I w ogóle nie czekając na nic czy nikogo, po prostu podciągnął nogawkę moich spodni do góry, od razu zaczynając przyglądać się nodze. I dzięki boże, nic chyba się nie przemieściło, chyba nic nie złamałem, chyba nic nie puściło i chyba było dobrze. A jednak ciągnęło, bolało i w ogóle mogłem się tylko strasznie krzywić i jęczeć, bo niby stopy nie obciążałem.
— Miałeś coś kiedyś? — zapytał i po prostu przycisnął swoją dłoń do mojej skóry, a ja przysięgam, nagle coś zaczęło grzać i cholera, to było przyjemne, bardzo przyjemne. A więc chłop od żywiołów, szybko zgadując.
Pozostawało modlić się w myślach, że mnie nie poparzy.
— Zerwane ścięgno, raz nie do końca rozgrzana noga na treningu, o jeden skok za dużo, a może po prostu postawienie źle nogi schodząc po schodach, chociaż to ostatnie mało prawdopodobne — odpowiedziałem szybko, przyglądając się dłoniom Nivana. — I zjebanie całej kariery, ale to taka tam. Ciekawostka raczej — dodałem cicho, opuszczając jeszcze bardziej wzrok i krzywiąc się, gdy poruszyłem palcami u stopy. — Mogę ruszać, tyle dobrego, jednak aż tak źle nie jest. Ale boli. Jak cholera, przysięgam. Może po prostu coś z kostką, kto wie? — zarzuciłem potokiem nerwowych słów, bo cholera.
Byłem bardzo zdenerwowany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz