wtorek, 10 kwietnia 2018

Dlaczego by trochę nie pobiegać? [5]

Chyba po prostu starałem się cieleśnie uciec od wszelakich problemów, zostawić je gdzieś w tyle i miałem szczerą nadzieję, że fizyczna odskocznia od szkoły, wianie w nieznane jakkolwiek pomoże mi psychicznie. Może po prostu chciałem wypluć płuca? Wymęczyć się do tego stopnia, żeby potem po prostu stanąć gdzieś w lesie i wyrzygać całą zalegającą żółć? Może potrzebowałem cały ten natłok emocji zmienić w energię i po prostu się wyżyć? A może tak naprawdę nie znaczyło to tak właściwie niczego, oprócz tego, ze mnie nosiło? Sam nie byłem pewien, co robię, jak robię, dlaczego robię.
Nagle porządny zgrzyt, zatrzymanie, jęknięcie ze strony chłopaka i moje prawie natychmiastowe zatrzymanie, przy czym oczywiście ledwo co wyhamowałem i nie wywinąłem orła. Spojrzałem z niezrozumieniem na chłopaka, który złożył się jak kopnięty taboret.
Podreptałem do chłopaka, który namiętnie macał nogę i po skrzywieniu na twarzy, po zachowaniu dało się wywnioskować, że coś pierdolnęło i to srogo. Naciągnięcie? Zerwanie? Złamanie nie, no może źle stanął, cholera go wie.
Nie czekając na reakcję, podwinąłem szybko nogawkę chłopaka. Guli nie było, nic mu tam nie pękło, nie zwinęło się, nie spsuło porządniej i przynajmniej to mnie uspokoiło.
— Miałeś coś kiedyś? — spytałem, przyciskając dłonie do skóry i zaczynając delikatnie ogrzewać ciało chłopaka, mi tam zawsze pomagało jak coś się na treningu odwaliło. Skupienie. Nie chcieliśmy nikogo poparzyć, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

.
.
.
.
.
.
template by oreuis