Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W sumie to całkiem przyjemnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą W sumie to całkiem przyjemnie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [22]

Fuknął, burknął i ponownie schował twarz w poduszce, a ja parsknęłam śmiechem. Czyżby ktoś miał po prostu łaskotki?
Nie, po prostu mało kto lubił, gdy dźgało się go w żebra, normalna reakcja, Przewalska.
— Nie odpuścisz, nie? — zapytał z wyraźnie słyszalnym oburzeniem i, och, to wcale nie było śmieszne, ale jednak parsknęłam śmiechem, ciut bardziej się do niego przybliżając ze zwycięskim wyrazem twarzy, bo rzadko kiedy odpuszczałam, a on doskonale to wiedział. — Dobra, rób, co chcesz, byle obeszło się bez naparu z cebuli — mruknął, uciekając jeszcze bardziej i kuląc się, na co posłałam mu jeszcze szerszy uśmiech.
— Yamir, ja tu śpię, błagam, przecież nie trzymam przy sobie cebuli — stwierdziłam, podnosząc się do góry i zeskakując zwinnie z łóżka, by wziąć wodę. W końcu jakoś te nieszczęsne tabletki połknąć musiał, a ja nie miałam zamiaru go torturować.
Odchrząknęłam, podając mu dwie, dobroczynne witaminy C i po cichu wcale nie dorzuciłam mu jeszcze jednej, obiecuję, tylko jednej tabletki tranu.
Tak na wszelki wypadek, prawda?
— Nie masz żadnych przeciwskazań, prawda? — zapytałam, po czym podałam mu butelkę. — Chcę ci tylko pomóc, a nie sprowadzić na drugi świat, nie będę mieć nikogo na sumieniu, a tym bardziej ciebie — stwierdziłam stanowczo, kładąc ręce na biodrach, a po chwili orientując się, że chyba zbliżała się jakaś dziewiąta, a może i dziesiąta, a ja dalej byłam w piżamie.

sobota, 28 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [21]

Materac obok nieco się zapadł, dziewczyna zajęła miejsce obok mnie i wiedziałem, że na mnie zerka.
— Oj, już nie bądź taki — rzuciła. Łóżko ponownie zadrżało, poruszyło się, bo najwidoczniej Wanda zdecydowała się położyć obok mnie. — Nie chcę mieć nikogo na sumieniu, a mam wrażenie, że zaraz będę mieć, weź przynajmniej tę cholerną witaminę C, napij się wody i dam ci święty spokój, obiecuję. — Chociaż nie mogła tego dostrzec, bo dalej zasłaniałem twarz przedramieniem, to przewróciłem oczami do bólu, prychnąłem cicho pod nosem i uniosłem rękę, żeby spojrzeć na leżącą tuż obok nastolatkę. Zerkała ni to wymagającym, ni proszącym wzrokiem, łypała zieloną tęczówką, a za chwilę dźgnęła mnie paznokciem w bok, natrafiając przy okazji na żebro. Wydałem z siebie ciche, ale jakże oburzone fuknięcie i ponownie wtuliłem nos w rękę.
— Hm? — mruczała cicho, a ja westchnąłem ciężko.
— Nie odpuścisz, nie? — spytałem, chociaż oboje doskonale znaliśmy odpowiedź i wiedzieliśmy, że na wodzie i witaminie C się nie skończy, a dziewczyna będzie drążyć temat do upadłego. Westchnąłem ciężko. — Dobra, rób, co chcesz, byle obeszło się bez naparu z cebuli — mruknąłem w końcu, poprawiając się przy okazji w miejscu i burcząc coś pod nosem.

piątek, 27 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [20]

— Ale ty zawsze wszystko w ciemnych barwach musisz widzieć, Przewi — podniosłam prawą brew, słysząc, najwidoczniej, moje nowe przezwisko — przez no dajże spokój, nie umrę, to tylko katar. Nieleczony trwa tydzień, leczony siedem dni, jak to mawiają, więc większego sensu nie widzę. — Prychnęłam z nieskrywanym oburzeniem, bo niby tak mawiali, niby tak się twierdziło, a później głupi katar przemieniał się w jakąś poważną chorobę, a ja przecież nie chciałam, żeby stało mu się coś poważniejszego. Nie chciałam, by komukolwiek stało się coś poważniejszego. — Od olejków mam migreny i naprawdę, nie trzeba, pokicham, poprycham i tyle — mruknął, po czym opadł na łóżko bez energii i schował twarz. — A na herbatę nie mam ochoty.
Westchnęłam ciężko, siadając na materacu i spoglądając na chłopaka z politowaniem.
— Oj, już nie bądź taki — mruknęłam pod nosem, kładąc się obok niego. — Nie chcę mieć nikogo na sumieniu, a mam wrażenie, że zaraz będę mieć, weź przynajmniej tę cholerną witaminę C, napij się wody i dam ci święty spokój, obiecuję.
Ale przecież wszyscy wiedzieliśmy, że do tego dojdzie jeszcze chłodny kompres, herbata, kilka kropelek olejku na noc (tak na wszelki wypadek, by mi się jeszcze nie udusił podczas snu, a raczej tuż po obudzeniu). No i waciki nasączone rumiankiem. Na zaropiałe oczy, zawsze pomagało.
— Hm? — mruknęłam, trącając go palcem w żebro.

W sumie to całkiem przyjemnie [19]

Zaplotła ręce na klatce piersiowej, a ja już wiedziałem, że czeka mnie wykład, monolog, gadka szmatka, wszystko naraz i osobno, pomieszane w wielkim kotle.
— Jeżeli mnie nie zaraziłeś, to masz szczęście — rzuciła z mrożącym [przynajmniej starającym się] krew w żyłach wzrokiem. — I żebyś się nie przeliczył, katar katarkiem, a później atakuje jakaś grypa, zapalenie mięśnia sercowego czy kto wie, co jeszcze. Katar też choroba, też powinno się wyleczyć, a nie zostawić sobie samemu — dodała jeszcze, zaczynając przy okazji grzebać w swojej apteczce, jak przypuszczałem, bo plasterki z tabletkami szeleściły i szeleściły, a ja mogłem tylko przewracać oczami. — Dam ci witaminę C. I jeżeli chcesz, to mam olejek do inhalacji, żeby nos ci odetkało. I... I herbata, powinieneś napić się herbaty. I położyć kompres na czoło. — Zerknąłem na leki, które podała mi dziewczyna i skrzywiłem się znacząco.
— Ale ty zawsze wszystko w ciemnych barwach musisz widzieć, Przewi, no dajże spokój, nie umrę, to tylko katar. Nieleczony trwa tydzień, leczony siedem dni, jak to mawiają, więc większego sensu nie widzę. Od olejków mam migreny i naprawdę, nie trzeba, pokicham, poprycham i tyle. — Opadłem mocniej na łóżko, schowałem oczy w zgięciu łokcia i mruknąłem pod nosem, bo nasza mała pani lekarz-aptekarz coś sie rozpędzała. — A na herbatę nie mam ochoty.

W sumie to całkiem przyjemnie [18]

Prychnął cicho pod nosem i uciekł złotym spojrzeniem, a mi pozostało parsknąć śmiechem i uśmiechnąć się ciepło, bo przecież doskonale wiedziałam, dlaczego tak zareagował.
— Historia jest dłuższa i skomplikowana, okej? Poszedłem do sklepu, było spoczko, no cycuś glancuś, pogoda fajna, a jak wracałem, to się rozpadało i proszę bardzo, chyba jednak mnie rozkłada — stwierdził, po czym sam parsknął śmiechem, wprawiając mnie w niemałe zmartwienie. Westchnęłam ciężko. — Nawet jak coś, to się wykaraskam, tylko tydzień sobie posiedzę z katarkiem i tyle — dodał szybko i spojrzał się na mnie, a ja pokręciłam głową, odsunęłam się od chłopaka i splotłam ręce na klatce piersiowej.
— Jeżeli mnie nie zaraziłeś, to masz szczęście — mruknęłam pod nosem i zmrużyłam oczy. — I żebyś się nie przeliczył, katar katarkiem, a później atakuje jakaś grypa, zapalenie mięśnia sercowego czy kto wie, co jeszcze. Katar też choroba, też powinno się wyleczyć, a nie zostawić sobie samemu — stwierdziłam chłodno, po czym odwróciłam się na pięcie by poszukać w magicznej saszetce odpowiednich tabletek. — Dam ci witaminę C. I jeżeli chcesz, to mam olejek do inhalacji, żeby nos ci odetkało. I... — zamilkłam na chwilę, dalej się zastanawiając, co z nim począć. — I herbata, powinieneś napić się herbaty. I położyć kompres na czoło. — Odwróciłam się do niego w dłoni trzymając tabletki oraz olejek.

czwartek, 26 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [17]

— Tak, zawsze byłam chorowitym dzieckiem — odparła, gdy rzuciła już w moją stronę paczkę chusteczek, za którą podziękowałem krótkim skinieniem głowy. — Łapie mnie wszystko, co przybędzie i bogu dzięki, że epidemia białej gorączki mnie już ominęła, bo gdybym wtedy dychała to nie przetrwałabym długo — dodała już ciszej, gładząc dłonią własny policzek i wyglądając zdecydowanie nie najciekawiej, na co sam porządnie się skrzywiłem, bo o losie, dobrze, że jednak jakoś się od niej uchronili i przetrwali. Nagle blondynka się nade mną nachyliła, przyłożyła dłoń do mojego czoła, a grymas na jej twarzy się pogłębił. — Yamir, jesteś cały gorący, uprzedzając komentarz, tak, w tym znaczeniu też, ale teraz chodzi mi o temperaturę twojego ciała, a ona jest zdecydowanie podwyższona. Przyznawaj się, wyszedłeś na dwór bez kurtki i parasola, co? — Prychnąłem cicho pod nosem i uciekłem wzrokiem po pierwszych słowach kobiety, bo oj, zdecydowanie wiedziała jak mi ego połechtać w odpowiedni sposób, żebym się rozmiękł i rozpłynął.
— Historia jest dłuższa i skomplikowana, okej? Poszedłem do sklepu, było spoczko, no cycuś glancuś, pogoda fajna, a jak wracałem, to się rozpadało i proszę bardzo, chyba jednak mnie rozkłada — zaśmiałem się, wypakowałem chusteczkę i zacząłem smarkać ten ogromny nos. Moje małe—wielkie przekleństwo. — Nawet jak coś, to się wykaraskam, tylko tydzień sobie posiedzę z katarkiem i tyle.

W sumie to całkiem przyjemnie [16]

— Chcę tylko chusteczkę, ale dziękuję za troskę. Nie no, tylko smarczę, równie dobrze to może teraz coś pylić? — mruknął niezbyt pewnie i, och, kłamał jak z nut, z Wandą Przewalską nie takie numery, Kumar. Prychnęłam, podnosząc się z łóżka i podchodząc do swojej torby, by wyciągnąć z niej opakowanie chusteczek higienicznych. — Łatwo chorujesz, czy co? — zapytał po chwili, uważnie śledząc moje ruchy, a ja na kilka sekund zamarłam.
Brawo Przewalska, szybko się wydało, zawsze dobrze szło ci utrzymywanie pewnych rzeczy w tajemnicy.
Odchrząknęłam, prostując się i rzucając w kierunku chłopaka chusteczki.
— Tak, zawsze byłam chorowitym dzieckiem — stwierdziłam, spoglądając na niego z góry. — Łapie mnie wszystko, co przybędzie i bogu dzięki, że epidemia białej gorączki mnie już ominęła, bo gdybym wtedy dychała to nie przetrwałabym długo — mruknęłam troszkę ciszej i nerwowo potarłam swój policzek, po czym pochyliłam się nad chłopakiem, mrużąc oczy i przykładając dłoń do jego czoła. I może było to po prostu moje przewrażliwienie, ale przysięgam, był ciepły, gorący jak kaloryfer i będzie mieć szczęście, jeżeli mnie nie zarazi. — Yamir, jesteś cały gorący, uprzedzając komentarz, tak, w tym znaczeniu też, ale teraz chodzi mi o temperaturę twojego ciała, a ona jest zdecydowanie podwyższona. Przyznawaj się, wyszedłeś na dwór bez kurtki i parasola, co?

W sumie to całkiem przyjemnie [15]

Uśmiechnąłem się, gdy parsknęła śmiechem, chociaż Przewalska śmiała się dosłownie ze wszystkiego i w każdej możliwej sytuacji, to za każdym razem robiło mi się jakoś tak miło, bo może rzeczywiście, tym razem naprawdę ją rozśmieszyłem i poprawiłem humor, bo mimo wszystko ten mógł być popsuty i ukrywany.
— Może własne przeżycia? — rzuciła, uśmiechając się w moją stronę, co zauważyłem jedynie kątem oka, ale pokiwałem głową, przyznając jej rację. — Oczywiście, że mam, tylko musisz mi pozwolić wstać. Może jednak zrobić ci herbatę czy jakiś kompres, hm? — spytała jeszcze, nim podniosłem się z niej i dałem jej spietrać spod mojej głowy. Pokręciłem głową w odpowiedzi, raczej tego nie potrzebowałem, chciałem tylko wyczyścić nos. — Nie chcę, żebyś się kompletnie rozłożył, a katar zazwyczaj się ignoruje i no, później wychodzi jakieś obrzydlistwo. Przynajmniej w moich przypadkach. No.
— Chcę tylko chusteczkę, ale dziękuję za troskę. Nie no, tylko smarczę, równie dobrze to może teraz coś pylić? — skłamałem z uśmiechem, za chwilę ponownie pociągając nosem, z którego dalej mi ciekło zresztą, kładąc się i wsadzając ręce pod głowę. — Łatwo chorujesz, czy co? — zarzuciłem, zerkając na dziewczynę, bo jednak nie powiedziała tego bez większych powódek i miało to jakiś sens.

W sumie to całkiem przyjemnie [14]

Pokiwał głową, oczywiście przy okazji poprawiając się na moim ramieniu (zresztą jak mogło mu być na takim kościstym barku wygodnie?), na co przewróciłam oczami, ale zostawiłam to bez komentarza, bo jeszcze powiedziałabym o słowo za dużo, a tego jednak nie chciałam, szczególnie mając przy sobie chłopaka.
Zaczęłam czytać i przysięgam, chłopak po prostu rozpłynął się nagle jak czekolada na gorącym słońcu, wsłuchał się w moje słowa, ale przy tym odpłynął gdzieś daleko, przy okazji przymykając oczy. Uśmiechnęłam się pod nosem, czując jak jego głowa jeszcze ciężej opada na moje ramię, a on sam chyba jeszcze bardziej oddala się w marzycielskie fantazje.
— Co za zawistne istoty — stwierdził w pewnym momencie, co nieco zbiło mnie z tropu, bo wydawało mi się, że od pewnego momentu po prostu przestał słuchać. A jednak najwidoczniej cały czas uważnie wyłapywał każde moje słowo. — Prawie jak Renulka. — Parsknęłam w odpowiedzi śmiechem i pokręciłam głową. — Wandziu, jak myślisz, co mają w głowie osoby, pisząc takie rzeczy? Co tam się kłębi, żeby być w stanie nawymyślać tyle pierdół i powiązań, moralności postaci. Masz jakieś chusteczki?
— Może własne przeżycia? — zauważyłam, posyłając chłopakowi ciepły uśmiech. — Oczywiście, że mam, tylko musisz mi pozwolić wstać. Może jednak zrobić ci herbatę czy jakiś kompres, hm? — dopytałam się szybko. — Nie chcę, żebyś się kompletnie rozłożył, a katar zazwyczaj się ignoruje i no, później wychodzi jakieś obrzydlistwo. Przynajmniej w moich przypadkach. No.

środa, 25 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [13]

Prawdopodobnie miażdżyłem sobie policzek, a kobiecie ramię, ale raczej ani mi, ani jej to za bardzo nie przeszkadzało. Było leniwie. Było dobrze. Było przyjemnie.
— Masz katar? — spytała nagle, na co wzruszyłem tylko ramionami, bo może, nikt tak właściwie nie wie. Wróć, wie i bardziej niż pewne było to, że to nie tylko katar, ale i pewno całe grypsko się do mnie zatargało. No, a mówiłem sam sobie, żeby w te deszcze nie wyłazić i co? I tyle było z moich mądrości, bo przecież żarło się skończyło, to trzeba było skoczyć do miasta, do monopolowego, a parasola nie miałem i masz babo placek. Choróbsko jak się patrzy. — Nie powiedziałabym, że ochy i achy, takie tam, przeciętne raczej, ale nie jest złe. Ale autorka musiała być kreatywna, by wymyślić takie relacje i w ogóle, to przyznać muszę. — Pokiwałem głową, przymykając jeszcze klejące się oczy i jeszcze raz, bo jakby było mi mało, się poprawiając, co pewno i ją i mnie do szału już powoli zaczynało doprowadzać.
A potem tylko zaczęła czytać. Nawet jeśli na początku zwracałem uwagę na słowa, na historię, którą opowiadała, to szybko mnie znudziła, bo jednak byłem wzrokowcem, a wszystko tak dziwnie napisane, że za Chiny nie chciało mi się wbić w tabelkę mojego gustu. Dlatego wyłączyłem się i skupiłem na mruczącym, cichym, ale jakże cudownym głosie kobiety, której słowa delikatnie łaskotały uszy i przyprawiały o ciarki na całej długości kręgosłupa, bo o Karmo, mów mi tak więcej.
— Co za zawistne istoty — burknąłem w pewnym momencie, gdy jeden fragment wbił mi się mocniej w podświadomość. — Prawie jak Renulka. Wandziu, jak myślisz, co mają w głowie osoby, pisząc takie rzeczy? Co tam się kłębi, żeby być w stanie nawymyślać tyle pierdół i powiązań, moralności postaci. Masz jakieś chusteczki?

W sumie to całkiem przyjemnie [12]

Zamruczał po raz kolejny, a ja się rozpłynęłam w nim całym, również po raz kolejny, bo przysięgam, wprowadzał do całego pomieszczenia ten charakterystyczny spokój, wcale nieprzeszkadzające nikomu rozleniwienie materiału.
W jaką stronę to wszystko, do cholery, szło.
— Coś moja ciocia to chyba czytała — mruknął, kręcąc się i wiercąc, przez co wbił się którąś częścią swojego ciała w mój bok, na co nieznacznie się skrzywiłam. — Nie no, powinienem raczej powiedzieć, czego nie czytała, byłoby łatwiej wyliczyć — stwierdził, a ja zawtórowałam mu śmiechem, bo skąd ja to znałam. Powiercił się jeszcze chwilkę, po czym położył swoją głowę na moim ramieniu i pociągnął powietrze zatkanym nosem. Zmarszczyłam czoło. — Mówiła, że cudne i piękne i ochy i achy. Poczytasz mi? — Halo, halo, czy ja mam do czynienia z kotem, a może Yamir jednak był zwierzołakiem?
Uśmiechnęłam się pod nosem, przekładając na kolejną stronę.
— Masz katar? — zapytałam cicho, szukając jakiegoś odpowiedniego kawałka tekstu wzrokiem. — Nie powiedziałabym, że ochy i achy, takie tam, przeciętne raczej, ale nie jest złe. Al autorka musiała być kreatywna, by wymyślić takie relacje i w ogóle, to przyznać muszę.
I może lepiej było przemilczeć, że chodziły plotki, że książka nawet nie została przez nią napisana, a przez jej siostrę. Ale plotki to plotki, im chyba lepiej nie ufać prawda?
Więc po prostu zaczęłam czytać.

W sumie to całkiem przyjemnie [11]

Przewróciłem oczami na uwagę o łaskotaniu. No, przynajmniej tylko syknęła, a nie dostałem po łbie, jak to już niejednokrotnie zdarzało się w przypadku pewnej osoby i nie myślcie sobie, że tylko będę po nim jechać i psioczyć, jaki to ja niewinny, a on agresor. Obaj nadeptywaliśmy sobie na coraz większe odciski, chociaż i tak Oakley ostatnimi czasy przeginał pałę, a to, jak emocje nim szarpały, było wręcz zatrważające.
Bo potrafił wydrzeć się o byle co i rzucić w moją stronę jedną ze szklanek, które podwaliliśmy ze stołówki.
Dziura na ścianie pamiętnie wspominała potężny zamach rozjuszonego nastolatka, a ja dalej miałem w głowie ten, niebezpieczniejszy niż zwykle, błysk w niebieskim oku i chyba wtedy zrozumiałem, że to coś o wiele więcej niż tylko wahania nastrojów i rzeczywiście musi mieć to jakieś inne podłoże.
— Nic ciekawego, takie tam... — rzuciła cicho, dalej czytając, na co cicho fuknąłem, bo halo, już nie spałem, no Wanda weź. — Wichrowe wzgórza, znalazłam w bibliotece. Mówiłam, nic ciekawego — dodała po chwili, a jej dłoń ponownie znalazła się w moich kudłach, na co ponownie zamruczałem i ponownie się przyłasiłem, bo oh losie, rób tak więcej.
— Coś moja ciocia to chyba czytała — mruknąłem, układając się wygodniej pod dotykiem dziewczyny. — Nie no, powinienem raczej powiedzieć, czego nie czytała, byłoby łatwiej wyliczyć — parsknąłem śmiechem, pociągając przy okazji lekko zatkanym nosem i układając głowę na ramieniu nastolatki. — Mówiła, że cudne i piękne i ochy i achy. — Wtuliłem się w nią leniwie. — Poczytasz mi? — parsknąłem cichym, bardzo proszącym, ale bardzo rozbawionym tonem.
Chciałem po prostu jej słuchać.

W sumie to całkiem przyjemnie [10]

I tak kartkowałam tę nieszczęsną książkę, śledząc uważnym wzrokiem słowa, zdania, linijki i odpływając w ten dziwny świat, przy okazji zapominając o chrapiącym Yamirze obok, któremu sen zdecydowanie musiał się przydać, stwierdzając po jego humorze sprzed... kilkudziesięciu minut? Kto to wie.
Nie zauważyłam, gdy się obudził, ba, wręcz przekonana byłam, że cały czas smacznie chrapie, podczas gdy obserwował mnie tymi swoimi złotymi oczyskami uważnie, nie omijając ani jednego szczegółu. I dalej czytałabym w tej całej nieświadomości, gdyby nie połaskotał mnie po moim boku, przez co skrzywiłam się zdecydowanie, bo zbytnio za tym nie przepadałam, a następnie wsunął swoją twarz pomiędzy mnie, a książkę.
— Nie łaskocz — syknęłam w jego kierunku, przerzucając kolejną kartkę, dalej skrzywiona.
— Co czytasz? — zapytał i posłał mi ten leniwy uśmiech, no i ja się pytam, jak ja nie mogłam na niego zerknąć, przecież on był taki ładny, kuszący i mimo tego braku całej tej energiczności, przyciągał wzrok.
— Nic ciekawego, takie tam... — mruknęłam pod nosem, po czym powróciłam wzrokiem do tekstu i chwilę później przerzuciłam kolejną kartkę, co chyba nie spotkało się z aprobatą chłopaka. — Wichrowe wzgórza, znalazłam w bibliotece. Mówiłam, nic ciekawego — stwierdziłam, parskając śmiechem i wsuwając dłoń we włosy chłopaka.

W sumie to całkiem przyjemnie [9]

Czy spało mi się dobrze? Oczywiście, że tak, u Przewalskiej nie dało się spać źle. Przecież spełniała wszystkie potrzeby. Była, była, była i nie budziła cię wrzaskiem, czy wskakiwaniem ci na plecy, gdy pogrążyłeś się w marzeniach sennych odrobinę za długo.
Czy żałowałem, że zasnąłem? I tak, i nie, bo jednak odkorowałem się i odpocząłem, ale jak mówiłem, miałem przyjść do dziewczyny, a nie na kimę.
A jednak zasnąłem, jak ostatni świstak, prawdopodobnie chrapiąc niemiłosiernie głośno, a gdy już się obudziłem, mogłem tylko poczuć zaschniętą strużkę śliny na policzku.
Przywitał mnie widok zaczytanej Przewalskiej, która powoli przekartkowywała książkę. Śledziła uważnym, zielonym spojrzeniem stronice, uśmiechała się delikatnie, gdzieniegdzie oczywiście. Przesuwała papier tymi szczupłymi, raczej zwinnymi palcami i chyba nawet nie zwracała na mnie uwagi.
Może i lepiej, musiałem wyglądać jak skończony idiota, gdy zerkałem na nią kątem oka, uśmiechałem się pod nosem i łapałem się na głębszym oddechu, gdy ta nieświadomie zabawiła się wargą, czy wydęła usta.
Ale by mnie wyśmiali, o losie.
Żeby nie było, za chwilę połaskotałem nastolatkę po boku, odkrywając trochę więcej twarzy i uśmiechając się leniwie.
— Co czytasz? — mruknąłem nisko, przeciągając się lekko i za chwilę opierając się na łokciach, żeby móc bez zawahania wsadzić łeb w książkę dziewczyny, a potem spojrzeć na nią pytająco.

wtorek, 24 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [8]

Mruczał jak małe kocię spragnione czułości, a ja na taką reakcję musiałam po prostu uśmiechnąć się leniwie, bo, och, przecież to było urocze. Przy okazji przez głowę przeszła szybka myśl, że Yamir chyba powinien rozczesać swoje włosy, ale o tym raczej powinnam wspomnieć później.
Zerknął na mnie kątem oka, połowę swojej twarzy dalej chowając w dosyć potężnej poduszce, tej jedynej, ulubionej przeze mnie, bo była idealna.
— Ostatnio zasypiam wcześniej i nie ma poprawy — oświadczył z ewidentnie słyszalnym oburzeniem, a mi pozostało pokręcić głową i uśmiechnąć się szerzej, ponownie poruszając dłonią na jego głowie. — I nie, dziękuję, ale raczej nie skorzystam, przyszedłem do ciebie, nie do łóżka — zamruczał i, och, ja wcale się nie zarumieniłam jak trzynasto czy czternastoletnia dziewczynka.
Wściubiłam własną twarz w materac, próbując uciec od nagle palącego, ale dalej przyjacielskiego oczywiście, wzroku.
I nawet nie zauważyłam, po prostu umknęła mi chwila, w której oddech chłopaka się troszkę uspokoił, zwolnił, on przestał kopać nogami i zaczął troszeńkę pochrapywać.
Parsknęłam cicho śmiechem, ostatni raz przejechałam dłonią przez jego poplątane włosy, po czym zabrałam ją, zahaczając przy tym o policzek. Westchnęłam, podniosłam się i podeszłam do biurka, by wziąć książkę, bo chyba nic innego do roboty nie miałam.
Położyłam się obok chłopaka, zaczęłam czytać i nawet nie zauważyłam, kiedy przeleciała ta jedna godzinka czy dwie.

W sumie to całkiem przyjemnie [7]

Zamruczałem nisko, gardłowo, gdy szczupła, maluśka dłoń wylądowała na mojej głowie, przeczesała leniwie włosy, przyprawiając mnie o lekki dreszcz i falę przyjemności, która łagodnie przepłynęła przez ciało.
— Yamir, jak jesteś zmęczony, to idź spać, nawet tutaj, przykryję ciebie kołdrą, możesz spokojnie chrapać, a ja zajmę się swoimi sprawami i będę cicho, obiecuję. Jak chcesz, to mogę ci dać nawet swoje pluszaki — powiedziała z uśmiechem, a ja rozmarzyłem się nieco, bo Karmo, ten wyraz twarzy był naprawdę piękny i dałbym się za niego posiekać. Nie rozumiałem, co miał w głowie Oakley, żeby być w stanie odebrać jej ten skarb na tak długi czas. — I ktoś chyba musi zacząć kłaść się wcześniej spać — dodała, dalej plącząc powoli dłoń w burzy włosów, której nawet nie starałem się dzisiaj rozczesać. Ba, nie było kiedy.
— Ostatnio zasypiam wcześniej i nie ma poprawy — mruknąłem z lekkim oburzeniem. Doskonale zdawałem sobie sprawę czemu. Odpowiedzią był pewien osobnik o nadwyraz niebieskich włosach, równie agresywnym spojrzeniu i jakkolwiek to nie brzmi, uspokajającą mnie aurą. A raczej myśli, co tam się z nim dzieje i dlaczego nie ma mnie przy nim. — I nie, dziękuję, ale raczej nie skorzystam, przyszedłem do ciebie, nie do łóżka. — Uśmiechnąłem się leniwie.
Szkoda, że za chwilę poszedłem w kimę i nawet nie pamiętałem, kiedy odłączyło mi zasilanie.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [6]

Oj, zdecydowanie nie był to dzień tego wesołego Hindusa, który wprowadzał w innych ludzi tyle energii. Kto by pomyślał, że to tylko trzy czy dwie godzinki, a jednak miały taki ogromny wpływ na Yamira.
Zapamiętać, nie próbować budzić Yamira o siódmej czy ósmej rano, może skończyć się tragicznie.
Spoglądał na mnie ze zmarszczonym czołem i ewidentną złością wymalowaną na twarzy, a ja chyba mogłam się tylko uśmiechać współczująco, by wprowadzać w pokoju troszeńkę tej dobroci. Równowaga świata, czy jak to tam szło. Złapał ostatecznie za moją poduszkę i bezpardonowo schował w niej twarz, po czym zajęczał głośno i, och, jak duże dziecko to było.
Ale przy okazji tak cudowne.
— Ludzie tak żyją, to jest kurwa normalne? Przecież tak można dostać jakiegoś pierdolca — warknął, co robił raczej rzadko, przynajmniej w mojej obecności, machając nogami i uderzając nimi w materac.
Westchnęłam głośno, po czym wsunęłam delikatnie dłoń w jego miękkie włosy, które przez to niewyspanie chłopaka również wydawały się mieć mniej tej całej energii potrzebnej, by przeżyć kolejny dzień. Poruszyłam nią wolno, mrucząc.
— Yamir, jak jesteś zmęczony, to idź spać, nawet tutaj, przykryję ciebie kołdrą, możesz spokojnie chrapać, a ja zajmę się swoimi sprawami i będę cicho, obiecuję. Jak chcesz, to mogę ci dać nawet swoje pluszaki — mruknęłam, uśmiechając się ciepło w jego kierunku i parskając cichym śmiechem. — I ktoś chyba musi zacząć kłaść się wcześniej spać.

W sumie to całkiem przyjemnie [5]

Skrzywiłem się, gdy w odpowiedzi otrzymałem jedynie śmiech nastolatki, która najwidoczniej bawiła się przednio.
— Wiem, nie wiem, ale doskonale rozumiem — mruknęła, posyłając mojej osobie tak łaskawy i tak ładny uśmiech, na jaki było ją tylko stać. — Wróci niedługo, spokojnie Yamir, pociągniesz jeszcze ten tydzień czy dwa, prawda? — spytała, a ja skrzywiłem się znacznie, bo doskonale zdawałem sobie sprawę, że to nie będzie tydzień, czy dwa.
Że to może nawet nie mieć limitu czasowego.
— Co do wstawania rano, normalnie, otwieram oczy i wstaję, a cały dzień przede mną, a nie połowa za mną, jak w twoim przypadku — rzuciła, najwidoczniej chcąc wyjść na zabawną, ja mogłem jedynie uśmiechnąć się krzywo, bo jak bardzo chciałem, tak bardzo nie mogłem wymusić u siebie chichotu. Zdecydowanie ci się humor wyostrzył, Przewalska, tak, jasne. — Da się przyzwyczaić, zaraz się rozbudzisz, na spokojnie.
Ponownie zajęczałem w odpowiedzi, złapałem za poduszkę i wściubiłem w nią twarz, starając się uchronić oczy przed światłem, które było chyba głównym czynnikiem drażniącym i męczącym.
— Ludzie tak żyją, to jest kurwa normalne? Przecież tak można dostać jakiegoś pierdolca — warknąłem, machając nogami i pochlipując w materiał, bo powinienem był spać jeszcze przez dobre trzy godziny.

niedziela, 22 kwietnia 2018

W sumie to całkiem przyjemnie [4]

Przymknął oczy na chwilkę, odpłynął gdzieś dalej.
A ja się uśmiechnęłam, bo, och, jak ja to lubiłam. Ten spokój, to rozluźnienie, tę dziwną pewność, że wszystko będzie dobrze, nawet jeżeli miało tak nie być. Po chwili jednak spojrzał się na mnie, a na twarz niewyspanego chłopaka znowu wtargnął ten okropny grymas. Prychnęłam i przewróciłam oczami.
— Nie no wiesz, głupio jak masz świadomość, że to drugie łóżko jest puste, a jeszcze na dodatek jakiś koszmar decyduje się ciebie nawiedzić — mruknął, prychając i burcząc pod nosem, a ja pokiwałam głową z uwagą, bo jednak musiałam się z nim zgodzić, po czym poprawiłam się trochę na łóżku, bo takie podpieranie się łokciami zdecydowanie zbyt wygodnie nie było. — Oczy mnie bolą i czuję się jak nieboszczyk, jak możecie wstawać tak wcześnie.
Och, te jęki, te zgrzyty, a mi pozostało parsknąć śmiechem, bo to wszystko było tak urocze.
— Wiem, nie wiem, ale doskonale rozumiem — stwierdziłam, uśmiechając się pocieszająco. — Wróci niedługo, spokojnie Yamir, pociągniesz jeszcze ten tydzień czy dwa, prawda? — zapytałam, spoglądając w te złote oczęta.
Jak one doskonale zapadały w pamięć, wyryły się w niej na zawsze i już nigdy nie mogły jej opuścić. A mi to zupełnie nie przeszkadzało. Nigdy. 
— Co do wstawania rano, normalnie, otwieram oczy i wstaję, a cały dzień przede mną, a nie połowa za mną, jak w twoim przypadku — oświadczyłam i wybuchnęłam głośnym śmiechem. — Da się przyzwyczaić, zaraz się rozbudzisz, na spokojnie.

W sumie to całkiem przyjemnie [3]

Wiedziałem, że zlekceważy moje obawy, że zaśmieje się głośno i przyprawi mnie o zawał, a także niepowstrzymane pokłady strachu.
— Tak, umierasz na tak zwane bycie zaspanym, nic strasznego, wiesz — powiedziała nagle, śmiejąc się głośno, a ja drgnąłem i skrzywiłem się znacząco, bo ewidentnie się ze mnie zbijała, a ja byłem całkowicie poważny, ta, jasne. — Yamir, przysięgam, od obudzenia się o ósmej jeszcze się nie umiera, choć w twoim przypadku zaczęłabym się bardzo poważnie martwić, bo w końcu zdecydowanie nie jest to normalna sytuacja. Zwłaszcza, gdy mamy weekend. Przepraszam za ten cały bałagan i nierozgarnięcie, no ale rozumiesz — dodała, opadając lekko na łóżko i podciągając niego nogi. Burknąłem pod nosem i usadowiłem się obok niej. — No to opowiadaj, co się dzieje, co się stało i dlaczego tak nerwowo skaczesz po pokoju tymi swoimi złotymi oczętami, Słońce — rzuciła, podpierając się delikatnie na łokciach i zerkając na mnie, a ja ułożyłem się na boku i podsunąłem rękę pod głowę.
Może delikatnie się rozpłynąłem po tym całym „Słońcu”? Ale tylko delikatnie.
— Nie no wiesz, głupio jak masz świadomość, że to drugie łóżko jest puste, a jeszcze na dodatek jakiś koszmar decyduje się ciebie nawiedzić — mruknąłem, dalej się grymasząc i poprawiając łokieć pod głową. — Oczy mnie bolą i czuję się jak nieboszczyk, jak możecie wstawać tak wcześnie — jęknąłem.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis