Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczego by trochę nie pobiegać?. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Dlaczego by trochę nie pobiegać?. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [X]

Wzrok Przewalskiej wyrażał więcej niż tysiąc słów. Twarze obojga wyrażały więcej niż tysiąc słów i mogły zastąpić całą ich konwersację, bo w sumie na to samo wyszło w obu przypadkach. Wkurwienie, rozczarowanie i zdenerwowanie na drugą osobę, bo jak można być aż tak upartym idiotą. No, a ja tylko dalej robiłem za stojaczek dla Przewalskiego i przysłuchiwałem się wszystkiemu z lekkim, może nieco kpiącym uśmieszkiem.
— Znowu ćwiczyłeś bez rozgrzewki i stabilizatora? — syczała rozjuszona, mordując brata spojrzeniem. — Powiedz tylko, że coś ci strzeliło w tej nodze, a przysięgam, więcej z łóżka nie wstaniesz.
— Kurwa, Wanda, ile razy mam ci powtarzać, że w stabilizatorze wystarczająco się już namęczyłem, błagam no. Nic mi nie strzeliło, po prostu boli.
— Właź kaleko, siadaj na łóżku i po prostu się nie odzywaj — rzuciła, co chyba bardziej było już do mnie, bo i tak musiałem wprowadzić chłopaka i dojść z nim do mebla, na który ciężko opadł.
— Foma, jak inteligentny jesteś, to nigdy się nie nauczysz, prawda? Nie wystarczyło ci raz, do cholery? — Podczas swojego wywodu przegrzebywała kosmetyczkę, szeleściła opakowaniami i najwidoczniej szukała jakiegoś leku, bo przecież chodząca apteka była gotowa na wszystko
— Nie, Wanda, kurwa, najwidoczniej nie wystarczyło — warknął pod nosem, oporządzając swoją nogę i przygotowując ją do zabiegu.
— Ta, bawcie się dobrze — rzuciłem w momencie, gdy nareszcie nastała cisza i mogłem się odezwać. Poklepałem chłopaka po ramieniu, a następnie podszedłem do blondynki. — Lecę do siebie, jak coś, przenieść go, czy oporządzić, to jesteśmy w kontakcie — mruknąłem w stronę dziewczyny, zanim całkiem wyniosłem się z pokoju.
Nigdy nie przepadałem za sprawami rodzinnymi.

sobota, 28 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [16]

Och, przysięgam, doskonale znałem to cholerne spojrzenie. Tę podniesioną brew, iskierki złości i zmartwienia w oczach i powagę, pieprzoną powagę, która do mojej siostry tak po prostu... nie pasowała. No. Zerknąłem kątem oka na Nivana Oakleya, który, dedukując po wyrazie twarzy, bawił się świetnie.
— Io, io, mamy pacjenta, proszę zrobić miejsce — oświadczył, parskając głośnym śmiechem.
Błagam, Oakley, nie chcesz tego robić, nie ten dzień, nie ta godzina i miejsce też nie to. Po prostu nie.
Blondynka zmrużyła oczy, zlustrowała mnie wzrokiem i westchnęła ciężko, a ja odwróciłem swoje spojrzenie w bok, dosyć zmieszany.
— Znowu ćwiczyłeś bez rozgrzewki i stabilizatora? — syknęła, choć doskonale wiedziałem, że już zaczynała się martwić, panikować i złościć, bo jej starszy braciszek zdecydowanie do inteligentnych nie należał. — Powiedz tylko, że coś ci strzeliło w tej nodze, a przysięgam, więcej z łóżka nie wstaniesz.
— Kurwa, Wanda, ile razy mam ci powtarzać, że w stabilizatorze wystarczająco się już namęczyłem, błagam no — warknąłem, prostując się i prężąc, choć większość swojego ciężaru opierałem na biednym, bogu ducha winnego Oakleyu. — Nic mi nie strzeliło, po prostu boli.
— Właź kaleko, siadaj na łóżku i po prostu się nie odzywaj — mruknęła, ustępując nam miejsca, byśmy spokojnie mogli przecisnąć się przez wejście.
Chwilę później siedziałem na łóżku.
— Foma, jak inteligentny jesteś, to nigdy się nie nauczysz, prawda? Nie wystarczyło ci raz, do cholery? — zapytała, podchodząc do saszetki i wyciągając z niej swoją maść rozgrzewającą.
— Nie, Wanda, kurwa, najwidoczniej nie wystarczyło — syknąłem, bo powoli przestawał podobać się mi ten ton, zdejmując buta i skarpetkę, po czym podwinąłem nogawkę.

piątek, 27 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [15]

Nie musiałem na niego patrzeć, żeby móc spodziewać się reakcji w stylu przewrócenie oczami, fuknięcie, ale koniec końców przystanięcie na propozycję i posłuszne podreptanie przy moim boku.
— Możesz podrzucić mnie do Wandy, pewnie ma jakąś maść rozgrzewającą czy coś — powiedział, poinformował, a ja pokiwałem głową, bo sam pewnie wybrałbym się w tamte okolice, gdybym był, no nie wiem, rodzeństwem, albo czym innym bliskim. Dlatego szybko nakierowałem nasze ruchy na dobrze znany pokój, w którym już kiedyś przecież jadłem te cudowne prażyny krewetkowe i nie, dalej nie wiem, jakim cudem dziewczyna mogła je jeść bez zwracania co kilka sekund. — Poprawka, na pewno jakąś ma. Zawsze ma — dodał ze śmiechem, a ja również się uśmiechnąłem i pokiwałem głową, bo przecież Przewalska była naszą chodzącą apteką i nikt temu nie zaprzeczy.
— Jak sobie pan życzy — mruknąłem tylko, poprawiając chwyt na nadgarstku i boku mężczyzny.
Chwilę potem zawitaliśmy przed drzwiami. Zapukałem, trzy razy i ten jeden, jedyny dodatkowy, dla pewności, a jakże by inaczej, a już za momencik wrota się otworzyły i stanęła w nich blondyneczka. — Io, io, mamy pacjenta, proszę zrobić miejsce — parsknąłem radośnie, prezentując dokładniej starszego brata kobiety, której mina nie wyglądała zbyt tęgo i wiedziałem, że sprawa jakoś szczególnie się nie poprawi, nawet jeśli bardzo będę się starał rozrzedzić cholernie gęstą atmosferę, która raczej nie była wynikiem deszczu.

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [14]

O nie, tylko nie to spojrzenie. Co zrobiłem źle, nosz kurwa?
— Pozwoliłam ci wstać? — zapytała chłodno i splotła ręce na klatce piersiowej. Pokręciłem głową i opuściłem wzrok, jak zbity pies. — Nivan, pomóż mu, błagam, bo znowu mu zaraz coś strzeli, albo mi.
— Aj, aj, kapitanie — oświadczył, uśmiechając się, a ja podniosłem moje ramię, bo chyba nie miałem zbyt dużego wyboru. Bez gadania, bez narzekania, w końcu mi pomogła.
— I nie reaguj mi oburzeniem na stabilizator. — Prychnąłem oburzony, bo zdecydowanie wystarczająco się w nim nałaziłem, by teraz z niego nie korzystać (i co z tego, że miała rację). — Mogłeś sobie mieć operacje, leczenia i rehabilitację, bo daję sobie głowę uciąć, że bez tego się nie obeszło, ale nie biega się, nie ćwiczy bez stabilizatora, skarbie moje, zrobisz sobie tylko większą krzywdę, jak tak dalej będziesz funkcjonował. I nie odwdzięczaj się, synku, idę z kagankiem na pomoc pokrzywdzonym, bla, bla, bla. Co najwyżej kiedyś tam się upomnę w razie „w”. A teraz zmykać, mam gościa.
— Ale obcięłaś pazurki? — rzucił Nivan, na co dziewczyna po raz ostatni zgromiła go wzrokiem, a ja mogłem się tylko zastanawiać, kim ten gość mógł być.
Wyszliśmy z pokoju, ostatecznie zamykając drzwi do pomieszczenia
— To jak, kurs na wasz pokój? — zapytał chłopak, a ja przewróciłem oczami.
— Możesz podrzucić mnie do Wandy, pewnie ma jakąś maść rozgrzewającą czy coś  — stwierdziłem szybko, spoglądając na niego kątem oka. — Poprawka, na pewno jakąś ma. Zawsze ma — dodałem, parskając śmiechem.

środa, 25 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [13]

Nie ukrywałem, parsknąłem śmiechem, gdy zobaczyłem mrożący krew w żyłach wzrok Renuli, tak bardzo ganiący naszego chłopka-roztropka.
— Do pielęgniarza wolę w ogóle nie zaglądać, wiem, o kogo ci chodzi, pogadam, popytam, może coś poradzi — odparł z dość nie najciekawszym wyrazem twarzy. — I naprawdę, stabilizator? — rzucił, a raczej jęknął jak jakiś umęczony cierpiętnik, którego biczowali przez dobre ostatnich osiemnaście godzin. Oczywiście kochana Illene nie oszczędziła sobie wiedźmowatego zerknięcia na chłopaka, bo co to, to nie, nikt nie będzie podważał jej zdania i się przeciwstawiał. Wielka Renula z rodu Illenów nie dawała sobie w tych kwestiach w kaszę dmuchać, bo jak powiedziała, tak miało być. Po chwili się podniósł, co ponownie spotkało się z niezadowoleniem kobiety.
— A więc jak się odwdzięczyć, bo jednak boli trochę mniej? — spytał nagle, ale prawdopodobnie jadowite spojrzenie ponownie go zabiło.
— Pozwoliłam ci wstać? — rzuciła twardo, zakładając ręce na piersi. — Nivan, pomóż mu, błagam, bo znowu mu zaraz coś strzeli, albo mi.
— Aj, aj, kapitanie — parsknąłem cicho, podchodząc do chłopaka i bez gadania biorąc go pod rękę.
— I nie reaguj mi oburzeniem na stabilizator. Mogłeś sobie mieć operacje, leczenia i rehabilitację, bo daję sobie głowę uciąć, że bez tego się nie obeszło, ale nie biega się, nie ćwiczy bez stabilizatora, skarbie moje, zrobisz sobie tylko większą krzywdę, jak tak dalej będziesz funkcjonował. I nie odwdzięczaj się, synku, idę z kagankiem na pomoc pokrzywdzonym, bla, bla, bla. Co najwyżej kiedyś tam się upomnę w razie „w”. A teraz zmykać, mam gościa. — Machnęła ręką, a ja parsknąłem śmiechem.
— Ale obcięłaś pazurki? — rzuciłem na odchodne, za co prawie dostałem jakąś częścią ubioru kobiety. Prawdopodobnie tymi nowymi, ciężkimi butami, które niedawno sobie zafundowała. — To jak, kurs na wasz pokój?

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [12]

Pokiwała głową, podciągnęła nogawkę i spojrzała uważnie na moją nogę, a ja przełknąłem nerwowo ślinę.
— Mów, jak zaboli — oświadczyła i, o nie, dlaczego niby kurwa ma boleć, przecież ona ją tylko obejrzy, prawda> — Zmywasz i ścierasz potem — rzuciła jeszcze do niebieskowłosego, który już zdążył rozsiąść się na krześle.
I nagle chwyciła, a ja syknąłem, bo przecież powinna była uprzedzić, prawda? Troszkę pobolało, troszkę pociągało, nie było źle, zawsze może być przecież gorzej.
— Jak bardzo bym nie chciała powiedzieć, że coś pierdolnęło i to ostro, zrobić za bohatera narodów i tak dalej i tak dalej, to ja tutaj nic nie czuję. Obaj jesteście w chuj lekkomyślni, kochanieńcy. Gdzie rozgrzewka? Gdzie stabilizator? — zapytała i spojrzała na mnie, a ja mogłem tylko uciec wzrokiem, bo przecież ile można nosić pieprzony stabilizator, nosz kurwa, kilka miesięcy chyba wystarcza. — A ty, idioto, miałeś się nawadniać, a nie moczyć w deszczu. Jak nie będziecie chorzy, to aż wam przyklaszczę. Maścidła rozgrzewające, noga w stabilizatorek i leki przeciwbólowe, a Niva pijemy dzisiaj cztery litry, a nie dwa, za płacz i za bieganie. Nie patrz tak na mnie, jesteś nieodpowiedzialny, to teraz masz. Maść tygrysia, czy jak ona miała i możesz jeszcze łyknąć wywar z czarnutki, Foma. — Skinąłem posłusznie głową, a kobieta odwróciła się i podeszła do chłopaka.. — Też mógłbyś wreszcie przestać zachowywać się jak jakiś furiat, przecież wiesz, że nie wyjdzie ci to na dobre, Oakley.
Odpłynąłem na chwilę, bo raczej nie powinienem przysłuchiwać się ich rozmowie, szybko stwierdzając, że należała ona raczej do prywatnych.
— Możesz skoczyć jeszcze do pielęgniarza albo do tej dziewczyny z czwartego roku, taka brunetka, no pewnie wiesz, która, ona się lepiej zna na takich przypadkach, ja jestem od ran ciętych, pamiętam, jak raz musiałam przyszyć Gabe'owi palca, bo grał w tę zjebaną wyliczankę z nożem — Renee stwierdziła nagle, spoglądając na mnie i wyrywając z tej dosyć płytkiej zadumy. Odchrząknąłem i wyprostowałem się gwałtownie.
— Do pielęgniarza wolę w ogóle nie zaglądać, wiem, o kogo ci chodzi, pogadam, popytam, może coś poradzi — odpowiedziałem. — I naprawdę, stabilizator? — jęknąłem głośno i przeciągle, bo niezbyt mi się to uśmiechało.
Spotkało mnie jedynie chłodne spojrzenie zielono-żółtych oczu czarownicy, więc mogłem tylko westchnąć głośno, pokręcić głową i wstać powoli z łóżka.
— A więc jak się odwdzięczyć, bo jednak boli trochę mniej? — zapytałem, przechodząc do sedna.

niedziela, 22 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [11]

Nawet nie chciałem patrzeć na chłopaka, na jego wszystkie reakcje na słowa kobiety, która nie szczędziła sobie ostrego języka i z radością wbijała mi kolejne szpile. W sumie mnie samego nawet to bawiło, przecież darcie kotów mieliśmy już wkodowane, a i tak kochałem Renulę całym serduchem.
— Lewa — mruknął chłopak w odpowiedzi, bawiąc się palcami i kuląc nieco bardziej, jakby koniecznie chcąc zniknąć nam z pola widzenia, zniknąć i nie przeszkadzać, chociaż tego nie robił. — Przy kostce. No.
Renee pokiwała głową, bez oporów ukucnęła przy chłopaczku i podciągnęła mu nogawkę, dokładnie tak, jak ja.
— Mów, jak zaboli — rzuciła dziewczyna, raczej doskonale zdając sobie sprawę z tego, że chłopak może nam nieźle zaskowyczeć. Sam usadowiłem się na krześle przy zawalonym papierami biurku i założyłem nogę na nogę, odciągając mokre kosmyki z czoła. — Zmywasz i ścierasz potem — powiedziała wręcz natychmiastowo, nawet na mnie nie zerkając. Pokiwałem głową, prychając pod nosem.
Coś tam syknął, coś tam burknął, ścisnął paluszki, ale poza tym obeszło się bez płaczu.
Kobieta macała, odchylała głowę, marszczyła te swoje męskie rysy twarzy.
— Jak bardzo bym nie chciała powiedzieć, że coś pierdolnęło i to ostro, zrobić za bohatera narodów i tak dalej i tak dalej, to ja tutaj nic nie czuję — mruknęła beznamiętnie, coś tam poczarowała i otrzepała dłonie. Aż iskierki poleciały. — Obaj jesteście w chuj lekkomyślni, kochanieńcy. Gdzie rozgrzewka? Gdzie stabilizator? — Spojrzała znacząco na Przewalskiego. — A ty, idioto, miałeś się nawadniać, a nie moczyć w deszczu. Jak nie będziecie chorzy, to aż wam przyklaszczę. Maścidła rozgrzewające, noga w stabilizatorek i leki przeciwbólowe, a Niva pijemy dzisiaj cztery litry, a nie dwa, za płacz i za bieganie. Nie patrz tak na mnie, jesteś nieodpowiedzialny, to teraz masz. Maść tygrysia, czy jak ona miała i możesz jeszcze łyknąć wywar z czarnutki, Foma. — Zrzuciła moją nogę z kolana i stanęła między moimi udami, biorąc za chwilę moją twarz w dłonie, odgarniając włosy i dokładniej mi się przyglądając. Starła mi jakiś paproch z nosa. — Też mógłbyś wreszcie przestać zachowywać się jak jakiś furiat, przecież wiesz, że nie wyjdzie ci to na dobre, Oakley.
— Powiedział, że lepiej by było, gdybym zniknął. — Kobieta drgnęła.
— Dziwisz mu się? Weź dzisiaj jeszcze coś na uspokojenie, masz rozbiegany wzrok. — Odwróciła się do Przewalskiego. — Możesz skoczyć jeszcze do pielęgniarza albo do tej dziewczyny z czwartego roku, taka brunetka, no pewnie wiesz, która, ona się lepiej zna na takich przypadkach, ja jestem od ran ciętych, pamiętam, jak raz musiałam przyszyć Gabe'owi palca, bo grał w tę zjebaną wyliczankę z nożem.
Przewróciłem oczami, bo wiedźma zdecydowanie dostała korby.

sobota, 21 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [10]

No i dotarliśmy. Chłopak zapukał, dziewczyna otworzyła drzwi, a mnie zamurowało, bo ja się pytam, w jakim towarzystwie kręciła się Wanda i czy naprawdę udało się jej tam wpasować. Tej głupiutkiej, malutkiej dziewczynce, która miała jeszcze dziesię... siedemnaście lat, kurwa. Kiedy ona tak wyrosła?
— Nie, Niva, nie dam wam się bzykać w moim pokoju — oświadczyła Renne i, och, błagam, ja sobie naprawdę poradzę sam, nasmaruję nogę maścią tygrysią i w końcu przejdzie samo.
Prawda?
Weszliśmy przez drzwi, mijając przy tym opierającą się o framugę drzwi czarownicę, a niebieskowłosy machnął ręką na łóżko, co chyba miało zasugerować mi, żebym usiadł, a więc zrobiłem to posłusznie, bez gadania, bo i po co. Spojrzałem niepewnie na dwójkę ludzi, nie do końća wiedząc, co dalej ze sobą począć.
— Poszliśmy biegać i coś mu strzeliło w nodze. Mówił, że kiedyś tam zerwał ścięgno, więc wiesz — rzucił Oakley do dziewczyny, która uważnie lustrowała mnie swoimi żółtymi oczami. A może one były zielone?
— Słuchaj, to, że cię raz z chlamydiozy wyleczyłam, nie robi ze mnie świętego Kosma — oświadczyła, a mnie już po raz kolejny wmurowało. Chlamydioza? Czy to to, o czym myś... —  Dobrze, dobrze, już lecę, kochasiu. — Podeszła do mnie. — Zachowujesz się ostatnio, jakby ci kołek w dupę wepchnęli, albo od dawna tego nie zrobili. To która nóżka?
— Lewa — odpowiedziałem szybko i krótko, bo chyba nie chciała słyszeć biografi całego mojego życia. — Przy kostce. No.
Opuściłem wzrok, zaczynając bawić się swoimi palcami.

piątek, 20 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [9]

Przyjął rękę bez zająknięcia, ba, jeszcze bardziej się na niej oparł, gdy tylko mógł, a szybkie wzięcie go pod ramię nie było dla mnie najmniejszym problemem. Wiedziałem, że jedyne czego pragnie, to szybkie odciążenie nogi i nakładanie na nią jak najmniejszego nacisku, bo powiedzmy sobie szczerze, pewnie bolała jak cholera. Ba, na pewno bolała jak skurwesyn.
— A więc prowadź — rzucił dość słabo, jakby miał mi zaraz zejść, co w sumie mogło być prawdopodobne, jakby mu mocniej co tam nawaliło, to by go ból odciął i co by było?
Łażenie w deszczu z obolałym chłopakiem, w masach błota i wody, która namiętnie opływała ciało, dodatkowo z wciąż piekącymi oczami i migreną nie było zdecydowanie czymś przyjemnym, ale nie mieliśmy innego wyboru, jak przetrwać te kilka minut katuszy, gdy docieraliśmy do akademika.
Pozwoliłem sobie skorzystać z windy, po schodach eskortować go raczej nie będę. Jak mi cokolwiek zarzucą, to opierdolę ich od góry do dołu i się skończy.
Otworzyła drzwi, żując gumę i zerkając na nas z kpiącym wzrokiem, bo jednak takie dwa nieszczęścia rzadko kiedy się widzi.
— Nie, Niva, nie dam wam się bzykać w moim pokoju — mruknęła bez większych ceregieli, na co zrypałem ją spojrzeniem. Wiedźma parsknęła śmiechem i oparła się o framugę, by za chwilę wejść w głąb pokoju i nas zaprosić.
Wprowadziłem chłopaka i usadziłem na łóżku.
— Poszliśmy biegać i coś mu strzeliło w nodze. Mówił, że kiedyś tam zerwał ścięgno, więc wiesz — rzuciłem, zakładając ręce na piersi i zerkając z góry na kobietę, która podparła dłoń na biodrze i przyjrzała się Przewalskiemu.
— Słuchaj, to, że cię raz z chlamydiozy wyleczyłam, nie robi ze mnie świętego Kosma — odparła pretensjonalnie, ponownie wywołując u mnie spojrzenie pełne zdenerwowania. — Dobrze, dobrze, już lecę, kochasiu — mruknęła bez przekonania, podchodząc do Fomy. — Zachowujesz się ostatnio, jakby ci kołek w dupę wepchnęli, albo od dawna tego nie zrobili. To która nóżka?

środa, 18 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [8]

Westchnął, mruknął coś pod nosem i odsunął swoje dłonie od mojej skóry, obciągając przy tym nogawkę spodni. Podniósł się, spoglądając na mnie kątem oka i wyciągnął swoją dłoń, którą z wielką chęcią chwyciłem.
— Chodź, kaleko, pójdziemy do pie... Renee — oświadczył i skrzywił się przez chwilę, a ja chyba mogłem doskonale wydedukować, że raczej nie przepadał za mężczyzną, który jedyne co zrobił, to pewnie przekupił swoich profesorów na medycynie (jakim cudem?), jakimś cudem ukończył staże i inne tego typu rzeczy, a następnie został marnym pielęgniarzem w placówce edukacyjnej. No cóż.
Chyba mało kto za nim przepadał.
Podniosłem się do góry, ledwo obciążając nogę, bo jednak dalej pulsowała okropnym bólem.
Ale przecież nic nie zerwałem, prawda?
— A więc prowadź — oświadczyłem, posyłając mu słaby uśmiech.
Bo oczywiście, że moja siostra opowiadała mi już o wiedźmie z żółtymi oczami i zielonymi końcówkami włosów (a przynajmniej tak mi się wydawało). Ale raczej byłem słabym przedstawicielem samorządu, bo moja wiedza kończyła się chyba tylko na tym. No cóż, co zrobię, jak nic nie zrobię, życie jest ciężkie, a ja właśnie rozwaliłem sobie pieprzoną nogę, bo przecież Przewalski i nierobienie sobie krzywdy raczej w parze nie szło, więc trzeba było zrobić sobie cokolwiek. Obić nos, skręcić kostkę, jakąkolwiek rzecz, byleby cierpieć, jakbym został zesłany przez Stwórcę.
No chyba kurwa nie.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [7]

— Zerwane ścięgno, raz nie do końca rozgrzana noga na treningu, o jeden skok za dużo, a może po prostu postawienie źle nogi schodząc po schodach, chociaż to ostatnie mało prawdopodobne — tłumaczył, gdy zaciskałem delikatnie dłonie na tej chudej girze. Jak by się człowiek postarał, to by szło ją objąć jedną ręką, taka prawda. Kontrolowanie temperatury, ciągłe skupienie, nie mogłem przecież tego za bardzo podkręcić. — I zjebanie całej kariery, ale to taka tam. Ciekawostka raczej — mruknął. Zakodowałem szybko informacje, pokiwałem głową i skrzywiłem się, gdy mięśnie się poruszyły. Machał palcami u stóp. O te kariery dopytam może innym razem. — Mogę ruszać, tyle dobrego, jednak aż tak źle nie jest. Ale boli. Jak cholera, przysięgam. Może po prostu coś z kostką, kto wie? — Nerwowa gadanina chłopaka sprawy raczej nie polepszała, a wręcz przeciwnie, zaczynał mnie drażnić i rozpraszać, no ale co począć, coś mu strzeliło, sam podobnie reagowałem, gdy choćby w brzuchu mnie delikatnie ukuło, więc.
Opuściłem mu tę nieszczęsną nogawkę, podniosłem się z kucek i wyciągnąłem w jego stronę rękę, dając znak, że w sumie może się na mnie oprzeć.
— Chodź, kaleko, pójdziemy do pie... Renee — mruknąłem szybko, krzywiąc się na wspomnienie mężczyzny, który mało co był w stanie rozgarnąć, nawet przyklejenie prosto plastra przyłaziło mu z trudnością.
Więc została albo wiedźma, albo On.
Wiedźma brzmiała lepiej.

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [6]

I w ogóle nie czekając na nic czy nikogo, po prostu podciągnął nogawkę moich spodni do góry, od razu zaczynając przyglądać się nodze. I dzięki boże, nic chyba się nie przemieściło, chyba nic nie złamałem, chyba nic nie puściło i chyba było dobrze. A jednak ciągnęło, bolało i w ogóle mogłem się tylko strasznie krzywić i jęczeć, bo niby stopy nie obciążałem.
— Miałeś coś kiedyś? — zapytał i po prostu przycisnął swoją dłoń do mojej skóry, a ja przysięgam, nagle coś zaczęło grzać i cholera, to było przyjemne, bardzo przyjemne. A więc chłop od żywiołów, szybko zgadując.
Pozostawało modlić się w myślach, że mnie nie poparzy.
— Zerwane ścięgno, raz nie do końca rozgrzana noga na treningu, o jeden skok za dużo, a może po prostu postawienie źle nogi schodząc po schodach, chociaż to ostatnie mało prawdopodobne — odpowiedziałem szybko, przyglądając się dłoniom Nivana. — I zjebanie całej kariery, ale to taka tam. Ciekawostka raczej — dodałem  cicho, opuszczając jeszcze bardziej wzrok i krzywiąc się, gdy poruszyłem palcami u stopy. — Mogę ruszać, tyle dobrego, jednak aż tak źle nie jest. Ale boli. Jak cholera, przysięgam. Może po prostu coś z kostką, kto wie? — zarzuciłem potokiem nerwowych słów, bo cholera.
Byłem bardzo zdenerwowany.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [5]

Chyba po prostu starałem się cieleśnie uciec od wszelakich problemów, zostawić je gdzieś w tyle i miałem szczerą nadzieję, że fizyczna odskocznia od szkoły, wianie w nieznane jakkolwiek pomoże mi psychicznie. Może po prostu chciałem wypluć płuca? Wymęczyć się do tego stopnia, żeby potem po prostu stanąć gdzieś w lesie i wyrzygać całą zalegającą żółć? Może potrzebowałem cały ten natłok emocji zmienić w energię i po prostu się wyżyć? A może tak naprawdę nie znaczyło to tak właściwie niczego, oprócz tego, ze mnie nosiło? Sam nie byłem pewien, co robię, jak robię, dlaczego robię.
Nagle porządny zgrzyt, zatrzymanie, jęknięcie ze strony chłopaka i moje prawie natychmiastowe zatrzymanie, przy czym oczywiście ledwo co wyhamowałem i nie wywinąłem orła. Spojrzałem z niezrozumieniem na chłopaka, który złożył się jak kopnięty taboret.
Podreptałem do chłopaka, który namiętnie macał nogę i po skrzywieniu na twarzy, po zachowaniu dało się wywnioskować, że coś pierdolnęło i to srogo. Naciągnięcie? Zerwanie? Złamanie nie, no może źle stanął, cholera go wie.
Nie czekając na reakcję, podwinąłem szybko nogawkę chłopaka. Guli nie było, nic mu tam nie pękło, nie zwinęło się, nie spsuło porządniej i przynajmniej to mnie uspokoiło.
— Miałeś coś kiedyś? — spytałem, przyciskając dłonie do skóry i zaczynając delikatnie ogrzewać ciało chłopaka, mi tam zawsze pomagało jak coś się na treningu odwaliło. Skupienie. Nie chcieliśmy nikogo poparzyć, prawda?

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [4]

Pozostawało wzdychać mi ciężko (i to wcale nie przez bieg), spoglądając na chłopaka kątem oka. Gwałtowne ruchy, nivy energetyczne, ale naładowane taką cholerną i porządną dawką emocji, że w sumie dziwiłem się, dlaczego nie wyminął mnie w mgnieniu oka, a zamiast tego dotrzymywał, albo ja raczej dotrzymywałem mu, kroku.
— Można tak powiedzieć — burknął krótko, a mi pozostało przewrócić oczami, ponownie westchnąć i skupić się na trasie, bo chłopak z zapuchniętymi, czerwonymi oczami chyba nie miał ochoty na ciekawskie dyskusje typu „ale wszystko ok?” czy „mów, co się stało”.
I w sumie to doskonale go rozumiałem, więc mogliśmy tylko biec obok siebie, telepatycznie wspierając tego drugiego, biednego przedstawiciela płci brzydkiej, albo poprawka, płci nie najpiękniejszej.
No i wtedy wszystko poszło się jebać, bo noga oczywiście musiała w tym pieprzonym momencie zacząć mnie, będąc bardzo szczerym, kurewsko boleć. Jęknąłem, stanąłem, oczywiście prawie się przewracając i nosz na wszystkich Stwórców, Cesarzy, czy kogo wy wszyscy mieliście, pieprzona noga, pieprzone ścięgno, dlaczego za każdym razem. I niby dotykałem je rączką, niby macałem, nie zwracając uwagi na Nivana Oakleya, który chyba nie pobiegł dalej, w sumie to sam nie wiem, ale dlaczego, przecież wszystko było zagojone, przeszedłem tysiące godzin rehabilitacji i mi serio już wystarczy całej tej zabawy.
No i jeszcze ten deszcz.

sobota, 7 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [3]

Wiedziałem, że na mnie spojrzał, wiedziałem, że nieco się zdziwił, wiedziałem, że wszystko nie wygląda zbyt ciekawie, ale nie reagowałem, jedynie dalej biegłem w zaparte, to wyrzygania płuc, do wyplucia ich z ciała, miałem dość, tak po prostu.
— Jeżeli z naszej dwójki ktoś ma się rozchorować, to zdecydowanie będziesz to ty, ja przynajmniej mam kurtkę, a zakładanie na siebie grubej bluzy w taki deszcz to jak zawinięcie się w coraz cięższy kompres, Oakley — mruknął, na co przewróciłem oczami, bo uśmiech miał identyczny jak siostra i to też potrafiło doprowadzić do szału. — Co, ty też wkurwiony na cały świat i stwierdziłeś, że w sumie to dlaczego by nie pobiegać, bo kto ci niby ma zabronić? — spytał, dalej się szczerząc i dalej utrzymując tempo, które nawzajem sobie nadawaliśmy. Naprawdę się gubiłem i nie wiem, w czym bardziej. We własnych uczuciach i przemyśleniach, czy może rozkminianiu tego, co mi tak właściwie spływa po ciele, deszcz, pot, czy może łzy, które w sumie dobrze się w tym wszystkim maskowały i chyba tego potrzebowałem najbardziej. Ucieczki i zginięcia w tłumie, a szara rzeczywistość była idealna dla takiego szarego Kowalskiego, jakim byłem.
— Można tak powiedzieć — odburknąłem, docierając rękawem do twarzy i ocierając ją lekko.
Chociaż w sumie nie wiedziałem, na co bardziej wkurwiony byłem. Na cały świat, czy może jednak na samego siebie?

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [2]

A wtedy dogonił mnie pewien niebieskowłosy jegomość, ten, który w dosyć nieprzyjemny sposób potraktował moje ukochane, czasami niestety za bardzo nierozgarnięte i zagubione w wielkim świecie, dziecko, Wandzię Przewalską, która zbyt często chciała być o jeden krok do przodu, co raczej jej nie wychodziło. Ale mi pozostawało wzruszać ramionami, bo przecież jeszcze kiedyś może i wyjdzie na ludzi, ucząc się w końcu na własnych, nieporadnych i głupich błędach. W końcu każdemu mogło nie wyjść, prawda?
— Rozchorujesz się — mruknął, harcząc, kaszląc i w ogóle się krztusząc, a mi pozostawało zerknąć na niego kątem oka.
I tego kompletnie się nie spodziewałem. Nie spodziewałem się tych zaczerwienionych oczu, ewidentnego grymasu malującego się na twarzy, złości i kompletnie przemoczonego chłopca, któremu los chyba dziś nie sprzyjał. Zwolniłem troszkę.
— Jeżeli z naszej dwójki ktoś ma się rozchorować, to zdecydowanie będziesz to ty, ja przynajmniej mam kurtkę, a zakładanie na siebie grubej bluzy w taki deszcz to jak zawinięcie się w coraz cięższy kompres, Oakley — stwierdziłem, posyłając mu przyjacielski uśmiech. — Co, ty też wkurwiony na cały świat i stwierdziłeś, że w sumie to dlaczego by nie pobiegać, bo kto ci niby ma zabronić? — zapytałem, krzywiąc się, bo ten cholerny deszcz zdecydowanie nie pomagał w rozmawianiu.

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [1]

Kurwowanie na lewo i prawo, krzyk, płacz, zgrzytanie zębów i Kumar, który zerkał na mnie jak na opętanego, już nawet nie kwapiąc się na to, żeby jakkolwiek mnie udobruchać. W końcu Oakley wlazł w fazę „Spierdalaj albo cię zapierdolę, upierdolę łeb, spierdolę życie, albo cokolwiek z członem pierdolę”. Jego nieporadne unoszenie rąk, mój wrzask i ciskanie płomykami z palców, a wszystko zwieńczone złotym językiem, który koniec końców nie mógł już się powstrzymać i po prostu wygarnął mi wszystko, co myśli.
A ja wtedy po prostu nie wytrzymałem i ze łzami w oczach wyparowałem z pokoju, bo już absolutnie nikt mnie nie rozumiał i nikt nie potrafił mi pomóc i wszyscy byli pieprzonymi egoistami, a już szczególnie ten pierdolony Hindus, jebana karykatura przyjaciela.
Nawet nie starałem się porządniej przygotować, rozciągnąć, cokolwiek.
Biegłem jak nienormalny, jak zawsze, zresztą. Jednak tym razem bez słuchawek, w głuchej ciszy przerywanej tylko i wyłącznie dźwiękiem agresywnie obijającego się o wszystko, co tylko napotka, deszczu.
Oddech był szybki, głośny, niebieskie kudły mokre i już nawet nie wiedziałem, jaką ciecz miałem na policzkach, bo opcje były dwie.
I nawet jeśli to wszystko zawsze mnie odprężało i pomagało, tak teraz dalej znajdowałem się w czarnej dupie, bo absolutnie nie potrafiłem okiełznać tego wszystkiego, co burzyło się w środku, wirowało, masakrowało dosłownie każdą rzecz, która stanęła tej dziwnej sile na drodze.
Chlupało mi w butach, bluzę szło wykręcić, tak samo spodnie, a sam prawdopodobnie wyglądałem jak topielec.
Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że jednak nie byłem jedynym szaleńcem, który biegał w taką pogodę i napotkałem nikogo innego, jak starszego brata jednej z moich mar nocnych, która z radością sadowiła się na mojej klatce piersiowej i nie pozwalała zasnąć.
— Rozchorujesz się — zacharczałem ze zdecydowanie zbyt dużą ilością nagromadzonej w jamie ustnej śliny. Nawet nie wiem, kiedy zrównaliśmy tempa.

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [0]

Brzydko to ujmując, rzygałem już literkami przed ekranem laptopa, które powoli zaczynały się zlewać w jedną, czarną, obrzydliwą i okropną plamę. Ale przecież praca końcowa, poprawka, dwie, pieprzone, prace na koniec roku się same nie napiszą, prawda?
I w tym momencie chyba szalka się przelała, a ja oszalałem, bo stwierdziłem, że rzucam to wszystko, nie dzisiaj, nie w tym tygodniu, a jako że noga wyjątkowo mi nie doskwierała, to hej, dlaczego by po prostu nie pobiegać. Zdrowe to to, podobno dobre na stres, więc idealne dla mnie, a przecież raz na jakiś czas nie zaszkodzi ruszyć swojego nie największego tyłka z krzesła i wyjść na dwór, mimo deszczu. Zakłada się przecież kurtkę przeciwdeszczową, kaptur naciąga na głowę i tyle. A z kroplami wpadającymi w oczy i na twarz trzeba sobie jakoś poradzić samemu.
Dlatego szybko wbiłem swoje nogi w dosyć stare buty sportowe, które pewnie miały zaraz przemoknąć, sądząc po tym, co działo się na zewnątrz, chwyciłem za swoją kurtkę i po prostu wyszedłem na dwór.
Otworzyłem drzwi, a chwilę później bardzo, ale to bardzo żałowałem swojego idiotycznego pomysłu. Nie, bieganie w deszczu nie było ani przyjemne, ani zdrowe, sądząc po tym, że buty zdążyły już przemoknąć, a woda w butach to zbliżająca się choroba.
Warknąłem pod nosem, ale biegłem dalej z coraz głośniejszym oddechem, ale przecież Przewalski nigdy się nie poddaje, co?
.
.
.
.
.
.
template by oreuis