— Nie masz czym się przejmować, towarzyszu, bez nervov — odparł, odpowiadając równie szerokim uśmiechem, zaciągając dziwnym, słowiańskim akcentem i przyciągając do mnie myśli o tym, skąd pochodzi chłopak i jak tak ładnie wymawia każdą literkę. — To co, ruszamy? — spytał, na co kiwnąłem głową, bo co innego mogłem zrobić, jak w końcu ruszyć do paszczy lwa, potężnych lochów, w którym spędzę jakiś czas.
Budynek był ładny, nowoczesny, dość przytulny i jeszcze nienaruszony przez masy zwyrodniałych nastolatków, którzy odnajdywali niezwykłą frajdę w niszczeniu dosłownie wszystkiego, czego się tknęli. Stołówka spora, oblężona, jak zawsze zresztą. Ludzie dość przyjemni, mili, schludni, no, z wyjątkami, ale już odnosiłem wrażenie, że w sumie to się zadomowię. Kuchnia, do której chłopak miał jako taki dostęp, dużo informacji, dużo ciekawostek i anegdotek, bylebym się nie zabił w nowym miejscu na samym starcie i nie podburzył renomy szkoły. Oprowadzenie po korytarzach, korytarzykach, przedstawienie sal lekcyjnych, co ciekawsze miejsce i legendarna biblioteka, o której nasłuchałem się od towarzystwa, bo plotek o AWU było dużo, wszędzie, najczęściej rzucane w eter przez zawistne istoty, którym nie dało się tam dostać.
Myślałem, że wszystkiego będzie więcej, jak się okazało, oprowadzenie trwało dość krótko, możliwe, że doświadczony kilkoma uczniami chłopak postanowił ominąć większość tematów i podać mi te najważniejsze w pigułce, nie chcąc jednocześnie odstraszyć mnie i przerazić wizją placówki.
Było nawet, nawet. Przyjemnie dość.
Wyjdzie w praniu.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Hope. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wprowadzenie: Hope. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [14]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
Pokiwał głową, uśmiechnął się po raz kolejny, szeroko i ciepło.
— Przydałoby się, nie chcę skończyć w innym wymiarze, trafiając w nie te drzwi, co trzeba. Prowadź, towarzyszu, ja się nie znam, zarobiony jestem — oświadczył, a ja w odpowiedzi parsknąłem śmiechem i odwzajemniłem szeroki uśmiech chłopaka. — To znaczy, przepraszam, tak, byłoby bardzo miło... — Szybkie zreflektowanie się po chwili, zagubiony wzrok i małe zakłopotanie.
Pokręciłem głową przecząco i machnąłem ręką. Bo za co ten biedny chłopak miał przepraszać?
— Nie masz czym się przejmować, towarzyszu, bez nervov — oświadczyłem, utrzymując uśmiech na twarzy, cały czas spoglądając na zakłopotanego chłopaka. — To co, ruszamy?
I ruszyliśmy, powolutku i spokojnie przed siebie, natrafiając przy okazji na moją siostrę, Jamesa czy Herę, zahaczając o kuchnię po coś dobrego i słodkiego. I oczywiście, że przekazałem mu informacje najważniejsze typu do kogo się zbliżać, a kogo zostawić w świętym spokoju, kto w tym naszym małym rozgardiaszu jest przyjacielem, a kto wrogiem, a to wszystko przyozdobione pokazaniem klas, najważniejszych pól codziennych bitew i zwieńczone odwiedzeniem biblioteki, w której duch zamieszkał na stałe i raczej nie planował się wynosić. Bardzo dobrze, w końcu nasze wspólne relacje były na przyzwoitym poziomie i nie musiałem wręcz wykradać książek z biblioteki, tak jak robili to niektórzy.
— Przydałoby się, nie chcę skończyć w innym wymiarze, trafiając w nie te drzwi, co trzeba. Prowadź, towarzyszu, ja się nie znam, zarobiony jestem — oświadczył, a ja w odpowiedzi parsknąłem śmiechem i odwzajemniłem szeroki uśmiech chłopaka. — To znaczy, przepraszam, tak, byłoby bardzo miło... — Szybkie zreflektowanie się po chwili, zagubiony wzrok i małe zakłopotanie.
Pokręciłem głową przecząco i machnąłem ręką. Bo za co ten biedny chłopak miał przepraszać?
— Nie masz czym się przejmować, towarzyszu, bez nervov — oświadczyłem, utrzymując uśmiech na twarzy, cały czas spoglądając na zakłopotanego chłopaka. — To co, ruszamy?
I ruszyliśmy, powolutku i spokojnie przed siebie, natrafiając przy okazji na moją siostrę, Jamesa czy Herę, zahaczając o kuchnię po coś dobrego i słodkiego. I oczywiście, że przekazałem mu informacje najważniejsze typu do kogo się zbliżać, a kogo zostawić w świętym spokoju, kto w tym naszym małym rozgardiaszu jest przyjacielem, a kto wrogiem, a to wszystko przyozdobione pokazaniem klas, najważniejszych pól codziennych bitew i zwieńczone odwiedzeniem biblioteki, w której duch zamieszkał na stałe i raczej nie planował się wynosić. Bardzo dobrze, w końcu nasze wspólne relacje były na przyzwoitym poziomie i nie musiałem wręcz wykradać książek z biblioteki, tak jak robili to niektórzy.
czwartek, 22 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [13]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
— Tak, trzeba przyznać, jest całkiem przyjemnie, a wiem co mówię, bo już cztery lata mi się nazbierały. — Uniosłem brwi. Cztery lata? Bardzo ładny wynik, ale co się dziwić, skoro niektórzy spędzą tu jeszcze o kilka więcej. Nie sądziłem, że placówka już tyle istnieje, przecież plotki o Atlancie dopiero co zaczęły się roznosić, ludzie dopiero co napominali, że podobno idą tam niezłe fundusze i że w końcu będzie gdzie te dzieci kształcić.
No proszę, zleciało, jak z bicza strzelił i sam w końcu doczekałem się miejsca w tej prestiżowej placówceod siedmiu boleści z dość ciekawą renomą. Jedno jest pewne, będzie ciekawie i to zdecydowanie.
— To co, szybkie obejście terenu uczelni? — Wybudził siebie, jak i mnie z krótkiego zamyślenia, na co zareagowałem drgnięciem i ponowieniem monotonnego wyrazu twarzy, delikatnego uśmiechu, tak dobrze wyuczonego, chociaż momentami dalej naturalnego. — Główny budynek, biblioteka i proponuję też zobaczenie altanki — dodał, blond kudły zadrżały, okulary zsunęły się z nosa i cały Foma zaczął wyglądać jakoś tak nieporadnie. Pokiwałem jednak głową.
— Przydałoby się, nie chcę skończyć w innym wymiarze, trafiając w nie te drzwi, co trzeba. Prowadź, towarzyszu, ja się nie znam, zarobiony jestem. To znaczy, przepraszam, tak, byłoby bardzo miło...
No proszę, zleciało, jak z bicza strzelił i sam w końcu doczekałem się miejsca w tej prestiżowej placówce
— To co, szybkie obejście terenu uczelni? — Wybudził siebie, jak i mnie z krótkiego zamyślenia, na co zareagowałem drgnięciem i ponowieniem monotonnego wyrazu twarzy, delikatnego uśmiechu, tak dobrze wyuczonego, chociaż momentami dalej naturalnego. — Główny budynek, biblioteka i proponuję też zobaczenie altanki — dodał, blond kudły zadrżały, okulary zsunęły się z nosa i cały Foma zaczął wyglądać jakoś tak nieporadnie. Pokiwałem jednak głową.
— Przydałoby się, nie chcę skończyć w innym wymiarze, trafiając w nie te drzwi, co trzeba. Prowadź, towarzyszu, ja się nie znam, zarobiony jestem. To znaczy, przepraszam, tak, byłoby bardzo miło...
środa, 21 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [12]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
Odłożył rzeczy na stolik, kiwając głową i w sumie była to dobra decyzja.
Nie żebym coś wiedział o gubieniu kart atlanckich, ale no cóż, przezorny zawsze ubezpieczony.
— Dziękuję, zapamiętam na przyszłość i zaopiekuję się troskliwie — odpowiedział, cały czas z uśmiechem i pogładził dłońmi spodnie. — Ładne tu te akademiki, urokliwe, nie ma co — dodał po chwili, ewidentnie chcąc zacząć jakąś dłuższą rozmowę i parskając śmiechem.
Pokiwałem głową, oczywiście odwzajemniając uśmiech.
— Tak, trzeba przyznać, jest całkiem przyjemnie, a wiem co mówię, bo już cztery lata mi się nazbierały — powiedziałem, w sumie orientując się przy tym, jak już dużo czasu spędziłem na uczelni.
Cztery lata od niezręcznego pierwszego dnia, pstrykania zdecydowanie za dużo zdjęć (ale były cudowne i dalej na nie spoglądałem!), poznania pieprzonego Dextera, bycia wrzucanym do jeziora i innych ciekawych przypadków. Czas leciał chyba coraz szybciej, oficjalna dorosłość się zbliżała, a ja w sumie dalej nie wiedziałem, co ze sobą począć, bo w końcu z tego głównego, jedynego planu już dawno musiałem zrezygnować. Westchnąłem, chowając dłonie do kieszeni spodni. Milutko.
— To co, szybkie obejście terenu uczelni? — zapytałem, przekręcając głowę w bok z uśmiechem na twarzy. — Główny budynek, biblioteka i proponuję też zobaczenie altanki.
Nie żebym coś wiedział o gubieniu kart atlanckich, ale no cóż, przezorny zawsze ubezpieczony.
— Dziękuję, zapamiętam na przyszłość i zaopiekuję się troskliwie — odpowiedział, cały czas z uśmiechem i pogładził dłońmi spodnie. — Ładne tu te akademiki, urokliwe, nie ma co — dodał po chwili, ewidentnie chcąc zacząć jakąś dłuższą rozmowę i parskając śmiechem.
Pokiwałem głową, oczywiście odwzajemniając uśmiech.
— Tak, trzeba przyznać, jest całkiem przyjemnie, a wiem co mówię, bo już cztery lata mi się nazbierały — powiedziałem, w sumie orientując się przy tym, jak już dużo czasu spędziłem na uczelni.
Cztery lata od niezręcznego pierwszego dnia, pstrykania zdecydowanie za dużo zdjęć (ale były cudowne i dalej na nie spoglądałem!), poznania pieprzonego Dextera, bycia wrzucanym do jeziora i innych ciekawych przypadków. Czas leciał chyba coraz szybciej, oficjalna dorosłość się zbliżała, a ja w sumie dalej nie wiedziałem, co ze sobą począć, bo w końcu z tego głównego, jedynego planu już dawno musiałem zrezygnować. Westchnąłem, chowając dłonie do kieszeni spodni. Milutko.
— To co, szybkie obejście terenu uczelni? — zapytałem, przekręcając głowę w bok z uśmiechem na twarzy. — Główny budynek, biblioteka i proponuję też zobaczenie altanki.
wtorek, 20 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [11]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
Nowe mieszkanko była bardziej niż przytulne. Ładne, schludne, czego chcieć więcej? No i oczywiście bardzo przestronny, za co w duchu mocno dziękowałem, raz trafić mi przyszło na taką klitkę, że nawet obrócić się wokół własnej osi nie mogłem, o przemieszczaniu się nie wspominając. Uznałem, że jeśli przeżyłem tamto, to przeżyję już wszystko i była to najprawdziwsza prawda, wprawiłem się do tego stopnia, że mógłbym wjechać w uliczkę o szerokości mniejszej, niż ta, która określała mój wózek.
— Mam już wszystko, kuralet, kartę atlancką... — powiedział chłopak wraz z wkroczeniem do mojego nowego malutkiego królestwa, oczywiście po zapukaniu, kulturę jako taką zachowywali, póki co. Póki co. — Karta to taka twoja przepustka wszędzie, tym też zapłacisz, lepiej pilnuj, bo nie wyrabiają łatwo, sam tego doświadczyłem — powiedział, śmiejąc się niepewnie, dziwnie, nerwowo i podając mi przy okazji nowiusieńki, biały tablet, wraz z magiczną kartą, która otwierała mi drzwi do tego nowego, dziwnego świata. — A na kuralecie rozpiski godzinowe, plan lekcji i mapkę. Sam ogarnąłem, to ty też ogarniesz — powiedział jeszcze na dokładkę, na co pokiwałem głową, mrucząc pod nosem i odkładając urządzenie na stolik, który akurat znajdował się pod ręką. Kartę zostawiłem, przecież, jak to powiedział, lepiej, żebym jej nie zgubił.
— Dziękuję, zapamiętam na przyszłość i zaopiekuję się troskliwie — odpowiedziałem, gładząc dłońmi materiał spodni, który, powiedzmy sobie szczerze, nieco wisiał na nogach. — Ładne tu te akademiki, urokliwe, nie ma co — dodałem, z nerwowym śmiechem, bo zagajanie rozmowy nie było moją mocną stroną.
— Mam już wszystko, kuralet, kartę atlancką... — powiedział chłopak wraz z wkroczeniem do mojego nowego malutkiego królestwa, oczywiście po zapukaniu, kulturę jako taką zachowywali, póki co. Póki co. — Karta to taka twoja przepustka wszędzie, tym też zapłacisz, lepiej pilnuj, bo nie wyrabiają łatwo, sam tego doświadczyłem — powiedział, śmiejąc się niepewnie, dziwnie, nerwowo i podając mi przy okazji nowiusieńki, biały tablet, wraz z magiczną kartą, która otwierała mi drzwi do tego nowego, dziwnego świata. — A na kuralecie rozpiski godzinowe, plan lekcji i mapkę. Sam ogarnąłem, to ty też ogarniesz — powiedział jeszcze na dokładkę, na co pokiwałem głową, mrucząc pod nosem i odkładając urządzenie na stolik, który akurat znajdował się pod ręką. Kartę zostawiłem, przecież, jak to powiedział, lepiej, żebym jej nie zgubił.
— Dziękuję, zapamiętam na przyszłość i zaopiekuję się troskliwie — odpowiedziałem, gładząc dłońmi materiał spodni, który, powiedzmy sobie szczerze, nieco wisiał na nogach. — Ładne tu te akademiki, urokliwe, nie ma co — dodałem, z nerwowym śmiechem, bo zagajanie rozmowy nie było moją mocną stroną.
Wprowadzenie: Hope [10]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
— Jasne, jasne, poczekam — powiedział, uśmiechając się już po raz kolejny, a ja oczywiście uśmiech odwzajemniłem i gdy ten zaczął się właśnie rozgaszczać i rozkładać swoje rzeczy, odwróciłem się na pięcie, by szybko wskoczyć do pokoju samorządu po biały kuralet (Przewalski, błagam, nie zrób wtopy i nie pomyl koloru), kartę atlancką czy mój termos z kawą, bo kto by mi zabronił, czyż nie?
Sprawa załatwiona szybko i sprawnie, bez problemowo, no może zeszło mi się troszkę na szukaniu karty chłopaka, ale to tylko dlatego, że James znowu zostawił porozwalane na wszystkie strony dokumenty z budżetem na biurku! Kawę za to znalazłem najszybciej i, choć niestety już zimna, bo zrobiona jakieś dwie godziny temu, wypiłem z szerokim uśmiechem. Poprawa humoru, sprawne rozgarnięcie sprawy i w końcu zapukałem kilka razy do drzwi, by następnie powoli je uchylić.
— Mam już wszystko, kuralet, kartę atlancką... — oświadczyłem, przywdziewając uśmiech na twarz i podchodząc do chłopaka. — Karta to taka twoja przepustka wszędzie, tym też zapłacisz, lepiej pilnuj, bo nie wyrabiają łatwo, sam tego doświadczyłem — mruknąłem, parskając nerwowym śmiechem i podając mu kartę oraz kuralet. — A na kuralecie rozpiski godzinowe, plan lekcji i mapkę. Sam ogarnąłem, to ty też ogarniesz — dodałem po chwili, przeczesując włosy dłonią.
Sprawa załatwiona szybko i sprawnie, bez problemowo, no może zeszło mi się troszkę na szukaniu karty chłopaka, ale to tylko dlatego, że James znowu zostawił porozwalane na wszystkie strony dokumenty z budżetem na biurku! Kawę za to znalazłem najszybciej i, choć niestety już zimna, bo zrobiona jakieś dwie godziny temu, wypiłem z szerokim uśmiechem. Poprawa humoru, sprawne rozgarnięcie sprawy i w końcu zapukałem kilka razy do drzwi, by następnie powoli je uchylić.
— Mam już wszystko, kuralet, kartę atlancką... — oświadczyłem, przywdziewając uśmiech na twarz i podchodząc do chłopaka. — Karta to taka twoja przepustka wszędzie, tym też zapłacisz, lepiej pilnuj, bo nie wyrabiają łatwo, sam tego doświadczyłem — mruknąłem, parskając nerwowym śmiechem i podając mu kartę oraz kuralet. — A na kuralecie rozpiski godzinowe, plan lekcji i mapkę. Sam ogarnąłem, to ty też ogarniesz — dodałem po chwili, przeczesując włosy dłonią.
niedziela, 18 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [9]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
— Idiota siedzący za biurkiem, który pewnie nie ma podstawowej umiejętności logicznego myślenia. No cóż, ale przynajmniej do nas masz blisko, zawsze gdyby coś, to wbijaj — odparł z uśmiechem na ustach i wzruszeniem ramionami. Musiałem w tym momencie przyznać mu rację i przy okazji przestawić się przodem do wyjazdu, licząc na to, że nie przejadę jegomościa, chociaż tak właściwie, to miejsca było wystarczająco dużo. Kiwnąłem głową, zapamiętać, samorząd służy pomocną dłonią w razie mniejszych, lub większych wypadków, są na tym samym piętrze i do boju, towarzyszu.
Sygnał informujący o znalezieniu się na właściwym piętrze, śmieszne mrowienie w brzuchu i rozsunięcie się drzwi. Opuściliśmy klitkę, bym mógł posłusznie podążyć za Fomą, w końcu zmierzaliśmy do mojego małego królestwa, w którym będę miał spędzić kolejne kilka tygodni, miesięcy, lat życia.
Otworzenie się wrót, wparowanie do pokoju i mimowolny uśmiech na twarzy, bo było przytulnie, nawet bardzo. No i ciekawie. Interesujące, czy wszystkie pokoje wyglądają podobnie? Będę musiał to dokładnie przebadać.
— Ale przynajmniej widok jest znośny, naprawdę. Pobiegnę szybko po kuralet, a ty się rozgość, ok? — zarzucił nagle, na co pokiwałem głową.
— Jasne, jasne, poczekam. — Obdarzyłem go najmilszym uśmiechem, jaki miałem w zanadrzu, a sam podjechałem do łóżka, przy którym ułożyłem torbę, byle już mi nie ciążyła, bo co jak co, ale jednoczesne poruszanie wózka i pilnowanie kilku kilogramów, które miały zapewnić mi przetrwanie na ten rok, było dość męczące. Sam Przewalski zniknął na chwilę, pozwalając oswoić mi się z nowym mieszkankiem.
Uroczo.
Sygnał informujący o znalezieniu się na właściwym piętrze, śmieszne mrowienie w brzuchu i rozsunięcie się drzwi. Opuściliśmy klitkę, bym mógł posłusznie podążyć za Fomą, w końcu zmierzaliśmy do mojego małego królestwa, w którym będę miał spędzić kolejne kilka tygodni, miesięcy, lat życia.
Otworzenie się wrót, wparowanie do pokoju i mimowolny uśmiech na twarzy, bo było przytulnie, nawet bardzo. No i ciekawie. Interesujące, czy wszystkie pokoje wyglądają podobnie? Będę musiał to dokładnie przebadać.
— Ale przynajmniej widok jest znośny, naprawdę. Pobiegnę szybko po kuralet, a ty się rozgość, ok? — zarzucił nagle, na co pokiwałem głową.
— Jasne, jasne, poczekam. — Obdarzyłem go najmilszym uśmiechem, jaki miałem w zanadrzu, a sam podjechałem do łóżka, przy którym ułożyłem torbę, byle już mi nie ciążyła, bo co jak co, ale jednoczesne poruszanie wózka i pilnowanie kilku kilogramów, które miały zapewnić mi przetrwanie na ten rok, było dość męczące. Sam Przewalski zniknął na chwilę, pozwalając oswoić mi się z nowym mieszkankiem.
Uroczo.
Wprowadzenie: Hope [8]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
— W sumie to dobrze to wszystko wiedzieć — skwitował, gdy wjechał do środka windy, a ja pokiwałem głową. Zdecydowanie się przydawało, oj zdecydowanie i szkoda, że sam kiedyś nie wiedziałem tych rzeczy. Przydałoby się czasami. — Kto wymyślił, żebym trafił do pokoju na tak właściwie samej górze? — zapytał w końcu, przyglądając się przy tym przyciskom.
Oh, no tak, czwarte piętro piętrem ostatnim i zdecydowanie osoba, która projektowała pokoje dla niepełnosprawnych tego nie przemyślała. No bo, bądźmy wszyscy poważni, winda niby jest, super, cudownie, pięknie, ale czy po prostu nie łatwiej by było zorganizować takie pokoje na parterze? Nikt by się nie bał, że straszna winda zatrzyma się w połowie, zatnie-niezatnie, kto wie, przecież to tylko urządzenie, więc i zerwać się może! Tak, przesadzałem.
— Idiota siedzący za biurkiem, który pewnie nie ma podstawowej umiejętności logicznego myślenia — mruknąłem, uśmiechając się pod nosem. — No cóż, ale przynajmniej do nas masz blisko, zawsze gdyby coś, to wbijaj — dodałem po chwili i wzruszyłem ramionami.
Krótki dźwięk oznajmiający przybycie na miejsce (uf, bo nie przepadałem nigdy za windami), drzwi się odsunęły, a my mogliśmy się z niej wydostać. Doskonale.
— Ale przynajmniej widok jest znośny, naprawdę — stwierdziłem nagle, gdy dotarliśmy już do drzwi. — Pobiegnę szybko po kuralet, a ty się rozgość, ok?
Oh, no tak, czwarte piętro piętrem ostatnim i zdecydowanie osoba, która projektowała pokoje dla niepełnosprawnych tego nie przemyślała. No bo, bądźmy wszyscy poważni, winda niby jest, super, cudownie, pięknie, ale czy po prostu nie łatwiej by było zorganizować takie pokoje na parterze? Nikt by się nie bał, że straszna winda zatrzyma się w połowie, zatnie-niezatnie, kto wie, przecież to tylko urządzenie, więc i zerwać się może! Tak, przesadzałem.
— Idiota siedzący za biurkiem, który pewnie nie ma podstawowej umiejętności logicznego myślenia — mruknąłem, uśmiechając się pod nosem. — No cóż, ale przynajmniej do nas masz blisko, zawsze gdyby coś, to wbijaj — dodałem po chwili i wzruszyłem ramionami.
Krótki dźwięk oznajmiający przybycie na miejsce (uf, bo nie przepadałem nigdy za windami), drzwi się odsunęły, a my mogliśmy się z niej wydostać. Doskonale.
— Ale przynajmniej widok jest znośny, naprawdę — stwierdziłem nagle, gdy dotarliśmy już do drzwi. — Pobiegnę szybko po kuralet, a ty się rozgość, ok?
sobota, 17 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [7]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
— A więc niech będzie biały! — odparł z dość miłym entuzjazmem, po czym otworzył mi drzwi, co było w miarę kulturalne i przyjemne. Nie było schodów, pierwszy plus, przynajmniej nie będę musiał znaleźć sobie kogoś do pomocy, komu będzie się chciało codziennie mnie zwozić i wwozić. No i mieli windę. Tyle dobrego. No, ale i tak, czwarte piętro? Czy to nieśmieszne żarty ze strony sekretariatu? — Na parterze masz sekretariat, królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która załatwi ci wszystko, jak przyniesiesz jej kawę. Nie ma kawy, lepiej się nie zbliżaj, chyba że jesteś jeszcze większym masochistą od mojej siostry. No — rzucił nagle, szybko, wyuczona formułka, której przyswojenie nie było zbyt trudne. — Tak jak mówiłem, na czwartym piętrze jest twój pokój, jak i pokój samorządu, więc w razie czego myślę, że możesz krzyczeć, usłyszymy ciebie w razie czego, bo raczej gdy nie ma lekcji, zawsze ktoś tam jest. — Parsknął melodyjnym śmiechem, klikając przy okazji guziczek przy ładnych, metalowych drzwiach, z którymi będę musiał się bliżej poznać.
— W sumie to dobrze to wszystko wiedzieć — skwitowałem krótko, wjeżdżając do klitki. Chłopak wkroczył tuż za mną i kliknął magiczną czwóreczkę. Brakowało tylko serialowej melodyjki, która wypełniłaby przestrzeń i ciszę. — Kto wymyślił, żebym trafił do pokoju na tak właściwie samej górze? — spytałem, zerkając na przyciski, gdzie wszystko ładnie wyjaśniało, że czwarte piętro jest ostatnim. Ściągnąłem brwi. Co za głupotka.
— W sumie to dobrze to wszystko wiedzieć — skwitowałem krótko, wjeżdżając do klitki. Chłopak wkroczył tuż za mną i kliknął magiczną czwóreczkę. Brakowało tylko serialowej melodyjki, która wypełniłaby przestrzeń i ciszę. — Kto wymyślił, żebym trafił do pokoju na tak właściwie samej górze? — spytałem, zerkając na przyciski, gdzie wszystko ładnie wyjaśniało, że czwarte piętro jest ostatnim. Ściągnąłem brwi. Co za głupotka.
Wprowadzenie: Hope [6]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
— Chyba mimo wszystko skuszę się na biały, wiesz? No i jedźmy już, okrutnie tu gorąco — stwierdził, a mi pozostało pokiwać głową, bo jednak musiałem już podciągnąć rękawy koszuli, w której powoli zaczynałem się gotować.
— A więc niech będzie biały! — powiedziałem, utrzymując uśmiech na twarzy, aby następnie podejść do drzwi i uchylić je przed chłopakiem, który sprawnie dostał się do budynku.
W sumie to dobrze, że nie było przed nimi schodów. I niby tak, można wybudować te kładki, nie kładki, ale po prostu brak stopni ułatwiał wszystkim sprawę, nawet mi, bo nie miałem o co się potknąć. Tyle dobrego.
— Na parterze masz sekretariat, królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która załatwi ci wszystko, jak przyniesiesz jej kawę. Nie ma kawy, lepiej się nie zbliżaj, chyba że jesteś jeszcze większym masochistą od mojej siostry. No — powiedziałem, gdy zmierzaliśmy w kierunku windy. — Tak jak mówiłem, na czwartym piętrze jest twój pokój, jak i pokój samorządu, więc w razie czego myślę, że możesz krzyczeć, usłyszymy ciebie w razie czego, bo raczej gdy nie ma lekcji, zawsze ktoś tam jest — dodałem, uśmiechając się i parskając śmiechem.
Kliknąłem guzik, przywołując windę. W sumie to nie wiem, czy nie byliśmy pierwszymi osobami, które z niej korzystały.
— A więc niech będzie biały! — powiedziałem, utrzymując uśmiech na twarzy, aby następnie podejść do drzwi i uchylić je przed chłopakiem, który sprawnie dostał się do budynku.
W sumie to dobrze, że nie było przed nimi schodów. I niby tak, można wybudować te kładki, nie kładki, ale po prostu brak stopni ułatwiał wszystkim sprawę, nawet mi, bo nie miałem o co się potknąć. Tyle dobrego.
— Na parterze masz sekretariat, królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która załatwi ci wszystko, jak przyniesiesz jej kawę. Nie ma kawy, lepiej się nie zbliżaj, chyba że jesteś jeszcze większym masochistą od mojej siostry. No — powiedziałem, gdy zmierzaliśmy w kierunku windy. — Tak jak mówiłem, na czwartym piętrze jest twój pokój, jak i pokój samorządu, więc w razie czego myślę, że możesz krzyczeć, usłyszymy ciebie w razie czego, bo raczej gdy nie ma lekcji, zawsze ktoś tam jest — dodałem, uśmiechając się i parskając śmiechem.
Kliknąłem guzik, przywołując windę. W sumie to nie wiem, czy nie byliśmy pierwszymi osobami, które z niej korzystały.
piątek, 16 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [5]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
Kiwnął głową. Najzwyczajniej w świecie, bez ceregieli, bez zastanowienia i dziwnego grymasu.
— Bez problemu, co prawda pokój jest na czwartym piętrze, ale w akademiku mamy windę, więc dostaniemy się tam bez problemu. W dodatku wskoczę do pokoju samorządu, bo jest na tym samym piętrze i przekażę ci kuralet, jeżeli pozwolisz — odparł szybko. Pokój dla osoby niepełnosprawnej na czwartym piętrze. Winda niby pocieszała, ale jednak nie, wolałem nie zapuszczać się w tereny, gdzie zepchnięcie ze schodów było bardziej niż proste. Co za tumanesek wymyślił sobie, że wściubienie takiego pokoju na prawdopodobnie ostatnie piętro jest dobre? Westchnąłem ciężko. No cóż, nic na to nie poradzę i trzeba pogodzić się ze stratą. Zielonooki za to uśmiechnął się ładnie i jakoś moje dąsy szybko zniknęły z pola widzenia. — Tylko jedno pytanko, jaki kolor? Do wyboru, do koloru, dosłownie, od czarnych i białych do tęczowych, choć sam poleciłbym ci te czarne, bo najmniej widać wszelkie rysy i inne zniszczenia. To co, czas w drogę? — Poprawił okularki, stawiając pierwszy krok. Zastanowiłem się krótko, układając przy okazji dłoń na uchwycie przy kole. Czarny jest bardzo dobrym, optymalnym kolorem, ale dość ponurym i naprawdę nie wiedziałem, czy koniecznie go chcę, bo w sumie to ślady po tłustych łapkach też na nim zostawały. O sprzęty dbać dbałem, więc zdecydowałem się na ten, który zawsze jest w szczególności przeklinany przez upuszczających swoje telefony.
— Chyba mimo wszystko skuszę się na biały, wiesz? No i jedźmy już, okrutnie tu gorąco.
— Bez problemu, co prawda pokój jest na czwartym piętrze, ale w akademiku mamy windę, więc dostaniemy się tam bez problemu. W dodatku wskoczę do pokoju samorządu, bo jest na tym samym piętrze i przekażę ci kuralet, jeżeli pozwolisz — odparł szybko. Pokój dla osoby niepełnosprawnej na czwartym piętrze. Winda niby pocieszała, ale jednak nie, wolałem nie zapuszczać się w tereny, gdzie zepchnięcie ze schodów było bardziej niż proste. Co za tumanesek wymyślił sobie, że wściubienie takiego pokoju na prawdopodobnie ostatnie piętro jest dobre? Westchnąłem ciężko. No cóż, nic na to nie poradzę i trzeba pogodzić się ze stratą. Zielonooki za to uśmiechnął się ładnie i jakoś moje dąsy szybko zniknęły z pola widzenia. — Tylko jedno pytanko, jaki kolor? Do wyboru, do koloru, dosłownie, od czarnych i białych do tęczowych, choć sam poleciłbym ci te czarne, bo najmniej widać wszelkie rysy i inne zniszczenia. To co, czas w drogę? — Poprawił okularki, stawiając pierwszy krok. Zastanowiłem się krótko, układając przy okazji dłoń na uchwycie przy kole. Czarny jest bardzo dobrym, optymalnym kolorem, ale dość ponurym i naprawdę nie wiedziałem, czy koniecznie go chcę, bo w sumie to ślady po tłustych łapkach też na nim zostawały. O sprzęty dbać dbałem, więc zdecydowałem się na ten, który zawsze jest w szczególności przeklinany przez upuszczających swoje telefony.
— Chyba mimo wszystko skuszę się na biały, wiesz? No i jedźmy już, okrutnie tu gorąco.
Wprowadzenie: Hope [4]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
Zaśmiał się. Czyli nie jest tak źle. Westchnąłem, przełykając ślinę, cały czas lekko zdenerwowany gafą. No cóż, czasu się nie cofnie.
A przynajmniej ja tego nie zrobię, nie ta moc, sorry-memory.
— Jeśli nie zajmie to zbyt dużo czasu, to wolałbym zostawić pakunki w pokoju, o ile to nie problem, oczywiście, bo równie dobrze mogę z nimi jeździć i nie krępuj się, możesz mówić o chodzeniu, każdy wie, o co chodzi, a ja nie mam zamiaru robić afery o nic — odparł naprędce, dłonie opuszczając i kładąc je na poręczach wózka. Cały czas utrzymywał na twarzy szeroki uśmiech i w sumie było to bardzo... budujące na duchu. Miłe, bo raczej najczęściej dostawało się gburowate spojrzenia. Pokiwałem głową w odpowiedzi.
— Bez problemu, co prawda pokój jest na czwartym piętrze, ale w akademiku mamy windę, więc dostaniemy się tam bez problemu. W dodatku wskoczę do pokoju samorządu, bo jest na tym samym piętrze i przekażę ci kuralet, jeżeli pozwolisz — powiedziałem, odwzajemniając uśmiech chłopaka. — Tylko jedno pytanko, jaki kolor? Do wyboru, do koloru, dosłownie, od czarnych i białych do tęczowych, choć sam poleciłbym ci te czarne, bo najmniej widać wszelkie rysy i inne zniszczenia. To co, czas w drogę? — zapytałem, poprawiając okulary na nosie.
A przynajmniej ja tego nie zrobię, nie ta moc, sorry-memory.
— Jeśli nie zajmie to zbyt dużo czasu, to wolałbym zostawić pakunki w pokoju, o ile to nie problem, oczywiście, bo równie dobrze mogę z nimi jeździć i nie krępuj się, możesz mówić o chodzeniu, każdy wie, o co chodzi, a ja nie mam zamiaru robić afery o nic — odparł naprędce, dłonie opuszczając i kładąc je na poręczach wózka. Cały czas utrzymywał na twarzy szeroki uśmiech i w sumie było to bardzo... budujące na duchu. Miłe, bo raczej najczęściej dostawało się gburowate spojrzenia. Pokiwałem głową w odpowiedzi.
— Bez problemu, co prawda pokój jest na czwartym piętrze, ale w akademiku mamy windę, więc dostaniemy się tam bez problemu. W dodatku wskoczę do pokoju samorządu, bo jest na tym samym piętrze i przekażę ci kuralet, jeżeli pozwolisz — powiedziałem, odwzajemniając uśmiech chłopaka. — Tylko jedno pytanko, jaki kolor? Do wyboru, do koloru, dosłownie, od czarnych i białych do tęczowych, choć sam poleciłbym ci te czarne, bo najmniej widać wszelkie rysy i inne zniszczenia. To co, czas w drogę? — zapytałem, poprawiając okulary na nosie.
środa, 14 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [3]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
— Foma Przewalski, mi również miło poznać. Co do oprowadzenia, trafiłeś tam, gdzie trafić miałeś, bo to właśnie ja miałem ciebie oprowadzić. — Kamień z serca, naprawdę, nie chciałem wygłupić się przed kimś już na samym starcie, byłoby to dość dołujące, szczerze mówiąc. — Proponuję szybkie zostawienie twoich bagaży w pokoju lub w ogóle tylko w środku, jeżeli tak ci wygodniej, a następnie przejś... — mówił monotonnie, by nagle urwać słowotok w dość znaczącym momencie, i muszę przyznać, zostało mi tylko i wyłącznie zaśmiać się z chłopaka, który widocznie bardzo bał się gafy związanej z moją niepełnosprawnością — spacer po terenie uczelni i wtedy też wszystko ci dokładnie opowiem, pokażę i tak dalej, bo ładna pogoda jest, to trzeba skorzystać. Co ty na to? — dopowiedział, zerkając na mnie z delikatnym uśmiechem i niepewnością na twarzy, bo widocznie tamte słowa dalej świdrowały mu głowę.
— Jeśli nie zajmie to zbyt dużo czasu, to wolałbym zostawić pakunki w pokoju, o ile to nie problem, oczywiście, bo równie dobrze mogę z nimi jeździć i nie krępuj się, możesz mówić o chodzeniu, każdy wie, o co chodzi, a ja nie mam zamiaru robić afery o nic — odparłem szybko, nie zdejmując uśmiechu z ust i odkładając ręce na podpórki pod ramiona, bo okularnik zdecydowanie nie chciał źle.
— Jeśli nie zajmie to zbyt dużo czasu, to wolałbym zostawić pakunki w pokoju, o ile to nie problem, oczywiście, bo równie dobrze mogę z nimi jeździć i nie krępuj się, możesz mówić o chodzeniu, każdy wie, o co chodzi, a ja nie mam zamiaru robić afery o nic — odparłem szybko, nie zdejmując uśmiechu z ust i odkładając ręce na podpórki pod ramiona, bo okularnik zdecydowanie nie chciał źle.
Wprowadzenie: Hope [2]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
— Dzień dobry. — Dwa słowa wybudziły mnie gwałtownie z transu, wręcz podskoczyłem, a przecież zazwyczaj nie pozwoliłem siebie zachodzić, jak dziwnie by to nie brzmiało w aktualnej sytuacji. Opuściłem wzrok troszeńkę niżej, by spojrzeć na twarz tajemniczej osoby, która chwilę później okazała się nowym uczniem. Odwzajemniłem uśmiech chłopaka, o chyba nie próbował mnie zjeść. — Nazywam się Hope Dawkins i jeśli to do ciebie powinienem przyjechać w kwestii oprowadzenia, to oto jestem, miło mi poznać — powiedział, po czym wyciągnął w moim kierunku dłoń, cały czas utrzymując uśmiech na swojej twarzy.
— Foma Przewalski, mi również miło poznać — odpowiedziałem szybko, po czym odchrząknąłem. — Co do oprowadzenia, trafiłeś tam gdzie trafić miałeś, bo to właśnie ja miałem ciebie oprowadzić — oświadczyłem, prostując się. — Proponuję szybkie zostawienie twoich bagaży w pokoju lub w ogóle tylko w środku, jeżeli tak ci wygodniej, a następnie przejś... — przerwałem szybko, orientując się, co mówię. No tak, brawo Przewalski, wyszło jak zawsze. W sumie to mogłeś nie przerywać, wyszłoby lepiej, może udałoby ci się wkręcić jakiś żart — spacer po terenie uczelni i wtedy też wszystko ci dokładnie opowiem, pokażę i tak dalej, bo ładna pogoda jest, to trzeba skorzystać. Co ty na to?
— Foma Przewalski, mi również miło poznać — odpowiedziałem szybko, po czym odchrząknąłem. — Co do oprowadzenia, trafiłeś tam gdzie trafić miałeś, bo to właśnie ja miałem ciebie oprowadzić — oświadczyłem, prostując się. — Proponuję szybkie zostawienie twoich bagaży w pokoju lub w ogóle tylko w środku, jeżeli tak ci wygodniej, a następnie przejś... — przerwałem szybko, orientując się, co mówię. No tak, brawo Przewalski, wyszło jak zawsze. W sumie to mogłeś nie przerywać, wyszłoby lepiej, może udałoby ci się wkręcić jakiś żart — spacer po terenie uczelni i wtedy też wszystko ci dokładnie opowiem, pokażę i tak dalej, bo ładna pogoda jest, to trzeba skorzystać. Co ty na to?
piątek, 9 lutego 2018
Wprowadzenie: Hope [1]
Etykiety:
Hope Dawkins,
Wprowadzenie: Hope
Po kilkunastominutowej walce z rodzicami, którzy koniecznie chcieli pierw wyprowadzić z samochodu, a później to najlepiej podwieźć pod samo łóżko w nowym pokoju, przewalić mnie na materac, ucałować w czółko i wyjechać dopiero wtedy, gdy zapadnę w sen, w końcu udało mi się zostać sam na sam z bagażem i szkołą.
Atlancka Wyższa Uczelnia przez złośliwców nazywana Atlantycką. Miejsce, w którym przyjdzie mi spędzić kolejne kilka tygodni, miesięcy, lat, na nauce, zawiązywaniu nowych znajomości i liczeniu na to, że jakoś to wszystko przeżyję i nikt nie wpadnie na pomysł rozkręcenia mi wózka, albo zepchnięcia mnie ze schodów.
Udeptana ścieżka nie była moją ulubioną rzeczą, dlatego, zamiast męczyć się z kołami, przechyliłem mały drążek i moja formuła jeden pomknęła przez dzieciniec szybciej niż Kubica na ostatniej prostej. Bujało, trząchało i ogólnie nie było to jakieś super doświadczenie, przynajmniej odbębniłem jako taki masaż płuc i odkrztuszanie przy okazji.
Natomiast pod szkołą, w tym obrzydliwym skwarze, sterczał nie kto inny, jak ciemny blondyn. Zmęczenie wymalowane na buźce, blizna na nosie i niemrawy uśmiech, byle odbębnić swoje sprawy, bo najwidoczniej to on miał mnie oprowadzić po placówce i wytłumaczyć te, co ważniejsze kwestie organizacyjne.
— Dzień dobry. — Uśmiechnąłem się na tyle ładnie, na ile mogłem, gdy znalazłem się już w odpowiedniej od chłopaka odległości. — Nazywam się Hope Dawkins i jeśli to do ciebie powinienem przyjechać w kwestii oprowadzenia, to oto jestem, miło mi poznać. — Wyciągnąłem dłoń ku chłopakowi, nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Atlancka Wyższa Uczelnia przez złośliwców nazywana Atlantycką. Miejsce, w którym przyjdzie mi spędzić kolejne kilka tygodni, miesięcy, lat, na nauce, zawiązywaniu nowych znajomości i liczeniu na to, że jakoś to wszystko przeżyję i nikt nie wpadnie na pomysł rozkręcenia mi wózka, albo zepchnięcia mnie ze schodów.
Udeptana ścieżka nie była moją ulubioną rzeczą, dlatego, zamiast męczyć się z kołami, przechyliłem mały drążek i moja formuła jeden pomknęła przez dzieciniec szybciej niż Kubica na ostatniej prostej. Bujało, trząchało i ogólnie nie było to jakieś super doświadczenie, przynajmniej odbębniłem jako taki masaż płuc i odkrztuszanie przy okazji.
Natomiast pod szkołą, w tym obrzydliwym skwarze, sterczał nie kto inny, jak ciemny blondyn. Zmęczenie wymalowane na buźce, blizna na nosie i niemrawy uśmiech, byle odbębnić swoje sprawy, bo najwidoczniej to on miał mnie oprowadzić po placówce i wytłumaczyć te, co ważniejsze kwestie organizacyjne.
— Dzień dobry. — Uśmiechnąłem się na tyle ładnie, na ile mogłem, gdy znalazłem się już w odpowiedniej od chłopaka odległości. — Nazywam się Hope Dawkins i jeśli to do ciebie powinienem przyjechać w kwestii oprowadzenia, to oto jestem, miło mi poznać. — Wyciągnąłem dłoń ku chłopakowi, nie zdejmując uśmiechu z twarzy.
Wprowadzenie: Hope [0]
Etykiety:
Foma Dymitr Przewalski,
Wprowadzenie: Hope
Westchnąłem, stukając palcem o blat samorządowego biurka, które aktualni tonęło pod ogromną, ale to ogromną ilością papierów. I weź coś w tym znajdź, nawet jeżeli starałeś się utrzymać ten cholerny porządek przez kilka dni. Nie, a to James przyniesie jakieś papiery od Mińska, a to Dexter rzuci bylejak swoje notatki, bo co ich to obchodzi. Najdłużej przy biurku i tak siedziałem kurwa ja.
A siedzieć musiałem przy nim dużo, bo prace końcowe nie napiszą się same. I powinienem na poważnie zacząć myśleć, co jednak w tym życiu chciałbym robić. I nie było to uśmiechanie się i pachnienie, podczas gdy Dexter mógłby traktować mnie jak pieprzone trofeum. Co to, to nie, ani słowa, a sio.
I oto pojawiła się kolejna osóbka do wprowadzenia. Hope Dawkins, młody chłopak o dosyć szlachetnych rysach, choć już nie z tak szlachetną historią czy rodzinką. Pokój na czwartym piętrze, winda w końcu się przyda, więc wiadome praktycznie wszystko, a i nic w tym samym momencie. Ale najważniejsze, wyglądał na dosyć miłego, a taką nadzieję przynajmniej miałem, bo jednak użeranie się z jednym, cudownym dupkiem na codzień zdecydowanie mi wystarczało.
Więc pozostało mi czekać na chłopaka przed budynkiem. Jak zawsze, rzecz nienowa, monotonna i to bardzo, ale jednak cieszyłem się po chichu, bo nowa osoba, osoba nowa, ktoś ciekawy, interesujący i powiew ukochanego, świeżego powietrza.
A siedzieć musiałem przy nim dużo, bo prace końcowe nie napiszą się same. I powinienem na poważnie zacząć myśleć, co jednak w tym życiu chciałbym robić. I nie było to uśmiechanie się i pachnienie, podczas gdy Dexter mógłby traktować mnie jak pieprzone trofeum. Co to, to nie, ani słowa, a sio.
I oto pojawiła się kolejna osóbka do wprowadzenia. Hope Dawkins, młody chłopak o dosyć szlachetnych rysach, choć już nie z tak szlachetną historią czy rodzinką. Pokój na czwartym piętrze, winda w końcu się przyda, więc wiadome praktycznie wszystko, a i nic w tym samym momencie. Ale najważniejsze, wyglądał na dosyć miłego, a taką nadzieję przynajmniej miałem, bo jednak użeranie się z jednym, cudownym dupkiem na codzień zdecydowanie mi wystarczało.
Więc pozostało mi czekać na chłopaka przed budynkiem. Jak zawsze, rzecz nienowa, monotonna i to bardzo, ale jednak cieszyłem się po chichu, bo nowa osoba, osoba nowa, ktoś ciekawy, interesujący i powiew ukochanego, świeżego powietrza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)