Podniosła się z kucek, ogarnęła i tym samym nieco mnie uspokoiła, bo ostatnie czego potrzebowałem, to gówniara tarzająca się po ziemi.
— Brązowy? To dosyć ciekawy kolor. Ja nie mam ulubionego, wszystkie uważam za ładne — odpowiedziała, na co ponownie uniosłem brwi.
Czyli nie tylko ja tak uważam i możliwe, że kłamstwo-niekłamstwo na temat ulubionego koloru było nieco nietrafione.
Co się stało, to się nieodstanie.
I rzeczywiście, brązowy był bardzo ciekawym kolorem. Szczególnie gdy tak pięknie się skrzył, krył w sobie radość, momentami zawód. Gdy żył.
A ja znowu zaczynałem pierdolić.
— Oprócz tego, bardzo lubię jeść sernik z rodzynkami, zwłaszcza ten, który piekła moja babcia — rzuciła nagle, oczywiście znowu całkowicie z tyłka, obracając tor konwersacji o kilkanaście stopni. — Ja to generalnie lubię słodycze — dokończyła, na co mogłem znowu przewrócić oczami i zamknąć książkę. Zbyt mocno, agresywnie zamknąć książkę.
— Słuchaj, świetnie to wiedzieć i naprawdę niesamowicie się cieszę, że z taką chęcią opowiadasz mi o swoim życiu — bo później zawsze można było, to wszystko wykorzystać — ale czy ja prosiłem cię o biografię? Przyszedłem tutaj w sprawie korepetycji, a tymczasem nie wiem, czego nie wiesz, nie wiem, w czym mam cię podszkolić i zamiast tego dostaję pieprzenie, teatrzyk i odpierdalanie jakiejś maniany. Kochanie, ja bez twoich złamanych rubli sobie poradzę, gorzej z tobą i z twoimi zaległościami. Marnujesz czas i mój i swój.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myślenie jest cnotą głupich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Myślenie jest cnotą głupich. Pokaż wszystkie posty
sobota, 24 marca 2018
piątek, 23 marca 2018
Myślenie jest cnotą głupich [14]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
— Co ty odpierdalasz? — parsknął, jak się spodziewałam. — Weź się podnoś i nie wygłupiaj, do kurwy nędzy. — Wlepił swój wzrok w stronice książki, a ja prawie natychmiast się podniosłam. — Chyba brązowy.
Rozumiem, czyli naprawdę musiałam go zdenerwować. W dodatku miałam dziwne przeczucie, że chłopak żywi do mnie cichą nienawiść. Kolejne przepraszam, zapewne rozzłości go jeszcze bardziej.
Potulnie spuściłam głowę, wlepiając wzrok w czubki swoich stóp. Moje buty były coraz bardziej zniszczone, ale nie pragnęłam mieć żadnych innych. Kiedyś brązowe, bogato zdobione mokasyny, a dzisiaj zniszczone kapcie, którymi można by wycierać kurz.
— Brązowy? To dosyć ciekawy kolor. Ja nie mam ulubionego, wszystkie uważam za ładne — odparłam chłopakowi, nie patrząc mu w oczy ani na moment. Nie byłam w stanie.
„Przepraszam” chciało wyrwać się z moich ust i uderzyć prosto w Nivana, jednak nie mogłam zrobić mu tego ponownie. Co jemu po moim przepraszam? Czułabym się wtedy jeszcze gorzej.
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć w tej niezręcznej sytuacji. Moja głowa wciąż nie chciała spojrzeć wyżej niż w podłogę.
— Oprócz tego, bardzo lubię jeść sernik z rodzynkami, zwłaszcza ten, który piekła moja babcia — przełamałam ciszę, jaka panowała między nami. — Ja to generalnie lubię słodycze. — Musiałam koniecznie zmienić temat.
Rozumiem, czyli naprawdę musiałam go zdenerwować. W dodatku miałam dziwne przeczucie, że chłopak żywi do mnie cichą nienawiść. Kolejne przepraszam, zapewne rozzłości go jeszcze bardziej.
Potulnie spuściłam głowę, wlepiając wzrok w czubki swoich stóp. Moje buty były coraz bardziej zniszczone, ale nie pragnęłam mieć żadnych innych. Kiedyś brązowe, bogato zdobione mokasyny, a dzisiaj zniszczone kapcie, którymi można by wycierać kurz.
— Brązowy? To dosyć ciekawy kolor. Ja nie mam ulubionego, wszystkie uważam za ładne — odparłam chłopakowi, nie patrząc mu w oczy ani na moment. Nie byłam w stanie.
„Przepraszam” chciało wyrwać się z moich ust i uderzyć prosto w Nivana, jednak nie mogłam zrobić mu tego ponownie. Co jemu po moim przepraszam? Czułabym się wtedy jeszcze gorzej.
Nie miałam pojęcia, co powiedzieć w tej niezręcznej sytuacji. Moja głowa wciąż nie chciała spojrzeć wyżej niż w podłogę.
— Oprócz tego, bardzo lubię jeść sernik z rodzynkami, zwłaszcza ten, który piekła moja babcia — przełamałam ciszę, jaka panowała między nami. — Ja to generalnie lubię słodycze. — Musiałam koniecznie zmienić temat.
Myślenie jest cnotą głupich [13]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
— Zdam się na mojego nauczyciela — odparła, uśmiechając się szeroko. Czyli jesteśmy w czarnej dupie, krótko mówiąc, bo co mam mówić, skoro nie mam zielonego pojęcia, czego to dziewczę nie ogarnia. Dlatego tylko kontynuowałem wystukiwanie rytmu piosenki na okładce księgi, przyglądając się zamyślonej dziewczynie i kminiąc, co można zrobić na sam początek.
— Jaki jest twój ulubiony kolor? — spytała nagle, ponownie wybijając mnie z rytmu, ponownie podejmując się zupełnie innego tematu i ponownie...
Ulubiony kolor?
Spodziewałem się czegoś ciekawszego, jakiejś petardy.
Wiesz, w pewnym momencie życia człowiek przestaje mieć coś takiego, jak „Ulubiony kolor”.
Nie przestaje mieć...
Pokręciłem delikatnie głową, zatrzymałem palce, przełknąłem ślinę, która zaczęła zalegać mi w gardle. Odpłynąłem na chwilę, zginąłem gdzieś w falach myśli. Knykcie zrobiły się białe, szczęki bolały, gniew znowu pojawił się zupełnie znikąd.
— Przepraszam! Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać! Tylko wciąż mnie ucz, błagam! — powiedziała, nie, krzyknęła, zaczęła się drzeć jak nienormalna, przyprawiając mnie tym samym o migreny i dodatkowe oszołomienie, gdy padła na kolana.
Odetchnąłem głęboko.
Siedem sekund wdechu, Niv, trzymaj trzy, pięć wypuszczaj, słyszysz mnie, Nivan? Nivan, oddychaj, Niv, cholera jasna, nie panikuj. Nivan!
— Co ty odpierdalasz? — charknąłem surowo, obrzucając dziewczynę oburzonym spojrzeniem. — Weź się podnoś i nie wygłupiaj, do kurwy nędzy. — Otworzyłem znowu książkę, zagłębiając się w słowa, ginąc między wersami. — Chyba brązowy — dodałem.
Bo szary zginął gdzieś w międzyczasie.
— Jaki jest twój ulubiony kolor? — spytała nagle, ponownie wybijając mnie z rytmu, ponownie podejmując się zupełnie innego tematu i ponownie...
Ulubiony kolor?
Spodziewałem się czegoś ciekawszego, jakiejś petardy.
Wiesz, w pewnym momencie życia człowiek przestaje mieć coś takiego, jak „Ulubiony kolor”.
Nie przestaje mieć...
Pokręciłem delikatnie głową, zatrzymałem palce, przełknąłem ślinę, która zaczęła zalegać mi w gardle. Odpłynąłem na chwilę, zginąłem gdzieś w falach myśli. Knykcie zrobiły się białe, szczęki bolały, gniew znowu pojawił się zupełnie znikąd.
— Przepraszam! Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać! Tylko wciąż mnie ucz, błagam! — powiedziała, nie, krzyknęła, zaczęła się drzeć jak nienormalna, przyprawiając mnie tym samym o migreny i dodatkowe oszołomienie, gdy padła na kolana.
Odetchnąłem głęboko.
Siedem sekund wdechu, Niv, trzymaj trzy, pięć wypuszczaj, słyszysz mnie, Nivan? Nivan, oddychaj, Niv, cholera jasna, nie panikuj. Nivan!
— Co ty odpierdalasz? — charknąłem surowo, obrzucając dziewczynę oburzonym spojrzeniem. — Weź się podnoś i nie wygłupiaj, do kurwy nędzy. — Otworzyłem znowu książkę, zagłębiając się w słowa, ginąc między wersami. — Chyba brązowy — dodałem.
Bo szary zginął gdzieś w międzyczasie.
Myślenie jest cnotą głupich [12]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
— To od czego chcesz zacząć? — Spojrzał na mnie po krótkiej analizie notatek. Oczekiwał odpowiedzi, której sama nie znałam.
— Zdam się na mojego nauczyciela — odpowiedziałam mu, wciąż serdecznie się uśmiechając.
Może to dziwne, ale wydał mi się w porządku chłopakiem. Zwłaszcza że chciał mi pomóc, kiedy ja nie byłam w stanie zapłacić mu zbyt wiele. Dobra, istnieje szansa, iż patrzy on wyłącznie na korzyści, jednak ja pozwolę sobie wierzyć w jego bezinteresowność. Nie znałam jeszcze zbyt dobrze charakteru Nivana i być może nigdy nie będę mieć okazji, aby poznać, więc naszła mnie pewna myśl.
— Jaki jest twój ulubiony kolor? — wypaliłam nagle, kompletnie od czapy. Chciałam umilić mu ten czas, który musi ze mną marnować. Być może nie chciał opowiadać mi o sobie. Być może spławi mnie krótkim "odwal się". Być może znienawidzi mnie za wyrażenie chęci poznania go. Jednak ja miałam zasadę, aby nigdy nie skreślać nikogo na starcie. Nawet jeśli wygląda dosyć groźnie.
Przez jakiś czas nie powiedział nic.
— Przepraszam! Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać! Tylko wciąż mnie ucz, błagam! — zupełnie szczerze wykrzyczałam tuż przed milczącym chłopakiem. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, a następnie rzuciłam się na kolana.
Czasami potrafię palnąć takie głupoty.
— Zdam się na mojego nauczyciela — odpowiedziałam mu, wciąż serdecznie się uśmiechając.
Może to dziwne, ale wydał mi się w porządku chłopakiem. Zwłaszcza że chciał mi pomóc, kiedy ja nie byłam w stanie zapłacić mu zbyt wiele. Dobra, istnieje szansa, iż patrzy on wyłącznie na korzyści, jednak ja pozwolę sobie wierzyć w jego bezinteresowność. Nie znałam jeszcze zbyt dobrze charakteru Nivana i być może nigdy nie będę mieć okazji, aby poznać, więc naszła mnie pewna myśl.
— Jaki jest twój ulubiony kolor? — wypaliłam nagle, kompletnie od czapy. Chciałam umilić mu ten czas, który musi ze mną marnować. Być może nie chciał opowiadać mi o sobie. Być może spławi mnie krótkim "odwal się". Być może znienawidzi mnie za wyrażenie chęci poznania go. Jednak ja miałam zasadę, aby nigdy nie skreślać nikogo na starcie. Nawet jeśli wygląda dosyć groźnie.
Przez jakiś czas nie powiedział nic.
— Przepraszam! Jeżeli nie chcesz, nie musisz odpowiadać! Tylko wciąż mnie ucz, błagam! — zupełnie szczerze wykrzyczałam tuż przed milczącym chłopakiem. Patrzyłam na niego jeszcze przez chwilę, a następnie rzuciłam się na kolana.
Czasami potrafię palnąć takie głupoty.
czwartek, 22 marca 2018
Myślenie jest cnotą głupich [11]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
— W porządku! Może być numerologia! — rzuciła radośnie, łapiąc przy okazji potężną księgę i pakując mi ją w dłonie. „Numerologia, tom pierwszy”. Nie no, się panowie z oświaty postarali nad tym, żeby to wszystko ładnie się prezentowało. Idź pan z tym w cholerę jak dla emerytów przyzwyczajonych do prosto podanych informacji. — Potrzebujesz jakiś konkretnych materiałów? Ołówek? Długopis? — Zaprzeczyłem krótko, chociaż dziewczyna i tak zaczęła już szukać. — Czy ja także mam zaopatrzyć się w jakieś pióro? — Krótkie „Jak wolisz”, czy tam „Jak uważasz” byle zbyć dziewczynę i powolne wertowanie zaznaczonych kartek, byle pochłonąć tyle ile się dało. Jednak sam jeszcze przecież, tylko i wyłącznie według rozpiski materiału dla poszczególnych klas, tego nie miałem. — Proszę. Tutaj zapisuję dosłownie wszystkie fakty z zajęć. — Nagle w moich dłoniach wylądował do tego wszystkiego notatnik, jakby mi to w czymkolwiek teraz pomogło. Gryzmoły uczennicy, a podana czarno na białym bezdenna wiedza, do tego, mimo brzydkiej formy, bardzo czytelnie zaprezentowana. — Tylko nie przestrasz się tym, co zobaczysz na niektórych stronach. — Pokiwałem głową.
Kilka chwil analizy, poukładanie wszystkiego, szybkie przemielenie informacji. Szufladki się otworzyły, zagadnienia wpadły, a ja mogłem tylko uśmiechnąć się pod nosem, odsunąć dłoń od twarzy i wyprostować się, zerkając przy okazji na dziewczynę.
— To od czego chcesz zacząć? — spytałem, układając ręce na okładce księgi.
Kilka chwil analizy, poukładanie wszystkiego, szybkie przemielenie informacji. Szufladki się otworzyły, zagadnienia wpadły, a ja mogłem tylko uśmiechnąć się pod nosem, odsunąć dłoń od twarzy i wyprostować się, zerkając przy okazji na dziewczynę.
— To od czego chcesz zacząć? — spytałem, układając ręce na okładce księgi.
Myślenie jest cnotą głupich [10]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
— Nie, nie trzeba, podziękuję — odmówił, a następnie usiadł we wskazanym miejscu. — Nie wiem, co aktualnie przerabiacie i nie jestem za bardzo przygotowany. Tak na surowo mogę pomóc ci porządniej tylko z numerologią.
— W porządku! Może być numerologia! — odparłam, przepełniona entuzjazmem, że chłopak wciąż chce mnie uczyć. Podałam mu grubą książkę, zatytułowaną "Numerologia, tom pierwszy". Nie był to zbyt skomplikowany przedmiot, ale jeden z niewielu, idący mi naprawdę opornie. — Potrzebujesz jakiś konkretnych materiałów? Ołówek? Długopis? — zapytałam podczas poszukiwania swojego notatnika. Jeśli zajrzałby do niego, mogłoby to mu ułatwić sprawę. — Czy ja także mam zaopatrzyć się w jakieś pióro? — Od razu zaatakowałam go ogromem pytań. Teraz przeszukiwałam biurkowe szafki, w których gdzieś ukryły się moje notatki. Sterta papierów zdawała się powiększać z każdym dniem, a zakreślacze wypisywały się w przerażającym tempie. Tak było. Ale kto wie, czy teraz, dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, nauka nie przestanie sprawiać mi problemu? Na myśl o tym moją twarz przyozdobił uśmiech. Przy okazji znalazłam też zapiski, więc dziarsko ruszyłam w stronę chłopaka.
— Proszę. Tutaj zapisuję dosłownie wszystkie fakty z zajęć. — Dałam mu do ręki podniszczony notatnik. — Tylko nie przestrasz się tym, co zobaczysz na niektórych stronach. — Posłałam mu delikatny uśmiech.
— W porządku! Może być numerologia! — odparłam, przepełniona entuzjazmem, że chłopak wciąż chce mnie uczyć. Podałam mu grubą książkę, zatytułowaną "Numerologia, tom pierwszy". Nie był to zbyt skomplikowany przedmiot, ale jeden z niewielu, idący mi naprawdę opornie. — Potrzebujesz jakiś konkretnych materiałów? Ołówek? Długopis? — zapytałam podczas poszukiwania swojego notatnika. Jeśli zajrzałby do niego, mogłoby to mu ułatwić sprawę. — Czy ja także mam zaopatrzyć się w jakieś pióro? — Od razu zaatakowałam go ogromem pytań. Teraz przeszukiwałam biurkowe szafki, w których gdzieś ukryły się moje notatki. Sterta papierów zdawała się powiększać z każdym dniem, a zakreślacze wypisywały się w przerażającym tempie. Tak było. Ale kto wie, czy teraz, dzięki odpowiedniemu przygotowaniu, nauka nie przestanie sprawiać mi problemu? Na myśl o tym moją twarz przyozdobił uśmiech. Przy okazji znalazłam też zapiski, więc dziarsko ruszyłam w stronę chłopaka.
— Proszę. Tutaj zapisuję dosłownie wszystkie fakty z zajęć. — Dałam mu do ręki podniszczony notatnik. — Tylko nie przestrasz się tym, co zobaczysz na niektórych stronach. — Posłałam mu delikatny uśmiech.
Myślenie jest cnotą głupich [9]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
— Pasuje mi każdy dzień od siedemnastej trzydzieści — odparła, a ja pokiwałem głową, kodując porę. Taka dość optymalna, zdąży się odpocząć po szkole, chwilka lekcji, a czas po wszystkim i tak zostanie. Rozglądnąłem się pospiesznie po pokoju, jak każdy, szczycił się swoimi osobliwościami, a przy okazji był dość miły w obyciu i przytulny. Zresztą, wszystko w porównaniu do mojego i yamirowego burdelu, który zapanował w naszym mieszkanku, było przyjemne i atrakcyjne. W sumie przydałoby się wywietrzyć już tego kilkudniowego capa, połączenia potu, bo dalej było niezwykle gorąco, fajek, jakiejś skarpety i pudełka po pizzy, którą jakiś czas temu zamówiliśmy. Bród i smród, nie ma co. Wyrzuciłem myśli z głowy, skupiłem się i zająłem miejsce, które wskazała mi dziewczyna. — Możemy zacząć teraz, jeśli ci to odpowiada. Wiesz, powinnam być na lekcji, a przynajmniej wykorzystam ten czas produktywnie. Rozgość się. Chcesz coś do picia? Mam wodę z kranu — spytała, na co w odpowiedzi jedynie pokręciłem głową i kontynuowałem szczerzenie się jak głupi do sera, bo chyba nic innego do roboty nie miałem.
— Nie, nie trzeba, podziękuję — odparłem szybko, zakładając nogę na nogę, gdy już usadowiłem się na siedzisku. — Nie wiem, co aktualnie przerabiacie i nie jestem za bardzo przygotowany. Tak na surowo mogę pomóc ci porządniej tylko z numerologią. — Rozpłynąłem się w myślach na myśl o ulubionym przedmiocie.
— Nie, nie trzeba, podziękuję — odparłem szybko, zakładając nogę na nogę, gdy już usadowiłem się na siedzisku. — Nie wiem, co aktualnie przerabiacie i nie jestem za bardzo przygotowany. Tak na surowo mogę pomóc ci porządniej tylko z numerologią. — Rozpłynąłem się w myślach na myśl o ulubionym przedmiocie.
Myślenie jest cnotą głupich [8]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
— Jak sobie panienka życzy — powiedział, a ja otworzyłam drzwi zamkiem. No tak, o tej porze wszyscy byli na lekcji. Weszliśmy do środka, po czym chwyciłam swój plan lekcji i zaczęłam go przeglądać.
— Od razu mówię, że u mnie odpadają weekendy, no i środy — rzucił Nivan. To zrozumiałe. Przecież nikomu nie chce się pracować w dni wolne. Zwłaszcza w sobotę.
— Pasuje mi każdy dzień od siedemnastej trzydzieści — oznajmiłam stojącemu obok mężczyźnie. Dopiero zrozumiałam, że był ode mnie wyższy o jakieś dwadzieścia centymetrów. Jeszcze bardziej to mnie zszokowało, gdy przypomniałam sobie, iż nie urosłam ani o milimetr przez ten cały czas.
Wskazałam mu siedzenie w rogu pokoju, żeby mógł usiąść. Moje biurko (a właściwie nasze wspólne, jednak zdominowane przez moje rzeczy) było zawalone jakimiś papierami i sześcioma wielkimi księgami. Nie odprawiałam tutaj żadnych egzorcyzmów, to były zwyczajne braki w mojej wiedzy.
— Możemy zacząć teraz, jeśli ci to odpowiada. Wiesz, powinnam być na lekcji, a przynajmniej wykorzystam ten czas produktywnie. Rozgość się. Chcesz coś do picia? Mam wodę z kranu — Nawał informacji musiał odrobinę przytłoczyć chłopaka, bo przez jakiś czas w ogóle nie zareagował na moje słowa. Zaczęłam się zastanawiać, czy on na pewno chce mnie uczyć.
Bo w sumie, nigdy gościa na oczy nie widziałam. Nie miałam pojęcia, jak rozległa jest jego wiedza. Ale kości zostały rzucone i o odwrocie nie mogło być mowy.
Zwłaszcza, że sprawiał wrażenie sympatycznego chłopaka.
Gdyby tylko rzucił palenie...
— Od razu mówię, że u mnie odpadają weekendy, no i środy — rzucił Nivan. To zrozumiałe. Przecież nikomu nie chce się pracować w dni wolne. Zwłaszcza w sobotę.
— Pasuje mi każdy dzień od siedemnastej trzydzieści — oznajmiłam stojącemu obok mężczyźnie. Dopiero zrozumiałam, że był ode mnie wyższy o jakieś dwadzieścia centymetrów. Jeszcze bardziej to mnie zszokowało, gdy przypomniałam sobie, iż nie urosłam ani o milimetr przez ten cały czas.
Wskazałam mu siedzenie w rogu pokoju, żeby mógł usiąść. Moje biurko (a właściwie nasze wspólne, jednak zdominowane przez moje rzeczy) było zawalone jakimiś papierami i sześcioma wielkimi księgami. Nie odprawiałam tutaj żadnych egzorcyzmów, to były zwyczajne braki w mojej wiedzy.
— Możemy zacząć teraz, jeśli ci to odpowiada. Wiesz, powinnam być na lekcji, a przynajmniej wykorzystam ten czas produktywnie. Rozgość się. Chcesz coś do picia? Mam wodę z kranu — Nawał informacji musiał odrobinę przytłoczyć chłopaka, bo przez jakiś czas w ogóle nie zareagował na moje słowa. Zaczęłam się zastanawiać, czy on na pewno chce mnie uczyć.
Bo w sumie, nigdy gościa na oczy nie widziałam. Nie miałam pojęcia, jak rozległa jest jego wiedza. Ale kości zostały rzucone i o odwrocie nie mogło być mowy.
Zwłaszcza, że sprawiał wrażenie sympatycznego chłopaka.
Gdyby tylko rzucił palenie...
środa, 21 marca 2018
Myślenie jest cnotą głupich [7]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
— Słucham? — Uniosłem brwi, orientując się, że rzeczywiście, większość ludzi nie miała w zwyczaju, tak jak ja, ignorować słów, które wiadomo, że wyleciały z ust towarzysza nieświadomie. Byłem najwidoczniej zbawieniem dla istot, które obracały się przy mojej osobie i na ich miejscu, dziękowałbym samemu sobie na kolanach za moją łaskę i to, że nie dopytuję się z uporem maniaka o jakieś niuanse niuansiki. Alleluja, chwalmy Niva. Ave Oakley. Ave ja.— Może wejdziesz? Zerknę na plan lekcji i ustalimy, w jakich dniach jest nam najwygodniej. — Zamrugałem zdezorientowany, słysząc słowa, które padały z jej ust z prędkością opróżniania magazynku karabinu maszynowego. Pokiwałem niemrawo głową, chciałem powiedzieć, że w sumie to się już przyzwyczaiłem do wszelkich dziwactw tej szkoły, no ale jak widać, jednak nie, bo wprowadzić w zakłopotanie potrafiła mnie zwykła dziewczyna, która po prostu szybko mówi.
— Jak sobie panienka życzy — odparłem mrucząco, odstępując na krok od drzwi, dając jej tym samym pole do manewru przy zamku, byle mogła otworzyć wrota do swojego królestwa.
Losie, przynajmniej na fajkach zaoszczędzę fortunę, a może i dwie.
— Od razu mówię, że u mnie odpadają weekendy, no i środy — rzuciłem, gdy już wparowaliśmy do środka i przyszło do uzgadniania. Nie miałem zamiaru pracować w weekendy i pozbywać się jedynego dnia, gdy mogłem posiedzieć w spokoju z Kumarem, chociażby przy głupiej fajce.
— Jak sobie panienka życzy — odparłem mrucząco, odstępując na krok od drzwi, dając jej tym samym pole do manewru przy zamku, byle mogła otworzyć wrota do swojego królestwa.
Losie, przynajmniej na fajkach zaoszczędzę fortunę, a może i dwie.
— Od razu mówię, że u mnie odpadają weekendy, no i środy — rzuciłem, gdy już wparowaliśmy do środka i przyszło do uzgadniania. Nie miałem zamiaru pracować w weekendy i pozbywać się jedynego dnia, gdy mogłem posiedzieć w spokoju z Kumarem, chociażby przy głupiej fajce.
Myślenie jest cnotą głupich [6]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
— Powiedzmy, że paczka pierwszych lepszych szlugów za godzinę. Byle nie ruskich — odpowiedział na moje słowa, a ja dostałam nagłego przypływu energii. Tylko nie wiem, czy mi to sprzedadzą... — Co ty na to? I jeszcze kiedy, dni, godziny, skryte marzenia...
Już miałam się zgodzić i odpowiedzieć mu na pytania. Również zaprosić do środka, abyśmy nie stali jak te słupy pod drzwiami, kiedy do moich uszu dotarły te dwa wyrazy. Skryte marzenia. Zaskoczyło mnie to tak bardzo, że przez chwile nie mogłam dojść do siebie. Na jakiś czas mnie zatkało.
— Słucham? — dopytałam dla pewności, jednak nie było to wcale konieczne. Doskonale usłyszałam, co powiedział, ale chyba wolałam być pewniejsza, że wyłącznie się przesłyszałam.
Nie, nie wolałam. Ja po prostu nie chciałam dopuścić do świadomości rzeczy, której najbardziej pragnę. Rzeczy, która była najokropniejsza na świecie, ale kiedyś wydarzyć się musiała.
Nie chciałam dopuścić tego do siebie, a tym bardziej nie chciałam, żeby facet, którego poznałam, przed chwilą wiedział, że najbardziej pragnę śmierci własnego brata. Nie odpowiadał mi jakiś czas, więc postanowiłam przerwać ciszę, jaka panowała między nami.
— Może wejdziesz? Zerknę na plan lekcji i ustalimy, w jakich dniach jest nam najwygodniej. — Każde słowo wypowiadałam z prędkością światła. Nie chciałam drążyć tematu o skrytych marzeniach. Zwłaszcza o skrytych marzeniach. Jeszcze brakuje, aby zapytał mnie, jakiego szamponu używam, albo jak mieli na imię moi rodzic...
„Loretta, znowu zaczynasz” – powiedziałam do siebie w myślach. Od jakiegoś czasu moja prawdziwsza strona zaczęła wymykać się spod kontroli i robiłam się coraz bardziej zarozumiała.
Już miałam się zgodzić i odpowiedzieć mu na pytania. Również zaprosić do środka, abyśmy nie stali jak te słupy pod drzwiami, kiedy do moich uszu dotarły te dwa wyrazy. Skryte marzenia. Zaskoczyło mnie to tak bardzo, że przez chwile nie mogłam dojść do siebie. Na jakiś czas mnie zatkało.
— Słucham? — dopytałam dla pewności, jednak nie było to wcale konieczne. Doskonale usłyszałam, co powiedział, ale chyba wolałam być pewniejsza, że wyłącznie się przesłyszałam.
Nie, nie wolałam. Ja po prostu nie chciałam dopuścić do świadomości rzeczy, której najbardziej pragnę. Rzeczy, która była najokropniejsza na świecie, ale kiedyś wydarzyć się musiała.
Nie chciałam dopuścić tego do siebie, a tym bardziej nie chciałam, żeby facet, którego poznałam, przed chwilą wiedział, że najbardziej pragnę śmierci własnego brata. Nie odpowiadał mi jakiś czas, więc postanowiłam przerwać ciszę, jaka panowała między nami.
— Może wejdziesz? Zerknę na plan lekcji i ustalimy, w jakich dniach jest nam najwygodniej. — Każde słowo wypowiadałam z prędkością światła. Nie chciałam drążyć tematu o skrytych marzeniach. Zwłaszcza o skrytych marzeniach. Jeszcze brakuje, aby zapytał mnie, jakiego szamponu używam, albo jak mieli na imię moi rodzic...
„Loretta, znowu zaczynasz” – powiedziałam do siebie w myślach. Od jakiegoś czasu moja prawdziwsza strona zaczęła wymykać się spod kontroli i robiłam się coraz bardziej zarozumiała.
Myślenie jest cnotą głupich [5]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
— Żartujesz? Wystarczy, że będziesz w stanie cokolwiek mnie nauczyć i to mi wystarczy. — Uniosłem brwi na słowa dziewczyny. Czyli w sumie pierwszy lepszy debil [ja] mógł przyjść, pociągnąć niezłą stawkę za pierwszą, jakże owocną według niego lekcję, ta by spokojnie zawaliła przyszły sprawdzian, a persona wyszłaby zwycięsko. Nie no, jak kto woli. — Powinniśmy przejść do Twojego wynagrodzenia. Mam do zaoferowania tylko ruble albo przysługi. Stawka w pieniądzach to... — Uśmiechnąłem się, słysząc wywód dziewczyny. Skoro sama zaczyna od kwestii finansowej, to nie narzekam i słucham cierpliwie, zaskocz mnie. — Cóż, lepiej będzie, jeśli sam coś zaproponujesz... — No, czyli nie zostanę zaskoczony. Wróć, jednak tak, bo dawno, ba nigdy w swojej karierze [nieistniejącej] nie spotkałem się z tym, żeby to pracujący ustalał stawkę, no ale co ja będę narzekać, jak mogę zażyczyć sobie ładnej sumki, zdesperowana dziewczyna zrobi dużo dla podwyższenia ocenki z Wróżbiarstwa, prawda? Parsknąłem cichym śmiechem, poprawiłem się w miejscu i zerknąłem uważnie na poważną dziewczynę, której smutny wzrok lustrował moją osobę.
— Powiedzmy, że paczka pierwszych lepszych szlugów za godzinę. Byle nie ruskich — dopomniałem się jeszcze, co chyba wlazło mi już w nawyk, którego wyplewić tak szybko nie będzie się dało. — Co ty na to? I jeszcze kiedy, dni, godziny, skryte marzenia...
Zdumienie wykwitło w czekoladowych oczach.
Wzdrygnąłem się, wyrzucając myśl z głowy. Nie.
— Powiedzmy, że paczka pierwszych lepszych szlugów za godzinę. Byle nie ruskich — dopomniałem się jeszcze, co chyba wlazło mi już w nawyk, którego wyplewić tak szybko nie będzie się dało. — Co ty na to? I jeszcze kiedy, dni, godziny, skryte marzenia...
Zdumienie wykwitło w czekoladowych oczach.
Wzdrygnąłem się, wyrzucając myśl z głowy. Nie.
Myślenie jest cnotą głupich [4]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
Mężczyzna nie odezwał się słowem, tylko zaczął wpatrywać się we mnie, a następnie w moją dłoń, aż w końcu ją uścisnął.
— Brown, jak wyczytałem i jeśli dobrze pamiętam, prawda? — Szeroko się uśmiechnął. Taki wyraz twarzy naprawdę mu pasował. Zaczął wyglądać naprawdę miło i sympatycznie.
Znowu przyglądał mi się uważnie. Stwórca jeden wie, co on właśnie myślał, ale podejrzewam, że nie było to nic sympatycznego.
— Nivan Oakley, cała przyjemność po mojej stronie — odezwał się po dłuższej chwili milczenia. — I tak, ja w kwestii tych całych korepetycji. Sprawdzenie kompetencji, dogadanie się, coś, ktoś?
W jednej chwili dopadł mnie nagły atak śmiechu, którego nie mogłam zatrzymać. Sprawdzenie kompetencji? Ten chłopak jest moją ostatnią deską ratunku i nie obchodzi mnie, jaką metodą wbije mi wiedzę do głowy. Bylebym zapamiętała.
— Żartujesz? Wystarczy, że będziesz w stanie cokolwiek mnie nauczyć i to mi wystarczy. — Powstrzymałam śmiech, a na moją twarz wkradł się poważniejszy grymas. — Powinniśmy przejść do Twojego wynagrodzenia. Mam do zaoferowania tylko ruble albo przysługi. Stawka w pieniądzach to... — urwałam. Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, że nie jestem w stanie zapłacić mu większej godzinowej stawki, niż pięć rubli za godzinę. — Cóż, lepiej będzie, jeśli sam coś zaproponujesz... — Zaczęłam wyobrażać sobie najczarniejsze scenariusze, w których to opuszcza mnie i pozostawia samej sobie. Tak, tak na pewno będzie.
Przygotowana na odmowę, smutno spojrzałam na chłopaka, mającego dosyć spokojny wyraz twarzy.
— Brown, jak wyczytałem i jeśli dobrze pamiętam, prawda? — Szeroko się uśmiechnął. Taki wyraz twarzy naprawdę mu pasował. Zaczął wyglądać naprawdę miło i sympatycznie.
Znowu przyglądał mi się uważnie. Stwórca jeden wie, co on właśnie myślał, ale podejrzewam, że nie było to nic sympatycznego.
— Nivan Oakley, cała przyjemność po mojej stronie — odezwał się po dłuższej chwili milczenia. — I tak, ja w kwestii tych całych korepetycji. Sprawdzenie kompetencji, dogadanie się, coś, ktoś?
W jednej chwili dopadł mnie nagły atak śmiechu, którego nie mogłam zatrzymać. Sprawdzenie kompetencji? Ten chłopak jest moją ostatnią deską ratunku i nie obchodzi mnie, jaką metodą wbije mi wiedzę do głowy. Bylebym zapamiętała.
— Żartujesz? Wystarczy, że będziesz w stanie cokolwiek mnie nauczyć i to mi wystarczy. — Powstrzymałam śmiech, a na moją twarz wkradł się poważniejszy grymas. — Powinniśmy przejść do Twojego wynagrodzenia. Mam do zaoferowania tylko ruble albo przysługi. Stawka w pieniądzach to... — urwałam. Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, że nie jestem w stanie zapłacić mu większej godzinowej stawki, niż pięć rubli za godzinę. — Cóż, lepiej będzie, jeśli sam coś zaproponujesz... — Zaczęłam wyobrażać sobie najczarniejsze scenariusze, w których to opuszcza mnie i pozostawia samej sobie. Tak, tak na pewno będzie.
Przygotowana na odmowę, smutno spojrzałam na chłopaka, mającego dosyć spokojny wyraz twarzy.
wtorek, 20 marca 2018
Myślenie jest cnotą głupich [3]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
Wydąłem usta, gdy przez dobrą chwilę nikt nie odpowiadał na zapukanie. Odetchnąłem cicho. Dam jej trochę więcej czasu, może ma tempo Kumara i zwleczenie jej się z wyrka daje czas na wyrecytowanie całej Ody do Ekke? Kto ich tam wie, co robią. Równie dobrze mogła akurat uwijać się ze swoim chłopakiem i w panice kazać mu się ubierać, bo kto na tym uniwersytecie nie kopulował, niech pierwszy rzuci kamieniem.
— Witaj! Podejrzewam, że przyszedłeś w sprawie ogłoszenia. — Wzdrygnąłem się nieco na dźwięk kobiecego głosu, który zaszedł mnie od tyłu, podobnie jak jego posiadaczka. Niższa, białowłosa istota, która raźno wystawiała dłoń w moim kierunku, uśmiechając się delikatnie. — Nazywam się Loretta. Miło mi Cię poznać! — dokończyła. Zerknąłem kilkukrotnie to na nią, to na kończynę. Fiołkowe oczy świeciły się łagodnie, nastoletnia buźka wyglądała niegroźnie, a całościowo niezwykle niewinnie. Westchnąłem cicho i uchwyciłem delikatnie rękę dziewczyny. Potrząsnąłem nią, ścisnąłem mocniej, bo pocałunek w wierzch był raczej zbyt oficjalny.
— Brown, jak wyczytałem i jeśli dobrze pamiętam, prawda? — Posłałem jej, a przynajmniej starałem się to zrobić, czarujący uśmiech. Chrząknąłem cicho, wyprostowałem się i ze spokojem przyglądnąłem się dziewczynie. Przyznałem sobie w myślach, że zbytnio nie wyróżniała się z tłumu, wszystko, co zawierała, widziano już wiele razy na deskach tej szkoły. Lepiej sobie powiedzieć, czego tutaj nie widziano, bo już chyba wszystkie anomalia podchodziły pod absolutną normę. Widział ktoś ostatnio tego jednorożcołaka? Nasunął sobie pączka z dziurką na róg i kontynuował swoje pokazy wrodzonego ADHD. — Nivan Oakley, cała przyjemność po mojej stronie — odparłem po chwili. — I tak, ja w kwestii tych całych korepetycji. Sprawdzenie kompetencji, dogadanie się, coś, ktoś? — Zmarszczyłem brwi, za Chiny nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Jeszcze nigdy nie robiłem za nauczycie...
No, może raz, ale lepiej do tego karygodnego incydentu nie powracać, nawet w żartach.
— Witaj! Podejrzewam, że przyszedłeś w sprawie ogłoszenia. — Wzdrygnąłem się nieco na dźwięk kobiecego głosu, który zaszedł mnie od tyłu, podobnie jak jego posiadaczka. Niższa, białowłosa istota, która raźno wystawiała dłoń w moim kierunku, uśmiechając się delikatnie. — Nazywam się Loretta. Miło mi Cię poznać! — dokończyła. Zerknąłem kilkukrotnie to na nią, to na kończynę. Fiołkowe oczy świeciły się łagodnie, nastoletnia buźka wyglądała niegroźnie, a całościowo niezwykle niewinnie. Westchnąłem cicho i uchwyciłem delikatnie rękę dziewczyny. Potrząsnąłem nią, ścisnąłem mocniej, bo pocałunek w wierzch był raczej zbyt oficjalny.
— Brown, jak wyczytałem i jeśli dobrze pamiętam, prawda? — Posłałem jej, a przynajmniej starałem się to zrobić, czarujący uśmiech. Chrząknąłem cicho, wyprostowałem się i ze spokojem przyglądnąłem się dziewczynie. Przyznałem sobie w myślach, że zbytnio nie wyróżniała się z tłumu, wszystko, co zawierała, widziano już wiele razy na deskach tej szkoły. Lepiej sobie powiedzieć, czego tutaj nie widziano, bo już chyba wszystkie anomalia podchodziły pod absolutną normę. Widział ktoś ostatnio tego jednorożcołaka? Nasunął sobie pączka z dziurką na róg i kontynuował swoje pokazy wrodzonego ADHD. — Nivan Oakley, cała przyjemność po mojej stronie — odparłem po chwili. — I tak, ja w kwestii tych całych korepetycji. Sprawdzenie kompetencji, dogadanie się, coś, ktoś? — Zmarszczyłem brwi, za Chiny nie wiedziałem, jak się za to zabrać. Jeszcze nigdy nie robiłem za nauczycie...
No, może raz, ale lepiej do tego karygodnego incydentu nie powracać, nawet w żartach.
Myślenie jest cnotą głupich [2]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
Dwadzieścia minut.
Pół godziny.
Dwie godziny.
Czas leciał bardzo powoli, a ja w oczekiwaniu na jakikolwiek odzew, czuwałam jeszcze przez kolejne godziny. Przecież nikt nie musi zgłaszać się już pierwszego dnia, prawda?
Zmartwiona wędrowałam od ściany do ściany, czekając, aż będzie na tyle ciemno, żebym mogła uznać dzień za zakończony. Moje współlokatorki szykowały się już do spania. Natomiast ja wciąż próbowałam przyswoić chociaż odrobinę materiału. Niewielką część. Włożyłam w to tyle wysiłku, ile zdołałam z siebie wykrzesać, jednak nie nic to nie dało. Kompletnie nic. Zero. Null.
Czułam się głupsza, niż przed otworzeniem tej książki, w dodatku jeszcze zmęczona po całym straconym czasie – wszystkie te czynniki musiały sprawić, że dopadł mnie błogi sen. Nawet nie zauważyłam, kiedy był już ranek.
Ptaszki ćwierkały, sprawiając mi swoim głosem samą radość. Wsłuchiwałam się w ich pieśń, tak delikatną i cichą...
Wtedy zadzwonił mój budzik, ustawiony na godzinę dziewiątą trzydzieści.
Zrozumiałam.
Zrozumiałam, że po raz pierwszy w życiu spóźniłam się na lekcje.
Chwilowe paliptacje serca na moment oderwały mnie od rzeczywistości. Chwyciłam ręcznik i w ekspresowym tempie wzięłam prysznic. Jak ja teraz pokażę się nauczycielom na oczy?
Wędrowałam po korytarzach, nie mogąc pogodzić się z losem "tej spóźnialskiej". Przecież spóźniają się wyłącznie nieudacznicy. Czy to była jasna wizja mojej przyszłości? Miałam wrażenie, że chodzę w kółko, bo po raz trzeci wylądowałam przed swoim pokojem. Chyba moim. Zaniepokoił mnie fakt, iż przed drzwiami stoi jakiś facet.
Czyżby przyszedł mnie uczyć? Wyglądał na dość wściekłego, a jego wygląd odrobinę mnie przerażał. Ale nauczono mnie, że ocenianie człowieka po wyglądzie może okazać się błędne.
Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Podeszłam do chłopaka.
– Witaj! Podejrzewam, że przyszedłeś w sprawie ogłoszenia. – Wystawiłam do przodu swoją dłoń.
– Nazywam się Loretta. Miło mi Cię poznać!
Pół godziny.
Dwie godziny.
Czas leciał bardzo powoli, a ja w oczekiwaniu na jakikolwiek odzew, czuwałam jeszcze przez kolejne godziny. Przecież nikt nie musi zgłaszać się już pierwszego dnia, prawda?
Zmartwiona wędrowałam od ściany do ściany, czekając, aż będzie na tyle ciemno, żebym mogła uznać dzień za zakończony. Moje współlokatorki szykowały się już do spania. Natomiast ja wciąż próbowałam przyswoić chociaż odrobinę materiału. Niewielką część. Włożyłam w to tyle wysiłku, ile zdołałam z siebie wykrzesać, jednak nie nic to nie dało. Kompletnie nic. Zero. Null.
Czułam się głupsza, niż przed otworzeniem tej książki, w dodatku jeszcze zmęczona po całym straconym czasie – wszystkie te czynniki musiały sprawić, że dopadł mnie błogi sen. Nawet nie zauważyłam, kiedy był już ranek.
Ptaszki ćwierkały, sprawiając mi swoim głosem samą radość. Wsłuchiwałam się w ich pieśń, tak delikatną i cichą...
Wtedy zadzwonił mój budzik, ustawiony na godzinę dziewiątą trzydzieści.
Zrozumiałam.
Zrozumiałam, że po raz pierwszy w życiu spóźniłam się na lekcje.
Chwilowe paliptacje serca na moment oderwały mnie od rzeczywistości. Chwyciłam ręcznik i w ekspresowym tempie wzięłam prysznic. Jak ja teraz pokażę się nauczycielom na oczy?
Wędrowałam po korytarzach, nie mogąc pogodzić się z losem "tej spóźnialskiej". Przecież spóźniają się wyłącznie nieudacznicy. Czy to była jasna wizja mojej przyszłości? Miałam wrażenie, że chodzę w kółko, bo po raz trzeci wylądowałam przed swoim pokojem. Chyba moim. Zaniepokoił mnie fakt, iż przed drzwiami stoi jakiś facet.
Czyżby przyszedł mnie uczyć? Wyglądał na dość wściekłego, a jego wygląd odrobinę mnie przerażał. Ale nauczono mnie, że ocenianie człowieka po wyglądzie może okazać się błędne.
Na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Podeszłam do chłopaka.
– Witaj! Podejrzewam, że przyszedłeś w sprawie ogłoszenia. – Wystawiłam do przodu swoją dłoń.
– Nazywam się Loretta. Miło mi Cię poznać!
Myślenie jest cnotą głupich [1]
Etykiety:
Myślenie jest cnotą głupich,
Nivan Oakley
— Jebać Kumara. — Oderwałem pierwszy płatek. — Jebać Illene. — Oderwałem drugi płatek. — Jebać Przewalską. — Trzeci płatek. — Jebać Hopecrafta. — Czwarty płatek. — Jebać kurwę od zielarstwa. — Piąty płatek. — Jebać O'Hare. — Ten płatek wyrwałem z wyjątkowym impetem, wyrzucając go przy tym dobitnie, wręcz dramatycznie, jakbym pozbywał się ciężaru z duszy. — Jebać Oakleya. — Oderwałem siódmy płatek, wzdychając ciężko i wypuszczając stokrotkę z dłoni. Przetarłem twarz, skupiając się głównie na zalepionych śpiochami oczach. Zapomniałem jeszcze wspomnieć o wielu, równie istotnych rzeczach, jak o nerkach, czy tym całkiem nowym kutasie mamy, czy też niepokojącym szwedzie, który lubił pokręcić się w moim towarzystwie, gdy akurat wyłaziłem do miasta.
Zdecydowanie potrzebowałem odskoczni od tego wszystkiego, bo aktualnie otaczające mnie sytuacje nie zapowiadały się zbyt ciekawie osobno, a co dopiero mówić o chwili, gdy zbiją się w jedną, potężną, przytłaczającą całość.
Dlatego uniosłem brwi w zdziwieniu i swego rodzaju zadowoleniu, przetarłem brodę, uśmiechnąłem się firmowym uśmieszkiem numer trzydzieści cztery i przejechałem palcami po ogłoszeniu, które wisiało na jednej z wielu ścian głównego korytarza.
Może przy okazji oprócz odskoczni mentalnej, dorobię się jeszcze kilku rubli. Z chęcią przysłuchałbym się swobodnie obijającym się w kieszeni monetom. Nie chciałem mówić, że wszystko, co mieliśmy, przepiliśmy i przećpaliśmy z Kumarem, ale wszystko, co mieliśmy, przepiliśmy i przećpaliśmy z Kumarem.
Dlatego następnego dnia stałem pod Pokojem Zwierciadła i zapukałem mocno, dwoma palcami, trzy razy i jeden, tak dla pewności.
Loretta Brown.
Kolejny niespełniony byt, jedna z wielu części tutejszego ekosystemu, przyszły niewolnik społecznego zapierdolu.
Tak mi przykro, że musi marnować wolny czas na naukę, która i tak koniec końców doprowadzi ją do niczego, bo za iks lat nikogo nie będzie obchodziło i nie będzie się dopytywał jej o to, kto babrał się w Królestwie Południa...
Dziękowałem genom za chłonny umysł, zdecydowanie.
Zdecydowanie potrzebowałem odskoczni od tego wszystkiego, bo aktualnie otaczające mnie sytuacje nie zapowiadały się zbyt ciekawie osobno, a co dopiero mówić o chwili, gdy zbiją się w jedną, potężną, przytłaczającą całość.
Dlatego uniosłem brwi w zdziwieniu i swego rodzaju zadowoleniu, przetarłem brodę, uśmiechnąłem się firmowym uśmieszkiem numer trzydzieści cztery i przejechałem palcami po ogłoszeniu, które wisiało na jednej z wielu ścian głównego korytarza.
Może przy okazji oprócz odskoczni mentalnej, dorobię się jeszcze kilku rubli. Z chęcią przysłuchałbym się swobodnie obijającym się w kieszeni monetom. Nie chciałem mówić, że wszystko, co mieliśmy, przepiliśmy i przećpaliśmy z Kumarem, ale wszystko, co mieliśmy, przepiliśmy i przećpaliśmy z Kumarem.
Dlatego następnego dnia stałem pod Pokojem Zwierciadła i zapukałem mocno, dwoma palcami, trzy razy i jeden, tak dla pewności.
Loretta Brown.
Kolejny niespełniony byt, jedna z wielu części tutejszego ekosystemu, przyszły niewolnik społecznego zapierdolu.
Tak mi przykro, że musi marnować wolny czas na naukę, która i tak koniec końców doprowadzi ją do niczego, bo za iks lat nikogo nie będzie obchodziło i nie będzie się dopytywał jej o to, kto babrał się w Królestwie Południa...
Dziękowałem genom za chłonny umysł, zdecydowanie.
Myślenie jest cnotą głupich [0]
Etykiety:
Loretta Brown,
Myślenie jest cnotą głupich
Lata mijały. Ja byłam coraz starsza, miałam coraz mniej przyjaciół, a moja wiedza ulatniała się w straszliwym tempie. I właściwie, nie wiem nawet kiedy, doszłam do wniosku, że kompletnie nic nie umiem. "Wiem, że nic nie wiem", jakby to ujął jeden z filozofów ze Świata Realnego. Jednak nie było mi do śmiechu. Czułam się źle, ponieważ ocena niższa niż czwórka byłaby dla mnie hańbą, a chyba na nią właśnie się zapowiadało.
Każdego wieczoru próbowałam skoncentrować swoje myśli na jednej rzeczy – nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Ale było jedynie gorzej. Załamało mnie to odrobinkę (nie licząc tego momentu, gdy chodziłam po szkole jak jakiś wychudzony duch), dlatego postanowiłam starać się bardziej.
Najkrótsza w świecie przerwa, którą miałam poświęcić na załatwienie potrzeb fizjologicznych, zamieniła się w kilkugodzinną drzemkę. Byłam na siebie zła, jednakże z drugiej strony mój mózg chyba potrzebował takiego odpoczynku. Miałam stosunkowo dobry nastrój, zanim nie zobaczyłam, że muszę przerobić jeszcze conajmniej sześć grubych ksiąg przed następnym egzaminem. Zupełnie opuściła mnie chęć do jakiejkolwiek nauki i już miałam się poddać, ale przypomniałam sobie, co robiłam, zanim trafiłam właśnie tutaj: pobierałam korepetycje od emerytowanej matematyczki. Może konieczne będzie zrobienie tego ponownie?
Wyjęłam kartkę i długopis, chcąc napisać całe ogłoszenie całkowicie odręcznie. W ten sposób udowodnię, jak bardzo mi zależy. Bardzo długo wpatrywałam się w kartkę i zastanawiałam, jak ubrać w słowa to, o co chcę poprosić kogoś nieznajomego. Po dwudziestu minutach gotową kartkę, przepisaną jeszcze trzy razy, wywiesiłam w charakterystycznych miejscach w szkole. Nie wiem, czy było mi potrzebne jakieś specjalne pozwolenie, ale musiałam poszukać nauczyciela i to jak najszybciej!
Przyklejałam ostatnią kartkę, kiedy w oczy rzuciło mi się jedno zdanie:
Z całym szacunkiem, postaram się odwdzięczyć.
Z całym szacunkiem? Czy na pewno ja to napisałam?
Moim oczom po raz kolejny ukazały się równe literki, stojące idealnie obok siebie. Musiałam sprawdzić wiarygodność swojego przekazu.
Witaj!
Jeżeli już patrzysz na to ogłoszenie, chcę Cię prosić o pewną przysługę. Otóż, moja wiedza jest bardzo szczątkowa, a egzaminy idą mi coraz gorzej. Ciężko mi przebrnąć przez górę materiału do nadrobienia, gdyż do następnego terminu pozostało niewiele czasu. Proszę, jeżeli nie masz nic do roboty i uczysz się chociaż przyzwoicie – znajdź dla mnie chwilę! Zapraszam do Pokoju Zwierciadła, gdzie powinnam siedzieć razem z nosem w książce. Z całym szacunkiem, postaram się odwdzięczyć, jakkolwiek by to nie brzmiało.
Z poważaniem
Brown Loretta
Brzmiało to dość niepoważnie, jak na życiową prośbę. Ale powinno wystarczyć, żeby zgłosiła się chociaż jedna osoba. Jedna, jedyna.
Błagam.
Każdego wieczoru próbowałam skoncentrować swoje myśli na jednej rzeczy – nauka, nauka i jeszcze raz nauka. Ale było jedynie gorzej. Załamało mnie to odrobinkę (nie licząc tego momentu, gdy chodziłam po szkole jak jakiś wychudzony duch), dlatego postanowiłam starać się bardziej.
Najkrótsza w świecie przerwa, którą miałam poświęcić na załatwienie potrzeb fizjologicznych, zamieniła się w kilkugodzinną drzemkę. Byłam na siebie zła, jednakże z drugiej strony mój mózg chyba potrzebował takiego odpoczynku. Miałam stosunkowo dobry nastrój, zanim nie zobaczyłam, że muszę przerobić jeszcze conajmniej sześć grubych ksiąg przed następnym egzaminem. Zupełnie opuściła mnie chęć do jakiejkolwiek nauki i już miałam się poddać, ale przypomniałam sobie, co robiłam, zanim trafiłam właśnie tutaj: pobierałam korepetycje od emerytowanej matematyczki. Może konieczne będzie zrobienie tego ponownie?
Wyjęłam kartkę i długopis, chcąc napisać całe ogłoszenie całkowicie odręcznie. W ten sposób udowodnię, jak bardzo mi zależy. Bardzo długo wpatrywałam się w kartkę i zastanawiałam, jak ubrać w słowa to, o co chcę poprosić kogoś nieznajomego. Po dwudziestu minutach gotową kartkę, przepisaną jeszcze trzy razy, wywiesiłam w charakterystycznych miejscach w szkole. Nie wiem, czy było mi potrzebne jakieś specjalne pozwolenie, ale musiałam poszukać nauczyciela i to jak najszybciej!
Przyklejałam ostatnią kartkę, kiedy w oczy rzuciło mi się jedno zdanie:
Z całym szacunkiem, postaram się odwdzięczyć.
Z całym szacunkiem? Czy na pewno ja to napisałam?
Moim oczom po raz kolejny ukazały się równe literki, stojące idealnie obok siebie. Musiałam sprawdzić wiarygodność swojego przekazu.
Witaj!
Jeżeli już patrzysz na to ogłoszenie, chcę Cię prosić o pewną przysługę. Otóż, moja wiedza jest bardzo szczątkowa, a egzaminy idą mi coraz gorzej. Ciężko mi przebrnąć przez górę materiału do nadrobienia, gdyż do następnego terminu pozostało niewiele czasu. Proszę, jeżeli nie masz nic do roboty i uczysz się chociaż przyzwoicie – znajdź dla mnie chwilę! Zapraszam do Pokoju Zwierciadła, gdzie powinnam siedzieć razem z nosem w książce. Z całym szacunkiem, postaram się odwdzięczyć, jakkolwiek by to nie brzmiało.
Z poważaniem
Brown Loretta
Brzmiało to dość niepoważnie, jak na życiową prośbę. Ale powinno wystarczyć, żeby zgłosiła się chociaż jedna osoba. Jedna, jedyna.
Błagam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)