Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza zima zła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nasza zima zła. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 czerwca 2018

Nasza zima zła [14]

I chyba widząc już same iskierki w zielonych oczętach, załapałem, że mógł to być naprawdę porządny błąd z mojej strony, tak po prostu odpowiadać, że może pytać do woli.
Nie myliłem się, nie minęła chwila, a z ust dziewczyny zaczął wypływać potok słów, wykorzystywała pytania, jak naboje w karabinie maszynowym, strzelała nimi prosto we mnie i nie miałem możliwości ich ominąć.
— To zaczynając od tych klasycznych, jak ci się podoba w szkole? Nauka nie daje w kość? Wszyscy mili? Jakie masz zainteresowania? Masz rodzeństwo? Albo zwierzaka? Chyba, że zaliczasz rodzeństwo do kategorii zwierząt jak niektórzy. Nie będzie ci przeszkadzać, jeżeli zostaniesz Wawrzynkiem? Troszkę mi przypominasz wawrzynka, ale te miłe wawrzynki, nie te szkodliwe. Kim chciałbyś zostać w przyszłości? Albo inaczej. Co chciałbyś robić w przyszłości? Coś powtórzyć? — Szybko, dużo, agresywnie, nagle, a ja kiwałem głową, kodowałem, a raczej starałem się i mrugałem namiętnie oczami, licząc na to, że nie wylecą mi za chwilę z orbit.
Trzeba było chyba nabrać dużo powietrza w płuca i dostosować tempo wypowiedzi do zadanego pytania.
— Naprawdę fajnie, ludzie są mili, tyle mi starczy. Nauka, jak to nauka, nie za ciekawie, ale znieść trzeba. Jestem jedynakiem, zwierzaka jak do tej pory nie miałem, alergia taty, rozumiesz. Absolutnie mi nie przeszkadza, wręcz uważam za urocze. A kim chcę być? Albo pisarz, albo zająć się jakimiś sprzętami dla osób z niepełnosprawnościami, wiesz, ułatwienie życia codziennego, czy coś. Chociaż pewnie pozmienia mi się jeszcze z pięć razy.

środa, 20 czerwca 2018

Nasza zima zła [13]

Z każdą chwilą coraz bardziej się rozluźniałam i pozwoliłam sobie brnąć w wierze, że, póki miałam herbatkę w łapkach, organizmie i to przyjemne ciepło nie pozwalało mi zamarznąć, wszystko było w porządku.
— Kto pyta, nie błądzi, prawda? Pytaj śmiało, nie krępuj się. — Wyszczerzyłam się najszerzej, jak umiałam i zgarbiłam się odrobinę, przyciskając kubek do piersi obydwiema dłońmi. Powoli, Pel, powoli. Nigdzie się nie pali, nikt się nie topi, nikt nie spada, to herbatka. Może nie w Krainie Czarów, ale herbatka. Kurczę, przydałby się mój cylinder.
Wzięłam głęboki wdech, myśli gdzieś się zawieruszyły, a moje „powoli” szlag trafił, gdy z moich ust poleciały pierwsze słowa.
— To zaczynając od tych klasycznych, jak ci się podoba w szkole? Nauka nie daje w kość? Wszyscy mili? Jakie masz zainteresowania? Masz rodzeństwo? Albo zwierzaka? Chyba, że zaliczasz rodzeństwo do kategorii zwierząt jak niektórzy. Nie będzie ci przeszkadzać, jeżeli zostaniesz Wawrzynkiem? Troszkę mi przypominasz wawrzynka, ale te miłe wawrzynki, nie te szkodliwe. Kim chciałbyś zostać w przyszłości? Albo inaczej. Co chciałbyś robić w przyszłości? Coś powtórzyć? — Zdania płynnie wylatywały z moich ust, które nadal układały się w radosnym uśmiechu i gdyby nie to, że krzesło było za niskie na machanie nogami nad ziemią, to by pewnie moje stopy już dawno szybowały w powietrzu.
Zero zimna, zero duszącego zapachu, zero topienia się i spadania. Czysty spokój.

wtorek, 19 czerwca 2018

Nasza zima zła [12]

Ta buźka, która wyraźnie mówiła, że dziewczynie jest bardzo dobrze i bardzo przyjemnie, niesamowicie mnie rozbawiła, tak właściwie, to z trudem powstrzymałem herbatę przed ucieknięciem mi nosem, gdy cicho parsknąłem.
— Zawsze można próbować wszystko wypić, dla chcącego nic trudnego — odparła, sadzając się na krzesełku i poprawiając w miejscu. — A czy się łapię na rekord, to nie wiem. Może. Chociaż z tego co wiem, to nie tylko ja jestem, byłam kolekcjonerem herbat. Może ktoś, kiedyś, gdzieś zrobi książeczkę awuską z rekordami i mnie wpisze jako tą, co robi najwięcej herbatek i zgarnia przypadkowe osoby. Kto wie? Powiedz mi, Wawrzynku, jeżeli będę przesadzać, bo mam do tego tendencje, a najlepiej krzyczeć, bo możliwe, że gdzieś umknę i nie usłyszę, ale chciałabym cię spytać, a w sumie to zasypać pytaniami. Mogę? Mogę? — zapytała z szerokim uśmiechem, dość szybko, tonem, który wyraźnie mówił, że jest naprawdę zadowolona z obecnego stanu całej tej sytuacji, która nas spotkała.
Odłożyłem kubek na biurko, uznając, że na chwilę mi starczy, dam napojowi ostygnąć, bo póki co tylko parzyłem sobie wargi i język.
— Kto pyta, nie błądzi, prawda? Pytaj śmiało, nie krępuj się — odparłem z uśmiechem, łapiąc nogawki spodni i poprawiając się nieco w siedzeniu.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Nasza zima zła [11]

— Nie, po prostu czysta ciekawość. Na taką ilość to by raczej i życia nam nie starczyło, o wieczorku nie mówiąc. — Ładny, krótki śmiech wydostał się z trzewi chłopaka, a ja znowu mrugnęłam, jednak żeby bardziej się oprzytomnić i poszerzyłam swój wyszczerz, z powrotem dzierżąc ukochany, ciepły kubek z naparem. Tym razem od razu upiłam łyk, mrucząc cicho z zadowoleniem. — Nie łapiesz się przypadkiem na jakiś rekord? Sporo tego.
Wzruszyłam ramionami, przyglądając się chłopakowi spod przymkniętych powiek i zastanowiłam się nad odpowiedzią, sącząc herbatkę i mrucząc niczym kot.
— Zawsze można próbować wszystko wypić, dla chcącego nic trudnego — mruknęłam, siadając na krześle, uprzednio je przygarnąwszy bliżej siebie. — A czy się łapię na rekord, to nie wiem. Może. Chociaż z tego co wiem, to nie tylko ja jestem, byłam kolekcjonerem herbat. Może ktoś, kiedyś, gdzieś zrobi książeczkę awuską z rekordami i mnie wpisze jako tą, co robi najwięcej herbatek i zgarnia przypadkowe osoby. Kto wie? — spytałam z rozbawieniem, ponownie unosząc ramiona, żeby zaraz je opuścić.
— Powiedz mi, Wawrzynku, jeżeli będę przesadzać, bo mam do tego tendencje, a najlepiej krzyczeć, bo możliwe, że gdzieś umknę i nie usłyszę, ale chciałabym cię spytać, a w sumie to zasypać pytaniami. Mogę? Mogę? — Uśmiechnęłam się, a z moich ust poleciał potok słów zdecydowanie mniej składnych niż poprzednio, gdy uczucie błogości mnie ogarnęło.

Nasza zima zła [10]

— Hm? — mruknięcie, mrugnięcie i spojrzenie w stylu „Czekaj, Hope, co ty do mnie mówisz?” nieco mnie rozbawiło i postawiło w pozycji, która mówi, że zdecydowanie raczej sama nie ma o tym większego pojęcia. — ...To jest dobre pytanie — odparła z tonem godnym greckiego filozofa, żeby nie czekając ani chwili dłużej, rzucić wszystko w siną dal i rzucić się z błyskiem w oczach do plecaka, szukać, badać i liczyć, bo widocznie zabiłem jej jakiegoś tam gwoździa i rzeczywiście postawiłem ciekawe pytanie.
— Nie doliczysz się, Jaśmin. — Parsknąłem śmiechem, gdy Misiek postanowił dorzucić swoje trzy grosze, ponownie wychylając się z góry pościeli, koców i innych rzeczy do przytulania w wyrku, czy na kanapie, a po chwili ponownie w nich zniknąć, gdy kobieta odpowiedziała tylko wystawieniem mu języka i naprawdę, dużo ludzi tu dalej było dziećmi. Wspaniałymi, cudownymi dziećmi wprowadzającymi porządny powiew świeżości do zgrzybiałego społeczeństwa i zrzędliwego świata.
— Powiedzmy, że bardzo dużo. A co? Chcesz je wszystkie wypróbować? Nie wiem, czy starczyłoby nam czasu. I miodu. I kombinacji mieszanek, bo jeżeli chcesz wszystkie wypróbować, to dużo połączeń jest dość obrzydliwe w smaku.
— Nie, po prostu czysta ciekawość. Na taką ilość to by raczej i życia nam nie starczyło, o wieczorku nie mówiąc — parsknąłem śmiechem, ogrzewając nieco zmarznięte dłonie o filiżankę. — Nie łapiesz się przypadkiem na jakiś rekord? Sporo tego.

Nasza zima zła [9]

W pierwszej chwili spojrzał na mnie nieprzytomnym wzrokiem, acz zaraz złapał kubek, kiwając głową. Czyli mniej więcej tak wyglądałam, gdy odpływałam myślami, ale jakaś część mnie nadal znajdowała się na ziemi.
— Nie, nie, nie mam, wręcz przeciwnie, w takiej kompozycji mogę pochłaniać całymi masami. Dziękuję pięknie. — Odwzajemniłam uśmiech Hope, po czym sama zajęłam się swoim kubkiem, tuląc go do policzka, czekając, aż ostygnie na tyle, żebym mogła upić łyk. — Czy mogę zapytać, ile masz rodzajów herbaty?
— Hm? — Mrugnęłam parokrotnie zdezorientowana, unosząc wzrok na chłopaka. ”Ile ja miałam rodzajów herbaty?” — ...To jest dobre pytanie — odpowiedziałam po dłuższym namyśle z rozbawieniem w głosie i odłożyłam kubek, żeby nachylić się nad plecakiem i zacząć w nim grzebać, i liczyć, i przeglądać, co w nim tak właściwie miałam. Powinnam chyba zrobić jakiś spis czy coś. A potem każdemu, kogo zapraszam na posiedzenia z herbatką podsuwać spis niczym menu i poczekać aż gość wybierze to, co przypadnie mu do gustu. Właściwie to nie jest taki zły pomysł.
— Nie doliczysz się, Jaśmin. — Zmrużyłam oczy, kierując spojrzenie na głowę misia wychylającą się z koców i pokazałam mu język, na co pluszak prychnął, coś mamrocząc po rosyjsku pod nosem. Westchnęłam ciężko, odkładając plecak i stuknęłam palcami o kolano.
— Powiedzmy, że bardzo dużo. A co? Chcesz je wszystkie wypróbować? Nie wiem, czy starczyłoby nam czasu. I miodu. I kombinacji mieszanek, bo jeżeli chcesz wszystkie wypróbować, to dużo połączeń jest dość obrzydliwe w smaku.

Nasza zima zła [8]

Fakt, że dziewczyna prawie non-stop się uśmiechała, obdarowywała mnie ciepłymi spojrzeniami i wnosiła jakąś dziwną pogodę ducha, sprawiały, że po samym zobaczeniu jej na korytarzu człowiekowi dzień jakoś od razu przyjemniej leciał, a co dopiero mówić o sytuacji, gdy idzie się z nią na herbatę. Dobry nastrój, radość i nadzieja na lepsze jutro od razu zaczynała roznosić się po pokoju i wsiąkać w człowieka, w ubrania, we włosy, wszystko pachniało wiosną, czy latem, nawet jeśli temperatura była poniżej zera. Grubo poniżej zera.
— Naprawdę nie masz za co. Tylko proszę cię, następnym razem weź kogoś ze sobą, Wawrzynku. Nie chcemy, żebyś zamarzł nam na śmierć — rzuciła w moją stronę, misiek się zaśmiał, a do mnie dopiero po chwili dotarł fakt, że w sumie nazwała mnie „Wawrzynkiem”. Słyszałem już, że udaje jej się ochrzcić nazwami roślin większość osób, ale nie myślałem, że sam się jakoś na to załapię. Trzeba będzie wyszukać, co to takiego, tak właściwie. Co, jeśli to nazwa jakiegoś parszywego zielska, którego gram zabija połowę cywilizacji?
— Mam nadzieję, że nie masz uczulenia na maliny, cytrynę albo goździki. — Spojrzałem niezbyt przytomnie na nastolatkę, która akurat podawała mi kubek. Złapałem go szybko, kiwając głową w geście podziękowania.
— Nie, nie, nie mam, wręcz przeciwnie, w takiej kompozycji mogę pochłaniać całymi masami. Dziękuję pięknie — odparłem z uśmiechem, zaciągając się zapachem naparu. — Czy mogę zapytać, ile masz rodzajów herbaty?

niedziela, 10 czerwca 2018

Nasza zima zła [7]

Wallie skoczył do Vladdy’ego i wlazł mu pod koce ku jego oburzeniu, ale go nie wypędził. Uśmiechnęłam się lekko, po czym zaczęłam zdejmować kurtkę oraz czapkę, Amigo sam się ześlizgnął z moich ramion i podpełzł do krzesła, żeby zaraz się na nim znaleźć.
— W sumie lubię imbirowe, ale uwielbiam próbować czegoś nowego. — Imbirowe, dobrze wiedzieć. Kucnęłam przy łóżku, żeby wyciągnąć swój ukochany plecak pełen szczęścia, zastanawiając się, jaką mieszankę wziąć. — Jeszcze raz dziękuje, Pelagonijo.
Mrugnęłam zdezorientowana, obracając głowę w stronę Hope’a. Moje usta ułożyły się w ciepły uśmiech.
— Naprawdę nie masz za co. Tylko proszę cię, następnym razem weź kogoś ze sobą, Wawrzynku. Nie chcemy, żebyś zamarzł nam na śmierć — powiedziałam z troską i zanim właściwie pomyślałam, już z moich ust wyleciała nazwa kwiatka. No i masz, Pel, mało ci kwiatów? Toś sobie ochrzciła następną osobę.
Usłyszałam głośne, stłumione parsknięcie śmiechem Vladdy’ego, jednak postanowiłam, że będę się zachowywała, jakbym nic nie zrobiła. Poza tym wawrzynki są ładne. Wygrzebałam z plecaka dwa kubki z królikami i wybrałam herbatę imbirową z malinami, cytryną, goździkami i miodem [niby ten zakaz był, ale wszyscy raczej już go olali, więc sama przestałam pić nektar z kwiatów. I to nie tak, że po prostu jeszcze nie rozkwitły].
Podałam kubek z gorącym naparem chłopakowi.
— Mam nadzieję, że nie masz uczulenia na maliny, cytrynę albo goździki.

piątek, 8 czerwca 2018

Nasza zima zła [6]

Dziewczyna ździebko się skrzywiła, zerkając na mnie nieco zmartwionym, a i może nawet niezadowolonym i z lekka obrzydzonym spojrzeniem, które mówiło „Ale że naprawdę?”.
— Naprawdę nikt cię nie zauważył? Ile tu siedziałeś na mrozie? — zapytała w pewnym momencie, a jej głos przesiąknięty oburzeniem całą tą sytuacją zabrzęczał ładnie w zimowej przestrzeni. W odpowiedzi pokiwałem głową, nie siląc się na jakieś szczególne zdenerwowanie, bo takie sytuacje miały już miejsce, a sam byłem ich winien, bo łaziłem sam, chociaż ewidentnie powinienem spacerować z kimś, kto może w razie „W” mi pomóc. Ale nie, Hope Dawkins jest najmądrzejszy na globie, sam da radę, prawda?
Nie, to nie jest prawda.
Dlatego nic nie powiedziałem, tylko pojechałem za dziewczyną, do budynku, do windy, a potem, do jej pokoju, gdzie buszował okryty stosem kocyków, ożywiony misiek.
— Poszerzasz swoje Stowarzyszenie Szalonego Kapelusznika? — spytał, zalatując słowiańskim akcentem, na co parsknąłem cicho śmiechem. To z nim pijali wódkę po pracy?
— Rozgość się. Masz jakiś ulubiony rodzaj herbaty? — spytała, gdy misiek znowu zginął w pościelach, a dziewczyna wstąpiła nieco w głąb pokoju, gdy ja dalej sterczałem tuż przy drzwiach.
— W sumie lubię imbirowe, ale uwielbiam próbować czegoś nowego — odparłem, rozglądając się po pomieszczeniu i ściągając przy okazji szalik, w którym było mi już nieco za gorąco. — Jeszcze raz dziękuję, Pelagonijo.

czwartek, 7 czerwca 2018

Nasza zima zła [5]

Zadowolona z Amiga pogładziłam szaliczek i ścisnęłam frędzle, które w odpowiedzi również zacisnęły się na moich palcach. Wallie kręcił się, ocierając się o moją skórę i łaskocząc mnie, na co dźgnęłam kręcącego się smoczka. Może powinnam cyrk założyć? Albo jakieś występy uliczne urządzać? Zanotować, kiedyś rozważyć, a teraz wrócić do rzeczywistości.
— Dziękuję pięknie — powiedział, obracając się w moją stronę, a jego usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. Dygnęłam, owijając ponownie ramiona szalikiem i naciągnęłam czapkę na uszy, odwzajemniając wyszczerz. — A skusić się skuszę na wszystkie propozycje, o ile problemu nie sprawię, oczywiście. Herbata brzmi pokrzepiająco, szczególnie że i ręce w pewnym momencie przestałem czuć. — Zmarszczyłam zmartwiona brwi, a moje usta mimowolnie ułożyły się w niezadowolonym grymasie.
— Naprawdę nikt cię nie zauważył? Ile tu siedziałeś na mrozie? — spytałam, nie umiejąc powstrzymać niezadowolenia w swoim głosie i powoli ruszyłam w stronę akademika. Swoją drogą chyba powinnam zacząć urządzać cotygodniowe herbatki w swoim i zapraszać wszystkich. Brzmi jak dobry plan. Zobaczymy, jak będzie z wykonaniem.
Skorzystawszy z windy, na szczęście tym razem działała prawidłowo i nie trzeba było latać do pana woźnego, znaleźliśmy się na ostatnim piętrze, a potem w Pokoju Promienia. Gdy weszliśmy, z góry koców wychyliła się głowa Vladdy’ego, którego wzrok automatycznie poleciał do Hope’a, a potem przeniósł go na mnie, delikatnie mrużąc swoje szklane ślepia.
— Poszerzasz swoje Stowarzyszenie Szalonego Kapelusznika? — Wzruszyłam ramionami, rozkładając je, jakby miało to powiedzieć: „Jestem niewinna, nie wiem, o czym mówisz?”
— Rozgość się. Masz jakiś ulubiony rodzaj herbaty? — rzuciłam w stronę jasnowłosego, a Vladdy prychnął głośno, na powrót zanurzając się w swoim ciepłym królestwie.

środa, 6 czerwca 2018

Nasza zima zła [4]

Chyba trochę wiedziałem, że na moje pytanie zareaguje delikatnym uśmiechem i zdecydowanie to miałem w zamiarach, a gdy moje przypuszczenia okazały się trafne, również buchnąłem radosnym chichotem.
— Nie, drogi towarzyszu. To akurat przypadki. Chociaż kto wie? Może jestem twym aniołem stróżem, który ma cię wyciągać z tarapatów? — zapytała nadzwyczajnie poważnym tonem, ustawiając się tuż za mną. Słyszałem jakąś szamotaninę, ruch materiału. — Co powiesz na herbatę? Wyglądasz na zmarzniętego, a o tej porze roku łatwo o przeziębienie, więc lepiej się rozgrzać. A potem zapraszam do ulepienia bałwana, jeżeli masz ochotę, bo mój pluszowy przyjaciel mnie zbluzgał. Acz myślę, że swój wkład w tym miało rzucenie w niego śnieżką. — Śmiała się, ciągle mówiła, potok słów był coraz szerszy i coraz szybszy, a ja nawet lubiłem ten stan, gdy ciągle coś mamrotała, ciągle jakoś zagadywała człowieka, do tego tematami, które przywodziły na myśl jedynie pozytywne odczucia. Troska, zabawa i odrobina nadnaturalności, czyżby właśnie to były główne wartości w życiu Pelagoniji?
— Może nie dostałam mięśni, ale mam żywy szalik — rzuciła, gdy poczułem kilka szarpnięć, a następnie zostałem wyrwany z zaspy. Parsknąłem śmiechem. Tak, zdecydowanie nadnaturalność. Gadający pluszak, co jakoś już zdążyłem wyłapać i żywy szalik, towarzystwo do najzwyczajniejszych nie należało, ale czy była to wada? Wręcz przeciwnie.
— Dziękuję pięknie — rzuciłem, obracając się w stronę dziewczyny i uśmiechając szeroko, tak ładnie, jak tylko potrafiłem. — A skusić się skuszę na wszystkie propozycje, o ile problemu nie sprawię, oczywiście. Herbata brzmi pokrzepiająco, szczególnie że i ręce w pewnym momencie przestałem czuć — parsknąłem cicho.
A bałwana już dawno nie lepiłem.
Zaprawdę zabawnym widokiem były osadzające się na włosach płatki śniegu, które wraz ze wtargnięciem na teren kosmyków zaraz znikały, wtapiając się kolorystycznie. Zaciągnąłem mocniej czapkę na uszy i poprawiłem szalik, bo za kołnierz powpadało mi trochę chłodnego puchu.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Nasza zima zła [3]

Chłopak odetchnął z ulgą widocznie ucieszony moim przybyciem. Przyjrzałam się mu zmartwiona, zauważając, że jasnowłosy przemarzł. Ile on tutaj już siedział?
— Błagałbym na kolanach, gdybym posiadał taką możliwość — parsknął śmiechem, na co uśmiechnęłam się delikatnie. — Ale nie masz jakiegoś czujnika, który mówi ci, kiedy wpadam w tarapaty, żeby znaleźć się obok, prawda?
— Nie, drogi towarzyszu. To akurat przypadki. Chociaż kto wie? Może jestem twym aniołem stróżem, który ma cię wyciągać z tarapatów? — spytałam teatralnie poważnym tonem, podchodząc bliżej i zastanawiając się, jak chłopaka wyciągnąć ze śniegu. Czułam, jak Wallie wślizgiwał mi się pod szalik i wtulał w szyję. Tak właściwie będzie lepiej. Nie będzie przeszkadzał. Rozwinęłam Amiga, wiedząc, że sama raczej nie wyciągnę Hope’a z zaspy. — Co powiesz na herbatę? Wyglądasz na zmarzniętego, a o tej porze roku łatwo o przeziębienie, więc lepiej się rozgrzać. A potem zapraszam do ulepienia bałwana, jeżeli masz ochotę, bo mój pluszowy przyjaciel mnie zbluzgał. Acz myślę, że swój wkład w tym miało rzucenie w niego śnieżką. — Roześmiałam się, orientując, że znowu zaczęłam swój potok słów. Musiałam przestać, wrócić do mniejszej ilości słów, a większej milczenia oraz słuchania.
Szalik chwycił za wózek, a ja cofnęłam się o parę kroków, żeby nie wjechał na mnie. Parę mocniejszych pociągnięć Amiga i chłopak mógł już swobodnie jeździć.
— Może nie dostałam mięśni, ale mam żywy szalik — wymamrotałam, śmiejąc się i wtuliłam nos w materiał, czując, jak ponownie oplata się wokół moich ramion.

niedziela, 3 czerwca 2018

Nasza zima zła [2]

Siedziałem, nie wiem ile, słyszałem ludzi, gdzieś tam w oddali, najwidoczniej świetnie się bawiących, ale nawet nie miałem jak na nich zerknąć, znajdowali się za moimi plecami, obrócenie się w tych warstwach ubrań równało się jakiemuś cudowi, czy innej podobnej rzeczy. Albo mi to nie wyjdzie, albo skończę z plecami w śniegu i zamarznę na amen, innych opcji w tym wszystkim niestety, ale nie widziałem.
Westchnąłem cicho i skuliłem się bardziej w sobie, czując, jak nieprzyjemnie dmucha mi po karku, chociaż miałem na sobie szalik i całą resztę kołnierzy kołnierzyków. Jęczałem, tarłem dłońmi o części ciała i liczyłem na jakąś dobrą duszyczkę, która zdecyduje się pojawić i mnie wybawić od zła obecnego.
— Znowu się widzimy, panie Dawkins. Pomóc? — Usłyszałem z boku, charakterystyczny, dobrze znany głos, należący do, odwróciłem tutaj głowę i tak, dokładnie tak, jak myślałem, do Pelagoniji, która najwidoczniej miała wyjątkowe szczęście do mojego pecha i udawało jej się akurat znaleźć w okolicy, gdy ja tego potrzebowałem. Odetchnąłem ze znaczącą ulgą.
— Błagałbym na kolanach, gdybym posiadał taką możliwość — parsknąłem śmiechem, zerkając na nią z nadzieją. — Ale nie masz jakiegoś czujnika, który mówi ci, kiedy wpadam w tarapaty, żeby znaleźć się obok, prawda? — dodałem, nie ściągając z nieco spierzchniętych i zmarzniętych ust uśmiechu.

Nasza zima zła [1]

Wallie śmigał śmiało pośród bieli, trzymając się blisko mnie oraz Vladdy’ego. Misiek złorzeczył na mnie, że wyciągnęłam go w taką pogodę, że jego łapy są przemarznięte, że jeszcze przeze mnie nabawi się jakiegoś przeziębienia [„Ale Vladdy, ty nie możesz się przeziębić” „Pel nie mów mi, co mogę, a nie mogę.”], a ja tylko przytakiwałam mu, nie do końca słuchając, o czym mówił. Większym zainteresowaniem obdarzyłam śnieg, który grubą warstwą pokrywał dziedziniec, po czym się rzuciłam na ziemię, żeby zrobić śnieżnego aniołka ku konsternacji oraz oburzeniu misia wyrzucającego z siebie co nowsze wiązanki przekleństw. Wallie krążył wokół mnie, kiedy radośnie śmiałam się, machając nogami oraz dłońmi. Mojej radości nie podzielał raczej szaliczek, ale dzielnie trwał na swoim miejscu i poprawiał mi czapkę, która się ześlizgiwała. Nagle podniosłam się do siadu, wlepiając rozradowany wzrok w Vladdy’ego. Pluszak cofnął się.
— Nie! Kurwa, nie. Nie ulepię z tobą bałwana — wywarczał, zakładając łapy i spojrzał na mnie morderczo.
— Nooo weeeeź — powiedziałam, przeciągając samogłoski, ukradkiem lepiąc śnieżkę.
— Pelagonijo Eternum, ile ty do... — Rzuciłam kulką w swojego rosyjskiego przyjaciela i podniósłszy się, zaczęłam uciekać ze smokiem, który podążał za mną. — Nosz kurwa, Pel! — Wybuchłam śmiechem, słysząc krzyk misia. Może [na pewno] moje zachowanie nie było zbyt dojrzałe, ale grzechem było nie wyjść na śnieg, nie zrobić aniołka i nie ulepić bałwana.
Po jakimś czasie zaprzestałam biegu, śmiejąc się pod nosem i wyciągnęłam w stronę mojego zwierzęcego towarzysza, żeby mógł wspiąć się na moje ramiona. Rozejrzałam się po okolicy, zastanawiając się, czy Vladdy poszedł za nami, jednak zamiast niego ujrzałam Hope, który chyba potrzebował pomocy. Naciągnęłam czapkę bardziej na uszy, ruszając do jasnowłosego chłopaka.
— Znowu się widzimy, panie Dawkins. Pomóc? — spytałam, przyglądając się mu. Wyglądało na to, że utknął.

Nasza zima zła [0]

Zima. A co za tym idzie? Mróz. A co za tym idzie? Biało. A dlaczego biało? A bo śnieg napadał. A czemu równa się śnieg? Zamrożonym częściom, korozji, zaspom i zdecydowanym utrudnieniom w codziennym funkcjonowaniu, czy czymkolwiek, przynajmniej dla osoby na wózku.
A zgadnijcie, kto siedział do niego przykuty od dobrych osiemnastu lat, czy coś koło tego. No a ja.
A zgadnijcie, kto jest bardzo uparty i z uporem maniaka pragnie funkcjonować jak cała reszta społeczeństwa, chociaż nie jest to możliwe, ale w sumie pogodził się z tym już dawno i próbuje po prostu zdziałać jakiś cud. No też ja, no brawo dostajecie talon na balon wszyscy, co mi tu zgadli.
I zgadnijcie, kto kochał zimę jak żadną inną porę roku, bo odpowiadała mu najbardziej i najpiękniej do niego pasowała? Też, oczywiście, ja.
Dlatego sunąłem przez podwórko jak pan i władca, łapiąc w usta płatki śniegu, ciesząc się chwilą spokoju i otoczeniem, bo mroźne krajobrazy były zaprawdę cudowne. Przyciskałem tylko jeden guziczek, sterowałem jedną wajchą, uśmiechając się szeroko i odprężając, bo nie chciałem się zbyt zmachać i tak szkoła sama w sobie była wystarczająco męcząca.
Puf.
Trzaśnięcie.
Nagłe zatrzymanie, spojrzenie w dół, przekleństwo pod nosem, chociaż bardzo rzadko się tego dopuszczałem.
Wjechałem prosto w zaspę śnieżną, utknąłem.
Szarpanie ciałem do przodu nic nie dawało. Pracujący silnik połączony z ruchami dłoni też mało co. Koła ani drgnęły.
Utknąłem jak ostatni idiota.
.
.
.
.
.
.
template by oreuis