Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shioko Namae. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shioko Namae. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 grudnia 2017

Po zgubionych listach się marznie [2]

Dziewczyna nie zwróciła uwagi na moje zachowanie, za co podziękowałam jej cicho w myślach. Nadal nie umiałam powstrzymać drżenia ciała, więc potarłam swoje ramiona, jakby było mi zimno. Tak właściwie, to było zimno.
— Hm? Stało się coś? Coś z samorządem? — spytała, a ja powoli pokręciłam głową.
Dawno jej nie widziałam, rozmijałam się z nią, na balu też nigdzie nie rzuciła mi się w oczy. Ale nadal przypominała storczyka. Muszę kupić kwiaty doniczkowe, bo mi odbija i na dodatek jeszcze ten niski poziom cukru. Meh.
Kiedy ostatni raz miałam z nią kontakt? Rozmawiała wtedy z Marvim... Tak, prawdopodobnie ją straszył, znając życie. Mam nadzieję, że już tego nie pamiętała...
— Nic, co dotyczy samorządu. Po prostu coś zgubiłam — odpowiedziałam nieco nieobecna, przypominając sobie o swoim właściwym celu i zaczęłam szukać, bardziej błądzić, wzrokiem po pomieszczeniu w poszukiwaniu znajomej koperty. Aż żałowałam, że jednak to Dropsik nie uciekł. Udałabym się w pogoń za nim z ogromną radością.
Wahałam się, czy poprosić Shioko o pomoc, ale stwierdziłam w duchu, że będzie lepiej po prostu zapytać, czy czegoś nie widziała. Nie lubiłam się przed kimś tłumaczyć, a wtedy miałam irytujące, nachalne przeczucie, że powinnam coś wyjaśnić.
— Widziałaś może w okolicy niebieską kopertę? — zadałam pytanie, starając się nie okazywać, jak bardzo rozpaczliwie jej szukałam i modliłam się do wszystkich bogów, żeby Shioko odpowiedziała twierdząco.

Więcej tych papierów nie było? [1]

Co ja mogłem powiedzieć, ledwo się zaczął nowy rok szkolny, listy od Heather zaczęły napływać, ptaszki ćwierkały, gołąbk nadal zajmowały mój cudowny pokój, a zmiany w samorządzie nie sprawiły, że mieliśmy mniejsze ilości materiałów do nadrobienia. Dobra, to nie był jednak najlepszy pomysł, żeby zabierać się za to w tym roku. Tym bardziej, że początkowo zastanawiałem się nad obraniem opcji mentoratu albo innego cholerstwa, które umożliwiłoby mi wypełnienie czymś tej bezgranicznej nudy. 
A na razie siedziałem w pokoju samorządu, myśląc o możliwych rozwiązaniach automatyzacji systemu. Ciągłe uzupełnienie bezsensownych formularzy czy aktualizowanie regulaminów było głupie i niepotrzebne, a przy utrzymywaniu starych schematów trzymało nas tylko anorskie prawo, które niestety ograniczało wszystkie potencjalne plany. 
Zirytowany zdecydowałem się zająć bardziej bieżącym problemem, może z nim mi się poszczęści. Wyciągnąłem czystą kartkę, długopis, w szufladzie biurka czekała odpowiednia papeteria, ale nie mogłem zmusić się, żeby napisać choć słowo. Bawiłem się szlufkami od rękawiczek, wsłuchiwałem się w szuranie krzesła i papierów Shioko, a sam mogłem tylko zastanawiać się, kiedy to wszystko przeobraziło się w obecną sytuację. 
— Chyba mam deja vu... — Usłyszałem mruknięcie za mną. — Co robisz? — Odwróciłem głowę, przyglądając się różowowłosej, niskiej (bardziej niż wcześniej) dziewczynie.
— Heather napisała, zastanawiam się, co odpisać — odmruknąłem niemrawo, odwracając się do dziewczyny przodem, ręce zarzucając na oparcie krzesła. — Jak ci idzie? — Skinąłem głową w kierunku papierów. — Potrzebujesz przy czym pomocy? 

czwartek, 14 grudnia 2017

Po zagubionych listach się marznie [1]

Samorząd i wszystko, co trzeba było zrobić, dosłownie zwalało mi się na głowę. Na nogach trzymała mnie jedynie myśl, że Alexowi się jeszcze dostanie. No i fakt, że zostało jeszcze tylko trzydzieści kilka godzin do wyrobienia, mniej więcej, po przeliczeniu. Żeby myśleć pozytywniej, nie policzyłam sobie żadnych nadgodzin, które codziennie przesiadywałam, ale i tak doskonale wiedziałam, że wprawdzie niemalże do końca roku prawie codziennie będę musiała odwiedzać Lenia, więc zostałam przy okazji skazana na prawie całkowity brak możliwości wyjścia gdziekolwiek, a co dopiero z kimkolwiek. Coraz częściej omijałam śniadania, żeby mieć godzinę dłużej na pracę i w efekcie, po dwudziestu czterech dniach bez śniadania, mieć (teoretycznie) nadprogramowy dzień wolnego.
Pieprzony wzrost.
Na szczęście tego dnia postanowiłam zrobić sobie nieco dłuższą przerwę, bo kilkugodzinną, a do pokoju samorządu przyjść dopiero późnym wieczorem, żeby zostać tam aż do północy lub pierwszej, a dopiero potem ogarnąć się i około drugiej iść spać. Sześć godzin snu, śniadanie niepotrzebne, godzina pracy, godzina przerwy, bo, ku chwale cesarza, pierwsza lekcja wypadała z bliżej nieznanego mi powodu.
Zdecydowałam, że najpierw coś poczytam w bibliotece, licząc w duchu, że dostanę książką w głowę i z jakiegoś powodu nie będę mogła kontynuować odbywania kary.
Udałam się do biblioteki. Chociaż byłam tu nie pierwszy ani nawet nie drugi raz, wciąż czułam tę samą adrenalinę w momencie przekraczania progu. Jakby jakiś inny świat, nieznany do tej pory, a, szczerze mówiąc, obeszłam większość regałów z każdej strony.
Westchnęłam głęboko, kiedy nagle usłyszałam trzask drzwiami. Chwilę potem przede mną zatrzymała się znacznie teraz wyższa ode mnie Pelagonija, którą prawie utopiłam. Ale prawie dwa lata temu, już chyba nie jest zła, spokojnie, Shioko.
— Cześć, Shioko — odezwała się, posyłając mi nerwowy uśmiech.
— Hm? Stało się coś? — zapytałam, zauważając przy okazji, że z jakiegoś powodu nadal pamięta moje imię. — Coś z samorządem?

środa, 13 grudnia 2017

Więcej tych papierów nie było? [0]

Samorząd. Znowu. Wyglądało na to, że historia lubiła zataczać koła, bo niecałe dwa lata temu siedziałam w tym samym pomieszczeniu, chociaż wyglądu krzesła już nie pamiętałam, to dokumenty praktycznie nic się nie zmieniły. Wystarczyło je podpisać, uzupełnić niektóre, a potem posegregować na różne sterty. Wbrew pozorom, chociaż brzmi to błaho, spędzałam w samorządzie większość swoich popołudni, czytając w kółko podobne do siebie rzeczy, zwiększając i zmniejszając kolejne kupki.
Oczywiście, nie musiałabym robić tego sama, gdyby nie to, że Alex nagle wyparował. Nie było go w całej szkole, przez listy obecności doszłam do wniosku, że po prostu jest gdzieś poza jej terenem, może na jakichś odwiedzinach u rodziny. Jak na złość w momencie odpracowywania jego, a właściwie naszego, wybryku.
Nie miałabym mu za złe, gdyby chociaż wszystko się powiodło. Nie mogło, nie z nim. W efekcie byłam kilka centymetrów na minusie i już całkowicie straciłam nadzieję. Nawet gdybym urosła chociaż odrobinę, to po prostu wróciłabym do poprzedniego wzrostu.
Spojrzałam na Pana i Władcę wszystkich dziewcząt w szkole. Wręcz mógł strząsać je sobie z ramion, szczerze wątpiłam, żeby kiedykolwiek którakolwiek z nich widziała go w czasie "pracy". Nawet nie pomyślał, żeby przejrzeć jakiekolwiek dokumenty, a przynajmniej mogłam to wywnioskować, po pustej kartce przed nim i długopisem, który obracał w palcach.
— Chyba mam deja vu... — mruknęłam w jego stronę, decydując się na krótką przerwę. — Co robisz?

środa, 6 grudnia 2017

Po zagubionych listach się marznie [0]

— Przepraszam, ale możesz powtórzyć, co, do jasnej cholery, zrobiłaś? — spytał jakże elokwentnie Vladdy, gdy ja desperacko rozrzucałam wszystkie rzeczy, szukając błękitnej koperty o ciężkim, słodkawym zapachu jaśminu i konwalii.
— Zgubiłam list, okej?! — Na cesarza, oczywiście, że nie było okej. Nic nie było okej. Zgubiłam ostatnią rzecz, która była od Marviego, jakby to był nic nie znaczący śmieć. A nie był. Kij, że znałam każde zgięcie listu, każdy kleks oraz plamę. Kij, że znałam na pamięć każdą linijkę i gdyby ktoś obudził mnie o trzeciej nad ranem po mocno nakrapianej imprezie, wyrecytowałabym mu każde słowo.
Paskudny chłód wraz z negatywnymi emocjami gromadził się w moim sercu, żeby w powolnym, leniwym tempie zacząć pochłaniać mnie kawałek po kawałku. Trzęsąc się, wybiegłam z pokoju, nawet nie zaprzątając sobie głowy ani burdelem, jaki tam zostawiłam, ani krzyczącym Vladdym, którego wypowiedzi były okraszone ogromem rosyjskich przekleństw.
Powinnam iść do Vene? Ostatnio mi pomogła z Dropsikiem... A jeśli spytałaby o Marviego?  Co miałabym odpowiedzieć? Mimo wszystko nadal byłam zbyt tchórzliwa, żeby o tym rozmawiać, a fakt, że nikt o Marviego nie pytał [jakby nigdy nie istniał, jakby nigdy nie przyjechał do AWU, jakby nigdy go tu nie było], był dla mnie aż nazbyt wygodny. Czasami chciało mi się z tego powodu płakać.
Wdech. Wydech. Powoli. Jak ja dawno tej mantry nie słyszałam.
Pomyśl, Pel, gdzie mogłaś, niemoto, amebo i przegrywie życiowy, zostawić ten list? Leć po kolei. Oranżeria... Był jeszcze. Wallie chował mi się po kieszeniach i kichał od tego kwiatowego zapachu, a jednocześnie do niego lgnął. Altanka... Nie, nie byłam dzisiaj, więc odpadało. Zostawała biblioteka. Oby był w bibliotece.
Przysięgam, że nigdy w życiu nie biegłam szybciej i mniej ostrożnie po schodach niż tego parszywego dnia. Cóż, siły wyższe i paskudne zimno, przez które trzęsłam się gorzej od galarety. Wpadłam do budynku z czerwonej cegły, ignorując karcące spojrzenie bibliotekarki i rozpoczęłam poszukiwania. Znaczy się, od razu pobiegłam pomiędzy regały, gdzie byłam ostatnio, modląc się, żeby moja zguba tam była. Nie było zguby, był ktosiek o różowych włosach. Różowych jak storczyk. O, storczyki, dobra myśl, kwiatek, pozytywna myśl. Wdech. Wydech. Wdech. Powoli. Już i tak wyglądasz jak wariatka, więc nie rzucaj się. Wydech.
Z ogromnym wysiłkiem uniosłam kąciki ust w bladym uśmiechu.
— Cześć... — Imię na "s". Marvi dał jej śmieszne i mało pozytywne przezwisko. Podobne w wymowie. To było coś z okiem. Ss... Ssyj... Ssijoko. Shioko. Nazywa się Shioko. — Cześć, Shioko — dokończyłam z nerwowością w głosie, splatając dłonie za plecami w nadziei, że nie będą tak drżeć.
Chciałoby się.

środa, 8 listopada 2017

Wzrost ma znaczenie! [0]

Nowy rok szkolny rozpoczął się wczoraj, dzisiaj były już pierwsze zajęcia, a w moim kierunku kierował się wyraźnie podminowany krasnal. Różowowłosy w dodatku, nieco podobny do Shioko, której dałem eliksir wzrostu jako prezent. Tylko właśnie, skoro wzrostu to dlaczego nie mierzyła nawet metra pięćdziesiąt? Masz przejebane, Alex, po prostu. Nie wyjdziesz z tego cało.
— Naprawdę myślałeś, że uda ci się zrobić to wszystko bez jakichkolwiek konsekwencji? Osobiście dopilnuję, żebyś jak najszybciej otrzymał odpowiednią karę. Pierdolony dupku, wiedziałam, że nie można ci ufać! Może teraz jeszcze powiesz, że Dexter dał ci ten eliksir, hm?! Mam nadzieję, że szybko urwie ci ten pusty łeb. Może powinnam już życzyć ci miłego nadrabiania poprzez pracę w samorządzie? — Wylewało się z niej jak z pękniętego basenu. Zalało wszystko, narobiło bałaganu i hałasu. Przeczesałem włosy palcami i odetchnąłem głośno. Narobiłem bałaganu, mój zadziałał, a ten Shioko... no cóż. Po prostu mocno nawalił. Bardziej niż mocno, jeśli mam być szczery. Zaraz mnie zagryzie i osika, a do tego rozszarpie jak wściekły wilk.
— Hej, hej! Uspokój się, cholera jasna. Fakt, może i nie dostałem go od Dextera, ale nie zrobiłem tego celowo! Wyraźnie pisało na buteleczce, że to eliksir wzrostu. Zobacz no, jak mi pomógł. To jakieś nieporozumienie. — Doskonale wiedziałem, że to moja wina. Napis był rozmazany, podałem jej napój w ciemno i teraz cierpię. Chociaż z drugiej strony wcale nie musiała go pić. Byłem winny?
Nie zdążyłem nawet nad tym pomyśleć, a ta już z, jak na nią, niesamowitą siłą ciągnąć mnie do pokoju samorządu. Masz przejebane, Alex, znowu.

wtorek, 31 października 2017

Od Shioko, CD Alex

Nudna lekcja, jeszcze bardziej nudny nauczyciel, który brzmiał, jakby po raz pierwszy słyszał o nauczaniu.
Dzwonek okazał się być zbawieniem. Pomiędzy uczniami w chwilę stało się żywiej, nagle przypomnieli sobie, że nie będą zamknięci w tej sali na wieki.
Jedyne, co ciekawe, to ciało nauczyciela. Może i robi wrażenie, ale za pierwszym (ewentualnie drugim) razem. Teraz uważałam to po prostu za dziwne i... Skąd on wziął pieniądze na to wszystko?
W końcu mogłam wyjść z sali. Stanęłam obok i wyciągnęłam telefon z zamiarem sprawdzenia godziny. Z tapety "uśmiechało się" zdjęcie kichajacego Jamesa. Nie mogłam się doczekać, kiedy mu je pokażę.
— Eliksir wzrostu dla czarujacego skrzata. — Usłyszałam nagle. Z kamienną miną przeniosłam wzrok z ekranu na twarz Alexa. Chłopak wcisnął mi w dłoń buteleczkę z krzywo podpisanym czymś.
Eliksir.
Wzrostu.
Czy mogę mu zaufać? Raz, jeden, nigdy więcej? Czy to będzie oznaczało, że na zawsze przestanę być porównywana do krasnoludów i kurdupli? Może w końcu zyskam w czyichś oczach? Może w końcu nie będę o głowę niższa od każdego, nawet w wysokich butach?
Krótkim ruchem odebrałam fiolkę, a potem bez słowa odwróciłam się i odłożyłam ją na najbliższy parapet.
Chwilę po tym na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, a ręce same owinęły się wokół szyi chłopaka. 

Od Shioko, CD Vene

Poczułam rękę Vene na swoich włosach. Cholera, zawsze musiałam być tą niższą. Tak naprawdę, to niedługo kończyłam siedemnaście lat, organizacja szła mi coraz lepiej, więc byłam prawie gotowa do przejęcia firmy ojca. Pozostało zakończyć szkołę z pozytywnymi wynikami. No i urosnąć. Wyglądało na to, że eliksir nie zamierzał zadziałać. Trzeba będzie podbić do Dextera i osobiście go o coś zapytać. Kto wie, może sam nie stał się tak wysoki dzięki naturalnym metodom... Jednocześnie nie mogłam zawracać mu głowy niedługo po tragedii.
Vene zabrała w końcu ręce z mojej głowy.
— Twoje włosy. Wnioskuję po twoim zdziwieniu, że jednak nie zawsze tak ci szybko rosną. Coś robiłaś z nimi ostatnio? Powiem Ci, że długie naprawdę ci pasują — powiedziała, na co zareagowałam jedynie przebarwieniem policzków na kolor podobny do odcienia włosów.
— Nie robiłam. Może Jocelyn coś zrobiła z nożyczkami? Właściwie wczoraj je podcięłam. Dobre piętnaście centymetrów na plus... — mruczałam pod nosem, jednocześnie dzieląc zdjęcia na dwie kupki. Jedna składająca się z fotografii, które będę chciała ze sobą zabrać i druga, znacznje wyższa, złożona z tych, które wyszły nieostre, prześwietlone albo po prostu okazały się być zwyczajne. Na moment zatrzymałam się przy zdjęciu jakieś pary, którą udało się uchwycić w momencie pocałunku. Westchnęłam cicho.
— A ty, Vene? Całowałaś się? Opowiedz, jeśli chcesz oczywiście... Głupio przyznać, ale ja jeszcze nigdy na trzeźwo. — Złapałam jej wzrok.

niedziela, 29 października 2017

Od Shioko, CD Renee

— Nie, chodzę do tej szkoły od dwóch lat, a wy mnie nie zauważyliście.
Słowa brzmiące, jak wyrok. Nie zauważyłabym kogoś, kto wygląda w ten sposób, na dodatek przez dwa lata? Właściwie była opcja, że dziewczyna chodziła do równoległej klasy. A może po prostu regularnie uciekła z lekcji i przesiadywała w swoim własnym świecie? W pokoju? Może chodziła do altanki, a może wymykała się do miasta? Na częstego bywalca cukierni zdecydowanie nie wyglądała.
— Tak, jestem nowa. Potrzebujesz czegoś, czy mogę wrócić do poprzedniego zajęcia?
Słowa brzmiące, jak wybawienie. Czyli jednak nie jestem ignorantem, który przez okrągłe dwa lata widział wyłącznie swój nos.
— Skoro jest okazja, to chciałam pogadać — odpowiedziałam, wzruszając ramionami. I tak nie miałam nic więcej do roboty. Zignorowałam dziewczynę, która jedynie przewróciła oczami i kontynuowałam swoją wypowiedź.
— Kończę już drugi rok, planuję zdać egzaminy. — Uśmiechnęłam się, kolorowowłosa jednak od początku spotkania nie zmieniła swojej mimiki. — Sporo wiem o tym miejscu, chyba wszędzie już byłam, a jakbyś czegoś potrzebowała, to biblioteka chyba lubi mnie trochę bardziej niż innych. — Puściłam jej oczko. — No, a jeśli jesteś tym drugim typem, to mam zdjęcia z ostatniej imprezy, można się pośmiać. — Zarzuciłam z jakiegoś powodu dużo dłuższe włosy za ramiona. Zdecydowanie takie były wygodniejsze.

wtorek, 24 października 2017

Od Shioko, CD Renee

W jakiś sposób zdążyłam się już pogodzić z włosami, które (odkąd pamiętam) od zawsze sięgały co najwyżej do ramion. Nie przeszkadzały, nie wyglądały źle, wiele osób mówiło nawet, że dodają uroku. Mimo wszystko obecna długość również w jakiś sposób mi odpowiadała i, w najbliższym czasie, nie miałam zamiaru się jej pozbywać. Ładnie opadały na ramiona, a nawet lekko falowały. Podcięłam jedynie grzywkę, która, sięgając do połowy nosa, sprawiała trochę kłopotów.
Nowe roczniki powoli zaczęły się schodzić, pierwsze osoby widziałam nawet na korytarzach, chociaż oficjalnie nie było nawet egzaminów kończących. Szczerze musiałam przyznać, że ten rocznik był dużo bardziej spokojny od poprzedniego, kiedy to praktycznie codziennie przeżywało się jakieś przygody, albo odwalało brudną robotę za pewnego nieźle irytującego blondyna najwyraźniej mającego się za króla wszechświata i wszystkiego dookoła. Nie raz oberwało książką z biblioteki po głowie, również dużo więcej się wychodziło. Teraz jakoś czułam, że dużo już wiedziałam i sporo widziałam, nie czułam potrzeby zwiedzania każdego zakamarka. Pozostało mi czekać na nastoletni bunt, w końcu zostały jeszcze dwa lata, nim osiągnę wymarzoną pełnoletność.
Zwykły spacer korytarzem, żeby nie siedzieć ciągle w pokoju, bo można było oszaleć.
— Jesteś nowa, prawda? — Pytanie w kierunku dziewczyny o zielono-jakimś kolorze włosów. Mnóstwo kolczyków. Ładna.

sobota, 21 października 2017

Od Shioko, CD Vene

— Cześć, Shioko. Mam — odpowiedziała w końcu dziewczyna, posyłając lekki uśmiech. — Chcesz iść po nie od razu? Wybierzesz sobie — dodała, odkładając jakąś książkę.
— Co to za pytanie! Jasne, że chcę! — Roześmiałam się, w myślach widząc już rozwieszone na korytarzu zdjęcia Jamesa, który akurat wtedy pomylił kroki. No i trzeba było się upewnić, że nikt nie zapomni, że dziewczyna bez butów wracała również bez nich. Chociaż tutaj nie miałam pewności, czy aby na pewno chodziła do naszej szkoły. Równie dobrze mogła to być jedynie jakaś znajoma Hery, bo ta znowu prawdopodobnie znała całe miasto i najbliższe tysiąc kilometrów w każdą stronę. 
Poszłam za Vene w kierunku jej pokoju, w którym, swoją drogą, chyba byłam po raz pierwszy, a przecież uczyłam się tutaj już drugi rok. Szczerze mówiąc, rzadko wychodziłam poza bezpieczną strefę komfortu, bo nawet biblioteka zaczęła się buntować przeciw mnie i rzucać dookoła książkami, o czym wcześniej zapominała.
Ciemnowłosa otworzyła drzwi, a moją uwagę jako pierwsze przykuło biurko z rozłożonymi zdjęciami. Idealne miejsce. Dziewczyna podeszła pierwsza, ja za nią. Od razu zauważyłam wiele kompromitujących zdjęć, które najchętniej zaczęłabym sprzedawać.
— To chcę! — krzyknęłam, biorąc w ręce kichającego Jamesa. No masz, w końcu ci się odpłacę za twoje lenistwo. Pomijając, że gdyby nie to, to biegałabym teraz z tackami w jakiejś kawiarni... — Mogę, prawda? — uśmiechnęłam się, nachylając się trochę. Kosmyki różowych włosów z dwóch stron ograniczyły mi pole widzenia. Chwyciłam te z prawej strony z zamiarem umieszczenia ich za uchem, kiedy nagle zdałam sobie sprawę, że coś jest nie tak. — Chwila... Co to jest?! — Zapewne zabrzmiałam jak przestraszona owca, ale mogłabym przysiąc, że jeszcze rano włosów było tak z piętnaście centymetrów mniej. 

piątek, 29 września 2017

Od Shioko, CD Mińsk

— Żaden bachor nie będzie mi się tułał po nocach, nie po tym, jak tu dziki smok się panoszył — powiedział dyrektor, mimowolnie wywołując uśmiech na mojej twarzy. Cóż, to był długi wieczór, chociaż szlaban, na to wyszło, znacznie się skrócił. Jeszcze tylko trzynaście takich dni i będę wolna. Cóż, mam nadzieję, że Jane będzie się cieszyć, że nie ona została ukarana. Na pewno wyrzuciliby ją ze szkoły, gdyby znaleziono u niej papierosy. Smok, fajki, jej wygląd i skrócona spódniczka też pozostawiały wiele do mówienia. Jednym słowem, była na granicy i powoli zmierzała w tę gorszą stronę. No, dziesięcioma słowami.
— Odprowadzę cię, ale nie masz lekcji jutro z rana? Dokończysz jutro najwyżej — dodał Mińsk, wracając do alkoholu, czyli jedynego, co zrobił dzisiejszego wieczoru. Przypuszczam, że marzyło mu się życie, gdzie jedynym wysiłkiem byłoby przełożenie nóg ze stołu na kanapę, żeby osoba, która będzie mu sprzątać, mogła w spokoju odkurzyć antyczny dywan. Tak, na pewno był człowiekiem nadającym się na posadę dyrektora w tak wielkiej szkole. Tak...
— Oho, od kiedy to Pan Dyrektor taki wspaniałomyślny i dobroduszny? — zapytałam, ponownie ciągnąc za niebezpieczny sznurek. W międzyczasie zaczęłam składać wszystkie papiery, upewniać się, że każdy z chyba pięciu długopisów jest zamknięty odpowiednią zatyczką i nieważne już dokumenty wkładać do biurka, żeby nie pomyliły się z aktualnymi rachunkami. — Hm?

Od Shioko, CD Vene

Planem na dzisiaj było wpaść do stołówki, potem biblioteki po materiały do nauki na egzaminy, w międzyczasie licząc, że złapie się Vene, kiedy ta nie będzie miała nic ważnego do roboty. Pierwszy punkt z listy (której nawet oficjalnie nie zapisałam) spełniony, brzuch pełny, nogi zwarte i gotowe, żeby w razie czego uciec przed szafką, która z jakiegoś powodu porusza się gwałtowniej niż zwykle.
Uchyliłam drzwi do miejsca śmierci i zagłady, wpuszczając do środka trochę światła słonecznego. W pomieszczeniu, pomijając upadające co jakiś czas w losowych miejscach książki, było całkowicie cicho, chociaż tym razem nie była pusta. Jakaś niesamowita blondynka siedziała przy stoliku, całkowicie olewając, że może zginąć, i piła coś ciepłego. Z jakiegoś powodu dookoła niej nie było niczego, co mogło wyglądać podejrzanie. Dziwne. Wyglądało na to, że w bibliotece znajdowała się osoba, której karma miała właśnie wrócić. Cóż. Wziąć gazetkę, wypożyczyć podręczniki i wrócić. Nauczyć się, zdać, cieszyć się życiem.
Podeszłam do miejsca, w którym powinny były znajdować się wszystkie materiały do nauki. Chwyciłam to, co potrzebowałam i odwróciłam się w stronę wyjścia, z zamiarem szybkiej ucieczki, jednak moją uwagę przykuł ktoś inny.
— Vene! — krzyknęłam z daleka, ciesząc się, że znalazłam ją bez błąkania się godzinami po szkole. Podbiegłam do niej, uważając na rzeczy, które trzymałam, jednak brązowowłosa nie reagowała. — Vene? — zapytałam, ale wyglądało na to, że dziewczyna mnie ignoruje. — Masz zdjęcia? — dopytałam, sprawiając, że nastolatka w końcu się odwróciła. Wyglądała na naprawdę zdziwioną, ale zdecydowałam, że to zignoruję. — Masz?

piątek, 22 września 2017

[EP] Od Shioko, CD Vene

Nie trzeba było powtarzać po raz drugi. Dziewczyna jak najszybciej uruchomiła aparat i dosłownie uderzyła fleszem po oczach chłopaków. Mój uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył, udało się uchwycić, kiedy ich usta akurat były ze sobą złączone. Dexter dosłownie zgromił nas wzrokiem "lepiej nie przychodź w przyszłym tygodniu na lekcje". Nie potrafiłam się tym wtedy przejąć. Vene dosłownie zaciągnęła mnie do środka pomieszczenia, a chwilę za nami ruszył cały tłum. Niektórzy rzucali spojrzenia, które wyraźnie sygnalizowały, że nie mają pojęcia, co właściwie właśnie zaszło. O jejku, co ten alkohol robi z ludźmi... Przy okazji, jakaś dziewczyna paradowała boso.
— Mamy odpowiedź! Dexomę możemy odhaczyć z listy. Przydzielone im osoby chyba czują rozczarowanie. Albo ulgę — zaśmiała się Vene, zachęcając mnie do przejrzenia zdjęć. Rzuciłam okiem na fotografie, nie wydawało mi się, żeby którakolwiek wyszła nieostra albo zbyt prześwietlona. Może i nie siedziałam w fotografii, ale to wszystko to były po prostu podstawowe informacje (i kwestia dobrego gustu, może są osoby, które lubią prace wykonane "na odwal").
— Będziesz chciała kopię? — zapytała ze śmiesznymi iskierkami w oczach. A może to tylko światło się odbiło...
— Jeszcze pytasz?! — Uśmiechnęłam się. — Oczywiście, że będę chciała! I przypuszczam, że nasze gołąbeczki też...
W tym momencie poczułam, jak ktoś puka mnie w ramię. Obejrzałam się za siebie, dostrzegając sporo wyższą, na dodatek w całkiem wysokich butach, dziewczynę.
— Wiesz, co się tam stało? — zapytała. Przez pierwszy moment nie wiedziałam, czy powinnam była wziąć to na serio.
— To ty nie wiesz?! — Obdarzyłam ją szerokim uśmiechem. Jak dziwnym było to, że z otwartej osoby przeszłam w skrytą i nieśmiałą, a teraz znowu zaczęłam się powoli otwierać na innych. Ochoczo pomagałam w samorządzie, kiedy była taka potrzeba. Nie martwiłam się już tym, że coś może się nie udać albo że zrobię coś źle i będzie na mnie. Skoro nawet akcja ze zbitym kuraletem wyszła na dobre, to i wszystko inne powinno. Na dodatek mogłam się pochwalić kolorowym tabletem, jako jedyna z całego rocznika. Hm, czy ja aby na pewno nie piłam?
— Dexoma znowu na horyzoncie! — krzyknęłam, zauważając, że krótkowłosa naprawdę zdawała się przeoczyć całą akcję. Wróciłam wzrokiem do fotografii i Vene.
— Jakoś od razu weselej i żywej się zrobiło — skwitowała.
— I te zdjęcia! Genialne! — Pod wpływem chwili zarzuciłam jej ręce na szyję. — Chyba cię kocham! — Po tych słowach szybko się cofnęłam, a na moją twarz najpewniej wpłynął rumieniec w kolorze włosów, które ostatnimi czasy dość dużo urosły. — Wiesz, nie w tym sensie... — Zaśmiałam się, najpierw nerwowo, a potem stwierdziłam, że ta sytuacja rzeczywiście była zabawna. Same pozytywy. Od tego, że nie wylosowałam chłopca, przez miłe chwile, aż do pary chłopców, która na nowo odnalazła w sobie to, czego szukali od dawna. W przyszłym roku parapetówki na pewno sobie nie odpuszczę.

[EP] Od Shioko, CD Vene

— Jak myślisz, ile par będzie po dzisiejszym wieczorze? — zapytała Vene, przez co dosłownie się zaśmiałam. Mimo wszystko zdecydowałam, że przemilczę to pytanie. Nikt rozsądny nie schodzi się po alk... Dexoma, nieważne. — Słaba głowa, że się wahasz? — Drugie pytanie. Pokręciłam stanowczo głową. Postanowienie to postanowienie.
Nagle moim oczom ukazał się zdeterminowany Foma. Od razu było widać, w którym kierunku idzie i jaki cel sobie obrał. Podszedł do Dextera. Nawiązali kontakt wzrokowy, a potem jasnowłosy dosłownie przycisnął drugiego do ściany. Długo to nie trwało, bo pozycje za chwilę się zmieniły. Ich czoła zbliżyły się do siebie, a ja zauważyłam, że z Vene nie jesteśmy jedynymi osobami, które ochoczo obserwują całe zajście. Następnych wydarzeń nie spodziewałam się, ani ja (szczególnie, że widziałam Dextera niedługo po rozstaniu z Fomą),  ani prawdopodobnie nikt inny z obserwatorów. Usta chłopaków złączyły się w jedne, najpierw powoli, a potem mocniej. Może i nie lubiłam mężczyzn, ale tej parze zdecydowanie kibicowałam. Wąską kreskę zastąpił szeroki uśmiech, a dłonie same z siebie zaczęły klaskać.
— Vene, szybko, rób zdjęcia! — Szturchnęłam lekko ciemnowłosą. Przyznam, że dawno nie byłam świadkiem tak pełnej uczuć i miłości sceny. Właściwie chciałabym kogoś mieć. Nie wyobrażam sobie siebie w związku, ale i tak bym go chciała. I to mocno.

[EP] Od Shioko, CD Vene

— Traktuję to jako możliwość lepszego poznania cię, więc w pewien sposób tak, ale nie do końca, jakim miało być. — Wyraźnie usłyszałam każde słowo, bo dziewczyna wcześniej pochyliła się trochę. Właściwie, nie spodziewałam się, że Vene będzie aż tak... Pozytywna? To dobre słowo? Myślałam, że ucieknie, kiedy tylko zobaczy, że wylosowała właśnie mnie. Może powinnam jednak być lepiej nastawiona? W końcu nieczęsto mam na sobie sukienki, ten dzień musi być specjalny.
W którymś momencie brunetka chwyciła mnie za rękę i zaciągnęła bliżej ściany, unikając środka parkietu, z którego powinny były korzystać głównie pary, pomiędzy którymi coś się pojawiło. Gdzieś pomiędzy wszystkimi widać było Herę i jej czerwone włosy, a wraz z nią kilka innych charakterystycznych osób.
— Więc, Shioko Namae, pozwól, że odbiję piłeczkę. Jak ty traktujesz tę randkę w ciemno? Bardzo rozczarowana, że trafiłaś na mnie? — Pytania padały jedno po drugim, chociaż najbardziej zdziwiło mnie, że użyła mojego nazwiska. Które, swoją drogą, było idiotyczne, bo oznaczało po prostu "imię". Jakbym nie mogła nazywać się jak jakiś ładny kwiatek...
— Byłabym rozczarowana, gdybym trafiła na jakiegoś chłopca, którego nie znam — wyjaśniłam. — No i... Sama nie wiem, jak to traktuję. Zobaczy się jak wyjdzie. Wcześniej chyba nie miałyśmy ochoty pogadać, więc co nam szkodzi? Raczej nie widzę siebie w związku, nie masz się czego bać. — Uśmiechnęłam się, spoglądając w stronę alkoholu ustawionego na jakimś barku. A może jednak...?

[EP] Od Shioko, CD Vene

Z rozmyślania wyrwał mnie delikatny dotyk na ramieniu. Z lekkim zdziwieniem obróciłam się i automatycznie spojrzałam w górę. Słusznie, bo przede mną stała Vene, która przecież mierzyła dobre dziesięć centymetrów więcej, niż ja. Jednocześnie nie była dużo wyższa, więc nie czułam się na tyle onieśmielona, co przy takim Dexterze, gdzie różnica wzrostu była niesamowita i bardzo dobrze widoczna. Może i on nie czuł się dziwnie, spoglądając w dół, ale mi ciężko było złapać kontakt wzrokowy, a właśnie to było najlepsze w rozmowie z kimkolwiek.
— Cześć, znalazłam cię, moja randko — usłyszałam. Przypuszczam, że moje policzki stały się na chwilę różowe. "Randka". Śmieszne słowo, a jednak wiele znaczące. Nigdy na żadnej nie byłam. Co lepsze, nigdy się nawet nie całowałam, już pomijając dziewictwo. Nawet lepiej, bo nigdy mi się do tego nie spieszyło, ale z moimi przygodami? Aż dziwne. Chociaż, jakby się zastanowić... Nigdy na trzeźwo się nie całowałam. Jeśli było coś poza tym, to nie pamiętam. I, cóż, wolałabym sobie mimo wszystko nie przypominać.
Obdarzyłam Vene szerokim uśmiechem, najszerszym, jaki byłam w stanie wycisnąć.
— Hej — odpowiedziałam. — Psst, traktujesz to na poważnie? — zapytałam, chcąc się w razie czego lepiej przygotować. Przecież brązowowłosa nie była brzydka. Może po prostu nie miałam okazji ujrzeć jej w innym świetle?

[EP] Od Shioko, CD Vene

Głośna muzyka przypominała mi czasy dzieciństwa, kiedy to każdy weekend wiązał się z szalonymi imprezami. Pomyśleć, że miałam jedynie dwanaście albo trzynaście lat, kiedy potrafiłam pić alkohol jak niejeden dorosły. I, co najgorsze, zawsze uchodziło mi to płazem. Wystarczyło zapłacić większą sumkę i nagle okazywało się, że wszystkie konflikty magicznie zostały rozwiązane. Oczywiście wcześniej o tym nie wiedziałam. Bawiłam się, bo inni się bawili. Odskocznia od dzieciaków z sąsiedztwa, których bawił fakt, że nie mam matki. Na imprezach najważniejsi byli ci, którzy mieli alkohol. Jeśli dobrze pamiętam, zdarzyło się nawet kilka wypadków, które oczywiście również zostały zatuszowane. Na szczęście opamiętałam się mniej więcej rok przed okresem, kiedy męska część towarzystwa przypomniała sobie, że ta damska to w większości dziewice, które po alkoholu nie będą stawiać oporu. Głupie dzieciaki, pewnie nadal takie same.
Po chwili podbiegła do mnie Hera, a ja zaczęłam modlić się w duchu, żeby trafić na jakąś dziewczynę. Prawdopodobnie wyszłabym, gdyby był to chłopak. Nie miałam zamiaru brać tego na poważnie, ale nigdy nie mogłam wiedzieć, do czego posunąłby się którykolwiek z nich. Nie chciałam poznać nikogo, kto mógłby być tak bezudusznym jak mój ojciec. Niedługo po moich urodzinach, kiedy matka miała problemy ze zrzuceniem nadmiarowych kilogramów, przestał się nią interesować i trzymała ich tylko własna firma, która mogłaby się rozpaść, gdyby wzięli rozwód. No i nie chcieli sprawiać mi kłopotów. Nic dziewnego, że czarnowłosy tak ucieszył się na śmierć swojej małożonki. W ogóle nie wziął pod uwagę, że już nigdy z nią nie porozmawia. Cieszył się tylko z pieniędzy, które, niegdyś dzielone na pół, teraz należały tylko do niego. Właśnie z tego powodu tak bardzo nienawidzę pod tym względem mężczyzn.
Hera wręczyła mi karteczkę, bardzo zresztą ładną. Potem odeszła, mieszając się z tłumem osób, których nawet nie kojarzyłam. Może jacyś pierwszacy, a może po prostu obcy, którzy mieli robić za sztuczny tłum, z czym już wcześniej się spotykałam. Z trzęsącymi się rękoma rozwinęłam kartkę, w tym samym momencie czując, że kamień z serca momentalnie spadł. Vene. Ot, koleżanka z klasy, czasem zdarzyło nam się nawet dłużej porozmawiać, na przykład przy śniadaniu, czy kiedy trzeba było się upewnić z odpowiedzią do zadania domowego. Rozejrzałam się po pełnym pomieszczeniu, szukając brązowowłosej dziewczyny wzrokiem. Przypuszczam, że nigdy nie patrzyłam na nią pod względem "hej, mogłybyśmy być parą". Ot, zwykła znajoma. Wątpię, żeby ta impreza cokolwiek zmieniła. Chyba, że złamię postanowienie niepicia. Wtedy może wydarzyć się wszystko. Pozytywnego albo negatywnego, ale, hej, pomiędzy gołąbeczkami z samorządu zaiskrzyło też dopiero po alkoholu. Vene, gdzie jesteś?

poniedziałek, 11 września 2017

Od Shioko, CD Mińśk

— To dobrze — usłyszałam w odpowiedzi. Zdecydowanie tego oczekiwałam. Tak, miałam dzisiaj humor, podczas którego byłabym w stanie wszystko wszystkim wygarnąć, podskoczyć i wejść do nieodpowiedniej rzeki, a on odpowiedział mi dwoma krótkimi słowami. Właściwie to potem napomknął coś jeszcze, ale nic, co mogłoby rozpocząć bardziej zaciętą dyskusję. A może nawet kłótnię. Oczywiście dorzuciłabym do ognia raz czy dwa, a potem w ciszy skończyła uzupełniać głupie papiery, które powoli czytałam już tylko jednym okiem, starając się unikać jedynie pułapek pokroju dodatkowych wpłat albo kredytach, które były wypisane oczywiście malutkim drukiem na samym dole strony. Mogliby zacząć używać lepszych sztuczek, wątpię, żeby ktokolwiek nabierał się jeszcze na takie rzeczy. 
Dyrektor zapytał o papiery. Ile zostało, czy rozumiem, podstawowe grzeczne pytania, które po prostu wypadało zadać.
— Doskonale sobie radzę — odpowiedziałam bardzo ogólnie. Mińsk zaczął wodzić wzrokiem po pokoju, spoglądając raz na zegar, raz na łóżko. I tak w kółko, wyraźnie się nad czymś zastanawiał. — Jeśli pan chce iść spać to proszę bardzo. Obiecuję, że nic nie zrobię, a do pokoju trafię sama, w końcu już drugi rok się tu uczę.
Rany, Shioko, kiedy stałaś się taka chamska i bezpośrednia? Inaczej. Shioko, kiedy wróciłaś do bycia chamską i bezpośrednią? 

sobota, 9 września 2017

Od Shioko, CD Mińsk

Mogę. Kieliszek.
Jakby się zastanowić, alkohol nie raz był w moich ustach, chociaż głównie przez wpływy starszego, bardziej obrotnego i lepszego towarzystwa. Właściwie nie był taki zły, ale zdecydowanie nie miałam do niego głowy. No i miałam trzynaście lat, całkowicie inaczej postrzegałam rzeczywistość. Przypuszczam, że teraz nie piłabym bez okazji. Chociaż wspominali coś o babskim wieczorze, tam na pewno będzie dużo alkoholu. Ale nie przy nauczycielu.
Dyrektor natomiast nie widział przeszkód. Opróżnił jeden kieliszek, a za nim następny, wyraźnie będąc zadowolonym. Ze smaku, może z samego faktu, że pije, a może z samego siebie. Z jednej strony łamał przepisy, które sam uzgodnił, a z drugiej nikt nie mógł go wyrzucić. Przecież był głową tej szkoły, wątpię, żeby ktokolwiek był nad nim. Nawet sekretarka miała zapewne mało do powiedzenia, tym bardziej na urlopie, na który została dzięki mnie wysłana.
A może jednak powinnam skusić się na chociaż łyk...? Wino kusiło kolorem, a patrząc na ilość, która zniknęła w ustach Mińskiego... Nie, Shioko, definitywnie nie. Wiesz, co alkohol z tobą robi. Mówisz złe rzeczy. Nigdy więcej. A może...? Nie.
— Ja nie piję — odpowiedziałam w końcu. — I pan też mógłby przestać, bo jeszcze chwila, a mi się pan tu przewróci. Chyba by pan nie chciał, żeby mój szlaban skończył się przed czasem? — Uśmiechnęłam się.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis