— A więc niech będzie biały! — odparł z dość miłym entuzjazmem, po czym otworzył mi drzwi, co było w miarę kulturalne i przyjemne. Nie było schodów, pierwszy plus, przynajmniej nie będę musiał znaleźć sobie kogoś do pomocy, komu będzie się chciało codziennie mnie zwozić i wwozić. No i mieli windę. Tyle dobrego. No, ale i tak, czwarte piętro? Czy to nieśmieszne żarty ze strony sekretariatu? — Na parterze masz sekretariat, królestwo Mińska i Est, naszej ukochanej sekretarki, która załatwi ci wszystko, jak przyniesiesz jej kawę. Nie ma kawy, lepiej się nie zbliżaj, chyba że jesteś jeszcze większym masochistą od mojej siostry. No — rzucił nagle, szybko, wyuczona formułka, której przyswojenie nie było zbyt trudne. — Tak jak mówiłem, na czwartym piętrze jest twój pokój, jak i pokój samorządu, więc w razie czego myślę, że możesz krzyczeć, usłyszymy ciebie w razie czego, bo raczej gdy nie ma lekcji, zawsze ktoś tam jest. — Parsknął melodyjnym śmiechem, klikając przy okazji guziczek przy ładnych, metalowych drzwiach, z którymi będę musiał się bliżej poznać.
— W sumie to dobrze to wszystko wiedzieć — skwitowałem krótko, wjeżdżając do klitki. Chłopak wkroczył tuż za mną i kliknął magiczną czwóreczkę. Brakowało tylko serialowej melodyjki, która wypełniłaby przestrzeń i ciszę. — Kto wymyślił, żebym trafił do pokoju na tak właściwie samej górze? — spytałem, zerkając na przyciski, gdzie wszystko ładnie wyjaśniało, że czwarte piętro jest ostatnim. Ściągnąłem brwi. Co za głupotka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz