piątek, 22 września 2017

[EP] Od Shioko, CD Vene

Głośna muzyka przypominała mi czasy dzieciństwa, kiedy to każdy weekend wiązał się z szalonymi imprezami. Pomyśleć, że miałam jedynie dwanaście albo trzynaście lat, kiedy potrafiłam pić alkohol jak niejeden dorosły. I, co najgorsze, zawsze uchodziło mi to płazem. Wystarczyło zapłacić większą sumkę i nagle okazywało się, że wszystkie konflikty magicznie zostały rozwiązane. Oczywiście wcześniej o tym nie wiedziałam. Bawiłam się, bo inni się bawili. Odskocznia od dzieciaków z sąsiedztwa, których bawił fakt, że nie mam matki. Na imprezach najważniejsi byli ci, którzy mieli alkohol. Jeśli dobrze pamiętam, zdarzyło się nawet kilka wypadków, które oczywiście również zostały zatuszowane. Na szczęście opamiętałam się mniej więcej rok przed okresem, kiedy męska część towarzystwa przypomniała sobie, że ta damska to w większości dziewice, które po alkoholu nie będą stawiać oporu. Głupie dzieciaki, pewnie nadal takie same.
Po chwili podbiegła do mnie Hera, a ja zaczęłam modlić się w duchu, żeby trafić na jakąś dziewczynę. Prawdopodobnie wyszłabym, gdyby był to chłopak. Nie miałam zamiaru brać tego na poważnie, ale nigdy nie mogłam wiedzieć, do czego posunąłby się którykolwiek z nich. Nie chciałam poznać nikogo, kto mógłby być tak bezudusznym jak mój ojciec. Niedługo po moich urodzinach, kiedy matka miała problemy ze zrzuceniem nadmiarowych kilogramów, przestał się nią interesować i trzymała ich tylko własna firma, która mogłaby się rozpaść, gdyby wzięli rozwód. No i nie chcieli sprawiać mi kłopotów. Nic dziewnego, że czarnowłosy tak ucieszył się na śmierć swojej małożonki. W ogóle nie wziął pod uwagę, że już nigdy z nią nie porozmawia. Cieszył się tylko z pieniędzy, które, niegdyś dzielone na pół, teraz należały tylko do niego. Właśnie z tego powodu tak bardzo nienawidzę pod tym względem mężczyzn.
Hera wręczyła mi karteczkę, bardzo zresztą ładną. Potem odeszła, mieszając się z tłumem osób, których nawet nie kojarzyłam. Może jacyś pierwszacy, a może po prostu obcy, którzy mieli robić za sztuczny tłum, z czym już wcześniej się spotykałam. Z trzęsącymi się rękoma rozwinęłam kartkę, w tym samym momencie czując, że kamień z serca momentalnie spadł. Vene. Ot, koleżanka z klasy, czasem zdarzyło nam się nawet dłużej porozmawiać, na przykład przy śniadaniu, czy kiedy trzeba było się upewnić z odpowiedzią do zadania domowego. Rozejrzałam się po pełnym pomieszczeniu, szukając brązowowłosej dziewczyny wzrokiem. Przypuszczam, że nigdy nie patrzyłam na nią pod względem "hej, mogłybyśmy być parą". Ot, zwykła znajoma. Wątpię, żeby ta impreza cokolwiek zmieniła. Chyba, że złamię postanowienie niepicia. Wtedy może wydarzyć się wszystko. Pozytywnego albo negatywnego, ale, hej, pomiędzy gołąbeczkami z samorządu zaiskrzyło też dopiero po alkoholu. Vene, gdzie jesteś?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis