— Tak, poproszę dwie i pół łyżeczki — odparła z uśmieszkiem na ustach, na co zareagowałam jedynie uniesieniem brwi i prychnięciem, bo kto normalny dodaje do herbaty prawie trzy porcyjki cukru? Nie licząc prababki, chociaż, wróć, ona przecież do normalnych się nie zaliczała, odpowiedź była więc prosta, nikt, absolutnie nikt.
No cóż, jak to mawiają, o gustach się nie dyskutuje, chociaż z chęcią wręcz bym się o nie pokłóciła, bo zdecydowanie to nie jest zdrowe i nie zdziwiłabym się, jakby dziewczyna miała cukrzycę, szczególnie patrząc na to, ile ciastek już pochłonęła. No i ten nieszczęsny cukier, który wsypałam do tej nieszczęsnej herbaty, której teraz bliżej było do syropu, albo czegoś tego pokroju. Sama słodziłam połową łyżeczki i ciągle było za dużo, zbyt ulepiaście, za bardzo sklejało usta i doprowadzały kubki smakowe do jakiegoś niepotrzebnego szaleństwa. Tak samo słodkie ciastka, ten, kto wymyślił te pierdolone bezy, powinien zawisnąć, albo być skrócony o głowę i to już dawno temu, a ci, którzy dalej rozszerzają kult tych przysmaków szatana, również powinni zostać straceni i oto jest moje słowo.
Dziewczyna nagle ruszyła po swoją filiżankę, zupełnie nie ważąc na fakt, że jeszcze się nie zaparzyło, pochwyciła ją, po czym spektakularnie oparzyła sobie język i całkowicie zrezygnowana odłożyła kubek, a mi pozostało jedynie cicho westchnąć.
W sumie to Kruk okazał się dość dobrym towarzyszem na ten w miarę spokojny dzień.
Czy żałowałam? Nie. Chyba pierwszy raz od dawna.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stolarz płakał (jak sprzedawał). Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stolarz płakał (jak sprzedawał). Pokaż wszystkie posty
wtorek, 20 lutego 2018
poniedziałek, 19 lutego 2018
Stolarz płakał jak sprzedawał [15]
Dziewczyna wstała i podeszła w stronę czajnika, aby rozlać wrzątek do kubków.
— Katownia, niezbyt ciekawie, ale lepszy rydz, niż nic, czyż nie? — odparła, podciągając nogę na łóżko i obejmując ją ramionami. — Słodzisz?
— Tak, poproszę dwie i pół łyżeczki — powiedziałam ze spokojem i nutą entuzjazmu.
Renee spojrzała chyba na mnie kątem oka trochę zaskoczona albo mi się zdawało. No bo, kto normalny słodzi herbatę prawie trzema łyżeczkami cukru? Mogłam dać sobie jednak rękę uciąć, że w tej szkole nie byłam takim jedynym płatkiem śniegu. Ja po prostu uwielbiałam słodką herbatę, słodkie jedzenie, słodkie pieski... W kwestii jedzenia i picia czasami dziwiłam się, jakim cudem nie jestem jeszcze w zaawansowanym stadium cukrzycy. Pozostało mi tylko tego nie wykrakać i cieszyć się w duchu, że już raczej mnie to nie dotknie. Żeby nie było, nie jem samych wysokocukrowych rzeczy! Od czasu do czasu lubiłam sobie zjeść jabłko (rzecz jasna, z tych słodkich odmian) albo winogrona. Zaczęłam machać nogami. Herbata już się parzyła, a po pokoju zaczął roznosić się ten charakterystyczny zapach, który z ochotą wciągnęłam do swoich płuc, jakby był bardziej drogocenny niż powietrze. Nie mogąc się powstrzymać, zerwałam się na równe nogi i podeszłam do kubków, biorąc ten przeznaczony dla mnie. Zaczęłam ostrożnie dmuchać, żeby trochę ją ostudzić, ale chyba nic to nie dało, bo gdy spróbowałam, poparzyłam sobie czubek języka. Natychmiast ostrożnie odstawiłam kubek i stwierdziłam, że to jeszcze nie ta pora.
— Katownia, niezbyt ciekawie, ale lepszy rydz, niż nic, czyż nie? — odparła, podciągając nogę na łóżko i obejmując ją ramionami. — Słodzisz?
— Tak, poproszę dwie i pół łyżeczki — powiedziałam ze spokojem i nutą entuzjazmu.
Renee spojrzała chyba na mnie kątem oka trochę zaskoczona albo mi się zdawało. No bo, kto normalny słodzi herbatę prawie trzema łyżeczkami cukru? Mogłam dać sobie jednak rękę uciąć, że w tej szkole nie byłam takim jedynym płatkiem śniegu. Ja po prostu uwielbiałam słodką herbatę, słodkie jedzenie, słodkie pieski... W kwestii jedzenia i picia czasami dziwiłam się, jakim cudem nie jestem jeszcze w zaawansowanym stadium cukrzycy. Pozostało mi tylko tego nie wykrakać i cieszyć się w duchu, że już raczej mnie to nie dotknie. Żeby nie było, nie jem samych wysokocukrowych rzeczy! Od czasu do czasu lubiłam sobie zjeść jabłko (rzecz jasna, z tych słodkich odmian) albo winogrona. Zaczęłam machać nogami. Herbata już się parzyła, a po pokoju zaczął roznosić się ten charakterystyczny zapach, który z ochotą wciągnęłam do swoich płuc, jakby był bardziej drogocenny niż powietrze. Nie mogąc się powstrzymać, zerwałam się na równe nogi i podeszłam do kubków, biorąc ten przeznaczony dla mnie. Zaczęłam ostrożnie dmuchać, żeby trochę ją ostudzić, ale chyba nic to nie dało, bo gdy spróbowałam, poparzyłam sobie czubek języka. Natychmiast ostrożnie odstawiłam kubek i stwierdziłam, że to jeszcze nie ta pora.
sobota, 17 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [14]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Woda się gotowała, herbatki dobrane, ciastka wyciągnięte, a nam pozostawało cierpliwie czekać na wrzątek, który nawet nie zaczynał bulgotać. Słaby, podkradziony czajnik do dupy, a idź pan z tym wszystkim, prędzej Oakley by mi to zagrzał.
Czarnowłosa usadowiła się wygodnie na łóżku, podparła się rękami i spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczami. Kolorem przypominały kamień przy bransoletce mojej kuzynki.
— Skąd jesteś? — spytała nagle, niespodziewanie, tak całkowicie znikąd, widocznie próbując tylko zagaić temat i jakoś wybrnąć z dziwnej ciszy, która zalęgła pomiędzy nami. W chwili, gdy miałam już odpowiedzieć na zadane pytanie, czajnik kliknął, na co zostało mi tylko rozlać wodę do kubków i zostawić zioła, żeby się zaparzyły. Torebkowy szajs, najlepszy pod słońcem, jakieś herbatki na wagę? A kto to wymyślił? Zwykła minutka z kiosku na rogu ulicy to jest życie jak prawdziwy burżuj, a co tam. Nawet na Liptona się skuszę, tak szaleję. Odstawiłam kubki i wróciłam wzrokiem do dziewczyny, która nie przesunęła się nawet o milimetr.
— Katownia, niezbyt ciekawie, ale lepszy rydz, niż nic, czyż nie? — odparłam, podciągając nogę na łóżko i obejmując ją ramionami. Wspominki o domu rodzinnym nigdy nie były mi jakoś szczególnie bliskie i w sumie to szkołę traktowałam jaką małą odskocznię i wakacje od wiecznego psychiatryka znanego również jako Klan Illene. — Słodzisz?
Czarnowłosa usadowiła się wygodnie na łóżku, podparła się rękami i spojrzała na mnie tymi niebieskimi oczami. Kolorem przypominały kamień przy bransoletce mojej kuzynki.
— Skąd jesteś? — spytała nagle, niespodziewanie, tak całkowicie znikąd, widocznie próbując tylko zagaić temat i jakoś wybrnąć z dziwnej ciszy, która zalęgła pomiędzy nami. W chwili, gdy miałam już odpowiedzieć na zadane pytanie, czajnik kliknął, na co zostało mi tylko rozlać wodę do kubków i zostawić zioła, żeby się zaparzyły. Torebkowy szajs, najlepszy pod słońcem, jakieś herbatki na wagę? A kto to wymyślił? Zwykła minutka z kiosku na rogu ulicy to jest życie jak prawdziwy burżuj, a co tam. Nawet na Liptona się skuszę, tak szaleję. Odstawiłam kubki i wróciłam wzrokiem do dziewczyny, która nie przesunęła się nawet o milimetr.
— Katownia, niezbyt ciekawie, ale lepszy rydz, niż nic, czyż nie? — odparłam, podciągając nogę na łóżko i obejmując ją ramionami. Wspominki o domu rodzinnym nigdy nie były mi jakoś szczególnie bliskie i w sumie to szkołę traktowałam jaką małą odskocznię i wakacje od wiecznego psychiatryka znanego również jako Klan Illene. — Słodzisz?
piątek, 16 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [13]
Renee spytała, jaką lubię herbatę i jednocześnie przeglądała przeróżne nazwy różnych herbat. Bez wahania odparłam, że Earl Grey z cytryną. Mogłabym do końca życia ją pić, nawet jeśli to ta herbata miałaby być powodem mojej śmierci. W czasie, kiedy dziewczyna wybierała coś dla siebie, ja szybko rzuciłam okiem na jej pokój. Wszystkie tutaj wyglądały niezbyt podobnie. Jednak żeby się zbytnio nie zapędzać, podreptałam do Renuli, co by jej trochę pomóc. Było to tylko rozstawienie kubków, cukru oraz innych drobnych i względnie małostkowych rzeczy, które połączone tworzyły jedną, wielką całość. Nie byle jaką całość, bo przecież popijanie herbaty, jeszcze w dobrym towarzystwie, należało do rzeczy przyjemnych. Kiedy woda się gotowała, przysiadłyśmy na łóżku. Przez chwilę trwała cisza, a w tle słychać było pracę elektrycznego czajnika. Mimo wszystko nie była krępująca. Odchyliłam się lekko do tyłu, podpierając na rękach. Następnie mój wzrok spoczął na dziewczynie. Postanowiłam iść po najmniejszej linii oporu.
— Skąd jesteś? — zagadnęłam.
Miałam po cichu nadzieję, że może również z Aleraji albo chociaż okolic. Miło byłoby się spotkać lub ewentualnie razem ponarzekać na dany teren i ludzi. Poza tym to pytanie należało do standardowego zestawu, jeśli chciało się kogoś nowego poznać. Renula już chyba przymierzała się do odpowiedzi, ale przerwał jej dźwięk oświadczający, że woda jest gotowa. Skierowałam wzrok na czajnik. Kliknęło, pstryknęło, a światełko na włączniku zgasło.
— Skąd jesteś? — zagadnęłam.
Miałam po cichu nadzieję, że może również z Aleraji albo chociaż okolic. Miło byłoby się spotkać lub ewentualnie razem ponarzekać na dany teren i ludzi. Poza tym to pytanie należało do standardowego zestawu, jeśli chciało się kogoś nowego poznać. Renula już chyba przymierzała się do odpowiedzi, ale przerwał jej dźwięk oświadczający, że woda jest gotowa. Skierowałam wzrok na czajnik. Kliknęło, pstryknęło, a światełko na włączniku zgasło.
środa, 14 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [12]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
— Za kawą nie przepadam, ale za to bardzo chętnie napiłabym się herbaty, dziękuję. — Uniosłam brwi. Nie lubić kawy? Jakiś wyjątek w tej szkole, która, odnosiłam wrażenie, że zaczynała płynąć i wylewać się kofeiną, bo było coraz mniej czasu na cokolwiek, coraz więcej obowiązków, a energii brakowało okrutnie. Zostawało więc biednym studenciakom ratowanie się skondensowaną dawką środka pobudzającego i liczenie na to, że im pikawa nie strzeli przed trzydziestką.
Dziewczyna zmyknęła do swojego pokoju, zostawiając mnie sam na sam ze swoimi problemami, potrzebą ruszenia po własne smakołyki i nikim innym, jak Oakleyem na głowie, który znalazł idealny moment, żeby się do mnie przytarabanić i zająć mi cztery litery swoimi problemami.
Bo niedługo ta żałosna poczta walentynkowa i ten idiota dał się podpuścić Yamirowi, bo jak to tak, oni i niezgrywanie się nawzajem? Toż to niedopuszczalne!
Memłanie ozorem, płacz, zgrzyt zębów i finalnie spierniczenie, bo dojrzał w tłumie Wandę, a mi pozostało przewrócić oczami i targnąć się po jakieś łakocie, torebki herbaty, cokolwiek.
— Taki już urok Przewodnika Barwy. Jednak w następnym roku mam zamiar poważnie wziąć się za kontrolowanie tego. — Gdy dziewczyna się pojawiła, zerknęłam na pudełko ciastek, które nagle zmieniło kolor. Pokiwałam głową, nie próbując nawet udawać zdziwienia, bo wszystko było już tak zwyczajne, oklepane. Po całym życiu w domu Illene i roku na uczelni już chyba nigdy nic mnie nie wbije w fotel.
— W sumie to przydatne, przynajmniej paznokci nie będziesz musiała malować, a ciuchy zawsze można przebarwić. Ucz się, ucz, ułatwisz sobie życie — mruknęłam, wspominając samomyjące się naczynia w domu, które zdecydowanie pomagały i ściągały jakiś tam balast z barków.
Magia, czy co to tam jednak jest darem od losu, nie ma co.
— To jaką herbatę lubisz? — Zerknęłam na torebki, próbując ogarnąć oczami nazwy, które dość tropikalne mogły zmylić największego znawcę.
Dziewczyna zmyknęła do swojego pokoju, zostawiając mnie sam na sam ze swoimi problemami, potrzebą ruszenia po własne smakołyki i nikim innym, jak Oakleyem na głowie, który znalazł idealny moment, żeby się do mnie przytarabanić i zająć mi cztery litery swoimi problemami.
Bo niedługo ta żałosna poczta walentynkowa i ten idiota dał się podpuścić Yamirowi, bo jak to tak, oni i niezgrywanie się nawzajem? Toż to niedopuszczalne!
Memłanie ozorem, płacz, zgrzyt zębów i finalnie spierniczenie, bo dojrzał w tłumie Wandę, a mi pozostało przewrócić oczami i targnąć się po jakieś łakocie, torebki herbaty, cokolwiek.
— Taki już urok Przewodnika Barwy. Jednak w następnym roku mam zamiar poważnie wziąć się za kontrolowanie tego. — Gdy dziewczyna się pojawiła, zerknęłam na pudełko ciastek, które nagle zmieniło kolor. Pokiwałam głową, nie próbując nawet udawać zdziwienia, bo wszystko było już tak zwyczajne, oklepane. Po całym życiu w domu Illene i roku na uczelni już chyba nigdy nic mnie nie wbije w fotel.
— W sumie to przydatne, przynajmniej paznokci nie będziesz musiała malować, a ciuchy zawsze można przebarwić. Ucz się, ucz, ułatwisz sobie życie — mruknęłam, wspominając samomyjące się naczynia w domu, które zdecydowanie pomagały i ściągały jakiś tam balast z barków.
Magia, czy co to tam jednak jest darem od losu, nie ma co.
— To jaką herbatę lubisz? — Zerknęłam na torebki, próbując ogarnąć oczami nazwy, które dość tropikalne mogły zmylić największego znawcę.
wtorek, 13 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [11]
— I ze wzajemnością. — Zostałam mile zaskoczona, gdy to powiedziała, podpierając dłoń na biodrze i kiwając delikatnie głową. — Kawa? Herbata? Biblioteka? Takie miejsca zawsze brzmią dobrze na "rozkręcenie znajomości". — Nakreśliła cudzysłów palcami w powietrzu, a uśmiech nie znikał z jej twarzy.
— Za kawą nie przepadam, ale za to bardzo chętnie napiłabym się herbaty, dziękuję — odparłam z entuzjazmem.
Renula przytaknęła głową i ruszyłyśmy w kierunku akademika, aby wziąć co potrzebne. W duchu cieszyłam się jak dziecko, że udało mi się znaleźć z nią jakąś nić porozumienia. W międzyczasie skończyłam jeszcze szybko do pokoju, aby zostawić książkę i wziąć ewentualnie coś do przekąszenia. Ciastek akurat w moich zapasach nie brakowało. Byłam ich największą wielbicielką, wręcz uzależniona od tej kruchości i czekolady. Jedynie okruszki mogłyby wydawać się problemem, ale jeśli umiało się jeść w pewien szczególny sposób (który znałam!) to ich liczba zmniejszała się. Miałam nadzieję, że dziewczyna również lubi ciastka. Wzięłam ze sobą jedne z ulubionych, bo okazja była idealna. Już zwłaszcza, że mogłam je zjeść w naprawdę dobrym towarzystwie. Renulę mogłam zaliczyć do osób otwartych, które szczerze i bez zbędnego owijania w bawełnę mówiły, co myślą. Naprawdę mi to imponowało, zapewne dlatego iż sama tak nie umiałam. Biegnąc z paczką ciastek pod pachą, szybko znalazłam dziewczynę. Byłam chyba bardziej szczęśliwa niż myślałam, bo opakowanie moich ulubionych przekąsek zmieniło kolor na żółty.
— Taki już urok Przewodnika Barwy. Jednak w następnym roku mam zamiar poważnie wziąć się za kontrolowanie tego. — Uśmiechnęłam się, a paczka po chwili znowu miała poprzedni wygląd.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [10]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Dziewczyna również prychnęła śmiechem, czym w sumie prędko mnie sobą zjednała i uznałam, że tak właściwie, to czarnowłosa może jednak jest warta uwagi i nie należy do szufladki przeznaczonej dla tutejszych świergotek idiotek, które to potrafiły dostać natychmiastowego orgazmu na widok, chociażby palca Hopecrafta, wyobrażając sobie go świdrującego pewne okolice i zaczynam się rozpędzać.
Wspólne reagowanie śmiechem na ból i przypadki innych osób? Jesteśmy na dobrej drodze do znalezienia jakiegoś języka porozumienia, wspólnej płaszczyzny, czegokolwiek, na czym można było się podeprzeć i brnąć dalej w karuzelę obłąkania. Brzmi kusząco, nie ma co.
— Wydajesz się być naprawdę interesującą osobą. Może to zabrzmieć naprawdę głupio, ale chciałabym cię bliżej poznać — powiedziała, na co pozostało mi jedynie unieść wysoko brwi i wydąć usta udając, że wcale nie mam ochoty się zarumienić i zaśmiać w głos, bo cholera, było miło i uroczo i ciepło i fajnie i dziewczyna stanowczo zbyt mocno połechtała moje ego, ba, aż tak, że czułam, jak skalę wybija mi przez sufit, a satysfakcja przelewa się drzwiami i oknami.
— I ze wzajemnością — rzuciłam jedynie, podpierając dłoń na biodrze i kiwając delikatnie głową. — Kawa? Herbata? Biblioteka? Takie miejsca zawsze brzmią dobrze na "rozkręcenie znajomości". — Nakreśliłam cudzysłów palcami w powietrzu, nie zdejmując uśmiechu z ust.
Wspólne reagowanie śmiechem na ból i przypadki innych osób? Jesteśmy na dobrej drodze do znalezienia jakiegoś języka porozumienia, wspólnej płaszczyzny, czegokolwiek, na czym można było się podeprzeć i brnąć dalej w karuzelę obłąkania. Brzmi kusząco, nie ma co.
— Wydajesz się być naprawdę interesującą osobą. Może to zabrzmieć naprawdę głupio, ale chciałabym cię bliżej poznać — powiedziała, na co pozostało mi jedynie unieść wysoko brwi i wydąć usta udając, że wcale nie mam ochoty się zarumienić i zaśmiać w głos, bo cholera, było miło i uroczo i ciepło i fajnie i dziewczyna stanowczo zbyt mocno połechtała moje ego, ba, aż tak, że czułam, jak skalę wybija mi przez sufit, a satysfakcja przelewa się drzwiami i oknami.
— I ze wzajemnością — rzuciłam jedynie, podpierając dłoń na biodrze i kiwając delikatnie głową. — Kawa? Herbata? Biblioteka? Takie miejsca zawsze brzmią dobrze na "rozkręcenie znajomości". — Nakreśliłam cudzysłów palcami w powietrzu, nie zdejmując uśmiechu z ust.
sobota, 10 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [9]
— Jeśli znajdę chwilkę na odkorowanie się, to na pewno dopytam. Brzmi... Ciekawie. — Skinęła głową, a jej dłonie luźno opadły.
Nagle usłyszałyśmy tąpnięcie, jakby coś ciężkiego spadło na ziemię. Właśnie jakiś nieszczęśnik, zapewne z pierwszej klasy, przysiadł na pechową ławkę, która postanowiła z niego zażartować i się zdematerializować. Renee podsumowała to tylko wydęciem ust.
— Mówiłam? — Dziewczyna parsknęła śmiechem, wskazując na obolałego chłopaka.
Po chwili sama jej zawtórowałam, chociaż równie dobrze na jego miejscu mogłabym być ja. Oczywiście ja miałam to szczęście, że zostałam ostrzeżona. Bądź co bądź, wyglądało to całkiem zabawnie. Renula coraz bardziej zaczynała wydawać mi się naprawdę dobrą koleżanką lub przynajmniej znajomą, posiadającą charakter. Jednak nie ma w żadnym uniwersum istot idealnych pod każdym względem, czyż nie? Mimo wszystko całkiem zaczynałam ją lubić. Potencjalnych sojuszników i znajomych nigdy zbyt wiele. Chciałam dowiedzieć się o niej czegoś więcej, ale z drugiej strony nie wiem jak ona. Nasze poglądy względem siebie mogły się różnić, a co za tym idzie, mi mogło wydawać się, iż wszystko jest w porządku, a dla niej mogłam być może z lekka irytującym pierwszakiem lub coś w tym stylu.
— Wydajesz się być naprawdę interesującą osobą. Może to zabrzmieć naprawdę głupio, ale chciałabym cię bliżej poznać — rzuciłam się na głęboką wodę, bo czemu nie. Najwyżej mnie wyśmieje albo chociaż odrobinę dowiem się co nieco o jej osobie.
Nagle usłyszałyśmy tąpnięcie, jakby coś ciężkiego spadło na ziemię. Właśnie jakiś nieszczęśnik, zapewne z pierwszej klasy, przysiadł na pechową ławkę, która postanowiła z niego zażartować i się zdematerializować. Renee podsumowała to tylko wydęciem ust.
— Mówiłam? — Dziewczyna parsknęła śmiechem, wskazując na obolałego chłopaka.
Po chwili sama jej zawtórowałam, chociaż równie dobrze na jego miejscu mogłabym być ja. Oczywiście ja miałam to szczęście, że zostałam ostrzeżona. Bądź co bądź, wyglądało to całkiem zabawnie. Renula coraz bardziej zaczynała wydawać mi się naprawdę dobrą koleżanką lub przynajmniej znajomą, posiadającą charakter. Jednak nie ma w żadnym uniwersum istot idealnych pod każdym względem, czyż nie? Mimo wszystko całkiem zaczynałam ją lubić. Potencjalnych sojuszników i znajomych nigdy zbyt wiele. Chciałam dowiedzieć się o niej czegoś więcej, ale z drugiej strony nie wiem jak ona. Nasze poglądy względem siebie mogły się różnić, a co za tym idzie, mi mogło wydawać się, iż wszystko jest w porządku, a dla niej mogłam być może z lekka irytującym pierwszakiem lub coś w tym stylu.
— Wydajesz się być naprawdę interesującą osobą. Może to zabrzmieć naprawdę głupio, ale chciałabym cię bliżej poznać — rzuciłam się na głęboką wodę, bo czemu nie. Najwyżej mnie wyśmieje albo chociaż odrobinę dowiem się co nieco o jej osobie.
piątek, 9 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [8]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Drgnęła, ale za chwilę się opanowała, jakby chcąc udawać, że moje słowa za bardzo ją nie ruszyły. Nie mogłam powstrzymać delikatnego uśmieszku i prychnięcia pod nosem. Przymknęła lekturę i oparła ją o kolana, zerkając na mnie z dołu.
— Hmm, a więc... — mruknęła wreszcie po chwili zastanowienia. — Jest sobie pewien mężczyzna. Przeżył już prawie dziesięć tysięcy wcieleń. Jeśli do równej liczby jego dusza nie osiągnie „doskonałości” - przepadnie. Na dodatek ma romans z Suzie, która jest Śmiercią. Oczywiście jest też kilka zabawnych scen i tekstów. Jednak pewnego razu wszystko zaczyna się komplikować. Jeśli czegoś nie zrobi, przepadnie. To tak w skrócie. — Uniosłam brwi. Beznadziejna bajeczka na miarę Zmierzchu? Myślałam, że ludzie tutaj mają lepszy gust, serio. — Brzmi jak tanie romansidło ze słabą fabułą, ale naprawdę wciąga i jak zaczniesz czytać, to nie będziesz chciała przestać. — Nie tyle, że brzmi, co pewnie nim jest. Wolałam przeciętne obyczajówki do posiedzenia i pomyślenia, o ile w ogóle znajdowałam czas na czytanie. Ale widać było, że sama dziewczyna znajduje w lekturze wiele frajdy, chociażby po samym wyrazie jej twarzy i cholera jasna, rozumiałam, kiedy naprawdę kochało się coś, a nie kogoś. Dlatego może nie zdecydowałam się mieszać jej uczuć z błotem. A może po prostu dziewczyna zagrała mi swoją osobą na emocjach w sposób identyczny jak Przewalska? — Jeśli będziesz chciała, z chęcią ci ją pożyczę. — Uśmiechnęła się ładnie, a ja wyjątkowo odparłam tym samym.
— Jeśli znajdę chwilkę na odkorowanie się, to na pewno dopytam. Brzmi... Ciekawie. — Skinęłam głową i puściłam ręce luźno.
Wydęłam usta, słysząc łupnięcie, a po chwili widząc jakiegoś nieogarniętego pierwszaka, który pięknie usadził się na podłodze zaraz po tym, jak przeklęta ławka postanowiła się pod nim zdematerializować.
— Mówiłam? — Parsknęłam śmiechem, wskazując na obolałego chłopaka.
— Hmm, a więc... — mruknęła wreszcie po chwili zastanowienia. — Jest sobie pewien mężczyzna. Przeżył już prawie dziesięć tysięcy wcieleń. Jeśli do równej liczby jego dusza nie osiągnie „doskonałości” - przepadnie. Na dodatek ma romans z Suzie, która jest Śmiercią. Oczywiście jest też kilka zabawnych scen i tekstów. Jednak pewnego razu wszystko zaczyna się komplikować. Jeśli czegoś nie zrobi, przepadnie. To tak w skrócie. — Uniosłam brwi. Beznadziejna bajeczka na miarę Zmierzchu? Myślałam, że ludzie tutaj mają lepszy gust, serio. — Brzmi jak tanie romansidło ze słabą fabułą, ale naprawdę wciąga i jak zaczniesz czytać, to nie będziesz chciała przestać. — Nie tyle, że brzmi, co pewnie nim jest. Wolałam przeciętne obyczajówki do posiedzenia i pomyślenia, o ile w ogóle znajdowałam czas na czytanie. Ale widać było, że sama dziewczyna znajduje w lekturze wiele frajdy, chociażby po samym wyrazie jej twarzy i cholera jasna, rozumiałam, kiedy naprawdę kochało się coś, a nie kogoś. Dlatego może nie zdecydowałam się mieszać jej uczuć z błotem. A może po prostu dziewczyna zagrała mi swoją osobą na emocjach w sposób identyczny jak Przewalska? — Jeśli będziesz chciała, z chęcią ci ją pożyczę. — Uśmiechnęła się ładnie, a ja wyjątkowo odparłam tym samym.
— Jeśli znajdę chwilkę na odkorowanie się, to na pewno dopytam. Brzmi... Ciekawie. — Skinęłam głową i puściłam ręce luźno.
Wydęłam usta, słysząc łupnięcie, a po chwili widząc jakiegoś nieogarniętego pierwszaka, który pięknie usadził się na podłodze zaraz po tym, jak przeklęta ławka postanowiła się pod nim zdematerializować.
— Mówiłam? — Parsknęłam śmiechem, wskazując na obolałego chłopaka.
czwartek, 8 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [7]
— Znikać nie znika, ale zdarzało się, że służyła za urynał. Niby tu sprzątają, ale wiesz, jak jest. Mogę wiedzieć, co czytasz? — Dziewczyna przechyliła głowę.
Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymałam się przed gwałtownym wstaniem. Zamiast tego podniosłam się, jak gdyby nigdy nic. A jej pytanie trochę mnie zaskoczyło. Przyznam szczerze, że trochę się tego nie spodziewałam. Chyba. Może jednak nie była taka zła? Dla pewności wolałam zachować dystans. Zastanowiłam się chwilę nad dobraniem odpowiednich słów, aby mniej więcej przybliżyć Renuli fabułę, ale bez mówienia zbyt wiele.
— Hmm, a więc... — zaczęłam, kończąc układanie planu. — Jest sobie pewien mężczyzna. Przeżył już prawie dziesięć tysięcy wcieleń. Jeśli do równej liczby jego dusza nie osiągnie “doskonałości” - przepadnie. Na dodatek ma romans z Suzie, która jest Śmiercią. Oczywiście jest też kilka zabawnych scen i tekstów. Jednak pewnego razu wszystko zaczyna się komplikować. Jeśli czegoś nie zrobi, przepadnie. To tak w skrócie. — Odparłam, oglądając okładkę z motywem kosmosu. Odkąd pierwszy raz ją zobaczyłam, wiedziałam, że muszę ją mieć. — Brzmi jak tanie romansidło ze słabą fabułą, ale naprawdę wciąga i jak zaczniesz czytać, to nie będziesz chciała przestać. — Uśmiechnęłam się pod nosem, bo ta książka należała do jednej z tych, do których mogłabym ciągle wracać i czytać od nowa.
Od początku przeżywać te emocje, z ekscytacją przekładać kartki nawet wtedy, gdy wiedziałam, co się za chwilę stanie. Uwielbiałam fantastykę, filozofię życiową, od czasu do czasu przeplecioną jakimś wątkiem miłosnym. Po prostu kochałam książki, które kierowały mnie na jakiekolwiek przemyślenia na jakiś temat.
— Jeśli będziesz chciała, z chęcią ci ją pożyczę — dodałam, patrząc przyjaźnie na dziewczynę.
Może uda mi się mieć z nią przynajmniej neutralne stosunki.
Dosłownie w ostatniej chwili powstrzymałam się przed gwałtownym wstaniem. Zamiast tego podniosłam się, jak gdyby nigdy nic. A jej pytanie trochę mnie zaskoczyło. Przyznam szczerze, że trochę się tego nie spodziewałam. Chyba. Może jednak nie była taka zła? Dla pewności wolałam zachować dystans. Zastanowiłam się chwilę nad dobraniem odpowiednich słów, aby mniej więcej przybliżyć Renuli fabułę, ale bez mówienia zbyt wiele.
— Hmm, a więc... — zaczęłam, kończąc układanie planu. — Jest sobie pewien mężczyzna. Przeżył już prawie dziesięć tysięcy wcieleń. Jeśli do równej liczby jego dusza nie osiągnie “doskonałości” - przepadnie. Na dodatek ma romans z Suzie, która jest Śmiercią. Oczywiście jest też kilka zabawnych scen i tekstów. Jednak pewnego razu wszystko zaczyna się komplikować. Jeśli czegoś nie zrobi, przepadnie. To tak w skrócie. — Odparłam, oglądając okładkę z motywem kosmosu. Odkąd pierwszy raz ją zobaczyłam, wiedziałam, że muszę ją mieć. — Brzmi jak tanie romansidło ze słabą fabułą, ale naprawdę wciąga i jak zaczniesz czytać, to nie będziesz chciała przestać. — Uśmiechnęłam się pod nosem, bo ta książka należała do jednej z tych, do których mogłabym ciągle wracać i czytać od nowa.
Od początku przeżywać te emocje, z ekscytacją przekładać kartki nawet wtedy, gdy wiedziałam, co się za chwilę stanie. Uwielbiałam fantastykę, filozofię życiową, od czasu do czasu przeplecioną jakimś wątkiem miłosnym. Po prostu kochałam książki, które kierowały mnie na jakiekolwiek przemyślenia na jakiś temat.
— Jeśli będziesz chciała, z chęcią ci ją pożyczę — dodałam, patrząc przyjaźnie na dziewczynę.
Może uda mi się mieć z nią przynajmniej neutralne stosunki.
Stolarz płakał, jak sprzedawał [6]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Długie minuty ignorancji. Dziewczyna starała się jak gdyby nigdy nic czytać sobie w spokoju książkę, wertować kartki, skupiać się na tekście, podczas gdy ja wtłaczałam całą swoją energię w rypanie jej wzrokiem, męczenie, oglądanie od stóp do głów skulonej postaci, omijając zasłonięte fragmenty brzucha, który swoją drogą pewnie był bardziej płaski niż ten mój.
Nie ściągałam rąk z piersi, nie zmieniałam wyrazu twarzy, tylko sterczałam tak, jak najgorszy kat z irytacją wypisaną na twarzy, morderczym wzrokiem i pewno rozczochranym włosem, nie, nie rozwianym, rozczochranym, nie przypominam w żadnym stopniu upośledzonych blondyneczek antagonistek z dosłownie każdego filmu, jaki istnieje.
Odpadła szybciej, niż inni, co nieco mnie uszczęśliwiło. Najdłuższe boje i tak toczyłam z Oakleyem, który miał nade mną sporą przewagę, bo w końcu to on był tym, który ogarniał wszystkie te dziedziny, od zielarstwa, przez historię, po numerologię, a do tego obijał się po lekcjach, a mi i reszcie zostawało tylko fuczeć pod nosem, miażdżyć go wzrokiem i starać się opanować szalejącą w ciele zazdrość, bo wszystko przychodziło mu z łatwością godną pstryknięcia palcami.
— Czy coś nie tak? Chyba że podłoga też lubi znikać — spytała w końcu, zerkając na mnie niepewnie. Spięła się delikatnie.
— Znikać nie znika, ale zdarzało się, że służyła za urynał. Niby tu sprzątają, ale wiesz, jak jest. Mogę wiedzieć, co czytasz? — Przechyliłam głowę. Większość uczniów wręcz pochłaniała lektury, jak niektórzy alkohol i naprawdę chciałam się dowiedzieć, co wzbudza takie zafascynowanie.
Nie ściągałam rąk z piersi, nie zmieniałam wyrazu twarzy, tylko sterczałam tak, jak najgorszy kat z irytacją wypisaną na twarzy, morderczym wzrokiem i pewno rozczochranym włosem, nie, nie rozwianym, rozczochranym, nie przypominam w żadnym stopniu upośledzonych blondyneczek antagonistek z dosłownie każdego filmu, jaki istnieje.
Odpadła szybciej, niż inni, co nieco mnie uszczęśliwiło. Najdłuższe boje i tak toczyłam z Oakleyem, który miał nade mną sporą przewagę, bo w końcu to on był tym, który ogarniał wszystkie te dziedziny, od zielarstwa, przez historię, po numerologię, a do tego obijał się po lekcjach, a mi i reszcie zostawało tylko fuczeć pod nosem, miażdżyć go wzrokiem i starać się opanować szalejącą w ciele zazdrość, bo wszystko przychodziło mu z łatwością godną pstryknięcia palcami.
— Czy coś nie tak? Chyba że podłoga też lubi znikać — spytała w końcu, zerkając na mnie niepewnie. Spięła się delikatnie.
— Znikać nie znika, ale zdarzało się, że służyła za urynał. Niby tu sprzątają, ale wiesz, jak jest. Mogę wiedzieć, co czytasz? — Przechyliłam głowę. Większość uczniów wręcz pochłaniała lektury, jak niektórzy alkohol i naprawdę chciałam się dowiedzieć, co wzbudza takie zafascynowanie.
środa, 7 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [5]
Miałam już zamiar zacząć czytać, ale Renee stanęła nade mną z miną mówiącą co tu się odjaniepawla i czy tobie na mózg padło? A może coś jeszcze? Na dodatek miała na twarzy jakiś dziwny wyraz. Oby przynajmniej znowu nie zaczęła nasyłać na mnie artylerii, która strzelałaby pociskami w postaci słów ze słownika. Celem oczywiście byłabym ja. Przez chwilę nawet zaczęłam zastanawiać się, o co może jej chodzić. Czy niektóre fragmenty podłogi też potrafiły nagle się pod kimś dematerializować, gdy przebywało się na nich zbyt długo? Nie miałam już zielonego pojęcia, o co może chodzić dziewczynie. Nieco speszona, spuściłam głowę. Miałam ochotę zacząć czytać, nawet jeśli nadal nade mną stała, jakby oczekując czegoś z mojej strony. Przez pierwsze kilka stron było całkiem dobrze, ale im dłużej stała nade mną w milczeniu, tym bardziej zaczęłam się zastanawiać, czy może nie zrobiłam czegoś złego. Nic nie mówiła. Po prostu stała, wciąż. Trochę to peszyło i jednocześnie stawało się niezręczne chyba dla nas obojga. Już nawet nie mogłam się skupić, bo czułam na sobie jej wzrok. Westchnęłam cicho. Chyba jednak mnie nie zostawi. A może mimo wszystko uda się nam dogadać? Miałam taką cicha nadzieję. Zaznaczyłam zakładką miejsce, w którym skończyłam i zamknęłam książkę. Następnie mój wzrok powędrował w górę, na Renee, która stała nadal. Nadal z założonymi rękami i grymasem, którego w sumie nie rozumiałam.
— Czy coś nie tak? Chyba, że podłoga też lubi znikać — powiedziałam spokojnym, opanowanym tonem.
W razie, gdyby zechciała mnie nagle rozdeptać, byłam gotowa do szybkiego wstania i ewentualnej ucieczki.
Stolarz płakał, jak sprzedawał [4]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Nasza droga Królewna Śnieżka koniec końców zmierzyła mnie swoim niepewnym spojrzeniem i nagle, jak na machnięcie czarodziejskiej różdżki, zniknęła gdzieś w odmętach swoich myśli. Cholera jasna, czy serio co druga osoba na tym kampusie musi być jakimś walonym myślicielem, filozofem? Każdy łaził z głową w chmurach, myślał o niebieskich migdałach i zastanawiał się, jakby to nie było, gdyby jednak wybrał Uniwerek Latający, albo jakąś inną uczelnię, która również cieszyła się niemałym zainteresowaniem. Co będą robić w przyszłości, kogo poślubią, z kim będą mieć dzieci? A niech was wszyscy diabli wezmą, nauczcie się wreszcie żyć tu i teraz, a nie w wyimaginowanej, wymarzonej przyszłości, która znając wasze i moje szczęście, nigdy się nie spełni, a my wszyscy skończymy na zmywaku, albo z postępującą depresją, jak Remus, czy rozlazłą dupą i chęcią uduszenia każdego w obrębie trzystu kilometrów, jak nasz usrany ukochany dyrektorek.
Ave Mińsk.
Gdy w końcu raczyła się wybudzić z ukochanego dywagowania nad sensem swojej egzystencji, ruszyła pod ścianę i zajęła miejsce siedzące na podłodze. Uniosłam brwi, jeszcze nie spotkałam się z takim zachowaniem. Nie dziwię się, po niektórych ekscesach z tutejszymi koniowatymi, ludzie boją się dotykać własnych butów, bo nigdy nie wiadomo, w co się wlazło, co się przetarło, co złapało.
Stanęłam tuż przed nią z rękami założonymi na piersi, zmarszczonym czołem i nieciekawym grymasem, pytającym tylko o to, co ten powaleniec właśnie odwala?
Ave Mińsk.
Gdy w końcu raczyła się wybudzić z ukochanego dywagowania nad sensem swojej egzystencji, ruszyła pod ścianę i zajęła miejsce siedzące na podłodze. Uniosłam brwi, jeszcze nie spotkałam się z takim zachowaniem. Nie dziwię się, po niektórych ekscesach z tutejszymi koniowatymi, ludzie boją się dotykać własnych butów, bo nigdy nie wiadomo, w co się wlazło, co się przetarło, co złapało.
Stanęłam tuż przed nią z rękami założonymi na piersi, zmarszczonym czołem i nieciekawym grymasem, pytającym tylko o to, co ten powaleniec właśnie odwala?
wtorek, 6 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [3]
— Renee, ale mów mi Renula, no, chyba że znajdziesz coś ciekawszego. Nie masz za co dziękować, a raczej przepraszać za zabranie frajdy, z chęcią bym oglądnęła, jak rozbijasz sobie głowę o tę ścianę — burknęła cicho, jakby do sama do siebie. — Nówka sztuka, co? Ciesz się ostatnimi chwilami wolności, za chwilę nasza śmietanka towarzyska cię pożre, ale nie bój żaby, w razie czego zawsze możesz skoczyć do którejś z tutejszych elit i wylizać dupę, na przykład Hopecraftowi, z chęcią skorzysta, sam już tam nie dosięga, a może załapiesz się na święte miejsce na stołówce, gdzie wyżuta guma pod blatem jeszcze nie dosięgnęła.
Nie powiem, ten wywód do najprzyjemniejszych nie należał. Czułam się wręcz odrobinę rozstrzelana słowami padającymi z jej ust jak z karabinu. Chociaż na dźwięk znajomego nazwiska w głowie zapaliła mi się lampka. Dziewczyna dopiero teraz wydawała się mniej miła niż na początku. Swoim wizerunkiem również tego nie potwierdzała. Oczywiście nie ocenia się przez wygląd, ale wszystko tworzyło całokształt jej osoby. Przez chwilę miałam ochotę uciec. Lub po prostu przejść gdzieś indziej. Również jej dosyć kontrastujące kolory włosów krzyczały, co wprawiało mnie w dosyć dziwny nastrój. Odpowiedzieć coś? Nie, lepiej nie. Wolałabym nie wszczynać potencjalnej kłótni. To miał być rok bez problemów, a ja miałam zamiar się tego trzymać. Westchnęłam tylko cicho i usiadłam kawałeczek dalej na podłodze pod ścianą. Miałam teraz obawy co do ławek. Kto wie, czy pod takim kawałkiem drewna nie kryje się seryjny morderca, który tylko czeka żeby posłać takich nieszczęśników jak ja na wózek lub ewentualnie zamienić do końca życia w fizyczne i umysłowe warzywko. Myślę, że gdyby ze mną tak się stało, to byłabym ogórkiem.
poniedziałek, 5 lutego 2018
Stolarz płakał, jak sprzedawał [2]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Dziewczyna zeskanowała mnie wzrokiem, zaraz po dzikim podskoku, wskazującym na to, że spodziewała się wszystkiego, ale nie zielonowłosej paskudnej żmii, która jakimś cudem doczołgała się w te tereny. Uśmiech zajarzył się jeszcze jaśniej, jakieś krótkie prychnięcie uciekło spomiędzy moich, czarnych, bo pomalowanych nową pomadką, za którą bym rękę oddała, bo była tak idealnie czarna, w odcieniu kału szatana, ulubionego, ust. Zastukałam czarnymi, a jakże by inaczej, obdartymi delikatnie z lakieru paznokciami o udo i przechyliłam się na bok. Cudowne świeżaczki, nowa krew, nowe osóbki do gnębienia, nowe, zupełnie nieświadome całego tego bajora, biedne, zagubione dzieci. Niech los wam sprzyja, kochanieńkie, zginiecie w odmętach podręczników, biblioteka was zeżre, a Mińsk nawet się na ubezpieczenie nie pokwapi. W końcu i tak każdy z nas jest zwykłą gnidą w parszywym ekosystemie, w którym jedynymi, którzy przetrwają, są ci, którym na starcie postawiono stołeczek obok ojca polityka. Jak taka wiedźma z prowincji, która ma dwanaścioro rodzeństwa, jak moja matka, przykładowo, ma sobie poradzić z utrzymaniem normy społecznej? Nie da rady. Zawsze będziemy wyrzutkami, które beznadziejnie tułają się po lasach i najchętniej to by je na stosie palili, chociaż kurwa podobno technologia i świadomość ludzka nieco już się ruszyła z miejsca.
— Um, dziękuję za ostrzeżenie. Jestem Nanette. Miło mi cię poznać. — Potrząsnęłam głową, wybudzając się z krótkiego stanu myślowego.
— Renee, ale mów mi Renula, no, chyba że znajdziesz coś ciekawszego. Nie masz za co dziękować, a raczej przepraszać za zabranie frajdy, z chęcią bym oglądnęła, jak rozbijasz sobie głowę o tę ścianę — burknęłam cicho, sama do siebie. — Nówka sztuka, co? Ciesz się ostatnimi chwilami wolności, za chwilę nasza śmietanka towarzyska cię pożre, ale nie bój żaby, w razie czego zawsze możesz skoczyć do którejś z tutejszych elit i wylizać dupę, na przykład Hopecraftowi, z chęcią skorzysta, sam już tam nie dosięga, a może załapiesz się na święte miejsce na stołówce, gdzie wyżuta guma pod blatem jeszcze nie dosięgnęła.
— Um, dziękuję za ostrzeżenie. Jestem Nanette. Miło mi cię poznać. — Potrząsnęłam głową, wybudzając się z krótkiego stanu myślowego.
— Renee, ale mów mi Renula, no, chyba że znajdziesz coś ciekawszego. Nie masz za co dziękować, a raczej przepraszać za zabranie frajdy, z chęcią bym oglądnęła, jak rozbijasz sobie głowę o tę ścianę — burknęłam cicho, sama do siebie. — Nówka sztuka, co? Ciesz się ostatnimi chwilami wolności, za chwilę nasza śmietanka towarzyska cię pożre, ale nie bój żaby, w razie czego zawsze możesz skoczyć do którejś z tutejszych elit i wylizać dupę, na przykład Hopecraftowi, z chęcią skorzysta, sam już tam nie dosięga, a może załapiesz się na święte miejsce na stołówce, gdzie wyżuta guma pod blatem jeszcze nie dosięgnęła.
Stolarz płakał, jak sprzedawał [1]
Pomyśleć, że lekcje miały się zacząć już niedługo. Mimo tego wakacyjny luz nadal wszystkich nie opuścił. Zdawać by się mogło, że nikt nie myślał o zejściu już na ziemię. Ja zaś szukałam tylko jakiegoś miejsca do przycupnięcia i poczytania książki. Pierwszy raz od dłuższego czasu znalazłam całkiem interesujący tytuł, a i fabuła była ciekawa. Temat trochę egzystencjalny, szczypta romansu i łyżka reinkarnacji oraz ludzkiego istnienia. Zapowiadało się dobrze. Przynajmniej nie była to dwuczęściowa historia opisana z punktu widzenia psa. Chociaż po tej lekturze zaczęłam inaczej patrzeć na te zwierzęta, a obserwując mojego Łatka, zastanawiałam się, o czym może akurat myśleć. Byłam wtedy z nim na spacerze, a on chwilę później zaczął srać, patrząc mi perfidnie w oczy. Już nigdy później nie próbowałam zgadywać, co myślą psy. Szukając dobrego miejsca, starałam się wybrać te jak najcichsze, bez dużej ilości osób. Mimo wszystko nie lubiłam zbędnego hałasu, nawet jeśli zazwyczaj mi nie przeszkadzał. Ostatecznie udało mi się coś znaleźć. Dumna ze swojego znaleziska już miałam usiąść.
— Nie polecam tej ławki — mruknęła jakaś dziewczyna, a ja niemalże podskoczyłam, bo wcześniej jej nie zauważyłam. — Co prawda, to prawda, najładniejsza na uczelni, ale uwielbia się dematerializować pod uczniami. W zeszłym roku prawie nam jednego na wózku posadziła, tak zaorał dupskiem, że mu kręgosłup pierdolnął. — Na jej twarz wkradł się jakiś taki dziwny uśmiech.
Miała dosyć nietypowe, zielono-pomarańczowe włosy zaplecione w dwa warkocze, a zielonkawe oczy zdawały się przeszywać na wylot. Postanowiłam jednak jej zaufać, bo to, co mówiła, brzmiało całkiem wiarygodnie. Spojrzałam na zdradliwą ławkę, bo wolałam nie spędzić reszty życia na krześle z kółkami.
— Um, dziękuję za ostrzeżenie. — Uznałam za stosowne podziękować jej. Bądź co bądź, nadal będę zdrowa dzięki niej. — Jestem Nanette. Miło mi cię poznać. — Uśmiechnęłam się, wyciągając w stronę dziewczyny rękę.
Nowych znajomości na początku roku nigdy zbyt wiele, czyż nie?
— Nie polecam tej ławki — mruknęła jakaś dziewczyna, a ja niemalże podskoczyłam, bo wcześniej jej nie zauważyłam. — Co prawda, to prawda, najładniejsza na uczelni, ale uwielbia się dematerializować pod uczniami. W zeszłym roku prawie nam jednego na wózku posadziła, tak zaorał dupskiem, że mu kręgosłup pierdolnął. — Na jej twarz wkradł się jakiś taki dziwny uśmiech.
Miała dosyć nietypowe, zielono-pomarańczowe włosy zaplecione w dwa warkocze, a zielonkawe oczy zdawały się przeszywać na wylot. Postanowiłam jednak jej zaufać, bo to, co mówiła, brzmiało całkiem wiarygodnie. Spojrzałam na zdradliwą ławkę, bo wolałam nie spędzić reszty życia na krześle z kółkami.
— Um, dziękuję za ostrzeżenie. — Uznałam za stosowne podziękować jej. Bądź co bądź, nadal będę zdrowa dzięki niej. — Jestem Nanette. Miło mi cię poznać. — Uśmiechnęłam się, wyciągając w stronę dziewczyny rękę.
Nowych znajomości na początku roku nigdy zbyt wiele, czyż nie?
Stolarz płakał, jak sprzedawał [0]
Etykiety:
Renee Illene,
Stolarz płakał (jak sprzedawał)
Trzy jebane miesiące w jebanej sekcie, z jebaną rodzinką, na jebanym zadupiu, w towarzystwie jebanych barbarzyńców, z jebanymi bachorami nad uchem i jebaną ciotką, która uznała, że w sumie to wyglądam paskudniej niż zwykle. Odpowiedziałam jedynie rykiem, kurwowaniem i pierdoleniem, jaka to ona sama nie jest parszywa, bo ryj miała gorszy od kuropatwy, ba, nawet erchniona, albo wróć, najlepiej ją opisywał filuterek gnojar, który to mordę ma jak drugi człon swojej nazwy. Niech się cmoknie w swoją purchawę na nosie, kurwa, to ona wygląda jak wręcz podręcznikowa wiedźma, mogłabym przy niej uchodzić za miss tego uniwersum i wygrałabym konkurs z palcem w dupie. Przysięgam, dwadzieścia jeden lat i wypierdalam z tych bagien, więcej mnie nie zobaczą, a matka będzie śnić o mojej twarzy, zaraz po tym, jak urok na nią rzucę. Jakimś cudem.
Oczywiście udawajmy, że wcale nie dostałam chłosty po policzku za swoje słowa i czyny, a na domiar złego musiałam przepraszać starszą wiedźmę. Idiotyczne zasady klanu Illene, niech was wszystkie cholera bierze, wyjadę do prababki Petunii i tyle tu po mnie. Jedyna normalna w rodzinie, nawet tak bardzo jej się na głowę nie rzuciło na starość.
Westchnęłam głośno i odgarnęłam warkocze do tyłu. Odnowiony kolor prezentował się jeszcze gorzej niż wyblakły, bo powiedzmy sobie, zieleń i pomarańcz ni jak do siebie nie pasowały, ale jakoś lubiłam tę dość dziwną wariację.
— Nie polecam tej ławki — mruknęłam, dostrzegając czarnowłosą nastolatkę, która właśnie chciała posadzić swoje szanowne cztery litery na atrakcyjnie wyglądającym meblu. — Co prawda, to prawda, najładniejsza na uczelni, ale uwielbia się dematerializować pod uczniami. W zeszłym roku prawie nam jednego na wózku posadziła, tak zaorał dupskiem, że mu kręgosłup pierdolnął. — Nie mogłam powstrzymać parszywego śmiechu, na wspomnienie jakiegoś drugoklasisty.
Ile straciłam w oczach dziewczyny?
Minus sto punktów?
Niech będzie, warto było.
Oczywiście udawajmy, że wcale nie dostałam chłosty po policzku za swoje słowa i czyny, a na domiar złego musiałam przepraszać starszą wiedźmę. Idiotyczne zasady klanu Illene, niech was wszystkie cholera bierze, wyjadę do prababki Petunii i tyle tu po mnie. Jedyna normalna w rodzinie, nawet tak bardzo jej się na głowę nie rzuciło na starość.
Westchnęłam głośno i odgarnęłam warkocze do tyłu. Odnowiony kolor prezentował się jeszcze gorzej niż wyblakły, bo powiedzmy sobie, zieleń i pomarańcz ni jak do siebie nie pasowały, ale jakoś lubiłam tę dość dziwną wariację.
— Nie polecam tej ławki — mruknęłam, dostrzegając czarnowłosą nastolatkę, która właśnie chciała posadzić swoje szanowne cztery litery na atrakcyjnie wyglądającym meblu. — Co prawda, to prawda, najładniejsza na uczelni, ale uwielbia się dematerializować pod uczniami. W zeszłym roku prawie nam jednego na wózku posadziła, tak zaorał dupskiem, że mu kręgosłup pierdolnął. — Nie mogłam powstrzymać parszywego śmiechu, na wspomnienie jakiegoś drugoklasisty.
Ile straciłam w oczach dziewczyny?
Minus sto punktów?
Niech będzie, warto było.
Subskrybuj:
Posty (Atom)