego konta, a jeśli zabronił to ewentualnie upewniałam się, czy pod wszystkimi się podpisał. Nie chciał swojego konta, bo i tak ostatecznie by się pogubił. Nie chciał pomocy w pobraniu każdej z aplikacji bezpośrednio na jego telefon, bo słabo czyta. Zostawało mi spotykanie się z nim prawie codziennie pod groźbą "zniszczenia wszystkiego". Patrząc na to, co zrobił Wandzie i inne rzeczy, o których rozmawiała cała szkoła, miałam prawo się bać. Bałam się również donieść o tym gdzieś wyżej. Wątpiłam, żeby dyrektor cokolwiek zrobił, bo i szczurem, który rozmnażał się jak biedronki, zbytnio się nie przejął. W związku z tym zostawali pedagodzy, a z żadnym nie miałam dostatecznie dobrych relacji. No i nie wiedziałam, czy nie trafię akurat na takiego, którego ulubieńcem jest właśnie Kyozuo. Zostali uczniowie. Do Wandy nie było opcji, Vanilka miała dostatecznie dużo na głowie, Foma zajmował się siostrą i Dexterem, samego Dextera niezbyt dobrze znałam, Aya może i mieszkała w tym samym pokoju, a jednak nie chciałam prosić akurat jej. Została jedna osoba. James.
— Długo jeszcze? — zapytałam, zaglądając przez ramię chłopaka. Literował w spokoju jakiś post od dobrych kilku minut. Miałam ochotę zrobić coś, żeby nasze "spotkania" stały się krótsze. Ten posłał mi tylko wrogie spojrzenie i wrócił do analizowania literki po literce, aż w końcu podał mi telefon i zaczął dyktować odpowiedź, którą miałam napisać. "Za szkołą. Siedemnasta, lepiej, żebyś była sama". Do Wandy, bo komu innemu chciałby grozić w tak oczywistym miejscu, jak komentarze do jej własnego wpisu. Przeanalizowałam dyktowane przez niego słowa raz jeszcze, po czym stwierdziłam, że to jest ten moment, w którym przesadził. Wandzia była naprawdę w porządku, nie chciałam, żeby była zastraszana. Była taka drobna, półtorej głowy niższa od kota. Miałam ochotę płakać na samą myśl o granicy brutalności kota, a raczej kompletnym jej braku.
— Nie chcę tego pisać. — Spojrzałam mu prosto w te ohydnie, przeszywające ślepia, które natychmiast się zwężyły, wyraźnie sugerując "igrasz z ogniem".
— Ostatecznie nie masz wyboru — wyszeptał i podszedł minimalnie bliżej. Poczułam, jak ręka trzymająca etui lekko zadrżała, oddech stał się minimalnie nierówny, serce przyspieszyło.
— W takim razie napisz to sam — odpowiedziałam chłodno, wciskając mu telefon do ręki, a potem cofnęłam się o dwa kroki, żeby po chwili znacznie przyspieszyć i zostawić go na środku korytarza z moją własnością, która mimo wszystko była setki razy mniej cenna niż moje zdrowie fizyczne, jak i psychiczne.
Szybko obrałam cel, którym była wspólna świetlica (bo była niska szansa, że kot w ogóle znał to miejsce – i tak nikt tam nie chodził), a od połowy drogi puściłam się biegiem. Nawet nie pomyślałam, żeby zapukać do jakichkolwiek drzwi, w razie gdyby ktoś obecnie robił coś, w czym nie można przerywać, albo coś, czego nie chciałabym widzieć.
Wparowałam do pomieszczenia, a moim oczom ukazał się jedynie włączony telewizor i James trzymający na kolanach pudełko z popcornem.
— Przepraszam, ja... Chcę prosić o pomoc! Ja-James?! — wydukałam, próbując uspokoić oddech. Nawet nie spostrzegłam, kiedy z moich oczu potoczyły się kolejno pierwsza, druga i coraz więcej łez. — Tak się o nią martwię... — wyszeptałam, ocierając oczy.

środa, 15 listopada 2017

Pod szczurzym sztandarem [2]

— Zanim zaczniesz jakikolwiek wywód, powiem po raz pierwszy i mam nadzieję, że ostatni, że nie sprawi on, że przestanę go... Lubić. — Na pewno nie pomyliłaś słów, kochanieńka? Założyłam ręce na piersi, gdy gołąbeczek, co prawda samotny, ale gołąbeczek, odwrócił się, by ponownie poszukać Hopecrafta wzrokiem. Gdybym mogła, każdego nazywałabym po nazwisku, ale idzie czasem połamać sobie język, na tych skomplikowanych mieszaninach liter. Yasuraoka? Alghieri? Resticieus? Kto to, do kurwy nędzy, wymyślał? Kochanowski, gdy fraszki mu się już znudziły?
Rozglądnęłam się po korytarzu. Jak zawsze wkurwiony Davon, ten dziwny kotowaty, który szlaja się za Wandzią, zakuwająca gdzieś w kącie brunetka, a wszystko dopełniał potykający się o własne nogi rudzielec, który rozbił swój nos o piętnaście razy za dużo. Wspaniale.
— A lub se go, jeśli jesteś aż taką masochistką. Chcę ci tylko przekazać, że jeśli liczysz na coś więcej niż bolesny friendzone, to od razu polecam ci znalezienie kogo innego. Hopecraft to lubujący się w skakaniu z kwiatka na kwiatek skurwysyn, przynajmniej w mojej opinii. — Mimo że byłam niższa, czułam się, jakbym obalała ją wzrokiem. Szczerze? Byłam swoich słów bardziej niż pewna. Nawet jeśli robił to nieświadomie, to i tak był chujem, bezdusznym draniem, który robił za dużo złego w zbyt krótkim czasie. Zdecydowanie.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Pod szczurzym sztandarem [1]

Zatłoczony korytarz. Szkolną manierą było to, że mało było ludzi średniego wzrostu, więc dało się zobaczyć wyłącznie osoby niższe ode mnie o głowę i również o głowę wyższe.
Blondyn należał do tych drugich, był jednym z najwyższych i zdecydowanie najlepiej prezentujących się mężczyzn w tej szkole. Wręcz nie szło oderwać od niego wzroku. Mogłabym przysiąc, że jego ciepły uśmiech był najpiękniejszym, jaki kiedykolwiek udało mi się zauważyć, a luźno opadające loki lekarstwem dla oczu i duszy.
— Serio? — Usłyszałam za sobą nieźle zirytowany głos, który z jakiegoś powodu wydawał mi się dziwnie znajomy, jakbym słyszała go już wcześniej.
Odwróciłam się w stronę, z której dochodził. Automatycznie mój uśmiech zastąpił grymas, gdy tylko rozpoznałam twarz Renee.
— Zanim zaczniesz jakikolwiek wywód, powiem po raz pierwszy i mam nadzieję, że ostatni, że nie sprawi on, że przestanę go. — Zatrzymałam się na chwilę. — Lubić.
A potem wróciłam do poprzedniej czynności, próbując na nowo znaleźć Hopecrafta w tłumie. Niestety, loki zniknęły i przeszukiwanie chodzących wszędzie ludzi, nie przyniosło żadnych rezultatów. Zrezygnowana ponownie przeniosłam wzrok na dziewczynę, która, mimo że była ode mnie niższa, to język zdecydowanie miała bardziej wyćwiczony i wyglądało na to, że używała go aż zbyt często. Westchnęłam cicho, mimowolnie poprawiając grzywkę dłonią. Trzeba będzie ją podciąć...

niedziela, 12 listopada 2017

Pod szczurzym sztandarem [0]

— Hanabi jestem. — Wyszczerzyła się wtedy w dziwnym, absolutnie niepodobającym mi się uśmiechu. Krzywym, sztucznym, kryjącym za sobą drugie dno, zamiary inne, niż tylko zapoznanie się. — Znajomi mówią mi Hanka. A ty? — Zakodowałam słowa, ale nie odpowiedziałam, gdy dziewczyna zeszła po schodkach. Wyminęłam ją, rzucając krótkim „Mówiłam, nieistotne” na odchodne.
Cóż, posiadałam nadzieję, że chociaż w wakacje nieco zmądrzeją, przestaną się ślinić na widok tego zasranego Cocker Spaniela, bo nie wiem, co było gorsze, rozmemłane dziewuszki ze złamanym sercem, czy jego ignorancja.
Chyba to kuło mnie najbardziej. Fakt, że zdawał się nie zauważać tego wszystkiego i ranił te biedne, stwórcy ducha winne istotki, zmieniając towarzystwo częściej niż te swoje rękawiczki. Przeskakiwał sobie z kwiatka na kwiatek, po kolei zamykając je w obrzydliwym friendzone, łamiąc kołaczące mięśnie i ruszając do kolejne...
— Serio? — Wypaliłam głośno i ściągnęłam brwi, widząc, jak fioletowowłosa wychyla się zza rogu, obserwując dokładnie przemykającego między ludźmi Hopecrafta. Nosz, do cholery jasnej, omamione, głupie nastolatki, którym hormony obijały się o sklepienie umysłu i buzowały w organizmie w zdecydowanie zbyt szybkim tempie. Miałam ochotę wywrócić oczy na drugą stronę, strzelić porządnego facepalma i zobaczyć, czy klub młodych, zapalonych alko... alchemików, dalej szuka członków.
Hanabi [dobrze pamiętam?] odwróciła się jak na zawołanie, gromiąc mnie wzrokiem. Odwzajemniłam się znudzonym do granic możliwości spojrzeniem. Jesteście tak cholernie nudne.

Dziewczęta farb i duchów [0]

Z racji tego, że w czasie wakacji, ani ja, ani Hanabi nigdzie się nie wybierałyśmy, zdecydowałyśmy urządzić kilka spotkań w sali artystycznej. Ona nadal miała do dokończenia obraz, a ja musiałam ją wypytać o pare spraw,  wcale nie związanych z duchami , których ostatnim razem nie udało się do końca omówić. Wybrałyśmy nieco bardziej dogodny dla nas termin spotkań, niż czwarta nad ranem. Tak więc dzień po egzaminach, po południu, umówiłyśmy się w sali artystycznej na wspólne malowanie i plotkowanie. Przygotowałam nam sok pomarańczowy i ukradłam kilka ciasteczek waniliowych z kuchni. Otworzyłam okno, pierwszy raz od długiego czasu, pozwalając świeżemu powietrzu na nowo wpłynąć do środka. Odsłoniłam firanki, wpuszczając do pomieszczenia promienie słońca, które po zimie rozbłysły jak nigdy. Przygotowałam sztalugi, farby oraz dwa fotele. Przyjrzałam się obrazowi, który ostatnio zaczęła Hanabi. Polna dróżka, mały domek, łąka, kwiaty, a na środku dziewczyna, blondynka. Bardzo przypominała mi Wandę z młodszej klasy. Fioletowowłosa chyba nawet coś wspominała o tym, że to ona. Miałyśmy jej zanieść obraz, gdy tylko będzie gotowy. Na razie jednak będzie trzeba nad nim trochę popracować. Obróciłam się, słysząc pukanie do drzwi. Hanabi nieśmiało uchyliła je i zajrzała do środka.
— Wchodź, wchodź, wszystko gotowe — powiedziałam, odgarniając ręką włosy i posyłając dziewczynie uśmiech.

wtorek, 31 października 2017

Od Hanabi, CD Van

Kresek wciąż przybywało, w końcu za postacią Wandy pojawił się też pierwszy zarys tła. Odsunęłam się kawałek od pracy i egoistycznie stwierdziłam, że nie wygląda najgorzej. Właściwie prezentowała się naprawdę dobrze, być może nawet...
— Podarujesz go Wandzi, jak skończysz? Myślę, że mogłoby się jej bardzo spodobać. — Usłyszałam głos Vanilii.
— Umiesz czytać w myślach? — rzuciłam w żarcie.
Na bieżąco słuchałam każdej porady dziewczyny. Może i przez długi okres nie trzymałam pędzla w ręku, ale okazało się, że to jak jazda na rowerze. Podstaw po prostu nie da się już zapomnieć, na zawsze pozostaną gdzieś z tu głowy, czekając na odpowiedni moment.
Dużo też rozmawiałyśmy. Vanilia dużo dopytywała, czułam się naprawdę słuchana. Na pewno będę korzystać z pracowni artystycznej dużo częściej niż do tej pory.
Jak zawiedziona byłam, kiedy okazało się, że godziny wydawania śniadań właśnie się rozpoczęły, co było równoznaczne z koniecznością przerwania pracy.
Przed wyjściem ustawiłam sztalugę razem z płótnem trochę bliżej ściany, żeby nikomu nie przeszkadzała.
Przed pożegnaniem się z ciemnowłosą obiecałam jej jeszcze, że w najbliższym czasie przyjdę dokończyć malunek. Potem udałam się prosto do Pokoju Trawy, żeby się przebrać i pozbyć zielonej farby z rąk. Dawno nie zaczynałam dnia w tak dobrym humorze. 

Od Hanabi, CD Aurelek

— Odnieście go do odpowiedniego klubu — mruknął dyrektor w naszą stronę, jakby niezbyt przejęty sytuacją. To tylko zwierzak, który rozmnaża się jak króliki, proszę pana. On jest od pana tylko jakieś pięć razy bardziej inteligentny, proszę pana. Co najwyżej porozgryza wszystkich, jeśli się rozprzestrzeni, proszę pana.
To było jedne z niewielu moich spotkań z dyrektorem, a jednak po raz kolejny odniosłam wrażenie, że życie szkoły na liście rzeczy najważniejszych było u niego pod punktem o zmianie skarpetek.
— Dobrze, dziękujemy — odpowiedziałam, nie chcąc nalegać. Ostatecznie to tylko szkoła, zwierzaka się odniesie, więc zagrożenie automatycznie zniknie. Jeden nie mógł nic zrobić, potrzebował samicy. Plagi nie będzie. Nikt nie umrze w bólu, czując jak szczur powoli rozgryza jego krtań.
Wyszłam, gestem nakazując Niebieskiemu podążać za mną. Czy on i ten białowłosy chłopak...? Lubili się chyba, widziałam ich kilka razy. Gorzej, jeśli byli razem, a ten właśnie przyłapał drugiego na zdradzie.
— Głupio pytać, ale wiesz może, gdzie dokładnie trzymają te wszystkie zwierzęta? — zapytałam, ale chłopak nie słuchał. Cisnął szczurem o ścianę, a potem cofnął się kawałek.
— On nie żyje? Aurel, chcesz porozmawiać? — zapytałam, po raz pierwszy od dawna zauważając, że głos się załamał. Ostatecznie i ja zaczęłam powoli się cofać, aż moje plecy nie zetknęły się z zimną ścianą.

Od Hanabi, CD Vene

— Mam nadzieję, że pokażesz mi jakieś swoje twory, jeśli oczywiście będziesz chciała — rzuciła dziewczyna, na dobre odstawiając kubek z herbatą. Lepiej dla niej. — To dość nudne i mało ciekawe, ale kartografia i, jak pewnie zdążyłaś zauważyć, robienie za przewodnika, ewentualnie drogowskaz — dodała, odpowiadając na moje pytanie. — Nad jakimi rozszerzeniami się zastanawiałaś?
— Jasne, że pokażę! — powiedziałam nieco głośniej niż zwykle. Zapowiadało się na dłuższą wypowiedź, w końcu tyłu informacji nie można było pozostawić bez dopełnienia. — Pewnie nie są dobre, ostatnio próbowałam wrócić do portretów. Trochę krzywo, ręka musi się na nowo wprawić. Vanilia okazała się bardzo pomocna, więc co do tego nie muszę się martwić. Co do bycia przewodnikiem, naprawdę dobrze ci to idzie! Bez ciebie na pewno bym tu nie trafiła. Może i nie znalazłam czego szukałam, ale dobrze się bawiłam. A dzięki mapie w końcu poczułam się trochę bardziej samodzielna. Ciotka coraz starsza, niedługo przestanie nawet gotować i wybierać się na zakupy, więc będę musiała stać się nieco bardziej odpowiedzialna. Co do rozszerzeń... Jeszcze nie wiem, najpewniej wezmę to, co najlepiej mi idzie. Czyli nic, co ma w nazwie "literatura". — W tym momencie zatrzymałam się na moment. — Za dużo mówię?

poniedziałek, 30 października 2017

Od Hanabi, CD Aurelion

— O Stwórco, wszystko dobrze? — zapytałam, przykładając jedną dłoń do ust. Ręce Aurelka naprawdę nie wyglądały dobrze, a to wszystko przeze mnie i przez to, że zdecydowałam się cokolwiek wspomnieć o ohydnym szczurzysku. Pazurkowaty odpowiedział mi jedynie krótkim wzruszeniem ramion, co oznaczało, że nie jest dobrze. Jest bardzo źle.
— Po prostu zabierzmy to coś do Mińska, im szybciej, tym lepiej — bąknął Aurel, na co jedynie skinęłam głową, mimo wszystko zmuszając się do lekkiego uśmiechu. Nie byłam w stanie przypomnieć sobie niczego o ewentualnym jadzie wydzielanym od gryzoni, więc bandaż i pomoc jakiegoś lekarza powinny być wystarczające. Ostatecznie mogę dopłacić do wizyty albo lekarstw, w miarę moich możliwości.
— W takim razie chodźmy — zarządziłam, idąc przodem. Co chwilę odwracałam się jedynie po to, aby kontrolować stan rąk Kota.
Po chwili znaleźliśmy się tuż przed drzwiami dyrektora. Było coraz gorzej, bo mój towarzysz przestał jedynie zaciskać zęby, co jakiś czas dało się usłyszeć syk. W związku z tym zdecydowałam, że nie ma sensu czekać. Trzykrotne puknięcie o drzwi. Nie zaczekałam na odpowiedź, po prostu od razu wparowałam do pomieszczenia, Aurel za mną.
I wtedy, cóż, ujrzałam coś, czego widzieć zdecydowanie nie chciałam. Niski posiadacz białych włosów i wpleciona w nie ręka dyrektora. Uśmiech na obu twarzach, który nagle znikł. Najwyraźniej w końcu dostrzegli, że nie są sami.
— Panie dyrektorze — odezwałam się, zachowując formalny ton. — Znaleźliśmy to na korytarzu — powiedziałam.

niedziela, 29 października 2017

Od Hanabi, CD Renee

— Hopecrafcie, a kim innym? Tylko do niego ty i połowa szkoły robi maślane oczka. Zresztą, nieważne, zignoruj mnie — odpowiedziała nieznajoma, właściwie dość chaotycznie.
— Ja... To nie ode mnie zależy — odpowiedziałam, uważając na słowa. Wyglądało na to, że miała coś przeciwko Jamesowi. Nie wiem, co mogło to być. Ostatecznie chyba była nowa, w szkole znajdowała się w końcu od zaledwie kilku dni albo tygodni. Zdążyła już go poznać? Rozmawiali chociaż raz? Jeśli nie, to oznacza, że ocenia go przez pryzmat opinii innych albo z odległości. Tak nie wolno.
— Nieistotne... — mruknęła jeszcze tylko, zbierając się do zwyczajnego odejścia. Ot tak, wrzuciła swoje trzy albo i pięć groszy, a potem miała zamiar odejść, jakby nigdy nic się nie stało.
— Nie, czekaj — zwróciłam się w jej stronę, sprawiając, że jednak się zatrzymała. Chciałam dowiedzieć się, czy znała blondyna wcześniej. Starzy przyjaciele z dzieciństwa? Może była para, hm? Może dzięki niej uda mi się zbliżyć do chłopaka...? Albo przynajmniej wiedzieć, na czym stoję? Ostatnią rzeczą, której chciałam, było zerwanie, lub zakończenie kontaktu z Jamesem. Zdecydowanie.
— Hanabi jestem. — Uśmiechnęłam się. — Znajomi mówią mi Hanka. A ty? — Zeszłam te dwa albo trzy stopnie i stanęłam dokładnie przed nią, wciąż się uśmiechając

wtorek, 24 października 2017

Od Hanabi, CD Renee

Egzaminy zbliżały się coraz bardziej, umysł skutecznie odpychał od siebie każdą przyswajaną wiedzę. Godzina i dwie nauki nic nie dawały, myśli były zajęte kimś albo czymś, co zdecydowanie nie dawało spokoju. Nic konkretnego, hm. Po prostu z jakiegoś powodu nie byłam w stanie nawet powtórzyć czegokolwiek, co było omawiane na lekcji, na której osobiście siedziałam jedynie kilka godzin temu. Zapowiadało się, że te egzaminy będą kompletną porażką.
Typowa rutyna dla poprawienia humoru. Przyszykowana wyszłam z pokoju przed Hannah i Ayą. Szybko zaliczyłam czwarte piętro. Stał tam. Przy parapecie, z tymi swoimi idealnymi lokami opadającymi na szyję i ramiona, cudownym uśmiechem. Nie zauważył mnie. Nie byłam w stanie rozpoznać osoby, z którą rozmawiał. Stała tyłem, a długie włosy były jedynym elementem, po którym mogłam się czegokolwiek domyślić. Nie byłam również w stanie rozróżnić wypowiadanych przez Jamesa słów, ale docierał do mnie ciepły głos. Idealny kandydat do słuchania godzinami. Pomyśleć, ile osób miałoby pozytywne oceny z lektur, gdyby to blondyn nagrywał e-booki.
— Co ty w nim widzisz? — Usłyszałam za sobą czyjś głos. Odwróciłam się gwałtownie, a moim oczom ukazała się dziewczyna nieco niższa ode mnie. Zdecydowanie do jej cech szczególnych mogłam zaliczyć sporą ilość kolczyków powtykanych praktycznie wszędzie i włosy o niestandardowej barwie.
— Ale że w sensie, w kim? — Posłałam jej szeroki uśmiech, decydując się na udawanie.

sobota, 21 października 2017

Od Hanabi, CD James

— Mówisz w normalnych ilościach, nie martw się — pocieszył mnie chłopak, na co zareagowałam głupim rumieńcem, bo zdecydowanie nie był potrzebny do sytuacji. — Tak, lepiej żeby je od razu wytępili, bo potem będziemy mieli problem, ale Mińsk zdaje się nie zauważać problemu — dodał blondyn.
— Ano właśnie ostatnio z Aurelem zanieśliśmy jednego, ale ostatecznie nic lepszego z tego nie wykniknęło, bo najwyraźniej była to jedyna jednostka, która dała się schwytać na terenie szkoły. Inne albo się pochowały, albo jeszcze tu nie zawitały. Matka Natura naprawdę musiała się nudzić... Żeby to chociaż było ładne! — Brawo, Hanabi, teraz to całkiem się rozgadałaś. 
Wzięłam jeszcze kilka łyków herbaty, która zdążyła już sporo ostygnąć. A może to sprawka Jamesa, czego nawet nie zdążyłam zauważyć? 
— Mało wypiłeś — rzuciłam. — Źle się czujesz? Brzuch boli? — zapytałam, gryząc się w język, zanim powiedziałam kolejne zdania. Chłopak zamrugał trzykrotnie, a potem posłał mi lekki uśmiech. Wyglądał w tamtym momencie jak osoba z pięknego portretu. Ciężko było uwierzyć, że nie był fikcyjny, a siedział przede mną w pełnej okazałości. Blond loki, ciemne oczy. Do tego uniesione kąciki ust. Jak można było nie przyznać, że jest po prostu idealny? Cóż, trzeba było mieć  naprawdę słaby gust.

Od Hanabi, CD Heather

— Wszyscy będą się do egzaminów przygotowywać, szkoda głowy zawracać organizacją. Możemy po prostu zamówić co nieco z kawiarni i pizzerni jakiejś, ciastka, pizze, dowiozą nam wszystko, nie ma co po mieście z tobołami się targać. Szybką zbiórkę się zrobi i z tego powinno nam spokojnie wyjść, choćbyśmy grosze zbierały. Van i Hera mają spore mieszkanie, w razie czego u mnie można też, to wywalę Fomę z powrotem do pokoju Dextera na dwie doby, niech mają czas dla siebie. — Drgnęłam lekko na wspomnienie o parze z parapetówki. W sumie chciałabym ich wtedy zobaczyć. — Jak sądzisz? Plus, masz jakieś pomysły odnośnie samego przebiegu? Tematy do rozmów przyjdą same, ale lepiej jednak zaplanować, czy byśmy coś konkretnego porobić chciały. 
— Myślę, że można pobawić się w te typowe rzeczy, hm? Szczerze mówiąc, pierwszy raz będę w czymś takim uczestniczyć, ale chyba te typowe zabawy bliskie gry w butelkę będą odpowiednie, hm?  — zapytałam. — No i można też połączyć przyjemne z pożytecznym, bo podobno każdy lubi się malować. W razie czego ogarnąć filmy, jakieś horrory może. Albo komedie romantyczne! — Zaśmiałam się, chociaż sama nie przepadałam za tym gatunkiem. — A karty? Powspominać tak dzieciństwo... Pół życia z dzieciakami z osiedla grałam w różne takie gry stworzone przy pomocy kart. I koniecznie trzeba będzie ponarzekać na chłopców! — Posłałam Heather szeroki uśmiech. — Dziewczyny również! — dodałam jeszcze, zastanawiając się, czy trzeba to jakoś lepiej i dokładniej rozpisać. 

Od Hanabi, CD Aurelion

— Pewnie to obrzydlistwo z gazetki. Erchnion? Chyba tak to się nazywało — odpowiedział chłopak. Raz jeszcze rzuciłam okiem na szczura, który, pomimo tak dużej inteligencji, zabrał się właśnie do pogryzania ściany. Co innego, jeżeli naprawdę jest czymś nadzwyczajnym i buduje tunel. Może ma już plan i prywatnego architekta? 
— Odnoszę wrażenie, że powinniśmy kogoś o tym zawiadomić, poinformować pedagogów? Nie chcę się obudzić z tym czymś pod ogonem, serio... — dodał kotopodobny.
Pokiwałam lekko głową. 
— Zdecydowanie. Ostatecznie prawdopodobnie stanowi spore zagrożenie, tym bardziej przy tej szybkości rozmnażania — rzuciłam, wracając myślami do gazetki. — Dyrektorowi? I powinniśmy zabrać to ze sobą? — zapytałam jeszcze, wzdrygając się na myśl chwycenia ohydnego futrzaka. A potem niesienia go przez spory kawałek. Z drugiej strony, jeśli zniknie (albo skończy kopać tunel i zrobi salon pomiędzy korytarzami!), to dyrektor uzna nas za szalonych. Dyrektor, właściwie każdy inny nauczyciel. 
Aurel wzruszył ramionami i podszedł po stworzenie, które planowało ucieczkę, ale ten w ostatnim momencie złapał je za ogon, całkowicie mu ją uniemożliwiając. 
— W takim razie pójdziemy do dyrektora! — zadecydowałam. — Powinien mieć najlepsze źródło informacji i jakkolwiek się orientować, prawda? Rozmawiałeś z nim kiedyś? Podobno do najmilszych nie należy... — Obserwowałam zwierzę wijące się w rękach chłopaka. Prędzej wyrwiemy mu ogon, aniżeli bezpiecznie zaniesiemy do dyrektora...

niedziela, 15 października 2017

Od Hanabi, CD Wanda

Oficjalnie postanowione. Druga walizka już nigdy nie zostanie otwarta. Jakiś czas temu doszłam do wniosku, że cała jej zawartość po prostu mnie niszczy. Zdecydowałam, że spróbuję uwierzyć w to, że rodzice zostali zamordowani, a nie porwani. Że nie żyją i już nigdy ich nie zobaczę. Ostatecznie nie płakałam już na każdą myśl o nich, tamte szczęśliwe lata po prostu zaczynała otaczać mgła, ich twarze odchodziły w zapomnienie. Z jednej strony to źle, bo przecież bez nich nigdy nie byłoby mnie na tym świecie. Z drugiej, cieszyłam się. Ta sytuacja zdecydowanie uczyniła mnie silniejszą.
Egzaminy z każdą chwilą zbliżały się coraz bardziej, od tych znowu zależało, ile lat pozostanę jeszcze w tej szkole. Trzydzieści procent to niby nie było ciężko zdobyć, ale jednak wyglądało bardzo brzydko. Zdecydowanie lepiej prezentowało się dziewięćdziesąt albo chociaż sześćdziesiąt procent, do których trzeba było się już pouczyć, na dodatek niemało.
Jako cel obrałam salę do wspólnej nauki, chociaż z jakiegoś powodu szłam w jej kierunku niesamowicie wolno, jakby coś mnie blokowało. Pozostało tylko modlić się, żeby mój umysł był w stanie przyswoić jakąkolwiek wiedzę, bo inaczej kilka godzin pójdzie na marne.
— Wanda! — zawołałam w stronę blondynki stojącej na korytarzu, która akurat poprawiała warkocz. — Masz czas? Chcesz się pouczyć? — zapytałam, posyłając jej szeroki uśmiech, kiedy już podeszłam bliżej.


sobota, 7 października 2017

Od Hanabi, CD Vanilia

— A tam, nie ma niefajnych historii, lecz każda opowiedziana innej osobie mniej obciąża człowieka — powiedziała Vanilka. W tym samym czasie spróbowałam machnąć podstawowe elementy twarzy. Okazało się, że coś jeszcze pamiętam, bo całość wyszła w miarę proporcjonalnie i nie musiałam poprawiać niczego kilkanaście razy.
— A więc, co tam robiłaś z całym czasem, który nie spędzałaś na malowaniu? — zapytała dziewczyna, a gdzieś w mojej głowie pojawiła się myśl, że właściwie jest trochę natrętna. Albo może i uparta, chociaż ta wiedza nie dałaby jej niczego nowego. Również rozpowiedzenie jej po szkole nie zmieniłoby wiele, skoro po szkole paradował nauczyciel, którego można było nazwać jednym wielkim tatuażem.
— Naprawdę nie lubię tego wspominać... — Na moment oderwałam się od malunku i popatrzyłam na dziewczynę. — Ale, cóż. Straciłam rodziców. Policja uznała ich za zamordowanych, ale tylko dlatego, żeby oficjalnie zamknąć sprawę, którą męczyli się kilka miesięcy. Nie mieli dowodów, więc uznałam, że sama spróbuję dowiedzieć się czegoś o ich "zaginięciu". — Wykonałam rękami śmieszny gest dla podkreślenia ostatniego słowa. — Potem doszło do tego jeszcze jedno wydarzenie, więc wysunęłam własne wnioski i od tamtego czasu po prostu nie było czasu na żadne inne zajęcia. W sumie nic to nie dało, więc jakiś czas temu po prostu się poddałam — wyjaśniłam, wciąż się uśmiechając, chociaż wcale nie było mi do śmiechu.
A potem po prostu się odwróciłam i wróciłam do malowania.

Od Hanabi, CD Vene

— Więcej materiału, więcej ogarniania, ale nie jest źle. Póki nie przyślą mi papugi, która będzie na mnie wrzeszczeć, wręcz doskonale — odpowiedziała Vene. W międzyczasie skubnęłam kawałek jabłecznika, który smakował wybornie. Jak za tę cenę, zdecydowanie warto było zamówić aż trzy kawałki. Z drugiej strony, nie będę mogła tu często przychodzić, bo znowu trzeba będzie szukać kilka godzin nowego mundurka.
— Czym się interesujesz? — Usłyszałam. Zaśmiałam się cicho, oblizując wargi.
— Długo by opowiadać — wyjaśniłam. — Ostatnio wróciłam do malowania, Vanilia skutecznie zaszczepiła to we mnie na nowo. Wiesz, przerwałam kilka lat temu. Poza tym raczej niczym szczególnym. Albo inaczej, niczym wartym opowiedzenia. A ty? — zapytałam, dłubiąc więcej ciasta.
— Smakuje? — Odwróciłam się gwałtownie na dźwięk tych słów. Kelner, chyba ten sam, który przynosił nasze zamówienia. Mów, co do tego dosypałeś?
— Smakuje, smakuje — potwierdziłam, uśmiechając się.
— Ale na pewno? — Wyjątkowo upierdliwy kelner.
— Tak, dawno nie jadłam tak dobrego ciasta — odpowiedziałam, na co ten tylko kiwnął z uśmiechem głową. A potem, ku mojemu zdziwieniu, podszedł do pary za nami i zapytał o to samo. Również dwukrotnie.
— Wiesz... Zaczynam zastanawiać się nad składem naszych zamówień — rzuciłam do Vene, która pozbyła się już połowy zawartości kubka.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis